Prawdziwy sen

Miewam ostatnio sen, ciągle ten sam, i za każdym razem wydaje mi się bardzo realny. To samo miejsce, ten sam czas, Ci sami ludzie. Nie wiem, o co chodzi, nikogo nie znam z tych osób. Znajduję się w pomieszczeniu, naokoło mnie panuje półmrok, w oddali słyszę dwa różne głosy, jeden kobiecy, drugi jakiegoś mężczyzny. Rozglądam się licząc że dowiem się gdzie jestem, ale nic z tego. Czuję tylko wilgoć unoszącą się w powietrzu i to że moje ręce są przywiązane do czegoś za moimi plecami. Próbuję się ruszyć, podnieść, uwolnić dłonie, ale każdy mój wysiłek idzie na marne.

Nic nie jestem w stanie zrobić. Staram się sobie przypomnieć jak się tutaj znalazłam, ale nic nie pamiętam. Czuję że w gardle robi mi się gula którą staram się przełknąć, nie mogę sobie w tej chwili pozwolić na płacz ani na żadną histerię. Jednak i tak z oczu wypływają mi pojedyncze łzy. 

- Halo! Jest tu ktoś?!- pod wpływem chwili wołam, licząc że ktokolwiek mnie usłyszy i pomoże. I to był błąd, jak tylko tamta dwójka usłyszała że krzyczę od razu ruszyła w moją stronę. 

- O kochanie popatrz kto się ocknął- zakpiła kobieta, nie widziałam jej twarzy, ale byłam pewna, że ma czarne włosy i pogardę w oczach. 

- Kim jesteście?! Czego ode mnie chcecie?!- jednocześnie powstrzymuję się od mówienia a jednak słowa wylatują z moich ust. 

- Jak to kim jesteśmy? Ty już dobrze wiesz kim, przypomnij sobie koteczku- mężczyzna podszedł jeszcze bliżej i kucnął przede mną. Wtedy zobaczyłam jego twarz. Czarne włosy ogolone po bokach tworzące irokeza, niebieskie oczy które pokazywały jak świetnie się bawi. I do tego lewy policzek zdobił jeszcze świeży ślad od zadrapania. Widać było trzy czerwone ślady krwi od paznokci. W tym momencie obudziłam się cała zlana potem. 

Biegłam po schodach, jak najszybciej umiałam, a i tak byłam już spóźniona do pracy. Szef mnie kiedyś naprawdę za to wywali. Dzisiaj przez ten cholerny sen zaspałam tak jak nigdy dotąd, gdy otworzyłam oczy i zobaczyłam która jest godzina myślałam że zejdę na zawał. Szybko się ubrałam, śniadania już nie jadłam tylko szybko wybiegłam z domu i popędziłam na autobus. Wbiegłam na czwarte piętro, stanęłam, wzięłam głęboki wdech żeby uspokoić oddech i serce od tego wysiłku, a następnie pchnęłam drzwi. Lepiej się stać nie mogło od razu jak tylko weszłam przez owe drzwi z naprzeciwka szedł Pan Thomas, mój szef. 

- Panno Elizabeth, miło że zechciała nas Pani odwiedzić i przyjść trochę popracować- zawołał z nie dalej niż trzech metrów. 

- Dzień dobry Panie Scoot. Przepraszam za spóźnienie, ale nie wiem jak to się stało...- nie zdołałam wytłumaczyć bo mi przerwał. 

- Niech zgadnę. Co tym razem? Budzik nie zadzwonił? Czy może prąd Pani odcięli i dlatego się wyłączył? O już wiem, jak szła Pani do pracy był jakiś wypadek i ratowała Pani życie?- kpił zbliżając się do mnie. 

- Nie proszę Pana, budzik zadzwonił ale go nie słyszałam. Miewam ostatnio straszny koszmar i po prostu dziś też mnie nękał, przez co dopiero jak się obudziłam zobaczyłam która godzina- powiedziałam po prostu prawdę. Nie wiedziałam jak inaczej mogłam to wyjaśnić. 

- To i pewnie niewyspana, proponuję Pani iść do domu i się wyspać w takim razie, bo jak to tak nie wyspanym do pracy przyjść- na szczęście zbliżał się do swojego biura, jeszcze tylko kilka kroków i będzie po wszystkim. 

