Morderstwo wierszem napisane- 1 Pierwsze słowo, pierwsze zdanie

Witajcie. Nazywam się Feliks Dąbrowski. Mam piętnaście lat i kończę II klasę gimnazjum. Dokładnie za dwa miesiące zginę. Chciałbym, abyście dowiedzieli się dlaczego.
 
 
-Zaraz śniadanie!- woła mama.
Ja przecieram oczy i wciąż sennym głosem odpowiadam:
-No, zaraz...
Nieprzytomnie wchodzę do łazienki i myję twarz ciepłą wodą.
-A chleb?- słyszę donośny głos z kuchni.
-Z masłem. Dwie kromki możesz dać.
Wycieram się ręcznikiem i spoglądam w lustro.
Nieco już bardziej obudzone, niebieskie oczy, bacznie przyglądają się krótkim blond włosom, sterczącym w nieładzie. Pociągam ostro zakończonym nosem i patrzę na chude ręce, po raz setny mówiąc pod nosem: „Powinienem trochę poćwiczyć.”.
Wchodzę do kuchni i, witając się z mamą, podchodzę do parapetu, opierając na nim łokcie. Ziewając szeroko, wyglądam przez okno na pola. Wygląda na to, że szykuje się kolejna wietrzna niedziela lutego.
-Śniły mi się dzisiaj smoki!- woła z przejęciem moja siedmioletnia siostra, Jagoda, siadając przy stole.
-To wspaniałe, kochanie!- odpowiada tata z uśmiechem, ukrywając przed dziewczynką swój stan kompletnego niewyspania. Szybko jednak się budzi, widząc świeżo zaparzoną kawę w kubku.
-I jak?- odwracam się do młodszej siostry i pytam z nadzieją- Gady cię zjadły?
-Bardzo śmieszne.- ironizuje mama, rzucając mi jedno z tych typowych dla niej spojrzeń w stylu „Może byś z łaski swojej przestał?”.
Mama Agnieszka krząta się po kuchni, zamiatając w powietrzu ciemnymi, kręconymi włosami. Jest wysoka i szczupła, a tata zawsze nazywa ją „swoją modelką”. Właśnie kroi cebulę, wprawnie posługując się nożem. Potrafi naprawdę dobrze gotować.
Siadam przy stole, na którym rozstawiono już talerze i sztućce. Jagoda, która jest dosłowną kopią mamy w młodszej wersji, wskakuje drzemiącemu tacie na kolana.
Ja natomiast jestem bardzo podobny do taty- Józefa. Nie tylko pod względem wyglądu, ale i także zainteresowań. Oboje lubimy piłkę nożną, dobre filmy akcji, granie w karty albo olewanie obowiązków. Jeżeli mam wybór; spędzić wolny czas na boisku, czy przy książkach, zawsze wybieram piłkę. No cóż... w końcu jestem kapitanem drużyny mojego gimnazjum. Zarówno ja, jak i tata w dzieciństwie, mam pokaźne grono znajomych. No i talent do łamania zasad... może dlatego lepiej dogaduję się z tatą, niż z mamą?
Jesteśmy zabawnie dobraną rodzinką, bo kompletnym przeciwieństwem nas jest mama i moja siostra. One najchętniej kupiłyby bibliotekę i spędzały tam całe weekendy, z dala od znajomych. Cenią sobie ład, porządek i pod żadnym pozorem nie odchodzą od ustalonych reguł. Stanowimy przykład powiedzenia o przeciwieństwach, które są do siebie przyciągane.
Początki miłości moich rodziców można spisać w całą powieść romantyczną. Młody, osiemnastoletni Józef, był kapitanem drużyny piłkarskiej w liceum, które startowało w mistrzostwach wojewódzkich. Grali w finale w Katowicach, gdzie moja mama studiowała matematykę. Jej ówczesny chłopak namówił ją na pójście na mecz, a ta (dość niechętnie) uległa. Po jednopunktowej przegranej, tata spotkał mamę, przypadkowo na nią wpadając, w drodze do samochodu. Wkrótce stali się przyjaciółmi. Niedługo potem tamten chłopak rzucił mamę, a ta krok po kroku zbliżała się do młodego kapitana drużyny. Potem wzięli ślub i zamieszkali w domu Józefa, w Zagłowiu. I choć wtedy przegrali mecz finałowy, tata wygrał najcenniejszą nagrodę. Tak przynajmniej zwykł opowiadać.
-I gotowe!- śpiewa mama, podchodząc do wszystkich z patelnią i nakładając każdemu jajecznicy z szynką.
Kiedy już wszyscy zostali obsłużeni, mama odnosi patelnię i dosiada się do stołu.
-Smacznego!- mówi z uśmiechem.
-Wzajemnie.- odpowiadamy jej, zabierając się do jedzenia.
Lecz zanim ktokolwiek zdążył choćby nabrać jajecznicę na widelec, z mojego pokoju na górze rozlega się głośna muzyka rockowa. Chcę wstać, lecz groźna mina mamy zmusza mnie do pozostania na miejscu.
-Nie odejdziesz od stołu, póki nie zjesz.- ostrzega mnie, wskazując palcem na talerz.
-No, ale telefon mi dzwoni...- nalegam, starając się walczyć o swoje, jednak ona znów rzuca mi jedno z tych swoich spojrzeń.
-I tak muszę do toalety, więc zaczniemy za chwilkę.- niespodziewanie odzywa się tata, próbując mnie poprzeć, ale gdy napotyka spojrzenie żony, natychmiast tego żałuje.
Męska część rodziny szybko podnosi się z miejsc i wybiega z kuchni.
-Dzięki tato.- szepczę z uśmiechem, a on puszcza mi oko.
Gdy jestem już na górze i chwytam za telefon, ten przestaje grać.
-Co za dzieci. Jak ja gotuję, to nikt nie szanuje mojej pracy, ale jak się zrobią głodni to krzyczą!- słyszę zdenerwowaną mamę z dołu.
Odblokowuję telefon. Dzwonił Olaf. Ale dlaczego o tak wczesnej porze? Słysząc coraz bardziej zbulwersowane krzyki mamy, szybko oddzwaniam. Nie mija dźwięk drugiego sygnału, a w słuchawce dobiega mnie podekscytowany głos przyjaciela.
-Nie uwierzysz, co się stało!
-Co?- odpowiadam zaciekawiony.
-Znasz Kaśkę z klasy trzeciej?
Ignorując nawoływania mamy, przypominam sobie tę niezwykłą dziewczynę, na której widok przestaję jakkolwiek racjonalnie myśleć. Przepiękna Kasia...
-No i co z nią? Zerwała z Fistem?- pytam z nieukrywaną nadzieją.
Grzegorz „Fist” Marczak to, bez zbędnego bawienia się w słowa, zakała naszej wsi. Agresywny, gburowaty, głupi trzecioklasista bez przyszłości. Większość (w tym ja) starała się go unikać, biorąc pod uwagę miejsca, przy których się kręcił i dilerów, z którymi utrzymywał kontakty. Nikt nie mógł pojąć, dlaczego tak dobra osoba jak Kasia zadaje się z kimś tak nieprzyjaznym jak Fist.
-No... nie zdążyła zerwać.- odpowiada mi poważny głos Olafa.- Bo nie żyje.
 
