Zimne oczy

Bezwładne ciało opadło na zimną podłogę. Otarł usta wierzchem dłoni i rozejrzał się czy ktoś go widział, ale nawet jeśli tak to uznali by, że to jakaś para obściskująca się w kącie. Nachylił się i sprawdził puls nieprzytomnej dziewczyny, lekko słaby ale przeżyje, nie musiał się więc martwić o ciało. Zakrył jej długimi włosami ślady na szyi i ruszył przed siebie wychodząc z rozbrzmiewającego muzyką budynku. Uwielbiał imprezy w akademikach, mógł swobodnie wejść, najeść się ile zechce, a potem jakby nigdy nic wyjść niepostrzeżenie, Tak też było i tym razem.  Jednak przechodząc przez próg domu, zatrzymała go czyjaś dłoń zaciskająca się na jego przedramieniu. Przybrał jak najbardziej wrogi wyraz twarzy i obrócił głowę.

- Czego?- warknął jeszcze zanim zdążył zobaczyć kto mu przeszkadza.

- Musimy pogadać- odwarknęła blondynka, którą od razu rozpoznał. Pamiętał tą jedną wyjątkową noc. Boże, co to była za noc. Przypadkiem spotkał ją na jednej z imprez, takich właśnie jak ta z której wychodził. Wpadła mu w oko, więc postanowił się na niej pożywić, a że przy okazji była bardzo atrakcyjna, od razu poczuł potrzebę zaspokojenia także drugiego głodu jaki nękał go od jakiegoś czasu. Niewiele wtedy myśląc zaciągnął ją na piętro do jakiegoś pustego pokoju i spędził z nią upojne chwile. Pamiętał jaka była zawstydzona, skrępowana gdy powoli ją rozbierał, omiatając powoli jej nagą sylwetkę. Przenieśli się na łóżko, gdzie ona nie wiedząc jak dobrać słowa przyznała mu się, że jest dziewicą. Ależ wtedy przeżył szok, a jednocześnie i zaczęła rozpierać go duma, że to właśnie on będzie tym pierwszym. Rozkosznie wyginała się pod nim, gdy on starał się dać jej jak największą rozkosz, jej jęk pamiętał do tej pory. Taki leniwy, a jednocześnie podniecał go do granic możliwości.

- A o czym mam niby z tobą rozmawiać?- spytał zdziwiony wracając do rzeczywistości, gdy wyciągnęła go za zewnątrz, dosyć daleko żeby nikt ich nie słyszał i żeby nie przeszkadzała im głośna muzyka.

- Jestem w ciąży- zanim to oznajmiła wzięła głęboki wdech. Usłyszawszy to, najpierw otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, a potem wybuchł śmiechem. Wieki już tak bardzo go nikt nie rozbawił.

- O Boże kobieto. Naprawdę, o ile się orientuje, dziś nie jest Prima Aprilis, ale żart udał Ci się genialnie- ponownie się roześmiał, ale gdy poczuł jak go spoliczkowała uśmiech zamarł mu na ustach. Zamiast tego w oczach pojawiła się wściekłość.

- To nie jest śmieszne. Masz mi pomóc, rozumiesz? Chciało Ci się mnie rozdziewiczać to teraz bądź odpowiedzialny i pomóż mi coś wymyślić- targały nią sprzeczne emocje. Bała się, nie wiedziała co powiedzieć, w domu nikt jeszcze nie wiedział że jest w ciąży, jeśli powie ojcu, wpadnie w szał. Jedyną osobą, która mogła jej pomóc i musiała to zrobić to właśnie on. A jemu było do śmiechu, najnormalniej w świecie ją wyśmiał. Czuła się zraniona, z każdą chwilą coraz bardziej chciało jej się płakać.

- Posłuchaj maleńka, nie wiem w co Ty grasz, ale mnie to nie bawi. Ja nie jestem ojcem bo nie mogę mieć dzieci. Dlatego proponuję Ci iść i go poszukać- wycedził przez zęby jadowitym tonem.

- Od tamtej nocy, ja z nikim nie... no wiesz. Tylko z Tobą... nie wiem co mam robić- zawstydzona przeniosła wzrok na własne buty.

