Śmierć na oczach 38 sąsiadów. Czyli, jak efekt widza utrudnia niesienie pomocy?

To nie tytuł filmu grozy, a fragment prawdziwej historii, która budzi przerażenie i pytanie: jak to możliwe? Okazuje się, że w kryzysowych sytuacjach ludzie często nieświadomie ulegają zjawisku, jakim jest rozproszenie odpowiedzialności.

Krzyk, który został usłyszany, ale nie wysłuchany

13 marca 1964 roku w Nowym Jorku miało miejsce tragiczne zdarzenie. 29-letnia Kitty Genovese została brutalnie dźgnięta nożem. Chwilę później napastnik zgwałcił kobietę, a potem odebrał jej życie. Zdarzenie miało miejsce zaledwie 30 metrów od mieszkania ofiary, a napaść trwała ponad 30 minut. Jednak to, co sprawia, że dane wydarzenie jest jeszcze bardziej przerażające, to fakt, że sytuację tę obserwowało 38 świadków. I żaden z nich nie zareagował. Nikt nie wezwał policji, nikt nie wybiegł z domu, by pomóc Kitty. Tylko jeden z sąsiadów krzyknął, by napastnik zostawił ją w spokoju. Jednak mężczyzna nie podjął żadnych innych kroków. Policja została wezwana dopiero wtedy, kiedy oprawca oddalił się z miejsca zbrodni.

Im więcej tym… niebezpieczniej?

Można zadać sobie pytanie: jak to możliwe? Jak to możliwe, że tyle osób było świadkami tego okropnego zdarzenia, a niemal nikt nie zareagował i nie pomógł ofierze? Wydawać by się mogło, że duża liczba obserwatorów jakiegoś nieszczęścia zwiększy szansę na otrzymanie pomocy. Nic bardziej mylnego. Do zupełnie innych wniosków doszli badacze Bibb Latané i John Darley. Badaczy nie przekonywało wyjaśnienie, że nieudzielenie pomocy Kitty Genovese było efektem przeciążenia urbanistycznego. Według tej teorii mieszkańcy miast są bombardowani taką ilością bodźców, że te istotniejsze, jak wołanie o pomoc, mogą im zwyczajnie umknąć lub mogą być na nie mniej wrażliwi. Teoria ta znalazła potwierdzenie w badaniach naukowych, jednak badacze podejrzewali, że w tym przypadku nie jest to wystarczające wytłumaczenie. Skupili się na tym, co niezwykłe w tej historii. Pomyśleli, że być może to właśnie wyjątkowo duża ilość świadków miała wpływ na nieudzielenie pomocy Kitty. W jednym z eksperymentów, które miały zweryfikować tę tezę, badani przebywali sami w pomieszczeniu, a ich zadaniem było porozmawianie z inną osobą za pomocą słuchawki i mikrofonu na zadany temat. Jednak badany nie wiedział, że jego rozmówca to tak naprawdę asystent eksperymentatora. W pewnym momencie asystent symulował atak padaczki i wzywał pomoc. Okazało się, że jeśli badany sądził, że jest on jedyną osobą, która słyszy owe wołanie, wówczas spieszył mu na ratunek. Aż 85% badanych udzieliło pomocy w ciągu 60 sekund, natomiast po upływie 2.5 minuty liczba ta wzrosła już do 100%. Latané i Darley przeprowadzili dany eksperyment jeszcze w kilku innych wersjach, a różniły się one liczbą rozmówców badanego. W kolejnych wersjach nie rozmawiał on przez słuchawkę z jedną osobą, tylko z dwoma lub z pięcioma osobami. Kiedy badany uważał, że oprócz niego jest jeszcze jeden świadek ataku padaczki, pomocy w ciągu 60 sekund udzieliło 62% osób. Co więcej, nawet po upływie 6 minut (czyli w momencie zakończenia eksperymentu) liczba ta nie wzrosła do 100%. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w momencie, gdy badany był jednym z pięciu świadków. Wówczas w ciągu pierwszych 60 sekund pomocy udzieliło tylko 31% osób, a do zakończenia eksperymentu liczba ta wzrosła jedynie do 62%. Inne liczne badania dostarczyły wyników, które pozwoliły na wysnucie tego samego wniosku: im większa liczba świadków incydentu, tym mniejsza szansa na udzielenie przez nich pomocy. Zjawisko to nazywamy efektem widza.

Niewiedza wielu

Dlaczego dzieje się tak, że większa liczba świadków obniża szanse na udzielenie pomocy? Latané i Darley opracowali schemat decyzyjny interwencji świadka w sytuacji kryzysowej. Jeden z jego elementów stanowi odpowiedź na nasze pytanie, jednak zacznijmy od początku. Aby udzielić komuś pomocy, przede wszystkim musimy dostrzec dane zdarzenie. Będąc w pośpiechu, możemy zwyczajnie nie zauważyć kogoś, kto potrzebuje naszej pomocnej dłoni, a skoro go nie dostrzeżemy, to oczywiście nie będziemy w stanie mu pomóc. Następnie musimy zinterpretować owe zdarzenie jako niebezpieczne. Czasem może nam się wydawać, że docierające do nas bodźce wcale nie świadczą o czyimś zagrożeniu. Dochodzące krzyki możemy uznać za głośną zabawę, przepychanki między dwójką chłopców potraktujemy jako droczenie się, a osobę leżącą na trawie uznamy za zmęczoną i odpoczywającą. Możemy dojść do wniosku, że wszystko jest w porządku i żadna z sytuacji nie wymaga naszej interwencji. Skłonność do takich „pozytywnych przekonań” mamy szczególnie w obecności inny osób. Dzieje się tak, ponieważ zagrażające sytuacje nie zawsze są dla nas jasne. Ludzie lubią mieć rację, lubią czuć, że wiedzą, co się dzieje, a ich decyzje są słuszne. Tak więc skądś musimy się dowiedzieć, czy dana sytuacja jest zagrażająca. Wówczas ważną rolę odgrywa konformizm informacyjny. Będąc w niejasnej sytuacji, obserwujemy zachowania innych ludzi i na ich podstawie oceniamy zdarzenie, a następnie korygujemy własne reakcje. O ile ten rodzaj konformizmu może często okazać się dla nas przydatny, np. kiedy po raz pierwszy idziemy do nowej restauracji i nie jesteśmy pewni jak się zachować, to w przypadku kryzysowych zdarzeń może on doprowadzić do nieprzyjemnych skutków. Wyobraźmy sobie pewną sytuację. Podczas spaceru w parku dostrzegamy leżącego na trawie mężczyznę. Zastanawiamy się, czy wszystko z nim w porządku? Czy miał jakiś atak? A może jest pijany? Nie wiemy. Nie wiemy, więc zerkamy na innych ludzi. Okazuje się, że wszyscy spokojnie spacerują i nikt nie zwraca uwagi na leżącego mężczyznę. Łatwo więc dojść do wniosku, że najwidoczniej nic złego się nie dzieje. Bo gdyby tak było, to przecież ktoś by zareagował, prawda? Cóż, niestety nie. Robert Cialdini opisał to zjawisko mianem niewiedzy wielu. Bo przecież wszyscy zgromadzeni w parku postępują dokładnie tak jak my i również obserwują zachowania pozostałych. Każdy ukradkiem zerka na pozostałych i widzi z pozoru niewzruszone zachowanie innych osób. Pojawia się przekonanie, że skoro nikt nie podejmuje działania, to wszystko jest w porządku. W efekcie nikt nie reaguje, sytuacja nie jest odebrana jako wymagająca interwencji, a potrzebujący jest zdany sam na siebie.

Rozproszona odpowiedzialność

Kiedy jednak zinterpretujemy dane zdarzenie jako niebezpieczne, przychodzi moment, w którym okazuje się czy weźmiemy za nie odpowiedzialność, czy też nie. Przypomnijmy sobie wcześniej wspomnianą historię Kitty Genovese. Gdy kobieta krzyczała, że napastnik ma nóż oraz błagalnie wzywała pomocy, sąsiedzi musieli mieć świadomość, że dzieje się coś złego. Mimo tego żaden z nich nie zareagował. Dlaczego? Dlatego, że nastąpiło rozproszenie odpowiedzialności. Sąsiedzi, widząc siebie nawzajem w oknach, wiedzieli, że nie są jedynymi świadkami zdarzenia. Wytworzyło się u nich przekonanie, że „ktoś na pewno już zadzwonił po policję”, „ktoś zaraz się tym zajmie”, „ktoś na pewno jej pomoże”. Kiedy każdy myśli, że pomoże ktoś inny, to w efekcie niestety nie robi tego nikt. Wróćmy do eksperymentu z atakiem padaczki. Aż 100% badanych udzieliło pomocy, kiedy byli przekonani, że są oni jedynymi świadkami zdarzenia. „O matko, tylko ja go słyszę. Jeśli mu nie pomogę, na pewno coś mu się stanie. Jestem jego jedyną nadzieją, muszę mu pomóc.” Właśnie takie myśli mogły się pojawić w głowie badanych. Czuli się oni odpowiedzialni za drugiego człowieka i to decydowało o tym, że udzielali mu pomocy. Natomiast w przypadku większej liczby świadków badani mogli myśleć „Na pewno ktoś mu zaraz pomoże, przecież tyle osób go słyszy. Ja się nie znam na takich sprawach, lepiej niech ktoś inny się tym zajmie” i w efekcie nie udzielali pomocy tak często.

Słyszałeś o rozproszonej odpowiedzialności? To dobrze wróży!

Dlaczego warto wiedzieć o działaniu rozproszonej odpowiedzialności? Dlatego, że dzięki temu można próbować jakoś przeciwdziałać. Już sam fakt, że dana osoba słyszała o takim wpływie, zwiększa szanse na udzielenie przez nią pomocy. Dowiódł tego eksperyment Arthura Beamana, w którym część studentów miała okazję posłuchać o badaniach Latané i Darley nad zjawiskiem rozproszonej odpowiedzialności, a pozostałe osoby uczestniczyły w wykładzie niezwiązanym tematycznie z zachowaniami prospołecznymi. Dwa tygodnie później nastąpił kolejny etap eksperymentu, podczas którego sprawdzano reakcje badanych podczas natrafienia na leżącego na podłodze studenta, który w rzeczywistości był asystentem eksperymentatora. Zgodnie z oczekiwaniami, spośród grupy, która nie brała udziału w wykładzie dotyczącym rozproszonej odpowiedzialności, pomocy udzieliło jedynie 25%. Natomiast w grupie, która miała okazję zetknąć się z tym zagadnieniem, już 43% osób pomogło osobie w potrzebie. Jak widać sama świadomość, że ulegamy takim zjawiskom, zwiększa szanse na to, że uda nam się im przeciwstawić. Znajomość tych zagadnień jest nie tylko przydatna, kiedy mamy być osobami, które niosą pomoc. Warto mieć ich świadomość w momencie, kiedy sami pomocy potrzebujemy. Ważne jest, aby podczas wypadku nie kierować ogólnych poleceń do tłumu ludzi. Wiemy już, że wówczas odpowiedzialność może rozproszyć się po wszystkich osobach i żadna z nich nie weźmie jej na siebie. Dlatego najlepiej kierować bezpośrednie polecenia do konkretnej osoby. Zamiast „Niech mi ktoś pomoże!” lepiej powiedzieć „Pani w białej koszuli! Proszę wezwać pogotowie!”. Przy tak skierowanej prośbie ewidentnie wskazujemy osobę, na której spoczywa pewna odpowiedzialność, dzięki czemu zwiększamy szansę na otrzymanie pomocy.

Autor: Mike Chai; Źródło: https://www.pexels.com/photo/time-lapse-photography-of-people-walking-on-pedestrian-lane-842339/
Autor: Mike Chai; Źródło: https://www.pexels.com/photo/time-lapse-photography-of-people-walking-on-pedestrian-lane-842339/

Bibliografia:

  1. Aronson, E., Wilson, T.D., Akert, R.M. (1995). Psychologia społeczna. Serce i umysł (s.312-319). Poznań: Zysk i S-ka.
  2. Cialdini, R. (1994). Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka (128-132). Gdańsk: GWP
  3. Urbaniak, A. (2015). W tłumie raźniej? Rozproszenie odpowiedzialności jest tragiczne w skutkach. https://www.spyshop.pl/blog/w-tlumie-razniej-rozproszenie-odpowiedzialnosci-czyli-jak-skutecznie-wolac-o-pomoc/
  4. Wojciszke, B. (2011). Psychologia społeczna (s.362-363). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar

Kierunek studiów i specjalności: Psychologia, IV rok studiów - psychologia zdrowia i jakości życia, psychologia pracy i organizacji. Zainteresowania: psychologia społeczna, psychologia poznawcza, grafika oraz fotografia. Doświadczenie zawodowe: Praktyka zawodowa w Niepublicznym Specjalistycznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Poradni Ochrony Zdrowia Psychicznego w Rudzie Śląskiej Kontakt: monikaszerbinskax@gmail. (...)


“Najlepszy” sposób na uzależnienie

Filmy mogą uświadamiać szerokiej publiczności problemy społeczne. Czy można wykorzystać je do profilaktyki sięgania po substancje psychoaktywne? Oglądając film Łukasza Palkowskiego “Najlepszy”, można odnieść wrażenie, że kompulsywne zażywanie substancji psychoaktywnych jest zaburzeniem o dużej skuteczności leczenia. Czy jest to prawda, czy przypadek Jerzego Górskiego opowiedziany na dużym ekranie to historia jedna na milion?

