Morderstwo wierszem napisane- 3 Czytanie między wierszami

"Me Sekrety"
Niczym milion gwiazd odlegle lśniących,
Trwających w swej słodkiej błogości,
Tak i Wy, ludzie ładu łaknących
Korzyści, nie patrzcie do nicości.

Nicość bowiem, to wiedzieć musicie,
Wypełniona jest mroczną ciemnością.
Czasem lepiej chronić, co kochacie,

I na pół prawdę patrzeć z miłością.Olaf miał rację. Morderstwo Kasi wywołało istną burzę w Zagłowiu. Kiedy w pół do dziewiątej odeszliśmy od miejsca zbrodni, minęliśmy biegnących dziennikarzy z kamerami. Nie trudno było zgadnąć, że jeszcze tego samego dnia trąbiono o tym wydarzeniu w wiadomościach. Wszyscy biegali od sąsiada do sąsiada i przekazywali sobie coraz to dziwniejsze plotki. Kiedy pani Małowska przyszła na herbatę do mojej mamy, usłyszałem jej pełną udziwnień opowieść o mafii, która potajemnie rządzi naszą wsią. Jakoś nie miałem ochoty tego słuchać, toteż wolałem spędzić resztę deszczowej niedzieli przed komputerem. Włączyłem sobie muzykę odzwierciedlającą mój smutny nastrój i zacząłem przeglądać najświeższe nowinki na portalu społecznościowym. Tam panował jeszcze większy chaos, niż na ulicach wsi. Znajomi pisali do mnie, wysyłając zdjęcia z podpisem „O cholera!”, albo z mniej lub bardziej niestosownymi wulgaryzmami, po czym udostępniali to dalej. W krótkiej chwili mój profil zbombardowano nowymi wątkami o tej samej tematyce. Tak... pięć minut dla naszej wsi właśnie się zaczyna.
Kasia była jedynaczką, ale miała bardzo bliską przyjaciółkę. Na jej nieszczęście została wręcz zaatakowana pytaniami od ciekawskich, bezwstydnych osób. Nic jednak natrętom nie odpisywała, oprócz wiecznego kopiowania jednej i tej samej wiadomości: „Dajcie mi i państwu Kozłowskim spokój”. Gdy szedłem na zakupy, zatrzymałem się na chwilkę obok posiadłości rodziców Kasi. Drzwi i okna zostały zamknięte i nikt nie wystawiał nosa z środka. Strasznie mi było ich żal.
Wszyscy pytali o Marczaka, chłopaka Kasi. Ten podręcznikowy przykład niebezpiecznego chuligana, wiecznie bezpodstawnie zazdrosnego o swoją dziewczynę, szybko stał się podejrzanym numer jeden. Może to i głupie, ale ja też nie potrafiłem wskazać nikogo innego, kto miałby choć cień motywu. Fist jest winien. A nawet jeżeli nie, to z całą pewnością wie, kto mógłby odważyć się na tak straszliwy czyn. Największy jednak problem tkwił w odnalezieniu Fista. Ani policja, ani nawet jego znajomi nie umieli go odszukać. Na portalu społecznościowym też się nie zjawił, gdyż jego ostatnia data aktywności była datą sprzed morderstwa. To tylko potwierdzało moje przypuszczenia.
Nim się obejrzałem, nastał wieczór. Zjadłem kolację z rodziną (z wyłączonym telefonem, jak to kazała mama) i zacząłem pakować książki na jutrzejsze zajęcia. Wtedy uświadomiłem sobie coś strasznego.
-O kurde! Kartkówka z polskiego!
Z ogromną niechęcią zasiadłem do materiału obowiązującego na jutrzejszy test. Te wszystkie bezsensowne środki stylistyczne wciąż mi się myliły, a kiedy wybiła dwudziesta druga, załamałem się, widząc, ile mi jeszcze tego zostało. Postanowiłem przygotować ściągę, zdając sobie sprawę z tego, jak niezwykle ciężko jest takowej używać na lekcjach pana Lisowskiego. Ale skoro i tak miałem dostać ocenę niedostateczną, to wolałem chociaż spróbować. Po sklejeniu karteczki, wreszcie położyłem się spać.
-Boże, jeszcze praca z fizyki...- szepczę do siebie, leżąc w ciepłym łóżku i załamując się jeszcze bardziej.
 
