Pragnąć ocalenia w Bogu, czyli słów kilka o nadziei na powszechne zbawienie (część II)

Czy Bóg może chcieć zagłady człowieka? Dlaczego można mieć nadzieję, że nikt nie zostanie potępiony? Czy zło może nieodwracalnie stanąć pomiędzy Bogiem a człowiekiem? Zapraszamy na kolejną część przemyśleń i refleksji nad nadzieją powszechnego zbawienia.

TRUDNA NADZIEJA

Tam, gdzie do głosu dochodzą pytania i wątpliwości ludzi wierzących, trudno oczekiwać łatwych, schematycznych odpowiedzi. W końcu Bóg (o ile istnieje) nie tylko przekracza nasze wyobrażenia, ale również dogmaty, jakie są udziałem wszelkich tradycji religijnych. Nie oznacza to jednak, że – jeśli przyjmiemy, iż Bóg objawia się człowiekowi – jesteśmy skazani na całkowite milczenie. W chrześcijaństwie relacja między objawiającym się Bogiem a przyjmującym to objawienie człowiekiem staje się przyczyną nie tylko religijnej wiary, która w osobie Chrystusa widzi zbawiającego Boga, ale nierzadko leży również u źródeł niepokoju duchowego, którego przejawem są pytania o sposób, w jaki zbawia Chrystus. Jestem widziany przez Boga „oczami” sprawiedliwości czy miłosierdzia? Bóg przynosi prawo czy łaskę? W przypadku nadziei na powszechne zbawienie pytania te zyskują głębsze znaczenie, gdyż dotyczą losów człowieka po jego śmierci. Z tego powodu problemy te stają się równocześnie jeszcze bardziej zagadkowe. Możemy jednak próbować szukać na nie odpowiedzi.

Nadzieja na powszechne zbawienie ma swoją bogatą przeszłość. Nie jest z pewnością tylko owocem współczesnej mentalności, gdyż jej tradycja sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Ponadto, choć stoi ona w pewnej opozycji wobec przyjętego nauczania o Bogu, który „za dobre wynagradza, a za złe karze”, w swojej istocie jest głęboko chrześcijańska i zakorzeniona w nauczaniu Jezusa Chrystusa. Przez swój uniwersalistyczny wymiar staje się ona również nadzieją wspólną nie tylko chrześcijanom, ale i wszystkim ludziom, których troska ostateczna – używając słów P. Tillicha – nie ogranicza się tylko do celów doraźnych i tymczasowych.

Nadzieja zbawienia powszechnego nie jest jednak nadzieją naiwną, unikającą pytań związanych ze sferą grzechu, zła, potępienia. Nie jest tanim optymizmem, podkoloryzowanym na potrzeby współczesnych religijnych „odbiorców”. Akcentując wymiar orędzia Chrystusa o miłości do całego stworzenia, kładzie nacisk na to, że Bóg nie chce potępienia żadnego ze swoich dzieci. Dostrzegając całą złożoność rzeczywistości ludzkiego życia, stara się unikać prostych i jednoznacznych stwierdzeń, kierując się złotą zasadą, iż zamiast doktryny, człowiek o wiele bardziej potrzebuje w swoim życiu nadziei i poczucia zrozumienia ze strony Boga.

