W wewnętrznym świecie sprzeczności - norma czy patologia?

Miłość i złość, ciekawość i strach, smutek i radość - czy można jednocześnie odczuwać dwa sprzeczne uczucia? Jeśli tak, to czy jest to przejaw jakiegoś zaburzenia, czy może to całkowicie naturalne zjawisko, dotyczące większości ludzi? Przedstawione poniżej krótkie przemyślenia stanowią próbę ujęcia tego dylematu i wyjaśnienia zjawiska ambiwalencji.

Egzamin z psychopatologii. Zaburzenia nerwicowe, lękowe, dysocjacyjne, afektywne, psychotyczne - wszystko w małym palcu. Podziały, przyczyny, objawy. Obudzona o drugiej w nocy mogłabym recytować fragmenty wykładów. Miejsca zajęte, kartki rozdane.

Pytanie: „Ambiwalentne odczucia w stosunku do jednej osoby to:

  • a) przejaw psychopatologii,
  • b) norma.”

I moja długo budowana pewność co do znajomości tematu rozsypała się na kawałeczki w jednym momencie. Bo mimo, że temat ambiwalencji na studiach psychologicznych poruszany jest dość często, to takie ujęcie tego zjawiska zupełnie mnie zaskoczyło.

Czym w ogóle jest ambiwalencja? Można powiedzieć, iż jest to odczuwanie jednocześnie pozytywnych i negatywnych uczuć w stosunku do jakiejś osoby lub rzeczy. Na przykład, można być bardzo podekscytowanym, przygotowując się do skoku na bungee i jednocześnie obawiać się skoku w przepaść. Można być ciekawym, co znajduje się za drzwiami starego zamczyska, jednocześnie odczuwając strach przed spotkaniem tam ducha zmarłego właściciela. Może być nam przykro z powodu porażki naszego przyjaciela w postępowaniu rekrutacyjnym wielkiej korporacji, ale jednocześnie możemy czuć radość, ponieważ jego sukces wiązałby się z przeprowadzką na drugi koniec Polski. Jeden przykład jest szczególnie bliski życiu każdego z nas - możemy być bardzo źli na osobę, którą mocno kochamy. Trochę jak Kevin (Home alone - Kevin sam w domu, reż. Ch. Columbus, 1990), który zły na całą rodzinę, omyłkowo zostawiony sam w domu bardzo cieszył się ze swojej sytuacji, ale niedługo potem zaczął tęsknić i uświadomił sobie, że mimo wszystko brakuje mu jego bliskich. Czy takie podejście do sprawy oznacza, że Kevin miał jakieś zaburzenie psychiczne? Trudno byłoby postawić taką diagnozę, bo przecież większość z nas zapewne nie raz przeżywała coś podobnego. Pewne jest jednak i to, że większość z nas w takiej sytuacji zastanawiała się, czy to „normalne”, czy w ogóle można odczuwać w ten sposób, czy to może z nami jest coś nie tak. Nie chcę powiedzieć, że z ambiwalencją nie spotkamy się w psychopatologii. Wręcz przeciwnie, jest ona obecna w wielu zaburzeniach psychicznych. Trzeba jednak pamiętać, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”- żeby mówić o psychopatologii potrzeba znacznie większej liczby objawów, niż tylko występujących czasami sprzecznych uczuć w stosunku do jednej osoby bądź rzeczy. Wydaje mi się, że to zjawisko jest związane z bogactwem ludzkiego życia emocjonalnego i ogromem sytuacji, w jakich człowiek może się znaleźć, ale nieświadomość jego powszechności i tego, że nie jest ono niczym złym, może czasem rodzić duże poczucie winy albo - tak jak w przypadku pytania na egzaminie - niepewność związaną z „poprawnością” przeżywanych uczuć.

Wracając do egzaminu. Ostatecznie po dłuższym namyśle zaznaczyłam prawidłową odpowiedź- ambiwalentne odczucia w stosunku do jednej osoby to norma. Wstyd było mi się przyznać, że miałam wątpliwości przy tym pytaniu. Ale okazało się, że nie byłam jedyna - po wyjściu z egzaminu wiele osób głośno zastanawiało się nad odpowiedzią. Co więcej, znalazło się również kilka takich, które zaznaczyły złą opcję. Jak widać pewne prawidłowości życia emocjonalnego człowieka nie są oczywiste nawet dla studentów psychologii. Ja przyznaję, że to pytanie utkwiło mi bardzo mocno w pamięci - może właśnie dlatego, że też byłam jedną z osób, które często zastanawiały się, czy jednoczesne przeżywanie sprzecznych uczuć jest w ogóle dopuszczalne. Ale dzięki uświadomieniu sobie, że ludzie "tak po prostu mają" i że w ambiwalencji nie należy doszukiwać się czegoś nieodpowiedniego, już nie zastanawiam się, czy mogę się złościć na moich przyjaciół. Po prostu się złoszczę, za jakiś czas wszystko wraca do normy, a ja nie przeciążam mózgu niepotrzebnymi rozmyślaniami i dużą dawką poczucia winy.

Wykształcenie:  Absolwentka Wydziału Pedagogiki i Psychogii UŚ, kierunek Psychologia. Dodatkowe doświadczenie: Członkostwo w AZS Uniwersytetu Śląskiego Zainteresowania: Psychologia sportu, sport, film. Dodatkowe informacje: zawodniczka drugoligowego zespołu siatkarskiego SMS Opole, absolwentka Państwowej Szkoły Muzycznej im. G. G. Gorczyckiego w Rudzie Śląskiej .   Kontakt: dorota_1113@interia. (...)


A path towards love. How to find bearings [with it]?

Love abides in every moment of its existence, always. It is the only fleeting glance into the eternity that is given to us.

Thornton Niven Wilder

Love is probably the widest, book-sized subject in our culture. It is an extremely subtle, important and often difficult area of our lives. I tried to get a closer look, using works of some thinkers and a short story by Miguel de Unamuno “A Story About Particular Love”, and I also attempted to present the subject of love from different perspectives.

I don’t know what steered me into this the subject; I surprised myself that from among Miguel de Unamuno’s short stories I chose “A Story About Particular Love”. Clearly, some unconscious need to explore this subject attracted my mind and heart and what was left for me to do, was to surrender to a story about particular love.

What does it require of a person to truly love someone? When do we notice that the feeling is actually love? What sense does it make?

Lucinda and Ricardo met every day  in the evening, beside Lucinda’s barred window,  from which a splendid cypress tree could be seen and they could hear sparrows singing. Ricardo came there to meet his fiancée , however, the thought that appeared in his mind most often was not a vision of their future,  but a quote from the gospel. He recognized it as his destiny, yet at this point its form was like a misty glow at nightfall – vague and superficial. So, they usually exchanged rumours.

“What can I do? I don’t have anything else to do, my dear. Only to look at you.” - he responded. They were silent for a moment, feeling the emptiness of their words. Ricardo knew that this acquaintance gets closer and closer to the treacherous and threating sea” and he knew he should end it. He feared he would appear unreliable and ungrateful. “They spent afternoons together, waking by this dead feeling. Prisoners of honour and good reputation”. Later on, in the text we encounter a passage that says: “the whole house deplores beneath the burden of empty memories”. Marianne Moore wrote “love, whatever it is, should be deprived of pretence. To pretend means to put on a mask”. Józef Tischner specifies the function of a mask in those words:  a mask tries to create an illusion that is the opposite to what this given thing really is.

“Ricardo proposed and she accepted. She thought that a lack of fervour was a fire that would kindle, the dimness of this feeling was the first sign of sunrise and that this was the light which augured the sun. However, she quickly noticed that it was only a spark that sunk in the ashes, the afterglow that brought the night”. She kept repeating “What about love? Oh, love will come later, love always comes . When you want it, when you prize it, when you need it.’ But days, weeks and then months were passing by and she didn’t feel love approaching.” So, what is a recipe for love if not waiting?  “Only those who love find love and do not have to search for it” said David Herbert Lawrence. Erich Fromm, on the other hand, thought that love begins to flourish only when we love those who are not useful for us.

“But it was the same for her as for her fiancé: honour and pride in their own constancy were stronger than disappointment. No, she won’t be first to split up, even if she were to die from sorrow – he should be the one to end it”. Lucinda left the responsibility for the decision regarding her life, their relationship and herself to someone else.. This act shows her immaturity and her lack of courage. “It is like this: despite everything I still love him. He has become a habit in my life, he is a part of my existence. I live because he visits me”. “Platonic love is like pretending that the revolver is empty”. I wonder what made William Somerset Maugham chose to compare love with a revolver . And then I understood – it is pretence that kills. Emptiness that arises from it intertwines with despair and alienates me from my own entity just like synchronous movements of a vice. To allude to the words of Herman Hesse: without loving oneself to love a fellowmen is impossible, to hate oneself is exactly the same as to be extremely egoistic, as it breeds the same cruel loneliness and despair. It reminds me of  my mum’s words, she often told me that in order to love someone I have to love myself first.

