Okiem kibica - Eurogłupawka

Udało się! EURO 2012 rozgrywane jest w Polsce i na Ukrainie, co jeszcze niedawno nie było takie pewne. Udało się dokończyć stadiony, z drogami trochę gorzej, ale ponoć są przejezdne. Nie wiem czy w tym miejscu gratulować rządowi i spółce PL.2012, czy jednak ganić, bo uważam, że można było parę rzeczy zrobić lepiej, a niektóre w ogóle nie zostały wykonane. EURO się rozpoczęło, więc krytykować będziemy po turnieju za ewentualne wpadki organizatorskie i niedociągnięcia.

Teraz polskie społeczeństwo przestało się tymi sprawami interesować. Górę wzięły sportowe emocje, które ogarnęły niemal wszystkich. W czasie trwania EURO na piłce zna się każdy, tzn. już wcześniej się znał, tak jak na polityce, ale teraz tak jakby bardziej. Nazwiska Szczęsnego, Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego są już tak znane jak dane personalne naszego wybitnego skoczka narciarskiego. Niektórzy swoją piłkarską wiedzę poszerzają znacznie głębiej i chętnie się nią chwalą. Oto Hubert Urbański ustala taktykę przed meczem z Rosją proponując by „Polska na początku meczu strzeliła cztery lub pięć bramek”. Michał Wiśniewski na gwiazdę turnieju typuje… Messiego. Inny „bystrzak”, tym razem płci pięknej (nazwiska nie pamiętam i nie chcę znać), mówi, że największym „ciachem” polskiej kadry jest „Tomasz Lewandowski”. W czasie EURO każda znana z telewizji buźka staje się ekspertem piłkarskim. Nieważne, że na co dzień jest politykiem, kucharzem, aktorem, celebrytą (czyli kim?) czy prezenterem telewizji śniadaniowej – wszyscy dostają szansę wygłaszania swych mądrości w ogólnodostępnej telewizji. A ludzie to oglądają i dostają euro głupawki. Choć przyczyn tego zjawiska jest więcej. Tak wielka impreza sportowa nigdy wcześniej na polskiej ziemi nie gościła i pewnie za naszego życia już się nie odbędzie. Społeczeństwo tym żyje, mając świadomość, że na jego oczach dzieje się coś wielkiego. Atmosferę podsycają także media, pompując ten balon oczekiwań to rozmiarów gigantycznych. „Wyjdą z grupy”, „półfinał”, „zwycięstwo”. Oczekiwania są ogromne, co udziela się kibicom. Każdy chce w tym wydarzeniu uczestniczyć. Jedni na stadionach (szczęśliwcy, którzy wylosowali bilet), inni w strefach kibica, jeszcze inni w fotelu przed telewizorem.

Co świadczy o tym, że Polacy interesują się mistrzostwami? To jak się w ostatnich dniach zachowują. Wszędzie jest biało-czerwono, wszędzie gadżety! Od standardowych i akceptowalnych szalików i koszulek przez samochodowe flagi (sic! ja też taką mam!), malowanie twarzy po absurdalne pantofle, gumiaki, koszulki dla psów, grille, konserwy, płatki, kiełbasy, jogurty, alkohol, krawaty, czy nawet prezerwatywy. Wszystko w barwach narodowych lub z logo EURO i koniecznie z dopiskiem „niezbędnik prawdziwego kibica”. Określenie to drażni mnie w całej tej eurogłupawie najbardziej. Niezbędnik prawdziwego kibica? Czyli co? Jeśli nie kupię konserwy kibica, albo w czasie EURO nie będę korzystał w toalecie z papieru z rysunkami piłkarzy lub broń Boże nie ubiorę swojego psa w biało-czerwoną koszulkę to nie jestem prawdziwym kibicem, tak? Jestem kibicem na niby. Bo prawdziwy kibic to ten, kto napycha kieszenie wszystkim euronaciągaczom. Rozumiem, że producenci chcą dzięki EURO zarobić, ale sposoby w jaki próbują to osiągnąć są często komiczne, a czasem przerażające. Normalnego człowieka, który przyszedł do strefy kibica emocjonować się meczem Polaków nie można nazwać kibicem. Dlaczego? Bo nie dał zarobić sprzedawcy koszulek, nie kupił kiełbasy kibica i nie zapił jej kefirem kibica. Egoista, prawda?

