Myśląc, że nic mnie nie zdziwi...

Uległem. Nie wierząc, że to zrobię, nie przypuszczając nawet, nie sądząc, nie myśląc, nie przewidując, udałem się do wielkiego Burger Kinga, by w końcu napić się czegokolwiek. Padło na cappuccino; dostałem numerek, poczekałem kilka sekund i już dostaję tackę z piękną, żółtą literką M na ciemnym tle. Szczegół. Niepotrzebnie się w nie wdaję, bo i po co? Coś to zmieniło? Pomogło czemuś? Komuś?

Aaa tak! Opis! Musi być opis! Piękny, szczegółowy, dogłębny, metaforyczny, symboliczny, wysublimowany, wypieszczony itede, itepe, by każdy za każdym razem mógł każdy wyraz zinterpretować inaczej, lepiej, wznioślej! By znaleźć trzecie dno i w ogóle i w ogóle, jak to mawia się potocznie. Bym ja mógł czuć wewnętrzną satysfakcję, że ktoś wylewa łzy wzruszenia, poruszenia, radości, czułości nad tym, co tu powstaje, co się rodzi w pocie, znoju, szumie, rozumie, duszy, wszędzie! I na prostej i na zakręcie! – O! Jaki rym dla urozmaicenia, niech będzie!

No i po co to? Dostałem cappuccino wszedłem po schodkach na górę, by znaleźć wolny stolik, zająłem miejsce i… wystarczy. Tak, czy nie?

Nie? No dobrze. Poprawka.

Odebrałem cappuccino wymieniając się uśmiechem z młodą dziewczyną, która przyjęła zamówienie i omijając stado głodnych dwunogów udałem się na górę, uważając przy tym na nogi, bo znając moje szczęście, mogę nie przeżyć tej wysoko zaawansowanej czynności.

No. Troszkę lepiej, dłużej, dokładniej i czytelnik wie wszystko.

Stooooop!!!!!

Czas i miejsce akcji!

A więc… Nie! Nie zaczyna się zdania od ”a więc”, zarozumialcu!

A Zatem… Od początku: Nie wierząc, że to zrobię, nie przypuszczając nawet, nie sądząc, nie myśląc, nie przewidując, udałem się do wielkiego Burger Kinga, by w końcu napić się czegokolwiek. Rzecz dzieje się w Galerii Katowickiej około godziny szesnastej w poniedziałek. Wybrałem: padło na cappuccino; dostałem numerek, poczekałem kilka sekund i już dostaję tackę z piękną, żółtą literką M na ciemnym tle. Wymieniłem się uśmiechem z młodą dziewczyną, która przyjęła zamówienie i omijając stado głodnych dwunogów udałem się na górę, uważając przy tym na nogi, bo znając moje szczęście mogę nie przeżyć tej wysoko zaawansowanej czynności wchodzenia po schodach. Wolę nie myśleć, co będzie przy schodzeniu!

Wsypuję cukier do kubeczka i czymś na kształt patyczka do lodów mieszam, wykonując fantastyczne, okrężne ruchy w prawo. Pianka gorzka, cappuccino słodkie… Dobrze, już dobrze, nie będę narzekał.

Piję smacznie i wymieniam się spojrzeniem z jakąś dziewczyną, która chyba myśli, że jestem zboczeńcem, bo szepcze coś swojej blondynce-towarzyszce, a ta odwraca się i spogląda... Zmierzyła mnie od stóp do głów i odwróciła głowę. Chyba zostałem uznany za niegroźnego.

Niewiele myśląc – aż strach się przyznawać do tego – spoglądałem na dół, na tłum, który ani się nie zmniejsza, ani nie zwiększa przy ladzie. Frytki, to, tamto i inne tego typu rzeczy, za którymi nie przepadam.

Myśląc, że nic mnie nie zdziwi nagle piorun, strzał, uderzenie, grzmot, hurgot, który przeszył moje prawe ucho iii… nie mam pomysłu. Nieważne.

