• Opublikowane 17 Październik, 2011

Moja historia - ludzie mówią "DDA"

Mówią, że historie wzięte prosto z życia przemawiają do ludzi najbardziej. Dlatego też długo zastanawiałam się, czy podzielić się swoją opowieścią. Jaki wniosek? Życie może i przynosi problemy, ale musiałoby być nieźle kreatywne, żeby każdemu „sprezentować” coś innego.

Dlatego jestem prawie pewna, że wielu z Was, czytając moją historię, znajdzie w niej element swojego życia. I bardzo dobrze - wiedza, że nie jest się samemu, daje siłę i pocieszenie. Ale po kolei.

Bohater - to ksywka, z którą identyfikowałam się przez większość mojego życia. Zawsze gotowa do obrony i wysłuchania, zawsze w stanie pogotowia, bo może ktoś będzie w potrzebie, ciągle dążąca do perfekcji, ale wiecznie niezauważana, nigdy niepotrzebująca pomocy. Krótko mówiąc, człowiek ze stali, którego najlepszym przyjacielem była poduszka. Często w nocy wypłakiwałam oczy, bo czułam, że nie dzieje się tak, jak powinno, ale zawsze rano wstawałam gotowa do misji ratowania świata. I ciągle miałam nadzieję, że stanie się coś co sprawi, że życie mojej rodziny się zmieni, że w końcu będziemy szczęśliwi, tak jak większość otaczających nas ludzi. Ale ojciec jakoś nie potrafił przestać pić. I tak toczyło się nasze życie - od awantury, przez czas tak zwanych cichych dni i uprzykrzania sobie życia, aż po miodowy miesiąc, podczas którego wszyscy mieliśmy nadzieję, że to był ostatni raz...

Terapia? „Przecież jestem silna - może i dzieje się źle w moim życiu, ale ja sobie poradzę. Niech się żalą psychologom Aniołki albo Kozły Ofiarne. Ja nie potrzebuję pomocy.” Tak myślałam jeszcze jakiś czas temu. Prawda była taka, że bardzo potrzebowałam pomocy, tyle tylko, że nie umiałam się do tego przyznać sama przed sobą. Była to dla mnie największa hańba - dać sobie pomóc. Problem leżał też w tym, że zwyczajnie nie umiałam prosić o pomoc, bo wszyscy zawsze prosili mnie. Byłam skałą, opoką, która teraz miała upaść? Nigdy w życiu!

Jednak każdy człowiek ma pewne granice wytrzymałości. Na mnie też przyszła pora. Może dlatego, że poduszka już nie była w stanie unieść ciężaru moich łez? Wiem na pewno, że pewna Dobra Dusza, którą spotkałam na swojej drodze, bardzo mi pomogła w podjęciu decyzji o terapii. Przez pięć lat cierpliwie mnie słuchała i starała się naprowadzić na tory, prowadzące do zgody z samą sobą, do życia bez ciągłego strachu, do życia własnym życiem, a nie życiem mojego ojca, dla którego priorytetem zawsze była butelka. I po pięciu latach walki z samą sobą zdecydowałam się poprosić o pomoc.