- Kotku naprawdę, coś Ci się zdaję. Nie zawracaj mi głowy, bo nie mam czasu na rozchwiane emocjonalnie dziewuchy, które nawet nie pamiętają z kim spały- nawet nie zorientował się, kiedy ponownie go spoliczkowała ze łzami w oczach. Była silna i szybka, stanowczo tu coś nie pasowało, ale przecież to niemożliwe. Przeklął siarczyście pod nosem i złapał ją za rękę ciągnąc za sobą.

Parę ulic dalej wsadził ją do swojego samochodu i ruszył do posiadłości w której mieszkał. Zanim dojechali na miejsce zdążyła się już uspokoić i teraz nieobecnym wzrokiem wyglądała przez okno. Wjechał przez wielką stalową bramę z pięknym roślinnym motywem, gdy podjechał pod dwupiętrowy dom z czerwonej cegły, natychmiast wysiadł z pojazdu obchodząc go otworzył jej drzwi. Pociągnął ją do środka przez ciemne mahoniowe drzwi, skręcił w prawo wchodząc do przestronnego salonu. Brutalnie pchnął ją delikatnie na kanapę stojącą na samym środku

- Siedź tu. Zaraz wrócę- mierząc ją surowym wzrokiem, odwrócił się na pięcie zostawiając ją samą. Siedziała sama przez parę minut, gdy niespodziewanie przed nią pojawiła się jakaś kobieta w średnim wieku.

- Jestem Madeleine Pier, Pan kazał się, spytać czy coś podać- pojedyncze siwe pasma dodawały kobiecie uroku, a francuski akcent brzmiał wytwornie.

- Dzień dobry, znaczy dobry wieczór. Nazywam się Lilianna Scott, nie dziękuję, nie wiem czy w ogóle zdążyła by Pani coś przygotować bo pewnie zaraz pójdę- zlękniona co chwilę zerkała w miejsce w którym zniknął przystojny mężczyzna.  

- Pan kazał dopilnować, żeby nigdzie nie puścić stąd Panienki dopóki nie naradzi się w jakiejś sprawie- powiedziawszy to obróciła się i odeszła.

Blondynka pozostawiona sama sobie, pluła sobie w brodę jaka była głupia, że zatrzymała tego faceta gdy wychodził z imprezy. Jednak działała pod wpływem impulsu, jak tylko zobaczyła te szerokie ramiona, brązowe włosy, które odgarniał co chwilę na tył głowy niecierpliwym ruchem. I  czarne oczy, gdy tylko je zobaczyła już nie panowała nad sobą, szybko wyciągnęła go na zewnątrz. Nie wiedziała czego się spodziewać, spędzili ze sobą tylko jedną noc, wtedy trzy miesiące temu, ale nigdy nie sądziła, że tak ona się skończy. Na samą myśl jak on ją rozpalał, jak ją pieścił tamtej nocy, na jej policzkach pojawiały się rumieńce. Potrząsnęła głową chcąc wyrzucić z niej tą myśl i czekała i czekała, jednak on się nie pojawiał, robiło się coraz później, a ona coraz bardziej śpiąca. W końcu nie wytrzymała, położyła się na kanapie, obiecując sobie w myślach, że to tylko na chwilę, rozprostuje kości i odpocznie sekundę. Tylko moment udało jej się wytrwać w tym postanowieniu, nie wiedząc nawet kiedy jej oczy się zamknęły, a ona pogrążyła się we śnie.

W pokoju niedaleko salonu, znajdował się brunet, który razem z przyjacielem przeglądał stare księgi, a także obdzwaniał zaprzyjaźnione osoby prosząc o pomoc. W momencie gdy po raz kolejny odłożył słuchawkę, do pomieszczenia uprzednio pukając weszła starsza kobieta ze skrępowaną miną.

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale jest mały problem- patrzyła na swoje buty, bojąc się wybuchu złości pracodawcy. Wiedziała, że to wyjątkowa sytuacja, a w takich chwilach szef był bardzo nerwowy.

- Co się znowu stało?- był bliski obłędu. Miał dość tego dnia, a jeszcze niedawno był szczęśliwy, najedzony i miał w planach spędzić wieczór na lenistwie.

- Ta panienka... Ona zasnęła- bezradnie wskazała ręką w stronę drzwi. Szybko przeszedł obok kobiety i powędrował do salonu. Stanął jak wryty na widok, tej drobnej blondyneczki, zwiniętej na kanapie, pogrążona we śnie nawet nie usłyszała jak wszedł.

