Twórczość w psychologii egzystencjalnej jako spotkanie człowieka ze światem

Praca ukazuje temat twórczości widziany oczyma egzystencjalistów. Jest swojego rodzaju przeglądem różnych koncepcji, poczynając od pioniera tego nurtu – Viktora Frankla – po Rolla Maya oraz Alberta Camusa. Nawiązuje także do pragmatycznego empiryzmu Johna Deweya.

Zestawienie tychże poglądów wskazuje nam, w jak wielu aspektach może być rozpatrywana taka aktywność człowieka, z czego ona powstaje i co może dla niego oznaczać. Wywód rozpoczynam od istotnej kwestii relacyjności, przechodzę do mitycznych światów i narodzin twórczości oraz rozróżniam, czym jest tego typu aktywność dla artystów, a czym dla „zwykłych” ludzi. Całość podsumowuję własnymi przemyśleniami, żywiąc nadzieję na wzbudzenie osobistych refleksji u Czytelnika.

W swej pracy pragnę poruszyć temat twórczości z perspektywy psychologii egzystencjalnej, syntetyzując poglądy różnych myślicieli. Skupię się głównie na ujęciu twórczości przez Rolla Maya; postaram się omówić w jaki sposób widzi on naturę twórczości – z czego się rodzi i jaka jest jej istota, oraz Alberta Camusa; odnosząc się głównie do jego pojęcia buntu. Punktem wyjścia jednak będzie dla mnie koncepcja samorealizacji Viktora Frankla, twórcy analizy egzystencjalnej i logoterapii. Sądzę bowiem, iż ukazuje ona to, co jest bliskie nam wszystkim; obejmuje twórczość nie tylko sensu stricto, ale przede wszystkim twórczość w szerokim znaczeniu – jako niezbędny element życia codziennego, nadający mu głęboką wartość i sens.

Frankl zadaje sobie ciekawe pytanie, dotyczące ludzkiego życia, a mianowicie: „czy w bycie ludzkim chodzi o to by urzeczywistniać leżące w człowieku możliwości, czy też możliwości czekające na realizację w świecie?” (ks. Wolicki, 1999: s. 60). Na oba człony tego pytania należy odpowiedzieć twierdząco. Pierwszoplanowym celem nie powinna być jednak realizacja możliwości człowieka leżących w jego naturze – one są dopiero efektem samorealizacji, której można dokonać jedynie poprzez realizację możliwości w świecie (ks. Wolicki, 1999). Frankl wprowadza termin autotranscendencji, sugerując tym, że człowiek powinien wychodzić poza siebie i tym samym osiągać pełnię bytu. Samourzeczywistnianie się, czyli autotranscendencja, nigdy nie jest bezpośrednia; dokonuje się przy okazji – w   sytuacji bycia przy czymś, bycia przy kimś, realizowania czegoś w świecie. Człowiek, według Frankla, staje się sobą i osiąga człowieczeństwo, gdy wypełnia określone zadania; cele, które mają sens i wartość dla innych, które wykraczają poza niego samego i realizacje jego potencjalności, a służą wyższym ideom. Główną zasadą samourzeczywistaniania się jest oddanie (ks. Wolicki, 1999) drugiej osobie w miłości; poświęcenie się w niesieniu pomocy innym; działanie na rzecz określonej idei zmieniającej poglądy społeczne. Człowiek prawdziwie dokonuje samorealizacji, gdy umie skierować swoją uwagę na podmiot poza nim. Zasadniczym jego celem jest kształtowanie swojej rzeczywistości. W sytuacji niepowodzenia natomiast – gdy misja nie zostanie wypełniona, gdy sens nie zostanie odnaleziony – zwraca się on z powrotem ku sobie, a to powoduje poczucie pustki; przyczynia się do neurotyczności i frustracji; powoduje efekt błędnego koła; ale nigdy nie prowadzi do samorealizacji.