Pierwsze spotkania były naprawdę straszne. Musiałam głośno opowiedzieć o tym, co dzieje sie u mnie w domu. Musiałam powiedzieć, czego oczekuję po tych spotkaniach - czyli po prostu przyznać się do tego, że sobie nie radzę. A potem wygrzebywanie się z roli Bohatera. Na samą myśl o tym, że mam iść do kogoś i wypłakać mu się na ramieniu, miałam ochotę uciekać. A tu zadania domowe w stylu „napisz, co zrobiłyby bliskie Ci osoby, gdybyś je poprosiła o pomoc”. Myślę, że żadne słowa nie opiszą tego, co czułam, gdy pisałam - jak mi się wtedy wydawało - te brednie, ale było to jedno z gorszych zadań, które przecież musiałam odrobić, żeby zacząć zdrowo funkcjonować. A potem płacz nad dzieciństwem, które zostało mi odebrane i mozolne odkrywanie prawdy - o sobie, o mojej rodzinie, o moich bliskich, o tym, co tak naprawdę dzieje się w domu. Ale z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej. Zaczynałam czuć, czym jest prawdziwe życie. Zaczynałam się otwierać - na ludzi, na świat. Wyszłam z domu, poznałam wspaniałych ludzi, zawarłam prawdziwe przyjaźnie. Jako perfekcjonistka przyszłam na terapię z myślą, że gdy ją skończę, moje życie stanie się pasmem niekończących się sukcesów. Miałam nadzieję, że moja rodzina też zdecyduje się na ten krok i że będzie jak w bajce - będziemy żyć długo i szczęśliwie. Tak się niestety nie stało, ale już nie załamuję rąk z tego powodu. Bo jest kilka rzeczy, które odkryłam podczas tej półtorarocznej „odnowy duchowej”. Pierwsza i najważniejsza jest taka, że każdy ma swoje życie i to, co z nim zrobi, jest jego własną sprawą. Moi rodzice są dorośli, a ja zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby nakłonić ich do sięgnięcia po pomoc. Nie chcą - ich wybór. Ale ja już nie muszę ich pilnować i rozwiązywać ich problemów, bo mam swoje własne. Brutalne? Myślę, że po prostu prawdziwe. Druga sprawa to to, że ludzie nie są ze stali i każdy, nawet największy twardziel, czasem potrzebuje, żeby go przytulić. I co najlepsze - nie ma w tym nic złego czy upokarzającego. Tak po prostu jest. I w tym tkwi całe piękno - we wzajemności. Kolejna rzecz - świat nie jest czarno-biały, a ludzie nie dzielą się tylko na takich, którzy siedzą po uszy w bagnie i na tych, którzy są obrzydliwie szczęśliwi. Każdy ma swoje radości i swoje smutki - sztuką jest widzieć i jedne i drugie i reagować na nie odpowiednio. Już nie rwę włosów z głowy, gdy szklanka wypadnie mi z rąk i się potłucze - po prostu idę po miotłę, robię porządek i biorę następną. Moim dużym problemem było popadanie w skrajności - kiedy ojciec przychodził pijany, to od razu opadałam z sił i płakałam gdzieś po kątach, a kiedy był trzeźwy, to miałam ochotę fruwać z radości. Nie było nic po środku, żadnych kolorów, tylko czarne albo białe. A to wykańcza. Taka huśtawka emocjonalna jest jak bieg interwałowy - po przebiegnięciu czterystu metrów jednym tempem jest się zmęczonym, ale, gdy przebiegnie się ten sam dystans, cały czas zwalniając i przyspieszając, można, kolokwialnie mówiąc, wypluć płuca. Takie emocjonalne wyciszenie sprawiło, że czuję się dużo lepiej i że każde zadanie, które przede mną staje, nawet najłatwiejsze, nie jest walką na śmierć i życie. Poza tym uwierzyłam w siebie, zaczynam wychodzić z cienia i mimo że jest jeszcze kilka rzeczy, nad którymi cały czas pracuję to wiem, że sobie poradzę. Nauczyłam się też akceptować rzeczy, na które nie mam wpływu, wybaczać sobie błędy, bo prawda jest taka, że byłam dla siebie bardzo surowym sędzią. Nauczyłam się szczerze śmiać i szczerze płakać, mówić o sobie. Uczę się żyć, a nie tylko istnieć. W trakcie terapii często powtarzałam, że wiele rzeczy wiem, ale ich nie czuję - wiedziałam, że mogę popełniać błędy, ale gdy jakiś się przydarzył, to nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Dzisiaj wiem, że moja praca nie poszła na marne i to, co tylko wiedziałam, dzisiaj również czuję i jestem do tego przekonana. A najlepsze jest to, że wiem, że moje życie nie będzie zawsze różowe, że nie wszystko mi wyjdzie, że spotkają mnie trudne chwile, ale mimo wszystko jestem spokojna, bo są ludzie, którzy zawsze mi pomogą, a ja o tą pomoc już nie wstydzę się prosić.

