Szczęście niejedno ma imię

Czy można znaleźć, nie wiedząc czego się szuka?  Czy można wybrać się na wędrówkę bez mapy, dojść gdziekolwiek, nie znając celu? Czy może sobie na to pozwolić współczesny młody człowiek? Czy jest możliwe, aby odkryć szczęście, nie wiedząc, jak ono wygląda?


Mój znajomy szuka go od lat, czasem wydaje mi się, że rozpaczliwie. Jednak nie to skłania mnie do refleksji. Szukać swojego sposobu na szczęśliwe życie, to nie przywilej. To obowiązek. Sęk w tym, że mój znajomy nie wie, czego szuka. Gdybym wiedziała, że Wojtek rozpaczliwie pragnie być grotołazem, pewnie oczekiwałabym, że pokaże mi swoje podręczniki wspinaczkowe, pierwszy sprzęt, opowie, gdzie można odbyć odpowiedni kurs, spotkać ludzi ze środowiska speleologicznego. Wysłuchałabym jego ekscytujących opowieści na temat teorii, jaką musi zdobyć, historii wybitnych wspinaczy. Wojtek nie chce być grotołazem. Wojtek chce być szczęśliwy. Szczęśliwy jak każdy z nas. Mimo to, mój przyjaciel nie wie, czym jest szczęście. Nie próbuje nawet zdobyć minimum potrzebnej wiedzy, wierząc gorąco, że gdy ono na niego „spłynie”, któregoś listopadowego czy majowego dnia, rozpozna je bez wahania. Tak może się zdarzyć, ale czy zdarzy się i na jak długo? Czasem wszak okazuję się, że chwile, które miały być niebem, doprowadziły donikąd, do jeszcze większego zamętu i beznadziei.

Zdarza się też odwrotnie. Po latach wspominamy, że ten czy inny okres naszego życia, był tak naprawdę jedynym, w którym byliśmy tak naprawdę szczęśliwymi. Tak naprawdę... Co to właściwie oznacza? Czy warto odważyć się na taką nieświadomość i ułudę? Nie, młody człowiek dzisiejszego świata, zanurzony w gąszczu nieuporządkowanych informacji, które bombardują go niczym torpedy, nie jest w stanie pozwolić sobie na luksus bezmyślnych poszukiwań. Dlatego właśnie zagłębiłam się w poszukiwaniach sensu tego, czego szukam. Może, gdy odkryję chociaż rąbek tajemnicy szczęścia, będę umiała nie tyle znaleźć  je w świecie, ale dostrzec je w sobie.

 Z teoriami szczęścia spotkałam się, studiując psychologię. Ale nie będę odwoływać się do wielu mądrych, ale naszpikowanych fachowym słownictwem książek. Skorzystam z lekkiej, przyjemnej, a mimo to bardzo pouczającej lektury. Werner Tiki Küstenmacher w swojej książce „Luksus według Jezusa. Sztuka prawdziwie rozrzutnego życia”, jako wstęp do swych rozważań, proponuje wziąć szczęście pod lupę (proszę, aby co poniektórzy nie zrażali się tytułem- jestem pewna, że nawet ateista może się przekonać do zawartych tam propozycji spojrzenia na szczęście). W czasie lektury, wytrawny poszukiwacz, szybko odkryje, że jedna, dwie, a nawet trzy definicje to za mało. Autor przekonuje, że można mówić o co najmniej czterech rodzajach „szczęścia”. Jestem ciekawa, Czytelniku, na którym etapie Ty poczujesz niedosyt. Jak daleko znajdujesz się na drodze swoich własnych poszukiwań?

