Nie depresja, nie schizofrenia, ale...

Jeśli trafiłeś na ten artykuł, to znaczy, że tematyka zdrowia psychicznego nie jest Ci obca… a nawet jeśli by była, to pewnie wiesz, co to depresja, domyślasz się czym jest mania i masz mgliste pojęcie o tak zwanych „schizofreniach” (choć może dopiero teraz dowiadujesz się, że pisze się to przez “n” a nie “m”).

Psychozy, choć zazwyczaj niezbyt wiernie oddane, wielokrotnie stawały się przedmiotem literatury czy filmu – „Piękny umysł”, „Wyspa tajemnic” czy „Pi” (swoją drogą: najczyściej oddający obraz kliniczny schizofrenii film jaki znam!) to tylko przykłady, które cisną mi się na usta; jestem pewien, że po chwili zastanowienia podałbyś ich dużo więcej. Mam też nadzieję, że potrafisz oddzielić wizję zaintrygowanych scenarzystów od potwornej natury choroby, z jaką muszą mierzyć się cierpiący na nią ludzie. Łatwo jest pokazać krótki, kilkutygodniowy epizod wypełniony halucynacjami i intrygami - dużo trudniej przedstawić łamiący duszę lęk, jaki im towarzyszy, poczucie zatracenia siebie, nieświadomość granicy między fikcją a rzeczywistością, galopadę słów uniemożliwiającą złożenie składnego zdania we własnej głowie, kwestionowanie swoich własnych uczuć i myśli, i to wszystko latami, dzień w dzień. Lubimy myśleć, że nasz umysł to nasza twierdza, że nawet w pełni sparaliżowani bylibyśmy sobą. Przerażenie faktem, że wcale tak nie musi być, to jeden z powodów, dla których tak chętnie sięgamy po thrillery psychologiczne.

Z kolei depresja, czy też inne zaburzenia jej pokrewne, na tyle często pojawia się w mediach, internecie czy, ze względu na epidemiologię, naszym otoczeniu, że wręcz nie sposób o niej nie usłyszeć i nie mieć jakiejś własnej wizji tej choroby. Nawet jeśli lekko lekceważąco myślisz o niej jako o „nienaturalnie dużym smutku”, to mylisz tylko trochę. Choć termin „depresja” jest w ostatnich czasach odrobinę nadużywany, i nawet kilkudniowy smutek albo wahania nastroju spowodowane zmianą pogody chętnie wrzucamy do tego worka, to zdajemy sobie sprawę z powagi problemu. Najczarniejsze estymaty mówią aż o 30% prawdopodobieństwie na przejście epizodu depresyjnego w swoim życiu - bardzo duża jest więc szansa na to, że znasz kogoś w swoim otoczeniu, kto się z nimi boryka lub borykał. Choć na polu „wychodzenia z szafy” z zaburzeniami psychicznymi jest jeszcze sporo do zrobienia, to ciężar taboo depresji bardzo zelżał. Coraz więcej ludzi ma odwagę się przyznać do swoich problemów i opowiedzieć o swoich doświadczeniach, tym samym pokazując ogrom cierpienia, z jakim musieli się mierzyć. Stały, bezpodstawny smutek ogniskuje się w losowych rzeczach - co prawie zawsze prowadzi do zmiażdżenia własnej samooceny, wręcz nienawiści względem siebie. Brak odczuwania przyjemności potęguje beznadzieję, bo nic nie jest w stanie skutecznie odciągnąć myśli od mroku. Lękliwość i stałe zmęczenie prowadzą do realnego obniżenia skuteczności fizycznej i psychicznej - co z kolei potwierdza przekonanie o swojej niskiej wartości. Depresja to nie tylko smutek, ale też potęgujący go system sprzężeń zwrotnych.

Jednak ten tekst nie dotyczy ani depresji ani schizofrenii. Jeśli chcesz o nich poczytać - znajdziesz w internecie mnóstwo rzetelnych materiałów, na przykład na naszej stronie.

Chciałem Ci tylko przypomnieć, że zarówno depresja, jak i schizofrenia, to poważne choroby same w sobie. Nie potrzebują dodatkowych czynników pogarszających sprawę, radzą sobie doskonale w pojedynkę.

Niemniej jednak istnieje jednostka chorobowa, która perfidnie łączy ich „dobrodziejstwa”. Mam na myśli zaburzenie schizoafektywne.

Co kryje się pod tą filmową nazwą? Choć Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób umieściła je między różnymi rodzajami zaburzeń psychotycznych, to jej kliniczny obraz bardziej przypomina zaburzenie afektywne niż czystą schizofrenię. Objawy wytwórcze, jak omamy i urojenia, są wtórne do wyjątkowo silnych objawów osiowych depresji lub, w przypadku zaburzenia schizoafektywnego dwubiegunowego, manii. Innymi słowy - nie dość, że pacjent wpada w szpony skrajnie nasilonych objawów zaburzeń nastroju, które same w sobie wymagałyby natychmiastowej hospitalizacji, to jeszcze zaczyna słyszeć głosy i dostrzegać intrygi utwierdzające go w zaburzonej wizji rzeczywistości.

Upraszczając: zaburzenie schizoafektywne to depresja i schizofrenia w jednym.

Ze względu na przeplatanie się objawów jednego i drugiego, ta jednostka chorobowa budzi pewne kontrowersje. Część diagnostów uważa, że zaburzenia schizoafektywne to po prostu schizofrenia - w końcu zaburzenia nastroju obecne są u przeszło 80% pacjentów z tą diagnozą, a urojenia nihilistyczne lub winy przeplatają się z wielkościowymi nawet u Napoleonów i Jezusów. Inni psychiatrzy utrzymują, że epizody ciężkiej depresji lub manii same w sobie powodują na tyle silne zaburzenia myślenia, że bez problemu można uznać je za zespoły urojeniowe - choć w gruncie rzeczy nimi nie są.

Ostatecznie jednak przekonywujące wyniki badań, w połączeniu ze skutecznością opartego o nie leczenia, ugruntowały pozycję zaburzeń schizoafektywnych w klasyfikacjach zaburzeń. Zarówno europejski ICD-10 jak i amerykański DSM-IV zgadzają się, że to, co odróżnia je od zwykłych epizodów depresyjnych to obecność objawów wytwórczych. Jeśli jednak te ostatnie dotyczą czegoś innego niż nastroju pacjenta, lub są niezgodne z jego nastrojem (na przykład urojenia wielkościowe przy skrajnych objawach depresji) - diagnozujemy epizod psychotyczny lub schizofrenię danego rodzaju.

Jak pomóc osobie cierpiącej na zaburzenie psychoafektywne?

Cóż, przede wszystkim istnieje bardzo niewielka szansa, że kiedykolwiek się z nią spotkasz. O ile inne „popularne” choroby czy zaburzenia wręcz szokują procentami populacji jakich dotyczą, o tyle ciężko wskazać jakieś rzetelne statystyki dotyczące zaburzeń schizoafektywnych. Brockington i Leff w swoich badaniach z 1979 r. ocenili, że dotyczą one około 4,5% pacjentów szpitali psychiatrycznych - co daje średnio 5,7 chorego na 100 000 generalnej populacji. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na błędne diagnozy schizofrenii i depresji, to i tak jest to bardzo niewielka liczba.

Jeśli jednak już spotkałbyś kogoś, kto pasowałby do tego opisu - proszę, nie baw się w diagnostyka. O rozróżnieniu między podobnymi do siebie jednostkami chorobowymi decyduje lekarz po co najmniej kilku dniach obserwacji na oddziale psychiatrycznym - więc to, co możesz dla „podejrzanego” w Twoim otoczeniu zrobić, to czym prędzej go w takim oddziale umieścić. Prawda jest taka, że niezależnie od tego jaką diagnozę postawi lekarz, nie powinieneś mieć problemu z dostrzeżeniem, że coś jest na rzeczy. Objawy w obrazie zaburzeń schizoafektywnych nie są „subtelne” i „do przeoczenia”. Jeśli mówimy o obniżeniu nastroju - to mamy na myśli absolutne wyłączenie, twarz ściągniętą do dołu, widoczne spowolnienie psychomotoryczne, kontakt bliski zeru - obraz nędzy i rozpaczy. Jeśli z kolei mamy do czynienia z epizodem maniakalnym - to jest to mania na całego; jeśli dotyczy ona osoby, którą znasz, to gwarantuję Ci, że zauważysz, że coś jest nie tak. Osoba w manii zachowuje się jak po wzięciu ecstasy albo innego, silnego stymulanta. W obu tych przypadkach stan jest dla podmiotu bardzo niebezpieczny - w pierwszym delikwent może chcieć sobie coś zrobić, w drugim - zrobić sobie coś przypadkiem, na przykład dać mieszkanie pod zastaw za bilety na Majorkę.

To, że ktoś przy tym dodatkowo opowiada Ci, że słyszy głos swojego zgniłego sumienia lub przekonuje, że CIA chce go dorwać za bycie okropną osobą, nie powinno zbytnio wpłynąć na świadomość, że trzeba mu pomóc.

Pamiętaj - ciężka depresja lub mania ciągnie ze sobą realne zagrożenie życia lub zdrowia! Jest absolutnie uzasadnionym wezwać w takiej sytuacji pogotowie ratunkowe!

Bibliografia:

  1. Rzewuska M., “Farmakoterapia w psychiatrii i neurologii” , 2001, 4, 322-360,
  2. Brockington LF., Kendel R.E., Wainwright S.: “Depressed patients with schizophrenic or paranoid symptoms”. Psychological Medicine 1980Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"

    (IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

    Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

REDAKTOR DZIAŁU 'STUDIUJĘ' Kontakt: studiuje.wiecjestem@us.edu. (...)


Psychologiczne reakcje na stres traumatyczny – PTSD i ASD

Stres to nieodłączny kompan naszego życia. Może się pojawić wszędzie: w domu, w pracy, na uczelni, w sytuacjach społecznych. Nie można kompletnie się od niego uchronić. Na szczęście w większości przypadków jesteśmy w stanie sobie z nim radzić – czasami trochę lepiej, niekiedy trochę gorzej… w każdym razie, w większości nadmienionych wyżej sytuacji prędzej czy później jesteśmy w stanie opanować swoje emocje. Gorzej jest, kiedy nagle coś nas zaskoczy…

Kiedy zetkniemy się z BARDZO silnym i nieoczekiwanym stresem, nasze życie może zmienić się na zawsze. Specjaliści mówią tu o tzw. traumie, czyli urazie psychologicznym, który został wywołany działaniem zagrażających zdrowiu czy życiu czynników zmieniających funkcjonowanie człowieka na stałe. W mediach i kulturze masowej zwykło się nadużywać tego słowa, kojarząc je np. z nieszczęśliwą miłością czy jakimś drobnym incydentem. Jednak to za mało, by oddać specyfikę traumy. Prawdziwy stres traumatyczny odnosi się do poważnego uszczerbku – sytuacji, kiedy zachodzi uzasadniona obawa o życie czy zdrowie. I wcale nie musi być to uczestnictwo w jakimś wypadku czy wydarzeniu; czasem wystarczy uzyskanie informacji o zagrożeniu zdrowia lub życia. Odnosząc się do tych informacji, można uznać poważną diagnozę lekarską (np. nowotworu) za traumę, ale przykładowo utrata pracy, mimo że jest bardzo emocjonującym przeżyciem, już nie może być określona tym mianem. Mówiąc o ekstremalnym stresie, najczęściej przytacza się sytuacje wojenne i akty terroryzmu. Nie jest to błędem lecz trzeba pamiętać, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Wszelkie katastrofy żywiołowe, zdarzenia drogowe, napady rabunkowe lub na tle seksualnym - to sytuacje bliższe przeciętnemu człowiekowi. Są groźniejsze, gdyż mogą przytrafić się każdemu. Dlatego warto wiedzieć, co nieco o mechanizmach działania psychiki po doznaniu krzywdy.

Inną odmianą trudnej sytuacji jest stres przewlekły, spowodowany przez trwającą przez dłuższy czas okoliczność, jaką może być chociażby konieczność przebywania w zupełnie nieznanym środowisku (dobrym przykładem będzie tutaj przeprowadzka do innego miasta czy rozpoczęcie studiów). Na ten rodzaj stresu jesteśmy narażeni nawet częściej niż na sytuacje ostrego stresu opisane powyżej. Trzeba pamiętać, że narażenie na taki ciągły stres o niskim natężeniu również może spowodować zaburzenia czynnościowe. Mówiąc o samym funkcjonowaniu, trzeba jeszcze nadmienić, że reakcje na doznawany stres mogą być wielorakie. Zależne są nie tylko od długości jego trwania, ale także od jego nasilenia i wrażliwości danej osoby (jej cech osobowości). Reakcje czasami są krótkotrwałe i pojawiają się tuż po zaistniałym wydarzeniu. Innym razem aktywują się dopiero po pewnym czasie, ale za to są bardzo uporczywe i nawracające. W niniejszym artykule zaprezentowane będą wybrane zaburzenia psychologiczne dotyczące doświadczania silnego stresu.