- Przepraszam, to już się więcej nie powtórzy- patrzyłam na swoje buty, czułam się besztana jak małe dziecko które coś zbroiło. 

- Tak, tak. Już to słyszałem, chwilę od kogo ja to ostatnio słyszałem?- udawał że myśli, zmarszczył czoło i postukał się palcem po brodzie- Ach wiem! Tak to od Pani słyszałem i to było nie dalej jak tydzień temu- wskazał na mnie, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Na szczęście nie musiałam odpowiadać bo wszedł do swojego gabinetu i zamknął za sobą drzwi. Skrępowana tą dziwną reprymendą udałam się do swojego biurka, gdzie codziennie od poniedziałku do piątku powinnam przy nim pracować. Od 7 rano do 15 po południu. Z daleka widziałam że ktoś siedzi przy moim miejscu pracy, jakiś mężczyzna i do tego rozstawiał tam jakieś rzeczy. 

- Ej co Ty tu robisz?- szybko podbiegłam do niego. 

- Rozpakowuję się? Będę tu od dziś pracował- odpowiedział jakby to była oczywistość. 

- Ale to jest moje biurko, nie masz prawa tu się rozgaszczać- spojrzałam na niego jak na idiotę. Miał czarne kręcone włosy które sięgały mu za uszy, zielone oczy i pełne usta. Wyższy ode mnie o jakieś dwadzieścia centymetrów, gdzie ja miałam metr sześćdziesiąt sześć, dobrze zbudowany, niebieska koszula opinała mu się na mięśniach przy każdym jego ruchu. 

- Szef kazał mi znaleźć sobie miejsce to sobie znalazłem i nie mam zamiaru nigdzie się ruszać- teraz on posłał mi jeszcze mniej przyjemne spojrzenie, ale też widziałam jak omiata wzrokiem moją sylwetkę. 

- Posłuchaj mnie...- zaczęłam ale mi przerwał. 

- Nie to Ty mnie posłuchaj paniusiu- podszedł do mnie dwoma szybkimi krokami, przez co odruchowo się cofnęłam. Teraz stałam plecami przyparta co ściany a z przodu miałam jego- To że jestem tu nowy nie daje Ci prawa żeby mną rządzić. Jak chcesz to sama znajdź sobie nowe miejsce- podszedł jeszcze bliżej, chciałam go odepchnąć rękoma, ale tylko bardziej się unieruchomiłam, ponieważ złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je do ściany nad moją głową. 

- Jesteś bezczelny, w tej chwili mnie puść- próbowałam się uwolnić ale tylko wzmocnił przez to uścisk. 

- A Ty pyskata, i w sumie całkiem niezła laska z ciebie- zrobił kolejny krok bliżej mnie, że czułam jego oddech na twarzy. 

- Przykro mi to mówić, ale nie jesteś w moim typie- najnormalniej w świecie kopnęłam go w krocze, od razu mnie puścił i osunął się na kolana kładąc dłonie na swoim przyrodzeniu- I przy okazji. Wracam za pięć minut, w tym czasie masz zebrać swoje rzeczy i się przenieść gdzie indziej- zażądałam i poklepałam go po głowie jak dobrego pieska. Swoją drogą miłe w dotyku były te loczki. 

- Suka- usłyszałam za sobą jeszcze, na co uśmiechnęłam się pod nosem.

- Nie słodziutki. Jestem Elizabeth, miło mi- na chwilę odwróciłam się do niego przodem. Bosko wyglądał w tej pozycji klęczącej. 

Z uśmiechem na ustach i wielką satysfakcją skierowałam się do łazienki, stanęłam przy umywalkach i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Moje blond włosy sięgające do łopatek z ukośną grzywką na czole, do tego niebiesko szare oczy, lekko podkreślone tuszem, na ustach bezbarwny błyszczyk. Nie miałam dziś czasu się stroić więc ubrana byłam w pierwsze lepsze dżinsy i malinowy sweterek z dekoltem w łódkę. Lekko opłukałam twarz zimną wodą, żeby do końca się obudzić, wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłam na kolejne stracie z „ Panem i Władcą”. Tak jak się spodziewałam siedział przy moim biurku i jakby nigdy nic przeglądał jakieś papiery. 

