Klątwa wiecznego aktora – osobowość histrioniczna

 

 

Słowo „histroniczny” czy „histronia” pochodzi od greckiego histrio oznaczającego po prostu „aktora”. Część z Was, drodzy Czytelnicy, słyszało już to słowo – ale jestem pewien, że każdy kojarzy poprzednią nazwę tej grupy zaburzeń.

Histerie

Wystarczy jednak, choćby pobieżnie, przejrzeć kryteria diagnostyczne, zawarte w formalnych klasyfikacjach zaburzeń psychicznych, lub sięgnąć do bogatej literatury opisującej nierzadko bardzo spektakularne przypadki tych zaburzeń, by zgodzić się, że „aktor” zdecydowanie lepiej pasuje na ich etykietę. Opisy takie jak „teatralność zachowania”, „udawanie/pozorowanie objawów”, „egzaltowanie afektu” czy „urocza prezencja” często przewijają się w publikacjach zarówno popularnych, jak i ściśle naukowych.

O klinicznych przypadkach histronii można przeczytać dużo – jest to do społu fascynująca i pouczająca lektura. Fascynująca dlatego, że niejednokrotnie są to opisy wręcz sensacyjne. Znane są osoby, które traciły wzrok czy słuch lub miały sparaliżowane kończyny wyłączne ze względów psychicznych, bez choroby somatycznej lub realnego uszkodzenia ciała. Z kolei pouczająca jest świadomość, jak wielką moc ma nasza psychika. Trzeba pamiętać, że to nie były objawy, które ci pacjenci udawali – oni faktycznie tracili zmysły lub czucie.

Tematem tego artykułu nie są jednak zaburzenia histrioniczne lecz zaburzenia osobowości.

Jaka jest między nimi różnica?

W przypadku zaburzenia psychicznego zazwyczaj na pierwszym planie widoczny jest objaw – obniżony nastrój dla depresji, utraty pamięci dla fugi dysocjacyjnej czy opisane powyżej paraliże. Kiedy objaw pojawia się w domyśle zakładamy, że „to ktoś go ma”. Innymi słowy: mamy zwykłą osobę, której coś dolega – jeśli usuniesz dolegliwość, wszystko wraca do normy. Dzisiejsza psychologia i psychiatria bardzo dobrze radzą sobie z takimi sytuacjami - rzetelna terapia i, ewentualnie, dobrze dobrane leki zazwyczaj przynoszą ulgę zaskakująco szybko.

Problem pojawia się, gdy ktoś nie „ma tak”, tylko „taki jest”.

Jaki jest więc ktoś histrioniczny?

O teatralnym zachowaniu i przesadnej ekspresji emocjonalnej już napisałem. Należy do tego też dodać powierzchowność i zmienność uczuć i postaw, łatwe uleganie sugestiom, podatność na manipulację… Jednak to trzy pozostałe „objawy” podawane w klasyfikacjach medycznych najbardziej obrazują „o co chodzi” w tym zaburzeniu. Są to: chęć ciągłego bycia w centrum uwagi, nadmierne zaabsorbowanie swoim wyglądem zewnętrznym oraz stała, niestosowna wręcz uwodzicielskość.

Tak, osoby histrioniczne to niepoprawne uwodzicielki i podrywacze. Głównym motorem ich działania jest pozostawanie w świetle reflektorów i poszukiwanie adoratorów. Definiują siebie przez atrakcyjność interpersonalną i poczucie bycia pożądanym. Potrafią być niezwykle czarujący, dostosowują się do drugiej osoby tak, by wydać się jej ideałem. Brną przez życie, ciągle zmieniając partnerów, w myśl maksymy „nie chodzi o zdobycz – chodzi o pościg”.

Można odnieść wrażenie, że nie jest to szczególnie „bolesne” zaburzenie, nieprawdaż? Szczególnie w czasach, gdy popkultura wręcz promuje image playboy’a lub uwodzicielki bez skrupułów. Dopiero po głębszym przyjrzeniu się można zobaczyć, jaką cenę osoby te płacą za swoje unikalne schematy działania.

Jak już napisałem – rdzeniem jest „uwodzenie”, a jest ono tak łatwe ze względu na umiejętność bezproblemowego dostosowania się do potrzeb osoby uwodzonej. Takie „dopasowanie się”, czy inaczej „zagranie roli”, przychodzi osobie histronicznej niezwykle łatwo – bez wysiłku udaje kogoś, kim nie jest. Patrząc z boku trudno ocenić to inaczej niż negatywnie.

