• Opublikowane 12 Marzec, 2013

Tożsamość w sieci

Sherry Turkle, profesor socjologii na MIT w swoim eseju „Tożsamość w epoce Internetu” określiła cyberprzestrzeń jako lustro, na którego drugą stronę zdajemy się coraz częściej i chętniej przechodzić. Nie stanowi już dla nas jedynie narzędzia pracy czy rozrywki, ale miejsce do którego przenosimy naszą tożsamość, a czasem budujemy zupełną nową, różną od tej jaką posiadamy w świecie rzeczywistym.

To zachłyśnięcie się Internetem nie powinno w zasadzie dziwić – jest to pierwsze w historii w pełni interaktywne medium, które pozwala być każdemu nie tylko odbiorcą informacji, ale i ich twórcą. Skala informacji jakie puszczają w internetowy eter jego użytkownicy jest ogromna: każdego dnia na popularnym Twitterze pojawia się 250 milionów postów, a na Flickr 4,5 miliona nowych zdjęć. Youtube z kolei z każdym dniem wzbogaca się o uwaga 70 000 godzin nagrań video. A przecież nie uwzględniłem tutaj dziennej aktywności użytkowników facebooka, których jest ponad 800 milionów...

Socjolog mediów Johanna Blakley sugeruje, że tak ogromna popularność portali społecznościowych wiążę się z zasadniczą przewagą jakie mają one nad tradycyjnymi mediami: tamte opierały się od zawsze na prostych demograficznych wskaźnikach. Informacje i rozrywka były dostosowane do odpowiednich grup wiekowych, etnicznych, bazowały na prostych stereotypach, ignorując (z konieczności) różnice indywidualne. Internet zaś pozwala wyrwać z tego typu ograniczeń: nie musimy już być definiowani przez nasz wiek, płeć, pochodzenie, zawód czy pozycję społeczną. Zyskujemy dowolność w kreowaniu swojej tożsamości mogąc oprzeć ją na dowolnych wyznacznikach. Poniekąd sami decydujemy o rozrywce z jakiej chcemy korzystać i o reklamach jakie mają być do nas skierowane. Badania Blakey wskazują na to, że internet sprzyja burzeniu stereotypów i budowaniu zindywidualizowanej tożsamości Pokazują również, że może to w dalszej perspektywnie sprzyjać feminizacji przestrzeni publicznej.

Oxford Handbook of Internet Pschology opisuje badania przeprowadzone na 75 australijskich studentach, których zadaniem było stworzenie tożsamości postaci na potrzeby gry typu MOO (po uprzednim wypełnieniu kwestionariuszy gdzie opisywali samych siebie jacy są teraz, a jacy chcieliby być) (Massively Multiplayer Online) czyli gry, w której duża liczba osób naraz może brać udział w współkreowanym przez siebie, wirtualnym świecie. Przybliżę w skrócie kilka wniosków z tego badania: Dla grupy osób o dużym doświadczeniu w posługiwaniu się internetem i grach tego typu wizerunek stworzony w grze, widoczny dla innych graczy w większości zbieżny był z tym jak naprawdę gracze postrzegali siebie, a nie tym jacy chcieliby być. Natomiast postaci stworzone przez niedoświadczonych internautów prezentowały bardziej stan pożądany niż obecny. Inne badanie również potwierdziło, że prawdomówność w autoprezentacji online wzrasta wraz z internetowym doświadczeniem. Cechy takie jak życzliwość, towarzyskość czy poczucie humoru pojawiały się i tu i tu, natomiast ciekawą sprawą było pomijanie w prezentacji w internecie takich cech jak odpowiedzialność, stabilność emocjonalna, troskliwość, o ile w samopisie dokonanym poza internetem te cechy pojawiły się u ponad połowy badanych, to prawie nikt nie obdarzył nimi swojej tożsamości w grze. Wstępem do kolejnego wątku będzie fakt, że większość badanych w swoich charakterystykach w grze umieściła informacje na temat wieku, płci oraz fizycznego wyglądu. Przyjrzymy się zatem nieco głębiej temu dość ciekawemu zjawisku.

