Religia ogranicza, czy może daje wolność?

Religia ogranicza, czy może daje wolność?

O swoim Kościele i o wolności w ramach dobrowolnie wybieranych ograniczeń pisze Adwentystka Dnia Siódmego

 

Nieraz, jako adwentystce zdarzało mi się usłyszeć: „To wam chyba niczego nie wolno, tylko same nakazy i zakazy!”. Pewnie i tak można postrzegać religię, jako pewnego rodzaju ograniczenie, skrępowanie wolnej woli człowieka, który przecież w obecnym świecie sam o sobie decyduje i nie pozwoli nikomu ani niczemu na ograniczenie własnej indywidualności.

Co to takiego Kościół Adwentystów Dnia Siódmego? To kościół wywodzący się z wyznań protestanckich, który przede wszystkim opiera się na Biblii i zawartych w niej zasadach wyznaczających styl życia. Sednem naszej doktryny jest wiara w zbawienie na podstawie łaski tylko dzięki ofierze Chrystusa na krzyżu, a nie naszym zasługom.

Nazwa mojego kościoła wywodzi się z dwóch fundamentalnych wierzeń, pierwszy człon: adwentyści wyraża to, że jesteśmy ludźmi wierzącymi w powtórne przyjście Jezusa. Drugi związany jest z dniem danym nam przez Boga jako dzień święty, dzień odpoczynku, którym jest sobota, czyli siódmy dzień tygodnia.

Swoje pierwsze korzenie kościół adwentystów ma w protestantyzmie, a Adwentyści bezpośrednio wywodzą się z ruchu Williama Millera z lat czterdziestych XIXw. Miller – farmer, kaznodzieja, był inicjatorem tzw. „drugiego ruchu adwentowego”, który w latach 1831 – 1844 miał miejsce w Ameryce. Miller wraz z współpracownikami opierając się na proroctwach z Księgi Daniela obliczyli, że Jezus powróci 22.09.1844r. Kiedy Jezus nie powrócił w wyznaczonej przez nich dacie, doznali „wielkiego rozczarowania”. Wielu uczestników ruchu Millera odeszło od niego. Jednak część z nich nadal studiowała proroctwa w celu wykrycia błędu w obliczeniach, które doprowadziły ich do odkrycia, iż data ta oznaczała nie drugie przyjście Jezusa, a rozpoczęcie przez Niego specjalnej służby w niebie. Ta mała grupka studiująca proroctwa zawarte w Piśmie Świętym dała początek Kościołowi Adwentystów Dnia Siódmego.[1]

Podstawową jednostką organizacyjną jest zbór, czyli kościół lokalny. Najwyższą władzą jest zebranie zborowe, w którym uczestniczą wszyscy członkowie zboru, zaś organem wykonawczym i zarządzającym jest rada zboru i starszy zboru. W każdym zborze życie zborowe jest realizowane za pośrednictwem urzędów zborowych. Do kierowniczych należą: urząd starszego zboru, sekretarza i skarbnika, a do pomocniczych: oddział diakonatu, oddział szkoły sobotniej, oddział ewangelizacyjny, oddziała młodzieży, oddział informacji. Przywódcą religijnym zboru jest pastor. Członkowie na urzędy są wybierani do dwa lata na zebraniach wyborczych. Lokalne zbory łączą się w diecezji (w Polsce są trzy: południowa, wschodnia i zachodnia). Najwyższą władzą diecezji jest zjazd diecezjalny, który obraduje co trzy lata i wybiera przewodniczącego diecezji, zarząd i radę. Diecezje tworzą unie, czyli kościół krajowy, którego najwyższą władzę stanowi zjazd kościoła, obradujący co pięć lat i wybierający przewodniczącego, zarząd i radę Kościoła. Z kolei kościoły krajowe podlegają Wydziałowi Generalnej Konferencji Kościoła z przewodniczącym, zarządem i radą. Najwyższą władzą Kościoła jest Światowy Zjazd Kościoła obradujący co pięć lat, wybierający przewodniczącego kościoła, sekretarza, skarbnika oraz Komitet Wykonawczy Generalnej Konferencji, czyli Radę Naczelną Kościoła, która między sesjami światowego zjazdu stanowi najwyższą władzę w Kościele.[2]

Kult naszego kościoła cechuje się prostotą, brakiem rytualizmu i symbolizmu. Podstawową formą jest nabożeństwo, które oprócz modlitw i pieśni, składa się z studium słowa Bożego zwanego Szkołą Sobotnią, apelu ewangelizacyjnego oraz kazania, czyli zwiastowania słowa Bożego.