Ostra reakcja na stres

Pierwszym z nich jest Ostra reakcja na stres (ang. ASD – acute stress disorder). Tym mianem określa się stan szoku czy kryzysu zachodzący zaraz po doświadczonej traumie. Stres jest tu rozumiany jako przeżycie krótkiej, ekstremalnej sytuacji przekraczającej nasze możliwości radzenia sobie. Ostra reakcja na stres pojawia się szybko, dosłownie do kilku sekund po incydencie i trwa zwykle do kilku godzin (bardzo rzadko może przeciągnąć się do kilku dni). Człowiek, który doznał takiego stresu zostaje oszołomiony – dochodzi do trudności w odbieraniu otoczenia za pomocą zmysłów, czasami nawet do zaburzeń orientacji. Osoba taka postrzega otaczający świat, jako nierealny, jakby ze snu. Doświadczając szoku, może mieć trudności z przypomnieniem sobie, co było jego przyczyną i jak się znalazła w danym miejscu. Takim lukom pamięciowym towarzyszy intensywny lęk, który dodatkowo może prowadzić do stanu totalnego znieruchomienia, nazywanego przez psychologów stuporem dysocjacyjnym. Pokrzywdzony nagle sztywnieje i nie jest w stanie się samodzielnie poruszać. Często towarzyszy temu zaburzenie mowy, a czasami także oddychania. Z drugiej strony, może też dość do wykonywania nagłych, nieskoordynowanych ruchów mających na celu ucieczkę od źródła zagrożenia. Takie zachowanie może okazać się jeszcze groźniejsze od stuporu, gdyż może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Osoba pod wpływem ostrego stresu jest nieostrożna i nieświadoma otoczenia. Weźmy za przykład ofiarę wypadku komunikacyjnego – uciekając z miejsca wypadku, istnieje prawdopodobieństwo że wbiegnie pod koła nadjeżdżających pojazdów.  

Wyżej wspomniany lęk wiąże się z silnymi fizjologicznymi reakcjami: drżenie rąk i nóg, spłycenie oddechu, przyspieszenie akcji serca, a nawet chwilowe wyłączenie zmysłu słuchu lub wzroku. W okresie po wydarzeniu traumatycznym, oprócz lęku mogą wystąpić także: rozpacz, depresja, a nawet złość i agresja słowna. Należy wiedzieć, że wszystkie z powyższych objawów mogą ulegać wycofaniu lub nasilać się, jednak nie utrzymują się przez dłuższy okres. Najbardziej podatni na wystąpienie tego zaburzenia są ludzie, którzy w momencie doznania stresu byli w stanie wyczerpania fizycznego, a także Ci, których organizm słabiej sobie radzi ze stresem z powodów fizjologicznych, np. osoby starsze. Ostra reakcja na stres zależy także od indywidualnych predyspozycji danej osoby, takich jak temperament, skłonność do nadmiernej ekspresji emocji czy warunków, które zapewnia jej otoczenie (chociażby brak wsparcia ze strony rodziny czy przyjaciół).

W celu udzielenia pomocy ofierze zdarzenia traumatycznego należy w miarę możliwości jak najszybciej przeprowadzić krótką interwencję kryzysową poprzez nawiązanie kontaktu z poszkodowanym, wysłuchanie go i okazanie zrozumienia. Osobie doświadczającej stresu trzeba ułatwić rozładowanie napięcia i lęku, ułatwić panowanie nad sobą. Najlepiej jest rozpocząć działania mające na celu uspokojenie pokrzywdzonego jeszcze na miejscu zdarzenia. Jest to istotne głównie ze względów prewencyjnych, gdyż silny stres niesie za sobą ryzyko rozwinięcia się w przyszłości cięższego zaburzenia - zespołu stresu pourazowego.

Zespół stresu pourazowego

Zespół stresu pourazowego, zwany także „symptomem PTSD” (ang. post-traumatic stress disorder) to grupa objawów występujących w reakcji na szczególnie przerażające lub katastroficzne zdarzenie. Nie jest jednak tak, że każda osoba, która przeżyje jakąś traumę, od razu nabywa PTSD. Co prawda są wydarzenia, które z większą dozą prawdopodobieństwa wywołają u nas to zaburzenie, ale trzeba pamiętać, że na jej rozwinięcie się mają wpływ indywidualne predyspozycje przeżywającej stres osoby. Najbardziej narażone na PTSD są osoby zestresowane, na co dzień przeżywające dużo stresu – na przykład ciągłe narażenie na utratę zdrowia i życia w pracy (np. strażaka). Zagrożone są także osoby szczególnie wrażliwe i o niskiej samoocenie. Istotny jest też temperament, osobista interpretacja trudnego wydarzenia, wiek, a nawet pora dnia (gdy jesteśmy zmęczeni, nasze zasoby maleją drastycznie). Potencjalne przyczyny leżące u podłoża powstania PTSD, są identyczne jak te dotyczące ostrej reakcji na stres. Mogą to być zarówno pojedyncze epizody jak i powtarzające się wydarzenia. Nie ma znaczenia także intencjonalność bodźca stresującego. Czy to nagły wypadek, który w jakiś sposób nas zaskoczył, czy wszczęcie bójki gdzie sami jesteśmy stroną inicjującą – nie ma to znaczenia dla PTSD, które może pojawić się w każdym z tych przypadków zależnie od tego, jakie emocje temu towarzyszyły. Przykładowo weźmy pod uwagę funkcjonowanie ofiar trudnych incydentów, np. gwałtu czy rabunku. Ofiary zwykle odczuwają poczucie winy, biorą na siebie odpowiedzialność za wyrządzoną krzywdę, snując przypuszczenia, że gdyby zachowywały się inaczej lub wybrały inną drogę powrotu do domu, nie zostałyby napadnięte. Zła interpretacja wydarzenia i przeżywanie silnych emocji zwiększa ryzyko pojawienia się zaburzeń psychicznych po traumatycznym wydarzeniu.

Warto podkreślić, że pośrednimi źródłami PTSD mogą być także sytuacje, których jest się tylko świadkiem. Do najczęstszych należy obecność przy śmierci lub ranieniu innych ludzi, w szczególności tych bliskich. Innymi są np. ataki terrorystyczne czy nawet bierne uczestnictwo w konflikcie zbrojnym.

Teraz parę słów o przebiegu samego zaburzenia. W przeciwieństwie do ASD, to zaburzenie najczęściej pojawia się z opóźnieniem i trwa z reguły dłużej niż zwykła reakcja stresowa. Co więcej, powracające objawy PTSD mogą utrzymywać się przed długie lata, a w bardzo ostrych przypadkach – nawet przez całe życie. Objawy PTSD mogą przypominać depresję. Charakterystyczne jest nadmierne zmęczenie (naurastenia). Pojawia się ono po wysiłku fizycznym lub umysłowym. Dodatkowo mogą się pojawiać koszmary senne, w których powraca się myślami do wydarzenia traumatycznego. Co za tym idzie, może dojść do insomnii czyli bezsenności. Cierpiący na PTSD często doznają napadów lęku, a także emocji złości czy rozpaczy. W wyniku silnych przeżyć, w momencie takiego napadu istnieje też ryzyko popełnienia samobójstwa. Dlatego nie lekceważmy tych objawów u siebie i bliskich. Nie zostawiajmy samej osoby, której przydarzyła się tragedia. Nawet jeżeli odnosimy wrażenie, że to ona się od nas odwróciła. Zaproponujmy spotkanie ze specjalistą. W ten sposób możemy uratować jej życie i uchronić przed przeżywaniem dramatu w samotności.

Leczenie i pomoc w przypadkach ASD i PTSD

W leczeniu ostrej reakcji na stres (ASD) i zespołu stresu pourazowego (PTSD) wykorzystuje się zarówno pomoc psychologiczną jak i farmakoterapię związaną ze stosowaniem leków przeciwlękowych i przeciwdepresyjnych. ASD i PTSD wymagają użycia kilku metod leczenia, ponieważ oprócz sfery fizycznej choroba dotyka systemu wiary i sensu, więzi międzyludzkich i zawodowych. Z uwagi na wagę problemu tych zaburzeń, stosowanie silnych, i tym samym bardziej uzależniających leków przeciwlękowych, odbywa się przez krótki czas i to pod kontrolą specjalisty. Długoterminowo wykorzystuje się różne metody psychoterapii, mające na celu oswojenie z przeżytymi doświadczeniami. Przykładem terapii wykorzystywanych w leczeniu stresu pourazowego są: terapia poznawczo-behawioralna, terapia psychodynamiczna oraz rodzinna.

Bibliografia:

  1. Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD-10. Kraków-Warszawa: Uniwersyteckie Wydawnictwo Medyczne „Vesalius”, 1998
  2. Jerzy W. Aleksandrowicz, Psychopatologia zaburzeń nerwicowych i osobowości, Kraków, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2002
  3. Terelak, J. F. Człowiek i stres. Warszawa - Bydgoszcz: Oficyna Wydawnicza Branta, 2008.
  4. Sęk, H. i Cieślak, R. (red.): Wsparcie społeczne, stres i zdrowie. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa, 2004.

Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"

 

(IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.


  Kontakt: bartlomiej.kochanowski@gmail.com Absolwent Wydziału Pedagogiki i Psychologii UŚ, kierunek Psychologia ze specjalnością psychologii kliniczno-sądowej oraz pracy i organizacji   Psycholog transportu z uprawnieniami do badań kierowców – ukończone studia podyplomowe w Szkołe Wyższej Psychologii Społecznej w Katowicach   Trener umiejętności psychospołecznych Doświadczenie zawodowe: Konsultant ds. Szoleń i Rozwoju HR Psycholog w Śląskiej Fundacji Obywatelskiej LEX CIVIS - prowadzenie konsultacji psychologicznych, szkoleń adaptacyjnych, profilaktyka zdrowia psychicznego, udzielanie wsparcia psychologicznego. (...)


  • Opublikowane 6 Październik, 2016

Śląski Festiwal Nauki Katowice 2016

Serdecznie zapraszamy na Śląski Festiwal Nauki Katowice 2016, który rozpocznie się już 13 października na katowickim Rynku. To wyjątkowe wydarzenie nie tylko w skali województwa, ale też kraju. Nauka i technika, prezentacje, pokazy i warsztaty, kultura i sztuka razem w jednym miejscu. Młodzi naukowcy i studenci przedstawią nam świat nauki, jakiego jeszcze nie znamy, podzielą się swoją wiedzą, opowiedzą o ciekawych badaniach, którymi się zajmują, zaprezentują wynalazki.  Elementem Festiwalu będą równie pokazy taneczne mi.in. tańców ludowych połączone z poznaniem historii każdego z nich. Podczas wydarzenia będzie też można zapoznać się z ofertą edukacyjną uczelni i ich poszczególnych wydziałów. W programie wydarzenia zaplanowano m.in. pokazy hologramów, programowania robotów z LEGO, prezentację prototypu drona do oprysku jako alternatywnego rozwiązania w rolnictwie, jak również stoisko pokazowe, przy którym będzie można poznać tradycyjne sposoby wyrobu piwa. Uczestnicy festiwalu będą mieli również możliwość między innymi: złożyć drukarkę 3D, wziąć udział w warsztatach szyfrowania i rysowania poezji na planszach komiksu, dowiedzieć się więcej na temat Robina Hearta i innych robotów medycznych, odkryć czy Szekspir czuł bluesa i po co Iron Manowi kostium.

13 października zapraszamy na katowicki rynek, a w dniach 14-15.10.2016 do Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach..

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie: www.slaskifestiwalnauki.pl.


  • Opublikowane 3 Październik, 2016

Co spina Ciebie? - Weź udział w badaniu ankietowym studentów

W ramach kampanii "Co nas spina" Centrum Obsługi Studentów Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach serdecznie zaprasza studentów Uczelni do udziału w ankietowym badaniu psychologicznym. Już teraz wielu studentów korzysta z bezpłatnej pomocy psychologicznej oferowanej w ramach pracy Centrum. Wyniki badania pozwolą nam jeszcze lepiej dostosować ofertę wsparcia do Waszych potrzeb!

By wziąć udział w badaniu:

  1. Zaloguj się na swojej konto w systemi USOS
  2. Wybierz opcję Wypełnij Ankietę
  3. Odpowiedz na pytania i wypełnij metryczkę. BADANIE MA CHARAKTER ANONIMOWY.

lub kliknij w link: https://ankieter.us.edu.pl/surveys/247/

Wyniki badania zostaną opublikowane w zbiorczym raporcie, który pozwoli nam usprawnić i lepiej dostosować ofertę wsparcia psychologicznego do potrzeb studentów! Raport z badania prowadzonego w ramach trzeciej edycji kampanii dostępny jest na stronie:

http://www.wiecjestem.us.edu.pl/co-nas-spina-3?n=raport-z-badania-dotyczacego-stanu-zdrowia-psychicznego-studentow-w-wojewodztwie-slaskim

Badanie prowadzone jest w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"
(IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach. 

Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.


Zespół lęku uogólnionego

Jedna z najbardziej podstawowych potrzeb człowieka jest związana z poczuciem bezpieczeństwa. W celu zapewnienia sobie komfortu podejmujemy różne zachowania: unikamy niektórych miejsc czy osób, wstrzymujemy się od działania w momentach niepewności, przewidujemy sytuacje problemowe. W dużej mierze kierujemy się wtedy emocjami zwykle używanymi do określenia sytuacji, w której człowiek się czegoś boi. Oczywiście mowa tutaj o strachu i lęku, które w rozumieniu potocznym są odbierane synonimicznie. Psychologowie jednak rozróżniają te dwa terminy, traktując je, jako odmienne stany emocjonalne. Odmienność polega gównie na tym, że strach pojawia się w obliczu realnego zagrożenia, natomiast lęk ma charakter irracjonalny, wynika bowiem z wyobrażonego niebezpieczeństwa albo przewidywanego zagrożenia. Poza tym komponentem poznawczym, pozostałe trzy składniki lęku i strachu są tożsame. Zarówno w jednym i w drugim przypadku pojawia się reakcja fizjologiczna organizmu w odpowiedzi na grożące niebezpieczeństwo. Towarzyszą temu zmiany w wyglądzie zewnętrznym: mimika, bladość skóry czy rozszerzenie źrenic. Wzrost adrenaliny niesie za sobą napięcie mięśniowe i szybszy oddech. W sferze emocjonalnej pojawia się niepokój i przeczulenie, a w zachowaniu może pojawić się spadek apetytu, rozdrażnienie czy wręcz agresja. Reasumując, włącza się mechanizm organizmu „walcz albo uciekaj”. Jest tylko jeden problem – w wypadku lęku obiekt, od którego ofiara powinna się wyzwolić, uniknąć go lub zaatakować, jest pozbawiony konkretnej formy. Z tego powodu Lęk jest najbardziej rozpowszechnionym objawem występującym w nerwicach, psychozach i zaburzeniach nastroju. Niniejszy artykuł będzie się odnosił do sytuacji, w której lęk przejmuje nad nami kontrolę i utrudnia funkcjonowanie.