NAJWAŻNIEJSZY JEST CZŁOWIEK

A jednak droga nadziei często zderza się z modelem życia, który w miejsce wyrozumiałości i współczucia szafuje raczej niechęcią i wrogością wobec innych ludzi. Dając upust swojej nienawiści do zła, niektórzy z chrześcijan skłonni byli (a nierzadko takie sytuacje występują również dziś) do potępiających sądów nad innymi ludźmi oraz szukania w każdym przejawie niechrześcijańskiej filozofii/duchowości przejawów działania wrogich sił. Trudno odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Być może działają tutaj proste mechanizmy psychologiczne? W końcu życie chrześcijanina wymaga trudu i wyrzeczeń, które – praktykowane nieraz radykalnie – mogą rzeczywiście prowadzić do „zaparcia się siebie”, a w konsekwencji do przekreślenia własnego „ja” i odrzucenia możliwości samorealizacji kosztem życia „dla” Boga. Może to budzić zawiść i niechęć wobec wszystkich tych, którzy dokonują innych wyborów, a nad postawę jednostronnie rozumianego „zaparcia się siebie” przedkładają dojrzałe i świadome przeżywanie swojej wiary. W takiej sytuacji mogą rodzić się pytania: jak to możliwe, aby po śmierci wszyscy mieli otrzymać równą zapłatę od Boga za swoje postępowanie? Czy tłumiąc swoje pragnienia nie okazałem się lepszym chrześcijaninem od tego, który podążał za swoimi potrzebami? Czy ludzie, którzy nie ujarzmią swoich żądz, mogą w ogóle zasługiwać na niebo? Dlaczego ateista i bezbożnik, który spędził życie na przyjemnościach, miałby cieszyć się z oglądania Boga?

Pytania można mnożyć. Trudno na przykład pojąć, dlaczego człowiek, który za życia postępował nagannie i krzywdził ludzi, mógłby liczyć na miłosierdzie Boga. Niemniej jednak nadzieja powszechnego zbawienia nie wyklucza takiej możliwości. Mimo wszystko, nie skłania się  ku wizji zbawiania wszystkich ludzi przez Boga w sposób automatyczny. Wówczas trzeba by przyjąć, że każda istota jest z góry zdeterminowana do uzyskania przebaczenia. Nadzieja ta zdecydowanie unika tendencji do anulowania i unieważniania ziemskiego życia człowieka na rzecz konieczności zbawienia, realizowanej przez Boga względem każdej osoby. Zwraca się jednak uwagę na to, że nie sposób ocenić ostatecznie życia ludzkiego z perspektywy ziemskiej. Podkreślana jest przy tym cała złożoność procesów, jakie dokonują się za życia ludzi i mają wpływ na ich postępowanie. Z tego względu nadzieja powszechnego zbawienia skłania się raczej ku usprawiedliwieniu człowieka i jego wewnętrznych dramatów, których doświadcza w samym sobie, a także w relacji z innymi ludźmi oraz z Bogiem.

CZY MOŻNA OSTATECZNIE ODRZUCIĆ BOGA?

Pytanie to, o ile nie jest tylko zabiegiem retorycznym, może wydawać się prowokujące. W końcu – jak głosi tradycyjna doktryna eschatologiczna – to nie Bóg potępia człowieka, lecz to człowiek mocą swoich złych wyborów i przewrotnych aktów woli potwierdza swe oddalenie od Boga, przez co skazuje się na potępienie. Jest w tym pewna oczywistość. W końcu, korzystając z ofiarowanej mu wolności, człowiek ma prawo dokonać wyboru „za” Bogiem lub „przeciw” Niemu. Pytanie jednak, czy rozumienie wolności w tym wypadku nie cechuje się pewną dozą abstrakcji, która nijak ma się do rzeczywistości, w której żyjemy.

