• Opublikowane 18 Kwiecień, 2014

Dzielny Ru i Człowiek z łez

Autor: Agnieszka Buczek

Dawno dawno temu w odległej dobra krainie, gdzie nikomu nic nie grozi, gdzie nikt na pewno nie zginie, mieszkał wojownik imieniem Ru, a czego pragnął czytajcie tu. Wszyscy szczęśliwi wciąż wokół niego, jedyny smutek jest tu przez niego. Biedny więc Ru nie wie, co czynić, jak się do szczęścia swego przyczynić. Rusza więc dzielnie do podnóży wzgórza, na drodze żadna nie stanie mu burza, żadna wichura ni ciemny las, będzie wędrował przecież ma czas. Siła i męstwo to jest zwycięstwo, odwagą swą pokonał strach. Dotarł do wzgórza, przystanął, krzyczy:

- ile chcesz wiedźmo, bym ci zapalił zniczy?

- wystarczy jeden mój dzielny Ru, bo dobrze wiem, po co żeś przyszedł tu. Szczęścia swojego szukaj w miłości, bo w niej ratunek jest dla ludzkości. W zamku w złych górach jest nieszczęśliwa księżniczka prawdziwa. Więzi ją zły hrabia Vontera, który nie jedno życie odbiera. Każdego śmiałka niszczy, zabija, a głowę jego na pal przybija. Straszne to miejsce, człowiek to zły, lecz płyną tam morza księżniczki łzy. Ona jak Ty jest wciąż nieszczęśliwa, bo miłość jej w Tobie od lat się ukrywa. Musisz wyruszyć tam po nią o świcie, bo w twoich rękach jest tej damy życie. Opuść więc smutek, przykrość i żal, gdyż właśnie przy niej czeka twój raj. Na drogę ode mnie masz podarunek, niech Ci przyniesie ono ratunek. Podarunkiem tym było życzenie, mógł wykorzystać w walce ogniste płomienie.

Wiedźma na pewno dobrze radziła, więc smutek, przykrość i żal przepędziła. Rozpalił się za to miłości wnet żar, jutro przychodzi wyruszyć w dal. Wrócił więc Ru do dobra krainy, by prosić o pomoc szczęśliwe miny. Prosił jednego, co nie miał rodziny, niestety musiał iść w odwiedziny, zapytał kogoś, kto nie miał pracy, zaczął pracować u jakiś bogaczy, pytał już potem mieszkańca każdego, pomocy nie otrzymał od człowieka żadnego. Usiadł więc bardzo zmartwiony na skale:

- przecież nie wyruszę sam w tak wielką dalę? Mogą mnie czekać wielkie przygody i bardzo trudne przede mną przeszkody. Nie szukam wojska kompanów wiele, jednego lecz druha, duszy podobnej jak w moim ciele. Wezbrały w Ru smutku potoki, wybuchnął więc strumień łez szeroki. Każda łezka kap kap kapała aż kształt przyjaciela dla Ru przybrała.

- Witaj mój dzielny Ru! Wojowniku! Doprowadź do smutku twego zaniku. Ja z Tobą jutro rano wyruszę i ziemie, i morza, i wszystko poruszę, aby twą piękną księżniczkę wybawić i wspaniałe wesela tu dla was odprawić.