Nie. Nie chodzi o wyładowania atmosferyczne. Ni stąd, ni zowąd dociera do mnie następujące zdanie z ust pewnej dziewczyny, która jest  mniej więcej w moim wieku, a która tak górnolotnie zwraca się do swojego kolegi:

- Pijesz spermę? – i tu wybucha śmiechem wraz ze swoimi towarzyszami, a niemal śnieżne, bielutkie zęby – no może przesadzam – wychodzą na świat, by pośmiać się z autorką żarciku… Tak przypuszczam.

Nie wiem czemu tylko to spośród szumu dotarło do mnie. No cóż… najwyraźniej sprawa była wielkiej wagi.

Ty się, Marcinie, tak mądrzysz, kpisz i kpisz i..ii..ii. co?

I nic. Dziwię się, więc jestem. Dawno się nie dziwiłem, więc się zdziwiłem. Raz na jakiś czas można. Pewnie, że można, powinno się, trzeba wręcz, by w jakąś szarość nie popaść, sztywność nie popaść, smutę nie popaść, stagnację nie popaść, prostolinijność nie popaść… Intelektualną rzecz jasna!

I w tym zdziwieniu mnie zostawili i poszli sobie. Niee, nie będę rozważał nad głębią tego, co ta dziewczyna powiedziała. Może ja demonizuje? Może to te upragnione metafory, symbole? Nie wiem, ale już nie marudzę.

Och! Nie opisałem jak stali… I co z jakością tego? Moja wina, moja wina, moja wielka wina.

Ale to tylko opis…

Jak już piszesz, to pisz dobrze!

Dobrze, dobrze.

Zateeem…. I W tym zdziwieniu mnie zostawili wstając z krzeseł, sprzątając z uśmiechem stoliki, wyrzucając śmieci i w biesiadzie i sielance udali się na dół. Rozważać nad głębią tego, co ta dziewczyna powiedziała? Niee…Wgląd w głąb tu nic nie pomoże, nic nie da, nic nie przyniesie, niczym nie zaowocuje, a poturbuje tylko emocjonalnie, intelektualnie, moralnie, niosąc spustoszenie. A może to ja w swoim zdziwieniu demonizuje, a jest to normalne (Cokolwiek ten chłopak pił)? Może to te upragnione metafory, symbole, którymi nakarmię pustkę utworzoną pomiędzy kilkoma osobami, które to przeczytają? Nakarmię oczekiwania pustki – to dopiero głębia! Studnia bez dna. I bez wody.

Już nie marudzę…

Lepiej tak? A pewnie, że lepiej!

Zdziwiony i ja wstałem i udałem się na dół; wyrzuciłem śmieci i ruszamy dalej!

Ale dokąd tak właściwie?

Przed siebie, powiedzą ci bardziej złośliwi. Może odrobina udziwnienia i będę szedł tyłem? Ale wtedy powiedzą, że idę za siebie. Za siebie patrząc przed siebie. I tak źle i tak nie dobrze.

A może jednak? Idąc tyłem, idę w nieznane, ale widzę to, co zostawiłem w tyle więc… co? Żyj chwilą, idź tyłem – dewiza życiowa. Do momentu aż gdzieś upadnę. Chyba zostanę przy chodzeniu przodem, przed siebie, zostawiając to, co mijam w tyle, ale mając to w pamięci. I wilk syty i owca cała – wiem, co spotkałem i wiem, gdzie iść. Mniejsze prawdopodobieństwo potknięcia się i zaliczenia spotkania z podłogą.

Wykoncypowałem.

Idę.

Nazywam się Marcin Kozak i jestem studentem socjologii. W wolnych chwilach staram się pisać i tym właśnie chciałbym się z Wami podzielić:) Nigdy nie wiem, co o sobie napisać, dlatego najlepiej będzie jak stworzycie sobie mój obraz na podstawie, tego co tworzę. Z góry dziękuję za poświęcenie chwili na przeczytanie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany znajomością, wymianą poglądów, to zostawiam emaila: mkozak_92@o2. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.