Zespół lęku uogólnionego (ang. GAD – Generalized Anxiety Disorder), zwany też po prostu lękiem uogólnionym, to zaburzenie psychiczne z obszaru zaburzeń lękowych. Objawia się patologicznym strachem przed niesprecyzowanym zagrożeniem. Osoba dotknięta tą przypadłością nieustannie się zamartwia, tworzy katastroficzne scenariusze. Najczęstszą tematyką takich „czarnych myśli” są problemy finansowe i zagrożenie chorobami. Co ciekawe, osoba chora nie jest w stanie sprecyzować konkretnie, jaka straszna rzecz miałaby się przydarzyć - jedynie przeczuwa, że może stać się coś złego. Przez cały czas odczuwa stany poczucia zagrożenia, strach przed tym, co przyniesie przyszłość. Cierpiący na GAD są nad wyraz czujni – doszukują się w swoim środowisku zagrożeń tak bardzo, że ich koncentracja uwagi i funkcjonowanie w życiu codziennym ulegają znacznemu pogorszeniu. Mogą zamykać się w domu, nie być w stanie załatwić żadnej sprawy, nie pójść do pracy, rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi, spacerów, jakiejkolwiek formy rozrywki. Każda sytuacja może wydawać się niebezpieczna. Nie można cieszyć się życiem, bo wyimaginowana katastrofa jest tuż, tuż.

Niezwykle charakterystyczne wśród osób pod wpływem lęku uogólnionego jest funkcjonowanie społeczne. By móc normalnie żyć, muszą oni czuć się bezpiecznie, a to daje im tylko obecność ważnych osób, np. rodziców, którzy dbali o usunięcie wszelkich zagrożeń z otoczenia. Chory w ich otoczeniu odpręża się, jest w stanie nawiązywać kontakty towarzyskie i dobrze się bawić. Natomiast w momencie braku członka rodziny w otoczeniu sprawa się komplikuje. Symptomy zaostrzają się, a chory może często wydzwaniać do bliskich i pytać, czy są bezpieczni, próbować na odległość kontrolować ich wydatki, by uchronić ich przed stratą finansową, pytać o zdrowie itp. Takie nieproporcjonalne do sytuacji zachowania sprawiają, że cierpiący na GAD staje się coraz bardziej osamotniony. Katastroficzne myśli i smutek związany brakiem możliwości przeciwdziałania sprzyja wypadaniu z ról społecznych, wyobcowaniu. W połączeniu z ciągle nasilającymi się objawami fizjologicznymi może to doprowadzić do kolejnych zaburzeń, np. depresji.

Oprócz stałego uczucia napięcia oraz zamartwiania się, jest wielce prawdopodobne, że pojawią się inne charakterystyczne objawy jak bóle głowy, brzucha, nudności, zaburzenia snu, uczucie zmęczenia, kłopoty z koncentracją, napięcie mięśniowe czy długotrwała drażliwość. Właśnie te czynniki odróżniają GAD od zwykłego zamartwiania się. Przecież chyba każdemu z nas zdarzyło się być w sytuacji, kiedy o coś lub kogoś się martwił. Niekiedy jednak takie zamartwianie powtarza się i towarzyszy wszystkim niemal sytuacjom, a ponadto nie ma racjonalnych podstaw i poważnie utrudnia codzienne życie. W takim przypadku lęk staje się poważną chorobą, która wymaga przeciwdziałania.

Jakie są przyczyny zespołu lęku uogólnionego?

Przy szacowaniu prawdopodobieństwa ujawnienia się lęku uogólnionego u konkretnej osoby, trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników. Pierwszym z nich są uwarunkowania biologiczne, takie jak zaburzenia neurologiczne dotyczące niedoboru neuroprzekaźników czy też w skutek ciągłego pobudzenia układu hamowania w mózgu, który odpowiada za pojawienie się uczucia strachu w momentach zagrożenia.

Inną ważną sprawą jest samo środowisko i wyuczone nawyki, które mogą się wykreować już we wczesnym dzieciństwie. Przykładowo, rodzice mogą nieświadomie hamować rozwój dziecka przez stosowanie nadmiernych kar i zakazów, przez co przejmuje ono ten sam wzorzec zachowania i także zacznie się bać wszystkiego i wszystkich. Oczywiście samo złowrogie, pełne niebezpieczeństw otoczenie również może wpłynąć na rozwinięcie się zaburzenia. Będąc narażonym na częste stresory, dochodzi do zjawiska wzniecania. Polega to na tym, że w skutek częstych sytuacji problemowych, do odczuwania lęku potrzebne są coraz słabsze bodźce. Neurony są pobudzane coraz łatwiej. Działa to tak samo, jak wydeptanie nowej ścieżki na trawniku – im częściej daną drogą chodzimy, tym szersza się ona staje.

Trzecim czynnikiem jest sfera poznawcza, czyli jak odbieramy to, co się dzieje wokół nas, co myślimy o sobie i innych. Przykładowo, źródłem lęku możemy być my sami - poprzez nierealistyczny obraz samego siebie. Czując się gorszymi niż inni, przestajemy angażować się w ważne sfery życia jak praca czy relacje z bliskimi. Przestajemy ufać, że nasze kompetencje są wystarczające do zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Podobnie jest z indywidualnym odbiorem rzeczywistości ulegającym spaczeniu – np. kiedy oceniamy za zagrożenie coś, co jest niegroźne. Podsumowując, koncepcje psychologiczne, przy pomocy których próbuje się wyjaśniać pochodzenie zaburzenia GAD, podkreślają m.in. rolę nieadekwatnych oczekiwań wobec rzeczywistości, dysfunkcjonalne przekonań o sobie i świecie, poczucie braku kontroli i nieprzewidywalności.

Jak można sobie radzić z GAD-em?

Na początek trzeba zdać sobie sprawę z podłoża pojawiającego się lęku. Często trudno uświadomić sobie, kiedy stan, którego doświadczamy, jest zależny od sytuacji zewnętrznej, a kiedy zaczyna się już zaburzenie. Jeśli przez długi czas borykamy się z problemami, które powodują u nas lęki, może warto zastanowić się czy nie przekracza to naszych możliwości radzenia sobie. Szansę na pełne zrozumienie, co się z nami dzieje da nam tylko i wyłącznie wizyta u psychologa lub psychiatry, którzy po wysłuchaniu symptomów dokonają właściwej diagnozy. Zaleca się zasięgnięcie specjalistycznej pomocy zwłaszcza wtedy, gdy pojawią się co najmniej trzy charakterystyczne wymienione powyżej objawy i trwają one przez okres co najmniej 6 miesięcy. Należy pamiętać, by nie bagatelizować objawów, gdyż wczesne rozpoznanie GAD pozwala na złagodzenie lęku.

Samo leczenie polega na oddziaływaniu terapeutycznym ukierunkowanym na obiektywne przyjrzenie się dotychczasowym doświadczeniom, a następnie na zmianie sposobu myślenia w reakcji na konkretne sytuacje życiowe. W niektórych przypadkach może również dojść do połączenia oddziaływania psychologicznego z farmakoterapią, mającą na celu obniżenia reakcji fizjologicznych – w szczególności w początkowej fazie leczenia. W dalszym planie leczenia, w celu obniżenia poziomu odczuwanych emocji, osoba poddana psychoterapii powinna nauczyć się odróżniać sytuacje, na które ma wpływ, od tych niezależnych od niej. Uzyskując kontrolę nad sobą i rzeczywistością, ułatwia się podejmowanie kolejnych wyzwań i funkcjonowanie na co dzień.

Podsumowując niniejszy artykuł, chciałbym jeszcze raz podkreślić, że emocje pełnią ważną rolę w codziennym życiu. Strach i lęk w uzasadnionych przypadkach pozwalają na uniknięcie niebezpieczeństwa i zaskoczenia, a także ułatwiają planowanie działań. Trzeba jednak kierować się zasadą, „co za dużo, to niezdrowo” i w momencie, gdy lęk przejmuje nad nami kontrolę, nie należy tego lekceważyć. Wczesna diagnoza i szybko podjęte leczenie mogą znacznie złagodzić nasilenie występującego lęku, ułatwić kontakt z innymi ludźmi i czerpanie radości ż życia.

Bibliografia:

  1. Briers S. (2011). Pokonaj depresję, stres i lęk, czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce. Warszawa: Samo Sedno.
  2. Cierpiałkowska L., (2007). Psychopatologia. Waszawa: Wydawnictwo Naukowe „Scholar".
  3. Aleksandrowicz J. W. (2002). Psyhopatologia zaburzeń nerwicowych i osobowości. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  4. Wells A., (2010). Terapia poznawcza zaburzeń lękowych. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"
(IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

  Kontakt: bartlomiej.kochanowski@gmail.com Absolwent Wydziału Pedagogiki i Psychologii UŚ, kierunek Psychologia ze specjalnością psychologii kliniczno-sądowej oraz pracy i organizacji   Psycholog transportu z uprawnieniami do badań kierowców – ukończone studia podyplomowe w Szkołe Wyższej Psychologii Społecznej w Katowicach   Trener umiejętności psychospołecznych Doświadczenie zawodowe: Konsultant ds. Szoleń i Rozwoju HR Psycholog w Śląskiej Fundacji Obywatelskiej LEX CIVIS - prowadzenie konsultacji psychologicznych, szkoleń adaptacyjnych, profilaktyka zdrowia psychicznego, udzielanie wsparcia psychologicznego. (...)


Rozwiązanie wszystkich problemów czy problem sam w sobie?

Samo słowo „eutanazja” jest negatywnie konotowane. Najczęściej kojarzy się ze starszą, schorowaną osobą szukającą ucieczki od dalszego cierpienia. Tymczasem problem eutanazji nie dotyczy tylko osób starszych. Ba! Nie dotyczy on także tylko osób cierpiących fizycznie. Coraz częściej okazuje się, że o śmierć proszą ludzie, którzy są w katastrofalnej kondycji psychicznej (np. po tragicznym wydarzeniu, które miało miejsce w ich życiu). Jak jednak powinna być traktowana decyzja o poddaniu się zabiegowi eutanazji? Czy powinno się ją uszanować, czy może traktować jako pomoc w samobójstwie?

Co to jest eutanazja?

Samo pojęcie „eutanazja” pochodzi z języka greckiego i oznacza tyle co „dobra śmierć” (eu – dobry, thanatos – śmierć). W wielu encyklopediach czy słownikach znaleźć można informację, że eutanazja to pozbawienie życia osoby chorej, która sobie tego życzy. Sam zaś sposób dokonania eutanazji dzieli się na bierny (zaniechanie dalszego leczenia pacjenta) i czynny (przyspieszenie jego śmierci). W tym drugim przypadku najczęściej stosowany jest zastrzyk trucizny (poprzedzony podaniem środka nasennego, jak np. w Holandii). Co ciekawe, w taki sam sposób wykonywana jest kara śmierci w USA.

Czy to w ogóle jest legalne?

Okazuje się, że w niektórych państwach tak. Najbardziej liberalne przepisy dot. „pomocy lekarza w umieraniu” obowiązują w Belgii. To właśnie tam eutanazja została zalegalizowana w 2002 roku. Od tego momentu jej popularność, jeśli jest to właściwe określenie w tej kwestii, ciągle rośnie. W roku 2015 zanotowano tam rekordową liczbę osób (2021), które zdecydowały się na tę formę śmierci. W Belgii zasadniczo każdy może być poddany eutanazji. Jest to kraj, w którym nie funkcjonują żadne obostrzenia dot. minimalnego wieku, jaki musi zostać osiągnięty, aby dokonać tego zabiegu (jest on dozwolony niezależnie od wieku). Oczywiście, aby skorzystać z tego prawa, potrzebne są pewne przesłanki medyczne. Warunkiem jest udowodnienie, że cierpienie fizyczne i/lub psychiczne chorego jest stałe i niemożliwe do złagodzenia. Na eutanazję potrzebna jest także zgoda trzech lekarzy.

Wiele kontrowersji wywołała jednak sprawa dot. wydania pozytywnej decyzji na przeprowadzenie eutanazji dla 24-latki mieszkającej w Belgii. Kobieta cierpiała na depresję i odmawiała leczenia. Z tego powodu zdecydowała się zakończyć swoje życie w jak najbardziej legalny sposób. Sama o sobie mówiła, że pragnie śmierci od dzieciństwa. Jej życzenie zostało spełnione. Jednak należy się zastanowić, czy cierpienie psychiczne to wystarczający powód, aby pożegnać się z tym światem? I czy w ogóle osoba cierpiąca na depresję może podjąć tak ważną decyzję? Może należałoby zapewnić takiej osobie konsultacje z psychologiem? Czy to wszystko nie zmierza już w kierunku legalnie popełnianego samobójstwa?