Skoczył do góry Ru z swej radości, zaprosił na wieczór mnóstwo gości. Przyjęcie wyprawił do późnej godziny, aby pożegnać wszystkie szczęśliwe miny. Nie miał do żadnej uczucia złego, każdego nadal miał za przyjaciela swego. Dostał też od nich miecz, zbroje, konia, pas… i już był ranek, i już nadszedł czas. Świtem nadeszła wielka przygoda, a bohaterom sprzyjała brzydka pogoda. Deszcz padał, zimno, a ciemny las wydłużał ich podróży czas. Las zwał się Śmierci otchłanie, kto raz tam wejdzie, na zawsze zostanie. Ru dzielny i Człowiek z łez nie wierzyli, że to prawdą jest, dzielnie dążyli nie zbaczając z drogi, nie liczyły się dla nich szczęśliwych min przestrogi. Wkoło zdawało się słyszeć krzyk, pojawiał się duch, po chwili duch znikł. Wilki wołały nocne zmory. Z lasu zaczęły wychodzić potwory. Ogromne drzewa ruszyły, ziemią pod nimi wzruszyły. Spadł dzielny Ru z konia, miecz jednak dzielnie trzymał w swych dłoniach. Zobaczył przed sobą ogromne kły wilka, minęła chwilka, nie było wilka. Nagle pojawił się za nim drugi i po nim zostały futrzane smugi. Człowiek z łez nie mógł wyjść z wrażenia, Ru wszystkie wilki w trupy zmienia. Zeskoczył z konia nie mógł tak zwlekać, zabrał już Ru, zaczęli uciekać. Szybko tak razem na koniach pędzili i wilki, i strach, wszystko zgubili. Dotarli do jakiejś pustynnej krainy, na sam jej widok zrzedły im miny. Nagle zrobiło się strasznie gorąco, upał przychodził na nich miażdżąco. Byli już słabi i chcieli spać. Nie było wody nawet skąd brać. I koni swoich nie napoili, po chwili wszyscy zgubili gdzieś siły. Jednak wędrują nadal wytrwale i nie przejmują się zmęczeniem wcale, i tak w dal patrzą, i wzrok ich nie myli, zaraz do pełna nabiorą siły. Przed sobą mają wielki zdrój wody, on doda im i koniom ochłody. Strzegły go jednak wielkie skorpiony, więc wielki Ru był tym strapiony. Człowiek z łez jednak pokonał strapienie, powiedział:

- Ru! Ja w kamień je zmienię!

Nadszedł dla wrednych skorpionów ich czas, człowiek z łez zmienił je w wielki głaz. Głazy zaś zniszczył nasz wielki Ru i zaprowadził porządek tu. Teraz już mogli skosztować wody i upał nie mógł wyrządzić im szkody. Nabrali także trochę w zbiorniki, aby nie było już więcej paniki. Kiedy to wszystko razem zrobili, w dalszą podróż wyruszyli. Mijali góry, jeziora, lasy, nadeszły mrozu i zimna czasy. Było im chłodno było im źle, lecz wcale nie poddawali się. Dzielnie wręcz nadal przez drogę kroczyli, nawet wielką przepaść przeskoczyli. Z daleka nawet widzieli już zamek, lecz dotrzeć mieli dopiero na ranek. Od zamku dzieliło ich cmentarzysko, które było już całkiem blisko. Zastali tam wielkie i straszne groby, nawet zgubione przez konie podkowy. Pozostałości po dawnym Kościele, a wokół niego tak kości wiele. Pomyślał Ru:

- Chyba zatrzymał się tam już czas, a teraz zatrzymać pragnął i nas.

Byli już prawie w drogi połowie, aż nagle człowiek z łez ze strachem powie:

- Popatrz Ru! Tam przy Kościele! Tam tańczy tak trupów wiele!

Już teraz obaj tam właśnie patrzyli i oczom swoim nie uwierzyli, przed nimi umarłe ciała tańcowały, ze swoich grobów dziś powstawały. Okropna dla nich gra muzyka, aż wszelka wiara w człowieku znika. Bać się zaczęli, więc przyjaciele, bo droga do zamku jest przy Kościele. Pyta szybciutko Ru przyjaciela, czy on te trupy też w głazy zmienia. Moc jego jednak tu nie działała, wszelka nadzieja w Ru im została. Dzielny Ru w sobie miał dużo siły, z wiarą do przodu więc wyruszyli. W duchu swym jednak wzywali ratunku i Ru przypomniał sobie o podarunku. Wiedźma oddała mu jedno życzenie:

- Co zechcesz Ru ja w płomień zmienię.

Użył więc Ru życzenia mocy i wezwał swojej wiedźmy pomocy. Ogniste sztylety trupy niszczyły, drogę do zamku im otworzyły. Było gorąco, płonęły groby, lecz dla Ru nie było już przeszkody. Wiedźma drogę im otwierała, ogniste szlaki im przecierała. Byli więc dzielni mężczyźni u celu, gdzie dotarło naprawdę bardzo niewielu. A komu udało się tutaj przedostać, na tym cmentarzu zostało pozostać. Złe moce miał bowiem hrabia Vontera, który wszelkich śmiałków w popiół zmieniał. Szczyty osiągał w swej brutalności, wyciągał z martwych wszystkie ich kości i na cmentarzu je rozsypywał, całą ziemie nimi przykrywał. A głowy śmiałków wbijał na pal, aby strach o nim rozesłać w dal. Więził on w zamku miłość dla Ru, dlatego przyszedł on po nią tu.

- Wreszcie u celu mój przyjacielu…. rzekł z wielką dumą po cichu Ru.