- A więc wojna- mruknęłam pod nosem idąc w jego kierunku. Siedział na moim fotelu to przechodząc koło jakiegoś pustego biurka, zgarnęłam od razu dla siebie żebym miała na czym usiąść. Postawiłam go naprzeciw jego i zgarnęłam papiery które miał rozłożone na drugą połowę. Chce wojny to ją będzie miał. Złapałam biały korektor w myszce i zaczęłam dzielić biurko wzdłuż na pół. 

- Co Ty robisz?- patrzył na mnie jak na nienormalną. 

- Dziele, nie chcesz stąd iść, ja tym bardziej. Tak więc będą dwie połowy, jedna Twoja druga moja- wyjaśniłam i dojechałam na drugi koniec.  

- Ty jesteś jakaś psychiczna- zaśmiał się tyle że nie było w tym słychać radości.

- To się przenieś- posłałam mu wyzywające spojrzenie. 

- W życiu. Miałem wątpliwości co do tej pracy ale teraz to będzie czysta zabawa- rozparł się na oparciu i patrzył jak wszystko układam. 

- Ciesze się że tak Cię to bawi, ale wnet przestaniesz być taki rozluźniony- przysunęłam swoje krzesło i usiadłam na nim zabierając się do pracy, byle tylko na niego nie patrzeć. Im dłużej go widziałam tym bardziej wydawał mi się pociągający i seksowny, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przecież ja nigdy nie zwracałam uwagi na facetów, owszem miałam ich paru ale były to tylko przelotne romanse nic więcej. A on i te jego kręcone włosy, jak miło by było wpleść w nie palce i poczuć smak tych ust. Boże kobieto co się z tobą dzieje? Pokręciłam głową jakbym chciała wyrzucić go ze swoich myśli. 

- Dobrze się czujesz?- zapytał z niby troską. W odpowiedzi pokazałam mu tylko środkowy palec. Zaśmiał się lekko i też zabrał się do pracy. 

****

Po raz kolejny podniosłem wzrok znad papierów, nie mogłem się skupić. Ta kobieta przechodziła samą siebie, podzieliła nasze biurko, traktowała mnie z wyższością i do tego w ogóle na mnie nie leciała. Takie coś mi się jeszcze nie zdarzyło. Każda babka jaką do tej pory spotkałem chociażby się za mną oglądnęła, a ta tylko mnie znokautowała i poklepała do tego po głowie, swoją drogą niezłego kopa ma. Teraz siedziała zapatrzona w dokumenty, w ustach trzymała końcówkę długopisu co strasznie seksownie wyglądało. Cała była seksowna, co jakiś czas zabawnie marszczyła nos i czoło. 

- Panno Elizabeth, proszę przyjść do mnie- ze swojego gabinetu wyjrzał nasz szef. 

- Cholera- mruknęła, podnosząc się. Widać było że stara się ukryć niechęć i stres, który za wszelką cenę chciał ukazać się na jej twarzy. Udałem że nic nie widzę i niby coś notowałem. 

- Maks co tu się dzieje? Czemu siedzicie przy jednym biurku?- podszedł do mnie i spojrzał krytycznie na nasze biurko. Ja jak patrzyłem na to jej dzieło, miałem ochotę się roześmiać. 

- Wszystko w porządku szefie, po prostu nam obojgu podoba się to samo stanowisko i uznaliśmy że się nim podzielimy- uśmiechnąłem się głupio do blondynki która stała za nim. 