Osobowość histrioniczna tak łatwo przybiera różne maski, dlatego że niczego więcej pod nimi nie ma… Łatwo jej zmienić postawy i zachowanie, dlatego że oprócz cechy jaką jest „udawanie” nie posiada żadnej innej. Świadomość tego, że rzeczona „maska” nie skrywa dosłownie nic prowadzi do smutnego wniosku, że podejmowanie tych różnych „ról” jest narzędziem, by poczuć choćby namiastkę indywidualności. Jednak to dopiero druga osoba, tymczasowo co prawda, urzeczywistnia tę maskę. Tymczasowo dlatego, że, jak to zwykle z maskami bywa, nie potrzeba dużo czasu, by zauważyć jej płytkość. Każdy manipulant wie, że kiedy maska się zsunie nie można po prostu założyć nowej – trzeba zmienić osobę. Tutaj dopiero widać prawdziwą tragiczność problemu – beztroskie życie uwodziciela okazuje się nie wyborem, lecz koniecznością. Histrionik albo istnieje „w oczach drugiej osoby” – albo nie istnieje wcale.

Realna bliskość w takim kontekście nie jest realna, gdyż nie ma do czego się zbliżyć.

Należy tutaj też pamiętać, że proces ten odbywa się na poziomie nieświadomym – nie jest tak, że ktoś cierpiący na to zaburzenie zdaje sobie sprawę z tego mechanizmu. Przeważnie w ogóle nie widzi istnienia problemu przez większość czasu. Jak to zwykle z zaburzeniami osobowości bywa – proces diagnostyczny jest długi, nierzadko trwa latami. Aby stwierdzić patologię na tak głębokim poziomie trzeba być pewnym, że jest to stały, sztywny i niezmienny od lat wzorzec zachowania. Standardowo też osoby z zaburzoną osobowością zgłaszają się do psychologa czy psychiatry z zupełnie innym problemem. Napięcie powstałe w wyniku długotrwałego braku satysfakcji w życiu osobistym często manifestuje się w postaci klasycznego objawu – najczęściej depresyjnego. Dopiero sprawny diagnosta, poszukując etymologii tego objawu, może postawić hipotezę o zaburzonej osobowości. Akurat osobowość histrioniczna pozwala na względnie długie funkcjonowanie bez szczególnych napięć. Moment przełomowy przychodzi często w okresie przekwitania, kiedy zanika atrakcyjność fizyczna i coraz trudniej podtrzymywać ten model zachowania.

„Osobowość” jako taka jest strukturą, której głównym zadaniem jest dynamiczne dostosowywanie zachowania do potrzeb środowiska. Sprawna, dojrzała osoba elastycznie reaguje na pojawiąjące się problemy – nawet jeśli powodują one napięcie stara się znaleźć ich rozwiązanie, dostosowuje swoją aktywność do aktualnej sytuacji. Elastyczność ta przejawia się również w sferze emocjonalnej – silne uczucia bywają przyjemne lub nie, ale zazwyczaj nie dezorganizują aktywności kompletnie. Funkcjonowanie osoby zaburzonej na takim poziomie jest zgoła inne. Ilość strategii radzenia sobie jest ograniczona – sprowadza się do jednego modelu, z którego bardzo ciężko jest zrezygnować. To, co niesie ze sobą taka „płytkość” zachowania, to przede wszystkim impulsywność, brak konsekwencji, brak spójności w zachowaniu. Afekt nie musi być szczególnie silny, by zmienić nawet długoterminowe plany – z resztą, te rzadko można zaobserwować.

Przyczyny

Przyczyn zaburzeń osobowości należy doszukiwać się we wczesnym dzieciństwie. Kluczowymi momentami są okresy pomiędzy trzecim a piątym rokiem życia. Mniej więcej w wieku 3 lub 4 lat dziecko wchodzi w tak zwaną fazę „separacji-indywiduacji”. Jest już ono wtedy świadome swojej odrębności i zaczyna eksplorować świat jako „ono samo”. Eksploracja ta opiera się jednak o założenie, że nie jest tak naprawdę samo – że zawsze jest rodzic, który go obserwuje i który może mu pomóc. Daje to poczucie bezpieczeństwa niezbędne, by poznawać świat, a także poznawać siebie w jego kontekście. Czasem jednak rodzic w tym okresie niejako… porzuca dziecko. Niezależnie od motywacji – czy to chęci na siłę usamodzielnienia go, czy też złości na to, że oto dziecko „opuszcza go”, dla małego dziecka takie poczucie bycia porzuconym jest niezwykle bolesne i zmusza go do poszukiwania alternatywy. Nieraz widzi się dzieci, które „rozrabiają” tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę – to dlatego, że bycie skarconym jest dużo mniej bolesne, niż bycie zignorowanym.

Na granicy wieku lat czterech i pięciu zaczyna się też kolejna faza rozwojowa – nazywana przez klasycznych psychoanalityków „fazą edypalną”. Wtedy dziecko odkrywa swoją seksualność, zauważa swoją płeć i „kompatybilność” z płcią przeciwną – lub innym obiektem tego zalążka pożądania. Naturalnym „obiektem” staje się osoba najbliższa – rodzic przeciwnej (zazwyczaj) płci. Tutaj zaznaczyć należy, że jest to naturalny okres rozwojowy, kształtujący psychikę, który każdy człowiek przechodzi – nie ma on nic wspólnego z „dorosłym” pożądaniem czy popędem seksualnym. Niemniej jednak może być tak odebrany – dziecko nagle potrzebuje więcej ciepła, staje się zazdrosne o partnera obiektu jego pożądania, stara się go naśladować na przykład pocałunkami i zachowaniem.