Dane o skuteczności terapii uzależnień są niepokojące. Interwencja jest trudna, a powroty do zażywania substancji zdarzają się w przybliżeniu u połowy zdiagnozowanych osób w trakcie zaledwie trzech miesięcy od zakończenia terapii (Seligman i inni, 2003, s. 622). Od substancji takich jak opiaty uzależnić się można niebywale szybko, a skuteczność najlepszych terapii mieści się w granicach 35-40%. Dodatkowo najskuteczniejsze terapie są długie i przede wszystkim kosztowne (Jędrzejko, 2009). Nie można uznać tego problemu za błahy, tym bardziej, że coraz młodsze osoby zaczynają interesować się sposobami odurzania własnej świadomości. Czy istnieje zatem sposób, aby skutecznie zniechęcić ludzi do sięgania po substancje psychoaktywne i jednocześnie zapobiegać uzależnieniom?

“Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego

Wróćmy najpierw do przełomu lat 70. w Polsce: kryzys gospodarczy, brak podstawowych produktów w sklepach i socjalistyczny ustrój w państwie. Młody Jerzy Górski, pasjonat gimnastyki dorasta w domu, w którym istniał problem z nadużywaniem alkoholu. Nie dostaje zbyt wiele wsparcia do samorealizacji, więc z czasem traci zainteresowanie sportem. W wieku czternastu lat pierwszy raz zażywa morfinę i przez kolejne lata nie zaprzestaje odurzania się. Po kilkunastu latach odlotu i obserwowania jak z przedawkowania giną jego znajomi trafia do organizacji Monar walczącej z uzależnieniami. W trakcie leczenia boryka się z problemami z przeszłości oraz na nowo odnajduje swoją pasję. Zaczyna trenować do Ironman’a, czyli triathlonu, który staje się dla niego walką z samym sobą. Po licznych niepowodzeniach i milionach “na pewno mu się nie uda” w 1990 roku bierze udział w Double Iron Triathlon, którego metę przekroczył jako pierwszy. 360km na rowerze, 84km biegiem i 7,6km pływając, to dystans jakim mało który zdrowy dwudziestolatek byłby się w stanie pochwalić. Jerzemu Górskiemu wbrew swoim własnym cielesnym ograniczeniom, na które pracował tyle lat, udaje się osiągnąć coś co dla większości byłoby niemożliwe.

Niesamowita motywacja, niebywała wytrwałość i odwaga to cechy jakie bez problemu można przypisać osobie, która pomimo kilkunastoletniego, wyniszczającego nałogu została zawodowym sportowcem. Takie historie nie zdarzają się jednak zbyt często.

Co to właściwie jest uzależnienie?

Co to jednak właściwie jest to uzależnienie? Niektórzy stwierdzą, że to ograniczona siła woli, która zmienia sposób postrzegania świata i siebie. Robienie sobie krzywdy świadomie przez nawyk, który z czasem staje się śmiertelną chorobą (Kurzeja, 2012). W innej definicji czytamy, że “uzależnienie to choroba duszy i emocji. (…) Wynikająca z braku zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka: miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa” (Zajączkowski, 2003, s. 18). Najbardziej narażeni na nadużywanie substancji są młodzi ludzie, ze względu na osłabienie więzi z rodzicami i coraz silniejsze utożsamianie się z rówieśnikami (Zajączkowski, 2003). Czynniki takie jak: niskie poczucie własnej wartości, niestabilność emocjonalna, silna potrzeba przynależności, konflikty w rodzinie i łatwy dostęp do substancji dodatkowo potęgują możliwość rozwoju uzależnienia (Kurzeja, 2012), a jednocześnie “neurotyczność, impulsywność i ekstrawersja przy niewydolnym wychowawczo środowisku rodzinnym, mogą zwiększać ryzyko przyjmowania substancji psychoaktywnych” (Cierpiałkowska, 2006, s. 173). Nieprawdą jest, że osoba uzależniona musi zażywać daną substancję codziennie - “uzależnienie to nie tylko kwestia przyjmowania narkotyków, to także określony styl bycia” (Zajączkowski, 2003 str. 37). Charakteryzuje się między innymi używaniem slangu należącego do grup używających substancji psychoaktywnych oraz ciągłym myśleniem o zdobywaniu, zażywaniu oraz dochodzeniu do siebie po dostarczeniu środka do organizmu.

Każde uzależnienie na początku rozpoczyna się od abstynencji, czyli zupełnego braku zażywania substancji. Z czasem dochodzi do inicjacji, gdzie pierwszy raz dochodzi do spotkania ze środkiem. Kolejny etap to eksperymentowanie z ilością, sposobem lub miejscem zażywania, które wiąże się z okazjonalnym używaniem. Następnie przeradza się ono w regularne odurzanie się, a z czasem częste i masywne używanie. Uzależnienie to etap ostatni, który jednak nie łączy się ze zwiększonym zażywaniem. Najważniejszym elementem przekroczenia tej granicy jest fakt, iż osoba straciła kontrolę i tolerancję na substancję, co paradoksalnie czasami łączy się z aplikowaniem jej w mniejszych ilościach (Jędrzejko, 2009). Uzależnienie łączy się z przymusem, brakiem kontroli co do ilości i jakości zażywanych substancji, objawami abstynencyjnymi, wzrostem tolerancji, zaniedbaniem ról społecznych i skupieniu całego swojego życia wokół substancji (Zajączkowski, 2003).

Jak wygląda uzależnienie?

U osób uzależnionych pojawiają się mechanizmy, które w filmie “Najlepszy” zostały bardzo dobrze przedstawione:

  • Nałogowa regulacja emocji – jest to uczuciowy mechanizm polegający na tym, że osoba uzależniona nie potrafi regulować swoich emocji w inny sposób niż poprzez zażywanie lub abstynencję. Osoby nieuzależnione dla poprawy humoru zjedzą czekoladę, pójdą pobiegać albo wygadają się przyjaciółce. Dla osoby uzależnionej istnieje tylko substancja, tak jak to zostało pokazane w filmie. Kiedy tylko pojawiał się lęk, strach, smutek młody Jerzy Górski sięgał po substancję. Śmierć kolegi, kłopoty w domu, gorsze samopoczucie – to były powody odurzania się dla bohatera.
  • Iluzja i zaprzeczenie – jest to poznawczy mechanizm, który sprawia, że osoby nie zauważają zaistniałego problemu. Chronią się przed wszelkimi uświadamiającymi informacjami albo otwarcie im zaprzeczają. Ich myślenie dotyczy głównie zdobywania, zażywania i dochodzenia do siebie po odurzeniu. Dla osób uzależnionych substancja staje się podstawą dla zapewnienia sobie minimalnego komfortu życia. Dla nich używka jest jak jedzenie dla osób niezaburzonych. Kiedy jesteśmy głodni, świeży, pachnący pączek prosto z piekarni jest naszym wybawieniem, tak jak heroina dla osób od niej uzależnionych. Jerzy Górski nie zauważał problemu, upadającego zdrowia, brudu i niskiej jakości życia. Widział tylko to, co chciał widzieć, czyli opium, które dawało mu ukojenie. Dopiero momentem w filmie, który postawił go na nogi była śmierć najlepszego przyjaciela.
  • Rozproszenie i rozdwojenie JA[Dagmara P1] [MB2] Wydaje mi się, że mechanizm ten jest najciekawiej przedstawiony w tym filmie. Osoby uzależnione wydają się być różnymi wersjami tej samej osoby, kiedy zażywają substancje w porównaniu do chwil, kiedy próbują zachować abstynencję. Mogłoby się wydawać, że kiedy osoba jest pod wpływem środków, to jej zachowaniem kieruje siedzący na ramieniu diabełek, następnym zaś razem stery przejmuje aniołek, który obiecuje, że nie będzie już więcej brać. Kolejne próby abstynencji to bicie głową w ścianę, gdyż dochodzi do poważnych zmian w psychice osoby, która nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z diabłem na ramieniu. W filmie jest wiele scen ukazujących dwie postacie Jurka Górskiego, jedna zniszczona, ale ciągle głodna, a druga próbująca walczyć jakby sama ze sobą. Sceny z lustrem, gdzie Jerzy rozmawia sam ze sobą, jednak lustro wydaje się być kimś innymi albo chociażby jedne z ostatnich scen, gdzie podczas triatlonu przenosi się na swoje podwórko, aby przeżyć kolejną walkę ze swoim uzależnionym JA (Jędrzejko, 2009).

Czy film może być profilaktyką?

Na czym polega profilaktyka? Jej celem jest edukacja, kształtowanie wzorców zachowań, tworzenia relacji poznawania siebie, podejmowania decyzji, radzenie sobie, wzbogacanie środowiska oraz kształtowanie norm (Zajączkowski, 2003). Film może być bardzo dobrym pretekstem do rozpoczęcia rozmowy i kolejnych działań związanych z profilaktyką. Przykuwa uwagę i daje poczucie realizmu, co pozwala na przeżycie emocji i odczucie jakby to, co zobaczyliśmy “stało się naprawdę”. Podczas oglądania filmów przeżyciom emocjonalnym towarzyszą procesy poznawcze – nie tylko oglądamy, ale możemy się też zastanowić, co jest niezbędnym warunkiem do pracy nad zmianą postawy. Obraz filmowy modeluje postawy i zachowania szczególnie w tych obszarach, które są dla widza obojętne. ”Z jednej strony można projektować zajęcia tak, żeby uodparniać widza na przekaz filmowy, szczególnie gdy dzieło zawiera sceny prezentujące zachowania społecznie niepożądane. Z drugiej zaś, dobierając odpowiednie filmy, można modelować u widza postawy społecznie pożądane” (Skorupa, Brol, 2018, s. 210-211).

“Najlepszy” sposób na uzależnienie?

Czy istnieje sposób, aby nie doprowadzić do uzależnienia? Czy jest magiczny przepis, który pozwoli wszystkim powstrzymać się od spróbowania zakazanej substancji? Badania wskazują, że na powstanie uzależnienia składa się wiele czynników, na które czasami nie mamy wpływu. Może to być biologiczna podatność w postaci naturalnie słabszego układu nerwowego, który nie zniesie dużej ilości stresorów i pozwoli na rozwinięcie się takiego czy innego zaburzenia. Postawy rodzicielskie oraz to w jakiej rodzinie i w jaki sposób zostaliśmy wychowani ma ogromny wpływ na zdrowie psychiczne. [Dagmara P3] [Magdalena4] Fred Streit twórca teorii percepcji środowiska rodzinnego zajmował się interakcją między typem preferowanych środków odurzających ze względu na wskaźniki i wymiary postaw rodzicielskich w dzieciństwie (Jędrzejko, 2009). Uważał, że w zależności od tego czy dziecko będzie: oceniane, karane, lekceważone, odrzucone, chronione, zachęcane do rozwoju czy traktowane sprawiedliwie będzie zależało, czy będzie w przyszłości poszukiwało środków odurzających, a jeśli wybierze tę ścieżkę, to po jakie substancje będzie sięgało najchętniej (Jędrzejko, 2009, s.106). Znana również teoria przywiązania Bowlbiego może wtrącić swoje trzy grosze na temat tego, skąd bierze się uzależnienie. Podobnie jak Gaetano di Chiary i jego teoria uczenia asocjacyjnego z dopaminą, który uważał, że neuroprzekaźnik ma wpływ na chęć poszukiwania, łaknienie oraz procesy uczenia się, które są ważne podczas tworzenia się uzależnienia. „Podczas stanu nienasycenia uzależniony traci kontrolę nad swoimi zachowaniami, które, w wyniku żądzy danej substancji, stają się coraz bardziej skoncentrowane wokół jej zdobywania” (Jędrzejko, 2009, s.83). Koncepcja psychobiologicznej osobowości Roberta C. Cloningera, gdzie zauważone zostało, że cechy temperamentu takie jak: otwartość na doświadczenia, brak tolerancji na nudę czy preferowanie zmian i nowości charakteryzują grupę najbardziej zagrożoną uzależnieniami (Jędrzejko, 2009). Psychoanalityka Zygmunta Freuda czy chociażby teoria uczenia się Bandury także próbują na swój sposób wytłumaczyć, dlaczego dzieje się tak, że ludzie uzależniają się od substancji psychoaktywnych. Pomimo tak wielu pomysłów, wciąż nie znamy dokładnych odpowiedzi, jak chronić. Być może wciąż jedynym i najlepszym sposobem na uzależnienie jest brak sięgania po substancje w ogóle. Jednak jakie mamy prawo, aby zabronić komuś próbować różnych rzeczy i doznawać przyjemności? Pomimo wszystkich czynników, jakie tworzą ryzyko, myślę, że istnieje iskierka nadziei taka, jaką dla Jerzego Górskiego stał się sport. Zamiast myśleć o deficytach, trzeba skupić się na zasobach i pielęgnować je na tyle, aby nie doprowadzić do rozwoju zaburzenia. Dobra komunikacja z innymi, regulowanie swoich nastrojów, rozwiązywanie konfliktów i problemów na bieżąco mogą stać się kluczem do sukcesu, a wsparcie ze strony środowiska oraz rozwijanie siebie i swoich zainteresowań nie tylko uchroni nasze zdrowie psychiczne, ale pozwoli też stać się najlepszymi wersjami samych siebie.