Trudno przyjąć do wiadomości, aby człowiek był w stanie podjąć kiedykolwiek wolną i pełną decyzję „przeciw” Bogu, odrzucając zarazem dar zbawienia bez świadomości konsekwencji, jakie wynikają z takiego wyboru. W końcu należy pamiętać, że – jak pisał ks. W. Hryniewicz – „aby wybór mógł być prawdziwie wolny, osoba potrzebuje najpierw pełnego zrozumienia tego wyboru, a więc wolności od niewiedzy, iluzji i zwodniczych bodźców wprowadzających w błąd” . Czy w jakimkolwiek momencie ziemskiego życia jesteśmy wolni od tego balastu, który „zaciemnia” nasze poznanie? Aby nasze decyzje mogły nieść ze sobą ostateczne konsekwencje, potrzebowalibyśmy pełnego rozumienia tego, za czym się opowiadamy lub przeciwko czemu się buntujemy. Tak jednak nie jest. Grzech i nieposłuszeństwo człowieka względem Boga w dużej mierze mają swoje źródło w niewiedzy i różnych, zwykle niezależnych od nas uwarunkowaniach, motywach, złudzeniach (czynniki biologiczne, społeczne, wychowawcze itd.), które w pewnym stopniu uniemożliwiają pełne poznanie tego, za czym podąża ludzka wola. Nie spełniając zaś warunku pełnego poznania (czy ktokolwiek jest wszechwiedzący?), ani pełnej wolności (czy pełna wolność nie jest w pewnym sensie mitem i ideą?), czy możemy ponosić absolutną odpowiedzialność za dokonanie jakiegokolwiek wyboru w sferze tak delikatnej i niepewnej jak Bóg, wiara i zbawienie?

Nie można przy tym powiedzieć, aby nadzieja powszechnego zbawienia miała być atakiem na ludzką wolność. Zwraca ona tylko uwagę na względny charakter naszej wolności, jak i na ograniczone możliwości ludzkiego rozumu oraz częściowy charakter naszego poznania Boga. Dlatego też odrzuca absolutyzowanie ziemskich, ludzkich wyborów, a tym samym opowiada się przeciwko tezie głoszącej, że człowiek potępia się sam mocą swoich czynów. Ks. Hryniewicz pisze: „Jako istoty stworzone podlegamy różnym ograniczeniom. Ograniczone jest przede wszystkim nasze poznanie Boga i ostatecznego spełnienia. Aby mogła zaistnieć absolutna i nieodwołalna decyzja rozumnej i wolnej istoty przeciwko Bogu, potrzebna jest pełna jasność poznania i wiedzy o tej rzeczywistości, której mielibyśmy się wyrzec na zawsze. Tego nam jednak brak za ziemskiego życia. Ludzka wiara i niewiara ma zawsze charakter niepełny i fragmentaryczny […] Już to świadczy przeciwko ludzkiej możliwości absolutnego zamknięcia się w sobie na podobieństwo skamieliny […] Sam człowiek nie może urzeczywistnić zbawienia w jego ostatecznym kształcie. Przekracza to jego możliwości. Pozostaje ono zawsze darem Boga. Ale istota ludzka nie może też sama z siebie, ze swojej natury, całkowicie utracić zbawienia z własnej winy” . 

Trudno jednocześnie nie zauważyć, że wynoszenie na piedestał ideału ludzkiej wolności bywa nieraz tak wielkie, że umniejsza przez to jakby samego Boga, który w końcu musi skapitulować wobec człowieka i jego wyborów. Wolność urasta do rozmiarów rzeczywistości, względem której Bóg jest zmuszony czuć się bezradnym. Niemniej jednak, przy założeniu, że wolność jest raczej darem od Boga, nie powinniśmy czynić z niej konkurencyjnego bożka i idola, stającego się konkurentem dla swojego dawcy. Nadzieja powszechnego zbawienia przypomina o tym, że człowiek jest wolny w ramach wolności danej od Boga. I choć wolność ludzka bywa chora, zaślepiona, to nigdy nie przestaje być darem, a zarazem przestrzenią, w której dokonać się może także ocalenie i przeobrażenie. Nadzieja powszechnego zbawienia utrzymuje, że dopiero w bezpośrednim spotkaniu z Bogiem człowiek zostanie wyzwolony z ograniczeń, które towarzyszą mu w czasie ziemskiego życia. Bóg bowiem nikogo nie chce karać, tym bardziej za życie i postępowanie, które w pewnym zakresie zawsze zależy od nieuświadomionych czynników, konfliktów w sferze emocjonalnej itd. Przemawiając jednak nieustannie do zranionej wolności, Bóg może delikatnie wpływać na jej uzdrowienie.