*
Dojeżdżam do szkoły autobusem. W drodze do sąsiedniego miasteczka na przystankach zawsze wsiada Olaf, kilku moich znajomych, a także Fist. Jednak dzisiaj go brakowało. Kiedy po dwudziestu minutach docieramy na miejsce i wchodzimy do budynku, możemy wręcz zobaczyć cały harmider dotyczący minionych wydarzeń. Natychmiast podbiegają do mnie koledzy z klasy i zasypują pytaniami.
-Ja nic nie wiem.- stwierdzam, starając się nie brzmieć niegrzecznie.
Szybko przebieramy się w szatni, chcąc jak najszybciej odejść od grupy ciekawskich osób. Niedługo potem stoimy pod salą 39, czekając na pierwszy w tym tygodniu test z języka polskiego. Mam zamiar powtórzyć sobie materiał, korzystając z ostatnich minut, jakie mi zostały. Niestety moją uwagę przykuwa coś zupełnie innego. Wywieszono nowe ogłoszenie na tablicy.
 
 
PRZEDSTAWIENIE
Najmłodsi uczniowie naszego przedszkola postanawiają zorganizować przedstawienie pt. „Witaj przygodo!” w sali gimnastycznej! Występ odbędzie się w piątek 20 lutego o godzinie dwudziestej. Lekcje w tym dniu zostaną skrócone. Zapraszamy wszystkie dzieci i rodziców!
Dr Julian Lisowski
Mgr Agata Kowalik
 