Źródło: https://www.filmweb.pl/film/Najlepszy-2017-772700/photos/706557
Źródło: https://www.filmweb.pl/film/Najlepszy-2017-772700/photos/706557

Bibliografia:

  1. Cierpiałkowska, L. (2006). Psychologia uzależnień. Psychologia kliniczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  2. Jędrzejko, M. (2009). Współczesne teorie uzależnień od substancji psychoaktywnych. Pułtusk: Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora. Warszawa: Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR.
  3. Kurzeja, A. (2012). Uzależnienie od narkotyków. Od teorii do praktyki terapeutycznej. Warszawa: Difin.
  4. Seligman, M. E. P., Walker, E. F. i Rosenhan, D. L. (2003). Psychopatologia. Wyd. 1. Poznań: Zysk i S-ka.
  5. Skorupa A., Brol M. (2018). Film w działaniach profilaktycznych. W: A. Skorupa, M. Brol, P. Paczyńska Jasińska (red.), Film w edukacji w profilaktyce. Na tropach psychologii w filmie. Część 1 (s. 207-228). Warszawa: Difin.
  6. Zajączkowski, K. (2003). Uzależnienia od substancji psychoaktywnych. Warszawa: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne.

 

Psychologia rok III, specjalność: psychologia kliniczna człowieka dorosłego i psychologia zdrowia i jakości życia mail: dagmarapacyna@gmail. (...)


Rola kontekstu w komunikacji interpersonalnej

W klasycznym rozumieniu komunikacji interpersonalnej mamy do czynienia z nadawcą, który nadaje komunikat oraz odbiorcą, który go odbiera. Wiadomość jest wysyłana przez kanał, który jest nieustannie zakłócany przez bodźce bombardujące naszą świadomość – różne dźwięki, zachowanie kogoś z boku, pojawiające się myśli, czy przeżywane napięcie emocjonalne. To wszystko absorbuje naszą uwagę i wpływa na wysyłanie oraz odbieranie komunikatu. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Wiadomość nie może tak po prostu zostać wysłana i odebrana. Nadawca musi przełożyć ją na wspólnie rozumiany język, wyartykułować ją w odpowiedni sposób, aby mogła zostać zrozumiana przez odbiorcę, który musi jeszcze tę wiadomość odkodować i przełożyć na swój własny język (nie w znaczeniu dosłownym, raczej indywidualną „mapę znaczeń”).

Czynnikiem regulującym cały proces komunikacji jest kontekst, któremu poświęcę dzisiaj najwięcej uwagi. W klasycznych teoriach porozumiewania się okoliczności są uwzględniane, ale nie nadaje im się kluczowego znaczenia, a jest to absolutnie kardynalny element. Jest to regulator znaczenia nadawanego komunikatu, który przyjmuje różne poziomy – jedne słowa są kontekstem dla innych, następnie język niewerbalny reguluje znaczenie wypowiadanych zdań, dalej mowa niewerbalna jest regulowana przez sytuację, w której zachodzi komunikacja (np. stresująca, lub komfortowa), a to z kolei może być określane przez osobowość, wcześniejsze doświadczenia osób komunikujących się, czy wypracowane wzory porozumiewania. Zasadniczo nie może istnieć proces komunikacji bez kontekstu, gdyż jest on wtedy nieokreślony znaczeniowo.

Kontekstowa teoria komunikacji

Do rozumienia tego procesu znacząco przyczynił się Gregory Bateson i jego kontekstowa teoria komunikacji. Według jego teorii każdej nadawanej wiadomości towarzyszy metakomunikat, czyli tzw. informacja o relacji, która określa kontekst interakcji. Przybiera on 3 formy:

  1. nastawienie względem odbiorcy komunikatu,
  2. stosunek do sytuacji komunikacji,
  3. nastawienie do samego siebie.

Na przykład w sytuacji, gdy zwracamy się do kogoś tymi słowami: „Przepraszam, czy mogę zająć chwilę?”, mówiąc ściszonym głosem, lekko się pochylając do przodu - mówi nam to, że odbiorca komunikatu jest osobą znajdującą się wyżej w hierarchii, bardziej dominującą, czy posiadającą władzę. Sytuacja komunikacji jest niesymetryczna i może być zinterpretowana jako nachalna przez odbiorcę (sugeruje to forma grzecznościowa), a my wyrażając uległość lokujemy siebie niżej w hierarchii i określamy jako naruszających czyjąś swobodę. Pojmowanie kontekstu jest dla ludzi naturalne, przetwarzane automatycznie i często nieświadomie.

Podwójne wiązanie

Takie rozumienie procesu komunikacji znacząco przyczyniło się do rozwoju etiologii schizofrenii z systemowego punktu widzenia. Bateson wraz ze współpracownikami opisali patologiczny sposób komunikowania, który może przyczynić się u osoby będącej odbiorcą do rozwoju schizofrenii – nazwali je „podwójnym wiązaniem”. W artykule „Ku teorii schizofrenii” Bateson przytacza następujący przykład:

Młodego mężczyznę chorego na schizofrenię odwiedza w szpitalu jego matka. Chłopak ucieszył się z jej wizyty i impulsywnie objął ją ramieniem, na co ona zdrętwiała. Cofnął ramię, a ona spytała <Już mnie nie kochasz?>. Mężczyzna zaczerwienił się, a ona powiedziała: <Kochanie, nie możesz tak łatwo wpadać w zakłopotanie i bać się swoich uczuć>. Po tym zdarzeniu pacjent nie był w stanie pozostać z nią dłużej niż kilka minut, a po jej wyjściu zaatakował asystenta i zamknięto go w łazience”.

Tę sytuację można przeanalizować następująco: Pacjent cieszy się z wizyty matki, co wyraża niewerbalną czynnością objęcia jej ramieniem. Matka drętwieje – ta niewerbalna reakcja uwidacznia, że ona nie czuje się komfortowo w takiej bliskości ze swoim synem. Niewerbalna reakcja syna jest całkowicie odpowiednia – ucieka od matki. Teraz następuje werbalny komentarz matki: „Już mnie nie kochasz?”, który zaprzecza swojemu niewerbalnemu komunikatowi. Oprócz tego jej stwierdzenie jest krzywdzące z dwóch powodów: 1. sugeruje, że w zachowaniu syna brak jest realnego odniesienia do jej zachowania, 2. zachowanie syna jest aktem odrzucenia, które można wytłumaczyć brakiem miłości do matki. Otwarte pytanie, na przykład: „Co się stało, że ode mnie uciekasz?” pozwoliłoby im odnaleźć wspólne znaczenie tej sytuacji i nadać nową dynamikę ich relacji. W powyższej sytuacji każde wyjście dla pacjenta jest złe – gdy odpowie na komunikat niewerbalny i odsunie się, zostanie ukarany, a gdy się zbliży, matka się odsunie, co również będzie karą – chłopak jest zatem uwięziony w podwójnym wiązaniu.

Trudności w porozumieniu

Odczytywanie kontekstu komunikacji jest skomplikowane, gdyż każdy z nas posiada swoje własne sposoby rozumienia i interpretowania świata, ukształtowane przez lata doświadczeń. Wspólna rozmowa może pozwolić nam utworzyć wspólny zbiór znaczeń i umożliwić prawdziwą rozmowę, a nawet stworzyć bliskość. Dlaczego tak trudno jest nam się porozumieć? Tłumaczy to teoria ram relacyjnych, która mówi o wrodzonej funkcji ludzkiego umysłu do tworzenia sieci relacyjnych, czyli, kolokwialnie mówiąc, skojarzeń. Ludzki mózg tworzy wiele powiązań pomiędzy różnymi elementami – obrazami, myślami, emocjami, itd. Mając na uwadze ogromną plastyczność ludzkiego mózgu, można sobie wyobrazić łatwość, z jaką jesteśmy kształtowani przez rzeczy, których codziennie doświadczamy – np. ktoś mógł się dowiedzieć o czymś, co wzbudziło w nim lęk podczas oglądania pięknego zachodu słońca i od tej pory na myśl o zachodzie słońca doświadcza lęku. Jest to świetny przykład nie tylko na funkcjonowanie teorii ram relacyjnych, ale także na subiektywność naszego postrzegania różnych kontekstów (zachód słońca nie musi być przyjemny). Sieci relacyjne są tworzone przez wiele różnych kombinacji – np. relacje podobieństwa (kolor czerwony – truskawka), porównania, przyczynowości, przeciwieństwa. Teoria ta tworzy fundament mindfulness oraz terapii ACT, która opiera się na tej formie medytacji. Podobną perspektywę można zauważyć także w innych nurtach psychoterapii, np. w podejściu psychodynamicznym, opartym na teorii relacji z obiektem, gdzie podkreśla się absolutnie subiektywne postrzeganie rzeczywistości, ledwie opierające się na obiektywnym świecie. Według tej teorii ludzie obcują jedynie z obiektami wytworzonymi w swoich umysłach, a obiekty te są uformowane przez subiektywną interpretację doświadczanych zdarzeń, opartą na wcześniejszych przeżyciach.

Jeszcze jednym zagadnieniem poruszającym tematykę trudności w adekwatnym postrzeganiu rzeczywistości i komunikacji są heurystyki, czyli uproszczone schematy poznawczego wnioskowania, opracowane przez Kahnemana i Tverskiego. Te uproszczone reguły mogą prowadzić do błędów poznawczych, które zaburzają nasze wnioskowanie i mogą utrudniać nasze postrzeganie i komunikację. Kahneman i Tversky wyróżnili dwa systemy – system 1 i system 2. Pierwszy z nich działa automatycznie, szybko, nieświadomie i często pochopnie, mając na celu oszczędzanie naszej energii. System 2 natomiast jest kontrolowany przez nas, powolny, świadomy, wymagający większego wkładu energii, ale dzięki temu pozwala na trafną ocenę rzeczywistości. Heurystyki są więc wynikiem błędnego wnioskowania systemu 1, kilka przykładów:

  • heurystyka dostępności – przypisywanie większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które łatwiej przywołujemy do naszej świadomości,
  • heurystyka zakotwiczenia – wnioskowanie przez oparcie się na losowej informacji dostępnej w naszej świadomości, a następnie zmodyfikowanie jej
  • heurystyka reprezentatywności – wnioskowanie przez porównanie przedmiotu do typowego przedstawiciela danej kategorii.

Przytoczeni badacze opracowali znacznie większą liczbę poznawczych pułapek, powyższe są jedynie przykładem obrazującym, jak rzeczywistość może być przez nas błędnie i czysto subiektywnie postrzegana.

Zastosowania w praktyce

Warto zastanowić się, jakie implikacje praktyczne niosą ze sobą powyższe informacje. Takie postrzeganie rzeczywistości i relacji z innymi ludźmi jest wykorzystywane w różnych nurtach psychoterapii. Wyraźnie to widać w podejściu Gestalt, gdzie kładzie się nacisk na holistyczne funkcjonowanie człowieka, co wyraża stwierdzenie „całość to coś więcej niż suma części” – nie można wyciągać wniosków na temat funkcjonowania człowieka z jego zachowania, bez uwzględnienia kontekstu, w jakim to się odbywa. Podstawę psychologii postaci, którą tworzy teoria percepcji świetnie obrazują iluzje optyczne. W poniższej, skupiając się na jednej części obrazka, przestajemy zauważać drugą, ale nie oznacza to, że ona nie istnieje. W odniesieniu do rzeczywistości mówi nam to, że skupiając się tylko na jednym elemencie całości, nie sprawiamy, że pozostałe przestają na nas oddziaływać.

W teorii systemów (na której opiera się systemowa terapia rodzin) każdy system zanurzony jest w większym systemie. Większy tworzy kontekst dla mniejszego – człowiek => rodzina => społeczność lokalna => naród => społeczność międzynarodowa => kontynent => planeta itd.

Na zakończenie wyobraźmy sobie mężczyznę napadającego na bank. Bierze zakładników, którym grozi śmiercią, ta sytuacja paraliżuje miasto, angażowana zostaje policja, która w tym czasie mogłaby zapobiegać innym przestępstwom. Czyn mężczyzny jest moralnie naganny, zasługuje na karę. Jednak, gdy zmienia się kontekst sytuacji i dowiadujemy się, że mężczyzna posiada śmiertelnie chore dziecko i w akcie desperacji zdecydował się zdobyć pieniądze na jego leczenie, rabując bank, dokonanie oceny moralnej staje się trudniejsze.

Podsumowując, mam nadzieję, że udało mi się pokazać, jak istotna jest uważność na elementy poboczne, tło kształtujące postrzeganie nas samych, relacji z innymi i świata. Jest to ważne, ale i bardzo trudne, biorąc pod uwagę przeszkody stawiane nam przez nasze własne umysły.

Bibliografia:

  1. Kahneman D. (2011) Pułapki myślenia. Poznań: Media Rodzina
  2. Bateson G., Haley J., Jackson D., Weakland J. (1956) Towards a Theory of Schizophrenia. Behavioral Science, 1, 251-264.
  3. Bateson G., (1972) Steps to an Ecology of Mind. Chicago: The University of Chicago Press
  4. Skibiński A. (2012) Gregory Bateson i kontekstowa teoria komunikacji. Różnica, która czyni różnicę, i wzorzec, który łączy.
  5. Hades S., Smith S., (2005) W pułapce myśli. Sopot: GWP.
  6. De Barbaro B., Wprowadzenie to systemowego rozumienia rodziny. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Student na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UŚ, kierunek Psychologia, realizuję dwie ścieżki specjalizacyjne: psychologię kliniczną oraz psychologię zdrowia i jakości życia. Interesuję się psychoterapią, relacjami interpersonalnymi, psychologią poznawczą, a także muzyką, filmem i fotografią. kontakt: bianga.pawel@gmail. (...)


Smoki - O strachu przed „obcymi”, stereotypach i dyskryminacji

Żyjemy w świecie, w którym inność traktowana jest z jednej strony coraz przychylniej, z drugiej w dalszym ciągu, jako coś wrogiego i obcego. Od najmłodszych lat dzieci uczą się zasad współżycia społecznego zgodnie z zasadami przyjętymi w ich grupie, w społeczeństwie, w którym żyją one, ich rodzice. I o ile pojawia się coraz więcej głosów, że ważna jest równość, że nikogo nie należy dyskryminować, o tyle w rzeczywistości trudno nam zmienić zakorzenione w sobie przekonania i poglądy na temat „grupy obcej”.