A więc przejdźmy do konkretów. Pierwszy rodzaj szczęścia najlepiej obrazuje angielskie słowo luck. Odnosi się on do szczęśliwych, choć przypadkowych sytuacji, podarunków losu, jak wygrana na loterii. Na takie szczęście nie mamy wpływu, możemy się jedynie na nie zamknąć lub otworzyć- przyjąć  lub zignorować. Trudno jednak oczekiwać w nieskończoność na telefon z kumulacji RMFfm. Wyższa szkoła jazdy to poczucie, że jest się happy. Uczucie szczęśliwości oznacza, że mamy umiejętność dostrzegania pozytywnych stron, akcentowania tego, co niesie radość, niż to, co przynosi ból i cierpienie. Szczęśliwi w ten sposób będziemy, gromadząc w swoim doświadczeniu miłe chwile, dla których warto żyć. Taki rodzaj szczęścia można znaleźć w wielu piosenkach jak np. w przeboju Haliny Kunickiej „To były piękne dni”, kiedy „kilku dniom swe szczęście się powierza, [bo] one mogą nadać życiu sens”. Niektórym łatwiej przychodzi celebrowanie piękna chwil, spaceru w parku, czy picia kawy, innym trudniej (potrzebują do tego bardzo silnych doznań, np. koncertowych uniesień). Każdy jednak może odtworzyć w swojej pamięci takie właśnie chwile szczęśliwości. Są one niezwykle cenne, wręcz transcendentne. Zazwyczaj jednak szybko mijają, wraz z upływem dopaminy z naszego organizmu (tzw. hormonu szczęścia). Co wtedy? Ano okazuje się, że człowiek może wznieść się jeszcze wyżej. Trzeci rodzaj szczęścia nie polega na pokładaniu nadziei w życiowych wzlotach i jak najszybszym radzeniem sobie z porażkami, ale na przyjmowaniu tak jednego, jak drugiego, na równi radości, jak i smutków, traktowaniu całości życiowego doświadczenia jako cennego i dającego szczęście. Autor nazywa ten rodzaj szczęścia, szczęściem obfitości. Przypomina mi się w tym miejscu wypowiedź radiowa pewnego lwowiaka, który zapytany, czym jest szczęście, odpowiedział bez zastanowienia: „Życie. Życie to szczęście”. Z wszystkimi jego kolorami. Zrozumie mnie ten, kto choć raz miał ochotę zaśpiewać za Geppert: „Och życie kocham cię, kocham cię, kocham cię nad życie. Choć barwy ściemniasz. Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz. Choć się marnie odwzajemniasz”.

Okazuje się jednak, że do obrazu absolutnego szczęścia czegoś brakuje. Jest to element, który mogłoby się wydawać w ogóle nie powinien pasować do naszej układanki. Zdziwisz się być może, że smutek nie powinien być niechciany i niepotrzebny. Czy możliwe, aby poddawać się chwilom zadumy i tzw. melancholii (termin ten prawie na dobre wyszedł ze współczesnego słownika) i wciąż być szczęśliwym? Czy znasz, Drogi Czytelniku, ludzi skłonnych do refleksji, przesadnej, mogłoby się zdawać, wrażliwości, którzy utrzymują, że są szczęśliwi? Czasem uciekając od zadumy, próby rozszyfrowania tego, co niesie banalna rzeczywistość, może się okazać, że uciekamy od szansy na odkrycia kolejnej osłony prawdziwego szczęścia. Dla filozofa Wilhelma Schmidt'a zdolność pozostawiania w swym życiu miejsca na melancholię, to ważna umiejętność, wręcz sztuka, a smutek może z wroga zamienić się w przyjaciela, który nie przyczynia się do destrukcji, marazmu i braku chęci życia (jak w depresjach, które należy leczyć), lecz staje się motorem do lepszego, zdrowszego funkcjonowania na co dzień. Niesie z sobą nowe siły. Trzeba tylko umieć go dobrze wykorzystać (niczym człowiek ogarnięty przez Fatum z wiersza Norwida pod tym samym tytułem).

Czy wiesz już, jakiego szczęścia Ty szukasz, jakie szczęście Ty chcesz znaleźć? A może to dopiero początek długiej drogi do odkrywania swoich tęsknot i pragnień. Życzę Tobie i sobie wytrwałości i dobrych kompasów. A jako jeden z nich polecam całość lektury „Luksusu według Jezusa”.
  

Kontakt: malgorzata.brandys@gmail.com Studia: Psychologia, V rok, psychologia zdrowia i jakości życia. Doświadczenie zawodowe: Prowadzenie cyklu zajęć rozwojowych z młodzieżą w ramach programu „Projektor” Wolontariat w Dziennym Ośrodku Rehabilitacyjno- Edukacyjno- Wychowczym w Pszczynie Praktyki w Archidiecezjalnym Domu Hospicyjnym w Katowicach Praktyki w Poradni Pedagogiczno- Psychologicznej w Pszczynie Zainteresowania: Psychologia poznawcza (Racjonalna Terapia Zachowania), socjoterapia dzieci i młodzieży, arteterapia, twórczość (zwłaszcza życiu osób niepełnosprawnych) treningi twórczości, treningi interpersonalne; rozwój życia duchowego. Dodatkowe informacje o autorze: Studentka psychologii, uczestniczka warsztatów twórczości. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.