Uciekający pociąg

Tej nocy niebo płakało niemiłosiernie, wylewając masę łez. Peron, na którym siedział Krzysztof – dwudziestoletni, nie za wysoki, zielonooki, szczupły mężczyzna – był oświetlony w samym centrum, więc stojąc tam, odnosiło się wrażenie, że patrząc w przód czy w tył, widać było tylko czarną ścianę, wzdłuż której spadają niewielkie kropelki deszczu. Przychodził tu każdej nocy, jakby czekał na coś, co ma kiedyś nadejść, lecz nie wiadomo było, kiedy to się stanie. Z reguły nikt nigdy do niego nie podchodził, chyba że chciał spytać o godzinę, zatem mógł spokojnie zatapiać wzrok w odjeżdżających powoli wagonach, a następnie patrzeć jak znikają reflektory tych maszyn gdzieś w dalekich ciemnościach, ciemnościach, do których nigdy nie miał odwagi dojść.

Mężczyzna po długim wpatrywaniu się przeszedł na koniec peronu, gdzie światło przestało go w końcu obejmować swym promieniem, Zniknął w czułych objęciach ciemnej ściany, tak że blask rzucały na niego tylko żarówki lokomotyw, które niemal co chwila przejeżdżały przez dworzec.

- Panie! Niech się pan odsunie od tej linii, bo pana wciągnie! – często krzyczeli z daleka konduktorzy czuwający nad tym, czy wszyscy wsiądą.

- Nie chcemy pana zbierać w częściach – dodawali często od niechcenia, po czym wsiadali do przednich wagonów.

,, Wciągnie, czy nie wciągnie, co za różnica. Sobą się zajmijcie – myślał, słysząc krzyki w swoją stronę, następnie kucnął paląc przy tym papierosa.

 

Tę sytuację dojrzała pewna, młoda kobieta, która wracała na weekend do rodzinnej miejscowości. Szła powoli w kierunku Krzysztofa, zostawiając w tyle całą rzeszę ludzi. Gdy zbliżyła się do niego, rozgoniła dmuchnięciem gęste kłęby dymu unoszące się nad nim.

- Czego pan tam wypatruje – spytała kucając obok niego

- Niczego, tak patrzę…

-Widzę tu pana już któryś raz. Jeździ pan gdzieś?

- Nie, tak tylko czasem tu przychodzę – powiedział, wypuszczając stopniowo dym papierosa.

- A pani?

- Ja przyjeżdżam co tydzień tutaj do męża i dzieci, bo pracuję dość daleko stąd. Czym pan się zajmuje?

- W sumie nic takiego, piszę artykuły do gazet – tu przejeżdżający pociąg zagłuszył jego wypowiedź – Express… Zawsze punktualnie tędy przejeżdża- dodał spokojnym głosem.

- Zna pan cały rozkład na pamięć?- spytała uśmiechając się.

- Całego może nie, ale większość kojarzę…

- Co pan właściwie widzi w tych pociągach?

Zamyślił się i usłyszał z oddali dźwięk piszczącej lokomotywy. Poczuł, pierwszy raz odkąd tu przychodzi, dreszcze na plecach. Słuchał tego niemiłosiernego krzyku i widział w tym ludzi, widział w tym siebie.

- Co widzę? Swoje marzenia i życie.

- Chciał pan być maszynistą?

- Gdzie tam… Widzę uciekające marzenia i życie, a to coś znacznie gorszego. Wie pani, jak to jest mieć cel na wyciągnięcie ręki, a potem patrzeć jak ginie z hukiem w ciemnościach? W jednej chwili ma pani wszystko w swoich dłoniach, ma pani coś, co mocno ściska, a to nagle, mimo mocnego chwytu, ucieka przez palce: marzenia, pragnienia, cele… Jak te pociągi.

- Och, co pan opowiada! Póki żyjemy, jesteśmy w stanie zmienić niemal wszystko. Siedząc, nic pan nie zrobi, nie poruszy się pan do przodu, a jeszcze się pan cofnie. Póki nie zrobi pan pierwszego kroku, to zawsze będzie pan widział tylko to oddalające się światełko, a ten krzyk będzie pana z każdym dniem bardziej przeszywał – Tu poderwała się i podeszła bliżej torów.

- Robiłem już masę pierwszych kroków i chyba nie umiem chodzić, bo chcąc iść ciągle dreptam w miejscu. – powiedział, rzucając wypalonego papierosa na tory – Czasem mam wrażenie, że to jest jak próba krzyczenia przez palce.

- Jeśli ktoś cokolwiek zaczyna, to już jest połowa drogi za nim. Wydaje mi się, że przy każdej wątpliwości powinno się spoglądać do tyłu, by zobaczyć, ile się już przeszło i jak wielką szkodą będzie zaniechanie tego – odwróciła głowę w stronę Krzysztofa – Pan to by chciał wszystko na raz! Nie da się tak, tylko trzeba stawiać małe kroki i od czasu do czasu duży; za mali jesteśmy, by wziąć na raz całość, zresztą i tak byśmy pewnie to zniszczyli.

- Czemu Pani tak myśli?

- Bo czasem człowiek to maszynka do niszczenia wszystkiego, co go otacza i przede wszystkim samego siebie, a co gorsza bywa tak głupi, że bije sobie po tym jeszcze brawo i nazywa to ,,panowaniem nad swoim losem”- Chwyciła go delikatnie za ramię i podniosła - ,,Wszystko, czego potrzebujesz, uwierz, że już jest w tobie”. Do widzenia, rodzina już pewnie czeka na mnie. Wszystkiego dobrego – dodała z uśmiechem.

- Do widzenia Pani – patrzył jeszcze chwilę jak odchodzi i idzie w stronę oświetlonej części peronu. Chwilę potem zniknęła z jego pola widzenia i udała się w kierunku centrum miasta, gdzie mieszkała.

Było już późno. Krzysztof spojrzał na stojący Express i począł powoli kierować się ku schodom. W tej chwili odjechał ostatni pociąg, wydając głośny okrzyk. Odjechał skądkolwiek dokądkolwiek, odjechał w ciemność.

Nazywam się Marcin Kozak i jestem studentem socjologii. W wolnych chwilach staram się pisać i tym właśnie chciałbym się z Wami podzielić:) Nigdy nie wiem, co o sobie napisać, dlatego najlepiej będzie jak stworzycie sobie mój obraz na podstawie, tego co tworzę. Z góry dziękuję za poświęcenie chwili na przeczytanie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany znajomością, wymianą poglądów, to zostawiam emaila: mkozak_92@o2. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.