Szczególną uroczystością jest Wieczerza Pańska, która „jest pamiątką Ofiary krzyża, występuje pod dwiema postaciami: chleba i wina, symbolizującymi ciało i krew Pańską;  towarzyszy jej wiara w rzeczywistą, choć duchową obecność Chrystusa wśród wierzących. Poprzedzający ją obrzęd pokory – Umywanie Nóg – jest okazją do pojednani się z Bogiem i pomiędzy wyznawcami.”[3]

Naszym dniem świętym zgodnie z dziesięciorgiem przykazań jest sobota, czyli biblijny sabat. „Sobota jest dniem radosnej społeczności z Bogiem i bliźnimi.”[4] Ja bym to nazwała takim dniem odłączenia się od tego, co na tym „świecie”, pozostawienia wszystkich problemów, a jednak jak się przekonałam można mieć na to inny pogląd. Ludzie zawsze dziwią się, jak można spędzać całą dobę bez komputera, telewizora, pracy, a jak okazuje się można i to w całkiem miły sposób – razem z rodziną, przyjaciółmi znaleźć czas na wspólne rozmowy, spacery, poznawanie siebie nawzajem i Boga. O ile wiele osób to zrozumie, gdyż dostrzegają potrzebę odpoczynku, gorzej jest ze zrozumieniem w kwestii używek.

Na moim świadectwie chrztu (bo chrzest przyjmujemy jako osoby dorosłe przez zanurzenie) znajduje się wyznanie wiary a w nim dziesiąty punkt brzmi następująco: „Wierzę, że moje ciało jest świątynią Ducha Świętego, i że prowadząc zdrowy tryb życia oddaję chwałę Bogu. Pragnę wstrzymać się od wszystkiego, co szkodliwe, a mianowicie: od pokarmów uznawanych przez Pismo Święte za nieczyste, od używania, produkowania i sprzedaży napojów alkoholowych, używania, produkowani i sprzedaży tytoniu w różnych postaciach lub udostępniania go innym ludziom, a także od używania czy handlowania narkotykami i innymi środkami odurzającymi.”

Szczególnie dla nas młodych ludzi kochających wolność i brak jakichkolwiek ograniczeń, może wydawać się to nie do przyjęcia. Kiedyś słyszałam pytanie czy da się żyć we współczesnym świecie bez używek (pytanie notabene zadane przez lekarza) i moja odpowiedź brzmi: tak da się, ale trzeba tego chcieć. Bo człowiek jest istotą wolną, tak też twierdzi mój kościół: „Mężczyzna i kobieta stworzeni zostali na podobieństwo Boga, z własną indywidualnością, obdarzeni mocą i wolnością myśli i czynu. Stworzeni jako istoty wolne, stanowiące niepodzielna jedność ciała, umysłu i ducha, zależni są jednak od Boga we wszystkim, co dotyczy życia.”[5] Pewnie wielu, co do ostatniej części cytatu miałoby już poważne wątpliwości i myślę, że całkiem słusznie, bo gdzie tu mowa o wolności, gdy wszystko jest zależne od Boga.

Kiedy zaczynałam pisać zastanowiła mnie kwestia, czy człowiek może stwierdzić, że jest całkowicie wolny i tylko on sam ma wpływ na własne życie. Bo wolność to chyba wtedy, kiedy robimy to, co chcemy, podejmujemy decyzje sami, a nie dlatego, że ktoś nam tak kazał, kierujemy się wyłącznie własnym zdaniem. Z wolnością wiążę się swoboda w działaniu, brak ograniczeń, zakazów, nakazów. Tylko nasuwa mi się pytanie, czy tak się da?  Ja mam wrażenie, że człowiek nie do końca może stwierdzić, że jego decyzje są w pełni autonomiczne i nic nie wywiera wpływu na jego życie. Sama kultura, w jakiej żyjemy w pewnym stopniu narzuca nam styl życia. Codziennie podejmujemy wiele decyzji, co jak mi się wydaje może dawać poczucie, iż jesteśmy panami własnego losu, ale czy nawet w tych drobnych codziennych czynnościach, jak na przykład to, co ubierzemy, jak spędzimy wolny czas, co jemy, coś lub ktoś nie wywiera na nas wpływu?