 
-Ten Lisowski to niech ogarnie.- słyszę głos Krzysztofa, tuż za moimi plecami.- Przedstawienie właśnie teraz? Kiedy tyle się dzieje?
-Przynajmniej lekcje skrócone. -odpowiadam mu z uśmiechem.- Zwłaszcza, że tego dnia mamy dwie matmy i fizykę.
Większość klasy zdecydowanie bardziej popiera moje zdanie.
-Właściwie dlaczego dyrektorka podpisuje się druga, a nie pierwsza?- zauważa ciekawski Olaf, ale nim ktokolwiek udziela mu odpowiedzi, drzwi do pokoju nauczycielskiego otwierają się. Z środka wychodzi nasz wychowawca- pan Lisowski.
Jest to mężczyzna po czterdziestce, z krótkimi, lekko siwymi włosami i zarostem. Ma haczykowaty nos, co stanowi główny punkt atrakcji w komiksowych parodiach naszej klasy. Ale mimo wszystko, to dobry człowiek.
Niewielu jest nauczycieli w naszej placówce, którzy są zawsze pogodni, uśmiechnięci i gotowi pomagać dzieciom. Pan profesor potrafi żartować i rozśmieszać klasę swoimi dziwacznymi historyjkami. Nigdy nie pozwala komuś nie zdać (zwłaszcza mi, gdyż co pół roku jestem zagrożony z języka polskiego). Pan Lisowski udziela również korepetycji, w dodatku za pół darmo. Między innymi ja jestem jego uczniem w poniedziałki o dziewiętnastej. To nie tylko nauczyciel języka polskiego i historii w naszym gimnazjum, ale i również w podstawówce, w sąsiednim budynku. Zwykle to właśnie on organizuje wszelakie występy i świąteczne przedstawienia. No i warto zauważyć, że mieszka w tej samej wsi co ja. Pan Lisowski jest jednym z tych miastowych, którym wyjątkowo spodobało się Zagłowie i postanowił zamieszkać w nim na stałe. W naszej szkole jest nauczycielem już osiem lat.
Mimo, iż nie przepadam za lekturami i datami wojen, to jednak bardzo lubię chodzić na owe lekcje właśnie przez kogoś takiego, jak nasz nauczyciel. A Olaf to go wręcz uwielbia, gdyż dzielą wspólną pasję- poezję. Co więcej, Olaf, jako osoba pisząca wiersze, ma dodatkowe lekcje z naszym wychowawcą w czwartki. Tylko skąd on bierze wolny czas na te zajęcia?
-Dzień dobry.- wołają wszyscy.
-Witajcie dzieci- odrzeka wyraźnie przybity profesor, otwierając drzwi i wpuszczając podopiecznych do sali.
Gdy zajmujemy miejsca (znudzony ja zwykle siedzę z Krzyśkiem w ostatniej ławce, natomiast zachwycony poezją Olaf w pierwszej) pan Lisowski oznajmuje:
-Proszę, nie wyciągajcie kartek. Dzisiaj test się nie odbędzie.
Ledwo kończy, a odpowiadają mu wiwaty i okrzyki radości, przeplatane takimi uwagami jak:
-Jaki fart!
-Po cholerę się uczyłam?
-No jaka patola... jak zwykle przekładamy...
Kamień spada mi z serca, kiedy uświadamiam sobie, że nie muszę kombinować ze ściąganiem. Pan Lisowski nie pozwala na tego typu pomoce naukowe. Pod tym względem jest niezwykle surowy.
-Dzieci, ciszej proszę.- uspokaja nas, a stopniowo okrzyki klasy cichną.- Przez wzgląd na niektóre sprawy, nie chciałbym zmuszać was do pisania kartkówki, na którą i tak zapewne większość z was się nie uczyła.
Rozległy się pomruki. Jedni zgadzali się z tym faktem, rozsiadając się na krzesłach, natomiast inni mieli kwaśne miny. W całym tym zamieszaniu dobiega nas roześmiany głos Filipa.
-Ej lol, więcej takich morderstw i mamy wcześniejsze wakacje.
Gdy napotyka groźną minę profesora, jego uśmiech natychmiast znika.
-Co to ma znaczyć, Filip?
Pan Lisowski spogląda na niego w taki sposób, że chłopak zastyga w przerażeniu. Dziwnie się zgarbił i jakby skurczył w sobie. Chwilę nieznośnej ciszy później, wychowawca kontynuuje.
-Czy ty myślisz, że to są jakieś żarty? Stała się straszna tragedia, a ty robisz z tego kawał?
-Przepraszam.- szepcze ochryple chłopak, wbijając wzrok w ławkę.
Pan Lisowski rzuca mu jeszcze jedno groźne spojrzenie, po czym wraca do reszty.
-Wierzę, że poprzecie mnie, gdy zaproponuję zamienienie lekcji języka polskiego na zajęcia wychowawcze.
To nie są przyjemne zajęcia. Rozmawiamy o morderstwie, o współpracy z policją, o prawdomówności i o zgłaszaniu wszystkiego, co podejrzane. Pan Lisowski, wyraźnie przejęty, raz po raz zaznacza, iż zawsze jest gotów udzielić pomocy. Jeżeli ktokolwiek ma życzenie z nim porozmawiać, może przyjść na przerwie lub po lekcjach. Po 45 minutach rozmowy, zajęcia kończą się słowami:
-Bądźcie ostrożni i nigdy nie wychodźcie sami po zmroku. A Ty, Filip, przestań stroić z tego żarty.
Wszyscy się pakują i stopniowo wychodzą z klasy w akompaniamencie dzwonka, ogłaszającego przerwę.
Przez cały dzień w szkole wypatruję Fista, jednak nigdzie nie mogę go znaleźć. A zwykle raczej trudno go zgubić. No więc prawdopodobnie nie przyszedł dziś do szkoły. Jeśli tak, to swoją nieobecnością potwierdza ciążące na nim podejrzenia. Krzysiek Mrozek, który niespodziewanie zaczyna chwalić się najświeższymi informacjami ze śledztwa swojego ojca policjanta, w oka mgnieniu staje się najbardziej rozchwytywaną osobą szkoły. I skrupulatnie wykorzystuje ten fakt na swoją korzyść. Zwykle szary chłopak, snujący się niczym cień, teraz na przerwie obiadowej zasiada z samą elitą szkoły. Na swoje szczęście ja też mam przyzwolenie tam jadać, jako kapitan drużyny piłkarskiej. Uprzedziwszy Olafa o swoich zamiarach odnośnie wydobycia z Krzyśka informacji, biorę swój talerz i przysiadam się do grona uczniów.
-No no, Feluś, zerwałeś już z kujonem?- zapytano mnie z wyraźnie drwiącymi uśmieszkami.
Nie przepadam za tym towarzystwem. Może i jestem sobie tym kapitanem i mam wielu znajomych, ale nie należę do tych, co to lubią się wywyższać. Mimo to, odpieram uśmiech i stwierdzam ironicznie:
-Tylko na dzisiaj. Muszę jakoś zdać, nie?
Nienawidząc się za tę odpowiedź, napełniam policzki ziemniakami.
-I jak, panie Info?- zagaduje Krzyśka Laura, której matka jest wicedyrektorem i nauczycielem fizyki.- Pozwoliliśmy ci tutaj usiąść, a to zobowiązuje. Czekamy na najświeższe informacje.
-Eee...- bąka Krzysiek, nieco onieśmielony towarzystwem sław szkoły.- No...
-Ale sama prawda i tylko prawda, Mrozek. Innym możesz pociskać kity - uprzedza go Pijaś- Janek Bielewski, który wsławił się jedynie tym, że udało mu się wypić całe piwo w mniej niż minutę. Organizował też najlepsze imprezy.
-Noo... tata nam mówił przy śniadaniu, że jego ekipa znalazła ten... ślad buta w błocie, niedaleko Kaśki. Zdążyli...
-Czuję się jak w serialu, serio.- żartuje Pijaś - Zaraz wyskoczy policja z kuchni i zacznie nas przesłuchiwać.
-Zabezpieczą jedzenie jako dowód w sprawie - dodaje Maciek Ogucki, wybrany przez wszystkie dziewczyny na „Mistera Szkoły”... kilka razy z rzędu.
-Zgłaszam się na następną ofiarę - oświadcza wesoło Laura, robiąc nieprzyzwoite pozy - Tylko niech mi kamera kilogramów nie doda.
Krzysiek wydaje się być tak mały w tym towarzystwie, że nie potrafi nawet zabrać głosu. Postanawiam mu pomóc.
-No i co z tym śladem?- zagaduję go z zainteresowaniem.- Znaleźli go, tak?
-Co? A... no.- odpowiada nieco zdezorientowany pan Info, powracając do głównego wątku rozmowy - Ludzie wszystkie ślady poniszczyli, ale się ten jeden zachował, no i wzięli go jakoś tam do badań, czy coś. Ale nie wiem...
-Nie jak w serialu? No mówię wam, kamera zaraz wyskoczy spod stołu - oznajmia Pijaś, po raz kolejny przerywając rozmówcy.
Ten koleś zaczyna mnie denerwować.
-Bardziej by nas zaskoczyło wyskoczenie spod stołu twojego dawno zaginionego mózgu - odpiera Marianna Mag, a inni poparli ją śmiechem. Ta jedna znalazła się w elicie wyłącznie ze względu na pieniądze rodziców.
-Kurde, nie przerywajcie mu. Co z tym śladem?- pytam dalej, nie zważając na kolejne żarty tych idiotów.
Krzysiek chyba wreszcie to zrozumiał, bo odwraca się do mnie i zaczyna mówić dalej.
-Zabezpieczyli ślad i nie wiem jak, ale będą porównywać go z odciskami butów podejrzanych. No i tak znajdą winowajcę.
„Ale czy na pewno?” pytam się w duchu, nabierając sałatkę na widelec. Leniwie żując całkiem dobry obiad, zerkam przez okno, pozwalając myślom krążyć.
Jeżeli to naprawdę Fist jest mordercą swojej dziewczyny, to policja w ciągu kilku dni powinna go złapać. I bardzo dobrze. Ten obłąkany narkoman powinien trafić do jakiegoś ośrodka już dawno temu. Zakała rodzaju ludzkiego, wredny, nie szanujący nikogo, niebezpieczny osiłek. Zbudował sobie nawet swoją grupkę, którzy albo go podziwiali, albo wykorzystywali jako ochronę. Dlaczego tak piękna dziewczyna chodziła z kimś takim? Przecież to typ z najniższych sfer społecznych. Kiedyś byłem świadkiem sytuacji, kiedy to jeden bezdomny poprosił go o papierosa, a ten cały Fist po prostu go popchnął i zwyzywał. Przecież tak nie można traktować ludzi. Od zawsze twierdziłem, że trzeba go zamknąć. No i teraz wszyscy dowiedzieli się dlaczego. Szkoda tylko, że już za późno na oskarżenia. Teraz pozostaje jedynie kara za grzechy. Chociaż wciąż mam jedno, najważniejsze pytanie... gdzie do cholery podziewa się Fist? Uciekł? Zamknął się w melinie? Przeraził się tym, co zrobił i sam się zabił? Tylko policja może teraz odpowiedzieć na te pytania.
Tuż po przerwie obiadowej odszukuję w tłumie Olafa i wszystko mu opowiadam. Nim jednak zdążamy wymienić opinie, pani z biologii, z którą mieliśmy teraz lekcję, otwiera salę, oznajmując, iż za chwilę odbędzie się apel pani dyrektor.
Na nim omówiono całą sprawę morderstwa. Właściwie powtórzyła to, co nam powiedział pan Lisowski na godzinie wychowawczej. Dodała tylko, by trzymać się razem i na siebie uważać. Żeby nie żartować z sytuacji i nie chodzić na miejsce zbrodni.
-Ej, myślisz o tym samym, co ja?- pytam przyjaciela szeptem.
-Żeby pójść po szkole prosto na miejsce zbrodni?- odpowiada mi, ale w przeciwieństwie do mnie, w jego oczach nie tli się zapał, lecz zrezygnowanie.- Nie słyszałeś dyrektorki?
-Oj tam... przesadza.- uspokajam go, odwracając głowę w stronę pani Kowalik, udając zainteresowanie.
-Co ty myślisz, że tam w krzakach czeka Fist z nożem?
-No, szczerze, to właśnie tak myślę - przyznaje Olaf z nutą strachu w głosie. On zawsze jest bojaźliwy i ostrożny. Czasem aż zbytnio.
W ostatniej chwili spoglądam w innym kierunku, kiedy pani z biologii rzuca nam ostrzegawcze spojrzenie. Chwilę później szturcham przyjaciela łokciem i mówię dalej:
-Od zawsze marzyłem o jakiejś przygodzie, a w Zagłowiu nigdy nic się nie dzieje.
-I nagle musi cię interesować coś tak strasznego?- pyta nieco głośniej, przez co pani z biologii nas łapie.
-Chłopcy. Cisza.- sycze na nas.
W najmniejszym stopniu nam to nie przeszkodziło, gdyż tuż po tym, jak pani profesor się odwraca, zaczynamy szeptać ponownie.
-Raz tam pójdziemy, w środku dnia. Nic się nie stanie. Nie uważasz, że to ekscytujące? W końcu coś się dzieje.
-Dobra Feliks, zamknij się.
Odwracam się z uśmiechem, nareszcie dopinając swego. Nie wiem, na co liczę. Ale na pewno na coś. Zdaję sobie sprawę z tego, iż policja zdążyła przeszukać wszystkie poszlaki, jednak może coś przeoczyła? Kiedy dyrektorka kończy swoją jakże długą opowieść o ostrożności, ja już mam w głowie barwny obraz samego siebie, odbierającego od wójta nagrodę za przełomowy dowód w śledztwie.
 