- Kazałem Ci czekać, a nie urządzać sobie drzemki- powiedział podniesionym tonem, zerwała się przestraszona, sekundę zajęło jej skojarzenie faktów.

- Powiedziałeś, że zaraz wracasz, a zniknąłeś na ponad dwie godziny. Co Ty myślisz, że będę tu siedziała i czekała, aż jaśnie książę nabierze ochoty i się pojawi?- krzyczała na niego, nie zwracając uwagi na pozostałą dwójkę stojącą za nim.

- To było trzeba wyjść, droga wolna- wskazał jej drzwi. Oburzona nabrała dużo powietrza, wzięła swoją kurtkę i wyszła. Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza.

- Victor ona jest nam potrzebna, musimy dowiedzieć się czy to prawda. Jak teraz stąd wyjdzie, możemy jej już nigdy nie znaleźć- blondyn dotychczas stojący z tyłu, odezwał się z niepokojem w głosie. Brunet zaklął pod nosem kolejny raz i ruszył za kobietą. Zdążyła oddalić się już spory kawałek, podbiegł do niej swoim normalnym tempem i złapał za ramie.

- Poczekaj- przemówił delikatnie, gdy chciała mu się wyrwać, obrócił ją plecami do siebie i przyciągnął do swojej klatki piersiowej. Objął mocno ramionami, żeby mu się nie wyrwała.

- Puść mnie idioto- ostatnimi siłami próbowała się uwolnić.

- Silna z ciebie bestia. Posłuchaj, to co mi dziś powiedziałaś to dla mnie coś nowego i muszę sprawdzić wszystkie źródła czy to możliwe, bo jak mówiłem nie mogę mieć dzieci. Dlatego to tyle trwa. Musisz się uzbroić w cierpliwość i poczekać- tłumaczył spokojnie, starając się nie wkładać w swój głos irytacji ani wrogości.

- Przecież powiedziałam, że jestem w ciąży, nie wymyśliłam sobie tego. Mam powtórzyć test przy Tobie?- wyjąkała płaczliwym głosem.

- Możesz zrobić, nic nie zaszkodzi sprawdzić drugi raz- mruknął pod nosem.

- Sprawdziłam chyba z pięćdziesiąt, chciałam mieć pewność- zawstydzona spojrzała na ziemie pod swoimi stopami.

- Chodź do środka, tam napijesz się herbaty, a ja zadzwonię do pewnego znajomego- rozluźnił ramiona, kiedy delikatnie kiwnęła głową. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyboru. Facet żyje dłużej niż on, może wie coś na temat takich przypadków jak ona. Sam już nie wiedział, albo ona kłamała jak z nut, albo faktycznie była w ciąży, a on jest ojcem.

Okazało się, że musiała spędzić noc w tym domu. Victor wysłał gosposie do apteki po kilka różnych testów, a sam zamknął się znowu w gabinecie. Nie widziała go przez resztę nocy, w końcu Pani Madeleine zaprowadziła ją do pokoju, gdzie położyła się spać. Rano gdy wstała, docierały do niej jakieś krzyki z dołu, pośpiesznie przeczesała włosy ręką i zeszła na dół. W salonie stało trzech mężczyzn, dwóch z nich jako tako rozpoznawała, jeden to Victor, drugi to ten jego znajomy co był wczoraj miał na imię Dicon, ale tego ostatniego nie znała. Jak tylko pojawiła się na horyzoncie, umilkli i patrzyli na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Coś się stało?- spytała zdezorientowana.

- No no Black, nieźle zaszalałeś, nie dziwie Ci się, że nie utrzymałeś swojego miecza w spodniach- zakpił nieznajomy brunet, byli bardzo podobni, obaj z Victorem mieli postawne sylwetki, brązowe włosy, prawie identyczne rysy twarzy. Jedyne co ich różniło to kolor oczu, obcy miał je niebieskie, bardzo jasno niebieskie.

- Odwal się i lepiej pomóż- czarnooki warknął, nawet nie spoglądając na niego.

