• Opublikowane 25 Styczeń, 2012

To czego nie ma

No i rozpostarła się przede mną w całej swej przerażającej rozciągłości niedziela. Właściwie co to znaczy niedziela, czy mógłby to być powiedzmy poniedziałek albo czwartek? Jeżeli chcę być uczciwy względem siebie, to powinienem raczej powiedzieć: rozpostarło się przede mną w całej swej przerażającej rozciągłości ŻYCIE. Niedziela przyszła akurat dzisiaj, ale mógłby to być każdy inny dzień tygodnia.

Obudziłem się rano - spojrzałem za okno - słońce świeciło tak jasno, jakby dopiero co wymieniło zużyte baterie. Piękna pogoda - jak mawiają ludzie. Od razu chce się żyć - dodają niektórzy z nich. A ja, wtuliwszy się szczelniej w kołdrę zacząłem przynaglać sen. Tak, zasnąć - nie myśleć o czasie, o sposobach pogrążania go w czeluściach nieświadomości.

Cóż jednak z tego, cóż po moich wysiłkach, skoro sen troszczy się o siebie najlepiej i nie pytając nikogo o zdanie kpi sobie z wszelkich prób przywołania jego mgieł. Mój sen wyspał się już - zaspokoił sam siebie. Spił do ostatka, do ostatniej kropli napój nocy i zniknąwszy pozostawił miejsce. Miejsce. Przestrzeń.

No i obudziłem się i spojrzałem w tę dziurę. Miałem nadzieję, że coś tam zobaczę - przynajmniej jakieś zarysy, kontury, zajawki. Zwykle coś się tam pojawiało - wtedy brałem to w dłonie i nosiłem radośnie. Teraz jednak im dłużej spoglądałem do środka i przed siebie, tym wyraźniej widziałem nadchodzące NIC. Ono nie miało żadnych kształtów, nie było niczyją zajawką - było natomiast wielkie i przerażające - przypominało ocean, do którego spadałem jak kropla, aby w końcu utracić siebie - pozbyć się granic - i stać się wodą. Umrzeć przed swoją śmiercią - NIE - cały byłem instynktem samozachowawczym. Instynkt samozachowawczy to też coś takiego, co samo dba o siebie podobnie jak sen, ale tym razem nie występowałem przeciwko - solidarnie stanąłem po jego stronie. Jak to ludzie mówią - co dwie głowy to nie jedna, nawet jeżeli to wszystko odbywa się w jednej głowie, w jednym ciele.

Jest. Zagrała muzyka - dźwięki sączące się w leniwe powietrze. Trochę czegoś. Moje oczy stały się bardziej matowe i bezdenne głębia TEGO CZEGO NIE MA przestała mi dokuczać tak bardzo - zaprzestała produkcji lękowego fabrykatu. W chwilę później wziąłem do ręki i następnie przed oczy książkę - byłem uratowany jako kropla.

Książka była autorstwa pewnego poety, co to uważał, że poetą nie jest się dlatego, że się pisze wiersze, ale dlatego, że się żyje. Każdy jest poetą, a najmniej ten, który pisze poezję. Hmm, to taka zgrabna intelektualna łamigłówka. W sam raz do tego, aby sobie nieco głowę po-połamywać i ustrzec się przed patrzeniem tam, gdzie czeluść zawrotna.

Lubię tego pana, kiedyś nawet byłem nim niezmiernie oczarowany - co jak mówią mądrzy ludzie jest prawem i przywilejem młodzieńczego wieku. Przyjemnie jest się spotkać z kimś takim - dawno nie widzianym, tym bardziej, że się go lubi. No więc spotkałem się z nim - słuchałem co do mnie mówi - potakiwałem mu lub przecząco kręciłem głową.

Po kilku stronach pasjonującej lektury odłożyłem jednakowoż książkę i wyłączyłem muzykę.

Gdzieś w międzyczasie, w przerwie, w odstępie między ścierającymi się krawędziami kształtów różnych skojarzeń, w krótkim powieki mgnieniu - zobaczyłem olśniewający i wyraźny kontur TEGO CZEGO NIE MA. I zachwyciłem się jego oczywistością i prostotą. Teraz szukałem ciszy i jasnego wzroku, aby tym bardziej, tym głębiej, tym intensywniej spojrzeć w bezkresny otwór, na dnie którego...zobaczyłem - siebie. Znajdowałem się tam samotny, przepełniony kosmicznym brakiem. Tworzył on w moim ciele i umyśle coś w rodzaju podciśnienia, co dawało efekt taki, jakbym złożony był z miliona drobnych przyssawek namiętnie szukających na zewnątrz CZEGOKOLWIEK.

I nagle, w jednej olśniewającej chwili zrozumiałem to wszystko, co zdarzyło się w ten niedzielny poranek. To przerażenie, lęk, rozpaczliwe poszukiwania i wreszcie świadomość własnej samotności, która wyzwoliła mnie z tego zamkniętego kręgu.

Oto jestem samotny i na dobrą sprawę nie ma niczego ani nikogo, kto mógłby mnie wypełnić. Oczywiście mógłbym wsypać w siebie cokolwiek, jakąś ideologię lub wiarę albo rozmyć się w miłości do kogoś i w ten sposób pozbyć się spoglądania w czeluść. Mógłbym próbować zasnąć i spać aż do swojej śmierci i w ten sposób uniknąć życia. Albo puścić się w wir powierzchownych przyjemności i również w ten sposób nie widzieć. Ale czy to mnie uwolni? Przecież próbowałem już tyle razy. NIE! To tylko ucieczka - przed sobą. Dzisiaj, teraz odkrywam, że tylko stanięcie przed tym lękiem, uczciwe stanięcie przed ŻYCIEM pozwala mi na pełny powrót do siebie. Nie robię nic, nie uciekam, po prostu pozwalam, aby dreszcz grozy przeniknął mnie do głębi i jednocześnie zrodził spokój i prawdziwe wypełnienie. 

I wtedy, teraz właśnie tam odkrywam źródło, z którego tryska życiodajna woda. Tam jest ocean, którego się tak bałem - ale on również jest kroplą. Tam jest wszystko, tam jest pełnia i pustka, tam jest jedność. Tam jest TO CZEGO NIE MA.

Rok 1988

 

 

Autor: dr Ryszard Kulik (WPiPs)

 

 


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.