The lovers, both conscious of their dying love try to manipulate each other and none of them is able to face this feelings. As a consequence of insincerity they got on a train to escape in the name of their love. “Ricardo felt defeated and humiliated. (…) He tried to be carefree but there was no reason for him to feel untroubled. If only we could come back and everything could be as it was before! But no: the train, the image of fate,  inexorably led them towards their destiny. (…) It was as if they were overwhelmed by some great, deadly sorrow. In their eyes one could see a shadow of a final disappointment. (…) This night was the beginning of their new life and it was a burden to them. A burden so big as it is to climb a mountain whose peak is lost in mist. Besides, they felt embarrassed without even knowing why”. They were disappointed that there was no breakthrough, that their love wasn’t stricken by a miracle. While they were taking a walk, they noticed a church and went inside. They sat separately. “Suddenly, Ricardo heard that Lucinda was trying to keep her tears back. He noticed she was crying and his eyes started to fill up with tears as well. He kneeled beside his fiancée and arm to arm they were grieving death of the illusion”. I am under the impression that it was the first moment of true closeness between them and that they finally faced the truth. They found themselves in a new situation. “When they stepped back to the street, everything seemed more cheerful but more sad at the same time. They decided to return, to end their escape. They hid in the compartment in case someone who they knew would go in and recognize them. They were anguished by the feeling of shame and, what is worse – ridiculousness”. Let’s take a closer look on the subject of shame. According to Tischner there are many methods of hiding one’s face and one of the most natural is shame. (…) Any expression is characterised by  some kind of intention: it’s a kind of sign, which by its very existence points out beyond itself. Among the expressions shame takes a special place: its intentionality has two levels (…) that’s the paradox – visibility of certain invisibility – a mystery given directly! For Sarte “being-for-another” reveals itself in the intentional construction of shame, it is a basis for “being-for-yourself”! To put it differently, who I am for another person is who I am for myself – someone else makes me feel ashamed and shame makes me who I am. It is hell from which I cannot escape. I’m condemned to be lonely, but my loneliness is an absence of someone who I long for and someone for who I am. (…) The way to experience someone else is through my shame towards him. There is one primary thing for us: Sartre does not describe the encounter, yet the separation, and even for a moment he does not point into hiding behind a curtain, but to the moment of tearing off a mask. (…) This is how the hell arises – a place where people are close and distant at the same time. Close because they can touch one another and distant because they can never meet.” Ricardo and Lucinda were ashamed of their feelings not only in front of each other, but mostly they felt ashamed facing themselves. Only when they run out of excuses and hope, they could face their helplessness towards love that wouldn’t come. They missed melancholy of the past, the illusion from before their escape. This shows that they didn’t fully accept the condition of their feelings.

“Shame plays a role of a curtain. A curtain isn’t a mask: the role of a mask is to delude and the role of shame is to hide. Shame hints that there is something that another person considers to be a personal value, but it is so fragile and perhaps ambiguous that it may die just from looking at it. It is better for a man to hide the value that to put it in jeopardy. Shame is a sign of preference, but at the same time there’s an intention of an emerging value, which is connected to it,  and we treat it with a friendly attitude”. What exactly did the lovers hide away? Inappropriate emotions, doubts, dreams, responsibility?

Ricardo following his destiny (preaching the Gospel) has become a novice. He studied Scripture with great care and his ambition was almost mad. He was a good candidate for a preacher; Lucinda, on the other hand, entered a convent. “There she nurtured her sadness that could not be cured and which would stay her companion until the day she dies”.

It is enough to whisper when it comes to great love but if it is small it requires a manifesto” -Frantisek Herits used to say. To hide an internal scream you have to scream even louder, you have to act with even more belief. But does it put us at ease? Feeling the loneliness that surrounded him Ricardo said “Yes, this is God’s punishment for abandoning Lucinda, for sacrificing her for my own ambition. (…) I’m an egoist who looked for a stage that would best fit his acting abilities. I was thinking only about myself”.

They day had come that brother Ricardo visited a distant town called Tolvidera to preach a sermon. It is a touching moment in which he delivers an honest speech about Love and the painful experience he went through. “To wait for love! Only those wait who have love in them! (…) But egoism, sister and brothers, is sad and degenerated love that we feel for ourselves, it blinds us and makes us unable to see true Love that overwhelms and surrounds us, it makes us unable to ever feel it. We want to steal only a small piece of it and hold out from the rest; and Love craves and demands us as a whole.” Seneca said that to love means to forget about yourself. For Antoine de Saint-Exupery true love begins when you don’t want anything in return. “To love means to give happiness to the one we love and not to ourselves.” – those are the words of Alexander Dumas’ son. Similar thought was expressed by Romani Rolland “When we love, we don’t think about keeping something for ourselves”. And John Paul II preached “there is an ability to express love in a man’s body and it is love in which a man becomes a gift”.

“Both of them, brother Ricardo and sister Lucinda felt more prisoners of their destiny now than they did when they were separated only by a barred window of a house, located near Unruliness convent. When they met and connected by a cry their hearts, that now were freed from those ashy robes, united and they saw love in all its greatness emerging before them. Love that since the time of their sad escape has fed their loneliness”. It is wise to quote words of Riner Maria Rilke, who in my opinion in the best way renders this story about love. “Love depends on two lonely souls that protect, touch and greet themselves”. How long was their road to discover a true feeling! I’m astonished by the force of natural law! Words of Francois de la Rochefoucauld perfectly summarize it: there is no mask that could hide love for long where love exists, and to fake it where it doesn’t”.

Unamuno’s short story ends with words “and since that day…”. I feel tempted to finish this sentence – “and since that day Ricardo and Lucinda faced each other, because “in this way we can specify the essence of the encounter: to encounter means to find yourself in the face of another (…) human misfortune is also a misfortune of lies, necessity to hide and conceal, and the face is where we find truth. (…) A face revels itself as a gift of an agathological horizon – the horizon in which good and evil operate dramatically, which heralds either a tragedy or a victory of man. In this dramatic relation, unlike in the kingdom of notions, good and evil are not perceptibly separated, but they entwine at the same time, in the same space and in the same person. Entwined in this way they are an example of a relevant perspective of human history. What is silence for a sound, light for a colour is good and evil for a face. Therefore, the face can be revealed. However, the comparison of the face with silence and light may be misleading. We must add: this silence and light take a shape of a cross. It is impossible to avoid the symbolism of the cross”. Their escape was long and full of suffering, shame and exile; it may be described as a cross. But thanks to that cross they reached the Truth. Ricardo was able to face his egoism and blindness and to confess it to the others. Only when he rejected himself, when he stepped beyond his own being he was able to find what he was looking for. He discovered THE ENCOUNTER.

Tłumaczenie: K. Sumara
Koło Naukowe Anglistów NeoLit

Literature:

  1. de Unamuno Miguel Dobry męczennik i trzy inne opowieści, Wydawnictwo Literackie, 1985, s.185-229.
  2. Illig Jacek Księga Aforyzmów, Videograf, 2002, s. 181-220.
  3. Tischner Józef Filozofia dramatu: Twarzą w twarz, 2006.

 

REDAKTOR DZIAŁU 'CZUJĘ'   Kontakt: katesnow888@gmail.com     Studia: Psychologia, V rok, specjalizacja: psychologia kliniczna dorosłego człowieka oraz psychologia pracy i organizacji.    Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Praktyki w Wojewódzkim Specjalistycznym Zespole Neuropsychiatrycznym im. Św. Jadwigi w Opolu Praktyki w Szkole Podstawowej nr 51 im Fryderyka Chopina  w Katowicach Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): Akademia Przyszłości Dzieci z Teatralnej Zainteresowania: Psychoterapia, muzyka filmowa, teatr, audiobooki podróżnicze, malarstwo, podróże, zumba . Dodatkowe informacje o autorze:  Sudentka psychologii. (...)


Droga ku miłości. Jak się rozeznać?

Miłość istnieje w każdej chwili swego trwania, wiecznie. To jedyne przelotne spojrzenie w wieczność, jakie nam jest dane.

Thornton Niven Wilder

Miłość to chyba najszerszy temat-rzeka w kulturalnym dorobku naszej cywilizacji. Niezwykle subtelna, ważna i niejednokrotnie trudna wartość czy obszar w życiu. Spróbowałam się jej przyjrzeć, korzystając z dorobku myślicieli oraz opowiadania Miguela de Unamuno "Historia pewnej miłości" i spoglądając na nią z różnych perspektyw.