 Oczywiście, nie twierdzę, że człowiek jest pozbawiony wolnej woli i rządzi nim ślepy los czy świat, w którym żyje. Uważam, że każdy podejmuje w życiu wiele decyzji i to one nadają kierunek życiu. I jedną z takich decyzji jest to czy jestem osobą wierzącą czy nie, czy poddaje swoje życie Bogu, czy nie chcę mieć z nim nic wspólnego. I tu niezaprzeczalnie jest nasz wolny wybór jako osób dorosłych, co dodatkowo, jak wcześniej już pisałam, umożliwia w moim kościele chrzest. Moje słowa potwierdza następujący cytat: „Bóg ceni wybór człowieka i nigdy nie używa Swej Boskiej mocy, by naruszać decyzję Swoich dzieci, w zamian roztacza przed nimi spektrum wyborów. Wybory człowieka decydują zarówno o jego wiecznym losie, jak i o teraźniejszym szczęściu.”[6]

Wracając do początku, gdzie pisałam o spotkaniu się ze zdaniem, że będąc adwentystką nic mi nie wolno, że jestem w wielu kwestiach ograniczona przez religię, chyba mogę stwierdzić, że tak i nie. Brak alkoholu, papierosów, narkotyków, brak telewizora, komputera w sobotę, chodzenie do kościoła… raczej nie brzmi zbyt pozytywnie, ale na wszystko można patrzeć z różnych stron. Kiedy chodzę do kościoła, bo tak każą rodzice, bo tak się przyzwyczaiłam, bo tak wypada lub z wielu innych powodów, myślę, że wtedy religia może być ograniczeniem wolności a wręcz staje się ciężarem. W moim życiu religia nie raz była przykrym obowiązkiem, który uwierał i wywoływał wyrzuty sumienia, że nie sprostało się oczekiwaniom, obowiązującym zasadom. Taki sposób praktykowania religii jest bardzo smutny, i smutne jest również to, że na tym etapie można się zatrzymać i być chrześcijaninem, nazwałabym to „z przymusu”.

 Na szczęście jest druga strona religii, ta radosna, dająca pokój, wolność. Kluczem do niej jest Jezus, nie żadne doktryny, nakazy czy zakazy. Kiedy wybieram życie z Bogiem, wybieram styl życia, który jest jego stylem i poddaję mu swoją wolę. Przychodzi mi tu na myśl małżeństwo, które może stanowić przykład relacji człowieka z Bogiem, choć to pewnie niedoskonały przykład. Kiedy kochający się ludzie pobiorą się, raczej nie zdarza się im twierdzić, że czuja się ograniczeni, pozbawieni własnej woli. Tak, tak też się zdarza, ale przecież nie to jest celem ludzi, którzy biorą ślub. Ich celem jest wspólne życie, której od tej pory już nie polega na samodzielnym decydowaniu o swoim życiu, ale na podejmowaniu wspólnych decyzji. Czasami pewnie wiąże się to z rezygnowaniem z czegoś na rzecz tej drugiej osoby, ale właśnie z tym kojarzy mi się miłość i z mojej perspektywy podobnie jest z wiarą i religijnością. Jeśli kocham Boga, chcę żyć już nie zgodnie z własną wolą, ale razem z nim iść przez życie, ufając w to, że On jako kochający ojciec chce dla mnie jak najlepiej, choć może nie zawsze jego wola mi się podoba. Zaufanie do Boga nie jest czymś łatwym, tak naprawdę z perspektywy mojego życia to ciągła walka miedzy dobrem a złem. Poddanie własnego ja nie jest proste i myślę, że taki proces trwa przez całe życie. Jednak wiem z doświadczenia, że poddanie się Jezusowi daje szczęście, pokój i prawdziwą wolność, a dla mnie właśnie na tym polega religia.