Mówią, że historie wzięte prosto z życia przemawiają do ludzi najbardziej. Dlatego też długo zastanawiałam się, czy podzielić się swoją opowieścią. Decyzja podjęta, historia napisana. Napisana po to, żeby wyzwolić odwagę w tych, którzy tak jak ja kiedyś potrzebują bodźca, żeby dać sobie pomóc. Żeby pokazać, że są ludzie, do których o tą pomoc można się zwrócić. Żeby uświadomić, że każdy ma swoje życie i sam ma prawo wybrać, jak je przeżyć. Zatem trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Bo cuda zaczynają się dopiero tam, gdzie kończą się ludzkie możliwości. I nikt z nas, dzieci alkoholików, nie jest odpowiedzialny za to, co działo się w naszych domach. Ale każdy z nas odpowiada za swoje dalsze życie, za relacje z przyjaciółmi, rodzinami, które większość z nas planuje założyć. Dlatego, żeby nie opłakiwać całego życia, proponuję znaleźć kogoś, kto pomoże Wam opłakać dzieciństwo i wejść w dorosłe życie z podniesionym czołem. I samemu wybrać, jak chcecie je przeżyć.

Nie podpiszę się pod moją historią z dwóch powodów. Po pierwsze jest to też po części historia moich bliskich, a nie wszyscy oni jeszcze są gotowi na to, żeby ją opowiedzieć. Całkiem możliwe, że nigdy nie będą. A po drugie i najważniejsze nie chcę, aby tożsamość dorosłego dziecka alkoholika determinowała moje życie - chciałabym, aby ludzie słysząc moje nazwisko, myśleli przede wszystkim „dobra studentka”, „fajna dziewczyna” albo chociażby „leniwe stworzenie”, a nie „biedne, skrzywdzone przez życie dziecko”. Bo to JA decyduję o tym, że jestem dobrą studentką, fajną dziewczyną i straszliwym leniem. I już sama przestaję myśleć o sobie jako o Dorosłym Dziecku Alkoholika. Jestem zwykłą dziewczyną, dla której życie przygotowało taką, a nie inną historię, ale której również postawiło na drodze wielu wspaniałych ludzi, którzy pomogli zmienić jej bieg. I za to jestem bardzo wdzięczna.

Co do kwestii organizacyjnych, jest wiele miejsc, do których można udać się po pomoc. Chcę tutaj zaznaczyć, że bycie dorosłym dzieckiem alkoholika nie oznacza żadnej choroby, nie determinuje też życia w nieszczęściu. Jednak to, co dzieje się w naszych domach, sprawia, że na to nieszczęście jesteśmy bardziej podatni przez zachowania i myśli, które wyrobiliśmy sobie w domu, chcąc przetrwać, a które w dorosłym życiu już niekoniecznie są takie przydatne. Ja zdecydowałam się na terapię indywidualną, ale jest wiele ośrodków, gdzie można spróbować terapii grupowej. W każdym mieście znajdują się ośrodki terapii uzależnień, gdzie mogą zgłaszać się zarówno osoby uzależnione, jak też ich rodziny. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „ośrodek terapii uzależnień” i swoje miasto, a na pewno pojawi się strona z numerem telefonu do danej placówki. Można też zgłaszać się do ośrodków w innych miastach - ta praktyka jest stosowana, kiedy ktoś obawia się, że może spotkać w placówce kogoś znajomego, a wolałby tego uniknąć. Wystarczy zadzwonić, zaznaczyć, że to nasze pierwsze spotkanie, a panie recepcjonistki pewnie zajmą się resztą. Istnieją też ośrodki interwencji kryzysowej, gdzie również można otrzymać pomoc. Jednak tym, czego potrzeba na sam początek, jest odwaga i właśnie jej życzę osobom, które boją się sięgnąć po pomoc, a czują, że jej potrzebują. Powodzenia!
 

Autor: XY

 


Zaburzenia odżywiania - moda, choroba, sposób na życie?