Nie wiem co pokierowało mnie w kieresze miłości. Byłam zaskoczona, że spośród opowiadań Miguela de Unamuno wybrałam akurat "Historię pewnej miłości". Widocznie, nieuświadomiona potrzeba zgłębienia tego tematu przyciągnęła mój umysł i serce; pozostało mi się temu poddać i zanurzyć w historię pewnej miłości.

Jaki musi być człowiek, by mógł pokochać prawdziwie drugiego? W którym momencie orientujemy się, że to właśnie miłość? Co jest jej sensem?

Liduvina i Ricardo spotykali się codziennie, wieczorami przy zakratowanym oknie Liduviny, z którego widać było dorodne drzewo cyprysowe, a do uszu dochodził świergot wróbli. Ricardo przychodził na spotkania z narzeczoną, jednak myśl, która najczęściej pojawiała się w jego umyśle, nie była wizją ich wspólnej przyszłości, tylko cytatem z Ewangelii. Mężczyzna uznawał go za swoje przeznaczenie, zaś forma jego zaistnienia była jeszcze jak zamglona łuna o zmierzchu, niewyraźna, niekonkretna. Tematem ich rozmów najczęściej stawały się plotki.

„Co ja mogę robić? Ja nic innego nie mam, kochanie, do roboty, jak tylko patrzeć na ciebie - odpowiedział. I przez sekundę milczeli, czując pustkę swych słów.” Ricardo zdawał sobie sprawę, że ta znajomość „niesie ku zdradliwemu i grożącemu katastrofą morzu” oraz że powinien ją zakończyć; obawiał się niezmiernie tego, że okazałby się niestały i niewdzięczny. „(...) oboje spędzali popołudnia czuwając przy martwym uczuciu, więźniowie honoru i dobrej opinii”. Dalej napotykamy fragment: „cały dom się skarży pod brzemieniem pustych wspomnień”. Marianne Moore pisała: "Miłość, czymkolwiek jest, niech będzie pozbawiona udawania. Udając przywdziewamy maski". Józef Tischner określa ich funkcję tak: maska stara się stworzyć ułudę będącą przeciwieństwem tego, jakie coś naprawdę jest.

„Ricardo się jej oświadczył, a ona go przyjęła, sądziła, że ów brak żaru jest ogniem, który dopiero się rozpali, że ów półmrok uczucia jest pierwszym blaskiem świtu, zorzą zwiastującą słońce, ale prędko się spostrzegła, że jest to tylko zamierająca w popiele iskra, łuna zachodu, za którą nadciąga noc”. Powtarzała ponownie „A miłość? Ach! Miłość przyjdzie potem, miłość przychodzi zawsze, gdy się jej pragnie, gdy się kocha Miłość i gdy się jej potrzebuje. Ale mijały dni, tygodnie, nawet miesiące i nie czuła w piersi nadchodzącej miłości”. Jaki jest więc przepis na miłość, jeśli nie czekanie? "Tylko ci, którzy sami kochają, znajdują miłość i wcale nie muszą jej szukać" - powiadał Dawid Herbert Lawrence. Erich Fromm uważał zaś, iż miłość zaczyna się rozwijać dopiero wówczas, kiedy kochamy tych, którzy nie mogę się nam na nic przydać.

„Ale dla niej tak samo, jak dla jej narzeczonego, honor i duma z własnej stałości silniejsze były od rozczarowania. Nie, ona nie zerwie pierwsza, choćby miała umrzeć z żalu; niech zerwie on”. Liduvina zrzuca odpowiedzialność za decyzję dotyczącą jej życia na drugą osobę. Odpowiedzialność za siebie i ich związek. Ten czyn ukazuje niedojrzałość Liduviny, jej tchórzostwo. „Bo właśnie tak: mimo wszystko go kocham. Jest już nawykiem w moim życiu, jest częścią mojej egzystencji. Żyję dzięki temu, że mnie odwiedza”. „Miłość platoniczna jest udawaniem przed samym sobą, że rewolwer jest nienabity” - zastanowiło mnie dlaczego William Somerset Maugham w powyższym porównaniu wybrał akurat rewolwer. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to właśnie udawanie zabija. Pustka, jaka dzięki niemu powstaje przeplata się z rozpaczą, dodatkowo oddala mnie od mojej istoty, brutalnie, jak synchroniczne obroty imadła. Nawiązując do słów Hermanna Hesse: bez miłości własnej niemożliwa jest też miłość bliźniego; nienawiść do samego siebie jest tym samym, co skrajny egoizm, i płodzi w końcu tę samą okrutną samotność i rozpacz. Przypominają mi się słowa mojej mamy, która często powtarzała mi, że by pokochać kogoś, muszę najpierw pokochać siebie.

Kochankowie, oboje świadomi wygasłej miłości, nawzajem próbują sobą manipulować. Żadne z nich nie potrafi przyznać się do swoich prawdziwych uczuć. W konsekwencji nieszczerości wsiedli do pociągu, by uciec razem w imię ich wspólnej miłości. Spowodowało to, że „Ricardo czuł się zwyciężony i niejako upokorzony. (...) Ricardo starał się być beztroski, choć nie miał po temu powodów. Och, gdyby tak mogli wrócić i wszystko mogło być po dawnemu! Ale nie: pociąg, obraz przeznaczenia, nieubłagalnie ich ku temu przeznaczeniu wiózł. (…) Zdawał się ich przytłaczać jakiś ogromny, śmiertelny smutek; w ich oczach unosił się cień ostatecznego rozczarowania. (…) Ta noc byłą początkiem nowego życia. I ciążyło im ono tak, jak ciąży początek wspinaczki na górę, której szczyt się gubi wśród mgieł. Poza tym czuli się zawstydzeni, sami nie wiedząc czym”. Wielce rozczarowali się tym, że nie nastąpił przełom, że w ich miłości nie stał się cud. Na spacerze zauważyli kościół, do którego weszli. Usiedli w osobnych ławkach. „Nagle Ricardo usłyszał powstrzymywany szloch Liduviny: zauważył, że płacze. I jemu również rozwarły się upusty w oczach. Uklęknął obok swej narzeczonej i ramię przy ramieniu wspólnie opłakiwali śmierć złudzenia”. Mam wrażenie, że to był pierwszy od bardzo dawna moment bliskości i spojrzenia prawdzie w oczy. Weszli w sytuację graniczną. „Kiedy wyszli na ulicę, wszystko wydawało się pogodniejsze, ale i bardziej smutne”. Postanowili wrócić, zakończyć ucieczkę. „Kryli się w wagonie na wypadek, gdyby wsiadł ktoś znajomy i ich rozpoznał. Dręczyło ich uczucie wstydu i, co gorsze, śmieszności”. Przyjrzyjmy się bliżej wstydowi, za Tischnerem. „Istnieją różne sposoby zasłaniania twarzy, jednym z najbardziej naturalnych i spontanicznych jest wstyd. (…) Wszelka ekspresja odznacza się intencjonalnością: jest rodzajem znaku, który będąc sobą, wskazuje poza siebie. Wstyd zajmuje wśród ekspresji miejsce szczególne: jego intencjonalność jest dwustopniowa (…) to paradoks - to jawność pewnej niejawności, to tajemnica dana naocznie. (…) Dla Sartre'a „bycie-dla-drugiego", ujawniające się w intencjonalnej konstrukcji wstydu, jest podstawą „bycia-dla-siebie". Inaczej mówiąc: to, kim jestem dla drugiego człowieka, jest rozstrzygające dla tego, kim jestem sam dla siebie - inny wtrąca mnie w stan zawstydzenia, a wstyd czyni ze mnie tego, kim jestem. Inny jest piekłem, ale od tego piekła uciec nie można. Jestem skazany na samotność - niemniej jednak moja samotność to nieobecność tego, kogo pragnę i dla którego jestem. (…) Sposobem doświadczenia innego jest mój wstyd wobec niego. Dla nas jedno jest zasadnicze: Sartre nie opisuje spotkania, lecz rozstanie, i nie wskazuje na chwilę przywdziewania zasłony, lecz na moment zdzierania maski. (…) W ten sposób powstaje piekło - miejsce, gdzie ludzie są najbliżej i zarazem najdalej od siebie. Najbliżej, bo mogą się dotknąć, i najdalej, bo nie mogą się spotkać”. Ricardo i Liduvina wstydzili się swoich uczuć nie tylko przed innymi, ale przede wszystkim przed sobą. Dopiero gdy sięgnęli kresu wymówek i nadziei, mogli przyznać się do swej bezsilności wobec miłości, która nie nadchodziła. Tęsknili za przeszłą melancholią, za iluzją sprzed ucieczki, co pokazuje, że nie zaakceptowali całkowicie stanu swojego uczucia.