- Mało macie miejsca?- ręką pokazał połowę pustego biura- Z resztą to zaraz będzie nie ważne- dodał już ciszej że ledwo go usłyszałem, a Eli już na pewno nic. Odwrócił się i zniknął w swoim gabinecie, blondynka poszła za nim jak na skazanie. Zamknął za nią drzwi i tyle wiedziałem co chciał od niej. Wróciłem więc do pracy, nie przejmując się spojrzeniami ludzi którzy zerkali na nas co chwile od początku naszej „dyskusji”. Nikt do tej pory nie odważył się podejść i mi coś powiedzieć, chodź to ona tu dłużej pracowała i powinni chyba stanąć w jej obronie. Specjalnie wywołałem tamtą scenę żeby mieć spokój od wszystkich innych. Jak zobaczą że jestem agresywny to nie będą mi zawracać dupy. Nie minęło pięć minut i z gabinetu wyszła moja seksowna blondyneczka, trzasnęła drzwiami tak że prawie wszyscy podskoczyli zdziwieni tym gestem. Przeszła dzielący nas dystans z taką wściekłością na twarzy że zacząłem się zastanawiać czy gdzieś nie ulotnić się na chwilę. Jednak zrezygnowałem zbyt ciekawy tym co się wydarzy. 

- Stary, upierdliwy impotent. Nie ma zajęcia to wyżywa się na innych- podeszła do biurka i zaczęła pakować swoje rzeczy do torebki.

- Coś się stało?- spytałem ciekawy. 

- Nie Twój zakichany interes- warknęła podnosząc na mnie wzrok z którego ciskały błyskawice. 

- Jednak chyba mój, skoro pakujesz do swojej torby moje śniadanie i większość moich rzeczy- starałem się całą siłą woli nie roześmiać z miny jaką zrobiła. 

- Zwolnił mnie idiota jeden- opadła ciężko na krzesło. 

- Czemu?- podniosłem odruchowo brew do góry.

- Cholera go wie. Jak się spytałam czemu to powiedział że ma taką ochotę, a poza tym za dużo się spóźniam i utrudniam start nowym pracownikom- przy ostatnim powodzie podniosła na mnie oskarżycielskie spojrzenie. 

- Hej ja nie mam z tym nic wspólnego. Nie patrz się na mnie jakbym Ci pół rodziny wybił-  podniosłem ręce w obronnym geście. 

- Nie patrze tak- od razu zaprzeczyła. 

- Nie, a to spojrzenie przed chwilą było wyrazem sympatii do mnie- ironizowałem, przez chwilę nawet przez jej twarz przemknął cień uśmiechu. 

- Skąd wiesz jak wyrażam sympatie?- kąciki ust delikatnie uniosła do góry. 

- Jeśli kopaniem facetów w krocze wyznajesz że ich lubisz, to masz bardzo oryginalny sposób- zakpiłem a ona się roześmiała. 

- Gdyby nie to, że zostałam zwolniona może i by dobrze nam się pracowało przy tym biurku- uśmiechnęła się w moją stronę i zaczęła po raz kolejny pakować rzeczy. 

- Zawsze możemy się umówić po pracy- posłałem jej zadziorny uśmiech. 

- Wspomniałam chyba już, że nie jesteś w moim typie- pochyliła się nad biurkiem w moją stronę. 

- Ale za to Ty jesteś w moim- też pochyliłem się w jej stronę. Teraz nasze twarze dzieliło parę centymetrów.

- To masz pecha, bo ode mnie nic nie dostaniesz- nie speszyła się nawet na chwilę. Ta kobieta coraz bardziej mnie intrygowała. 

- Chcesz się założyć że jeszcze będziesz w łóżku krzyczeć moje imię, kiedy będę dawał Ci najlepszy seks w życiu?- nie mogłem powstrzymać się od tej propozycji. Zaciekawiona uniosła jedną brew do góry i lewy kącik ust uniósł się jej do góry. 

- I co jeszcze?- seksownie przygryzła dolną wargę. 

- Wyjdź teraz ze mną, a dowiesz się co mogę ci jeszcze zrobić- moje oczy już nie mogły skupić się na jej wzroku, patrzyły tylko na jej usta. Byłem ciekaw jak smakują? Jakie są miękkie? W tym momencie się roześmiała, zdezorientowany nie wiedziałem o co jej chodzi. 

- Ja cie kopie w krocze i robię prawie bezpłodnym, a Ty chcesz mnie przelecieć. To dopiero układ- ze śmiechu aż poleciały jej łzy. Wściekły że mnie odrzuciła zacisnęłam mocno szczęki i nic nie powiedziałem. Kiedy się opanowała wyciągnęła z biurka czysta kartkę A4 i napisała w poprzek „IDIOTA” u góry przykleiła mały kawałek taśmy. Zarzucając torbę na ramie ruszyła w kierunku gabinetu szefa, przykleiła do drzwi tą karteczkę z czystą satysfakcja na twarzy. 