Zaburzenia odżywiania stają się coraz bardziej powszechne w dzisiejszym społeczeństwie. Kult ciała propagowany w mediach oraz inne czynniki przyczyniają się do częstszego stawiania przez profesjonalistów tego typu diagnoz.

Najbardziej znane zaburzenia w sferze odżywiania to tak zwane zaburzenia specyficzne, czyli anoreksja psychiczna (anorexia nervosa) oraz bulimia psychiczna (bulimia nervosa), o których mowa będzie w dalszej części artykułu. Wyróżniamy także zaburzenia niespecyficzne, związane z czynnikami psychologicznymi, a są to między innymi: zespół jedzenia nocnego, zespół objadania się czy popularna dziś otyłość.

Anoreksja i bulimia

To, co z pewnością łączy obydwie psychiczne nieprawidłowości, a więc anoreksję zwaną jadłowstrętem psychicznym oraz bulimię, inaczej określoną, jako psychiczna żarłoczność, jest fakt występowania u jednostki niepokoju związanego z pożywieniem, sylwetką oraz wagą. Literatura podmiotu podaje, że znacznie częściej zaburzeń tego typu doświadczają dziewczyny oraz młode kobiety. Tylko jedna osoba na dwadzieścia to przypadek cierpiącego na zaburzenia łaknienia mężczyzny. Bulimię i anoreksję łączy także, występujący u chorujących jednostek, przymus kontrolowania się, a więc kontroli swojej wagi i sylwetki. Osoby te często mają poczucie utraty kontroli w życiu codziennym, wtedy skupiając się na jedzeniu, zyskują wewnętrzną pewność, że coś jednak od nich zależy. Skoro potrafią precyzyjnie kontrolować, to, co konsumują, mogą tę kontrolę przenieść także na inne sfery życia. Bulimicy oraz anorektycy połączeni są także pojawiającymi się w obydwu przypadkach, specyficznymi sposobami pozbywania się, w ich opinii, nadmiernej ilości skonsumowanych kalorii. Cechują się, więc tendencjami do oczyszczania swego organizmu za pomocą różnych, wyrafinowanych sposobów. Charakteryzują się wręcz niebezpiecznym przymusem jedzenia, bądź też nie jedzenia, oraz natrętnymi myślami o tym jak zachować swoją wymarzoną szczupłą sylwetkę czy nie zaprzepaścić dążenia ku niej. Poniżej w tabeli przedstawiam opisane w publikacjach naukowych cechy kliniczne obydwu zaburzeń:

Cechy psychiczne anoreksji i bulimii

Cechy kliniczne anoreksji psychicznej Cechy kliniczne bulimii psychicznej
  • nadmierna troska o sylwetkę, wagę i szczupły wygląd,
  • aktywne dążenie do obniżenia wagi ciała i utrzymywanie jej na niskim poziomie,
  • brak miesiączki (amenorrhea)
  • tendencja do nadmiernego przejmowania się swoja waga- przy czym waga bulimika pozostaje prawie normalna,
  • naprzemienne objadanie się i wymioty,
  • nieustające objawy lęku i depresji, ponadto osoby cierpiące na bulimię często sięgają po alkohol i narkotyki

 W celu zapoznania się z dokładną klasyfikacją danego zaburzenia, zachęcam do odwołania się do literatury podanej w bibliografii.