Mikołaj z Kuzy w Bogu Ukrytym podaje nam pewną metaforę, trafnie ilustrującą poruszany problem. Porównuje on bowiem Boga do oka. Oko jest dla niego narządem, które samo w sobie (jako centrum) nie ma koloru; pełni jednak bardzo ważną funkcję, mianowicie otwiera wrota do świata barw. Gdy jednak zapragnie się spojrzeć na samo oko, stanie się ono bezużyteczne, a mówiąc ściślej, w pewnym sensie (w dziedzinie barw) nie będzie istnieć (Mikołaj z Kuzy, 1996). Tak samo jest z człowiekiem skupionym wyłącznie na sobie – jego egzystencja będzie mało znacząca, porównywalna do wegetacji.

Wnioskując z powyższych refleksji, istotna dla Frankla w autotranscendencji jest zdolność do wchodzenia osoby ludzkiej w relacje z innymi bytami (ks. Wolicki, 1999). Skupię się tutaj na dwóch z wymienianych przez niego relacjach: relacji spotkania i relacji dialogu. Frankl odwołuje się do koncepcji filozofów dialogu, którzy przez egzystencję rozumieją koegzystencję, a ściślej stosunek „ja-ty” (ks. Wolicki, 1999). Bycie w takim spotkaniu nie może być jedynie autoekspresją – ma polegać na wspólnym poszukiwaniu, znajdywaniu i dzieleniu się logosem ujętym jako wspólny sens. Dokonać tego można za pomocą dialogu – nigdy monologu. Prawdziwe spotkanie polega też na pomocy partnerowi, aby on sam mógł dokonać transecendencji w kierunku logosu (ks. Wolicki, 1999).

Tak oto analiza egzystencjalna przedstawia nam realizacje człowieka w świecie. Teraz pragnę przejść do samej twórczości, bardziej zagłębiając się w jej charakterystykę i złożoność. Przedstawię koncepcje psychologa egzystencjalnego Rolla Maya i Alberta Camusa. Ukażę, czym według nich jest proces twórczy, jak on przebiega, jakie są jego uwarunkowania; kim jest artysta; a także porównam kilka elementów do koncepcji Frankla, ukazując ich podobieństwo.

Rollo May w swej książce Odwaga tworzenia, jak sam tytuł wskazuje, mówi, iż bycie twórczym wymaga od nas odwagi. Twierdzi on bowiem, że odwaga jest „odkrywaniem nowych form, nowych symboli, nowych wzorców, na których można budować nowe społeczeństwo” (May, 1994: s. 17). We współczesnym świecie dziedziny wywierające duży wpływ na kształt społeczeństwa (np.: biznes, technika, edukacja) ze względu na ciągłe, błyskawiczne zmiany wymagają odważnych ludzi, którzy będą w stanie docenić te przeobrażenia i je odpowiednio ukierunkować. Zdaniem Rolla Maya osobami, które naprawdę wykazują się odwagą i kształtują ducha społeczeństwa, są artyści: dramatopisarze, muzycy, malarze, tancerze, poeci, pisarze zwani świętymi – to oni wprowadzają nowe formy. Posługując się symbolem, trafiają do naszej zbiorowej świadomości, której pomysłodawcą jest szwajcarski psychoanalityk Carl Gustav Jung (May, 1994). Według niego jest to świadomość wspólna wszystkim ludziom, mająca największą moc i siłę oddziaływania. Mieszczą się w niej archetypy – zapisy powtarzających się przez wiele pokoleń doświadczeń - niosące ze sobą spory ładunek emocjonalny (Campbell i in., 2006), a co za tym idzie, także i znaczenie. Rollo May pisze, że w sztuce współczesnej zauważamy wiele oznak wyobcowania i lęku. Piękno odnajdywane jest w brzydocie, porządek – w chaosie, miłość – w nienawiści. Zatem widzimy, że artyści wyrażają duchową istotę kultury, do której należą. Autor orzeka iż „naszym problemem jest, czy umiemy ją odczytać” (May, 1994: s. 20).