W Holandii eutanazja dopuszczalna jest od 12-ego roku życia, ale do ukończenia 16 lat potrzebna jest zgoda opiekuna prawnego. Zasady umożliwiające skorzystanie z tego prawa są podobne do tych belgijskich (należy wykazać, że cierpienie fizyczne i/lub psychiczne jest stałe i niemożliwe do złagodzenia; decyzja o poddaniu się zabiegowi eutanazji musi zostać podjęta dobrowolnie).

Poza tym eutanazja zalegalizowana jest w Albanii i Luksemburgu, kilku stanach USA (np. w Stanie Oregon mówi się o „prawie do godnej śmierci”, ale przysługuje ono tylko osobom dorosłym, u których badania wykazały, że pozostało im nie więcej niż pół roku życia).

Szerokim echem w społeczeństwie amerykańskim odbiła się sprawa, a raczej wiele spraw sądowych, dotyczących jednego z lekarzy, doktora Jacka Kevorkiana (nazywanego również „Doktor Śmierć”). Co ciekawe, aby nie zostać podejrzanym o odbieranie życia pacjentom bez ich zgody, konstruował tzw. maszyny śmierci. Urządzenia te były tak zaprojektowane, aby nawet najmniej sprawny fizycznie chory mógł odebrać sobie życie samodzielnie. Sama obsługa aparatury nie była skomplikowana. Wystarczyło wciśnięcie odpowiedniego przycisku, by uruchomić cały mechanizm. Śmierć następowała po dożylnym podaniu przez maszynę środka nasennego, a następnie trucizny. Przypadek tego lekarza jest warty uwagi - w wielu stanach zapoczątkowana została dyskusja na temat eutanazji. Odbyło się nawet referendum w sprawie propozycji legalizacji „pomocy w umieraniu”. Pomysł został jednak odrzucony. Sam zaś lekarz po wielu sprawach sądowych, których wyniki były różne (np. odebranie uprawnień do wykonywania zawodu lekarza w niektórych stanach) skazany został przez Sąd Najwyższy stanu Michigan w roku 1999 na karę pozbawienia wolności. Wyrok dotyczył podania przez Kevorkiana trucizny sparaliżowanemu pacjentowi. Cały przebieg tego zabiegu został sfilmowany, co było podstawą oskarżenia. W roku 2007 doktor został zwolniony z dalszego odbywania kary. Warunkiem zwolnienia było zobowiązanie się lekarza, że nie będzie już uczestniczył w procesach eutanazji. Zatrważający jest jednak fakt, że w większości przypadków mówi się tylko o asystach tej osoby przy ww. zabiegach. Czy podsunięcie choremu aparatury, która zabija, można nazwać asystą? Czy jego zachowanie to już nie pewnego rodzaju nadużycie?

A jak to wygląda w Polsce?

W naszym kraju głośno o eutanazji zrobiło się w roku 2007. Właśnie wtedy do sądu trafił pierwszy w Polsce wniosek o wydanie zgody na zakończenie życia chorego. Mowa tu o Januszu Świtaju z Jastrzębia Zdroju. Mężczyzna uległ wypadkowi drogowemu, w wyniku którego przerwany został rdzeń kręgowy. Po tym tragicznym wydarzeniu pan Janusz został sparaliżowany; oddycha za pomocą respiratora. Jest on jednak w pełni sprawny umysłowo. Obecnie, jak informuje na swojej stronie internetowej, pracuje w fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” jako internetowy analityk rynku osób niepełnosprawnych oraz fundraiser (czyli osoba zajmująca się pozyskiwaniem funduszy na cele społeczne). Ponadto pan Janusz, wg informacji podanych w jednym z materiałów filmowych TVN-u, od 2013 roku studiuje psychologię na Uniwersytecie Śląskim. „Czasami, jak człowiek jest załamany i czuje się niepotrzebny, to wystarczy się do niego uśmiechnąć. Czasami wystarczy go kopnąć. A czasami wystarczy go o coś poprosić.” [1].

Z prawnego punktu widzenia eutanazja w Polsce jest czynem karalnym, o czym informuje § 1 artykuł 150 obecnie obowiązującego Kodeksu karnego („Kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.” [2]).

Co na to wszystko opinia publiczna?

Jak podają badania wykonane przez CBOS w roku 2005 samo pojęcie „eutanazja” ma dla Polaków charakter pejoratywny. Z tego też powodu ok. 48% respondentów na bezpośrednie pytanie „Czy, ogólnie rzecz biorąc, popiera czy też nie popiera Pan(i), zjawiska jakim jest eutanazja?” wyraziło swoją dezaprobatę. Natomiast na pytanie bardziej opisowe, które nie zawierało terminu „eutanazja”, brzmiące „Czy w przypadku nieuleczalnie chorego, którego cierpieniom nie można ulżyć, prawo powinno zezwalać na to, aby na prośbę jego i jego rodziny lekarz mógł skrócić życie pacjenta za pomocą bezbolesnych środków, czy też nie powinno?” prawie połowa (ok. 50%) ankietowanych odpowiedziała „tak” lub „raczej tak”. Na to samo pytanie zadane 4 lata później, w roku 2009, odpowiedzi twierdzącej udzieliło już 61% badanych. Z kolei w roku 2013 odnotowano 53% osób, które opowiadały się za przyspieszeniem śmierci nieuleczalnie chorych wyrażających takie życzenie.

Czy ten problem dotyczy także i mnie?

Oczywiście, że tak! Problemem eutanazji powinien być zainteresowany każdy z nas. W większości przypadków jednak świadomość o całym procesie tegoż aktu śmierci jest niewielka, co można wywnioskować chociażby z wyników badań przeprowadzonych przez CBOS (np. analizując odpowiedzi na pytanie dotyczące tego samego zagadnienia, ale zadane w nieco inny sposób). Każdy musi zadać sobie pytanie sam. Czy jest to praktyka przez niego/nią akceptowalna czy też nie. Nie można jednak pozostawać w tej kwestii obojętnym, bo w obliczu starzejącego się społeczeństwa na pewno coraz częściej zagadnienie to będzie poruszane. Szczególną uwagę poświęcić należy także przypadkom podobnym jak ten z Belgii. Czy aby na pewno eutanazja w tym i innych krajach nie jest już traktowana jak sposób na legalne popełnienie samobójstwa?

Zachęcam do obejrzenia dokumentu dot. eutanazji:

https://www.youtube.com/watch?v=VPyftkueS4U

Bibliografia:

  1. Aumonier, N.; Beignier, B.; Letellier, P. (2003). Eutanazja. Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax.
  2. Barnard, Ch. (1996). Godne życie, godna śmierć: wybitny kardiolog o eutanazji i samobójstwie. Warszawa: Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co: "CIS".
  3. Pietrzykowski, T. (2007). Spór o eutanazję. Katowice: Wydawnictwo Sonia Draga sp. z o. o..
  4. Israël, L. (2002). Eutanazja czy życie aż do końca. Kraków: Wydawnictwo WAM.
  5. Kielanowski, T. (1980). Rozmyślania o przemijaniu. Warszawa: Wiedza Powszechna.
  6. Nazar-Gutowska, K. (2015). Pojęcie i rodzaje eutanazji. W: M. Mozgawa (red.), Eutanazja (s. 13-33). Warszawa: Wolters Kluwer SA.

Źródła internetowe:

http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/eutanazja;3899253.html
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/eutanazja-w-belgii-rekordowa-liczba-eutanazji,614318.html
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/w-belgii-eutanazja-jest-coraz-bardziej-popularna-stala-sie-juz-smiercia-jak-kazda/zk75fs
http://www.switaj.eu/news.php
http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2005/K_101_05.PDF
http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2009/K_142_09.PDF
http://wyborcza.pl/1,76842,13170225,CBOS__Ponad_polowa_Polakow_sklonna_zaakceptowac_eutanazje.html?disableRedirects=true

Cytaty:

[1] Wypowiedź Anny Dymnej w materiale video TVN z dnia 10.10.2013 r. (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/chcial-eutanazji-teraz-janusz-switaj-zaczyna-studia,361672.html)
[2] Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny. Art. 150 § 1.

Absolwent filologii germańskiej - specjalność: tłumaczeniowa w zakresie języków specjalistycznych, obecnie student studiów II stopnia na kierunku: Filologia germańska - specjalność: tłmaczeniowa w zakresie języka prawniczego i ekonomicznego. Kontakt: artur_wasiela123@interia. (...)


Problem samobójstwa

Mało co wywołuje tak wielkie emocje, jak samobójstwo. Już sam termin brzmi złowieszczo, a jeśli dodatkowo wyobrazić sobie co za nim stoi, i co do niego prowadzi, ta wizja staje się wyjątkowo mroczna. Rzeczywiście, ciężko w psychologii wskazać bardziej dosadny i szokujący objaw. Racja, zdarzają się bardziej spektakularne, jak wybiórcze paraliże czy nietypowe kompulsje, ale nawet wśród psychologów dyskusja na ich temat ma bardziej charakter ciekawostki.

Ale nie samobójstwo.

Jeśli ten termin padnie w rozmowie, niezależnie czy w kontekście znajomego czy pacjenta i niezależnie od tego, czy dotyczy samego czynu, czy tylko tendencji ku niemu, towarzystwo poważnieje.

I bardzo słusznie.

Próba samobójcza, nawet nieskuteczna czy wręcz demonstracyjna, świadczy o bardzo dużym cierpieniu z jakim mierzy się (lub mierzył…) jej podmiot. To już nie jest intrygująco ulokowane, wyparte napięcie emocjonalne manifestujące się skurczem dłoni, to nie męczący głos w głowie chorej osoby, to nie wielokrotność liczby trzy, której ilością razy klient musi spłukać wodę zanim czterokrotnie umyje ręce.

To targnięcie się na własne życie.

Chciałbym napisać, że jest to zjawisko niezwykle rzadkie, że spotyka się je sporadycznie i właściwie powinno interesować wyłącznie diagnostów i terapeutów, ale niestety tak nie jest. Właściwie każdy w swoim życiu albo już się spotkał, albo dopiero spotka się z taką sytuacją, czy to wśród znajomych, czy rodziny. W końcu Światowa Organizacja Zdrowia szacuje łączną ilość samobójstw na Świecie na 800 000 udanych prób rocznie, a American Foundation for Suicide Prevention podaje na swojej stronie, że rok 2014 przyniósł w samych tylko Stanach Zjednoczonych 42 773 ofiar śmiertelnych!. Daje to przygnębiającą średnią 117 udanych targnięć na własne życie dziennie, plasując tym samym samobójstwo na 10 miejscu wiodących przyczyn zgonów Amerykanów.

Kto najczęściej odbiera sobie życie? Cóż, oczywiście parametry wahają się w zależności od kultury, o której mówimy, ale można z całą pewnością powiedzieć, ze mężczyźni między 25 a 40 rokiem życia są grupą najbardziej narażoną. W Stanach aż 7 na 10 udanych prób zostało podjętych przez białych mężczyzn w tym przedziale wiekowym!

Jak sprawa wygląda w Polsce? Cóż, nie jest różowo. Nie dość, że wg najnowszych danych WHO (z 2012 roku) plasujemy się na 24 miejscu światowego rankingu, a biorąc pod uwagę wyniki od 1985 plasujemy się aż 8 pozycji wyżej, to jeszcze oceniając nasze “wyniki” z wcześniejszych lat wyraźnie widać tendencję wzrostową ilości zanotowanych przypadków na 100 000 mieszkańców. W samym tylko 2014 roku życie odebrało sobie aż 6165 Polaków, to statystycznie 17 dziennie! W tym aż 84,9% to mężczyźni!

Opinie na temat takiego czynu są różne, zazwyczaj spolaryzowane. Część reaguje smutkiem i współczuciem, zarówno dla rodziny jak i dla oczywistego cierpienia osoby, które doprowadziło ją do takiej śmierci, część z kolei czuje złość, nazywa samobójstwo “aktem egoistycznym” czy “poddaniem się”. Mało kto jednak przechodzi obok tego tematu zupełnie obojętnie. Dlaczego?

Bo samobójstwo to wybór.

Choć wybór podejmowany przy wielkim zawężeniu świadomości, choć podejmowany przy zaślepieniu silnymi emocjami lub całunem depresji, ale jednak wybór. Mało kto może winić pacjenta za chorobę, którą posiada - tak samo ciężko obarczać winą biedaka chorego na schizofrenię czy nieszczęśnika z nerwicą. Natomiast samobójstwo? Ostatecznie to własna chęć i czyn odróżnia je od morderstwa.

Ta świadomość dla części może wydać się najbardziej przygnębiającą częścią tego artykułu, a ja, paradoksalnie, piszę to, by zostawić odrobinę pozytywnego wydźwięku na koniec.

Fakt, że każde samobójstwo poprzedza decyzja o odebraniu sobie życia, oznacza przecież nie tylko to, jak okropnie musi cierpieć osoba ją podejmująca, ale też to, że, jak każdą decyzję, można ją zmienić. Myśli i tendencje samobójcze to nie wyrok, a osoba ich doświadczająca nie jest zdana tylko na los i działanie leków - może sama szukać pomocy, a otrzymać ją może nie tylko z rąk wykwalifikowanego, drogiego lekarza.

Jak więc pomóc osobie, która zwierza się z myśli o odebraniu sobie życia?

Przede wszystkim - nie bagatelizować! Z jakiegoś powodu utarło się przekonanie, że prawdziwi samobójcy nie mówią o tym, że chcą się zabić. Nic bardziej mylnego - aż 80% prób samobójczych poprzedzonych jest jakąś formą “wołania o pomoc”, mówienia o chęci śmierci albo otwartego sygnalizowania myśli samobójczych. Pomyśl - jeśli ktoś jest tak przytłoczony i zdesperowany, że jego głowę zaprzątają myśli o skończeniu ze sobą, a po otwarciu się przed kimś, komu ufa, słyszy prychnięcie i widzi machnięcie ręką, to odchodzi po takiej rozmowie z większą, czy z mniejszą ilością powodów do życia?