- Jak sobie życzysz- mruknął z diabelskim uśmiechem. W mgnieniu oka wyciągnął spod płaszcza sztylet sai i rzucił w nią, błyskawicznie go złapała i obróciła odrzucając. Wszystko to trwało w ciągu zaledwie sekundy, a gdy się rozejrzeli nieznajomy akurat wyciągał ostrze z własnego ramienia. Blondynka z wielkimi oczyma wpatrywała się w swoje dłonie to w niego.

- Czyś Ty zgłupiał?- krzyknął Victor z furią w oczach.

- Kazałeś pomóc, nie powiedziałeś nic, że nie mogę rzucać w nią moimi kochanymi sai- z rozbawieniem wycierał krew ze sztyletu w chusteczkę.

- On właśnie rzucił we mnie jakimś nożem- niebieskooka wciąż była w szoku, podeszła do kanapy i usiadła na niej.

- A Ty kochanie go odrzuciłaś i wbiłaś mi w ramie- schował sztylet i usiadł naprzeciw niej.

- Mówiłem, że to zły pomysł sprowadzać go tu- czarnooki zwrócił się do tej pory milczącego Dicona.

- Oh dziękuję stary przyjacielu, że wciąż pałasz do mnie taką sympatią, ale teraz lepiej usiądź koło tej miłej damy i posłuchaj co mam do powiedzenia. Dino siad- wskazał ziemie przy swoich nogach.

- Prosiłem żebyś tak do mnie nie mówił- blondyn spojrzał urażony na przybysza.

- No coś tam kiedyś napomknąłeś. Ale dobrze przygotujcie się na ciekawą opowieść. Tylko niewielu ją zna. Dawno temu gdy na ziemi było zaledwie parę wampirów, jeden spotkał kobietę, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, jakiś czas później pobrali się. A co za tym idzie była noc poślubna, podczas niej owy wampir spłodził swojego syna. Dzieje się to tylko gdy wampir trafia na kobietę swojego życia i gdy podczas ich wspólnej nocy ona jest dziewicą. Teraz to już się nie zdarza ostatni raz gdy coś takiego się wydarzyło to jakieś dwieście lat temu. Dziecko rozwija się jak normalne dziecko ludzi, w kobiecie podczas ciąży zachodzą, jednak pewne zmiany. Jest silniejsza, szybsza, dużo więcej je. Ciąża trwa tyle co u normalnej kobiety, tylko niekiedy szybciej rodzą, ale wcześniakom nic nie grozi. No to tak pokrótce- wyjaśnił i z zadowolonym wyrazem twarzy patrzył na troje ludzi na których twarzach malował się szok.

- Wampiry?- pierwsza odezwała się blondynka, która jak słuchała tej opowieści miała wrażenie, że jest na jakimś filmie.

- Nie powiedziałeś jej?- nie czekając na odpowiedź, kontynuował- Tak moja droga wampiry. Takie potworki co chodzą po ziemi i wysysają krew z ludzi- roześmiał się z własnej teorii.

- Jesteście bandą wariatów. Spadam stąd, zbliżcie się do mnie lub do mojego dziecka, a pójdę do sądu po zakaz zbliżania się- poderwała się z miejsca i ruszyła do drzwi, nie zdążyła zrobić dwóch kroków, gdy nieznajomy stanął przed nią.

- Posłuchaj moja droga...- zaczął ale mu przerwała.

- Nie jestem żadną twoją drogą, zejdź mi z drogi idioto- chciała go ominąć, ale jej nie dał.

- Masz charakterek, lubię takie, macie wyjątkowy smak krwi.- zrobił krok w jej stronę, a ona odruchowo się cofnęła. Robiła kroki do tyłu do momentu, gdy o coś zahaczyła i upadła prosto na kolana Victora, chciała się podnieść ale on ją objął w pasie i przyciągnął bliżej siebie.

- Nie bój się, to kretyn, ale czasem się przydaje- uspokajająco głaskał ją po plecach.

- Idiota ma imię. Wybacz mi Pani moje maniery, Drakula mnie zwą- wyciągnął rękę do uściśnięcia i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Spojrzała najpierw na jego dłoń, potem na twarz i wybuchła śmiechem, wypowiadając pod nosem jego imię. Zanosiła się śmiechem jak już dawno tego nie robiła, zawstydzona swoim zachowaniem schowała głowę w zagłębieniu szyi czarnookiego chichocząc jak głupia.

- Prawdziwa dama- mruknął urażony jej reakcją.