Przyczyny zaburzeń

Przyczyn wyżej opisanych nieprawidłowości można dopatrywać się na wielu płaszczyznach.. Często zdarza się, że wcześniej niezaburzony psychopatologicznie człowiek, popada w chorobę, głównie przez fakt przedstawiania w mediach coraz to szczuplejszych modelek, czy modeli, mających stanowić dla współczesnych ludzi wzorce idealnego wizerunku. Ten niebezpieczny trend społeczno-kulturowy prowadzi, przede wszystkim dziewczęta oraz młode kobiety do wniosku, że dalece odbiegają swoim wyglądem od propagowanych ideałów. Rodzi się w nich niezgodność własnego obrazu z obrazem przez nie gloryfikowanym. Przecież w przypadku heteroseksualnych kobiet, żaden mężczyzna nie zainteresowałby się „ociężałym i leniwym grubasem”. Ten sposób widzenia siebie powoduje rozwój całej gamy szkodliwych zaburzeń związanych z postrzeganiem obrazu własnego ciała i zamienia kolejność osobistych priorytetów. Kwestia wyglądu staje się najważniejsza, natomiast reszta "świata" zostaje odsunięta na dalszy plan. Liczy się tylko osiągnięcie narzuconego sobie celu, przy ścisłej kontroli wszystkich działań za pomocą, których się do niego dąży. Czynności, które podejmuje osoba cierpiąca na zaburzenia odżywienia można nazwać kompulsywnymi, gdyż cechują się pewnym natręctwem i przymusem ich wykonywania (na przykład objadanie się i wymioty czy nadmierne uprawianie sportu w celu spalenia w mniemaniu osoby zbędnych kalorii).
Kolejną opisywaną w literaturze podmiotu przyczyną powodującą występowanie zaburzeń odżywiania są czynniki biologiczne. Każdy z nas dziedziczy po swoich rodzicach i przodkach budowę ciała, grubość kości czy strukturę mięśni, które wpływają na wagę. Dlatego często osiągnięcie wymarzonej figury wychudzonej modelki jest niemożliwe, a usilne dążenie do tego staje się niebezpieczne. Niektórzy z nas są ponadto bardziej narażeni na wystąpienie takowych zaburzeń, m.in. z powodu odziedziczenia wysokiego stopnia neurotyzmu, czy przez niekorzystne warunki wychowawcze. Mówiąc ściślej mam tutaj na myśli przede wszystkim okres dzieciństwa. Literatura podaje, iż na wystąpienie nieprawidłowości w sferze jedzenia narażone są w najwyższym stopniu osoby, które w dzieciństwie były wykorzystywane seksualnie, ale także takie, wobec których rodzice nadmiernie koncentrowali się na żywieniu zarówno dzieci jak i swoim.
W sferze poznawczej, do wystąpienia opisywanych zaburzeń odżywiania, przyczynia się przede wszystkim myślenie dychotomiczne, a więc myślenie na zasadzie "wszystko albo nic". Odpowiednim przykładem byłaby tutaj osoba cierpiąca na anoreksję, która jest w stanie przestać całkowicie jeść, lub też ćwiczyć do wręcz wyczerpania organizmu. Dysfunkcyjne style poznawcze cechujące zaburzenia jedzenia, czyli nieprawidłowe przetwarzanie otrzymywanych z otoczenia informacji, powodują zanik normalnego stopniowania rzeczywistości i nieadekwatne reakcje na konkretne sytuacje. Przykładowo, kiedy osoba chora w końcu przestaje jeść w obecności innych osób, odczuwając przy nich dyskomfort, czując się obserwowaną i często wyśmiewaną. Zaczyna myśleć, że jej sposób konsumowania pokarmów odbiega od normy i wzbudza w innych niesmak. Ma poczucie, że jej porcje są za duże, że się przejada i uważa, że jest to nieakceptowane społecznie. Osoba taka chce być perfekcyjna nie tylko pod względem figury, ale i manier, woli zatem nie jeść w ogóle, niż zburzyć nieskazitelny obraz siebie, obraz stworzony w umyśle.

Następną przyczyną szeroko opisaną w literaturze, zwiększającą tendencję do pojawienia się tego typu zaburzeń, są pewne cechy osobowości (szczególnie u dziewcząt i kobiet):

  • tendencja do dużego dystansu emocjonalnego i zahamowania poznawczego
  • preferowanie rutyny, kłopoty z przystosowaniem się do zmian
  • zwiększony konformizm i uległość
  • unikanie ryzyka, niepokój w sytuacjach stresowych
  • skłonności perfekcjonistyczne