Skupmy się ponownie na pytaniu, dlaczego twórczość wymaga odwagi? Odpowiedź trafnie wyrażona jest w słowach Jamesa Joyce’a, które przywołuje Rollo May: „Witaj życie! Po raz milionowy ruszam na spotkanie prawdziwego doświadczenia, by w kuźni duszy swej wykuć nieurodzone jeszcze sumienie swej rasy” (May, 1994: s. 20). Jak widzimy, Joyce mówi tutaj o spotkaniu, czyli o tej właśnie relacyjności, będącej istotnym elementem autotranscendencji Frankla. Do wątku spotkania powrócę w dalszej części pracy. Człowiek znajduje się w sytuacji spotkania z rzeczywistością; jest to nowe wydarzenie wymagające odwagi. Jeszcze większej odwagi natomiast wymaga wykucie nieurodzonego sumienia rasy. Sumienie bowiem nie jest czymś, co jest nam dane - ono dopiero tworzy się właśnie przez obcowanie z natchnieniem pochodzącym z symboli i form kreowanych przez artystów. Artyści, nawet gdy świadomie do tego nie dążą, stają się moralistami. I to jest trudne zadanie stojące przed nimi. Innym, bardzo ważnym  dowodem odwagi, istotnym dla bycia twórczą jednostką jest fakt, że poprzez tworzenie człowiek rozpoczyna czynną walkę z bogami (May, 1994). Jak pisze Rollo May: już same słowa jednego z przykazań zabraniającego obrazowania wszystkiego co jest w niebie, na ziemi i w wodzie, budzą strach wobec tych, którzy temu się sprzeciwiają, czyli przeciw artystom. Oni bowiem burzą status quo, tak silnie chroniony przez społeczeństwo (przykładów osób burzących status quo jest bardzo wiele, chociażby Sokrates, Jezus czy Joanna d’Arc). O walce z bogami opowiadają także inne zagadki, jak na przykład bliskość geniuszu i psychozy, wielość samobójstw wśród artystów. Niektóre teorie twierdzą, że artyści doświadczają niewytłumaczalnego poczucia winy. Czy ma być to karą za ten sprzeciw? Rollo May rozpatruje tę kwestię dogłębniej, rozmyślając nad mitami; przywołuje w swym wywodzie mit o Prometeuszu, a także o Adamie i Ewie. Prometeusz, jak wiemy, ukradł bogom ogień i ofiarował go ludziom. Moment ten jest uznawany przez Greków za początek cywilizacji: narodziny filozofii, nauki, dramatu i  kultury w ogóle. Ważne w tym wydarzeniu jest jednak to, że Zeus wpadł we wściekłość: kazał przykuć Prometeusza do skał Kaukazu, gdzie każdego ranka sęp wyjadał mu odrastającą przez noc wątrobę. Tutaj zauważamy także pewną cechę twórczości, jaką jest regenerowanie się – artyści zmęczeni po całodniowej pracy, czasem doświadczają uczucia bezsensowności swojego dzieła i pragną następnego ranka zająć się zupełnie czymś innym. W ciągu nocy jednak, ich „wątroby odrastają” i powracają do napoczętej pracy z nowym zapałem i energią.

Bardzo podobnym mitem według Rolla Maya jest mit o Adamie i Ewie z Genesis. W istocie mówi on o narodzinach moralnej świadomości; pojawia się tu bowiem drzewo dobra i zła, drzewo wiedzy. Sumienie (o którym mówił Joyce, twierdząc, że artyści je kształtują)  staje się tutaj synonimem świadomości. I znów pojawia się ten sam problem: Jahwe wpada w gniew i wypędza Adama i Ewę z Raju. Zatem, jak widzimy, świadomość jest zrodzona z buntu przeciw wszechmocnej sile. Współcześnie tę kwestię u artystów można także zauważyć w zwalczaniu przyziemnych „bogów”, czyli przeciwstawianiu się konformizmowi, konsumpcyjności, apatii, władzy opartej na wyzysku. Rollo May wskazuje też na inny aspekt twórczości – jej związek ze śmiercią. W micie o Prometeuszu czytamy pod koniec, że może on zostać uwolniony od męki, jeżeli ktoś nieśmiertelny zrzeknie się swojej nieśmiertelności w ramach pokuty za Prometeusza. W przypadku Adama i Ewy natomiast Bóg ukarał ich, odbierając im nieśmiertelność. Tak więc, twórczość jest związana ze śmiertelnością – walka z bogami jest wynikiem naszej śmiertelności. Twórczość to błaganie o nieśmiertelność (May, 1994), która jest poniekąd niesprawiedliwa, przeciw której także występują artyści. Przeciwieństwem śmierci natomiast jest siła witalna albo, jak to ujął Woody Allen w jednym z swoich filmów, pożądanie. Rollo May nazywa to buntem. Bunt ten nie jest związany jednak z samym faktem umierania i ze świadomością konieczności odejścia z tego świata. Chodzi tutaj raczej o subiektywne doświadczanie śmierci kogoś bliskiego, o poczucie straty, smutku. Strata jest nieodłącznym elementem życia. Ciągle coś tracimy: niewykorzystane szanse, zdrowie, młodość. Nasze przeżywanie tych strat, głębia uczucia popycha nas do działania, popycha nas do buntu.