Na większości czatów gdzie rozmówcy znają się jedynie z mniej lub bardziej enigmatycznego nicka (genezy ich powstawania wydają się zresztą niezwykle ciekawym aspektem badań nad tożsamością w sieci) funkcjonuje schemat znany pod angielskim skrótem a/s/l czyli Age/Sex/Location (Wiek/Płeć/Pochodzenie bądź Lokalizacja) będący według raportu Pew Internet z 2001 jedną z popularniejszych fraz w internetowej komunikacji. Zdanie „ASL please” lub „ASL?” wyprzedza niejednokrotnie nawet zwyczajowe, grzecznościowe formy powitań. Czy znaczy to, że nim nie poznamy wieku, płci i miejsca zamieszkania naszego rozmówcy nie chcemy ryzykować czasu i zasobów na rozmowę z nim? Cóż nikt nie lubi rozmawiać z anonimem i byłoby to zbieżne z klasycznym ujęciem zaprezentowanym w artykule Brewera i Lui z 1989 r., którzy wiek i płeć określili nadrzędnymi czynnikami wedle których kategoryzujemy ludzi, co znalazło odzwierciedlenie w wynikach badań. W realnej konwersacji te aspekty widoczne są na pierwszy rzut oka, choć chyba przyznamy, że w dobie błyskawicznego rozwoju medycyny i równie błyskawicznego rozwoju mody na zacieranie granic między płciami staje się to coraz trudniejsze i być może internetowy zwyczaj pt „asl” trzeba będzie przenieść również do normalnych interakcji. Wracając od głównego wątku, potrzeba identyfikacji tych dwóch kwestii jak również lokalizacji (która również w realnych warunkach jest sprawą jasną, ew. potrzebne nam dopytać o pochodzenie gdy nie jesteśmy pewni) w świetle tej teorii wydaje się naturalna. To więc tylko 3 słowa, ale w obliczu takich a nie innych skłonności poznawczych człowieka AŻ 3 słowa, dzięki którym anonim staje się kimś namacalnym, kimś do kogo w sposób automatyczny możemy dokooptować całą masę stereotypów. W ten sposób z 3 słów informacji potrafimy stworzyć sobie co najmniej kilka więcej.

Może jednak jest to nie tylko wyraz naturalnej potrzeby podstawowej identyfikacji drugiego człowieka , a coś niepokojącego? Czy ASL w pewien sposób uprzedmiotawia zarówno rozmówcę jak i nas? Być może jest nie tylko pójściem na skróty i pożywką dla automatycznych kategoryzacji, ale również doprowadza do zubożenia naszej tożsamości, do zubożenia myślenia o samym sobie. Czy przypadkiem nie przestaję być kimś wyjątkowym, z całą gamą specyficznym zainteresowań i wyrażających mnie rzeczy, a staję się zakładnikiem najprostszych demograficznych wskaźników, o których była już mowa. Czy nie dlatego zachłysnęliśmy się internetem że otwierał przed nami szansę na wyrwanie się z pewnych schematów i kreowania samego siebie w oryginalny sposób? „A/S/L” wydaje się być nierzadko filtrem, który decyduje o tym z kim nawiążemy kontakt, a kogo skreślimy. Zrozumiałe, że można szukać w internecie tylko osób w konkretnym wieku i przeciwnej płci, jednak czy ten filtr nie jest złudny? Jak pokazują statystyki kłamstwo na temat swojego wieku w internecie jest zjawiskiem dość powszechnym, dlaczego przypuszczać, że inaczej miałoby być z płcią? Mam wrażenie, że dotykamy tu pewnego paradoksu internetu: to stosunkowo młode wciąż medium dało nam nieograniczone wręcz możliwości błyskawicznej weryfikacji wiedzy i informacji. Czujemy się pewniejsi i odporniejsi na kłamstwo mając pod ręką Google, a w rzeczywistości potrafimy bezkrytycznie i bezrefleksyjnie podejść do internetowych treści, również tych podawanych przez zupełnie obcą osobę.

ASL jest też jednym z dobrych przykładów na poparcie tezy, że internauci czy ściślej ludzie komunikujący się w internecie to raczej osoby niecierpliwe, lubiące szybko dostarczoną informacje. Potwierdzają to wynik badań Ramesha K. Sitarmana z University of Massachusetts, który obserwował ile czasu oczekiwania na załadowanie się materiału video potrzeba by większość ludzi zrezygnowała z jego oglądania. Jak się okazuje w przypadku krótkiego materiału wystarczy zaledwie 5 sekund by 1/4 dotychczas zainteresowanych obejrzeniem filmu opuściła stronę, znudzona tak „długim” czekaniem. Przy 30 sekundach odsetek ten wzrasta do 90%, natomiast później przyrost rezygnujących zwalnia. W wypadku długich filmów tolerancja na „opóźnienia” jest nieco większa – decydujemy się obejrzeć coś o czym wiemy, że ze względu na swoją obszerność zabierze nam sporo czasu, więc jesteśmy gotowi poświęcić proporcjonalnie więcej na oczekiwanie. Jak przystało jednak na medium skrajności, bo takim szczerze mówiąc jawi mi się Internet, również wymiar czasu wydaje się nie mieć tutaj jednoznacznego oblicza. Z jednej strony czeka na nas natychmiastowa, szybka, błyskawiczna informacja, która gdy tylko opóźni się choć trochę, staje się dla wielu z nas nieużyteczna, nieistotna. Podczas gdy niektórym szkoda czasu na spędzenie w Internecie kilku kolejnych sekund, inni najwyraźniej zmierzają w nim do wieczności. Dosłownej.