ODPOWIEDZIĄ JEST CHRYSTUS

Kościół stopniowo odchodzi od pedagogiki lęku, czyli od straszenia ludzi groźbą potępienia w przypadku życia niezgodnego z „kanonami” ewangelicznymi, „przetworzonymi” oczywiście przez określone systemy filozofii i podanymi jako zalecenia wzorowego życia moralnego. Kościół nikogo dziś już nie posyła do piekła i bardzo mocno podkreśla, że nie można mieć jakiejkolwiek pewności, czy w piekle znajduje się choć jeden potępieniec. Można chyba przyznać, że jest to wynik zmiany mentalności. Nie potrzeba dziś żadnej dalekosiężnej wizji piekła, aby doświadczyć groźby zła. Spotykamy się z nim na co dzień; widzimy, jak dokonuje dzieła zniszczenia, pozostawiając ślady w nas samych oraz w naszych relacjach z innymi ludźmi. Z tego względu kształtowanie sumień – wierzących, szukających, wątpiących – odbiega raczej od metody opartej na unikaniu zła w obawie przed przyszłą karą, która miałaby dosięgnąć człowieka z zaświatów, coraz częściej zasadzając się na rozwoju osobistym oraz na bezinteresownym czynieniu dobra, które wzbogaca życie i czyni je wartościowym.

Zło, którego nieraz się dopuszczamy, nie zawsze jest przecież wynikiem naszej złośliwości. Często jest ono rezultatem wychowania, nieszczęśliwego dzieciństwa i wielu innych czynników. Wyrządza ono bezpośrednio szkodę nie tylko drugiemu człowiekowi, ale również sprawcy. Przede wszystkim jednak nadzieja powszechnego zbawienia wskazuje, iż to nie zło oraz grzech mają swoje ostatnie słowo, o czym zaświadczył Chrystus, przychodząc na świat. Gdybyśmy uzależnili wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa tylko od grzechu, pomniejszylibyśmy tym samym ich kluczowe znaczenie. Musielibyśmy wówczas złu przyznać moc większą od mocy Boga. Gdyby bowiem nie było grzechu pierwszych ludzi (a potem całej ludzkości), nie byłoby wcielenia i śmierci; grzechy świata byłyby wówczas niejako przyczyną wszystkiego, co dokonało się dzięki Chrystusowi. Czy Chrystus przyszedł jednak na świat z powodu grzechu, czy raczej z miłości do człowieka?

Na zakończenie tej części warto przywołać cenne słowa wybitnego teologa, H. Kunga, który w kilku zdaniach zawarł swoje osobiste doświadczenie wiary w wypełnienie się ludzkiej egzystencji w Bogu: „Wierzyć w życie wieczne oznacza, że w rozumnym zaufaniu, światłej wierze i wypróbowanej nadziei żywię przekonanie, iż zostanę kiedyś w pełni zrozumiany, uwolniony od winy oraz definitywnie zaakceptowany i wolno mi będzie być bez obawy sobą samym, że moje nieprzejrzyste i ambiwalentne istnienie, podobnie jak i głęboko wewnętrznie rozdarta historia ludzkości, staną się kiedyś ostatecznie zrozumiałe, pytanie zaś o sens historii znajdzie kiedyś ostateczną odpowiedź” . Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko obiema rękami podpisać się pod tymi słowami.
 

Studia: teologia (IV rok), filozofia (II rok). Zainteresowania: filozofia (zwłaszcza filozofia dialogu, filozofia egzystencji, hermeneutyka, postmodernizm, czy wreszcie bogata tradycja sceptycyzmu i nihilizmu), historia teologii, historia i ewolucja idei religijnych, psychologia religii.   Doświadczenie zawodowe: Współpraca z magazynem „Kontakt” oraz z serwisem muzycznym Metal Mundus. Dodatkowe doświadczenie: Uczestnik Koła Naukowego Teologów UŚ. Kontakt e-mail: kamil.trombik@gmail. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.