„Wstyd spełnia rolę zasłony. Zasłona to nie maska: zadaniem maski jest łudzić mnie, zadaniem wstydu jest ukryć. Wstyd zawiera wskazówkę, że istnieje coś takiego, co drugi uważa za osobistą wartość, co jednak jest tak kruche, a może i dwuznaczne, iż może zginąć od spojrzenia. Lepiej jest dla człowieka ukryć wartość, niż narazić ją na zniszczenie. Wstyd to znak preferencji. Zarazem jednak we wnętrzu wstydu daje się wyczuć intencja ukazania wartości, poddania jej pod osąd przyjaznego spojrzenia” - co takiego kryli przed światem narzeczeni? Mniej aprobowane emocje, wątpliwości, marzenia, odpowiedzialność?

Ricardo, podążając za swym przeznaczeniem (głoście Dobrą Nowinę), stał się nowicjuszem. Studiował pisma nader skrupulatnie, jego ambicja była szaleńcza, dobrze rokował na kaznodzieję. Zaś Liduvina wstąpiła do klasztoru - „Tutaj pielęgnowała swój smutek, ów nieuleczalny smutek, który będzie jej towarzyszył aż do grobu”.

"Wielką miłość wystarczy wyszeptać, mała wymaga proklamacji", mówił František Herites. By zagłuszyć wewnętrzny krzyk, trzeba krzyczeć jeszcze głośniej, trzeba działać z jeszcze większym przekonaniem. Ale czy to daje nam spokój? Ricardo w samotności, czując, że jest sam, mówił: „Tak, to jest kara Boża za to, że porzuciłem Liduvinę, że poświęciłem ją dla mojej ambicji. (…) Jestem zwykłym egoistą, który szukał sceny najbardziej odpowiadającej jego aktorskim zdolnościom. Myślałem tylko o sobie!”

Nastąpił dzień, w którym brat Ricardo przyjechał do odległego i ukrytego miasta Tolviedry, by wygłosić kazanie. Jest to wzruszający moment, w którym brat Ricardo wypowiada szczerze słowa prawdy o Miłości, której ceną było bolesne doświadczenie - „Czekać na Miłość! Tylko ten na nią czeka, kto już ją w sobie ma! (…) Ale to egoizm, siostry i bracia moi, to ta smutna i obłąkana miłość własna zaślepia nas, abyśmy nie dostrzegli Miłości - Miłości, która nas ogarnia i spowija; abyśmy jej nigdy nie odczuli. My chcemy ukraść jakiś jeden jej strzęp i nie oddać się jej bez reszty, a Miłość nas pragnie i żąda całych”. Seneka głosił, że kochać to znaczy zapomnieć o sobie. Dla Antoine de Saint- Exupery'ego miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz. „Kochać- dawać szczęście temu, kogo się kocha, a nie sobie samemu.” - to słowa Aleksandra Dumasa syna. Podobnie myślał Romain Rolland: „Kochając nie myśli się, by zachować dla siebie”. Zaś Jan Paweł II głosił: „jest w ciele ludzkim zdolność wyrażania miłości, tej miłości, w której człowiek staje się darem”.

„On i ona, brat Ricardo i siostra Liduvina poczuli się jeszcze bardziej więźniami przeznaczenia niż wtedy, kiedy dzieliła ich tylko krata w oknie domu w zaułku opodal klasztoru Urszulanek. Gdy spotkali się i złączył ich ze sobą płacz, zjednały się także ich serca, z których opadły spopielałe szaty i ukazała się miłość w całej swej nagości: miłość, która od czasu owej smutnej ucieczki karmiła samotność ich obojga”. Warto przytoczyć tutaj cytat Rainer Maria Rilke, który w najlepszy, moim zdaniem, sposób oddaje istotę tej miłosnej historii: „Miłość polega na tym, że dwie samotności ochraniają się, dotykają i pozdrawiają.” Jakże długa była ich droga do odkrycia prawego uczucia! Jakże zadziwia mnie siła praw natury. Słowa Francois de La Rochefoucauld doskonale to podsumowują: nie ma maski, która mogłaby długo ukryć miłość tam, gdzie ona jest, ani udać ją tam, gdzie jej nie ma.

Utwór Unamuno kończy się słowami „I od tego dnia...”. Czuję pokusę by dokończyć to zdanie „I od tego dnia Ricardo i Liduvina stanęli ku sobie twarzą w twarz, bo „dzięki twarzy możemy określić istotę spotkania: spotkać to spotkać innego w jego twarzy. (…) ludzka bieda to również bieda nieprawdy, konieczność skrywania się i zasłaniania, a twarz to ludzka prawda. (…) Twarz objawia się jako dar horyzontu agatologicznego - horyzontu, w którym dobro i zło przybierają formę dramatu, a dramat zapowiada możliwość tragedii lub zwycięstwa człowieka. W dramacie dobro i zło nie stoją daleko od siebie, jak w królestwie pojęć, lecz splatają się we wspólnym czasie, we wspólnej przestrzeni, w jednym i tym samym człowieku. Tak splecione stanowią istotną perspektywę dziejów człowieka. Czym jest cisza dla dźwięku, a światło dla barwy, tym jest dobro i zło dla twarzy. Dzięki nim może objawić się twarz. Lecz porównanie z ciszą i światłem może być łudzące. Trzeba dodać: ta cisza i to światło mają kształt krzyża. Symboliki krzyża uniknąć się nie da”. Ich ucieczka była długa i okupiona cierpieniem, wstydem, wygnaniem; można ją określić mianem ich krzyża. Ale dzięki temu krzyżowi dotarli do Prawdy. Ricardo potrafił przyznać się przed sobą i innymi do swego egoizmu, zaślepienia. Dopiero gdy odrzucił siebie, wykroczył poza swoje Ja, zdolny był odnaleźć to, czego tak długo szukał. Odkrył SPOTKANIE.

Literatura:

  1. de Unamuno Miguel Dobry męczennik i trzy inne opowieści, Wydawnictwo Literackie, 1985, s.185-229.
  2. Illig Jacek Księga Aforyzmów, Videograf, 2002, s. 181-220.
  3. Tischner Józef Filozofia dramatu: Twarzą w twarz, 2006.

 

 

REDAKTOR DZIAŁU 'CZUJĘ'   Kontakt: katesnow888@gmail.com     Studia: Psychologia, V rok, specjalizacja: psychologia kliniczna dorosłego człowieka oraz psychologia pracy i organizacji.    Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Praktyki w Wojewódzkim Specjalistycznym Zespole Neuropsychiatrycznym im. Św. Jadwigi w Opolu Praktyki w Szkole Podstawowej nr 51 im Fryderyka Chopina  w Katowicach Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): Akademia Przyszłości Dzieci z Teatralnej Zainteresowania: Psychoterapia, muzyka filmowa, teatr, audiobooki podróżnicze, malarstwo, podróże, zumba . Dodatkowe informacje o autorze:  Sudentka psychologii. (...)


Ośrodek Interwencji Kryzysowej i Psychoterapii

Ośrodek oferuje mieszkańcom Rybnika pomoc psychologiczną, psychoterapię. Prowadzone są grupy wsparcia oraz hostel.


Ośrodek Interwencji Kryzysowej Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej

Ośrodek oferuje osobom zamieszkującym powiat Katowice bezpłatną pomoc psychologiczną i prawną, prowadzona jest grupa wsparcia dla osób doznających przemocy domowej, istnieje możliwość interwencji środowiskowej.


Okresy studiów

Seksualność

Do czasu studiów był to raczej temat tabu. Jednak potwierdzona posiadaniem dowodu tożsamości "dorosłość" daje jawne przyzwolenie na dyskusję, odkrywanie, a także (a może w szczególności) praktykę.

Nowy York - wspomnienia z wakacji

Wakacje. Dla każdego z nas jest to czas podróżowania, a zarazem poznawania nowych ludzi. Mnie w tym roku ponownie zarzuciło za ocean. Zakotwiczyłam na lądzie. Zderzenie z tutejszą falą było gorące. Wilgotność powietrza sprawiła, że
z ledwością mogłam oddychać. Ludzie, otoczenie, neony świetlne... Widziałam lotnisko, obrzeża, pragnęłam odkrywać miasto na nowo. Poczułam, że zaczyna się moja letnia przygoda.

Nowy Jork jest specyficznym miastem. Miastem, które rzeczywiście nigdy nie zasypia. Większość narodowości ma tutaj swoje dzielnice – Chinatown, Little Italy, dzielnice  Ameryki Łacińskiej, koreańskie, jak i Greenpoint –miejsce spotkań naszych rodaków. Na półkach sklepowych można odnaleźć polską żywność, świeżo wypieczony chleb, ptasie mleczko czy zjeść polski domowy obiad. Przez chwilę człowiek czuje się jak
w Małej Polsce.