Z natury ludzie lubią zgodność i spójność. Nasz umysł podświadomie dąży do zgodności informacji, a gdy proces ten zostanie zakłócony, może pojawić się strach. Właśnie przez to pragnienie spójności otaczamy się ludźmi podobnymi do nas. Człowiek żyje w relacji z innymi i to właśnie relacje świadczą o miejscu człowieka w grupie. Wiadomo jednak, że grupy społeczne różnią się między sobą. Widać to już na poziomie nauczania wczesnoszkolnego, gdzie „grupa sportowców” wyraźnie różni się od „grupy dobrych uczniów”. Podziały są obecne w naszym życiu od samego początku. Część z nich jest niegroźna i naturalna, jednak część może przybierać bardzo ostre i rygorystyczne formy, sięgając różnic kulturowych czy rasowych, co rodzi różnorodne konflikty.

Dużą „zasługę” w powstawaniu tych podziałów mają stereotypy i uprzedzenia, które w konsekwencji prowadzą do dyskryminacji. Stereotyp to „generalizacja odnosząca się do grupy, w ramach której identyczne charakterystyki zostają przypisane wszystkim bez wyjątku jej członkom, niezależnie od rzeczywistych różnic między nimi” (Aronson, 1995, s.540). Na treści stereotypu opierają się uprzedzenia, czyli „wroga bądź negatywna postawa dotycząca wyróżniającej się grupy ludzi, oparta wyłącznie na ich przynależności do tej grupy” (Aronson, 1995, s.540). Stereotypy zawierają komponent poznawczy, czyli pewien schemat reprezentujący grupę lub rodzaj osób wyodrębnionych z uwagi na jakąś łatwo zauważalną, określającą ich społeczną tożsamość cechę, taką jak płeć, rasa, narodowość, wiek czy zawód. Schemat taki jest zwykle nadmiernie uproszczony, nadogólny (uznawanie, że wszyscy członkowie grupy są tacy sami), niepodatny na zmiany w wyniku nowych informacji oraz społecznie podzielany, stanowiąc element kultury jakiejś społeczności (Wojciszke, 2011). Uprzedzenie oznacza, że mamy określony, najczęściej negatywny, stosunek emocjonalny do danego zdarzenia czy grupy. Stereotypy i uprzedzenia prowadzić mogą w konsekwencji do dyskryminacji, a przy tym pojęciu wchodzimy już w sferę konkretnych zachowań. Przytaczając definicję, dyskryminacja to „nieusprawiedliwione, negatywne lub krzywdzące działanie skierowane przeciwko członkowi danej grupy, wyłącznie dlatego, iż do niej należy” (Aronson, 1995, s.541).

Problem stereotypów, uprzedzeń i dyskryminacji poruszany jest w wielu dziełach filmowych czy literackich. Jednym z nich jest film animowany, który w polskim tłumaczeniu nosi nazwę „Jak wytresować smoka”. Film porusza wiele zagadnień z obszaru psychologii społecznej, takich jak stosunki międzygrupowe, relacje interpersonalne, jak również właśnie dyskryminacja, stereotypy i uprzedzenia. To na tych ostatnich zagadnieniach chciałabym się skupić, analizując wybrany film pod kątem jego przekazu oraz ewentualnego wykorzystania go w przyszłości w edukacji antydyskryminacyjnej.

OPIS FILMU

„How to train your dragon” to oryginalna nazwa amerykańskiego filmu animowanego, powstałego w 2010 roku na podstawie książki Cressidy Cowell o tym samym tytule. Scenariusz do filmu stworzyli William Davies, Dean DeBlois, Chris Sanders oraz Cressida Cowell, a za reżyserię odpowiadają Dean DeBlois i Chris Sanders. W dosłownym tłumaczeniu na język polski film nosiłby nazwę „Jak wytresować swojego (czy też twojego) smoka”. Zaimek ten, mimo że został pominięty w tłumaczeniu na nasz ojczysty język, w analizie filmu odgrywa znaczącą rolę.

Akcja filmu rozgrywa się na wyspie Berk – jak głoszą jedne z pierwszych słów filmu, jest to miejsce „jakieś 10 dni drogi na północ od beznadziei i rzut beretem od zamarzniesz na śmierć”, czyli z dala od wszystkiego. Jedną z osad położonych na wyspie zamieszkują dzielni Wikingowie, którzy w przerwie między łowieniem ryb i oglądaniem malowniczych zachodów słońca zajmują się walką z – jak sami twierdzą – szkodnikami uprzykrzającymi im życie. Jak mówi Czkawka główny bohater filmu, „gdzie indziej są to zwykle myszy, względnie jakieś robaki, my mamy smoki”. To właśnie te latające stworzenia zionące ogniem stanowią główny problem mieszkańców wyspy. Odkąd pamięć sięga, Wikingowie starają się walczyć ze smokami, a zabicie tego stworzenia traktowane jest w osadzie jako powód do dumy i oznaka bohaterstwa.

Warto przedstawić głównych bohaterów występujących w filmie. Jednym z nich jest Stoik Ważki – nie jest on postacią pierwszoplanową, lecz w osadzie pełni najważniejszą funkcję, jest wodzem plemienia, a legenda głosi, że będąc dzieckiem urwał smokowi głowę. Dzięki swojej odwadze i waleczności stanowi wzór do naśladowania. Ważną postacią filmu jest również Astrid – energiczna młoda kobieta, chcąca wykazać się swoimi umiejętnościami wśród rówieśników i pragnąca wygrać smocze szkolenie. Smoki nie są jej straszne, dużo o nich wie i szkoli się jak z nimi walczyć. Jest jeszcze on – niepozorny, drobny, jednak niezwykle ważny – Czkawka. Młody wiking, syn Stoika Ważkiego, który martwi się swoją odmiennością względem społeczności, skoro nie potrafi walczyć ze smokami. Jednocześnie w głębi serca bardzo chce udowodnić ojcu, że potrafi być prawdziwym mężczyzną. Aby tego dokonać, zaczaja się na najgroźniejszego smoka – Nocną Furię – i strzela do niego stworzoną przez siebie katapultą, łapiąc go tym samym w sieć. Gdy podchodzi do smoka, aby go zabić, „łamie się” i zamiast wypełnić swój pierwotny plan, uwalnia stwora. Od tego momentu zaczyna się fantastyczna przygoda Czkawki, w której coraz bliżej poznaje on smoka, którego nazywa Szczerbatek.

Chłopiec pomaga mu, gdyż smok w wyniku złapania w pułapkę stracił część ogona i nie potrafi latać samodzielnie. Konstruuje dla Szczerbatka coś w rodzaju protezy straconej części ogona i powoli stara się nauczyć smoka współpracy. Młody wiking na początku nie potrafi przyznać się do tego, że zamiast zabijać smoki woli żyć z nimi w zgodzie, jednak ostatecznie pokazuje wszystkim, że smoki nie są takie, za jakie mieli je mieszkańcy wyspy – w rzeczywistości są to dobre stworzenia, które, traktowane przyjaźnie, zachowują się jak domowe zwierzaki, a nie jak szkodniki utrudniające życie. Głównym problemem okazują się nie smoki w ogóle, lecz jeden wielki przerażający potwór, o którym Czkawka się dowiaduje, gdy Nocna Furia zabiera jego i Astrid do smoczego leża. Smoki, które dotąd napadały na wyspę by porywać owce Wikingom, w obliczu tak ogromnego stworzenia wydają się niepozorne i przerażone, a Czkawka domyśla się, że gdyby nie przynosiły potworowi jedzenia, same zostałyby pożarte. Stąd wszystkie problemy – smoki. okradając Wikingów, chcą się same bronić, a mieszkańcy Berk odbierają to jako próby ataku na nich. Gdy Czkawka wraca na wyspę i chce wszystko wytłumaczyć ojcu, ten nie słucha syna i postanawia pokonać wszystkie smoki, skoro już wie, gdzie się ukrywają. W czasie decydującej bitwy Wikingowie w końcu zaczynają rozumieć, że samodzielnie nie są w stanie pokonać największego smoka – Czerwonej Śmierci. Z pomocą przybywają jednak przyjaciele Czkawki z nim na czele, gdyż ten nauczył ich jak należy ze smokami współpracować i jak na nich latać. Potwora pokonuje ostatecznie Nocna Furia, która w krytycznym momencie ratuje również Czkawkę. Wódz plemienia – Stoik Ważki – dziękuje smokowi, że ten ocalił jego syna i pojmuje, że tylko dzięki współpracy zdołali pokonać bestię. Film kończy się, gdy ludzie zaczynają współpracować ze smokami, uczą się je traktować z szacunkiem i żyć z nimi w zgodzie, a Czkawka w końcu zyskuje szacunek w oczach Ojca oraz całego plemienia, w tym również Astrid.

Film, jako dzieło, został nominowany do wielu ważnych nagród, takich jak Oscary, Złote Globy czy BAFTA. Statuetkę zdobył między innymi w Nagrodach Annie w 2011 roku jako najlepszy pełnometrażowy film animowany. 

PSYCHOLOGICZNA ANALIZA FILMU

Już pierwsze minuty filmu wprowadzają widza w świat, w którym społeczność jest podzielona. Widzimy atak smoków na osadę Wikingów i ich walkę z latającymi stworzeniami. Zarysowują się również sylwetki głównych bohaterów, z których największą uwagę przyciąga Czkawka. Ten młody chłopiec, mimo, że jest synem wodza, wydaje się być zagubiony w społeczności, w której dorasta. W filmie wyraźny kontrast między nim a resztą ludności został ukazany chociażby przez jego cechy fizyczne – jest on drobny, wątły, wydaje się nie mieć w sobie dużo siły. Jego odmienność jest też pokazana przez rolę, jaką pełni w społeczeństwie. Nie walczy on tak jak inni ze smokami, lecz w czasie ataku pomaga Pyskaczowi, u którego, jak sam twierdzi, jest „czeladnikiem od małego, a w zasadzie jeszcze mniejszego”. Pyskacz zajmuje się wyrabianiem broni, którą Wikingowie będą się mogli posłużyć przy walce ze smokami. Mimo wielkich chęci do zaimponowania wszystkim, Czkawka, gdy tylko wychodzi z domu, aby pomóc w przepędzeniu latających stworzeń, zewsząd słyszy głosy: „do domu, ale już!”, „schowaj się”, „a Ty tu czego?”, „po co się tu plączesz”. Nic dziwnego, że chłopiec traci przez to poczucie własnej wartości. Widać tu problem braku akceptacji, przypisania roli kozła ofiarnego i odrzucenia przez grupę jednostki, która nie spełnia typowych wymagań, które w tej społeczności są preferowane. Mamy też do czynienia z określonymi normami społecznymi, czyli „ukrytymi albo jasno sprecyzowanymi regułami grupy, dotyczącymi akceptowanych zachowań, wartości i przekonań jej członków” (Aronson, 1995). Czkawka jest inny niż reszta społeczności, co zostaje zauważone i bynajmniej nie jest traktowane przychylnie. Czkawka nie zyskuje akceptacji nawet ze strony ojca – człowieka, który powinien być z niego dumny. Skoro nawet w tej relacji chłopiec nie może liczyć na wsparcie, nie może go też znaleźć na zewnątrz. Dopada go zatem myśl, że aby zasłużyć sobie na szacunek, musi być taki jak inni – musi się nauczyć walczyć ze smokami.

Problem braku akceptacji i odrzucenia jednostki przez grupę jest częsty. Mamy w głowach pewne schematy zachowań czy wyglądu, które chcemy spełniać, bo zdajemy sobie sprawę, że „inność” w pewnych zakresach jest negatywnie odbierana. Możemy przejawiać tendencję do szukania grupy, w której z jednej strony będziemy się rozwijać, a z drugiej strony takiej, w którą będziemy mogli się wpasować, wmieszać w tłum, żeby się przesadnie nie wyróżniać. Część osób być może dojdzie do wniosku, że wtedy jest najbezpieczniej. Prawdopodobnie jednak nie jest to jedyna słuszna droga. Oczywiście, pewne normy są ważne i potrzebne, ale część z nich sprawia, że zamykamy się na różnorodność, która jest piękna i przez którą możemy się uczyć szacunku i akceptacji, tworząc relacje wykraczające poza schematy – a chyba nikt nie lubi być „szufladkowany”. Czkawka nie rezygnuje ze swojego własnego „ja”. Początkowo uważa to za słabość, jednak dzięki pewnej relacji, którą nawiązuje, ta słabość przeradza się w jego największą siłę i atut.