 
 
 
 
Ninieszy fragmet stanowi rozdział 3 powieści pt. Morderstwo wierszem napisane.
Zapraszam do zapoznania się z rozdziałem pierwszym:
drugim:

i kolejnymi, które już wkrótce ukażą się na portalu Więc Jestem!

REDAKTOR DZIAŁU 'TWORZĘ' Nazywam się Łukasz Drążek. Pochodzę z Boguchwałowic (niewielka wieś gminy Mierzęcice). Studiuję języki stosowane, angielski z językiem francuskim o profilu tłumaczenowym na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu. Piszę odkąd pamiętam. Książki, wiersze... Pisanie jest moją pasją. Tak jak wiele innych rzeczy. Marketing, psychologia, taniec (liczne choreografie), reżyseria i montaż filmów (kilkanaście filmów na moim kanale youtube), muzyka. Powracając jednak do pisania; mam na koncie 4 książki. Wszystkie zostały zaakceptowane przez wydawnictwa, jednakże publikację uniemożliwiły mi pieniądze, a właściwie ich brak. Niestety w tym kraju debiutant bez znajomości nie ma prawa istnieć. Niemniej jednak kocham pisać i nigdy nie chcę przestać tego robić. Tomik wierszy „Legendy o człowieku doskonałym” tworzyłem trzy lata. Ale to nic w porównaniu do powieści, które pisałem po 4 lata. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.