Williamsburg – niegdyś dzielnica fabryczna zamieszkała przez ordodoksyjnych Żydów. Do teraz godziny otwarcia sklepów są podporządkowane ich świętom. Od zmierzchu w piątek rozpoczyna się Szabat. Wszystko zamiera. Witryny sklepowe
z pogaszonymi światłami, opuszczone rolety – tak do niedzieli rana. Na ulicy można spotkać przechadzających się odświętnie ubranych ludzi tego wyznania. Z drugiej strony Williamsburg stał się obecnie miejscem spotkań artystycznego świata. Na Bedford Avenue króluje bohema artystyczna. Farba, graffiti i hipsterski styl tworzą specyficzny klimat tego obszaru. Jest to obecnie najchętniej odwiedzana dzielnica, zwana amerykańskim Paryżem, nie tylko przez turystów, ale również przez nowojorczyków, w celu odcięcia sie od kołnierzykowego manhattańskiego stylu życia.

Manhattan –  pomimo leżących dużych czarnych worków ze śmieciami na chodnikach, panuje tutaj porządek urzędniczy. Jest to miejsce pracy milionów Amerykanów. Wszystkie największe firmy mają tutaj swoje siedziby, włącznie ze słynną nowojorską giełdą. Codzienne tłumy zmierzają rano do pracy z kubkiem kawy i donutsem w ręce. W okolicach lunchu każdy szuka dla siebie odpowiedniego miejsca, gdzie może coś zjeść. Najczęściej wybierany jest kawałek pizzy. Obecnie
w związku z moda na zdrową żywność króluje sushi lub wszelkiego rodzaju robione według własnego życzenia sałatki oraz pasty*. W czwartki ludzie udają się ze znajomymi z pracy na drinka jako przedsmak dobrze zapowiadającego się weekendu. A od piątku weekend zaczyna sie już na dobre...
TGIF – Thank God It’s Friday.        

Pociąg pędzi. Metro pędzi. Każdy kolejny przystanek sprawia, że dosiadają się nowi podróżni. Momentalnie pusty wagon przeradza się w miejsce, gdzie nie można wychylić czubka nosa znad stojących blisko siebie ludzi. Klimatyzacja sprawia, że oddychanie jest możliwe pomimo ciężkiego powietrza. Każdy tutaj ma swoją historię, swoje doświadczenia, przeżycia i obecne myśli. Punktem łączącym jest wspólny cel: dotrzeć po pracy do domu. Pisze o tym John Wray, pisarz, którego miałam okazję poznać w Prospect Park na Brooklynie, a którego książka Jazda właśnie została przetłumaczona na język polski.

Ludzie czytają książki; pełno książek... w elektronicznej wersji na iPadach. W uszach słuchawki z muzyką lub game boy w dłoniach. Elektroniczny druk pochłania wzrok czytelników. Zapełnia i urozmaica czas. Na podstawie badań przeprowadzonych
w 2010 roku przez The Association of American Publishers widać, że liczba sprzedanych e-booków wzrosła o +164.4 procent, w stosunku do 2009 roku ($441.3M vs $166.9M) i nadal rośnie.

Społeczeństwo to ma również swoje problemy. W związku z kampanią prowadzoną przez nasz portal, dotyczącą pomocy psychologicznej postanowiłam zapytać tutejszą młodzież, co wie na ten temat. Po rozmowach zdołałam się przekonać, że wielu z nich sięga po pomoc psychologiczną już w młodym wieku. Większość z nich deklaruje, że zażywa tabletki. Uważają to za najszybszą i najlepszą metodę poradzenia sobie z problemami, nie tylko psychicznymi.
Jest to społeczeństwo, które na wszystko ma lekarstwo. Jeśli brakuje Ci warzyw bądź owoców możesz znaleźć je w postaci tabletek. Chcesz się dowitaminizować, dopiększyć i ożywić? Wystarczy wypić eliksir młodości i piękności dostępny
w każdym drug store.

Pomimo tego wszystkiego pozostaje ci wolny wybór. Możesz tutaj być sobą! Wiele rzeczy i zachowań nie szokuje. Jest to miejsce, gdzie od dawien dawna prym wiodą wolność, nowość i tolerancja. Jeśli tylko podążasz według zasady – respect others – to to, co masz ubrane, co jesz, jaki jesteś, jest twoją prywatną sprawą. Nie naruszaj tylko prywatności i godności drugiej osoby. Tylko tutaj o poranku ujrzysz sztuczny uśmiech mijanej osoby na ulicy z zapytaniem – How are you? I może ci się to nie spodobać; możesz tego nie chcieć, ale nie zmienia to faktu, że oni tacy są i tak się
z tobą witają. Pomimo tego, że cię nie znają. I może nawet nigdy więcej cię nie zobaczą. Zaznaczają jednak, że w ten sposób zauważyli cię i respektują jako osobę. Dla ciebie może to jest sztuczne i niezrozumiałe, ale dla nich to codzienność,
w której dorastali.


* autorka artykułu przypomina, że pod pojęciem pasta – kryją się wszelkiego rodzaju makarony serwowane z sosem według własnego życzenia, zwane popularnie w Polsce spaghetti.
                                                                                                                                                                                                        Bibliografia

  1. http://productivewriters.com/2011/02/16/book-e-book-sales-data-united-states-2010


 

BYŁA REDAKTOR DZIAŁU "JESTEM WŚRÓD LUDZI" Kontakt: karolinagumpert@gmail.com Studia: Psychologia, Rok V, Specjalizacje: Psychologia Kliniczna Człowieka Dorosłego   Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Odbyłam praktyki na Oddziale Psychiatrii i Psychoterapii w Górnośląskim Centrum Medycznym im. prof. Leszka Gieca w Katowicach w charakterze uczestnika i prowadzącego zajęcia grupy terapeutycznej oraz na Oddziale Klinicznym Psychiatrii i Psychoterapii Wieku Rozwojowego w Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu jako obserwatorka, uczestniczka i prowadząca zajęcia terapeutyczne. (...)


Współlokator, czyli "don’t bring your party home"

Jak to zwykle bywa z początkiem jesiennego października wracamy do roku akademickiego, który wiąże się z wieloma nowymi wyzwaniami. Wszystko to jednak sprowadza się do jednego, a mianowicie, że nadszedł koniec wakacji i czas się wziąć do roboty. Dla tych, którzy wybrali studiowanie poza swoim rodzinnym miastem jest to okres szukania nowego miejsca zamieszkania. Co zrobić, aby dzielenie wspólnego lokum nie stało się udręką?

Poniżej zamieszczamy kilka wskazówek jak być dobrym współlokatorem i uniknąć przyszłych nieporozumień. Przede wszystkim, przed podjęciem decyzji warto porozmawiać z drugą osobą na temat jej wymagań, przyzwyczajeń, jak i organizacji czasu. Da nam to lepszy obraz w jaki sposób przyszły współlokator spędza swój czas i czego będzie od nas oczekiwał.

Bądź dobrym współlokatorem:

  1. Pamiętaj o poszanowaniu prywatności drugiej osoby.
  2. Dbaj o porządek swojej przestrzeni.
  3. Rozliczaj sie z należnych kosztów.
  4. Nie zapraszaj gości, bez uprzedzania o tym współlokatora.
  5. Wywiązuj się ze swojego zakresu obowiązków.

Od czego warto zacząć?

Na początku ustalcie zakres obowiązków każdego z Was. Dokładniej chodzi tu o kolejność wywiązywania sie z prozaicznych czynności dnia codziennego. Wiąże się to z określeniem rozkładu intensywności i sposobu sprzątania. Tak, żeby każda osoba wiedziała co w danym tygodniu należy do jej zadań i mogła się z nich należycie wywiązywać. Bez zwalania na swoja niewiedzę i zapominalstwo. Mowa tutaj o wyrzucaniu śmieci i sprzątaniu pomieszczeń, z których wspólnie korzystacie: łazienka, kuchnia, etc. Pojawiające sie spory często dotyczą także mycia naczyń, dlatego ustalcie kto, jak i kiedy je myje tak, aby nie zalegały w zlewie i nie denerwowały pozostałych domowników. Miejcie także na uwadze, że nie przebywacie w mieszkaniu sami. Dlatego czasami ściszcie muzykę, przygaście światło, nie zapraszajcie nieznajomych – a jeśli nawet, to o wszystkim rozmawiajcie i pytajcie współlokatora. Na koniec pozostaje sprawa związana z rozliczaniem sie za niezbędne rzeczy takie jak: papier toaletowy, ręczniki papierowe, sól czy cukier.
         Zatem teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam miłego wspólnego mieszkania.