Występowanie wyżej wypisanych cech może zwiększać prawdopodobieństwo pojawienia się u danej osoby zaburzeń łaknienia. Często powodem wystąpienia takowych problemów może być także relacja cierpiącej osoby z rodziną (zarówno w dzieciństwie jak i w późniejszym wieku). Oczywiście relacja nieprawidłowa. Literatura podaje, iż istnieją pewne cechy rodzin, które zwiększają prawdopodobieństwo możliwości wystąpienia zaburzeń typu anoreksji, a są to:

  • ograniczona tolerancja na dysharmonię lub napięcie psychologiczne,
  • nacisk na właściwe przestrzeganie reguł,
  • sterowanie dzieckiem i zniechęcanie go przez rodziców do autonomicznych dążeń,
  • słabe umiejętności rozwiązywania konfliktów.

Istnieje zatem wiele źródeł pojawiających się osobno, bądź też łącznie, przyczyniających się do powstawania zaburzeń odżywiania. Każdy przypadek choć w istocie podobny do siebie, może różnić się etiologią. Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie: Co przyczyniło się do wystąpienia zaburzenia? Dlatego, że zwyczajnie każdy człowiek jest odrębną jednostką, czującą, reagującą i zachowującą się w dany, osobliwy dla siebie sposób.
Omówiłam wyżej czynniki psychologiczne oraz biologiczne, niestety to nie wszystko. Mając bezpośredni kontakt z osobami cierpiącymi na zaburzenia łaknienia, miałam wrażenie, iż wiele z nich zachorowało, dlatego, że chciało na siebie zwrócić uwagę otoczenia. Osoby te rezygnowały z jedzenia tylko po to, żeby ktoś ich zauważył. Było to ich wołaniem o pomoc, zainteresowanie i wsparcie. Na początku być może było to kontrolowane, ale z czasem stało się sposobem na życie. Tylko w taki sposób osiągali zainteresowanie, tym samym pogrążając się w chorobie. Nasuwa się, więc pytanie: Ile ze zdiagnozowanych przypadków jest powodowane właśnie takim zachowaniem? Ciężko jednak byłoby uzyskać na nie satysfakcjonującą odpowiedź, poniekąd, dlatego, że nawet, jeśli na początku zachowanie takie było świadomie prowokowane wyłącznie chęcią zwrócenia na siebie uwagi otoczenia, z czasem przeistoczyło się w poważne zaburzenie.

Istnieją rozmaite sposoby leczenia wyżej wymienionych dysfunkcji. W najgorszym przypadku będzie to hospitalizacja, kiedy osoba chora jest już na skaju wycieńczenia organizmu. Jej waga jest zdecydowanie za niska, a organizm „wypłukany” z podstawowych, potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania witamin, minerałów itp. Taka jednostka trafia na oddział leczenia nerwic, ale dopiero przed prawidłowym zdiagnozowaniem zaburzeń odżywiania i po osiągnięciu prawidłowej wagi (osoba zatem trafia najpierw zwykle na oddział wewnętrzny, aby poprawić ogólny fizyczny stan organizmu). Jeśli diagnoza ma już swoje miejsce w kartotece, osoba jest poddawana psychoterapii. Są oczywiście także oddziały terapii zaburzeń odżywiania, które są dla chorego człowieka najlepszym wyjściem. Osoba może uczestniczyć także w oddziale dziennym, gdzie otrzymuje potrzebne wsparcie i pomoc od grupy ludzi także cierpiących na jakieś zaburzenia i choroby, oraz od znajdujących się tam specjalistów. Myślę jednak, iż nie powinno się w grupie łączyć anorektyków i bulimików w stadiach rozwojowych choroby, dlatego, że raczej wskazane jest odcięcie ich od takiego środowiska. Z rozmów z ludźmi cierpiącymi na zaburzenia łaknienia wnioskuję, iż kiedy znajdują się oni we własnym towarzystwie często wzajemnie się nakręcają. Istnieją oczywiście przypadki, kiedy wspólnie się wspierają i są w stanie sobie pomóc, ale często jest wręcz przeciwnie. Budzi się w nich rywalizacja i zazdrość o to, że któreś z nich osiągnęło niższy poziom wagi i w związku z tym wygląda lepiej. Ważny w leczeniu obok podjęcia psychoterapii jest również kontakt z lekarzem oraz na przykład dietetykiem. Stanowią oni, bowiem drogowskaz do powrotu do normalnego traktowania jedzenia. Trzeba tu przede wszystkim zmienić nieprawidłowe nawyki żywieniowe oraz myślenie o spożywanym pokarmie i o sobie samym. Ważna jest, zatem świadomość tego, że bez jedzenia nie da się żyć i jest ono potrzebne do tego, aby organizm funkcjonował prawidłowo. Osobę chorą czeka więc przede wszystkim praca nad motywacją. Nieoceniona jest w leczeniu także i pierwszoplanowo pomoc rodziny, która musi wykazać się cierpliwością, miłością i wsparciem. Rodzina musi być towarzyszem cierpiącej jednostki i razem z nią podjąć walkę z zaburzeniem. Musi postarać się zrozumieć taką osobę i zrobić wszystko, aby jej pomóc, dlatego, że człowiek cierpiący na zaburzenia odżywiania sam najczęściej nie jest w stanie sobie poradzić. Kiedy więc osoba siedząc przy stole ledwo musnęła posiłek, ukrywa jedzenie w szufladach czy innych miejscach, traci na wadze, dziwnie się zachowuje i widocznie rozwija się u niej obsesja na punkcie pokarmów, jest to pierwszy niepokojący fakt, który powinien zostać zauważony przez bliskich.