Posłuchaj tej osoby, pozwól jej się “odwentylować z emocji”, wyrzucić z siebie frustrację - już sam fakt wygadania się komuś może poprawić jej samopoczucie.

Nie oceniaj i nie moralizuj - ktoś, kto jest w takim skrajnym napięciu i tak nie przyjmie racjonalnych argumentów.

Nie baw się w terapeutę! Jest powód dla którego psychologia to studia pięcioletnie, a praca w interwencji kryzysowej wymaga jeszcze dodatkowej praktyki i kursów - to, co Twoim zdaniem może być “zdroworozsądkowe” może sprawić, że przeczytasz o swoim bliskim w jutrzejszej gazecie. Zamiast tego - zdaj się na profesjonalistów. Postaraj się zasugerować udanie się do psychologa w pobliskiej Poradni Zdrowia Psychicznego (nie trzeba mieć do niej skierowania!) lub Ośrodku Interwencji Kryzysowej - ich adresy i dane kontaktowe znajdziesz bez problemu w internecie, również na naszej stronie. To ważne, byś pomógł znaleźć konkretną placówkę! Nie odsyłaj osoby, która mówić Ci, że chce ze sobą skończyć, do Googli - pomóż jej ustalić termin w konkretnej przychodni.

I ostatnia zasada: nie bój się zadzwonić po pogotowie lub policję! Jeśli osoba, z którą rozmawiasz, jest wyraźnie w złej kondycji i nie jesteś pewien, czy możesz zostawić ją samą - nie ryzykuj! Dyspozytor numeru ratunkowego na pewno Cię nie zignoruje - nawet jeśli nie wyśle do Ciebie karetki, poradzi Ci co zrobić.

***

Na koniec zwracam się do Ciebie bezpośrednio, bo wiem, że często osoby myślące o końcu przeszukują internet w poszukiwaniu… cóż, właściwie czegokolwiek.. Czasem pomocy w wyjściu z kryzysu, czasem pomocy w efektywnym zabiciu się.

To nie ma znaczenia, co Cię tu zawiodło - kliknąłeś w ten artykuł i doczytałeś prawie do końca, choć już po pierwszych akapitach musiałeś zauważyć, że należy on do pierwszej z tych kategorii.

Mam więc do Ciebie lekko tandetne przesłanie: nie rób tego. Pewnie to już słyszałeś, może z ust kogoś, komu się zwierzyłeś, a może przeczytałeś w którymś z poprzednich artykułów, na które natrafiłeś. I choć wiem, że może niewiele to znaczy spod palców autora tekstów na małym portaliku, a ja nie mam prawa stawiać się w Twojej sytuacji, to proszę.

Nie rób tego.

I wbrew temu, co o sobie możesz teraz myśleć, pamiętaj:

Jesteś wartościową osobą.

Wiesz skąd o tym wiem? Stąd, że się tak czujesz.

Więzienne cele są pełne morderców, którzy sypiają w nocy jak dzieci, a najpodlejsi dyktatorzy gwizdali pod nosem ulubione piosenki, skazując miliony na śmierć. Pospolite szumowiny za nic mają obiektywne zarzuty społeczeństwa, a żaden cynicznie uśmiechnięty bankier, który oskubał dziesiątki rodzin do majtek, nie mówi “przepraszam” w innym celu, niż tylko dla zmniejszenia wymiaru kary.

Ty jednak czujesz. I choć te zarzuty wobec siebie rozdmuchałeś znacznie ponad proporcję, to musisz widzieć, że mechanizm, jakim jest samokrytyka, generalnie funkcjonuje - trzeba go tylko wyregulować.

Bądź przed sobą szczery - przecież wiesz, że to samo-upodlenie to nie jest naturalny stan.

Nie jest więc tak, że nic nie możesz zmienić. Nie jest więc tak, że musisz się tak czuć na zawsze.

Dopóki widzisz potrzebę zmiany, dopóty jesteś w stanie wykrzesać na nią siły.

Być może nie samemu, być może nie od razu - ale jesteś. Daj więc sobie szansę być dalej.

Bibliografia:

http://www.who.int/mental_health/prevention/suicide/suicideprevent/en/

http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/samobojstwa

https://afsp.org/about-suicide/suicide-statistics/

Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"
(IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

REDAKTOR DZIAŁU 'STUDIUJĘ' Kontakt: studiuje.wiecjestem@us.edu. (...)


Wirtualne społeczności, realne działanie

XXI wiek to okres, w którym media takie jak: prasa, telewizja czy radio przeżywają swego rodzaju kryzys. To czas, w którym można zauważyć przejście owych mediów do Internetu. Nikt nie może mieć wątpliwości - obecnie Internet zdominował tradycyjne środki masowego przekazu. Początkowo komunikacja w sieci polegała na wysyłaniu e-maili. Obecnie powstają wirtualne społeczności, które ukierunkowane są na organizację wolnego czasu, pozostawanie w kontakcie z ludźmi ze świata realnego, ale także nawiązywanie znajomości z osobami w Internecie. Może to być poszukiwanie znajomych ze szkolnych lat, partnera życiowego na portalach randkowych lub po prostu odwiedzanie różnego rodzaju forów społecznościowych celem porozmawiania na tematy dotyczące poszczególnych zainteresowań. Warto wspomnieć w tym miejscu jaka jest definicja wirtualnego świata. Otóż, T. Dassel definiuje go jako: „środowiska online w Internecie, w których ludzie podobnie się komunikują jak w świecie naturalnym, tworzą związki i interesy, i mogą się ze sobą komunikować.”[1]. W literaturze przedmiotu podkreślane jest to, iż występuje duży związek między wirtualną rzeczywistością a realnym światem.

Wiek jest bez wątpienia istotną zmienną wpływającą na częstotliwość korzystania z różnego rodzaju portali internetowych. Największą aktywność w serwisach społecznościowych przejawiają młodzi ludzie w wieku od 18-24 lat. Im starsze osoby, tym rzadziej spędzają swój wolny czas w Internecie. W 2007 roku większość, a dokładniej 55%, gospodarstw domowych w Unii Europejskiej posiadało dostęp do Internetu. W 2011 roku poziom ten wzrósł do 73%. W Polsce, przynajmniej raz w tygodniu, ze stron internetowych, poczty elektronicznej czy komunikatora korzysta ok. 56% osób. Z Internetu korzystają niemalże wszyscy (93%) dorośli mający wykształcenie wyższe, co ukazuje, że wykształcenie również może mieć wpływ na częstotliwość spędzania czasu, przeglądając różnego rodzaju strony internetowe.

Fenomenem Internetu stało się to, iż jest on obecnie czymś znacznie więcej niż tylko technologią ułatwiającą życie. Dla niektórych jest on po prostu całym życiem. To tam można odnaleźć osoby podobne do nas samych, to tam można odnaleźć przyjaciół, to tam można czytać książki w postaci E-booków, a pomysł na obiad pojawia się po kilku sekundach od wpisania do wyszukiwarki. Nie stać nas na kupienie biletu na koncert naszego ulubionego zespołu? Nic prostszego – na wielu stronach internetowych możemy odnaleźć transmisję na żywo poprzez tzw. streaming. Spełniamy nasze rzeczywiste marzenia w wirtualnym świecie. Skoro przenosimy niemal całe swoje życie w wirtualną rzeczywistość to zastanawiające jest to, czy potrafimy nawiązywać tam tak bliskie i intymne relacje, jak w realnym świecie. Internet pomaga przetrwać ciężką rozłąkę. Możemy ze sobą rozmawiać poprzez różnego rodzaju komunikatory, takie jak Skype czy Gadu-Gadu, będąc oddalonymi od siebie o kilkaset, a nawet kilka tysięcy kilometrów.

Cechami, które przemawiają za fenomenem Internetu jest jego powszechność, dostępność i łatwość podejmowania działań. Niemal w każdym miejscu możemy skorzystać z sieci, na uczelni, w szkole, w galeriach handlowych czy w różnego rodzaju instytucjach państwowych.

Ludzie rezygnują często z korzystania z bibliotek, mimo że książki towarzyszą nam od zawsze. Będąc małymi dziećmi, zasypialiśmy, słuchając bajek czytanych przez rodziców. Będąc uczniami, chodziliśmy dumnie z plecakiem wypełnionym wieloma podręcznikami. Dziś, będąc dorosłymi ludźmi, sięgamy po literaturę dotyczącą naszych zainteresowań. Nie bez kozery mówi się, że książki otwierają nam okno na świat. Internet stwarza możliwości korzystania z nich w inny sposób niż tradycyjny. Powstała elektroniczna forma książki. E-booki mają sporo zalet, m.in. dostępność, brak problemów z ilością egzemplarzy, niższy koszt pozyskiwania, znikają kłopoty z przechowywaniem, są pomocne w walce z wycinką drzew i przede wszystkim wielką zaletą jest to, iż możemy znaleźć w Internecie interesującą nas książkę, niezależnie od pory dnia, a jak powszechnie wiadomo, raczej nie udałoby nam się o drugiej w nocy wypożyczyć danego tytułu w bibliotece.

Obecnie możemy zauważyć zwiększoną aktywność ludzi w Internecie. Wielu nam nasuwa się pytanie – ilu z nich tak naprawdę zachowałoby się podobnie w realnym świecie?

Dostęp do Internetu mają niemal wszyscy. Większość z nas posiada konto na Facebook'u. Ten portal społecznościowy dla niektórych jest dosłownie wszystkim, całym życiem. To na nim tworzą się specjalne profile grup dziekańskich studentów, mające na celu wymianę informacji, notatek i ważnych spraw. To na nim możemy odnaleźć osoby, które tak jak my kochają koty, psy i inne zwierzęta. Facebook to miejsce, w którym możemy spotkać innych fanów naszego ulubionego zespołu, śledzić profile celebrytów oraz porozmawiać z ludźmi.

Ciekawym zjawiskiem, które od jakiegoś czasu ogarnęło Facebook’a jest spotted, czyli nowa moda na zawieranie znajomości. Jedziemy autobusem, tramwajem, pociągiem i nagle widzimy osobę, która niesamowicie nam się spodobała, ale oczywiście zabrakło nam odwagi, żeby się przedstawić i porozmawiać. Wracając do domu, zastanawiamy się, jak możemy odnaleźć tę osobę i plujemy sobie w brodę, dlaczego nie wykorzystaliśmy takiej sytuacji. Przypominamy sobie, że ostatnio widzieliśmy jakiś profil na Facebook’u, gdzie można „odnaleźć” osoby widziane w środkach transportu. Spotted polega na tym, iż wysyłamy wiadomość do administratora profilu, która zostaje, oczywiście w sposób anonimowy, opublikowana, a my cierpliwie czekamy aż odezwie się poszukiwana przez nas osoba. Ważne jest tutaj słowo anonimowość. Tak zwani "Spotterzy" (czyli osoby zwracające się o pomoc w poszukiwaniu danej osoby), zazwyczaj, ujawniają się dopiero po odnalezieniu szukanej osoby. Te profile, poprzez które możemy wysłać anonimową wiadomość i dzięki temu odnaleźć osobę, mnożą się i biją rekordy popularności. Dziś już nie tylko dotyczą środków transportu, ale wszystkich miejsc, do których uczęszczamy: szkoła, biblioteka, kino, teatr, centrum handlowe itd. Możemy znaleźć m.in. „Spotted KZK GOP”, „Spotted Uniwersytet Śląski”, „Spotted Galeria Katowicka i Dworzec PKP”, „Spotted Cinema City”, a nawet „Spotted: Kościół św. Piotra i Pawła”. Na tych profilach często, dodatkowo, można zauważyć ogłoszenia dotyczące zgubienia lub znalezienia czegoś np. w tramwaju. Powstają nawet osobne profile „Znalazłem/zgubiłem”. Niegdyś takie komunikaty były zawieszane na słupach lub tablicach ogłoszeniowych. Ukazuje to, jak ogromną część naszych działań przenosimy do Internetu. Zamieszczając informację o zgubionym telefonie na owych profilach, mamy większą szansę na odzyskanie go, ponieważ powszechnie wiadomo, że więcej osób przeczyta nasz komunikat w sieci niż na powieszonej kartce na tablicy ogłoszeniowej. Ukazuje nam to, jak wirtualne społeczności mogą nam pomóc w naszych rzeczywistych problemach.

W wirtualnym świecie możemy również pomagać. Poprzez kliknięcie myszką w brzuszek pajacyka na stronie www.pajacyk.pl, wspomagamy walkę z niedożywieniem w Polsce i na świecie, której organizatorem jest Polska Akcja Humanitarna. Tak niewielki nasz gest, zajmujący dosłownie kilka sekund, może wspomóc głodnych ludzi. Jak podaje PAH „Co sześć sekund z powodu głodu umiera na naszej planecie jedno dziecko. Jedzenia brakuje co siódmemu człowiekowi na Ziemi, a stan ten, zamiast się polepszać, stale się pogarsza.”[2] Poprzez wirtualną stronę możemy pomóc w realnym życiu. Wiele organizacji charytatywnych prowadzi swoje akcje w Internecie. Na stronie Stowarzyszenia Wiosna, co roku w grudniu, możemy wyszukać rodziny, biorące udział w Szlachetnej Paczce. Wybierając wirtualnie, w sieci rodzinę, tworzymy dla niej paczkę w realnym życiu. Możemy również przekazywać darowiznę, oczywiście również poprzez przelewy internetowe. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło: internetowe akcje charytatywne i można znaleźć mnóstwo stron internetowych, na których poprzez kliknięcie czy rozwiązanie jakiś krzyżówek wspomagamy innych ludzi w ich trudnych sytuacjach życiowych. Ten piękny gest tak naprawdę niewiele nas kosztuje, a tak wielu osobom może pomóc.