A o jakiej relacji mowa? W tym miejscu warto powrócić do kadru z filmu, gdy niebo przecina niczym błyskawica najgroźniejsza z groźnych, tajemnicza i budząca niepokój Nocna Furia. Smoki są obecne na ekranie od pierwszej minuty i pozostają na nim do końca. Wydają się groźne, niebezpieczne i bezwzględne, jednak wszystko się zmienia, gdy postrach całej osady zostaje złapany w pułapkę wykonaną przez Czkawkę i gdy ten zamiast zabić smoka, udowadniając tym samym, że może być taki jak inni, uwalnia stworzenie, które bez części ogona nie jest już tak groźne, jak mogłoby się wydawać. Smoki w filmie można potraktować jako kolejną grupę społeczną. Wikingowie wiedzą o nich bardzo dużo, co udowadnia stworzona przez nich i przekazywana z pokolenia na pokolenie Księga Smoków. Znajdują się tam opisy tych plujących jadem, małych, dużych, zdolnych do samozapłonu czy tych z kolczastymi ogonami. Przy wszystkich widnieje też napis: „Śmiertelnie niebezpieczne, zabijać bezwzględnie”. Wszystko, co zapisano w księdze, traktowane jest jako fakt. Tak właśnie rodzą się i zakorzeniają w naszym życiu stereotypy. Trwałości tych schematów umysłowych sprzyja na pewno brak dopływu informacji o tym, że stereotyp jest błędny. Dotąd nikt Wikingom nie powiedział wprost, że ich przekonania są błędne i że smoki w rzeczywistości nie są takie, za jakie je uważają. Dopiero przyjaźń Czkawki ze Szczerbatkiem pokazała chłopcu, że wszystko, czego się uczono o smokach, jest niezgodne z prawdą. Stereotypy jednak ułatwiają orientację w świecie społecznym, są z reguły nieświadome i umożliwiają szybką kategoryzację przedstawiciela stereotypizowanej grupy, bez bliższego poznawania go (Wojciszke, 2011). Gdy mamy w naszych umysłach zakodowane pewne schematy, łatwo o uprzedzenia, czyli negatywne, a nawet wrogie nastawienie do danego zjawiska czy też pewnej grupy. A kiedy źle postrzegamy członków grupy i mamy o nich mylne przekonania, które uważamy za słuszne, może dojść do dyskryminacji. Tak też sytuacja przedstawia się w filmie, w którym Wikingowie pragną wykluczyć, pozbyć się smoków, gdyż uważają, że są one odpowiedzialne za całe zło, jakie ich spotyka. W stereotypach bardzo charakterystyczny jest podział na „my i oni”, w którym grupę własną traktuje się w kontraście do grupy obcej. Skoro więc moja grupa jest dobra i posiada wszelkie pozytywne cechy, grupa obca musi posiadać jedynie te negatywne – przekonanie to potęguje jeszcze bardziej poczucie przynależności do grupy własnej, co w konsekwencji pogłębia różnice międzygrupowe (Wojciszke, 2011).

Czkawka, zaczynając pomagać Nocnej Furii, boi się początkowo przyznać, że nabiera innego przekonania o smokach niż to, które było mu wpajane od dzieciństwa. Wykracza poza przekazywany schemat i pokazuje, że można walczyć ze stereotypami i zapobiegać dyskryminacji. Ostatecznie, gdy przekonuje do tego coraz większą liczbę osób, udowadnia, że przez współpracę można osiągnąć znacznie więcej niż przez jakiekolwiek działania wrogie i zwrócone przeciwko sobie.

Film, mimo że animowany i teoretycznie przeznaczony dla dzieci, niesie ze sobą ważne przesłanie. Różnorodne podziały nie są nam obce, a smoki przedstawione w filmie można spróbować potraktować jako pewną metaforę, symbol. Smok jest utożsamiany z czymś złym, groźnym, niebezpiecznym, a przede wszystkim tajemniczym. Ale jak coś, co w zasadzie nie istnieje, może budzić grozę? Smoki w legendach i bajkach z reguły przedstawiane są negatywnie (jak na przykład w legendzie o Smoku Wawelskim), bywa jednak, że choć czasami na początku obraz jest negatywny to potem staje się pozytywny (jak w „Shreku”). Z pewnością smok jest czymś innym od tego, co znamy. Nie jest człowiekiem, ani nie jest typowym zwierzęciem, ponieważ łączy w sobie cechy ssaka, ptaka oraz gada. W obraz smoka można włożyć nasze obawy, niepewność i strach – wtedy staje się on przerażający, ponieważ utożsamiamy go z tym, czego rzeczywiście się boimy. Idąc tym tropem, można pokusić się o metaforę, że każdy posiada takiego swojego smoka. Smoka, który jest czymś obcym, a skoro obcym, to budzi lęk, bo nie wiemy, jak się z nim obchodzić. Podobnie jest ze stereotypami i dyskryminacją. Niektórzy mogą walczyć albo uciekać, ze względu na towarzyszący im strach. Zdarza się, że myśl, iż ktoś jest inny niż my, prowadzi do powstania tego nieprzyjemnego uczucia. Dlatego może zrodzić się idea, że lepiej albo łatwiej jest taką osobę wykluczyć, bo wtedy nie zaburzy to naszej wizji spójnego świata, w którym wszystko jest znajome i oswojone. Ale przecież “obce” nie znaczy “złe”! Nie można zakładać, że ktoś, kto jest różny od nas, posiada wszystkie najgorsze cechy, których się obawiamy i których nie zdołamy zaakceptować. Powracając do obrazu filmowego, zastanówmy się, jak można z naszym „smokiem” się obchodzić. Część osób wybiera walkę, tak jak mieszkańcy Berk. Nie przyjmujemy wtedy żadnych informacji, które zaburzyłyby nasz stereotypowy obraz grupy, którą wykluczamy. Dopuszczamy do siebie jedynie te informacje, które usprawiedliwiają nasze postępowanie i są zgodne z naszym błędnym rozumowaniem. Walka jednak nie przynosi korzyści, gdyż możemy jedynie zatracić się w gniewie i złości, a przecież, wykluczając jakąś grupę i traktując ją z nienawiścią, narażamy się tym samym na podobne zachowania z jej strony wobec nas. Inną drogą może być ucieczka, która w filmie nie była wyszczególniona, jednak w życiu codziennym jest to częsty obraz. Wiele osób twierdzi, że absolutnie nie popiera dyskryminacji kogokolwiek, jednak jednocześnie nie robią oni nic, by owej dyskryminacji zapobiegać. Przy tej strategii może pojawić się mechanizm wyparcia, czyli pozbycia się niechcianych myśli, usilne próby ich tłumienia, niedopuszczania do świadomości. Jest jeszcze trzecia droga – nauczyć się ze swoim “smokiem” żyć. Spróbować przezwyciężyć obawy, które w nas narastają, pokonać strach i stanąć oko w oko z czymś, czego się boimy, jednocześnie nie wchodząc w tę relację z negatywnym nastawieniem, a próbą znalezienia czegoś pozytywnego. Właśnie to zrobił Czkawka – bez pośpiechu, mimo trudności i braku wsparcia, zaprzyjaźnił się z wrogiem, „wytresował” swojego smoka. Zyskał w ten sposób nie tylko przyjaciela, ale też szacunek i akceptację ze strony mieszkańców osady. I to właśnie jest jedno z przesłań płynących z filmu – gdyby nie smoki, które mogą być postrzegane jako symbol lęków i obaw, przedstawiane jako potwory, Czkawka nie stałby się człowiekiem godnym podziwu i szacunku. To poprzez nawiązanie relacji z członkiem grupy obcej, a przez to również pokonanie swoich lęków, odkrył w sobie siłę – inną niż ta, która była powszechnie uznawana za dobrą. Mimo trudności zdołał przekonać całą społeczność, że smoki należy zacząć traktować inaczej niż do tej pory.

Na pytanie, dlaczego unikamy kontaktu z obcymi, próbuje odpowiedzieć Michał Bilewicz w jednym ze swoich artykułów. Porusza on temat wpływu dwóch kategorii czynników, które mogą mieć znaczenie w naszym postrzeganiu grupy obcej. Skupia się na omówieniu cech indywidualnych, na przykład form tożsamości czy tez cech osobowości, jak również doświadczeń i warunków środowiskowych, między innymi wcześniejszych kontaktów czy też wpływu mediów (Bilewicz, 2016). Zwraca szczególną uwagę na komunikaty płynące do nas z otoczenia. Przeprowadzone przez niego badanie miało na celu sprawdzenie, czy osoby często spotykające się z tzw. „mową nienawiści” w codziennym życiu zmieniają swój stosunek do obcych. Mowa nienawiści to nic innego jak używanie języka w celu rozpowszechnienia jak również usprawiedliwienia nienawiści, dyskryminacji oraz przemocy wobec konkretnych osób bądź grup (Leszczuk-Fiedziukiewicz, 2018). Eksperyment polegał na skonfrontowaniu ludzi poddanych badaniu z serią komentarzy pod artykułami z portali informacyjnych. Uczestnicy nie znali prawdziwego celu badania, podano im bowiem informację, że eksperyment polega na wpływie czcionki na zdolność czytelnika do zapamiętania tekstu. Badani zostali podzieleni na dwie grupy, z których jedna czytała komentarze, wśród których wiele zawierało mowę nienawiści, a druga grupa nie spotykała się podczas eksperymentu z obraźliwymi informacjami (Bilewicz, 2016). Wyniki były zgodne z przypuszczeniami – „osoby czytające wcześniej dużą liczbę nienawistnych wypowiedzi skierowanych przeciw grupom mniejszościowym deklarowały wyższy poziom dystansu społecznego (M = 1,65, SD = 0,44) aniżeli osoby, którym nie zaprezentowano takich wypowiedzi (M = 1,46, SD = 0,37)” (Bilewicz, 2016, s. 56-57). Wyniki te mogą świadczyć o tym, że uzyskane efekty były głównie wynikiem procesu desensytyzacji, czyli odwrażliwiania się na mowę nienawiści (Soral, Bilewicz, Winiewski, 2017; bad. 2). Pokazuje to, jak duże znaczenie w naszym postrzeganiu grupy obcej mają informację docierające do nas z zewnątrz, z którymi możemy się spotkać na różnych płaszczyznach życia. Nieraz przeczytanie komentarzy w internecie na jednym z forów dyskusyjnych, posłuchanie wypowiedzi polityka w telewizji, czy też zwykła rozmowa z kimś o skrajnych poglądach może wzbudzić w nas lęk przed nieznanym, co w konsekwencji prowadzi do bardziej wrogiego traktowania grupy obcej.

PODSUMOWANIE

Filmy, również te animowane, stanowią bogate źródło wielu kontekstów społecznych oraz zagadnień psychologicznych. W omawianym przeze mnie przykładzie, poza poruszoną szerzej dyskryminacją i stereotypami, można też doszukiwać się wielu innych zagadnień, takich jak relacje interpersonalne, postawy, normy grupowe. Film można oglądać jako rozrywkę, można skupić się na morale, jaki w nim występuje albo wyjść poza klasyczny sposób obejrzenia filmu w oderwaniu od rzeczywistości i spróbować odnieść go do naszego codziennego życia. Podział na ludność osady i smoki może być odczytywany jako próba ukazania dwóch różniących się między sobą grup, z których każda ma swoje zasady, normy i cele, a które przez tyle czasu żyją ze sobą w konflikcie. W filmie pokazano, że mimo widocznych różnic między przedstawicielami dwóch społeczeństw, można wyjść poza stereotypowe sposoby myślenia o grupie obcej i zacząć ją traktować jako część społeczeństwa, a nie konstrukt, który za wszelką cenę trzeba wykluczyć. Film ten może mieć zastosowanie w edukacji antydyskryminacyjnej, szczególnie dzieci i młodzieży. Młodym ludziom powinno się już od dzieciństwa uświadamiać, że różnice były, są i będą występować w środowisku, w którym przyjdzie im się rozwijać. Należy jednak za wszelką cenę podkreślić, że “inne” nie znaczy “złe”. Wykorzystując film „Jak wytresować smoka” w działaniach edukacyjnych, można pomóc dzieciom w obrazowy sposób zrozumieć, że w ich życiu mogą spotkać się z metaforycznym „smokiem” i wtedy dobrze jest spróbować go „wytresować” – oswoić, aby nie był czymś groźnym i obcym, a stał się częścią codzienności, w której można nauczyć się wzajemnej współpracy, szacunku i wsparcia. Warto też zapoznać dzieci z tematem mowy nienawiści i uświadomić im, że to co mówimy, piszemy, słyszymy, ma wpływ zarówno na nas samych jak i na innych. Dzieląc się między sobą pozytywnymi informacjami, w których nie będzie wrogich komunikatów odnośnie innych ludzi, mamy większe szanse na nauczenie się traktowania każdego człowieka na równi z nami, nie jako kogoś gorszego, a jako osobę godną szacunku, przyjaźni i miłości. Każdy podział rodzi kolejne konflikty, nieporozumienia i negatywne emocje. A gdyby tak spróbować, niezależnie od wieku, nauczyć się przekraczać te sztucznie stworzone granice?

BIBLIOGRAFIA:

  1. Aronson, E., Wilson, T.D., Akert, R.M. (1995). Psychologia społeczna. Serce i umysł. Poznań: Zysk i S-ka.
  2. Bilewicz, M. (2016). Psychologiczne źródła dystansu. Czyli dlaczego unikamy kontaktu z obcymi? Nauka, 2, 39-62.
  3. Leszczuk-Fiedziukiewicz, A. (2018). Czy hejt i mowa nienawiści staną się normą? Społeczne uwarunkowania zachowań dewiacyjnych w Internecie. Media – Kultura – Komunikacja Społeczna, 14/3, 99-116.
  4. Soral, W., Bilewicz, M., Winiewski, M. (2016). Exposure to hate speech increases prejudice through desensitization. Aggressive Behavior, 44(2), 136-146. DOI: 10.1002/ab.21737
  5. Wojciszke, B. (2011). Psychologia społeczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Wykształcenie: Studentka III roku studiów magisterskich na kierunku Psychologia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W ramach studiów realizuję dwie ścieżki specjalizacyjne: psychologię pracy i organizacji oraz psychologię sądową. (...)