Temu buntowi chciałabym się przyjrzeć bliżej, dlatego też nawiążę w dalszej części do ujęcia problemu przez Alberta Camusa. W swym eseju Człowiek zbuntowany Camus pisze, że takim człowiekiem jest ktoś, kto jednocześnie mówi „tak” i „nie”. Wyrzeka się czegoś, ale także zgadza się na coś. Co oznacza owo „nie”? Jest to zarysowanie granicy, sprzeciw wobec czegoś co trwało zbyt długo, odmowa na posuwanie się drugiej osoby za daleko. Człowiek zbuntowany musi być przekonany o słuszności swego zachowania, musi mieć rację. Taki ktoś mówi, że „ma prawo do…”(Camus, 1974: s. 273); dowodzi, że istnieje w nim coś, co „warte jest trudu, żeby…” (Camus, 1974: s. 273) i chce aby inni mięli to na uwadze. To „tak” dotyczy samej osoby, jej prawa. Takie spojrzenie, jak zauważa Camus, jest bardzo wartościujące. Sądzę jednak, iż jest to naturalny element naszego bycia, bez niego nie moglibyśmy stawać się sobą. Dzięki poczuciu własnej wartości, której należy bronić, wiemy, że możemy ją podarować drugiej osobie (w rozumieniu Frankla); możemy wtedy wchodzić w dialog będący wyrazem naszej autotranscendencji. Jeśli chodzi o etymologię słowa „zbuntowany”, oznacza ono ‘dokonywanie zwrotu’. Camus twierdzi, że jest to zwrot od wartości mniejszej ku większej. Jednak jaką wartość ma tutaj na myśli autor? Podobnie jak Rollo May twierdzi on, że z buntu rodzi się świadomość, ale jest ona z początku dosyć mglista. Człowiek zauważa w sobie coś, z czym może się utożsamić; wcześniej nie utożsamiał się z tą cząstką naprawdę. Camus pisze: „to, co wpierw było niepochwytnym oporem człowieka, staje się całym człowiekiem, który się z tym oporem utożsamia i w nim się streszcza” (Camus, 1974: s. 274).  Żąda dla siebie poszanowania; tę ważną cząstkę siebie stawia ponad wszystko inne; jego podejście przybiera formę: Wszystko albo Nic. To Wszystko i Nic z początku jednak nie do końca jest określone; zbuntowany chce całego dobra, które sobie uświadomił i którego uznania w sobie zapragnął albo chce być niczym, czyli całkowicie ulec sile, która go uciska, doznać porażki, umrzeć. Skoro człowiek jest w stanie zgodzić się na własną śmierć, tylko dlatego że czegoś bardzo nie chce, oznacza to, że poświęca się on dla wyższego dobra wykraczającego poza samą jego osobę. Inaczej mówiąc, chociaż bunt rodzi się z tego, co najbardziej indywidualne, podważa samo pojęcie jednostki. Człowiek taki ustanawia prawo, którego broni ponad sobą; działa w oparciu o wartość wspólną wszystkim ludziom. O tę wartość właśnie chodzi. I znów powracając do samorealizacji Frankla, widzimy, że to egzystencjalne spojrzenie ma wiele wspólnego z twórczością i buntem. Człowiek, aby nadać sens swojemu życiu, przekracza siebie, działa na rzecz innych, służy wyższym ideom i celom, mającym znaczenie dla innych ludzi. Doznaje autotranscendencji.