Ale nie tylko w akcjach charytatywnych pomagają sobie ludzie w sieci. Na wielu forach społecznościowych możemy znaleźć pytania z prośbami o pomoc w naprawie komputera, kupna samochodu, ale też w mniej ważnych rzeczach, jak na przykład dobór sukienki lub koloru krawata do koszuli. Warto także zaznaczyć, że w sieci istnieje także internetowa poradnia językowa Wydawnictwa Naukowego PWN, którą prowadzi profesor Mirosław Bańko z Uniwersytetu Warszawskiego, a pomagają mu przy tym specjaliści do spraw językoznawstwa. Jeśli mamy rzeczywisty problem z odmianą, poprawnym użyciem zwrotów czy też interpunkcją, możemy bezpłatnie zwrócić się o pomoc do tej wirtualnej poradni, która pomoże nam rozwiać wszystkie nasze wątpliwości. Jeśli mamy także problemy z nauką oraz użyciem języków obcych, możemy nawet skorzystać z usług internetowych korepetytorów, którzy prowadzą swoje zajęcia, komunikując się ze swoimi uczniami poprzez komunikator Skype (mogą nawet prowadzić wideo konferencję indywidualną lub z innymi członkami grupy). Jest to sprzyjająca sytuacja zarówno dla lektorów języków obcych, jak i ich uczniów, ponieważ wszystko odbywa się bez wychodzenia z domu (nawet płatność może być wykonana elektronicznie), nie wspominając już o tym, że wszystko ma miejsce w dogodnych dla nich godzinach, przeważnie wieczornych, podczas gdy tradycyjne szkoły nauczania języków obcych są już zamknięte. Płatność za te lekcje nie różni się od cen za standardowy sposób nauczania. Jest to świetna okazja dla ludzi aktywnych zawodowo, jak i osób opiekujących się dziećmi, aby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i zająć tylko sobą. Te internetowe korepetycje odbywają się przeważnie w tych samych wirtualnych grupach, w których mogą nawiązać się relacje towarzyskie utrzymywane w realnym życiu. Taki sposób nauczania może wpływać pozytywnie na charakter człowieka i pomagać mu przezwyciężyć trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji w rzeczywistości.

Na temat zalet można pisać godzinami, jest ich naprawdę wiele. Jednak nie można zapominać o wadach. Jest wiele zagrożeń, które czekają na nas w sieci: cyberprzemoc, uzależnienie od Internetu czy pornografia. Wielką wadą, choć w niektórych aspektach też i zaletą, jest anonimowość człowieka w sieci. Jest to tak naprawdę jedynie pozorna anonimowość, ale często przestępcy zajmujący się pornografią lub sprawcy cyberprzemocy potrafią pozostawać niewidoczni dla organów ścigania. Cyberprzemoc to „powtarzające się umyślne działania sprawców, takie jak prześladowanie, zastraszanie, nękanie i wyśmiewanie z wykorzystywaniem Internetu i narzędzi elektronicznych, m.in.: czatów, witryn i forów dyskusyjnych, naruszające prawa lub dobra osobiste osób, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne ofiar”[3]. Poczucie anonimowości i bezkarności sprawców oraz psychologiczna łatwość poniżania osoby sprzyja przemocy w Internecie. W Internecie każdy może być każdym. Jednego dnia możemy być wykształconym, czterdziestoletnim mężczyzną, pełniącym funkcję dyrektora w dobrze prosperującej firmie, a drugiego dnia dziesięcioletnią dziewczynką, uczęszczającą do szkoły podstawowej. I to jest właśnie to największe zagrożenie czyhające na nas w sieci. Cyberprzemoc jest problemem globalnym, ponieważ występuje wszędzie tam, gdzie jest dostęp do mediów elektronicznych.

Wirtualna społeczność może przyczynić się też do obniżenia samooceny, ponieważ napotkane w sieci ataki niosą poważne konsekwencje w realnym życiu dla doświadczającej ich osoby. Taki człowiek narażony jest na przeżywanie silnych, negatywnych emocji takich jak: zdenerwowanie, stres, wstyd a nawet strach. Pojawiają się różnego rodzaju problemy przystosowawcze takie jak: wzrost agresywności, nieufność, wrogość czy emocjonalna labilność. Mogą pojawiać się nawet myśli samobójcze. Te negatywne skutki ukazują nam, że w sieci nikt nie może czuć się bezpiecznie. W każdej chwili ktoś może włamać się na naszego emaila albo z naszego komputera skraść i udostępnić osobiste pliki. Wirtualne działania sprawców cyberprzemocy mają ogromny wpływ na rzeczywistość ich ofiar. Włamując się do naszej elektronicznej poczty, osoba tak naprawdę wkrada się do naszego realnego życia.

Prostą drogą do uzależnienia od Internetu jest korzystanie z niego, aby „uciec od złych myśli”[4]. Osoba uzależniona spędza w sieci coraz więcej czasu, rezygnując z innych form życia, co może powodować zaniedbanie życia rodzinnego, zawężenie zainteresowań, brak troski o własne zdrowie a nawet i utratę pracy.

Podsumowanie

Reasumując, można powiedzieć, że działanie wirtualnych społeczności z pewnością oddziałuje na naszą rzeczywistość. Niegdyś było nie do pomyślenia wykonanie przelewu pieniężnego przez Internet, czytanie E-booka (dzięki procesowi digitalizacji zbiorów), porozmawianie ze swoimi przyjaciółmi ze szkolnej ławki przez komunikator czy udzielanie korepetycji w sieci. Organizowanie się w wirtualne społeczności może dostarczać nam nie tylko rozrywki, ale także ułatwić funkcjonowanie w codziennym życiu. Możemy otrzymać wiele szybkich i pomocnych rad udzielanych przez, tak naprawdę, obce dla nas osoby nieoczekujące w zamian żadnej rekompensaty. Angażując się w internetowe akcje charytatywne, jak wspomniane wyżej przeze mnie klikanie w brzuszek pajacyka, umożliwia nam poprzez wirtualną czynność, pomoc w realnym, często ciężkim i trudnym życiu. Nie możemy jednak zapominać o wielu negatywnych konsekwencjach czyhających na nas w sieci. Łatwo można paść ofiarą przestępcy, który poprzez swoje wirtualne działania, może zmienić nasze realne życie. Trzeba umieć korzystać z Internetu z głową, ponieważ może on stanowić kopalnię wiedzy, w innym przypadku możemy stać się jego ofiarą i zostać wyalienowani z wirtualnej/rzeczywistej społeczności.

 

Literatura:

  1. Albański, L. (2010). Wybrane zagadnienia z patologii społecznej. Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze, Jelenia Góra.
  2. Banse, G., Rzeczywistość wirtualna i jej odniesienie do rzeczywistości realnej. W: Kiepas, A. (2009). Sułkowska M., Wołek M. (red.), Człowiek a światy wirtualne, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice.
  3. Feliksiak M. (2012). Korzystanie z Internetu. Komunikat z badań. http://www.cbos.pl.
  4. Oleksy, E., Hukało, P., Spotted, czyli nowy sposób na podryw. Jak znaleźć profile spotted?. http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/766203,spotted-czyli-nowy-sposob-na-podryw-jak-znalezc-profile-spotted,id,t.html?cookie=1.
  5. Szpunar, M. (2004). Społeczności wirtualne jako społeczności - próba ujęcia socjologicznego. W: M. Radochoński, B. Przywara (red.), Jednostka-grupa-cybersieć. Psychologiczne, społeczno-kulturowe i edukacyjne aspekty społeczeństwa informacyjnego. Rzeszów, WSIiZ.
  6. Wallace, P. (2001) Psychologia Internetu. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań.
  7. Wasylewicz, M. Książka papierowa czy elektroniczna – preferencje czytelnicze dzieci i rodziców w dobie ekspansji nowych technologii. Katedra Pedagogiki Medialnej Uniwersytet Rzeszowski, http://www.ktime.up.krakow.pl/symp2014/referaty_2014_10/wasylewicz.pdf.
  8. Wądołowska K. (2010). Społeczności wirtualne. Komunikat z badań. http://www.cbos.pl/.
  9. http://www.pah.org.pl/nasze-dzialania/106/glod_i_niedozywienie.
  10. http://www.pajacyk.pl/#index
  11. http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/235-zespol-uzaleznienia-od-internetu-zui-em-internet-addiction-syndrome-ias-em.html.
  12. http://sjp.pwn.pl/poradnia.

 

Literatura cytowana:

[1] Banse, G. (2009). Rzeczywistość wirtualna i jej odniesienie do rzeczywistości realnej. W: Kiepas A, Sułkowska M., Wołek M. (red.), Człowiek a światy wirtualne (s. 43). Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice.
[3] Albański, L. (2010). Wybrane zagadnienia z patologii społecznej (s. 44). Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze, Jelenia Góra.

Ukończyła studia I stopnia na kierunku Praca socjalna, obecnie studentka studiów II stopnia na kierunku Nauki o rodzinie. Kontakt: paulina199940@onet. (...)


Nieokreślone zaburzenia odżywiania się

Zachodnia cywilizacja stawia przed nami coraz to więcej wyzwań. Przestaje wystarczać tylko ciężka praca, by zostać uznanym za osobę spełnioną. Miarą osiągnięcia sukcesu staje się także nasze zdrowie, dbałość o siebie czy atrakcyjność fizyczna. Jest to niejako odpowiedź na globalnie występujący problem nadwagi. Niedawno Światowa Organizacja Zdrowia ustaliła, że liczba osób otyłych w Europie zwiększyła się trzykrotnie od lat osiemdziesiątych. Wzrost ten miał miejsce także w krajach, gdzie problem otyłości zwykle miał bardzo małą skalę. Dlatego wśród społeczeństw zachodu powoli pojawia się coraz silniejsza presja, by utrzymywać zgrabną sylwetkę. I trudno się dziwić - wszak dobry stan organizmu wzmacnia naszą efektywność i samopoczucie. Idea ta staje się tak popularna, że wiele nowoczesnych firm czy instytucji decyduje się na podjęcie kroków ku dobrej zmianie. Przykładowo, pracodawcy zaczynają oferować karnety sportowe oraz zdrowe przekąski dla swoich pracowników, a ze szkół znikają słodycze i wysoko przetworzone produkty…

Nie ma w tym nic złego, jeśli wzorzec, do którego dążymy, jest realny do osiągnięcia (i utrzymania). Niestety środki masowego przekazu niekoniecznie promują to, co zdrowe. Zakłada się, że taki wypaczony kanon „piękna” pierwszy raz pojawił się w drugiej połowie ubiegłego wieku i od tamtej pory moda na posiadanie nienaturalnie szczupłej sylwetki falami wraca do łask za pośrednictwem kolorowych czasopism czy telewizji. Dodatkowo jesteśmy bombardowani różnymi ofertami produktów spożywczych i wmawia się nam, że są one dobre, że dadzą nam radość. Po części jest to prawda - żywność jest naszym paliwem i źle pracuje się, będąc głodnym. Czasami jednak sięgamy po jedzenie dla czystej przyjemności lub, by poprawić sobie humor w stresującej sytuacji. W takim wypadku, duży wybór produktów może wręcz zaszkodzić. Ponieważ nie jest łatwo się kontrolować, większość z nas prędzej czy później decyduje się na wprowadzenie diety. Niestety w niektórych przypadkach może ona przybierać formy groźne dla zdrowia. Z zaburzeniami odżywiania najczęściej kojarzy się anoreksja i bulimia – zjawiska dobrze opisane i nagłośnione w mediach. Należy jednak pamiętać, że to nie jedyne przypadłości związane z nadmiernym koncentrowaniem się na jedzeniu. Dlatego w dalszej części niniejszego artykułu poruszone zostaną te mniej znane, ale równie niebezpieczne.

Ortoreksja

Ortoreksja jest nowo poznawanym zaburzeniem odżywiania, które dotąd nie zostało w pełni zbadane. Pojęcie zostało wprowadzone w 1997 roku przez amerykańskiego lekarza Bratmana i jest połączeniem dwóch greckich słów: ortho – prawidłowy, właściwy; orexis – apetyt, pożądanie. W wielkim skrócie jest to patologiczny stan zafiksowania się na spożywaniu właściwej i zdrowej żywności. Według niektórych źródeł problem ortoreksji może dotyczyć 0,5 – 6,9% populacji. Zaczyna się niewinnie, od unikania niektórych składników (np. cukrów), przez stopniowe ograniczanie i eliminację kolejnych produktów, uznając, że mogą mieć niekorzystny wpływ na stan zdrowia. Ortoleksja może być również związana z unikaniem określonych sposobów obróbki żywności (np. gotowania, smażenia, mrożenia). Charakterystyczną cechą tego zaburzenia jest patologiczne zabsorbowanie tematyką zdrowej żywności, utrudniające normalne funkcjonowanie. Osobie popadającej w tę przypadłość coraz więcej czasu zajmuje czytanie, kupowanie czy przygotowywanie posiłków wedle coraz bardziej restrykcyjnych reguł. Życie ortolektyka skupia się na szukaniu i przyrządzaniu bezpiecznego pożywienia. Podczas konsumpcji, każdy kęs jest jedzony wolno i wielokrotnie żuty, a jedzeniu zaczyna towarzyszyć kontemplacja. Każde odstępstwo od wcześniej przyjętych zasad powoduje natomiast poczucie winy i wprowadzenie dodatkowych restrykcji. Ostatecznie prowadzi to do niezwykle rygorystycznych ograniczeń żywieniowych, powodujących niedobór składników odżywczych, spadek masy ciała, niedożywienie i inne niekorzystne skutki zdrowotne, ze śmiercią włącznie.