  • Opublikowane 2 Wrzesień, 2019

IV Ogólnopolska Konferencja Młodych Naukowców „Psychoróżności”

Studenckie Koło Psychoterapii i Treningu Psychologicznego działające na Wydziale Pedagogiki i Psychologii na Uniwersytecie Śląskim ma zaszczyt zaprosić Państwa na IV Ogólnopolską Konferencję Młodych Naukowców „Psychoróżności”, która odbędzie się 28 listopada 2019 r. w Centrum Informacji Naukowej i Bibliotece Akademickiej w Katowicach (CINiBA).
Wydarzenie ma na celu krzewienie i propagowanie dorobku naukowego młodych badaczy z polskich ośrodków akademickich z zakresu psychologii. Konferencja skierowana jest do studentów, dając im możliwość przedstawienia swoich pierwszych prac badawczych oraz uzyskania informacji zwrotnej od Komitetu Naukowego.

Obowiązuje dowolność tematów, z zastrzeżeniem, że powinny one podejmować szeroko pojętą tematykę psychologiczną. Czas trwania wystąpienia nie może przekraczać 10 minut. Prace zgłaszane na Konferencję nie mogą być publikacją wyników pracy magisterskiej.

Prace prezentowane na Konferencji mogą być przedstawiane w formie referatowej lub posterowej (format posteru: B1, 100x70 cm). Abstrakt nie przekraczający limitu 250 słów należy przesyłać do 28 października 2019 roku poprzez formularz zgłoszeniowy:

https://forms.gle/vh5DgeaNmkupdXxh9

Abstrakt powinien zawierać informacje dotyczące – podstaw teoretycznych, pytania i hipotezy badawcze, procedurę badawczą oraz wyniki i wstępne wnioski.
W razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości zapraszamy do kontaktu mailowego: knpitp@gmail.com

Udział w Konferencji jest bezpłatny.


W pułapce zarządzania samym sobą

Izraelski historyk Yuval Noah Harari pisze we wstępie do swojej książki „21 lekcji na XXI wiek”:

 

W świecie, który zalewa powódź nieistotnych danych, przejrzystość informacji to potęga.

Szacuje się, że każdego dnia dociera do nas ilość informacji porównywalna do tej zawartej w ok. 175 gazetach. W 1986r. byłoby to 55 gazet, więc różnica jest znacząca (Hilbert, 2012). Praca staje się coraz bardziej skomplikowana i często wymaga jednocześnie wysokiej specjalizacji, wielozadaniowości i kreatywności. Biorąc pod uwagę taki przeskok, nie powinien nas dziwić dynamiczny rozwój technik mających za zadanie uporządkować naszą codzienną aktywność. Widać to chociażby w rosnącej ofercie szkoleń czy nowopowstałych terminach, jak „zarządzanie sobą w czasie”.

Spróbujmy zatrzymać się chwilę nad tymi technikami i zastanowić się nad słusznością ich stosowania oraz tym, czy mogą nam w jakiś sposób zaszkodzić.

Działanie a motywacja

Zacznijmy od początku.

Mówiąc o podejmowaniu działań, osiąganiu celów i samym zarządzaniu/planowaniu, nie sposób nie wspomnieć o motywacji. W psychologii pojęcie „motywacja” ma szeroki zakres i mówi się, że leży ona u podłoża wszystkich aktywności (uwzględniając również te podstawowe jak jedzenie, spanie itp.). Odnosi się do procesów związanych z rozpoczynaniem, kierowaniem i podtrzymywaniem działań (Gerrig, Zimbardo, 2006, s. 355).

Jednym z najczęściej spotykanych podziałów jest ten na motywację wewnętrzną i zewnętrzną.

W przypadku motywacji wewnętrznej mówimy o podejmowaniu działania dla samego wykonywania danej czynności. Dobrym przykładem jest tutaj sytuacja, w której dziecko bawi się dla samej czynności – nie dlatego, że ktoś go za to nagradza lub karze za brak chęci do zabawy.

Motywacja zewnętrzna odnosi się do sytuacji, w której na nasze działanie wpływają inne, zewnętrzne czynniki jak np. przymus, zarobek czy presja czasu (Jarmuż, Tarasiewicz, 2017).

Okazuje się, że nie są to zagadnienia rozłączne. Często zdarza się, że czynniki zewnętrzne osłabiają naszą motywację wewnętrzną. Przykładem na to może być historia przywołana przez Jarmuża i Tarasiewicza w książce Alfabet mitów menedżerskich.

W pewnym mieście postanowiono odnowić zabytkowy budynek. Niestety po zakończonych pracach okazało się, że zabytek jest regularnie dewastowany przez miejscowych wandali, którzy piszą na jego murach i malują graffiti. Burmistrz miasta postanowił osobiście zająć się problemem i wpadł na nieoczywiste rozwiązanie.

Zaproponował on chłopcom zapłatę za niszczenie budynku, po czym sukcesywnie ją zmniejszał. Okazało się, że po pewnym czasie nie mieli oni już ochoty na akty wandalizmu.

W jaki sposób problem się rozwiązał? Można to wyjaśnić tak, że najpierw doszło do „transferu” motywacji z wewnętrznej na zewnętrzną (spowodowaną chęcią zarobku), po czym zlikwidowano motywatory zewnętrzne. Malowanie graffiti już nie sprawiało satysfakcji związanej z łamaniem prawa, a potem zwyczajnie przestało się opłacać.

Jak planowanie wpływa na naszą motywację?

Rozważmy sytuację, w której student musi przygotować się do ważnego egzaminu:

  1. Wewnętrzna motywacja studenta do nauki jest słaba (dość prawdopodobny scenariusz). Zdaje on sobie sprawę, że bez regularnego powtarzania materiału nie uda mu się zaliczyć egzaminu, więc układa plan nauki. Żeby zwiększyć swoje zaangażowanie, postanawia wyjść na piątkową imprezę pod warunkiem powtórzenia określonej części zagadnień.

    Wydaje się to być rozsądnym posunięciem, jednak nie należy oczekiwać, że nauka będzie należeć do najprzyjemniejszych. W tym przypadku motywacja jest wyłącznie zewnętrzna – w żaden sposób nie wynika z zainteresowania przedmiotem. „Uczę się, żeby móc pójść na imprezę. Chcę mieć to już z głowy. Nie mam ochoty się uczyć, ale mam na dzisiaj zaplanowaną naukę…” – to tylko niektóre z myśli, jakie mogą pojawić się w głowie naszego studenta.
  1. Student jest zainteresowany przedmiotem, ale ze względu na ogrom materiału postanawia rozpisać plan nauki na najbliższy egzamin. Podobnie jak we wcześniejszym przykładzie postanawia nagradzać się za przerobienie odpowiedniej ilości zagadnień.

    Znajdujemy się w ryzykownej sytuacji. Podejmowane przez nas działania przestają wynikać z chęci poszerzenia swojej wiedzy. Zmieniamy swoje nastawienie z „chcę to zrobić, ponieważ mnie to interesuje” na „muszę to zrobić, ponieważ tak zaplanowałem / chcę pójść na imprezę.” Bardzo podobna sytuacja do tej w historii o burmistrzu i wandalach.

Czy w takim razie nie warto planować?

To zależy.

Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których planowanie okazuje się niezbędne. Możemy dzięki niemu określić, jakie działania należy podjąć, zidentyfikować przeszkody jakie mogą wystąpić po drodze, czy zarządzać pracą w złożonych projektach.

Warto wspomnieć również o funkcji afektywnej planowania. Zaplanowanie swoich działań i identyfikacja przeszkód mogą zmniejszyć stres związany z jakimś wyzwaniem, czy trudną sytuacją.

Trudno wyobrazić sobie niezaplanowane działania w firmie zatrudniającej większą ilość osób, w której pracuje się jednocześnie nad kilkoma projektami. Należy jednak pamiętać, że istnieją określone zasady dotyczące wyznaczania sobie celów, jak również powinniśmy dobierać techniki w zależności od sytuacji. Bez tego może się okazać, że spowodujemy więcej szkody niż pożytku.

Fantazje a oczekiwania w ustalaniu celów

Podstawowym aspektem pojawiającym się podczas planowania jest wyznaczanie celów. Musimy wiedzieć do czego dążymy, żeby ustalić jakie działania mogą przybliżyć nas do wyjściowego stanu rzeczy.

Okazuje się, że można podejść do tego na dwa zgoła odmienne sposoby.

Pierwszy z nich opiera się o fantazjowanie. Pozostając w przykładzie studenta uczącego się do egzaminu, możemy to wyobrazić sobie jako sytuację, w której rozmyśla on na początku semestru o swoich przyszłych sukcesach. Z góry zakłada, że będzie miał świetne wyniki i bardzo dobrze poradzi sobie na każdym egzaminie. Niestety może to nieść ze sobą fatalne konsekwencje. Przy takim myśleniu możemy dojść do wniosku, że niezależnie od sytuacji świetnie sobie poradzimy. W niektórych opracowaniach wspomina się o tym, że wyobrażanie sobie przyszłej sytuacji pozwala „cieszyć się” nią bez konieczności dążenia do niej w przyszłości, co również może osłabiać naszą motywację. Co więcej – nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, że po drodze mogą pojawić się jakieś przeszkody.

Drugi sposób to budowanie oczekiwań. W tym przypadku student posiada wcześniejsze doświadczenia, więc jest w stanie częściowo przewidzieć swoje zachowanie i zidentyfikować przeszkody, jakie mogą wystąpić w trakcie nauki. Mimo tego, że tworzenie oczekiwań może wydawać się podobne do fantazjowania, to jednak zawiera w sobie istotne elementy: uwzględnienie poprzednich sytuacji i przygotowanie się na możliwość wystąpienia przeszkód.

W celu zbadania jak fantazje i oczekiwania wpływają na zamierzone cele Gabriele Oettingen i Doris Mayer postanowiły zbadać m.in. grupy absolwentów poszukujących pracy i studentów przystępujących do egzaminu. W pierwszej grupie osoby badane, które przejawiały tendencję do fantazjowania otrzymywały istotnie mniejszą ilość ofert, mniej zarabiały i sumarycznie składały mniej aplikacji. W drugiej grupie różnice uwidaczniały się przede wszystkim w wysiłku włożonym w naukę i uzyskanych ocenach – również na korzyść tworzenia oczekiwań (Oettingen, 2002).

Na podstawie wyników powyższych badań możemy poddać w wątpliwość skuteczność popularnych technik wizualizacyjnych opartych o afirmację i tzw. „prawo przyciągania”. Skupiają się one przede wszystkim na mechanizmach podobnych do tych występujących przy fantazjowaniu i mogą przez to utrudniać nam osiąganie zamierzonych celów.

Podsumowanie

Okazuje się, że planowanie działań i wyznaczanie celów nie jest złotym środkiem. Zawsze należy mieć na uwadze własną motywację, unikać niepotrzebnego układania planów i rozważnie dobierać stosowane techniki.

Jeśli okaże się, że zastosowanie wspomnianych metod jest niezbędne, lub pomoże nam w działaniu, to możemy wspomóc się poniższymi radami:[I]

  • Zbudujmy plan na takim poziomie ogólności, jak to możliwe.
  • Wyznaczając cele miejmy na uwadze przeszkody, jakie mogą wystąpić i wcześniejsze doświadczenia.
  • Nie „nagradzajmy” się niepotrzebnie za wykonanie zadania. Dużo lepiej dla naszej motywacji będzie, jeśli sama czynność będzie dla nas przyjemna.
  • Zamiast tworzyć złożone plany, spróbujmy ustalić ogólne zasady i wyrobić sobie pożyteczne nawyki.

Bibliografia

  1. Hilbert, M. (2012). How much information is there in the “information society”? Significance, 9(4), 8–12.
  2. Oettingen, G. , Mayer, D. (2002). The Motivating Function of Thinking About the Future: Expectations Versus Fantasies. Journal od Personality and Social Psychology, col. 83, No. 5, 1198-1212.
  3. Jarmuż, S., Tarasiewicz, M. (2017). Alfabet mitów menedżerskich. Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
  4. Gerrig, R. J., Zimbardo, P. G. (2006). Psychologia i życie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.
  5. Harari, Y. N. (2018). 21 lekcji na XXI wiek. Kraków: Wydawnictwo Literackie Sp. Z o. o.


[I] Na podstawie rad z rozdziałów: „C jak cele”, „M jak motywowanie pracowników” oraz „P jak planowanie” z wyżej wymienionej książki Alfabet mitów menedżerskich Jarmuża i Tarasiewicza

 

Kontakt: bboniecki@outlook.com Student na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UŚ, kierunek Psychologia ze specjalnością pracy i organizacji oraz zdrowia i jakości życia. Zawodowo młodszy specjalista ds. rekrutacji. W wolnych chwilach zajmuje się informatyką i muzyką. (...)


  • Opublikowane 27 Czerwiec, 2019

Prostytucja nieletnich

Ujęcia definicyjne

Prostytucja jest zjawiskiem obecnym od bardzo dawna w naszej kulturze[1]. “... prostytuowanie się jest zachowaniem związanym z oddawaniem swojego ciała nieokreślonej /niesprecyzowanej liczbie osób (może to być jedna osoba, jak i wiele), celem zaspokojenia ich popędu seksualnego. Prostytutką jest jednostka (niezależnie od płci), która epizodycznie lub stale oddaje się aktywności seksualnej, oczekując i otrzymując w zamian rozmaite korzyści: materialne (w formie pieniężnej lub jego ekwiwalentu) lub niematerialne”[2]. Mimo, że bardzo często spotykamy się z tym fenomenem w telewizji, Internecie, książkach jest to nadal temat tabu. Każdy o nim wie, ale nikt nic nie mówi. Często osobom prostytuującym się jest bardzo trudno wydostać ze środowiska, w którym żyją. Dlatego ważna jest podstawowa wiedza, którą możemy wykorzystać, niosąc pomoc tym osobą. W tym artykule chciałabym przedstawić zjawisko prostytucji nieletnich, przyczyny jej występowania i zagrożenia z nią związane.