Opieka wiedźmy przywiodła nas tu.

- Dzięki Ci, dzięki wiedźmo pomocna! Niech podróż ta dla nas będzie owocna. Niech moja miłość uwolniona zostanie, a zły Vontera sam pozostanie!

Poczuł w duchu dzielny nasz Ru, że wiedźma będzie go wspierać tu. Dodało mu to wielkiej odwagi i dzięki temu nad hrabią przewagi. Serce miał bowiem waleczne nasz Ru i przyszedł osiągnąć zwycięstwo tu. Brama do zamku zamknięta nie była, tak jak by dla nich się otworzyła. Weszli do zamku i zobaczyli, że bramy piekieł im otworzyli. Szukał nasz Ru schodów do wieży, jeśli nie znajdzie to nie uwierzy. Patrzy, są kręte, do góry prowadzą, chyba do samych chmur ich wprowadzą. Biegnie więc Ru, Człowieka z łez pyta:

- Idziesz? Czy zostajesz? Szczerze go pyta.

- Idę, chce pomóc Ci przyjacielu, bo takich mężnych jak Ty jest nie wielu. Biegną na schody więc wojownicy, lecz na nich czekają już przeciwnicy. Wielkie krwiożercze tam nietoperze już nie pomogą nawet pacierze. Ru zaraz swojego miecza chwyta:

- A czy ich w kamień zmienisz? Człowieka z łez pyta.

- Tak Ru, te bestie na pewno zmienię i w puste głazy zaraz przemienię.

Tak pokonali dwaj dzielni schody i wszystkie na schodach będące przeszkody. Wreszcie ujrzeli księżniczkę młodą, która grzeszyła swoją urodą. Piękna jak kwiaty słodka jak miód, powiedział Ru:

- To jest mój cud… cudem nie były bitwy i łzy, moim cudem byłaś Ty.

Kiedy księżniczka to usłyszała, jedno już tylko wtedy wiedziała, że to na niego właśnie czekała.

Padli natychmiast sobie w objęcia, Człowiek z łez płakał z przejęcia. Jednak cudu chwilę świat im odbiera, oto się zjawia hrabia Vontera. Wokół niego moc nietoperzy, kto nie widział, to nie uwierzy. Czarne natychmiast zjawiły się chmury, niebo przyjęło odcień ponury. Deszcz padał, z nieba spadały błyskawice, przy takiej zjawił się hrabia muzyce. Twarz blada, kły ostre jak wszystkich mieczy na świecie ostrze. Ru krzyczy:

- Będę Cię bronił księżniczko droga, za mną już bardzo daleka droga.

Hrabia Vontera jest wściekły, krzyczy i spuszcza nietoperze ze smyczy. Człowiek z łez dzielnie zmienia je w głazy, na jego sercu żadnej wręcz zmazy. Ru serca ich mieczem przebija, nadszedł czas hrabi, północ wybija. Rusza więc Ru na Vontera, do walki miecz swój zabiera. Jednak Vontera wytrąca go z ręki, nie zazna tym mieczem żadnej udręki. Biedny Ru bez broni w dłoni już teraz na pewno się nie obroni. Rusza w kierunku jego Vontera już prawie życie dzielnemu Ru odbiera. Jednak na drodze staje mu Człowiek z łez i to właśnie jemu przyszło śmierć ponieść. Wbija swe ostre Vontera pazury, rozcina chłopca od dołu do góry. Wtedy też właśnie jak z jakiejś chmury, zaczął deszcz padać, obfity, ponury. Człowiek z łez był święconych zrobiony, użył sam siebie do dzielnej obrony. Hrabia się nagle w wodzie rozmywa i jeszcze płomieni wśród wody przybywa. Człowiek z łez życie za przyjaciela oddaje, z miłości do Ru istnieć przestaje. Kończy swe hrabia dziś panowanie, od teraz Ru na zamku zostanie. Poślubi miłość swoją jedyną i szczęścia chwile go już nie minął. Pościąga głowy przybite na pal, wyprawi na zamku wielki bal. Wiedźmie swej bardzo podziękuje, Człowiekowi z łez pochówek przygotuje. Tak to wszystko Ru wykona, lecz teraz pozwólcie niech się przekona, jak bardzo kocha go przyszła żona.

I tak się ta długa historia skończyła, księżniczka dzielnego Ru poślubiła i tak z nim na zamku szczęśliwie żyła.


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.