Bunt jest jedną z form samourzeczywistniania się. Jak pisze Camus: „Aby istnieć człowiek musi się buntować, ale czyniąc to powinien uszanować granicę, którą bunt odkrywa w sobie i gdzie ludzie łącząc się, zaczynają istnieć” (Camus, 1974: s. 282). Autor nazywa bunt oczywistością, która odgrywa nadrzędną rolę w życiu codziennym tak jak cogito Kartezjusza w porządku myśli. Ta oczywistość wydobywa człowieka z jego samotności, a jego osobisty problem staje się kolektywny. Camus wspomina także o innym rodzaju buntu – o buncie metafizycznym. Myślę, że artyści w szczególności są właśnie buntownikami metafizycznymi, oni to bowiem sprzeciwiają się swojej kondycji jako człowieka; oświadczają, że świat ich zawiódł. Dzięki odwoływaniu się do wspólnej wartości poeci i pisarze są rozumiani przez innych ludzi. Wbrew pozorom buntownicy nie pragną chaosu, de facto działają, aby wprowadzić porządek i dlatego domagają się uznana uznania wyrażanej przez nich wartości. Wydaje się im, że bez tych praw na świecie zapanowałby bezład i zbrodnia. Domagają się jedności dla rozbitego świata. W eseju Bunt i sztuka Camus daje pełny wyraz współistnieniu tych dwóch aspektów życia. Atour powołuje się na słowa Nietzschego: „żaden artysta nie godzi się na realność” (Camus, 1974: s. 363), zgadzając się z nimi i jednocześnie twierdząc, że bez tej realności żaden artysta nie może się obejść.

Twórczość wyraża niezgodę głównie na niedostatki świata, ale tego świata potrzebuje, bo w gruncie rzeczy człowiek nie chce go porzucać, gdyż pociąga to za sobą stratę. Realność jest też samym materiałem do pracy. Artysta pragnie przetwarzania świata, poprawiania go, konstruowania na nowo; a także szuka jedności, czegoś co zespoli człowieka. Artysta chce nadać styl swemu światu. Camus pisze, że najambitniejsza ze wszystkich sztuk – rzeźba – w rzeczywistości nie odżegnuje się od podobieństwa, czyli pozornej zgody na świat, wręcz przeciwnie, owo podobieństwo jest jej istotą. Niezgoda na świat wyraża się tutaj w tym, co ta rzeźba pragnie uchwycić: w geście, wyrazie, pustym spojrzeniu, które to wszystkie są bolączką w danej kulturze. Zadaniem rzeźby nie jest naśladownictwo, lecz stylizacja: „zamknięcie w znaczącej ekspresji ulotnego niepokoju ciał czy nieskończonej zmienności postaw” (Camus, 1974: s. 364). Dzięki temu osoba obcująca z dziełem sztuki odnajduje w tym coś kojącego i możliwego do wyrażenia; przekaz sztuki bowiem jest uniwersalny. Treść zostaje uogólniona, ale przy tym jej wybór musi być trafny. Przykładowo, malarz przedstawiając jakąś chwilę ulegającą zmianie, ciągłemu przeistaczaniu się, jest w stanie ją zatrzymać, izolować w czasie i przestrzeni. Pozwala jednocześnie na dostrzeżenie tego, czego, być może, nie bylibyśmy w stanie dojrzeć w zgiełku życia. Historyk sztuki Bernhard Berenson powiada, iż malarstwo nie przywołuje niczego, co jest dotykalne, a wręcz przeciwnie: „nadaje widzialne istnienie temu, co pospolite widzenie uważa właśnie za niewidzialne, sprawia, iż do poczucia wielowymiarowej pojemności świata nie jest nam wcale potrzebny jakiś »zmysł mięśniowy «” (Merleu-Ponty, 1995: s. 177).