W literaturze fachowej mamy do czynienia z licznymi opisami przypadków prostytucji. Zadziwiający jest jednak fakt, że prostytucję zaczęto uznawać za profesję obecną od zawsze w życiu kulturowo-społecznym[3]. Nasuwa się więc pytanie: Dlaczego wciąż traktujemy ją jako temat tabu?

Przyczyny zjawiska prostytucji nieletnich

Dominującymi czynnikami, które sprawiają, iż młodzież zaczyna uczestniczyć w procederze prostytucji, są między innymi: bieda, brak perspektyw oraz bezpiecznego środowiska do rozwoju. Znaczącą rolę odgrywa także środowisko rodzinne (brak zainteresowania rodziców), czy czynniki kulturowe. Wszystkie te elementy mogą być przyczyną prostytucji młodych dziewczyn i chłopców[4].

Zewsząd napływa do nas mnóstwo materiałów zawierające treści o charakterze seksualnym, niestety każdy ma do nich dostęp. Zarówno dorośli, jak i młodzież. To właśnie pobudzenie seksualne może być również jedną z przyczyn prostytucji nieletnich. Skoro widzimy wszędzie elementy seksualności to znaczy, że są one normalnym zjawiskiem, z którego możemy korzystać[5]. Coraz częściej spotykamy się z dwuznacznymi reklamami, wyzywającymi zdjęciami, filmami, czy obrazkami z podtekstem seksualnym. Seks jest obecny wszędzie.

Badania Jacka Kurzępy pokazują, iż 29% badanych chłopców wskazuję na żądzę, jako motyw swojego zaangażowania w prostytucję. Kolejny istotny dla nich czynnik stanowiły względy ekonomiczne (19%). Następnie wskazana była chęć dobrej zabawy, szaleństwa, przygód (17% przypadków). Na ostatnich miejscach znalazł się przypadek, koledzy i konieczność. Większość chłopców nie potrafi przerwać tego procederu ze względu na płynność finansową oraz brak rozliczania się z kimkolwiek z zarobionych pieniędzy. Są także sytuacje, w których następuje przyzwyczajenie do tego typu działalności i brak potrzeby rezygnacji z niej. Najczęstszą deklaracją chłopców prostytuujących się jest stwierdzenie, że nie ma w tym nic złego. Wielu z nich wyjawia, że zaczynali swoją pracę od ubierania się w skąpe ubrania i w obecności pracodawców sprzątało ich domy, za co dostawali sporą zapłatę[6]. Wynagrodzeniem za wykonaną pracę nie muszą być tylko pieniądze. Mogą to być modne ubrania, gadżety, wyjazdy, opłaty studiów.

Jedną z przyczyn zagubienia się nieletnich może być prezentowany w mediach wzorzec wyglądu uznawanego współcześnie za męski. Zgodnie z nim chłopak powinien być przystojny (jak aktor filmowy), zadbany, nienagannie ubrany, rozrywkowy. Dziś widzimy w mediach mężczyzn rozdartych emocjonalnie, nieraz wylewających łzy. Role społeczne zaczynają się modyfikować przez co mężczyźni, którzy nie umieją sobie poradzić z tymi zmianami, czują się zagrożeni. Powoduje to utratę ich tożsamości, którą nabyli w latach dziecięcych. Młody chłopak podążający za dzisiejszymi wzorcami, może się zastanawiać nad tym, jaki w ogóle powinien być. Większość z nas chce odnaleźć coś innego, wyjątkowego do czego nie każdy ma dostęp, ale jednak chcemy też dopasować się do reszty społeczeństwa. Ta potrzeba dopasowania powoduje, iż osoby, które zeszły na drogę prostytucji, mogą odczuwać wstyd przed przyznaniem się do tego procederu przed społeczeństwem, czy też bliskimi.

Konsekwencje  prostytucji

Osoby uczestniczące w procederze prostytucji często zaniedbują edukację poprzez opuszczanie zajęć, wagary. Takie jednostki często nie umieją znaleźć normalnej pracy nawet, gdy chcą uwolnić się od tej działalności seksualnej[7]. Bez podstawowego wykształcenia niestety nie są w stanie znaleźć żadnej pracy. Uważane są za głupie, ponieważ większość społeczeństwa uzyskała ten poziom wykształcenia. Następuje także zawężenie znajomości, które powoduje nawet zupełny brak wsparcia społecznego. Wówczas istnieją bardzo nikłe szanse na znalezienie jakiejkolwiek pracy, czy odnalezienie się na legalnym rynku pracy. Bez takowego wsparcia osoby tracą wiarę w swoje siły i możliwości, nie podejmują prób poszukiwania innej pracy, albo zdane tylko na siebie nie mogą podjąć ryzyka utraty tego zarobku.

Nieletni zmuszani do prostytuowania się odczuwają w sobie poczucie winy, wstyd i brak akceptacji ze strony środowiska, w którym na co dzień przychodzi im żyć. Są oni wykorzystywani przez osoby pełnoletnie, które wykorzystują swoją władze nad małoletnim.

W wyniku prostytucji często dochodzi do zajść w niechcianą ciążę. Próby nielegalnej aborcji powodują problemy ze zdrowiem fizycznym, jak i psychicznym. Jest wysokie ryzyko, że taka dziewczyna nigdy nie będzie mogła posiadać własnych dzieci. Nawet jeśli odejdzie od tego procederu i będzie chciała założyć własną rodzinę. Błędy młodości będą odczuwalne przez całe życie[8]. Niestety często dochodzi tutaj także do przenoszenia chorób drogą płciową zarówno u kobiet, jak i mężczyzn[9].

Podsumowując, każdy przypadek prostytucji nieletnich jest inny. Składa się na niego wiele elementów sytuacyjnych: status materialny, więzi rodzinne, ciekawość, znajomości. Nie jesteśmy w stanie określić jednej reguły zachowań, po których może dojść do zaangażowania się młodej osoby w prostytucję. Każdy przypadek jest indywidualny, ponieważ sytuacja każdego jest inna. Jak możemy zauważyć, prostytuuje się młodzież zarówno z dobrze sytuowanych rodzin oraz, ta o znacznie obniżonym statusie materialnym. Nie zawsze towarzyszą temu względy finansowe, czasem tylko chęć dobrej zabawy i rozrywki. Badania wykazują, iż najwięcej młodocianych prostytucji ma miejsce ze względów ekonomicznych. Zdarzają się jednak przypadki, w których osoby te są zmuszane do prostytucji i robią to wbrew własnej woli.

Bibliografia:

  1. Kurzępa J Młodzież pogranicza- “świnki” czyli o prostytucji nieletnich, Impuls, Kraków 2001.
  2. Kurzępa J, A. Lisowska, A. Pierzchalska; PROSTYTUCJA „NIELETNICH” W PERSPEKTYWIE DOLNOŚLĄZAKÓW RAPORT Z BADAŃ; Wrocław 2008.
  3. Popławska A. Dziecko krzywdzone nr. 4 (33), Wykorzystywanie małoletnich w prostytucji – charakterystyka i dynamika zjawiska ze szczególnym uwzględnieniem perspektywy polskiej, Fundacja dzieci niczyje, 2010.

Autor: Agata Raszewska




[1] J. Kurzępa, A. Lisowska, A. Pierzchalska; PROSTYTUCJA „NIELETNICH” W PERSPEKTYWIE DOLNOŚLĄZAKÓW RAPORT Z BADAŃ; Wrocław 2008, str. 7.

[2] Tamże

[3] Popławska A. Dziecko krzywdzone nr. 4 (33), Wykorzystywanie małoletnich w prostytucji – charakterystyka i dynamika zjawiska ze szczególnym uwzględnieniem perspektywy polskiej, Fundacja dzieci niczyje, 2010, str.54.

[4] Tamże str. 54-58.

[5]  Tamże

[6] J. Kurzępa, Młodzież pogranicza- “świnki” czyli o prostytucji nieletnich, Impuls, Kraków 2001, str. 159.

[7] Popławska A. Dziecko krzywdzone.str.59-64

[8] Popławska A. Dziecko krzywdzone.str.53-64

 


  • Opublikowane 26 Marzec, 2019

Ruszyła rekrutacja do projektu EEC – Liderzy Przyszłości 2019

Projekt dedykowany jest studentom wszystkich kierunków studiów. Inicjatywa daje możliwość uczestniczenia i współtworzenia XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Tegoroczna edycja odbędzie się między 13. a 15. maja 2019 r. (http://www.eecpoland.eu/). Wydarzeniem towarzyszącym będzie European Start-Up Days http://www.estartupdays.eu/pl/, podczas którego młodzi przedsiębiorcy mają szansę zaprezentować się przed światowej klasy ekspertami.

Projekt EEC - Liderzy Przyszłości umożliwia zdobycie cennego doświadczenia, otrzymanie certyfikatu potwierdzającego zaangażowanie w prace przy Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, przebywanie w międzynarodowym środowisku wśród najważniejszych gości z całej Europy i świata oraz nawiązanie ciekawych kontaktów.

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie internetowej: http://www.eec-liderzy.eu/pl/

Dołącz do projektu!

Uwaga!
Rekrutacja do projektu EEC – Liderzy Przyszłości została przedłużona do 16 kwietnia 2019 r.


  • Opublikowane 24 Styczeń, 2019

UX – jak wiedza psychologiczna pomaga w projektowaniu stron internetowych i aplikacji mobilnych?

Zgodnie z definicją, psychologia jest „nauką, która pozwala ustalić, co porusza ludźmi i jak funkcjonuje ich psychika” (Zimbardo, 1996). Bada, jak żywe organizmy radzą sobie ze swoim środowiskiem i jak zachowują się względem siebie. Potocznie przyjmuje się jednak, że podmiotem działań psychologa jest tylko i wyłącznie człowiek oraz wzajemne relacje. Wraz z rozwojem technologicznym, który wkracza wielkimi krokami w coraz dalsze zakątki naszego życia, badacze ludzkiej duszy wykraczają poza stereotypowe obszary. Jeśli przyjrzymy się bliżej dzisiejszej komunikacji międzyludzkiej, szybko dojdziemy do wniosku, że jej znaczna część odbywa się za pośrednictwem różnego rodzaju urządzeń elektronicznych. Co więcej, według statystyk z roku na rok korzystanie ze smartfonów wzrasta w sposób istotny. Niektóre badania wskazują, że sięgamy po niego nawet do 150 razy dziennie. Psychologia stara się podążać z duchem czasu, a w centrum jej zainteresowania coraz częściej znajdują się przedmioty, z którymi wchodzimy w interakcję. Celem niniejszej pracy jest pokazanie konkretnych przykładów zastosowań wiedzy psychologicznej w odniesieniu do projektowania treści stron internetowych czy aplikacji znajdujących się w naszych smartfonach. Dziedzina nauki i praktyki zajmująca się wrażeniami użytkownika podczas użytkowania produktu interaktywnego nazywa się „User experience” (UX). Twórcą tego terminu jest psycholog poznawczy prof. Don A. Norman. Dostarcza ona wiedzy, m.in. jak zaprojektować produkt, aby doświadczenie użytkownika było w jak największym stopniu pozytywne. Ustala równowagę między potrzebami klientów a zawartością projektu i możliwościami technologicznymi. Dba o przyjemność użytkowania danego produktu, łatwość i efektywność korzystania oraz dopasowanie kulturowe. Można zadać pytanie, po co wkładać wiele wysiłku i funduszy, aby użytkownik korzystał z urządzenia pozostawiającego dobre wrażenie? Działania UX są czasochłonne a projektanci wysoko wynagradzani. Innymi słowy, czy to się opłaca? Z 8-letniej analizy porównawczej wynika, że zwrot z inwestycji w akcje organizacji uznawanych za liderów w dziedzinie UX jest o 35 punktów procentowych wyższy niż średnia zwrotu z indeksu S&P 500 (indeks, w skład którego wchodzi 500 przedsiębiorstw o największej kapitalizacji notowanych na giełdach w Nowym Jorku). Zwrot akcji firm, które nie dbały o zagadnienia UX był niższy o 45 punktów procentowych. Zależność ta utrzymała się również w okresie kryzysu gospodarczego.