    Zapraszamy Was to podzielenia się doświadczeniami związanymi ze wspólnym zamieszkaniem podczas studiów. Jeśli macie w zanadrzu śmieszną bądź irytującą historię, to nie zwlekajcie i piszcie na adres redakcji.
 


 

BYŁA REDAKTOR DZIAŁU "JESTEM WŚRÓD LUDZI" Kontakt: karolinagumpert@gmail.com Studia: Psychologia, Rok V, Specjalizacje: Psychologia Kliniczna Człowieka Dorosłego   Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Odbyłam praktyki na Oddziale Psychiatrii i Psychoterapii w Górnośląskim Centrum Medycznym im. prof. Leszka Gieca w Katowicach w charakterze uczestnika i prowadzącego zajęcia grupy terapeutycznej oraz na Oddziale Klinicznym Psychiatrii i Psychoterapii Wieku Rozwojowego w Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu jako obserwatorka, uczestniczka i prowadząca zajęcia terapeutyczne. (...)


Pokolenie FB

Wiele nowinek dostępnych w internecie, które elektryzują współczesne społeczeństwo medialne ma charakter efemeryd - znikają równie szybko, jak się pojawiły. Od czasu do czasu przebija się jednak prawdziwa supernowa, której żywot jest znacznie dłuższy i bardziej efektywny. Ostatnią supernową są portale społecznościowe – stanowią one jeden z najpopularniejszych sposobów komunikowania się użytkowników internetu doby Web 2.0.

Synonimem wszystkich portali tego typu stał się Facebook, obecnie największy gracz na rynku. Skupia on około 500 milionów użytkowników, którzy codziennie wymieniają się setkami tysięcy zdjęć i filmów, informują o tym kto zdenerwował ich w tramwaju, utwór jakiego zespołu wpadł im ostatnio w ucho, albo po prostu przeglądają profile innych korzystających z portalu. Ta supernowa błyszczy w internecie wyjątkowo długo - na tyle długo by stać się istotnym elementem naszej kultury. Mark Zuckerberg, twórca tego fenomenu, mówi wyraźnie: cały świat ma znaleźć się na facebooku. Jak na razie jego dążenia wydają się spełniać - pytanie tylko, co to oznacza dla nas?

Internet Web 2.0 jest szansą na zmianę tradycyjnych stosunków między odbiorcą i nadawcą. Wszystkie media, które pojawiły się wcześniej ustalały bardzo wyraźną granicę - nadawcą był na przykład redaktor gazety lub spiker w radiu czy telewizji, a odbiorcą oczywiście kupujący gazetę lub telewidz. Web 2.0 to w dużym skrócie wirtualna przestrzeń, w której nadawca i odbiorca zrównują sie ze sobą. Wszystko dzięki rosnącej dostępności internetu i intuicyjności interfejsów, które umożliwiają nieskrępowane budowanie przekazów. Tradycyjne media znalazły się w dziwnej i niezręcznej sytuacji, w której muszą walczyć o swoją tożsamość... ze swoimi odbiorcami. Walka ta to przede wszystkim próby udowodnienia, że dotychczasowe formy przekazu mają szansę istnienia i nie muszą poddawać się całkowitej konwergencji z internetem. Ta walka to także próby osiągnięcia kompromisu dotyczącego oczekiwań odbiorców co do charakteru przekazów medialnych. Dawniej były one emitowane tylko przez tradycyjne media, zgodnie z ustalonymi zasadami na czele z wymogiem zachowania rzetelności. Teraz charakteryzuje je "kult amatora" - skrótowość, sensacyjność, niewielka dbałość o formę – do tak rozumianych mediów dołączyły portale społecznościowe. Facebook wyznaczył nowe trendy w przepływie informacji w ramach światowego systemu medialnego, dając przy tym setkom milionów użytkowników szansę publikowania w globalnej sieci.

Użytkownicy Facebooka podkreślają, że korzystanie z portalu opiera się o szczególną aktywność i "dostępność" w ramach portalu. Wspomniana aktywność to wszystkie czynności, na których wykonanie pozwala swoim użytkownikom Facebook - pisanie informacji, komentowanie materiałów udostępnianych przez innych użytkowników, wyszukiwanie znajomych, korzystanie z aplikacji, itp. Po wykonaniu tych czynności wielu z nas przechodzi do tzw. "dostępności" czy też "milczącej obecności" - użytkownicy nie przerywają swojej obecności w ramach portalu, a jednocześnie nie wykazują aktywności. Działający w tle innych czynności wykonywanych na komputerze Facebook pozwala na bieżące śledzenie aktywności innych użytkowników i, w razie potrzeby, szybką reakcję na wysyłane przez nich sygnały. Tym samym "milcząca obecność" na Facebooku zaczyna przypominać uczestnictwo jednostki w rzeczywistych kontaktów międzyludzkich, ale wynosi je na zupełnie nowy poziom. Trudo wyobrazić sobie cokolwiek podobnego do takiej zbiorowej "milczącej obecności" w ramach Facebooka. Nie pozwala się ona porównywać z niczym innym znanym nam z historii, no chyba że do wizji znanych z książek i filmów science fiction. Tak więc Facebook – współczesny nam protoplasta Matrixa? O koncepcji przypominającej taką sytuację pisał Lev Manovich przewidujący ewolucję współczesnych mediów w stronę tzw. teleobecności w ramach której użytkownicy będą przebywali w bliżej niesprecyzowanej wirtualnej przestrzeni, w której będą fizycznie otoczeni przez media. Wyjątkowość "milczącej obecności" w ramach Facebooka polega też na podążaniu za tendencją do wielowątkowości ("multitaskingu"), jaki charakteryzuje użytkowników nowoczesnych technologii. Daje szansę na aktywne wykorzystywanie innych źródeł informacyjnych w ramach internetu, czy wykonywanie pewnych czynności (także w świecie rzeczywistym), przy jednoczesnej ciągłej gotowości do reakcji na impulsy docierające z portalu. Brzmi znajomo prawda? Sprawdzamy pocztę, przeglądamy Facebooka, piszemy informację na gadu – gadu, gotujemy obiad, słuchamy muzyki, czytamy wiadomości. Jeszcze niedawno taka ilość zadań mogłaby stanowić plan na cały dzień – dziś na najwyżej godzinę.

Dzięki Web 2.0 i portalom społecznościowym "internet przestał być siecią połączonych ze sobą plików informacji, a stał się siecią ludzkich relacji”. Relacje te cechowały się bardzo dużą anonimowością w dobie największej popularności blogów, gdzie użytkownicy mogli występować pod pseudonimami. Sytuacja zmieniła się właśnie dzięki Facebookowi i podobnym mu portalom, które docelowo stanowić mają odbicie rzeczywistości. Tworzenie swojego sieciowego avatara, który przestał być anonimowy to bardzo żmudny proces. Użytkownicy Facebooka są ostrożni w swoich wypowiedziach, starannie budują swój wizerunek, szczególnie że aktywność w ramach portalu może wywołać konsekwencje w codziennej rzeczywistości. Wyobraźmy sobie, że np. po długiej imprezie wracamy nad ranem do domu i na naszej facebookowej tablicy piszemy ze szczegółami co działo się w ramach zabawy, wrzucamy przy tym kilka zdjęć i filmików przedstawiających nas w nie do końca pozytywnym świetle. Nasi rówieśnicy, najbliżsi znajomi pewnie się uśmiechną. Pytanie co powiedzą na taki przekaz nasi rodzice, nasz szef i dwóch wykładowców, którzy jakiś czas temu zaakceptowali nasze zaproszenie do grona znajomych. Taka sytuacja, to koszmar dla większości zwolenników Facebooka - większość z nas jest jednak bardzo ostrożnych. Co ciekawe prowadzi to do "nadmiernej poprawności" - rzadko zdarza się aby na Facebooku widoczna była wzajemna krytyka użytkowników (wyjątkiem są chyba tylko politycy wykorzystujący portale społecznościowe). Może to być efekt obaw o możliwe odcięcie od źródła informacji - krytyka mogłaby doprowadzić do odrzucenia użytkownika z grona znajomych. W społeczeństwie informacyjnym, które często definiowane jest poprzez nadanie informacji wartości nadrzędnej, jest to zagrożenie naprawdę istotne. Pojawia się pytanie – na ile tak naprawdę potrzebujemy tak wielu informacji w tak krótkim czasie? Badania psychologa George’a Millera dowiodły, że człowiek jednocześnie może przetwarzać i rozumieć maksymalnie około 7 informacji, co stoi w sprzeczności z tysiącami postów, aktualizacji, itp., o których daje nam znać portal. Proponuję krótki eksperyment – spróbujmy przypomnieć sobie ostatnie przekazy, które dotarły do nas przy pomocy Facebooka.