- Na razie ogierze- pomachała mi i ruszyła do windy, po chwili zamknęły się za nią drzwi. Siedziałem oniemiały przez dosłownie chwilę, a potem poderwałem się z fotela i popędziłem do schodów.

******

Winda zjechała na dół, otworzyły się drzwi przez które wyszłam a następnie wyszłam z budynku. Wzrokiem szukałam jakiejś taksówki, nie miałam ochoty tłuc się autobusem czy metrem. Skoro i tak straciłam prace to za ostatnie pieniądze zaszaleje. Wieczorem pójdę do klubu i upiję się za wszystkie czasy, a jutro nie wyjdę przez cały dzień z łóżka. O i tyle możesz mi zrobić szefuńciu. Miałam właśnie podnosić rękę żeby zatrzymać najbliższy żółty samochód gdy poczułam pchnięcie i nim się obejrzałam byłam przyparta do ściany, a moje nadgarstki znowu przyciśnięte nad głową do zimnego muru. 

- Mnie się tak nie zostawia- usłyszałam głos przy uchu i od razu go rozpoznałam. 

- To masz problem, już Ci mówiłam że nie jesteś w moim typie. Ile razy mam to jeszcze powtarzać?- warknęłam. Raz mnie bawił, raz wkurzał, nie wiedziałam czemu tak różnie reaguję na niego. 

- Nie to Ty masz problem i to nie jeden w tej chwili- patrzył na mnie przez zmrużone oczy. W momencie kiedy chciałam mu odpowiedzieć, nagle jego oczy się zamknęły, a on osunął się na ziemie. 

- Ej co Ci jest?- przerażona kucnęłam przy nim, jednak nie dane było mi nic zrobić ponieważ ktoś mnie złapał za łokcie i przytrzymał za plecami. Maksa złapało dwóch facetów i wrzucili do czarnej furgonetki- Zostawcie mnie!- próbowałam się wyrwać, udało mi się uwolnić jedną rękę. Szybko się obróciłam i uderzyłam w twarz tego kto mnie trzymał, jednak nie udało mi się uciec. Poczułam silne uderzenie w tył głowy i nastąpiła ciemność. 

Gdy się ocknęłam nie wiedziałam gdzie jestem. Znajdowałam się w pomieszczeniu, naokoło mnie panował półmrok, w oddali słyszałam głosy. Dwa różne, jeden kobiecy drugi jakiegoś mężczyzny. Rozglądnęłam się licząc że dowiem się gdzie jestem, ale nic z tego. Czułam tylko wilgoć unoszącą się w powietrzu i to że moje ręce są przywiązane do czegoś za moimi plecami. Spróbowałam się ruszyć, podnieść, uwolnić dłonie, ale każdy mój wysiłek szedł na marne. Nic nie  byłam w stanie zrobić. Starałam się także przypomnieć jak się tutaj znalazłam, ale w głowie miałam pustkę. Poczułam że w gardle robi mi się gula którą chciałam przełknąć, nie mogłam sobie w tej chwili pozwolić na płacz ani na żadną histerię. Jednak i tak z oczu wypłynęły mi pojedyncze łzy. 

- Halo! Jest tu ktoś?!- pod wpływem chwili zawołałam, licząc że ktokolwiek mnie usłyszy i pomoże. I to był błąd, jak tylko tamta dwójka usłyszała że krzyczę od razu ruszyła w moją stronę. 

- O kochanie popatrz kto się ocknął- zakpiła kobieta, nie widziałam jej twarzy ale byłam pewna że ma czarne włosy i pogardę w oczach. 

- Kim jesteście?! Czego ode mnie chcecie?!- jednocześnie powstrzymuję się od mówienia, a jednak słowa wylatują z moich ust. 