Pierwsze wskazówki dotyczące tego, jak projektować przyjaźnie, wywnioskować można z wiedzy na temat ludzkiego postrzegania. Zależy ono od wielu czynników, m. in. oczekiwań, pochodzenia, wiedzy i stopnia zaznajomienia z treścią, na którą się patrzy. Oznacza to, że użytkownik nie zawsze dostrzeże i zinterpretuje zawartość strony czy aplikacji w sposób, który ich autor zakładał. Intuicja podpowiada nam, że to co znajduje się na peryferiach naszego widzenia nie ma wielkiego znaczenia, i treści, które stamtąd dostrzegamy, nie biorą udziału w procesie interpretacji odbywającej się w korze mózgowej. Wielokrotne badania wykazały jednak, że spostrzeganie peryferyczne jest odpowiedzialne za istotę widzenia. To, co zostanie umieszczone na obrzeżach strony, będzie stanowiło ważne informacje dla użytkownika o tym, jaki charakter ma dana strona internetowa. Skuteczność reklamy zwiększyć można w łatwy sposób, poprzez umieszczenie jej z boku widoku oraz nadaniu dynamiki, np. w postaci migania. Wynika to z faktu, że jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani do odruchowego zwracania uwagi na ruchome obiekty w peryferiach naszego widzenia – jeszcze nie tak dawno temu o przetrwaniu na polowaniu naszych przodków, decydowała umiejętność dostrzeżenia niebezpiecznego drapieżnika zakradającego się z miejsc nie objętych centralnym polem widzenia. Jedną z ciekawych właściwości postrzegania jest naturalna tendencja do grupowania elementów, układania i rozpoznawania wzorów. Obserwując cztery kulki znajdujące w odpowiednio bliskiej w jednej linii, istnieje tendencja do postrzegania ich jako ciągu elementów, pewnej całości, a nie interpretowania każdego koła z osobna. Dla poprawienia wrażenia korzystania z danej aplikacji, należy stosować jak najwięcej elementów pogrupowanych w pewne wzorce. Dzięki temu zyskuje ona na czytelności i łatwości nawigacji. Umieszczanie obiektów na stronie w postaci rysunków geometrycznych i prostych schematów przyśpiesza i ułatwia ich rozpoznawanie. Stosowanie wiernych, szczegółowych obrazów przedmiotów jak i obrazów trójwymiarowych spowalnia procesy interpretacyjne. Dodatkowo szybszą identyfikację obiektu osiągnąć można poprzez ukazanie go z tzw. perspektywy kanonicznej – „trochę z boku, trochę z góry”, delikatnie przedstawiając trójwymiarowość przedmiotu. Chcąc zwiększyć szansę, że użytkownik spojrzy na dany element, warto umieścić na stronie obraz przedstawiający twarz wpatrującą się na ten obiekt. Badania dowodzą, że automatycznie spoglądamy na to, na co kierują wzrok inni. Co mogą mieć ze sobą wspólnego strona internetowa i książka? Okazuje się, że ludzie przeglądają witrynę tak jakby czytali tekst. Strona dedykowana dla kultury zachodniej powinna zawierać najważniejsze elementy w lewym górnym rogu, w miejscu gdzie użytkownik rozpocznie wędrówkę po naszej witrynie. Niezbędnym elementem każdej aplikacji i witryny jest barwa. Istnieją połączenia kolorów męczące i trudne dla oka. Należy unikać nakładania na siebie oraz bliskiego współwystępowania kolorów: niebieskiego, zielonego i czerwonego. Niecałe 10% populacji cierpi z powodu problemów z poprawnym rozpoznawaniem barw. W trakcie konstruowania aplikacji czy strony warto posiłkować się specjalnymi witrynami internetowymi, które mogą symulować to, jak spostrzegają tworzony produkt osoby z zaburzeniami widzenia kolorów.

Świadome projektowanie nastawione na użytkownika wymaga wiedzy dotyczącej procesu czytania. Dzieje się to nie poprzez płynne rejestrowanie poszczególnych liter, a w sposób kaskadowy, przypominający „skakanie” po tekście, obejmujące na raz od siedmiu do dziewięciu liter. Skupienie na pojedynczym wycinku liter zajmuje około 250 milisekund. Włączając w proces czytania widzenie peryferyjne, jesteśmy w stanie rozpoznać nawet do 15 znaków, jednak możliwość semantycznej obróbki nadal nie przekracza siedmiu liter. Ze względu na przytoczoną kaskadowość, długie wiersze zbudowane z około 100 liter są łatwiejsze i szybsze w czytaniu, gdyż zmniejszają ilość „skoków” do nowych linijek. Paradoksalnie ludzie preferują jednak krótsze wiersze zbudowane ze znaków w ilości od 45 do 72 w postaci kilku kolumn na stronę. Zachodzi więc tu dylemat, które rozwiązanie wybrać. Zaleca się stosowanie długich linijek, gdy szybkość czytania stanowi ważny czynnik, a krótsze, gdy nie ma to znaczenia. Zdania zbudowane wyłącznie z wielkich liter postrzegane są jako „krzykliwe”. Należy unikać nadużywania wyrazów zbudowanych z drukowanych znaków i wykorzystywać je tylko w przypadku nagłówków mających przyciągnąć uwagę czytelnika. Nawiązując do wyglądu czcionki, badania wskazują, że zarówno szeryfowa jak i bezszeryfowa wykazują podobny poziom pod względem czytelności. Natomiast czcionki nietypowe i zbyt udekorowane mogą spowolnić czytanie ze względu na trudniejsze rozpoznawanie wzorca danej litery (np. Bursh Script MT Italic).

Każdy designer chciałby, aby jego dzieło łatwo zapadało w pamięć użytkownikowi. Z pomocą przychodzi wiedza o tym, jak ludzie zapamiętują treści. W telegraficznym skrócie, pamięć składa się m. in. z dwóch części: pamięci długotrwałej i krótkotrwałej. Ta pierwsza zwana inaczej trwałą, zawiera całą naszą wiedzę na temat świata i wspomnienia. Jest praktycznie nieograniczona i zapisanie informacji w niej ułatwiają m. in. wielokrotne powtórzenia, odniesienia nowych informacji do wiedzy już posiadanej czy współobecność silnych bodźców emocjonalnych. Jej działanie można porównać do dysku twardego znajdującego się w komputerach. Pamięć krótkotrwała inaczej zwaną pamięcią roboczą, jest natomiast związana ze skupioną uwagą, przetwarzaniem odbieranej treści „tu i teraz”. Jest jednym z pierwszych przystanków, na których zatrzymuje się informacja w drodze do ulokowania się w pamięci długotrwałej. Używamy jej, kiedy próbujemy zapamiętać imię danej osoby lub numer telefonu. Jest podatna na wszelkie dystraktory – każdy entuzjasta czytania książek doświadczył sytuacji, kiedy po przeczytaniu kilku zdań tekstu, uświadomił sobie, że właściwie kompletnie nie wie, co właśnie przeczytał. Jego myśli udały się w podróż po krainie podejrzeń, co lub kto stoi za otrzymanym właśnie powiadomieniem telefonu. Dodatkowo, jej pojemność jest znacznie ograniczona. Aktualne wyniki badań wskazują, że w jednym momencie możemy przetwarzać maksymalnie 4 elementy. Między innymi z tego powodu dzielimy numer telefonu na grupy złożone z trzech cyfr (XXX-XXX-XX) zamiast zapamiętywać cały, dziewięciocyfrowy ciąg. Działanie pamięci roboczej można porównać do pamięci RAM komputera. Projektując zatem produkt cyfrowy, należy unikać jakichkolwiek elementów mogących rozproszyć uwagę użytkownika, jeżeli zależy nam aby treść, którą właśnie przedstawiamy została prawidłowo przetworzona i przechowana na dłużej. Należy również wystrzegać się sytuacji, w której użytkownik musi zapamiętać informacje z poprzedniej zakładki, aby zrealizować jakiś cel w innym miejscu strony czy aplikacji. Nie trzeba zasypywać go niezliczoną ilością słownej treści w trosce o jego potrzebę domknięcia poznawczego. Wszelkie dodatkowe informacje użytkownik z chęcią odnajdzie z pomocą wyszukiwarki Google. Warto spróbować wykorzystanie rysunków/ikon/obrazków pogrupowanych w czteroelementowe porcje, podpisane niewielką ilością tekstu, który wyświetli się po najechaniu na dany element myszką. Ludzie dużo łatwiej zapamiętują obrazy niż słowa.

Pozostało jeszcze wiele aspektów ludzkiego funkcjonowania, takich jak emocje, motywacja czy myślenie, o których wiedza dostarcza kolejnych wskazówek dla przyjaźniejszego projektowania produktów cyfrowych. Branża User Experience rozwija się z roku na rok i spodziewać się możemy coraz to nowych rozwiązań. Przedstawione przykłady stanowią zalążek wiedzy jaką w tej dziedzinie operują specjaliści.

           

          Autor: Marcin Kopyciok

 

Literatura:

  1. Rucha F. L., Zimbardo P.G. (1996). Psychologia i życie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe   PWN.
  2. Maruszewski, T. (2011). Psychologia poznania. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  3. Weinschenk, S. (2011). 100 things every designer needs to know about people. Berkeley, CA: New Riders.
  4. Biznesowa wartość User Experience. Czy inwestycja w UX się opłaca. [2015-08-10] http://symetria.pl/blog/newsy/biznesowa-wartosc-user-experience-czy-inwestycja-w-ux-sie-oplaca-infografika/
  5. Meeker M, Wu L. Internet trends D11 conference. 2014. [2015-07-21]. http://www.slideshare.net/kleinerperkins/kpcb-internettrends- 2013 webcite.

Polak ma nerwicę

Zaburzenia nerwicowe to drugi, zaraz po depresji, najczęstszy problem psychologiczny, z którym zmagają się ludzie na całym świecie. W Polsce z powodu nerwicy cierpi ponad 2,5 miliona ludzi i liczba ta stale rośnie.

Podstawowym objawem diagnostycznym nerwicy jest dojmujące uczucie lęku (najsilniej odczuwany w atakach paniki i fobiach, najsłabiej w zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych).

Jeśli czujesz, że możesz cierpieć na jedno z zaburzeń nerwicowych, przyjrzyj się trzem strefom swojego funkcjonowania:

Emocje – pomyśl, czy czułeś się w wymieniony niżej sposób w ciągu ostatnich kilku miesięcy:

  • Czy towarzyszy Ci uczucie nieokreślonego niepokoju czy lęku?
  • Czy często się zamartwiasz?
  • Czy zdarzają Ci się ataki paniki?
  • Czy doświadczasz przygnębienia, zniechęcenia lub apatii?
  • Czy ostatnio częściej wpadasz w irytację?

Ciało - to druga strefa, na której należy się skupić i zarejestrować co się z nim dzieje:

  • Czy często masz podwyższone ciśnienie krwi, podniesione tętno, palpitacje serca?
  • Czy dokucza Ci uczucie duszenia się, niemożność złapania oddechu, płytki oddech lub hiperwentylacja?
  • Czy odczuwasz dotkliwy, stały ból mięśni, skurcze, drżenie rąk?
  • Czy zdarzają Ci się zawroty głowy, szum w uszach, uczucie ucisku w głowie?

Ostatni ważny obszar, któremu należy się przyjrzeć, to strefa poznawcza, czyli Twoje myśli, pamięć, koncentracja:

  • Czy dokuczają Ci natrętne, obsesyjnie powracające myśli?
  • Czy zauważasz zmiany w postrzeganiu rzeczywistości, zwłaszcza w sytuacjach podwyższonego lęku ( myśli typu: „zaraz oszaleję”, „zaraz się uduszę”)?
  • Czy miewasz zaburzenia koncentracji uwagi, nieumiejętność skupienia się, zaburzenia pamięci?

Co robić, jeśli w każdym z obszarów znalazłeś swoje objawy? Rozważ różne opcje pomocy.

Jedną ze skutecznych metod samopomocy w zaburzeniach nerwicowych jest relaksacja. Naucz się wybranej techniki relaksacji i stosuj ją codziennie (relaksacja Jacobsona lub Schultza, medytacja mindfulness czy trening kontroli oddechu to tylko kilka sprawdzonych metod). Relaksacja to metoda obniżania pobudzenia autonomicznego układu nerwowego. Skutkuje tzw. reakcją relaksacji, czyli stanem pełnego rozluźnienia organizmu, który jest dokładnym przeciwieństwem reakcji lękowej, kiedy organizm jest napięty i gotowy do walki lub ucieczki.

Warto też rozważyć skorzystanie z pomocy specjalisty. Pod opieką psychoterapeuty jesteś w stanie wyjść z zaburzeń nerwicowych, nie powodując większych szkód (bez utrwalania szkodliwych schematów myślenia i zachowania). Najskuteczniejszym nurtem psychoterapii zaburzeń nerwicowych jest podejście poznawczo-behawioralne. Ważną zaletą tej psychoterapii jest jej skupienie na rozwiązaniu problemu (celowość) i krótkoterminowość.

Zaburzenia nerwicowe mają to do siebie, że przejawiają się w wyraźnych zmianach zachowania. Powoduje to, że czasem zewnętrzni obserwatorzy szybciej zauważają zmiany w funkcjonowaniu osób cierpiących na nerwicę, niż sami chorzy.

Jeśli zobaczysz, że ktoś, kogo znasz, zaczyna robić zwyczajne rzeczy w coraz dziwniejszy sposób (np. zakupy robi tylko w towarzystwie koleżanki, je tylko łyżką, itp.) albo unika różnych sytuacji, które kiedyś były dla niego zupełnie normalne (np. nie wychodzi na spacery, unika jeżdżenia samochodem, itp.), to koniecznie porozmawiaj z tą osobą. Może da się to zachowanie racjonalnie wytłumaczyć. Jeśli natomiast tłumaczenia są nielogiczne lub rozmowa na ich temat wywołuje u zapytanej osoby silną reakcję emocjonalną (smutek, przygnębienie, wycofanie się lub odwrotnie – irytację i gniew), to można podejrzewać, że osoba ta zmaga się z jakąś formą zaburzeń nerwicowych.

Jak takiej osobie pomóc? Przede wszystkim porozmawiajcie i obiektywnie wspólnie oceńcie sytuację – jest problem czy nie. Już samo zainteresowanie i wsparcie bliskich ma działanie terapeutyczne. Ale może nie wystarczyć. Wówczas poszukajcie specjalisty.

Pamiętaj – z nerwicą można wygrać, tylko trzeba zacząć działać już dziś.

www.pokonajlek.pl/wp-content/uploads/2018/09/Polak_ma_nerwice.pdf
www.pokonajlek.pl/wp-content/uploads/2018/09/Polak_ma_nerwice.pdf

 

 

Psycholog, psychoterapeutka w nurcie poznawczo-behawioralnym. Studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a szkolenie terapeutyczne odbyła w Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej w Warszawie. Mieszka i praktykuje w Warszawie. Prowadzi psychoterapię indywidualną oraz stronę internetową z bazą najnowocześniejszej wiedzy na temat zaburzeń lękowych i technikami samopomocy: www.pokonajlek. (...)


Strony

Subscribe to Więc jestem RSS

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.