• Opublikowane 25 Styczeń, 2012

Krótka historia pewnego złudzenia – kategoria „ja” w religii

W naszym codziennym doświadczeniu, „ja” traktujemy zwykle jako najbardziej wewnętrzną i jednocześnie stabilną strukturę naszej psychiki. Wierzymy, że kategoria „ja” najlepiej oddaje to, kim w istocie jesteśmy, wierzymy też, że w tym znaczeniu jest czymś uniwersalnym niezależnie od obszaru kulturowego czy czasu historycznego, które stanowią zwykle podstawowy kontekst analizy różnorodnych zjawisk. Podobnie podchodzimy do wielkich religii z ich dogmatami, prawdami i zasadami. Wydają się one niezmienne na przestrzeni wieków, odkrywając jedyną – z perspektywy własnych wyznawców – prawdę.

Czy tak rzeczywiście jest? W tym artykule stawiam tezę odmienną: zarówno kategoria „ja”, jak i religia podlegają procesom kulturowym i historycznym i nie można ich traktować jako niezmiennych, trwałych konstruktów abstrahujących od miejsca i czasu historycznego.

Podstawowym założeniem, z jakiego wychodzę jest istnienie swoistej odpowiedniości między sposobem konceptualizacji „ja” przez ludzi, żyjących w określonym czasie, a charakterem religii, czy religijności, jaka dominuje w danym czasie historycznym.

Oczywiście religia jest zjawiskiem na tyle złożonym i zawiera się w tak wielu różnorodnych wariantach, że dokonanie analizy w proponowanym kontekście znacznie wykraczałoby poza ramy tego artykułu, zdecydowałem więc, że skupię się wyłącznie na tradycji judeochrześcijańskiej w obszarze związanym z wyobrażeniem Boga. Wydaje się bowiem, że osoba Boga reprezentuje w sposób symboliczny oraz odzwierciedla szczególne cechy „ja” ludzi żyjących w określonym momencie historycznym. W tym znaczeniu można powiedzieć, że to, jak ludzie wyobrażają sobie Boga zależy od czasu, w jakim żyją i od tego, jak myślą o sobie samych, w jaki sposób konceptualizują swoje „ja”. Innymi słowy, wyobrażenie Boga jest projekcją „ja” uwarunkowaną przez kontekst kulturowy i historyczny. Przyglądając się temu, jak ludzie wyobrażają sobie Boga, może wiele powiedzieć o istotnych cechach „ja” ludzi.

Na gruncie psychologii transpersonalnej podkreśla się, że „ja” ewoluuje nie tylko jako jednostkowy wymiar doświadczania siebie na przestrzeni życia osoby, ale również jako kategoria filogenetyczna dotycząca większych zbiorowości ludzkich, a nawet gatunku ludzkiego jako całości. Zatem zgodnie z wcześniejszymi założeniami, ewolucji „ja” powinna towarzyszyć ewolucja wyobrażeń Boga. Z drugiej strony zaś zmiany wyobrażeń Boga powinny prowadzić nas wprost do szczególnych zmian, jakie dokonują się w obszarze kategorii ”ja”.

W tradycji judeochrześcijańskiej, a dokładniej w religiach chrześcijańskich Bóg jest reprezentowany przez trzy Osoby składające się na Trójcę Świętą: Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Te trzy osoby boskie w dalszej części będą stanowiły podstawę analizy jako fundamentalne kategorie, w oparciu, o które ludzie dokonują wyobrażeń, tego, co boskie. Zakładam tutaj również, że każda z Osób Trójcy Świętej miała swój określony czas historyczny, w którym w największym stopniu organizowała wyobrażenia ludzi na temat Boga. I tak, czas Boga Ojca, to przeszłość. To archaiczna część tradycji judeochrześcijańskiej związana ze Starym Testamentem. Czas Boga Ojca kończy się wraz z nadejściem Jezusa Chrystusa, czyli Syna Bożego, którego misją jest wypełnienie prawa i zbawienie ludzkości. Czas Chrystusa to teraźniejszość. Obecnie wciąż jeszcze osoba Chrystusa w największym stopniu decyduje o tym, kim dla chrześcijanina jest Bóg. W tradycji chrześcijańskiej jednakowoż pojawienie się Chrystusa nie jest końcem historii; zapowiadane jest bowiem jeszcze jedno ważne wydarzenie, mianowicie powtórne nadejście Chrystusa, które faktycznie będzie końcem historii. Biorąc pod uwagę wcześniejsze założenia, można postawić hipotezę, że nie będzie to przyjcie Chrystusa, ale Ducha Świętego, który do czasów nam obecnych nie stał się owym fundamentem organizującym wyobrażenia ludzi na temat Boga. Można zatem przypuszczać, że czasem Ducha Świętego będzie przyszłość i że w tym okresie jego pozycja i rola będzie dominująca, podobnie jak wcześniej miało to miejsce z dwiema pozostałymi osobami boskimi.