 
Ninieszy fragmet stanowi rozdział 1 powieści pt. Morderstwo wierszem napisane.
Zapraszam do zapoznania się z kolejnymi rozdziałami, które już wkrótce ukażą się na portalu Więc Jestem!

REDAKTOR DZIAŁU 'TWORZĘ' Nazywam się Łukasz Drążek. Pochodzę z Boguchwałowic (niewielka wieś gminy Mierzęcice). Studiuję języki stosowane, angielski z językiem francuskim o profilu tłumaczenowym na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu. Piszę odkąd pamiętam. Książki, wiersze... Pisanie jest moją pasją. Tak jak wiele innych rzeczy. Marketing, psychologia, taniec (liczne choreografie), reżyseria i montaż filmów (kilkanaście filmów na moim kanale youtube), muzyka. Powracając jednak do pisania; mam na koncie 4 książki. Wszystkie zostały zaakceptowane przez wydawnictwa, jednakże publikację uniemożliwiły mi pieniądze, a właściwie ich brak. Niestety w tym kraju debiutant bez znajomości nie ma prawa istnieć. Niemniej jednak kocham pisać i nigdy nie chcę przestać tego robić. Tomik wierszy „Legendy o człowieku doskonałym” tworzyłem trzy lata. Ale to nic w porównaniu do powieści, które pisałem po 4 lata. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.