Nie depresja, nie schizofrenia, ale...

Jeśli trafiłeś na ten artykuł, to znaczy, że tematyka zdrowia psychicznego nie jest Ci obca… a nawet jeśli by była, to pewnie wiesz, co to depresja, domyślasz się czym jest mania i masz mgliste pojęcie o tak zwanych „schizofreniach” (choć może dopiero teraz dowiadujesz się, że pisze się to przez “n” a nie “m”).

Psychozy, choć zazwyczaj niezbyt wiernie oddane, wielokrotnie stawały się przedmiotem literatury czy filmu – „Piękny umysł”, „Wyspa tajemnic” czy „Pi” (swoją drogą: najczyściej oddający obraz kliniczny schizofrenii film jaki znam!) to tylko przykłady, które cisną mi się na usta; jestem pewien, że po chwili zastanowienia podałbyś ich dużo więcej. Mam też nadzieję, że potrafisz oddzielić wizję zaintrygowanych scenarzystów od potwornej natury choroby, z jaką muszą mierzyć się cierpiący na nią ludzie. Łatwo jest pokazać krótki, kilkutygodniowy epizod wypełniony halucynacjami i intrygami - dużo trudniej przedstawić łamiący duszę lęk, jaki im towarzyszy, poczucie zatracenia siebie, nieświadomość granicy między fikcją a rzeczywistością, galopadę słów uniemożliwiającą złożenie składnego zdania we własnej głowie, kwestionowanie swoich własnych uczuć i myśli, i to wszystko latami, dzień w dzień. Lubimy myśleć, że nasz umysł to nasza twierdza, że nawet w pełni sparaliżowani bylibyśmy sobą. Przerażenie faktem, że wcale tak nie musi być, to jeden z powodów, dla których tak chętnie sięgamy po thrillery psychologiczne.

Z kolei depresja, czy też inne zaburzenia jej pokrewne, na tyle często pojawia się w mediach, internecie czy, ze względu na epidemiologię, naszym otoczeniu, że wręcz nie sposób o niej nie usłyszeć i nie mieć jakiejś własnej wizji tej choroby. Nawet jeśli lekko lekceważąco myślisz o niej jako o „nienaturalnie dużym smutku”, to mylisz tylko trochę. Choć termin „depresja” jest w ostatnich czasach odrobinę nadużywany, i nawet kilkudniowy smutek albo wahania nastroju spowodowane zmianą pogody chętnie wrzucamy do tego worka, to zdajemy sobie sprawę z powagi problemu. Najczarniejsze estymaty mówią aż o 30% prawdopodobieństwie na przejście epizodu depresyjnego w swoim życiu - bardzo duża jest więc szansa na to, że znasz kogoś w swoim otoczeniu, kto się z nimi boryka lub borykał. Choć na polu „wychodzenia z szafy” z zaburzeniami psychicznymi jest jeszcze sporo do zrobienia, to ciężar taboo depresji bardzo zelżał. Coraz więcej ludzi ma odwagę się przyznać do swoich problemów i opowiedzieć o swoich doświadczeniach, tym samym pokazując ogrom cierpienia, z jakim musieli się mierzyć. Stały, bezpodstawny smutek ogniskuje się w losowych rzeczach - co prawie zawsze prowadzi do zmiażdżenia własnej samooceny, wręcz nienawiści względem siebie. Brak odczuwania przyjemności potęguje beznadzieję, bo nic nie jest w stanie skutecznie odciągnąć myśli od mroku. Lękliwość i stałe zmęczenie prowadzą do realnego obniżenia skuteczności fizycznej i psychicznej - co z kolei potwierdza przekonanie o swojej niskiej wartości. Depresja to nie tylko smutek, ale też potęgujący go system sprzężeń zwrotnych.

Jednak ten tekst nie dotyczy ani depresji ani schizofrenii. Jeśli chcesz o nich poczytać - znajdziesz w internecie mnóstwo rzetelnych materiałów, na przykład na naszej stronie.

Chciałem Ci tylko przypomnieć, że zarówno depresja, jak i schizofrenia, to poważne choroby same w sobie. Nie potrzebują dodatkowych czynników pogarszających sprawę, radzą sobie doskonale w pojedynkę.

Niemniej jednak istnieje jednostka chorobowa, która perfidnie łączy ich „dobrodziejstwa”. Mam na myśli zaburzenie schizoafektywne.

Co kryje się pod tą filmową nazwą? Choć Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób umieściła je między różnymi rodzajami zaburzeń psychotycznych, to jej kliniczny obraz bardziej przypomina zaburzenie afektywne niż czystą schizofrenię. Objawy wytwórcze, jak omamy i urojenia, są wtórne do wyjątkowo silnych objawów osiowych depresji lub, w przypadku zaburzenia schizoafektywnego dwubiegunowego, manii. Innymi słowy - nie dość, że pacjent wpada w szpony skrajnie nasilonych objawów zaburzeń nastroju, które same w sobie wymagałyby natychmiastowej hospitalizacji, to jeszcze zaczyna słyszeć głosy i dostrzegać intrygi utwierdzające go w zaburzonej wizji rzeczywistości.