Spośród działań, mających na celu wyeliminowanie lub złagodzenie objawów zaburzeń odżywiania, wyróżnia się:

  1. Terapia poznawczo - behawioralna - jej zadaniem jest zmiana sposobu myślenia o sobie jednostki oraz reagowania na sytuację powodującą lęk lub niepokój.
  2. Terapia rodzinna - jej zadaniem jest oddziaływanie osobiste poszczególnych członków systemu rodzinnego tak, aby osłabić źródło nad lękliwości osoby zaburzonej, poprzez modyfikację swoich własnych postaw (na przykład nadopiekuńczej postawy matki).
  3. Terapię grupową - jej zadaniem jest oddziaływanie na system grupy rówieśniczej - postawy kolegów, przyjaciół jednostki chorej, w taki sposób, by osłabiać źródło wzmożonego lęku osoby z zaburzeniami odżywiania, a więc chodzi tutaj o modyfikację jej obsesyjnej postawy wobec jedzenia i wyglądu zewnętrznego.
  4. Terapia polegająca na treningu asertywności i budowaniu poczucia własnej wartości - jej zadaniem jest kształtowanie umiejętności odmawiania i stopniowe zmniejszanie wpajanego na przykład przez osoby najbliższe poczucia bezwartościowości, niższości u osoby z anoreksją lub bulimią.
  5. Terapię farmakologiczną (farmakoterapię) w warunkach szpitalnych lub poza szpitalnych (stosowanie leków antydepresyjnych, przeciw lękowych).

Sposobów leczenia zaburzeń łaknienia jest jak widać sporo, lecz bez odpowiedniego zaangażowania i motywacji osoby chorej, nie uda się jej pomóc. Należy pamiętać, że zaburzenia pojawiające się i rozwijające w sferze odżywiania, są niejako rodzajem uzależnienia. Uzależnienia, które jak każde inne prowadzi jednostkę donikąd. Takiego, z którym, trzeba walczyć, aby żyć normalnie.

Pozostawiam, więc pytanie otwarte: Czy zaburzenia odżywiania to moda, choroba czy sposób na życie? Mam nadzieję, że skłoni ono czytelników do własnych przemyśleń i pozwoli zagłębić się w tematykę mechanizmów ludzkiego umysłu.