Dziedziną sztuki, która najbardziej unaocznia tworzenie nowych światów i nadaje styl, jest, według Camusa, powieść. Człowiek w świecie często czuje się zagubiony, nie doczekuje się upragnionych chwil, zostawia za sobą wiele niedomkniętych spraw, jest przepełniony niepewnością co do swojej przyszłości, nie werbalizuje tego, co powiedziane zostać powinno. Powieść jest pewną formą ucieczki, ale jej głównym zadaniem jest spajanie, nadawanie jedności. I nie chodzi tutaj o zupełnie inny świat -  świat właściwie pozostaje ten sam: mamy te same cierpienia, tę samą miłość, kłamstwo. Tylko że tutaj  nadana jest określona forma, postawiona wyraźna granica, losy bohaterów są zarysowane, słowa zostają wypowiedziane, wszystko zmierza ku zaplanowanemu, nieuniknionemu końcowi – jest  domkniętym Gestaltem. Życiu trudno jest nadać formę i granice (Camus, 1976). Camus porusza też problematyczną kwestię samotności, która często uważana jest za atrubyt artysty. Uważa, że artysta nie może prowadzić całkowicie samotnego trybu życia – jego sztuka byłaby wtedy jałowa. Prawdziwy artysta powinien osiągnąć ideał komunikatywności, powinien mówić do wszystkich, dzięki czemu zostanie zrozumiany i zapamiętany. Jednocześnie, przywołując słowa Balzaca, daje do zrozumienia, że artysta to także ktoś wyjątkowy: „Geniusz podobny jest do wszystkich, lecz nikt nie jest podobny do geniusza” (Camus, 1976: s. 392).

Jak widzimy, tworzenie dzieł sztuki powstaje wyłącznie na gruncie pewnej wymiany człowieka ze światem zewnętrznym. Dochodzi tutaj do spotkania, o którym pisze Rollo May, jako centrum aktu twórczego. Pisze o tym także Viktor Frankl jako o warunku osiągania sensu i pełni swojego jestestwa. W Odwadze tworzenia czytamy, iż subiektywnym biegunem tego spotkania jest tutaj artysta. Powiązanie, jakie pojawia się pomiędzy nim a rzeczywistością, nie odnosi się jednak do samych przedmiotów wokół niego czy do środowiska, chodzi tutaj raczej o wszelkie związki, w jakich człowiek funkcjonuje w świecie zewnętrznym. Biegun obiektywny zatem, jest tutaj nieodzowny. Elementami takiego spotkania są przede wszystkim zaangażowanie i intensywność. Artysta w chwili tworzenia jest pełny pasji, jest pochłonięty tym, co robi. Często doświadcza wielu fizjologicznych objawów, jakie pojawiają się w reakcji „walka albo ucieczka”: przyspieszone bicie serca, podwyższone ciśnienie, wyostrzony wzrok. Emocją , która przewodzi temu procesowi nie jest jednak podniecenie ani strach, ale radość. Radość ta związana jest z podwyższoną świadomością (co nazywamy z etymologicznego punktu widzenia ekstazą) oraz faktem, że realizujemy nasze własne możliwości. Rollo May celowo nie mówi tutaj o satysfakcji czy przyjemności, które, jak twierdzi, mogą pojawić się już po zakończonej pracy. Jak widzimy, proces twórczy przełamuje popularną w psychologii dychotomię rozumu i emocji, gdzie rozum wiedzie prym. Sądzi się bowiem, że to dzięki racjonalnemu myśleniu dobrze oceniamy sytuację. Testy Rorschacha natomiast wykazują, że to dzięki zaangażowaniu i przeżywaniu emocji ostrzej i dokładniej widzimy. Tej intensywności nie można jednak mylić z doznawaniem dionizyjskiego upojenia i witalności. Artysta, który tworzy pod wpływem alkoholu, nie doświadcza spotkania, bowiem nie nawiązuje związku ze światem, a jedynie sam doznaje zmiany w swoim odczuwaniu na jakiś czas. W procesie tworzenia widoczny jest także aspekt regresywny oraz progresywny. Regresywny odnosi się do uaktywniania symboli w nieświadomości zbiorowej, o czym wspominałam – jest to budzenie pierwotnych lęków, pragnień, tęsknot. Progresywny natomiast ma charakter integracyjny i oznacza tworzenie nowych pojęć, form; ukazywanie rzeczywistości. Lęk także jest nieodłącznym elementem tworzenia – pobudza, każe działać. Jest to lęk przed nicością, dezorganizacją, chaosem; skłania ku budowaniu czegoś lepszego (May, 1994).