A z tymi strefami kibica to też niezły cyrk. Byłem w takim ogródku raz w życiu i więcej się tam nie wybiorę. Choć obserwowanie meczów w takich miejscach powinno być obowiązkową praktyką dla studentów  socjologii. Generalnie można tam zobaczyć cały przekrój społeczeństwa. Z jednej strony porządni, kulturalni ludzie, którzy często też nie okazują większych emocji, z drugiej zaś elementy z marginesu, które sikają obok toi-toia zamiast w nim i przesyceni alkoholem wymiotują między ludźmi. Do tego przeraźliwy zapach potu i alkoholu. Ktoś, kto zna się na piłce i chce skupić się na grze nie powinien do takich miejsc uczęszczać. Krzyki, zasłanianie, jakieś głupie rozmowy z pijanymi ludźmi – to nie dla mnie. Już wolę ciepły fotel w domu. Bez ścisku, gdy chce iść do toalety, to po prostu idę, a nie stoję pół godziny w kolejce, gdy jestem głodny to wyciągam coś z lodówki, a nie stoję pół godziny w kolejce po kiełbaskę.

Zauważyłem w świecie polskiej piłki w ostatnich latach pewną tendencję. Kibiców futbolu próbuje się przerobić na wzór fanów siatkówki. Grzeczni, spokojni, nie awanturujący się, z dużą ilością zakupionych gadżetów, cieszący się, klaskający, machający kolorowymi szmatami i potem często nie wiedzący jakim wynikiem zakończył się mecz. Niestety ogłupianie ludzi występuje również w sporcie. Prawdziwi kibice są zniechęcani do chodzenia na stadiony. Działania policji (patrz: działania mundurowych na stadionie w Kielcach), PZPN-u (dystrybucja biletów) odstraszają. Prym na stadionach EURO powinni wieść fanatyczni kibice klubowi. Oni czują ducha tej gry, potrafią dopingować przez cały mecz, a nie tylko gdy nasi dobrze grają, wiadomo że będą na dobre i złe i nie zawsze fanatyk to chuligan czego tak bardzo boją się panowie policjanci. Dla mnie wzorem kibica piłkarskiego jest kibic angielski. On na mecz przychodzi emocjonować się piłką, pięknem gry i nieistotne, czy jego ulubiony klub wygrywa czy przegrywa mecze. Karnet na spotkania ma wykupiony na kilka lat, a po nim jego miejsce dziedziczy syn. Angielski kibic reaguje na każde wydarzenie na boisku. Oklaskuje nie tylko gole, ale też dobry odbiór piłki, wślizg czy dokładne podanie. To jednak trochę inna kultura. Angielski kibic zna się na piłce! I ci znawcy nie mieszczą się na angielskich stadionach. U nas jest z tym gorzej. Frekwencja jest jak sinusoida. Spada, gdy drużyna przegrywa i wzrasta, gdy wygrywa.

Na zakończenie trochę postraszę. Dużo mówi się o skoku cywilizacyjnym dzięki EURO itp. itd. Taki postęp raczej nie nastąpi w sferze kibicowskiej w Polsce. Mistrzostwa się skończą, fan zony znikną, „pikniki” na kolejny mecz pójdą za 3 lata, a nasze piękne stadiony zostaną puste. Może nie do końca puste, bo na meczach ligowych kilka tysięcy fanatyków się znajdzie, ale pełne to one raczej nie będą nigdy. Moda na futbol jest teraz i zniknie wraz z ostatnim gwizdkiem EURO. Ale na razie głowa do góry! Trwają mistrzostwa, Polacy mają szanse awansować do ćwierćfinału. Więc dopóki piłka w grze dajmy się ponieść eurogłupawce!
 

 

Kontakt: t-ferens@wp.pl   Studia: Politologia, I uzup., specjalizacja: Dziennikarstwo} i komunikacja społeczna.   Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Redakcja Encyklopedii PIłkarskiej Fuji Spiker sportowy Były dziennikarz sportowy Radia Egida Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): kierownik drużyny AZS UŚ Futsal Team Zainteresowania: Historia piłki nożnej. Dodatkowe informacje o autorze: Pasjonat sportu. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.