- Widzisz, zawsze Ci mówiłem, że ktoś w końcu tak zareaguje- roześmiał się, chcąc ukryć jak dobrze się czuje z blondynką przy sobie. Odruchowo zaczął bawić się jej włosami, gdy ona dalej miała głowę na jego barku i głupio się uśmiechała.

- Nie no poważnie, jesteś Drakula, ten z Rumunii?- po raz kolejny się roześmiała, nie wiedziała czemu ją to tak bawiło, ale nie mogła przestać.

- Nie, to imię po moim przyjacielu, pierwszym wampirze na świecie, był dla mnie jak ojciec. Stworzył mnie i zawsze się mną opiekował, gdy pewien niegodziwiec go zabił przejąłem jego imię, żeby na zawsze został zapamiętany, od tamtej pory nikt nie poznał mojego prawdziwego imienia- zakończył urażony, a jej zrobiło się głupio. Od razu z jej twarzy zszedł uśmiech.

- Przepraszam, Drakuś nie gniewaj się, ja jestem Lilianna- podniosła się i przytuliła go czule. Zdziwiony tym gestem najpierw zamarł, a potem objął ją przykładając usta do jej szyi- Ugryź mnie, a Cie wypatroszę- wysyczała cały czas przytulona do niego.

- Frumoasa mea1, gdyby nie to, że jesteś jego, to porwał bym Cie do mojego domu i robił z Tobą nieprzyzwoite rzeczy- odsunął ją na wyciągniecie ramion i puścił oczko to czarnookiego.

- Trzymaj lepiej swoje łapy zdala od niej- Victor wstał i przyciągnął do siebie blondynke, kiedy oparła się o niego plecami, objął ją w pasie.

Mijały godziny, dni, tygodnie, Lili przeprowadziła się do posiadłości Victora, żeby on i Dicon mieli oko na nią i na dziecko. Drakula wyjechał pare dni później, obiecując, że przyjedzie kilka dni przed porodem. Wszystkie sprawy płynęły własnym torem, jedynie para przyszłych rodziców nie mogła dojść do porozumienia, co chwile wybuchały coraz to nowe kłótnie, które kończyły się albo płaczem blondynki albo tym że rzucała się na niego chcąc go uderzyć. Każdy widział, że ciągnie ich do siebie, ale nie chcieli na to pozwolić. Woleli udawać wrogów niż, stać się prawdziwą parą. Victor wiele razy przechodził koło jej sypialni, wachając się czy wejść czy nie, jednak zawsze kończyło się tak samo. Zdenerwowany swoim zachowaniem odchodził do gabinetu albo do swojego pokoju. Jednak pewnego wieczoru nie wytrzymał, było koło pierwszej w nocy wyszedł z swojej sypialni, miał zamiar iść do gabinetu poczytać książki które przesłał mu Drakula o dzieciach spłodzonych przez wampiry. Dostrzegając jednak światło w salonie, skierował tam swoje kroki, w rogu kanapy z nogami podwiniętymi pod siebie siedziała Lilii.

- Co Ty tu robisz?- spytał szeptem, żeby jej nie przestraszyć.

- Siedze, nie mogę zasnąć- przeniosła na niego wzrok.

- Mogę się dosiąść?- wolał się spytać, nie chciał na niej niczego wymuszać.

- Siadaj, to w końcu Twój dom- wzruszyła ramionami, z powrotem patrząc na kominek i na ogień który w nim się palił, podszedł do kanapy i usiadł jakieś trzydzieści centymetrów od niej.

- Jak się czujesz?- odezwał się po chwili ciszy.

- Obchodzi Cie to?- zakpiła.

- Posłuchaj Lilii, wiem że źle zaczęliśmy, ale to musi się zmienić, musimy się poznać, polubić. Wtedy ten jeden raz co byliśmy ze sobą, podobało nam się, wręcz powiem że było świetnie. Rozumiem też, że możesz być przybita tymi wszystkimi nowymi rzeczami co się dzieją, a także wiadomością, że ojciec Twojego dziecka to wampir- mówił łagodnym, monotonnym głosem.

- Tak szczególnie to ostatnie, jest genialną nowiną- prychnęła pod nosem, posyłając mu posępne spojrzenie.