Zmiany, natłok informacji, co raz większa rola portali społecznościowych w naszym życiu. Czy Facebook może być groźny? Wśród najbardziej oczywistych zagrożeń związanych z użytkowaniem portali społecznościowych jest wciąż niewielka świadomość użytkowników co do przekazywania informacji poufnych i danych osobistych. Często słyszymy o oszustwach popełnionych dzięki kradzieży danych osobowych. Szczególnie niepokojące są doniesienia mówiące o wykorzystywaniu tej metody komunikacji przez pedofilów i innych przestępców seksualnych. Jest oczywiście druga strona medalu. Brytyjski urząd skarbowy donosił o przypadku odebrania zasiłku dla "matki samotnie wychowującej dziecko", która bez zastanowienia zamieściła na Facebooku zdjęcia ze swojego... ślubu.

Wydaje się jednak, że jeszcze większym zagrożeniem jest wspomniana wcześniej próba odwzorowywania stosunków międzyludzkich w sieci przy jednoczesnym ich spłyceniu i upublicznieniu. Budowanie wirtualnego związku z setkami "przyjaciół" nie jest możliwe choćby ze względu na ograniczone możliwości poznawcze naszego umysłu. Ciekawy eksperyment przeprowadziła kanadyjska firma marketingowa RPC, która stworzyła  fałszywy profil niejakiej Sarah K. Noonan. Ta 27-letnia mieszkanka Miami, demokratka, aktualnie znajdująca się w dość skomplikowanym związku, zyskała 480 znajomych... choć tak naprawdę nigdy nie istniała. Użytkownicy, którzy zaakceptowali jej zaproszenie nie zwrócili uwagi na to, że Sarah nigdy nie aktualizowała swojego profilu, nie pisała żadnych informacji na swojej tablicy, nie odpowiadała na żadne informacje wysyłane do niej przez znajomych.

Czy od Facebooka i innych portali społecznościowych można się uzależnić? Najprostsza odpowiedź - uzależnić można się od wszystkiego. Przypadki uzależnienia od najnowszych technologii i internetu także były odnotowane. Nic więc nie wskazuje na to, aby uzależnienie od portali społecznościowych było niemożliwe. Pojawia się jednak pytanie o to, który z czynników związanych z charakterem tego kanału komunikacji ma największy wpływ na kształtowanie się uzależnienia. Wśród podejrzanych znajdują się: błyskawiczny dostęp do znajomych, który powoduje uzależnienie od intensywności oferowanych stosunków międzyludzkich oraz ogrom informacji występujących w tym wypadku w dwóch odsłonach - informacji przyjmowanej i informacji emitowanej przez użytkownika. Do interpretacji tego zagadnienia przydatna może się okazać znana z komunikologii teoria użytkowania i korzyści. Jej naczelna zasada zakłada, że jednostki wykorzystujące media, robią to tak aby maksymalizować swoje korzyści. W przypadku kiedy do wyboru są różne kanały otrzymywania informacji, jednostki wybierają ten, w którym bilans zysków i strat jest najkorzystniejszy. Biorąc pod uwagę fakt dużej powierzchowności kontaktów, opisaną teorię i nadrzędną rolę informacji w naszym społeczeństwie, wydaje się, że to właśnie drugi czynnik najbardziej uzależnia. Użytkownicy Facebooka i pokrewnych stron internetowych chcą wiedzieć wszystko, o wszystkim, o wszystkich - chcą wiedzieć błyskawicznie, a przy tym chcą dzielić się ze światem swoimi spostrzeżeniami. Facebook pozwala nam na jednoczesne zbieranie informacji z tysięcy źródeł, a także na zabawę w "gate-keepera", który decyduje o dopuszczeniu pewnych informacji do udziału wirtualnej społeczności.

Skrajne przypadki uzależnienia od nowoczesnych mediów określane są nazwą: hikikomori (z japońskiego: wycofanie się, oddzielenie). Pierwsze przypadki tej choroby odnotowano w Japonii, a dziś szacuje się, że na przewlekłą formę zaburzenia cierpi około miliona młodych obywateli tego kraju. Co ciekawe, aż 55% Japończyków w wieku 13 – 24 twierdzi, że choć raz w życiu doznała hikikomori. W skrajnej postaci choroba doprowadza do całkowitej izolacji od świata zewnętrznego i zastąpienia większości rzeczywistej aktywności, aktywnością w świecie wirtualnym. Osoby dotknięte syndromem często zamykają się w swoich pokojach, do których nie dopuszczają nikogo z zewnątrz – taka izolacja może trwać nawet do kilku lat. Przyczyn tego typu zachowań upatruje się w zbyt wysokich wymaganiach stawianych młodym ludziom przy braku rzeczywistego wsparcia ze strony rodzin. Facebook, a także inne kanały kontaktu przy wykorzystaniu internetu, stawiając na budowanie mechanizmów relacji, wzorowanych na tych rzeczywistych, stają się idealnym panaceum na zaburzenie o charakterze depresyjnym. Hikikomori nie stanowi problemu tylko wysoko rozwiniętych społeczeństw azjatyckich – objawy choroby odnotowano także w naszym kraju. Jeden z pierwszych przypadków został opisany w 2001 r. w Katowicach przez psychiatrę Marka Krzystanka. Badania nad zaburzeniem są bardzo trudne ze względu na trudności w dotarciu do pacjentów – do tej pory udało się ustalić, że choroba występuje dwukrotnie częściej u chłopców, ze względu na częste silne relacje pomiędzy matką a synem, w których matka nie chce pozwolić na uniezależnienie się dziecka. Młody człowiek jest bardzo często wyręczany przez rodziców w wielu trudnych zadaniach przez co ma trudności z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Świat wirtualny staje się idealną alternatywą dla trudności związanych z rzeczywistym życiem.

Jaka będzie przyszłość Facebooka i portali społecznościowych? Czy zapowiadane przez Zuckerberga przeniesienie świata rzeczywistego na Facebooka to zapowiedź uzależnienia wszystkich nas od globalnej sieci? Trudno jest przewidzieć dalszy rozwój nowoczesnych kanałów komunikacji, zwłaszcza że ich twórców charakteryzuje nowatorskie podejście do kwestii interakcji międzyludzkich. Facebook nie zniknie, będzie ewoluował i dostosowywał się do potrzeb użytkowników. Ponieważ zapotrzebowanie zarówno na szybki dostęp do informacji i możliwość decydowania o tym co stanie się informacją będzie rosła, tak samo będzie rosło zainteresowanie i stopień uzależnienia użytkowników internetu od dzieła Marka Zuckerberga. Co może przerwać ten triumfalny pochód? Web 2.0 prędzej czy później przeistoczy się w Web 3.0, przestrzeń internetową interpretowaną przez algorytmy działające na zasadzie sztucznej inteligencji, która będzie w stanie analizować na bieżąco potrzeby internauty. Web 3.0 może być spełnieniem wspomnianej idei teleobecności, a dla portali społecznościowych będzie szansą na jeszcze większą ingerencję w nasze codzienne życie. A może rzeczywistość naprawdę przeniesie się do Facebooka – Matrixa…?
Objawy uzależnienia od Facebooka:

  • spędzasz co raz więcej czasu korzystając z portalu,
  • pierwsza rzecz którą robisz po przebudzeniu lub po powrocie do domu to uruchomienie Facebooka,
  • bardzo często przerywasz codzienne czynności aby szybko uruchomić portal,
  • nie potrafisz przerwać korzystania z portalu,
  • kiedy nie masz dostępu do Facebooka czujesz zdenerwowanie i niepokój,
  • korzystanie z Facebooka przeszkadza ci w innych istotnych czynnościach i zadaniach.
     

P.S. Jeżeli czujesz, że jesteś uzależniony od internetu, Facebooka lub innego portalu społecznościowego pomocy możesz szukać w studenckiej poradni psychologicznej, która mieści się na ul. Bankowej 12A (I piętro). Poradnia czynna jest od 8 do 16 od poniedziałku do piątku. Pod adresem psycholog@us.edu.pl ustalane są terminy spotkań z psychologiem.
 

Kierunek i rok studiów, specjalizacja: II rok studiów doktoranckich - medioznawstwo, Wydział Nauk Społecznych UŚ  Kontakt e-mail: radoslaw.aksamit@gmail.com Zainteresowania: media, teorie komunikowania, agenda-setting, dziennikarstwo radiowo-telewizyjne   Doświadczenie zawodowe: Agencja Reklamowa Bring More Radio Katowice Radio Planeta. (...)


Kiedy szczęście nie przychodzi łatwo...