Walka człowieka o zwiększenie długości życia czy wręcz ściganie nieśmiertelności od zawsze pobudzały wyobraźnię. Dzisiaj zaopatrzeni w zdobycze nowoczesnej medycyny, farmakologii, dietetyki potrafimy wydłużyć życie człowieka (utrzymując go dodatkowo w dobrym zdrowiu) do rozmiarów, które kiedyś wydawały się poza absolutnymi wyjątkami w zasadzie nierealne. Współczesne media, a przede wszystkim internet umożliwiły nam coś jeszcze: teraz jak nigdy wcześniej w historii symboliczna nieśmiertelność, rozumiana jako pozostawione po sobie informacje czy własność intelektualna, jest na wyciągnięcie ręki. Wiele z naszych internetowych wpisów wgranych zdjęć czy filmów, czyli jednym słowem jakkolwiek bardzo byśmy się bronili przed tym stwierdzeniem: cząstka naszej tożsamości, ma dużą szansę przeżyć nas samych. Specyfika internetu zaś pozwoli jej trwać pod pewnymi warunkami w zasadzie nieskończenie, mogąc w każdej chwili „ożyć” gdy tylko ktoś wskrzesi ją jednym kliknięciem myszy. To co wcześniej było zarezerwowane jedynie dla sław zapisanych w historycznych księgach czy filmowych gwiazd teraz w pewnym sensie jest osiągalne dla każdego śmiertelnika.

Swoją drogą jeśli ktoś martwi się o los jego internetowej spuścizny choćby o to co stanie się z jego facebookowym kontem po śmierci może odetchnąć z ulgą, od kilku lat powstają firmy zajmujące się internetowymi pogrzebami takie jak ifidie.net czy www.deathswitch.com. Za odpowiednią opłatą mogą skasować nasze internetowe konta, utrzymywać je, a dla tych, którzy pragną dla swojej internetowej tożsamości jak najlepiej nawet prowadzić za nas, generując nowe informacje wedle ustalonych w specjalnej umowie wskazówek. Kolejny krok ku nieśmiertelności, ale jak się okazuje to dopiero początek. Już teraz istnieją proste programy, które na podstawie analizy postów jakie dany użytkownik umieścił na znanym portalu społecznościowym Twitter potrafią wygenerować nowe zdanie jakie prawdopodobnie ów użytkownik mógłby wypowiedzieć. Oczywiście na tę chwilę niezgrabność i niedoskonałość tak tworzonych form wywołuje bardziej uśmiech politowania niż podziw, ale przecież technologia nie powiedziała ostatniego słowa. Możemy sobie bez większego trudu wyobrazić sytuację, w której urodzone dziś dziecko od pierwszych dni swojego życia ma kontakt z nowymi technologiami: rodzice zakładają i prowadzą jego profil internetowy, rodzinna kamera i aparat fotograficzny rejestrują już nie tylko urodziny, ale codzienność, natomiast on kiedy dorośnie w sposób nawykowy będzie kontynuował transfer swojej tożsamości w sieć. Co jeśli w perspektywie kilkunastu lat udoskonalone po wielokroć programy będą w stanie przeanalizować nie tylko nasze posty, ale również każde zdjęcie i każdą sekundę filmowego nagrania z naszym udziałem? I poradzą sobie z tym równie dobrze jak programy, które już od kilku lat śledząc odwiedzane przez nas strony podsyłają nam reklamy dostosowane do naszych zainteresowań?

Czy to jeszcze ciekawostka, pamiątka po minionym życiu, czy coś więcej, przedłużenie naszej tożsamości? Dodajmy do tego rozwijającą się błyskawicznie gałąź współczesnej techniki jaką jest robotyka gdzie projektowane maszyny coraz bardziej przypominają człowieka. Co jeśli zaprogramujemy ich zachowanie zgodnie z danymi dotyczącego konkretnego człowieka? Nasza tożsamość, która utraciła ciało, ale przetrwała w postaci olbrzymiej ilości danych teraz znów może odzyskać namiastkę fizycznej formy. Dostarcza to wielu pytań zarówno natury etycznej jak i psychologicznej. Choćby to jak zmieni się nasze spojrzenie na kwestię śmierci? Czy możliwość funkcjonowania pośród ludzi, którzy mimo swojej śmierci pozostają niemalże namacalnie obecni w naszym życiu ułatwi nam proces godzenia się z ich odejściem czy wręcz przeciwnie? 

 

 

Autor: Adam Łojan

Bibliografia:

  1. Adam Joinson, Katelyn McKenna, Tom Postmes, Ulf-Dietrich Reips. (2007) Oxford Handbook of Internet Psychology. Oxford Library of Psychology. s. 224-229. 
  2. Sherry Turkle. Tożsamość w epoce Internetu. W: Zofia Rosińska. (2001) Blaustein: Koncepcja odbioru mediów. (http://www.wiw.pl/biblioteka/blaustein_rosinska/01.asp)
  3. S. Shunmuga Krishnan Remesh K. Sitaraman. (2012) Video Stream Quality Impacts Viewer Behavior: Inferring Causality Using Quasi-Experimental Designs. (http://people.cs.umass.edu/~ramesh/Site/HOME_files/imc208-krishnan.pdf)
  4. Władysław Paluchowski. (2009) Internet a psychologia: możliwości i zagrożenia. Wydawnictwo Naukowe PWN, 2009

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.