- Hej, Bella Swan była szczęśliwa, że Edzio zrobił jej dzidziusia- zawołał, rozbawiony własnym

stwierdzeniem. Blondynka spojrzała na niego najpierw jak na idiote, a potem roześmiała się głośno.

- Tak, tylko widzisz, oni byli już po ślubie, ona świata poza nim nie widziała, byli gotowi zginąć dla siebie, on ładnie grał na fortepianie, mam wymieniać dalej?- wyliczała na palcach z uśmiechem na ustach.

- No dobra, poddaje się. Maleńka daj spokój, zawrzyjmy rozejm co? Nie chce się kłócić, spędzimy razem sporo czasu teraz i przez reszte życia- posłała jej błagalne spojrzenie.

- Dobrze, rozejm, ale żeby wyjaśnić wszystko od razu. To że mamy rozejm, nie znaczy że będe z tobą sypiać- odezwała się dopiero po chwili ciszy, podczas której intensywnie myślała.

- To jak nie sypiać, to chociaż się przytulisz?- wyciągnął ramiona które po wyprostowaniu, sięgały jej do łopatek. Najpierw spojrzała na niego nieufnie, ale i tak się przytuliła, siedzieli wtuleni w siebie jeszcze sporo czasu, dopóki ona nie zasnęła z głową na jego ramieniu.

Czas płynął szybko, ale już w miłej atmosferze, brzuch blondynki rósł z każdą chwilą. Dopiero parę miesięcy później, pewnej nocy Lilii obudził ból brzucha. Przestarszona zawołała Victora ile sił w płucach. Nie zdążyła mrugnąć, a on już się pojawił przy jej łóżku, przygotowany na wcześciejszy poród wziął niebieskooką na ręce i przenióśł do pokoju na końcu korytarza. Dicon pojawił się zaraz za nim, rozścielając na stole operacyjnym prześcieradło. Brunet położył ją na nim, a sam założył rękawiczki.

- No maleńka, wielka chwila nas czeka, daj z siebie wszystko i urodź nasze dziecko- stanął przy jej boku i pocałował w czoło patrząc głeboko w oczy. Nie mogąc odpowiedź, zacisnęła zęby i pokiwała głową. Poród trwał chwilę, dosłownie pare minut i na świat przyszła ich córka.

Minęły dwa tygodnie, podczas których Victor czuwał przy Lilii jak i przy córce, nie dał jej imienia. Chciał poczekać, aż blondynka obudzi się ze śpiączki, w którą zapadła pare minut po urodzeniu dziewczynki. Cały czas uparcie wierzył, że się obudzi. Wszyscy stracili nadzieje, tylko nie on, ściągnął z powrotem Drakule, który miał zrobić wszystko żeby się obudziła, jednak ten nie znał przyczyny tego co się stało. Nigdy nic takiego się nie wydarzyło i sam patrzył bezradnie na nieprzytomną ślicznotkę. Kolejnego takiego samego dnia, gdy brunet siedział na łóżku niebieskiookiej z córką na rękach zauważył pewną zmianę na twarzy matki dziecka. Podniósł dłoń do jej ust i odchylił górną wargę, przerażony zobaczył że dziewczynie pojawiły sie kły.

- Drakula! Rusz tu swoją dupę- krzyknął, kładąc córkę w nogach łóża.

- Co jest?- pojawił sie od razu.

- Ona ma kły- ponownie odchylił tą samę wargę pokazując to samo co zobaczył.

- O na wampira. Tego jeszcze w swoim żywocie nie widziałem- podszedł bliżej i dotknął kła, jednak szybko cofnął dłoń- Ugryzła mnie- zszokowany spojrzał na swój palec.

- Nie dotykaj mnie Drakuś, teraz nie dość, że gryzę ale i jestem jeszcze bardziej wredna- otworzyła oczy i przeciągnęła się patrząc na zszokowanych Panów.



KONIEC
 

1Frumoasa mea  - "moja piękna", po rumuńsku 

 

Zainteresowania: Pisanie książek i opowiadań różnych kategorii; czytanie książek, artykułów; słuchanie muzyki O mnie: Początkująca pisarka, próbująca swoich sił gdzie tylko się da. Z romantyczną duszą pochłaniam masę romansów, z których uczę się poprawnie pisać ale też tworzyć postacie i historie Kontakt: dominikaa12@wp. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.