- Jak to kim jesteśmy? Ty już dobrze wiesz kim, przypomnij sobie koteczku- mężczyzna podszedł jeszcze bliżej i kucnął przede mną. Wtedy zobaczyłam jego twarz. Czarne włosy ogolone po bokach tworzące irokeza, niebieskie oczy które pokazywały jak świetnie się teraz bawi. I do tego lewy policzek zdobił jeszcze świeży ślad od zadrapania. Widać było trzy czerwone ślady zaschniętej krwi. Boże mój sen stał się rzeczywistością.

- Nie wiem kim, jesteście! Nie znam was!- pojęcia nie miałam czego ode mnie chcą. 

- No to może mała pomoc- w tej chwili obrócił głowę w prawo i nacisnął coś co trzymał w dłoni. Trzy metry od nas zapaliło się światło.

- Maks?- wyszeptałam przerażona. Na ziemi leżał czarnowłosy mężczyzna, nadal nieprzytomny, jego ręce podobnie jak moje były związane za plecami- Co mu zrobiliście?- spytałam zła. 

- Teraz sobie nas przypominasz?- kobieta podeszła do mnie i złapała za włosy unosząc moją głowę do góry. 

- Cholera jasna! Nie wiem kim jesteście ani czego od nas chcecie. A tym bardziej nie wiem co ma z tym wszystkim wspólnego Maks- mówiłam podniesionym głosem. Miałam dość tego cyrku, porwali nas, a teraz bawią się w ciuciu babkę.

- Dobra to inaczej- uderzyła mnie z pięści w twarz. Przez chwile mnie zamgliło i nie rozumiałam co do mnie mówi- Powtarzam. Gdzie są diamenty?- było widać po jej twarzy że jest wściekła. 

- Co?- spytałam głupio. W tym momencie doszedł do nas śmiech Maksa.

- Można wiedzieć co cie tak bawi?- do niego podszedł mężczyzna i podniósł żeby tamten usiadł. 

- Jesteście żałośni. To nie ona- zaśmiał się, szkoda tylko że ja nie widziałam w tym nic śmiesznego. 

- Jak nie ona? To czemu prawie bzykaliście się na ulicy?- przez twarz kobiety przemknął cień zdezorientowania. 

- Można wiedzieć o co tu chodzi?!- krzyknęłam bliska histerii. 

- Pomylili Cie z moją wspólniczką. Niecałe pół roku temu ukradliśmy im parę diamencików, które w ścisłości oni ukradli też komuś tam- wyjaśnił mi czarnowłosy. 

- I że niby ja bym miała je ukraść? Faktycznie jesteście żałośni, nigdy nic nie ukradłam. A tego idiotę znam dopiero od dziś z firmy bo się tam zatrudnił- wyśmiałam ich. 

- Kłamiecie! Powiedz prawdę albo ją zabiję- facet podszedł do mnie szybkim krokiem i wymierzył we mnie pistolet. 

- To zabijcie, wisi mi to co z nią zrobicie. Ja chciałem ją tylko przelecieć i tyle- wzruszył obojętnie ramionami. 

- Dzięki, czuję się zaszczycona- zakpiłam i od razu poczułam kolejne uderzenie, tym razem w brzuch od którego odruchowo zgięłam się w pół. Zostawili nas i gdzieś poszli, dopiero po chwili udało mi się podnieść i oprzeć o jakieś rury za mną. 

- Umiesz szybko biegać?- usłyszałam szept zielonookiego. 

- Co?- podniosłam na niego wzrok. 

- Umiesz szybko biegać?- powtórzył pytanie. 

- Przystępnie szybko- wyrobiłam się biegając zawsze za uciekającym autobusem. 

- To się przygotuj bo zaraz będziesz musiała pobiegnąć najszybciej w swoim życiu- uśmiechnął się szeroko. 

- Jesteś nienormalny, od początku to wiedziałam- widziałam jak się chwilę szarpie, a następnie uwalnia ręce. Po cichu stanął na nogi, upewnił się że tamta dwójka poszła gdzieś dalej i podszedł do mnie rozwiązując moje ręce. Pomógł mi się pozbierać z ziemi i ruszyliśmy szukać wyjścia. Skradaliśmy się przy ścianach, uważnie stawiając stopy na ziemi żeby o nic nie zahaczyć i nie zdradzić się. Rozejrzałam się i domyśliłam, że znajdujemy się w jakiejś opuszczonej fabryce, w niektórych miejscach stały jeszcze stare taśmociągi i dziwne narzędzia. Oboje zauważyliśmy drzwi przez które mogliśmy wyjść, nic nie stało na przeszkodzie, było co prawda to podejrzane ale najważniejsze to wydostać się stąd. Szybko podeszliśmy do drzwi i Maks je uchylił wyglądając na zewnątrz. 