Zobaczmy zatem jaki jest związek między dominującym wyobrażeniem Boskiej Osoby w ramach Trójcy Świętej, a kategorią „ja” na przestrzeni wieków i czy jest możliwa próba wyobrażenia sobie, jak ten proces wzajemnych powiązań będzie przebiegał w przyszłości. 

Bóg Ojciec, czyli przeszłość

Starotestamentowy Bóg Ojciec stanowi pierwszy wzorzec wyobrażeń Boga w tradycji judeochrześcijańskiej. Wyobrażenia te kształtowały się od około II tysiąclecia p.n.e. i stanowiły podstawą judaizmu, opartego na wierze w jednego Boga (osobowego, niepodzielnego, będącego bytem niematerialnym, bezcielesnym i wiecznym), będącego nie tylko stwórcą świata, ale także jego stałym "nadzorcą", czy też "opiekunem". Interesujące jest to, że pierwsze wypowiedzi Boga zawarte w księdze Genesis zawierają zaimek MY, a nie JA. Bóg mówi: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam”. W kolejnych księgach Starego Testamentu zaimek My znika na rzecz zaimka JA, co może oznaczać, że ta najbardziej archaiczna postać Boga Ojca odzwierciedla jednocześnie najbardziej pierwotne, prepersonalne „ja” człowieka. To pierwotne, archaiczne „ja” w życiu jednostki odpowiada symbiotycznej fazie stopienia dziecka z matką, w której to fazie odrębne „ja” faktycznie nie istnieje. Podobny proces możemy zauważyć w rozwoju filogenetycznym, gdzie pierwotne „ja” człowieka nie tylko nie oddzielało go w sposób zdecydowany od drugiej osoby, ale także od przyrody. Człowiek należał do przyrody, a ona była niejako jego kontynuacją. W wielu pierwotnych społecznościach praobraz aktywnego „ja” przypomina pozaindywidualną „siłę życiową”, która łączy człowieka ze światem, a nie izoluje go od niego. Pojęcie „ja” nie ma również samodzielnego znaczenia w kontekście funkcjonowania człowieka we wspólnocie, ponieważ jednostka była organicznym elementem tej wspólnoty. Człowiek nie był w stanie rozumieć siebie poza własną wspólnotą, co świadczy o tym, że jego indywidualne „ja” nie istniało, a jedyną kategorią wykorzystywaną do opisu siebie była kategoria MY. Widać więc tutaj jak to archaiczne, niezróżnicowane „ja”, a raczej „my” wpływa na charakter widzenia Boga Ojca, w tym na sposób jego wypowiadania się o sobie.

Bóg zawiera z ludem Izraela wieczyste przymierze, obiecując ochronę i pomoc w zamian za podporządkowanie się swoim nakazom. Fakt, że Bóg Ojciec dokonuje wyboru tylko jednego narodu, który jest przez niego faworyzowany powoduje zdecydowane przeciwstawienie się pozostałym ludom, które są przez Izraelitów, z pomocą Boga wypierane z ziemi obiecanej często w bezwzględny i krwawy sposób. W tym kontekście wyobrażenia na temat Boga zawierają wiele elementów wskazujących na jego etnocentryczne nastawienie: jest tylko jeden naród wybrany, a wszystkie inne są potencjalnymi wrogami, z którymi ostatecznie trzeba się rozprawić. Ten ostry podział na swoich i obcych jest charakterystyczną cechą właściwą na pewnym etapie rozwoju „ja”. Ken Wilber mówi w tym kontekście o umyśle zasady/roli, gdzie jednostkowe „ja” posiada wyraźny kontekst grupy, do której jednostka należy. To utożsamienie się z grupą, po raz kolejny uwidacznia kategoria MY, która jest najbardziej, w opisywanym momencie rozwojowym, użyteczna do opisu samego siebie. Osoba na tym poziomie rozwoju utożsamia siebie z grupą, co automatycznie tworzy podział na MY – ONI, gdzie ONI stanowią potencjalne zagrożenie i są często spostrzegani w kategoriach wroga.