Miłość to zaufanie, ufność, że osoba, którą darzymy uczuciem chce dla nas jak najlepiej, a jeśli tak to dlaczego nie mam poddać swoich decyzji, swojego życia, kiedy mam całkowitą pewność, że taki ktoś pokieruje nim najlepiej jak tylko można. Ciężko to wyrazić słowami, bo dla mnie wiara i zaufanie do Boga to nie coś, co można w pełni zrozumieć i wyjaśnić. I pomimo tego, że religia może się wydawać czymś co mnie ogranicza, ja mam wrażenie, że przychodząc do Boga, choć nie rzadko muszę z czegoś zrezygnować, mam pewność, że w zamian otrzymam o wiele więcej. Nie, z całą pewnością nie mogę stwierdzić, że życie z Bogiem oznacza życie bez problemów. Jednak życie człowieka wierzącego daje pewność czegoś lepszego, życia wiecznego, a to niesie ze sobą wbrew pozorom poczucie wolności. Wolności od tego, co tu i teraz, od nieszczęść, chorób, ludzkich tragedii.

Na zakończenie krótki cytat, który również mówi o wolności, którą można uzyskać dzięki Bogu, a co za tym idzie religii.

 „Podczas naszej rozmowy przy obiedzie, Ralph stwierdził:

- Jim, zmieniłeś się! Stałeś się bogobojny, religijny.

- Tak? – odpowiedziałem.

Wydawało się, że Ralph nie odbiera tej zmiany zbyt pozytywnie.

- Wiesz, dlaczego nie lubię twojej religii?

- Nie, nie wiem. Proszę, powiedz mi.(…)

- Ponieważ nie pozwala ci już nic robić. Nie możesz pić alkoholu, palić, przeklinać, imprezować czy oglądać filmów takich, jak Rambo czy Predator. Nie możesz nawet polować i słuchać sprośnych żartów. Chodzisz jak na smyczy! Ja bym tak nie mógł. Moja religia pozwala mi robić na to, na co mam ochotę. (…)

- Naprawdę?

- Tak, naprawdę! Nie lubię, kiedy ktokolwiek mówi mi, co mam robić lub czego mam nie robić. (…)

- Ralph, daj mi jednego papierosa

- Co?

- Po prostu daj mi papierosa.

Wyjął paczkę z kieszeni koszuli i podał mi jednego papierosa.

Włożyłem go do ust.

- Poproszę o zapalniczkę.

Teraz Ralph był zupełnie zaskoczony. Bez słowa podał mi paczkę. Zapaliłem (…). Patrząc mu w oczy, powiedziałem:

- Spójrz, Ralph. Ja mogę wybrać, czy zapalić, czy nie. Ale ty nie potrafisz nie zapalić. Nałóg tobą zawładnął. Ja jestem wolny, a ty jesteś zniewolony.”[7]

 
Pytania:

1.      Czy religia wymaga od człowiek tylko rezygnacji z wielu przyjemności?

2.      Czy religia może dać coś bardziej wartościowego niż człowiek miał do tej pory?

3.      Czy życie człowieka wierzącego, które wymaga wysiłku i często zaparcia się samego siebie może być łatwiejsze niż życie prowadzone bez Boga?

 

[1] http://www.adwent.pl/o-kosciele/historia
[2] http://adwentysci.waw.pl/organizacja.php
[3] http://adwentysci.waw.pl/kult.php
[4] http://www.adwent.pl/zasady_wiary.php
[5] http://www.adwent.pl/zasady_wiary.php

[6] Hohnberger J. (2009). Ucieczka do Boga (s.62). Radom: ORION plus

[7] Hohnberg, J. (2012). Codzienne chodzenie z Bogiem (s.85 – 86). Radom: ORION plus. 

  Kontakt: karolinaszema@vp.pl   Studia: Praca socjalna III, Pedagogika Opiekuńczo – Wychowawcza I Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Cieszynie Dzienny Dom Pomocy Społecznej nr 5 w Katowicach Zainteresowania: Raczej brak, chyba że do tego można zaliczyć uwielbienie do książek, ale zdecydowanie nie naukowych :) Dodatkowe informacje o autorze: Studentka pracy socjalnej i pedagogiki, osoba wierząca, członkini Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.