Taka zmiana we własnym dziecku może budzić zdziwienie lub zażenowanie, czasem też zgorszenie lub gniew. Jest to jednak reakcja, reakcja inna niż obojętność.

Muszę tutaj przypomnieć, że okoliczności powstania takiego zaburzenia są dość szerokie, a z uwagi na popularno-naukowość niniejszego tekstu nie zagłębiam się w szczegóły – dlatego w żadnym wypadku nie należy traktować tego opisu jako algorytmu. Spróbuję jednak dokonać małej syntezy proponowanych przez różne szkoły psychologiczne etymologii tego zaburzenia.

Dziecko poznające świat lub siebie zauważa nagle, że stałość, jaką zyskiwało dzięki obecności rodzica jest zachwiana. Odbiera tę obojętność jako „karę” – czuje się z tym źle, czuje się winne, choć nie jest na tyle dojrzałe, by nazwać dlaczego tak jest. W tym samym momencie zaczyna odczuwać potrzebę „zbliżenia się” do jednego z rodziców… i taki awans spotyka się z reakcją. Reakcją dobrą lub złą – niezależnie jednak od tego, taka reakcja jest w oczach dziecka „nagrodą”. Przykuło uwagę rodzica. Zaczyna więc rozwijać swoje umiejętności „przykuwania uwagi” kosztem, niestety, eksplorowania świata. Nie uczy się wiec jakim jest – uczy się jak być zauważonym.

Tak oto wygląda osobowość histrioniczna… Osobowość osoby na pozór zimnej i wyrachowanej, jednak tak naprawdę zranionej i szukającej uwagi…

Odrobiny optymizmu dodaje fakt, że z pośród zaburzeń osobowości nie jest ono „najgłębszym”. Leczenie osobowości nigdy nie jest łatwe – ale jest możliwe i są skuteczne w tym obszarze szkoły. Klasyczne podejście sugeruje na drodze długotrwałej analizy cofnięcie się do okresu tego podstawowego zranienia, jakim jest „odrzucenia” przez rodzica, i przeżycie go raz jeszcze – tym razem jako dorosła osoba, która może świadomie doświadczyć związanego z tym smutku i ostatecznie poradzić sobie z nim. Szkoły nowoczesne proponują bardziej uczenie nowych zachowań – uzmysławianie tego, co pacjent robi źle, do czego to prowadzi i jak mógłby to robić inaczej, a więc zmienianie modelu zachowania „krok po kroku”. Oba te podejścia mają swoich zwolenników, swoje sukcesy i swoje porażki – czas pokarze, które z nich okaże się skuteczniejsze.

Zazwyczaj tego typu artykuły kończą się wskazówkami jak pomóc takiej osobie, albo jak z taką osobą rozmawiać. Uważam, że w kontekście zaburzeń osobowości byłoby to błędem. Jak pisałem powyżej – diagnozowanie takiego zaburzenia jest procesem długotrwałym, wymaga niejednokrotnie kilkuletnich obserwacji ze strony wprawnych diagnostów i klinicystów. Fakt, że ktoś przejawia niektóre z zachowań przeze mnie opisanych nie jest wystarczający, by stawiać taką hipotezę. Z natury tego zaburzenia wynika przecież doskonała gra aktorska – literatura opisuje przypadki, w których terapeuci będący świadomi rodzaju zaburzenia prezentowanego przez daną osobę byli przez nią uwodzeni. Diagnozę zostawmy więc profesjonalistom.

Biorąc to pod uwagę zachęcam, drodzy czytelnicy, by zastanowić się raz jeszcze nad tragicznością takiego modelu funkcjonowania. Modelu, który absolutnie uniemożliwia realne, długotrwałe poczucie szczęścia, a jednocześnie znacznie utrudnia zauważenie tego nieszczęścia zarówno otoczeniu, jak i podmiotowi.

Stąd tytuł mojego artykułu.

Bibiliografia:

  1. Carson Robert; Psychologia Zaburzeń; Gdańsk; GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne; 2003.
  2. Cierpiałkowska, Lidia; Psychologia zaburzeń osobowości : wybrane zagadnienia; Wyd. 2.; Poznań; Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, 2008.
  3. Strelau, Jan; Psychologia : podręcznik akademicki. T. 2, Psychologia ogólna;  Gdańsk;  Gdańskie Wydaw. Psychologiczne; 2004.

​​

Materiał powstał w ramach realizacji projektu „Co Nas Spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego” (III edycja) dotowanego przez Zarząd Województwa Śląskiego.

Więcej informacji o kampanii na stronie: www.wiecjestem.us.edu.pl/co-nas-spina

 

ORGANIZATORZY KAMPANII:

REDAKTOR DZIAŁU 'STUDIUJĘ' Kontakt: studiuje.wiecjestem@us.edu. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.