W rozwoju społeczeństwa ludzkiego ten etap cechuje skrajny etnocentryzm, gdzie swoi są faworyzowani, a obcy deprecjonowani, a nawet zwalczani. W historii Izraela ten etnocentryzm jest silnie zaznaczony i wiąże się z podbojami i wojnami, jakie Izraelici w owym czasie prowadzili. Zatem widzimy tutaj po raz kolejny zgodność między charakterystyką „ja” ówczesnych ludzi, a wyobrażeniami Boga, w których dominują aspekty etnocentryczne.

Ale Bóg w owym czasie nie tylko był surowy wobec wrogów Izraela. Dość często jego gniew spada na wybrany przez niego naród. Jakkolwiek można również w tych pierwotnych wyobrażeniach Boga odnaleźć elementy opiekuńcze, to jednak wydaje się, że ustępują one surowości Boga Ojca. Surowa sprawiedliwość, gniew i kara oraz zazdrość są przez Boga dość często manifestowane wobec własnego ludu. W dekalogu Bóg mówi: „Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą”. W innym miejscu Bóg formułuje groźby nie tylko wobec Izraelitów, ale również świata przyrody: „Całkowicie usunę wszystko z powierzchni ziemi – wyrocznia Pana: Usunę ludzi i bydło, usunę ptactwo powietrzne i ryby morskie, i zgorszenia wraz z bezbożnymi; i wytępię człowieka z oblicza ziemi – wyrocznia Pana”. I dalej : „I udręczę ludzi, że chodzić będą jak niewidomi, ponieważ zawinili przeciwko Panu; i krew ich jak kurz będzie rozpryskana, a ich szpik jak błoto”.

Jak więc widać, w tych wyobrażeniach Bóg jawi się jako istota zorientowana egocentrycznie z niewielkimi pokładami współczucia i miłosierdzia. Relacja Boga z wybranym narodem przypomina relację JA – TO, gdzie obiekty świata są uprzedmiatawiane i traktowane wyłącznie w kontekście interesu własnego. Taki obraz jest również charakterystyczny dla początkowych etapów rozwoju „ja” człowieka, gdzie egocentryzm oraz brak umiejętności przyjmowania cudzej perspektywy stanowi podstawowy rys w opisie funkcjonowania jednostki.

Wydaje się, że między obrazem Boga w Starym Testamencie a „ja” człowieka, żyjącego na przestrzeni dwóch tysiącleci przed Chrystusem (oraz odpowiednio w pierwszych kilku latach życia w rozwoju ontogenetycznym) istnieje wiele podobieństw i wzajemnych odniesień. Podsumowując, możemy stwierdzić, że Izraelici w owym czasie potrzebowali i wykreowali taki obraz Boga, który odpowiadał podstawowej charakterystyce ich „ja” na ówczesnym etapie rozwoju.

Syn Boży, czyli czasy teraźniejsze

Pojawienie się Jezusa związane jest z radykalną zmianą religijności ludzi, w tym z odmiennym niż dotychczas sposobem wyobrażania sobie Boga. Z nadejściem Chrystusa, Bóg Ojciec niejako przechodzi na drugi plan, jego właściwości i charakterystyka nie są już tak pociągające. Od tej pory Jego Syn będzie uzewnętrzniał to, w jaki sposób ludzie zaczynają myśleć o swoim „ja”.

Przede wszystkim Bóg w osobie Jezusa Chrystusa staje się istotą z krwi i kości. Bóg wychodzi z obszaru niezróżnicowania, z tajemniczej niematerialności i bezcielesności, która częściowo charakteryzuje wykluwające się i kształtujące „ja” na pierwszych etapach rozwoju człowieka. Chrystus ucieleśnia dobrze wyodrębnione, indywidualne „ja” jednostki, które związane jest z takimi aspektami ludzkiego doświadczenia jak: wolność, godność, podmiotowość, czy odpowiedzialność. Wszystkie te aspekty były stosunkowo nieobecne w polu oddziaływania Boga Ojca, gdzie liczyło się raczej podporządkowanie i bycie zależnym. Ten prepersonalny poziom rozwoju ostatecznie zostaje przekroczony i w pełni może zaistnieć poziom personalny ze wspomnianymi wcześniej atrybutami podmiotowości człowieka.

Wyraźna zmiana następuje również w obszarze stosunku Boga do świata. Etnocentryczny Bóg Ojciec ustępuje miejsca światocentrycznemu Synowi. Jezus Chrystus jest pierwszym prawdziwym globalistą, który swoją misję kieruje nie do jakiegoś wybranego narodu, ale do całej ludzkości. Na takim charakterze misji zbawienia powoli buduje się nowoczesne przekonanie, że każdy człowiek niezależnie od pochodzenia, płci, koloru skóry zasługuje na bożą miłość i jest ze swej natury jest godny zbawienia. Ta społeczna rewolucja wypływająca z otwartości Chrystusa na każdego człowieka ma swoje głębokie uwarunkowania w rozwijającej się i poszerzającej strukturze „ja”, które przekraczając gorset etnocentryczny stopniowo obejmuje swoja troską cały świat, ludzi jako takich, a nie tylko swoją własna grupę.

Dzisiejszy świat, z prawodawstwem akcentującym prawa człowieka i jego przyrodzoną godność oraz wartości związane z demokracją odpowiadają kolejnemu etapowi rozwoju naszego „ja”, w którym stajemy się coraz bardziej światocentryczni. Świat jest taki, ponieważ my, a dokładniej nasze „ja” jest właśnie takie. Nieprzypadkowo też współczesne czasy możemy nazwać czasami Chrystusa, w których Syn Boży wyraża najpełniej właściwy światocentrycznemu „ja” sposób widzenia rzeczywistości i samego Boga.

W tym nowym widzeniu Boga zasadniczym elementem jest miłość. O ile Ojciec był przede wszystkim sprawiedliwy, o tyle Syn jest głównie kochający, miłosierny i wybaczający. Podczas kazania na górze Jezus mówi: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!” I dalej: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.” W tych słowach w pełni ujawnia się podstawowa umiejętność dojrzałego „ja”, które staje się zdolne do pełnej miłości. Ta zdolność wypływa z przekroczenia pierwotnego egocentryzmu, a co za tym idzie z możliwości przyjmowania cudzej perspektywy. To właśnie dlatego Chrystus nie odrzuca nikogo, pozwala czerpać ze swego miłosierdzia również prostytutkom i celnikom, a ostatecznie wybacza także tym, którzy go zabijają. Taka postawa byłaby nie do pomyślenia w klimacie Starego Testamentu i egocentrycznego „ja”. Stąd istniejąca dotychczas relacja Boga z człowiekiem oparta na schemacie JA – TO, zostaje zastąpiona schematem JA – TY. Bóg afirmuje podmiotowość człowieka – ostatecznie sam się nim staje.

Czasy teraźniejsze, czasy Chrystusowe można też określić w kategoriach spotkania i dialogu, gdzie w pełni wykrystalizowane, dojrzałe „ja” ludzi spotykają się ze sobą w równej, symetrycznej i bliskiej relacji, po to, by afirmować własne człowieczeństwo. W takim oto świecie żyjemy i takiego oto Boga potrzebujemy. Po raz kolejny widać więc jak rozwijające się „ja” tworzy odpowiadające mu wyobrażenie Boga.

Duch Święty, czyli przyszłość

Trudno jest wyrokować o tym, czego nie ma. Jednak jeśli trzymać się wyrażonych na początku tego artykułu założeń oraz odwołać się do koncepcji przedstawiających rozwój „ja” i wykraczających poza poziom personalny, to wydaje się, że czeka nas kolejny przełom psychologiczny i religijny. Pamiętajmy też o trzeciej Osobie Trójcy, czyli Duchu Świętym, który do tej pory w historii religii chrześcijańskich nie uzyskał równoważnego z Ojcem i Synem miejsca. Jakkolwiek obecny, to swoją rolę sprowadzał niemal wyłącznie do bycia pomocnikiem, czy pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem. We współczesnych tradycjach chrześcijańskich wymienia się np. dary czy owoce działania Ducha Świętego wskazujące na szczególne funkcje Trzeciej Osoby Trójcy.

Nie mniej jednak wydaje się, że Duch Święty ma swój ukryty potencjał, który dotychczas nie został rozpoznany w takiej skali, by doprowadzić do kolejnego przełomu i kolejnej odsłony nowej religijności. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, ponieważ ciągle jeszcze żyjemy w czasach personalnych, gdzie Chrystus w sposób najlepszy odpowiada na zapotrzebowania i charakter naszego ludzkiego „ja”. Z tego też powodu potencjał Ducha Świętego jest widziany i interpretowany wyłącznie z poziomu personalnego – stąd jego służebna wobec Chrystusa i Boga Ojca rola.  

Mimo to w historii kościoła pojawiali się ludzie, którzy w swoim rozwoju duchowym zaszli tak daleko, by dać nam wyobrażenie o tym, kim ostatecznie może być Bóg. Wydaje się, że Duch Święty dobrze oddaje charakter tych wyobrażeń.

Otóż w przeciwieństwie do Ojca i Syna, Duch Święty jest najbardziej nieokreślony. Wprawdzie również Ojciec był niematerialny i bezcielesny, ale posiadał wyraźne atrybuty i psychologię. Duch Święty nie dość, że jest niematerialny, to w dodatku nie można o nim zbyt wiele powiedzieć. Jeżeli natomiast odwołamy się do określenia „duch”, to stwierdzimy, że jest to rzeczywistość nieograniczona, przenikająca wszystko, że ostatecznie jest to „coś”, co przekracza myślenie w kategoriach osoby. Jakkolwiek więc Duch Święty jest Osobą w Trójcy Świętej, to jego charakter przekracza poziom osobowy. Duch Święty ze wszystkich Osób Trójcy Świętej jest najmniej osobowy, a może po prostu osobowy nie jest w ogóle.

W koncepcji rozwoju „ja” Kena Wilbera, gdzie autor kodyfikuje różnorodne podejścia rozwojowe, również te nawiązujące do filozofii wieczystej, zakłada się, że poziom personalny nie jest finalnym obrazem naszego „ja”. Istnieje wiele tradycji, również podejść psychologicznych, które wskazują na to, co znajduje się poza poziomem personalnym. Ten – jak się go nazywa – transpersonalny poziom rozwoju „ja” opisywany jest głównie jako przekroczenie podstawowego dualizmu podmiot – przedmiot. Wilber poetycko tak oto opisuje ten stan przekroczenia: „Nagle nie masz doświadczenia, jesteś każdym powstającym doświadczeniem i dlatego momentalnie uwalniasz się w całą przestrzeń: ty i cały Kosmos jesteście jedną ręką, jednym doświadczeniem, jedną manifestacją, jednym gestem wielkiej doskonałości. Nie ma niczego poza tobą, czego mógłbyś chcieć pragnąć, szukać lub trzymać się – twoja dusza sięga krańców wszechświata i obejmuje wszystko z nieskończonym zachwytem (...) Jesteś uwolniony we Wszystko, jako Wszystko (...).

Podobne opisy znajdziemy również wśród mistyków chrześcijańskich, którzy poświęcali swoje życie na nawiązanie bezpośredniej łączności z Bogiem. Mistrz Eckhart pisze: „Gdzie człowiek opuszcza swoje ‘ja” i się go wyzbywa, tam Bóg zniewolony koniecznością, musi zająć jego miejsce; kiedy bowiem ktoś nie chce niczego dla siebie, wtedy za niego Bóg musi chcieć tak, jak chce dla samego siebie”. W innym miejscu: „Poznający i to, co poznawane są jednym. Prości ludzie wyobrażają sobie, że powinni widzieć Boga tak, jakby On stał tu, a oni tam. Nie jest tak. Bóg i ja jesteśmy jednym w poznaniu”. Św. Katarzyna z Genui pisze: „Moim ja jest Bóg i nie znam żadnego innego ja poza moim Bogiem”. W Teologia Germanica znajdujemy zaś taki oto cytat: „To, co płonie w piekle, to nic innego jak ja”.

Jak więc widać zarówno pisma mistyków, jak też odkrycia psychologii transpersonalnej wskazują na to, że to, co stanowi dla nas podstawową rzeczywistość psychologiczną, czyli nasze „ja” zostaje rozpoznane jako podstawowa iluzja lub przeszkoda na drodze do jednoczącej świadomości Boga. Przekroczenie zatem tego personalnego ograniczenia stanowi niezbędny krok na drodze w rozwoju, którego skutkiem i ostatecznym cele jest sam Bóg, pojmowany jako jedyna, niepodzielna i bezosobowa rzeczywistość – jako to, co Jest.

Przekroczenie transpersonalnego progu jest jednoczesnym przejściem od perspektywy światocentrycznej związanej z personalnym poziomem do perspektywy mistycznej. Ta ostateczna perspektywa opiera się na doświadczeniu jedności wszystkiego, co jest i w kategoriach religijnych sprowadza się do bycia jednym z Absolutem czy Bogiem. W ten sposób przekroczone zostają rozliczne dualizmy, charakterystyczne dla wcześniejszego personalnego poziomu, takie jak: podmiot – przedmiot, duch – materia, czy dobro – zło. W tym stanie człowiek przestaje utożsamiać się ze swym osobowym „ja”, które zostaje rozpoznane jako podstawowa iluzja, jako coś, co ostatecznie oddzielało nas od świata i Boga, zamiast nas z nim łączyć. Rozpływające się jak mydlana bańka „ja” pozwala na ogarnięcie Całości, a w końcu na stanie się nią.

Kim jest Bóg z tej perspektywy? Co o nim można powiedzieć? Wprawdzie mistycy próbują opisać swoje doświadczenie jedności z Bogiem, jednak wymyka się ono ostatecznie słowom. Opisy te często zawierają nielogiczne paradoksy(Klasyczna logika jest domeną poziomu personalnego. Wykraczając poza ten poziom spotykamy się z logiką paradoksalną, której podstawą wydaje się być jedność przeciwieństw, por. E. Fromm O sztuce miłości).Z drugiej strony, w takiej sytuacji pozostaje wyłącznie milczenie. Tak czy owak nieliczne słowa próbujące odnieść się do tego mistycznego stanu jedności przywołują takie pojęcia jak: Pustka, Takość czy Bóg Wszystko.

Rzeczywistość Ducha stanowi również przekroczenie paradygmatu relacji, który dominuje na poziomie personalnym. Spotkanie i dialog zakłada istnienie dwóch podmiotów, które w kontakcie realizują własne zamierzenia. W perspektywie spotkania Bóg zawsze znajduje się na zewnątrz człowieka i jakkolwiek można Go czuć blisko, to jednak ostatecznie pozostaje niedostępny. W perspektywie transpersonalnej spotkanie dwojga zostaje przekroczone i otwiera się zupełnie nowa jakość opisywana jako wyjście poza podział na podmiot i przedmiot.

W psychologii analitycznej C.G. Junga w pełni zrealizowane „ja” staje się Jaźnią, integrującą i zawierającą w sobie całe doświadczenie jednostki. Jung uważał, że Jaźń jest symbolem Boga, co wskazuje na absolutny i pełny sposób doświadczania siebie samego. Tak oto „ja” znika i pozostaje tylko Bóg.

Jak więc widać z tej analizy Duch Święty czeka na swoją kolej, choć przemiana o której mówimy już się rozpoczęła. Tradycja mistyczna liczy sobie wiele wieków, choć zawsze znajdowała się na marginesie głównego nurtu. Nie mogło być jednak inaczej, skoro mamy taką religię i takiego Boga, jakie jest nasze „ja”.

Kiedy więc zrobimy następny krok, nie jako nieliczna grupa mistyków, ale jako ludzkość?

Niezależnie od tego, kiedy się to stanie, będzie to prawdopodobnie ostateczny koniec historii, która zamyka się w wielkim zwijającym się, kolistym ruchu. Bóg, od którego wszystko się zaczęło i od którego wszystko pochodzi ostatecznie poprzez rozwijającego się człowieka powraca do samego siebie. A w tym niezwykłym procesie człowiek odkrywa, że to, co stanowiło jego samego, czyli własne „ja” ostatecznie nie istnieje i nie istniało nigdy, ponieważ zawsze był tylko Bóg.

Paradoks?

Pozostaje zatem tylko milczenie.

Autor: dr Ryszard Kulik

LITERATURA:

  1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Wydawnictwo Pallottinum, Poznań – Warszawa, 1980
  2. Fromm E. O sztuce miłości. PIW, Warszawa 1971
  3. Huxley A. Filozofia wieczysta. Pusty Obłok, Warszawa, 1988
  4. Johnson S. Przemiana charakterologiczna. Cud ciężkiej pracy. J. Santorski & CO, Warszawa 1993
  5. Kon I. Odkrycie “ja”. PIW, Warszawa, 1987
  6. Markus H., Kitayama S. Culture and the self: implications for cognition, emotion and motiwation. "Psychological Review, 98, 1990, s. 224-253
  7. Myśli Mistrza Eckharta. Święty Paweł, Częstochowa, 2000
  8. Wilber K. Krótka historia wszystkiego. J. Santorski & CO, Warszawa, 1997
  9. Wilber K. Psychologia integralna. J. Santorski & CO, Warszawa, 2000
  10. Wulff D.M. Psychologia religii. WSiP, Warszawa 1999

 

 


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.