- Nie ma ich. Droga wolna, trzymaj się blisko mnie- złapał mnie za dłoń i otworzył mocniej metalowe drzwi. 

- Jak stąd wyjdziemy to Cie osobiście zabiję- syknęłam. 

- Co tylko zechcesz kochanie- uśmiechnął się szeroko. Na zewnątrz przed nami był lasek, za nami też, jedyne wyjście to było okrążyć fabrykę i zobaczyć co tam znajdziemy. Minęliśmy róg budynku i natknęliśmy się na tą dwójkę. W pierwszej chwili zamarliśmy, oni i my, jednak Maks szybko zareagował. 

- Wiej do lasu, szybko!- krzyknął i pociągnął mnie za sobą. Usłyszeliśmy strzały, na szczęście żaden nas nie trafił. Biegliśmy najszybciej jak umieliśmy, ale oni biegli za nami i nas doganiali, dopiero jak wbiegliśmy między drzewa udało się ich trochę zgubić. Zatrzymaliśmy się dosłownie na chwile, żeby złapać oddech i zorientować się gdzie biec. 

- I co teraz?- wysapałam opierając dłonie na kolanach. Nie odpowiedział ponieważ niedaleko naszych twarzy przeleciał pocisk więc ponownie złapał mnie za rękę i biegliśmy dalej. Mijaliśmy drzewa slalomem, nogi same nas prowadziły, nie wiedzieliśmy gdzie biec, ani co znajdziemy na końcu lasu. Jednak skończył się szybciej niż mogliśmy się spodziewać. Drzewa zostały za nami a przed nami pojawiło piętnasto metrowe urwisko na jego dole płynęła rzeka. 

- Cholera jasna- załamałam ręce. Oni byli tuż za nami a przed nami przepaść. 

- Musimy skoczyć- zdecydował. 

- Zwariowałeś, mowy nie ma. Nie skoczę- odsunęłam się od niego o parę kroków. 

- Posłuchaj. Jeśli tu zostaniemy to jak nic nas zabiją, a jeśli skoczymy to mamy szanse przeżyć- podszedł do mnie i złapał w dłonie moją twarz. 

- Może Ty przeżyjesz, ja nie umiem pływać więc się utopię- odwróciłam wzrok od niego. 

- Szlak by to- przeczesał włosy dłońmi, myśląc nad czymś- Dobra to inaczej. Skoczymy ale nie puszczaj mojej ręki kiedy wpadniemy do wody, wyciągnę Cie na powierzchnie tylko nie możesz mnie puścić rozumiesz?- znowu spojrzał mi w oczy. 

- To się nie uda- pokręciłam przecząco głową. Oszalał, nie skocze, nigdy w życiu. 

- Uda się, zaufaj mi. Chyba że wolisz zginąć od postrzału- specjalnie mnie podpuszczał- Oni są coraz bliżej- dodał. 

- Obiecujesz że mnie wyciągniesz?- to był fatalny pomysł, ale nie miałam wyjścia. 

- Obiecuje- uśmiechnął się szeroko zadowolony że udało mu się mnie przekonać. 

- Nie ciesz się bo jak przeżyjemy, nie zapomnij że ja cie zabiję- podeszliśmy do krawędzi. Złapałam go za dłoń i mocno uścisnęłam, cofnęliśmy się parę kroków i skoczyliśmy z rozbiegu .

 

 

KONIEC

 

Zainteresowania: Pisanie książek i opowiadań różnych kategorii; czytanie książek, artykułów; słuchanie muzyki O mnie: Początkująca pisarka, próbująca swoich sił gdzie tylko się da. Z romantyczną duszą pochłaniam masę romansów, z których uczę się poprawnie pisać ale też tworzyć postacie i historie Kontakt: dominikaa12@wp. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.