Upraszczając: zaburzenie schizoafektywne to depresja i schizofrenia w jednym.

Ze względu na przeplatanie się objawów jednego i drugiego, ta jednostka chorobowa budzi pewne kontrowersje. Część diagnostów uważa, że zaburzenia schizoafektywne to po prostu schizofrenia - w końcu zaburzenia nastroju obecne są u przeszło 80% pacjentów z tą diagnozą, a urojenia nihilistyczne lub winy przeplatają się z wielkościowymi nawet u Napoleonów i Jezusów. Inni psychiatrzy utrzymują, że epizody ciężkiej depresji lub manii same w sobie powodują na tyle silne zaburzenia myślenia, że bez problemu można uznać je za zespoły urojeniowe - choć w gruncie rzeczy nimi nie są.

Ostatecznie jednak przekonywujące wyniki badań, w połączeniu ze skutecznością opartego o nie leczenia, ugruntowały pozycję zaburzeń schizoafektywnych w klasyfikacjach zaburzeń. Zarówno europejski ICD-10 jak i amerykański DSM-IV zgadzają się, że to, co odróżnia je od zwykłych epizodów depresyjnych to obecność objawów wytwórczych. Jeśli jednak te ostatnie dotyczą czegoś innego niż nastroju pacjenta, lub są niezgodne z jego nastrojem (na przykład urojenia wielkościowe przy skrajnych objawach depresji) - diagnozujemy epizod psychotyczny lub schizofrenię danego rodzaju.

Jak pomóc osobie cierpiącej na zaburzenie psychoafektywne?

Cóż, przede wszystkim istnieje bardzo niewielka szansa, że kiedykolwiek się z nią spotkasz. O ile inne „popularne” choroby czy zaburzenia wręcz szokują procentami populacji jakich dotyczą, o tyle ciężko wskazać jakieś rzetelne statystyki dotyczące zaburzeń schizoafektywnych. Brockington i Leff w swoich badaniach z 1979 r. ocenili, że dotyczą one około 4,5% pacjentów szpitali psychiatrycznych - co daje średnio 5,7 chorego na 100 000 generalnej populacji. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na błędne diagnozy schizofrenii i depresji, to i tak jest to bardzo niewielka liczba.

Jeśli jednak już spotkałbyś kogoś, kto pasowałby do tego opisu - proszę, nie baw się w diagnostyka. O rozróżnieniu między podobnymi do siebie jednostkami chorobowymi decyduje lekarz po co najmniej kilku dniach obserwacji na oddziale psychiatrycznym - więc to, co możesz dla „podejrzanego” w Twoim otoczeniu zrobić, to czym prędzej go w takim oddziale umieścić. Prawda jest taka, że niezależnie od tego jaką diagnozę postawi lekarz, nie powinieneś mieć problemu z dostrzeżeniem, że coś jest na rzeczy. Objawy w obrazie zaburzeń schizoafektywnych nie są „subtelne” i „do przeoczenia”. Jeśli mówimy o obniżeniu nastroju - to mamy na myśli absolutne wyłączenie, twarz ściągniętą do dołu, widoczne spowolnienie psychomotoryczne, kontakt bliski zeru - obraz nędzy i rozpaczy. Jeśli z kolei mamy do czynienia z epizodem maniakalnym - to jest to mania na całego; jeśli dotyczy ona osoby, którą znasz, to gwarantuję Ci, że zauważysz, że coś jest nie tak. Osoba w manii zachowuje się jak po wzięciu ecstasy albo innego, silnego stymulanta. W obu tych przypadkach stan jest dla podmiotu bardzo niebezpieczny - w pierwszym delikwent może chcieć sobie coś zrobić, w drugim - zrobić sobie coś przypadkiem, na przykład dać mieszkanie pod zastaw za bilety na Majorkę.

To, że ktoś przy tym dodatkowo opowiada Ci, że słyszy głos swojego zgniłego sumienia lub przekonuje, że CIA chce go dorwać za bycie okropną osobą, nie powinno zbytnio wpłynąć na świadomość, że trzeba mu pomóc.

Pamiętaj - ciężka depresja lub mania ciągnie ze sobą realne zagrożenie życia lub zdrowia! Jest absolutnie uzasadnionym wezwać w takiej sytuacji pogotowie ratunkowe!

Bibliografia:

  1. Rzewuska M., “Farmakoterapia w psychiatrii i neurologii” , 2001, 4, 322-360,
  2. Brockington LF., Kendel R.E., Wainwright S.: “Depressed patients with schizophrenic or paranoid symptoms”. Psychological Medicine 1980Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"

    (IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

    Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

REDAKTOR DZIAŁU 'STUDIUJĘ' Kontakt: studiuje.wiecjestem@us.edu. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.


Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego