Droga ku miłości. Jak się rozeznać?

Miłość istnieje w każdej chwili swego trwania, wiecznie. To jedyne przelotne spojrzenie w wieczność, jakie nam jest dane.

Thornton Niven Wilder

Miłość to chyba najszerszy temat-rzeka w kulturalnym dorobku naszej cywilizacji. Niezwykle subtelna, ważna i niejednokrotnie trudna wartość czy obszar w życiu. Spróbowałam się jej przyjrzeć, korzystając z dorobku myślicieli oraz opowiadania Miguela de Unamuno "Historia pewnej miłości" i spoglądając na nią z różnych perspektyw.

Nie wiem co pokierowało mnie w kieresze miłości. Byłam zaskoczona, że spośród opowiadań Miguela de Unamuno wybrałam akurat "Historię pewnej miłości". Widocznie, nieuświadomiona potrzeba zgłębienia tego tematu przyciągnęła mój umysł i serce; pozostało mi się temu poddać i zanurzyć w historię pewnej miłości.

Jaki musi być człowiek, by mógł pokochać prawdziwie drugiego? W którym momencie orientujemy się, że to właśnie miłość? Co jest jej sensem?

Liduvina i Ricardo spotykali się codziennie, wieczorami przy zakratowanym oknie Liduviny, z którego widać było dorodne drzewo cyprysowe, a do uszu dochodził świergot wróbli. Ricardo przychodził na spotkania z narzeczoną, jednak myśl, która najczęściej pojawiała się w jego umyśle, nie była wizją ich wspólnej przyszłości, tylko cytatem z Ewangelii. Mężczyzna uznawał go za swoje przeznaczenie, zaś forma jego zaistnienia była jeszcze jak zamglona łuna o zmierzchu, niewyraźna, niekonkretna. Tematem ich rozmów najczęściej stawały się plotki.

„Co ja mogę robić? Ja nic innego nie mam, kochanie, do roboty, jak tylko patrzeć na ciebie - odpowiedział. I przez sekundę milczeli, czując pustkę swych słów.” Ricardo zdawał sobie sprawę, że ta znajomość „niesie ku zdradliwemu i grożącemu katastrofą morzu” oraz że powinien ją zakończyć; obawiał się niezmiernie tego, że okazałby się niestały i niewdzięczny. „(...) oboje spędzali popołudnia czuwając przy martwym uczuciu, więźniowie honoru i dobrej opinii”. Dalej napotykamy fragment: „cały dom się skarży pod brzemieniem pustych wspomnień”. Marianne Moore pisała: "Miłość, czymkolwiek jest, niech będzie pozbawiona udawania. Udając przywdziewamy maski". Józef Tischner określa ich funkcję tak: maska stara się stworzyć ułudę będącą przeciwieństwem tego, jakie coś naprawdę jest.

„Ricardo się jej oświadczył, a ona go przyjęła, sądziła, że ów brak żaru jest ogniem, który dopiero się rozpali, że ów półmrok uczucia jest pierwszym blaskiem świtu, zorzą zwiastującą słońce, ale prędko się spostrzegła, że jest to tylko zamierająca w popiele iskra, łuna zachodu, za którą nadciąga noc”. Powtarzała ponownie „A miłość? Ach! Miłość przyjdzie potem, miłość przychodzi zawsze, gdy się jej pragnie, gdy się kocha Miłość i gdy się jej potrzebuje. Ale mijały dni, tygodnie, nawet miesiące i nie czuła w piersi nadchodzącej miłości”. Jaki jest więc przepis na miłość, jeśli nie czekanie? "Tylko ci, którzy sami kochają, znajdują miłość i wcale nie muszą jej szukać" - powiadał Dawid Herbert Lawrence. Erich Fromm uważał zaś, iż miłość zaczyna się rozwijać dopiero wówczas, kiedy kochamy tych, którzy nie mogę się nam na nic przydać.

„Ale dla niej tak samo, jak dla jej narzeczonego, honor i duma z własnej stałości silniejsze były od rozczarowania. Nie, ona nie zerwie pierwsza, choćby miała umrzeć z żalu; niech zerwie on”. Liduvina zrzuca odpowiedzialność za decyzję dotyczącą jej życia na drugą osobę. Odpowiedzialność za siebie i ich związek. Ten czyn ukazuje niedojrzałość Liduviny, jej tchórzostwo. „Bo właśnie tak: mimo wszystko go kocham. Jest już nawykiem w moim życiu, jest częścią mojej egzystencji. Żyję dzięki temu, że mnie odwiedza”. „Miłość platoniczna jest udawaniem przed samym sobą, że rewolwer jest nienabity” - zastanowiło mnie dlaczego William Somerset Maugham w powyższym porównaniu wybrał akurat rewolwer. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to właśnie udawanie zabija. Pustka, jaka dzięki niemu powstaje przeplata się z rozpaczą, dodatkowo oddala mnie od mojej istoty, brutalnie, jak synchroniczne obroty imadła. Nawiązując do słów Hermanna Hesse: bez miłości własnej niemożliwa jest też miłość bliźniego; nienawiść do samego siebie jest tym samym, co skrajny egoizm, i płodzi w końcu tę samą okrutną samotność i rozpacz. Przypominają mi się słowa mojej mamy, która często powtarzała mi, że by pokochać kogoś, muszę najpierw pokochać siebie.

Kochankowie, oboje świadomi wygasłej miłości, nawzajem próbują sobą manipulować. Żadne z nich nie potrafi przyznać się do swoich prawdziwych uczuć. W konsekwencji nieszczerości wsiedli do pociągu, by uciec razem w imię ich wspólnej miłości. Spowodowało to, że „Ricardo czuł się zwyciężony i niejako upokorzony. (...) Ricardo starał się być beztroski, choć nie miał po temu powodów. Och, gdyby tak mogli wrócić i wszystko mogło być po dawnemu! Ale nie: pociąg, obraz przeznaczenia, nieubłagalnie ich ku temu przeznaczeniu wiózł. (…) Zdawał się ich przytłaczać jakiś ogromny, śmiertelny smutek; w ich oczach unosił się cień ostatecznego rozczarowania. (…) Ta noc byłą początkiem nowego życia. I ciążyło im ono tak, jak ciąży początek wspinaczki na górę, której szczyt się gubi wśród mgieł. Poza tym czuli się zawstydzeni, sami nie wiedząc czym”. Wielce rozczarowali się tym, że nie nastąpił przełom, że w ich miłości nie stał się cud. Na spacerze zauważyli kościół, do którego weszli. Usiedli w osobnych ławkach. „Nagle Ricardo usłyszał powstrzymywany szloch Liduviny: zauważył, że płacze. I jemu również rozwarły się upusty w oczach. Uklęknął obok swej narzeczonej i ramię przy ramieniu wspólnie opłakiwali śmierć złudzenia”. Mam wrażenie, że to był pierwszy od bardzo dawna moment bliskości i spojrzenia prawdzie w oczy. Weszli w sytuację graniczną. „Kiedy wyszli na ulicę, wszystko wydawało się pogodniejsze, ale i bardziej smutne”. Postanowili wrócić, zakończyć ucieczkę. „Kryli się w wagonie na wypadek, gdyby wsiadł ktoś znajomy i ich rozpoznał. Dręczyło ich uczucie wstydu i, co gorsze, śmieszności”. Przyjrzyjmy się bliżej wstydowi, za Tischnerem. „Istnieją różne sposoby zasłaniania twarzy, jednym z najbardziej naturalnych i spontanicznych jest wstyd. (…) Wszelka ekspresja odznacza się intencjonalnością: jest rodzajem znaku, który będąc sobą, wskazuje poza siebie. Wstyd zajmuje wśród ekspresji miejsce szczególne: jego intencjonalność jest dwustopniowa (…) to paradoks - to jawność pewnej niejawności, to tajemnica dana naocznie. (…) Dla Sartre'a „bycie-dla-drugiego", ujawniające się w intencjonalnej konstrukcji wstydu, jest podstawą „bycia-dla-siebie". Inaczej mówiąc: to, kim jestem dla drugiego człowieka, jest rozstrzygające dla tego, kim jestem sam dla siebie - inny wtrąca mnie w stan zawstydzenia, a wstyd czyni ze mnie tego, kim jestem. Inny jest piekłem, ale od tego piekła uciec nie można. Jestem skazany na samotność - niemniej jednak moja samotność to nieobecność tego, kogo pragnę i dla którego jestem. (…) Sposobem doświadczenia innego jest mój wstyd wobec niego. Dla nas jedno jest zasadnicze: Sartre nie opisuje spotkania, lecz rozstanie, i nie wskazuje na chwilę przywdziewania zasłony, lecz na moment zdzierania maski. (…) W ten sposób powstaje piekło - miejsce, gdzie ludzie są najbliżej i zarazem najdalej od siebie. Najbliżej, bo mogą się dotknąć, i najdalej, bo nie mogą się spotkać”. Ricardo i Liduvina wstydzili się swoich uczuć nie tylko przed innymi, ale przede wszystkim przed sobą. Dopiero gdy sięgnęli kresu wymówek i nadziei, mogli przyznać się do swej bezsilności wobec miłości, która nie nadchodziła. Tęsknili za przeszłą melancholią, za iluzją sprzed ucieczki, co pokazuje, że nie zaakceptowali całkowicie stanu swojego uczucia.

„Wstyd spełnia rolę zasłony. Zasłona to nie maska: zadaniem maski jest łudzić mnie, zadaniem wstydu jest ukryć. Wstyd zawiera wskazówkę, że istnieje coś takiego, co drugi uważa za osobistą wartość, co jednak jest tak kruche, a może i dwuznaczne, iż może zginąć od spojrzenia. Lepiej jest dla człowieka ukryć wartość, niż narazić ją na zniszczenie. Wstyd to znak preferencji. Zarazem jednak we wnętrzu wstydu daje się wyczuć intencja ukazania wartości, poddania jej pod osąd przyjaznego spojrzenia” - co takiego kryli przed światem narzeczeni? Mniej aprobowane emocje, wątpliwości, marzenia, odpowiedzialność?

Ricardo, podążając za swym przeznaczeniem (głoście Dobrą Nowinę), stał się nowicjuszem. Studiował pisma nader skrupulatnie, jego ambicja była szaleńcza, dobrze rokował na kaznodzieję. Zaś Liduvina wstąpiła do klasztoru - „Tutaj pielęgnowała swój smutek, ów nieuleczalny smutek, który będzie jej towarzyszył aż do grobu”.

"Wielką miłość wystarczy wyszeptać, mała wymaga proklamacji", mówił František Herites. By zagłuszyć wewnętrzny krzyk, trzeba krzyczeć jeszcze głośniej, trzeba działać z jeszcze większym przekonaniem. Ale czy to daje nam spokój? Ricardo w samotności, czując, że jest sam, mówił: „Tak, to jest kara Boża za to, że porzuciłem Liduvinę, że poświęciłem ją dla mojej ambicji. (…) Jestem zwykłym egoistą, który szukał sceny najbardziej odpowiadającej jego aktorskim zdolnościom. Myślałem tylko o sobie!”

Nastąpił dzień, w którym brat Ricardo przyjechał do odległego i ukrytego miasta Tolviedry, by wygłosić kazanie. Jest to wzruszający moment, w którym brat Ricardo wypowiada szczerze słowa prawdy o Miłości, której ceną było bolesne doświadczenie - „Czekać na Miłość! Tylko ten na nią czeka, kto już ją w sobie ma! (…) Ale to egoizm, siostry i bracia moi, to ta smutna i obłąkana miłość własna zaślepia nas, abyśmy nie dostrzegli Miłości - Miłości, która nas ogarnia i spowija; abyśmy jej nigdy nie odczuli. My chcemy ukraść jakiś jeden jej strzęp i nie oddać się jej bez reszty, a Miłość nas pragnie i żąda całych”. Seneka głosił, że kochać to znaczy zapomnieć o sobie. Dla Antoine de Saint- Exupery'ego miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz. „Kochać- dawać szczęście temu, kogo się kocha, a nie sobie samemu.” - to słowa Aleksandra Dumasa syna. Podobnie myślał Romain Rolland: „Kochając nie myśli się, by zachować dla siebie”. Zaś Jan Paweł II głosił: „jest w ciele ludzkim zdolność wyrażania miłości, tej miłości, w której człowiek staje się darem”.

„On i ona, brat Ricardo i siostra Liduvina poczuli się jeszcze bardziej więźniami przeznaczenia niż wtedy, kiedy dzieliła ich tylko krata w oknie domu w zaułku opodal klasztoru Urszulanek. Gdy spotkali się i złączył ich ze sobą płacz, zjednały się także ich serca, z których opadły spopielałe szaty i ukazała się miłość w całej swej nagości: miłość, która od czasu owej smutnej ucieczki karmiła samotność ich obojga”. Warto przytoczyć tutaj cytat Rainer Maria Rilke, który w najlepszy, moim zdaniem, sposób oddaje istotę tej miłosnej historii: „Miłość polega na tym, że dwie samotności ochraniają się, dotykają i pozdrawiają.” Jakże długa była ich droga do odkrycia prawego uczucia! Jakże zadziwia mnie siła praw natury. Słowa Francois de La Rochefoucauld doskonale to podsumowują: nie ma maski, która mogłaby długo ukryć miłość tam, gdzie ona jest, ani udać ją tam, gdzie jej nie ma.

Utwór Unamuno kończy się słowami „I od tego dnia...”. Czuję pokusę by dokończyć to zdanie „I od tego dnia Ricardo i Liduvina stanęli ku sobie twarzą w twarz, bo „dzięki twarzy możemy określić istotę spotkania: spotkać to spotkać innego w jego twarzy. (…) ludzka bieda to również bieda nieprawdy, konieczność skrywania się i zasłaniania, a twarz to ludzka prawda. (…) Twarz objawia się jako dar horyzontu agatologicznego - horyzontu, w którym dobro i zło przybierają formę dramatu, a dramat zapowiada możliwość tragedii lub zwycięstwa człowieka. W dramacie dobro i zło nie stoją daleko od siebie, jak w królestwie pojęć, lecz splatają się we wspólnym czasie, we wspólnej przestrzeni, w jednym i tym samym człowieku. Tak splecione stanowią istotną perspektywę dziejów człowieka. Czym jest cisza dla dźwięku, a światło dla barwy, tym jest dobro i zło dla twarzy. Dzięki nim może objawić się twarz. Lecz porównanie z ciszą i światłem może być łudzące. Trzeba dodać: ta cisza i to światło mają kształt krzyża. Symboliki krzyża uniknąć się nie da”. Ich ucieczka była długa i okupiona cierpieniem, wstydem, wygnaniem; można ją określić mianem ich krzyża. Ale dzięki temu krzyżowi dotarli do Prawdy. Ricardo potrafił przyznać się przed sobą i innymi do swego egoizmu, zaślepienia. Dopiero gdy odrzucił siebie, wykroczył poza swoje Ja, zdolny był odnaleźć to, czego tak długo szukał. Odkrył SPOTKANIE.

Literatura:

  1. de Unamuno Miguel Dobry męczennik i trzy inne opowieści, Wydawnictwo Literackie, 1985, s.185-229.
  2. Illig Jacek Księga Aforyzmów, Videograf, 2002, s. 181-220.
  3. Tischner Józef Filozofia dramatu: Twarzą w twarz, 2006.

 

 

REDAKTOR DZIAŁU 'CZUJĘ'   Kontakt: katesnow888@gmail.com     Studia: Psychologia, V rok, specjalizacja: psychologia kliniczna dorosłego człowieka oraz psychologia pracy i organizacji.    Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Praktyki w Wojewódzkim Specjalistycznym Zespole Neuropsychiatrycznym im. Św. Jadwigi w Opolu Praktyki w Szkole Podstawowej nr 51 im Fryderyka Chopina  w Katowicach Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): Akademia Przyszłości Dzieci z Teatralnej Zainteresowania: Psychoterapia, muzyka filmowa, teatr, audiobooki podróżnicze, malarstwo, podróże, zumba . Dodatkowe informacje o autorze:  Sudentka psychologii. (...)


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.