W tych rozważaniach nad twórczością pragnę odwołać się także do Johna Deweya, twórcy estetyki pragmatycznej, który ujmował sztukę w kategoriach doświadczenia. W odróżnieniu od metafizycznych egzystencjalistów nieco sprowadza nas na ziemię. Uważam, iż jego koncepcja bardzo jasno charakteryzuje twórczość jako relację spotkania, odnosi się bowiem do codziennego życia każdej osoby. W swej koncepcji przełamuje on odwieczny dualizm myśli i działania; nadaje dużą rolę doświadczeniu, jednak nie pozbawia go wymiaru emocjonalnego i poznawczego. Doświadczenie widzi jako pewne zjawisko w naturze, efekt zachodzących w niej napięć. Uważa, że samo życie składa się z kolejnych faz, podczas których raz wypadamy z rytmu (stajemy wtedy w obliczu sytuacji problematycznej), a innym razem znów wznosimy się i osiągamy harmonię (Wilkoszewska, 2003). Już Heraklit z Efezu mówił nam o tej odwiecznej prawdzie; świat bowiem jest ciągłym stawaniem się, nieustanną zmianą, zwalczaniem przeciwieństw; ciepło zastępuje zimno, noc – dzień, narodziny – śmierć, a wszystko to prowadzi do pokoju (Reale, 2005). Jak mówi Bert Hellinger: „Spokój oznacza: pulsowanie wraz z Ziemią” (Hellinger, 2006: s. 44), co jasno ukazuje nam koncepcja Deweya. Doświadczenie to nieprzerwana interakcja organizmu ze światem, harmonii natomiast nadaje jej charakter estetyczny, który budzi poczucie spełnienia. Spełnienie to jest jednym z głównych elementów doświadczenia rzeczywistego. Dewey mówi, że nasze codzienne sprawy często pozostają niedokończone; jesteśmy rozproszeni; brakuje nam prawdziwego początku i zadawalającego zakończenia; nasze doświadczenia giną pośród innych jako niewyodrębnione części. W doświadczeniu rzeczywistym natomiast przetwarzany materiał osiąga swój kres, a zarazem koniec oznacza tutaj początek. Dewey powołuje się na metaforę Jamesa: lot ptaka pokazuje jak jedno opadnięcie kończące pewien etap jest zarazem odbiciem dającym początek nowemu etapowi (Wilkoszewska, 2003). Inną poruszaną kwestią jest dychotomia: rozpoznanie – percepcja. Rozpoznanie ogranicza się jedynie do wstępnej kategoryzacji i nie pozwala na dogłębne poznanie, co jest obecne w procesie postrzegania, występującym w doświadczeniu rzeczywistym. Dewey widzi je jako szczególny wgląd, mający jakościowe znaczenia dla podmiotu. W swej koncepcji odróżnia także wyładowanie od ekspresji. Wyładowanie jest bowiem cechą zwierząt, bezpośrednim aktem zachowania, szybko gratyfikującym. Ekspresja natomiast zmienia doświadczany materiał w środki przekazu. Są tutaj obecne zarówno refleksja jak i uczucie. Dalej Dewey mówi także o równowadze momentów aktywności i bierności. Sądzi, że nadmierna aktywność, gwałtowna, bezrefleksyjna porywczość prowadzi do powierzchownych doświadczeń, ale i nazbyt pasywne doznawanie pozbawione działania sprawia, że wszystko staje się przelotnym wrażeniem. Rzeczywistemu doświadczeniu nadaje jakość estetyczną, która spaja poszczególne fragmenty życia w harmonijną całość (Wilkoszewska, 2003).