Jak może powstać takie zaburzenie? Najprawdopodobniejsza hipoteza zakłada, że u jego źródła leżą zachowania mające na celu uniknięcie jakiejś choroby czy poprawę kondycji fizycznej. Ortorektycy, podobnie jak hipochondrycy, zbyt silnie chcą uniknąć chorób cywilizacyjnych. Może to dotyczyć złego działania niektórych narządów (jak przy cukrzycy), nietolerancji niektórych składników odżywczych (np. laktozy) lub alergii na niektóre pokarmy. Najbardziej podatną na to zaburzenie grupą są osoby, które uprzednio cierpiały z powodu jakiegoś schorzenia wymagającego zmiany diety. Lęk przed kolejnym zachorowaniem będzie powodował, że taka osoba może decydować się na wprowadzanie kolejnych ograniczeń dietetycznych, nawet jeżeli pierwotna choroba została już wyleczona i nie jest to konieczne. Podejrzewa się, że osób cierpiących na ortoreksję może być więcej wśród wegetarian, frutarian czy witarianistan (dla niewtajemniczonych – witarianizm zakłada dietę wykluczającą spożywanie pokarmów poddanych obróbce termicznej). Inni angażują się w działalność organizacji walczących o prawa zwierząt, zajmujących się roślinami transgenicznymi czy organicznym jedzeniem. Badania dowodzą, że czynnikami predysponującymi do rozwoju ortoreksji są także: nieprawidłowy stosunek do jedzenia i wyższe wartości BMI. Motywacją do rozpoczęcia restrykcyjnej diety może zatem być także chęć zmniejszenia masy ciała. Ortorektyków można częściej spotkać wśród osób wykazujących większą aktywność fizyczną, a także wśród tych, którzy dążą do zachowania modelu idealnej, szczupłej sylwetki propagowanej w środkach masowego przekazu. W takim wypadku przykładowy łańcuch redukcji może zacząć się od ograniczania i kompletnej eliminacji słodyczy, następnie produktów przetworzonych, tłuszczy, niektórych owoców i tak dalej - aż wachlarz produktów w diecie drastycznie zmaleje do poziomu, w którym organizmowi będzie brakować niektórych mikro i makroelementów.

Selektywne zaburzenie odżywiania

Nazywane w skrócie SED (Selective Eating Disorder) polega na niechęci do niektórych rodzajów pokarmów, a niekiedy objawia się nawet irracjonalnym strachem przed określonymi produktami. Osoba z tym zaburzeniem może jeść tylko pewien rodzaj pokarmów, pozostałe powodują awersję i/lub lęk. Uważny czytelnik może tutaj spytać: no dobrze, ale czym to się różni od opisanej wyżej ortoreksji? Otóż różne są przyczyny obydwu zaburzeń. Selektywne zaburzenie odżywiania zwykle ma początek jeszcze w dzieciństwie, szczególnie w okresie, gdy do diety młodego człowieka wprowadza się nowe produkty. Co ważne, niechęć ma wyłącznie podłoże psychiczne i wiąże się z irracjonalnym lękiem. W najostrzejszych przypadkach może nawet dojść do ataków paniki na sam widok niechcianej potrawy - w ortoreksji takie zjawisko nie występuje.

Mówiąc o przyczynach tego zaburzenia, najczęściej spowodowane jest jakimś traumatycznym wydarzeniem kojarzonym z konkretną potrawą czy rodzajem pożywienia. Może to być zakrztuszenie, zatrucie pokarmowe czy jakiś epizod wymiotów. Co ciekawe, cierpiąca na tą dolegliwość osoba często nie pamięta, jakie wydarzenie przyczyniło się do rozwoju awersji. Najbardziej głośny przykład tego zaburzenia dotyczy pewnej Brytyjki, która od 15 lat żywiła się wyłącznie frytkami, a każdy inny pokarm powodował u niej lęk. Czynnikiem aktywującym zaburzenie była śmierć jej babci. Pogrążona w żałobie dziewczyna początkowo nie była w stanie nic przełknąć, później przekonała się tylko do frytek. Jak łatwo się domyślić, tego typu dieta zadziałała wyniszczająco na organizm, powodując awitaminozę i osłabienie - stąd pacjentka zaczęła poszukiwać fachowej pomocy.

Jak sobie radzić z SED?

W większości wypadków selektywne zaburzenie odżywiania mija samoistnie - bez potrzeby jakichkolwiek działań. Zazwyczaj bowiem dotyczy niewielu produktów i nie przeszkadza w normalnym życiu. Przykładowo, SED może dotyczyć zrezygnowania z ryb po uprzednim skaleczeniu się ością podczas przełykania. Są jednak przypadki, w których trzeba wdrożyć jakieś działania. Dzieje się tak głównie w momencie, gdy dieta staje się zbyt restrykcyjna i powoduje niedożywienie. W takiej sytuacji istotna będzie prawidłowa suplementacja i włączanie ważnych witamin i minerałów. Dodatkowo powinno się skonsultować ze specjalistą, gdyż może się okazać, że potrzebna będzie terapia polegająca na wyeliminowaniu lęku przed pożywieniem.

Syndrom nocnego jedzenia

NES (Night Eating Syndrome) polega na niekontrolowanym podjadaniu w ciągu nocy, związanym z zaburzeniami nastroju i snu. W ciągu jednej nocy może dojść nawet do kilku epizodów objadania, co dodatkowo może przyczyniać się do rozwoju otyłości. Podobnie jak ortoreksja, syndrom nocnego jedzenia jeszcze nie doczekał się oficjalnego zakwalifikowania do zaburzeń jedzenia, spełnia jednak podstawowe kryteria niespecyficznych zaburzeń odżywiania oraz dotyczy znacznej ilości osób. Może występować samodzielnie lub towarzyszyć otyłości czy depresji. Charakteryzuje się głównie tym, że ponad połowa dobowego pożywienia spożywana jest w nocy po godzinie 19.00. W przeciwieństwie do bulimii, spożywane porcje nie są duże, jednak dochodzi do nich wielokrotnie w ciągu jednej nocy. Towarzyszą temu problemy z zaśnięciem czy wybudzanie się ze snu powodowane wzmożonym łaknieniem. Co ciekawe, spożywanie pokarmów nie daje jedzącemu przyjemności – jest jedynie źródłem poczucia winy i wstydu. Mimo tego, cierpiący na tą przypadłość nie jest w stanie nad sobą zapanować, czując wewnętrzny przymus, by jeść. Oczywistymi powikłaniami takich bezsennych nocy jest zmęczenie w ciągu dnia i brak apetytu po przebudzeniu.

Kto jest najbardziej narażony na syndrom nocnego jedzenia? Etiologia do tej pory nie została zupełnie wyjaśniona, lecz według niektórych źródeł, odsetek osób cierpiących z powodu zespołu jedzenia nocnego jest znacznie wyższy wśród osób otyłych. Wynika z tego, że zespół jedzenia nocnego może mieć podłoże genetyczne. Nie można wykluczyć także złego funkcjonowania gospodarki hormonalnej organizmu. U cierpiących na tą przypadłość zauważono bowiem problem z wydzielaniem melatoniny i leptyny. Pierwszy z wymienionych hormonów odpowiada za prawidłowy sen, ten drugi z kolei hamuje apetyt w porach nocnych. Zakłada się, że zaburzenia rytmu snu również mogą sprzyjać wystąpieniu NES, w szczególności gdy wiążą się z odczuwaniem silnego, długotrwałego stresu. Podsumowując, wydaje się, że syndrom nocnego jedzenia wynika z kombinacji czynników biologicznych, genetycznych i emocjonalnych, lecz są to tylko hipotezy wymagające dalszych badań.

Jak sobie poradzić z NES: przede wszystkim pomoc powinna polegać na poszukiwaniu wsparcia wśród domowników lub osób najbliższych. Najlepiej poprosić jakąś osobę, by przed pójściem spać zamknęła na klucz drzwi do kuchni lub żeby uniemożliwiła dostęp do pożywienia w ciągu nocy (np. zamek do drzwi lodówki). Należy też zadbać o to, by przed snem usunąć produkty spożywcze z otoczenia, pozostawiając sobie jedynie wodę mineralną. Drugim ważnym krokiem jest przyzwyczajenie organizmu do innego rytmu dobowego przez zaplanowanie pięciu posiłków w ciągu dnia. Rozpocznij więc dzień od zjedzenia solidnego śniadania zaraz po przebudzeniu. Szczególnie na początku może być to trudne z powodu braku apetytu – w takim wypadku zmuś się do konsumpcji czegokolwiek. Wyżej wspomniane posiłki staraj się spożywać o podobnych porach i pamiętaj, żeby ostatni posiłek zaplanować nie później niż 3 godziny przed snem. Po trzecie, powinno się zredukować poziom odczuwanego stresu. Mogą temu zaradzić techniki redukujące poziom stresu. Już 20 minut relaksacji mięśniowej znacząco redukuje takie wskaźniki stresu, jak uczucie niepokoju czy poziom kortyzolu (hormon powodujący stres). Po dwóch tygodniach codziennego stosowania relaksacji, badani pacjenci wykazywali m.in.: obniżenie napięcia psychofizycznego, niepokoju, złości, zmęczenia. Znacznie wzrosła u nich ilość pożywienia zjadanego rano, a zmalała w porach wieczornej i nocnej.

Jedzenie kompulsywne

Do tego zaburzenia dochodzi w momencie, gdy jedzenie zaczyna rządzić naszym zachowaniem. Zacznijmy od przeanalizowania słowa kompulsja – w psychologii jest to zachowanie, przed którym trudno się powstrzymać. Jeśli tym zachowaniem jest czynność jedzenia, doświadczamy konieczności spożywania dużej ilości produktów. Taki przymus najczęściej pojawia się pomiędzy głównymi posiłkami i dotyczy wybranych potraw lub, co gorsza, jedzenia wszystkiego, co nam wpadnie w ręce. Motywacją takich „ataków” nie jest głód, lecz uporczywe myśli powodujące przymus objadania się. Sam napad trwa około 30 - 60 minut, jednak w tym czasie może dojść do konsumpcji ilości kalorii większej od faktycznego zapotrzebowania. Dlatego po epizodzie kompulsji mogą pojawić się negatywne emocje, uczucie wstydu, zażenowania, może nawet złości skierowanej na samego siebie. Powyższe symptomy są bardzo podobne do bulimii, lecz występuje to jedna zasadnicza różnica. Przy jedzeniu kompulsywnym nie występują wymioty, a osoba zaburzona szybko zaczyna przybierać na wadze.

Jak przeciwdziałać kompulsji jedzenia?

Główną strategią jest przeciwdziałanie schematom myślowym powodującym przymus konsumpcji. Kontrolowanie swoich reakcji nie jest jednak łatwe. Wprowadzenie diety nie wydaje się dobrym pomysłem, zwłaszcza że osoba cierpiąca na kompulsywne objadanie się, zwykle jada główne posiłki z innymi domownikami, a napady pojawiają się pomiędzy posiłkami. Pierwszym krokiem jest poszukanie przyczyn powodujących kolejne „ataki”. Przykładowo może to być nadmierny stres spowodowany nadmiarem obowiązków, poczuciem winy, niską samooceną. Częstą przyczyną może okazać się po postu znudzenie czy uczucie samotności, kiedy jedzenie staje się rozrywką. Niezależnie jaka jest przyczyna kompulsji, musimy wyeliminować jak najwięcej z nich. Gdy jest to stres, można spróbować technik relaksacyjnych; jeżeli powoduje je nuda – zacznijmy działać. Najlepiej jest siąść w spokojnym miejscu i spisać parę doraźnych strategii pomocnych w momencie, gdy następnym razem poczujesz chęć opustoszenia kuchni z pożywienia. Działania jakie wykonasz są zupełnie dowolne, ważne by się czymś zająć, nauczyć się reagować na kompulsję. Przykładowo, gdy poczujesz pierwsze objawy uporczywych myśli, możesz natychmiast wyjść z domu na spacer, zadzwonić do bliskiej Ci osoby czy skorzystać z jakiejś techniki relaksacyjnej. Ta ostatnia metoda może okazać się szczególnie pomocna, gdy kryzys jest spowodowany przez silny stres. Jeśli powyższe metody nie pomogą, nie załamuj się. W takiej sytuacji warto się udać na konsultację do psychologa lub psychoterapeuty. Wielu przedstawicieli tych zawodów specjalizuje się w tego typu dolegliwościach i po zebraniu ważnych informacji zaproponują indywidualny plan zaradczy.

Podsumowując powyższy artykuł, pragnę jeszcze raz zwrócić uwagę na zagrożenia płynące ze strony tak pozornie prostej czynności, jaką jest jedzenie. W dobie XXI wieku, kiedy wymaga się od nas pracy pod presją czasu i w wielkim stresie, nie mamy czasu na realizację osobistych celów, a co dopiero na zaspokajanie podstawowych potrzeb związanych z pożywieniem. Żyjąc w takim środowisku, można łatwo dać się podejść reklamie i uginającym się od produktów spożywczych marketom. Z jednej strony oferuje się nam mnogość produktów: słodyczy, jedzenia typu fast food, przekąsek. Z drugiej natomiast odczuwamy naciski społeczne, by pozostać w formie i cieszyć się dobrym zdrowiem. Płynący z tego stres i poczucie winy może doprowadzić do rozwoju groźnych zaburzeń odżywiania i postrzegania swojej sylwetki. Mam nadzieję, że ten artykuł będzie przestrogą i wskazówką, by zachować równowagę w kwestii diety i zdrowego stylu życia.