Dodatek

Typy zaburzeń odżywiania:

  • bigoreksja - (u mężczyzn) uzależnienie od siłowni
  • ortoreksja - przesadne przywiązanie do spożywania zdrowej żywności
  • pregoreksja - „anoreksja ciążowa”
  • permareksja - uzależnienie od bycia na diecie
  • megareksja - obsesja na punkcie rozwijania masy mięśniowej

LITERATURA:

  1. Carson R.C., Butcher J.N., Mineka S.: Psychologia zaburzeń. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2003
  2. Meyer R.: Psychopatologia. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2008
  3. Pużyński S., Wciórka J.(red.): Klasyfikacja Zaburzeń Psychicznych i Zaburzeń Zachowania w ICD-10. Uniwersyteckie Wydawnictwo Medyczne ‘Vesalius’, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Kraków, Warszawa 2000
  4. Stirling J.D., Hellewell J.S.E.: Psychopatologia. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005
  5. http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=134
  6. http://pedagogikaspecjalna.tripod.com/notes/eatingdisorders.html#8
  7. http://www.wikipedia.pl

 

Kontakt: agabur20@wp.pl mgr Agnieszka Burek- Blacha, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, wydziału Psychologii oraz Pedagogiki. Tytuł magistra psychologii uzyskała w 2012 roku. Ścieżka zawodowa: 2010r.- Praktyka zawodowa z zakresu Psychologii Klinicznej Człowieka Dorosłego w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej- Oddział Psychiatryczny 2011r.- Praktyka zawodowa z zakresu Psychologii Kliniczno- Sądowej w Ośrodku Pomocy Dzieciom i Rodzinie w Rudzie Śląskiej 2017r.- Praktyka zawodowa z Integracji Sensorycznej w Specjalnym Ośrodku Szkolno- Wychowawczym w Nowym Targu 2015r.- Psycholog w Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej w Nowym Targu 2016r.- Psycholog w Zespole Szkół Specjalnych przy Śląskim Centrum Rehabilitacyjno- Uzdrowiskowym w Rabce- Zdroju 2016r.- Psycholog w Zespole Wczesnego Wspomagania Rozwoju w Przedszkolu Prywatnym „Wesoły Korowód” w Nowym Targu 2017r. (...)


Okresy studiów

Wyjście w świat

Studia to jeden z najbezpieczniejszych okresów - z jednej strony umiarkowana niezależność, z drugiej dostępność pomocy rodziców, uczelni i innych jednostek. Przez kilka lat życie jest jasne  "Studiuję, więc jestem"...

Okresy studiów

Współlokator

Do tej pory szło gładko - własne łóżko, pokój...i święty spokój. Przeszkadzała co najwyżej młodsza siostra, którą łatwo można było "wyeksmitować" do kuchni.

Okresy studiów

Wolontariat

Są tacy, którzy twierdzą, że "praca bez pieniędzy, to żadna praca", trudno jednak zgodzić się z taką opinią, kiedy weźmie się pod uwagę doświadczenie, znajomości i różnorakie możliwości, które można zyskać dzięki pracy w ramach wolontariat

Okresy studiów

Trudny początek

Studia pod wieloma wzlędami są wyjątkowym okresem.

Okresy studiów

Rodzice

"Puste gniazdo" to żaden mit, tylko bardzo dotkliwy stan, do którego wszyscy w rodzinie muszą w swoim czasie dojrzeć.

Okresy studiów

Podjęcie pracy

"...a kiedy dorosnę, zostanę kosmonautą!" - zdecydowana większość z nas powtarzała w dzieciństwie podobne słowa. A potem trochę podrośliśmy i uznaliśmy, że to jednak zbyt nudna praca, więc wybraliśmy inną specjalizację, którą realizujemy m.in.

Okresy studiów

Planowanie kariery

Podjęcie pracy to jedna z zasadniczych kwestii - dlatego dobrze jest ją rozsądnie zaplanować, przygotować się do podjęcia ważnej roli. Polecamy wam informacje na temat szkoleń, możliwości rozwoju, doradztwa zawodowego i kwalifikacji.

Okresy studiów

Pieniądze

"Tak dużo miesiąca pozostało do końca pieniędzy!"  - to stwierdzenie, aż za dobrze znane jest studentom.

Strony

Subscribe to Więc jestem RSS

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.