Syntetyzując poglądy tychże myślicieli (Viktora Frankla, Rolla Maya, Alberta Camusa i Johna Deweya), zauważamy, że twórczość to coś więcej niż jedynie namalowanie obrazu, tudzież napisanie wiersza. Odkrywają oni przed nami, sięgając korzeni i szukając odpowiedzi w pierwszych mitach greckich, jak powstaje akt twórczy,  jaka jest przyczyna tworzenia czegoś, czego wcześniej świat nie widział albo nie umiał zauważyć. Mówią, dlaczego bycie twórczym nie jest tylko spontanicznym kaprysem dziecka, zabawą, a ciężkim zadaniem na miarę samych bogów. Ukazują nam jednocześnie, w jaki sposób wszelka twórczość wpływa na innych ludzi – nie tylko na tych żywo zainteresowanych sztuką – ale na każdego, kto żyje w danej kulturze. Artystę ujmują bowiem bardzo szeroko – jako osobę zmieniającą rzeczywistość nie tylko na płótnie czy poprzez prozę, ale także przez głoszenie nowych poglądów, poprzez nowe teorie naukowe czy aktywne działanie w świecie. Mówią o buncie zmieniającym bieg historii i wpływającym na moralność, świadomość, doznania i myśli innych ludzi. Pokazują także, że twórczą jednostką nie jest tylko ta, która posiada określony talent; twórczość może bowiem do swego życia wprowadzić każdy z nas, co nada mu nowego wymiar, smak i kunszt. Twórczość to pukanie do ciszy, aby odpowiedziała nam muzyką; to walczenie z Niebytem, aby stał się Bytem (May, 1994). Ponadto twórczość to także nasze codzienne życie, aktywne działanie, nadawanie sensu, przyjmowanie i dawanie, spotkanie z drugą osobą.

Sądzę, że ukazany przeze mnie przekaz myślicieli stawia przed nami duże wyzwanie. Skoro twórczość nie jest tylko domeną ludzi posiadających typowo artystyczny talent, pojawia się pytanie: w jaki sposób my kształtujemy nasze życie? Czy jest ono tylko rutynową formą wypełniania czasu, czy też twórczym przekraczaniem własnych ograniczeń, konstruowaniem swojego doświadczenia według wybranego przez nas kierunku i nadawaniem znaczenia temu, co robimy? Przytoczę na koniec cytat z książki Antoine’a de Saint-Exupery’ego: „Buduje się to, czym się jest, i nic więcej. (...) to, co budujesz, jest w gruncie rzeczy tym, do czego zmierzasz, i niczym więcej. Budujesz to, co cię zaprząta, i nic więcej.” (budowanie [w:] Cytaty.eu [online]) Choć słowa te mogą mieć nieco pesymistyczny oddźwięk, myślę, że mogą zadowolić osoby ambitniejsze w stawaniu się twórczą jednostką. Bowiem na pytanie: jakie są granice naszej zmiany siebie oraz zmiany naszego otoczenia? nie jest w stanie nikt odpowiedzieć, a użyte tutaj „nic więcej” znaczy tyle co „to jest wszystko, co możesz zrobić i zarazem aż tyle”. Wątpliwym jest bowiem, aby każdy z nas zbawił świat, ale pewne jest, że możemy wziąć odpowiedzialność za to, kim jesteśmy i z powodzeniem możemy spróbować budować siebie jak to jest kolejno przytoczone w cytacie; możemy przeistaczać się w sobie, dążyć do jakiegoś celu i zajmować się tym, co dla nas znaczące.

 

LITERATURA:

  1. budowanie, [w:] Cytaty.eu [online], [dostęp:19.02.2010],
  2. http://cytaty.eu/motyw/budowanie.html
  3. Camus A., Człowiek zbuntowany, Artysta i jego epoka, Bunt i sztuka, [w:] Eseje, Camus A.,Warszawa 1974.
  4. Hellinger B., O życiu, Warszawa 2006.
  5. May R., Odwaga Tworzenia, Poznań 1994.
  6. Merleu-Ponty M., Oko, ciało, byt, [w:] Myśli i ludzie, red. Migasiński J., Warszawa 1995.
  7. Mikołaj z Kuzy, O Bogu ukrytym. Rozmowa dwóch, z których jeden jest poganinem, drugi zaś chrześcijaninem, Znak, 1996, nr 4.
  8. Reale G., Historia filozofii starożytnej, tom I, Lublin 2005.
  9. Teorie osobowości, red. Campbell J.B., i in., Warszawa 2006.
  10. Wilkoszewska K., Sztuka jako rytm życia. Rekonstrukcja filozofii sztuki Johna Deweya, Kraków 2003.
  11. Wolicki M. ks., Relacje osoby a jej samorealizacja, Przemyśl 1999

 

 

Kontakt: v-isa@o2.pl Wykształcenie: Absolwentka Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego, specjalizacja: psychologia kliniczna dorosłego człowieka orazoraz psychologia zdrowia i jakości życia. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.