Bibliografia:

  1. Kędra E. Zaburzenia odżywiania – znak naszych czasów. Piel. Zdr. Publ. 2011
  2. Brytek-Matera A. Orthorexia nervosa – an eating disorder, obsessive – compulsive disorder or disturbed eating habit? Arch. Psychiatr. Psych. 2012;
  3. Pilska M., Jeżewska-Żychowicz M. Psychologia żywienia. Wybrane zagadnienia. Wydawnictwo SGGW, Warszawa 2008.
  4. Ewa Konarowska: Jedzenie kompulsywne (pol.). 2013

Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"
(IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

  Kontakt: bartlomiej.kochanowski@gmail.com Absolwent Wydziału Pedagogiki i Psychologii UŚ, kierunek Psychologia ze specjalnością psychologii kliniczno-sądowej oraz pracy i organizacji   Psycholog transportu z uprawnieniami do badań kierowców – ukończone studia podyplomowe w Szkołe Wyższej Psychologii Społecznej w Katowicach   Trener umiejętności psychospołecznych Doświadczenie zawodowe: Konsultant ds. Szoleń i Rozwoju HR Psycholog w Śląskiej Fundacji Obywatelskiej LEX CIVIS - prowadzenie konsultacji psychologicznych, szkoleń adaptacyjnych, profilaktyka zdrowia psychicznego, udzielanie wsparcia psychologicznego. (...)


Bariery komunikacyjne

Każdy z nas w swoim życiu niejednokrotnie zderzył się z przeróżnymi barierami w  komunikowaniu się. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w każdej rozmowie, dyskusji, jaką prowadzimy z innymi, napotykamy, ale i sami stawiamy, pewne ograniczenia wobec partnera rozmowy. Pewnie po części nieświadomie lub nie z własnej winy, jednak nie da się ich istnienia ukryć. A jak wiadomo podstawą dobrych relacji z innymi ludźmi jest prawidłowa komunikacja. Jest nam ona niezbędna w życiu codziennym, czy to w pracy, szkole, domu, autobusie. Wszędzie spotykamy się z ludźmi, a spotkaniom tym towarzyszy rozmowa. Zatem porozumienie między dwoma osobami winno być procesem efektywnym i dostarczającym obu stronom satysfakcji. Wiadomo, że bariery w porozumiewaniu się z innymi nie są niczym niezwykłym. Spotykamy się z nimi na co dzień i możemy mniej lub bardziej efektywnie z  nimi walczyć. Na pewno nie należy ich ignorować, ale nie należy też przykładać do nich nadmiernej wagi. Zrozumienie charakteru barier pomaga w ich przezwyciężeniu i czyni proces komunikacji skuteczniejszym, co ułatwia i usprawnia relacje i pracę z innymi ludźmi. Pozwolę sobie teraz omówić niektóre z barier w komunikowaniu, jakie napotykamy w życiu codziennym i jakie z pewnością dotyczą każdego z nas.

Pierwszą barierą jest zderzenie cech osobowości nadawcy i odbiorcy. W swoim życiu spotykamy wiele osób, a każda z nich ma inny temperament i  charakter. Zetknięcie się ze sobą dwóch odmiennych osobowości może spowodować wzajemne niezrozumienie, ale wbrew pozorom może okazać się, że takie osoby potrafią świetnie dogadać się ze sobą. Gdy spotykają się ze sobą melancholik i sangwinik, to ich rozmowa z wysokim prawdopodobieństwem będzie satysfakcjonująca. Będzie tak, ponieważ sangwinik, jako osoba bardzo ekspresywna, impulsywna, raczej gadatliwa i wesoła, będzie się mogła świetnie wygadać przy spokojnym, opanowanym i raczej niegadatliwym melancholiku, który jest bardziej nastawiony na słuchanie. Z kolei nerwowego choleryka będzie denerwował aż nader powolny flegmatyk.

Osobowość to bardzo ciężka bariera do pokonania, bowiem trudno ją zmienić. Potrzeba wiele wysiłku i dobrej woli, by przymknąć oko na to, co nas denerwuje w drugiej osobie. Każdy człowiek ma inny temperament i czasem ciężko zrozumieć komuś, kto jest bardzo wybuchowy i emocjonalny, opanowanie, a wręcz chłód swojego partnera w rozmowie.

Z pewnością duże znaczenie ma kultura, w jakiej zostaliśmy wychowani. Bowiem to ona w dużym stopniu generuje nasze zachowania. Tak więc uwielbiający gestykulację, wylewni Włosi będą mieli problem ze zrozumieniem zachowania powściągliwych Skandynawów. Zasada ta działa oczywiście również w drugą stronę.

Kolejnym poważnym problemem jest nieumiejętność słuchania tego, co mówi druga osoba. Z moich obserwacji wynika, że jest to bardzo częsty przypadek. Wszyscy chcą być wysłuchani, ale nikt nie chce słuchać. Smutny to paradoks. Nie ma gorszej konwersacji niż mówienie po próżnicy. Gdy opowiadasz o naprawdę ważnym dla siebie wydarzeniu, a twój słuchacz w tym czasie albo nagle zaczyna ziewać, albo się „zawiesza”, a gdy przerywasz na moment, ten zaczyna mówić o czym innym lub nawet nie zauważył, że zrobiłaś efektowną pauzę, która bynajmniej nie miała zakończy dyskusji, a raczej ją rozwinąć - powstaje wtedy smutne uczucie, że to co się mówi, nikogo nie interesuje. I choć z pewnością jest to przesada, to wydaje mi się, że każdy ma prawo tak myśleć, gdyż jest to po prostu, po ludzku, niemiłe. W  obliczu takiej bariery nie powinna dziwić popularność Internetu, różnych forów internetowych, portali randkowych, itp. Uważne słuchanie sprawia, że czujemy się zadowoleni, wzrasta nasza pewność siebie, a często kamień spada z serca. Dzieje się tak wtedy, gdy opowiadamy komuś o czymś, co nas wyjątkowo dręczy, a widzimy, że osoba, z  którą się dzielimy tym przeżyciem, nie tylko nas słucha, ale też od tej pory jest wtajemniczona w nasz problem, który zawsze wydaje się być mniejszy, gdy się nim z kimś podzieli.

Denerwujące z całą pewnością jest wieczne przekręcanie imion i nazwisk lub też, co gorsza, zapominanie. Choć trzeba przyznać, że to zależy też od tego, kto nasze dane przekręca. Gdy jest to osoba, którą wszyscy mają za roztrzepaną, nieco szaloną, wtedy jakoś łatwiej przychodzi nam jej to wybaczyć, bo po prostu ma opinię niezbyt poważnej. Ale jeśli poznajemy się z kimś nowym, a on kilkakrotnie pyta o nasze imię, to zaczynamy być nieco poirytowani. Czujemy się ignorowani, a do danej osoby tracimy nieco sympatii. Istnieją jednak takie indiwidua, które celowo przekręcają wszystko, co tylko da się przekręcić. W ich mniemaniu daje to efekt wyluzowania: „Marlena z mojej klasy? A chodzi z nami w ogóle jakaś Marlena? Co? Że już chodzimy przecież do jednej klasy trzy lata? Nie wiem, nie ogarniam.”

Problemem są również obcojęzyczne nazwiska lub takie, które charakteryzują się skomplikowaną pisownią. W praktyce oznaczają one jedno: nieskończone problemy w szkole, pracy, urzędach, u lekarza, itp. Na porządku dziennym jest wtedy ciągłe powtarzanie, sylabizowanie, aż wreszcie literowanie swojego nazwiska. Przy czym, jak pokazuje doświadczenie, nawet to nie jest gwarantem, że druga osoba wreszcie zapisze je poprawnie…

Następną barierą w porozumiewaniu się jest nadmiar redundancji, czyli powtarzanie w  kółko jakiegoś słowa, popadanie w dygresje, notoryczne powracanie do jakiegoś motywu lub tematu. Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, jak denerwujące potrafi być powtarzanie przez kogoś jednego wyrazu. Są to przeważnie osoby, które nie dysponują dużym zasobem słów, a powtarzanie bez przerwy jednego i tego samego wyrazu stanowi dla nich swego rodzaju koło ratunkowe, po które chwytają, gdy brakuje im określenia. Zauważyłam, że ludzie upodobali sobie słowo „właśnie”, używając go bez opamiętania i zapełniając nim wszystkie luki, podczas których szukają gorączkowo w myślach odpowiedniego słowa. Rozmowa z osobą nadużywającą jednego wyrazu jest męcząca, zwłaszcza, gdy dotyczy jakiejś opowieści lub przeżyć. Gdy zaczynamy skupiać się na tym wybranym słowie, to później trudno słuchać normalnie historii. Zaczynamy się denerwować, bo nasze ucho wciąż wychwytuje jedno i to samo słowo. No właśnie…

Sytuacja jest również nieciekawa, gdy podczas konwersacji, jakaś osoba wciąż zbacza z tematu. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy chce nam coś zrelacjonować, np. wrażenia z  wakacji. Wtedy nasz partner rozmowy, będąc jeszcze myślami na urlopie, rozmarzony, chce opowiedzieć ogólne wrażenia, bo wiadomo, że wszystkiego nie sposób streścić, ale nagle przypomina mu się tyle zabawnych sytuacji i na tyle ważnych, że o nich też wypadałoby wspomnieć. Z takiej opowieści nie wiemy w efekcie nic, a jeśli już coś zapamiętaliśmy, to raczej mało istotne szczegóły, które były podane w ramach dygresji. Taka rozmowa robi się chaotyczna, pojawia się zmęczenie i przemożna chęć zakończenia tej nużącej dyskusji, która jest pasjonująca, owszem, ale tylko dla jednej strony.

Ostatnią już barierą komunikacyjną, którą chciałabym opisać, jest wpływ grupy na dyskusję, a raczej wywieranie wpływu. Jak wiadomo każdy ma jakieś poglądy i bardzo chętnie je głosi, ba może nawet jest z nich dumny, ale w domowym zaciszu. Tam łatwo o  gorące dyskusje, gdyż człowiek nie naraża się wtedy w żaden sposób. Sytuacja jest zgoła inna, gdy przychodzi wygłosić swoje poglądy przed innymi ludźmi, a robi się naprawdę dramatycznie, gdy należymy do grupy, która wyznaje totalnie odmienne poglądy od naszych. Wtedy jakoś tak potrafimy przymknąć oko na to, że to, co mówią inni niekoniecznie nam się podoba. I to, co w domowych warunkach negowalibyśmy, tu przyjmujemy ze stoickim wręcz spokojem, z uśmiechem na twarzy. To z pewnością generuje duży konflikt wewnętrzny, a  i  dodatkowo wpływa na relacje z grupą. Człowiek taki w środku czuje się jak zdrajca, ale musi sobie jakoś uzasadnić, dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. Dlatego, albo wmawia sobie, że naprawdę tak myśli, albo jakoś sobie tłumaczy wyjątkowe okoliczności, w których zachował się jak zdrajca wobec swoich wartości. Nie jest to sytuacja komfortowa i na pewno jest problematyczna.

Jak widać problemów komunikacji jest bardzo dużo. Opisałam tylko niektóre z nich. Powstaje pytanie, czy można jakoś je pokonać, zniwelować? Myślę, że większość tak. Z  pewnością pomoże dostosowywanie komunikatów do konkretnej osoby. Ale z dyskrecją. Z  pewnością najlepszym pomysłem nie jest w towarzystwie nadmiernie wyluzowanego kumpla, nagłe używanie przekleństw, jeśli na co dzień tego nie robimy. W takim wypadku efekt będzie odwrotny od zamierzonego i dyskusja zamiast płynnie przebiegać, zrobi się żenująca, gdyż na kilometr będzie wyczuwalna sztuczność. Takie rzeczy od razu widać, gdy ktoś na siłę próbuje dostosować się do rozmówcy. Lepiej po prostu mówić tak, jak na co dzień. Swoboda i naturalność zawsze są dobrą receptą, zresztą nie tylko w dyskusji. Nie warto też stosować zawiłych zdań, wieloznacznych słów, niejednoznacznych komunikatów. Ciężko się w tym połapać, a powtarzanie w kółko tego samego, tylko innymi słowami lub objaśnianie za każdym razem, o co nam chodzi, jest męczące dla obu stron. Najlepiej jest też trzymać się jednego wątku, a pominąć te poboczne. Bo, gdy uciekamy w dygresję, rozmowa robi się dla partnera niezrozumiała i osoba taka prędzej, czy później okaże nam swoje znudzenie, a to jak wiadomo, jest gwoździem do trumny w dyskusji. Gdy chcemy pokazać osobie, że ją słuchamy, to warto też stosować parafrazy, czyli np. „Czy ja cię dobrze rozumiem?” To utwierdzi naszego rozmówcę w przekonaniu, że jest słuchany, a nic tak dobrze nie robi wymianie poglądów, jak uważne słuchanie. A gdy uda nam się do tego utrzymać kontakt wzrokowy z partnerem rozmowy, to będzie to z pewnością udana konwersacja.

Jak widać większość barier wynika tylko z naszego zaniedbania. Na szczęście można się z nimi rozprawić, wystarczy przyjrzeć się sobie i swoim błędom, a wtedy z pewnością komunikacja stanie się prostsza i bardziej efektywna.

 

Justyna Niesler Studentka pracy socjalnej, II rok Kontakt e-mail: justynaniesler@wp. (...)


Strony

Subscribe to Więc jestem RSS

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.