Na jedne z zajęć z przedmiotu ‘osobowość’ miałam okazję zapoznać się z rozdziałem „Szczęście – złudzenie czy konieczność”. Rozdział zawarty jest w książce ‘Złudzenia które pozwalają żyć’.
    Z rozdziału dowiadujemy sie między innymi, czym jest szczęscie, a raczej jak jest definiowane. Opisane zostały również zależności pomiedzy różnymi czynnikami - zewnetrzymi oraz osobistymi – oraz jak mogą one wplynąć na nasze poczucie szcześcia.
    I tak oto, ja:

  • 21letnia kobieta,
  • w trakcie starania się o wykształcenie wyższe,
  • mieszkająca w mieście,
  • tocząca z racji bycia studentem życie na średnim poziomie finansowym,
  • w kraju postrzeganym jako kraj z niższym statusem społeczno – ekonomicznym,
  • pracująca,
  • niezamężna i bezdzietna,
  • ostatnimi czasy chorująca na sezonowe przeziębienia,
  • bez większych tragedii życiowych w ostatnim okresie,
  • w stałym związku,
  • aktywna,
  • paląca.


I mogłabym jeszcze długo wymieniać. Nie chodzi mi oczywiście o samą prezentacje swojej osoby. Wyżej wymienione słowa opisujące mnie stworzyłam na podstawie czynników podanych w przytoczonym przeze mnie rozdziale. I tak oto wg autora na nasze poczucie szczęscia wplyw ma nasza płeć, wiek status społeczny, stan zdrowia ( subiektywny), relacje w których obecnie sie znajdujemy, zdarzenia losowe itd... W zasadzie na moja ‘korzyść’ przemawia fakt bycia w stałej relacji z partnerem, mój mlody wiek, posiadanie pracy oraz aktywny tryb życia. I tak bez użycia większej matematyki, mogłabym stwierdzić, że teoretycznie, to nie mam ‘warunków’ do bycia szcześliw.

Oczywiście, pozostaje jeszcze temperament i niejako wrodzone usposobienie, które również ma znaczący wpływ na poczucie szczęścia. Osobiście bardzo  przypadła mi do gustu hedonistyczna koncepcja koncepcja szczęścia - góra dół - mowiąca, że moje życie jest na tyle pomyślne, na ile jestem szczęsliwa.

Pomijając całe ‘zaplecze’ teoretycznie, chciałabym podzielić się moimi przemyśleniami na temat szczęścia. Może w troche mniej naukowy sposób, może w troche bardziej potoczny. Próbowalam sobie odpowiedzieć na pytanie, czym dla mnie jest szczęscie ? Pomijając definicje, pomijając idee. Przyznam, że ciężko mi było określic jasną definicje ‘mojego’ szczęścia. To dla mnie nie tylko pozytywna postawa wobec zycia, jak pisze autor. Nie tylko gotowość do zmagania sie z przeciwnościami losu. Nie jakiś zbiór sądow, ktore kalkulowałabym co jakis czas.  Jest to coś co po prostu czuje, wtedy kiedy, jak co rano wychodzę do pracy. Mimo, że jest zimno i ciemno. Czuję to też wtedy, kiedy jem obiad uśmiechając sie do siebie. Nie jest to poczucie, że wszystko jest ‘ok’. Kiedy mam w życiu stresujacy okres – zbliżajaca sie sesja – kiedy czasem wątpie, jak każdy, wtedy kiedy przystanę, również czuje, że jestem szczęśliwa. Jest to troche zaskakujące, bo jak każdy mam w życiu czasem pod górkę, lecz to również nie zachwiewa specjalne mojego odczucia szczęścia.

Idąc za inną teoria, myślę, ze może moj ‘próg szczęścia’ jest tak wysoki, może to jest zaprogramowane przez biologie. I ot całe wyjaśnienie całego tego ogromu. Sądzę, a może po prostu chcę, że to nie tylko to.

W zasadzie, muszę przyznać, że w odniesieniu do mojego życia prywatnego to nie musze wiedzieć skad ono jest, jest i tyle. Nie jest mi to „ potrzebne do szczęścia” Ale nastepna myśla która przyszła mi do glowy, to czy bycia szczęśliwym można sie nauczyć. Czy istnieje jakis zestaw uniwersalnych rad, wskazówek, dzięki ktorym bez zaprogramowanego wysokiego progu szczęścia, bez wrodzonego optymizmu, można byc szczęsliwym będąc np. starszą bezrobotną kobieta, bez dzieci i partnera, nie wykształcona, przewlekle chora.

Przyznam, że przyszło mi do głowy kilka rzeczy. Być może już przez kogos kiedyś ‘wynalezionych’, naukowo udowodnionych przez szanowanych psychologów, być może w ogóle nie odkrywczych, drukowanych juz kilka razy w Poradniku Domowym. Przyznam szczerze, że nie wiem. Ale biorąc pod uwagę własne doświadczenia sądzę, ze moge znaleść pare wskazówek.
    Ot właśnie – doświadczenia. Czasem dobre, czasem złe, czasem neutralne. Sądze, że każdy choć raz doznał w swym życiu czegoś bardzo przykrego, lub wręcz odwrotnie – czegoś bardzo pozytywnego. Pamiętając niektóre doświadczenia, niejednokrotnie właśnie te złe, dochodzimy do wniosku, że problemy codzienne nie są jakos dla nas ewidentnie męczące. „Nie takie rzeczy w życiu znieślismy”. Życie uczy nas doświadczenia, jakkolwiek nieskładnie i nie po polsku to brzmi. Doświadczenie może skutkować tym, że na niektóre aspekty naszego życia ( te nie do końca pozytywne) patrzeć możemy przez inny pryzmat. Z jednej strony, jako mniejsze wyzwanie, z drugiej jako kolejna cenna lekcje. Uważam, ze bez tych złych doświadczeń żaden człowiek nie był by teraz w tym miejscu w którym jest – a jest ono właściwe. Jak nie teraz, to z perspektywy czasu. Nie umiał by się zdystansować do niektorzych spraw, które wcale nie muszą absorbować tyle jego osoby.  „Każdą porażke obracaj w sukces” – moze to zwykla racjonalizacja, ale może tym sukcesem jest jakieś doświadczenie, które sprawi, że z perspektywy czasu będziemy szczęśliwsi.

Inną rzeczą która dostrzegłam to wspomnianie juz wcześnie zatrzymanie sie. I bynajmniej nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Żyjemy w dość dziwnych czasach. Wszyscy bięgną. Do pracy, na autobus, po awans, po lepsze jutro. Z czasem zatracamy się w tym biegu, mijając szczęście szukając go gdzie indziej. Taki bieg męczy, to musi być straszne całe życie tak biec. Za wielkimi rzeczami, za złotym gralem. Tymczasem po drodzę jest pełno tych małych rzeczy, które tak czesto pomijamy. Czyjś uśmiech, lody czekoladowe w upalny dzień, czerwona herbata pita wieczorem, zdany egzamin. Małe przyjemności, małe sukcesy. To właśnie one składaja się na szczęście. Chwytać dzień i żyć chwila. Właśnie sobie uzmysłowiłam, że właśnie to jest moja definicja szczęścia.

Być może moje to złudzenie, być może nie. Być może jestem niepoprawną optymistką. Być może. Ale jestem szczęśliwa – a jeśli to tylko złudzenie, to w sumie wole życ w słodkiej niewiedzy. I biegnąc, by dotrzymać kroku stawianym mi wymaganiom, zatrzymać sie na mała chwile i spojrzeć na leżący na chodniku liść. I po raz kolejny odnaleść szczęście w małej rzeczy ignorowanej przez innym przechodniów, depczących swoje szczęście nawet o tym nie wiedząc.
 

Kontakt: natalia.szarapow@gmail.com Studia: Uniwersytet Śląski w Katowicach - Psychologia (specjalizacja psychologia kliniczna człowieka dorosłego i psychologia sądowa) Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca):   Doświadczenie zawodowe zdobywane na przestrzeni ostatnich lat między innymi w: NZOZ, Poradnia psychologiczna - psycholog, terapeuta Jednostka penitencjarna - psycholog, rzecznik prasowy Centrum organizacji pozarządowych - psycholog, trener Sektor prywatny - psycholog, trener Organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) - psycholog, trener Dzienny dom pomocy dla Seniorów - psycholog, terapeuta Dzienna placówka opiekuńczo-resocjalizacyjna dla mężczyzn - psycholog Ośrodek wsparcia dla kobiet - psycholog Dzienny oddział psychiatryczny - psycholog Dodatkowe doświadczenie: Działania z zakresu komunikacji medialnej i PR. Wieloletnia współpraca z organizacjami pozarządowymi oraz sektorem prywatnym. (...)


Strony

Subscribe to Więc jestem RSS

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.