Rozwijam się

Od adolescenta do młodego dorosłego - przepoczwarzanie się w ramach relacji rodzinnych

Adolescencja jest notorycznie trudnym tematem, niezależnie od której strony by go nie ugryźć. Najłatwiej byłoby nazwać ją „okresem przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość”, ale to wydaje się być rażącym uproszczeniem. Choć podręczniki do biologii podają, że trwa ona mniej więcej od 12 do 18 roku życia, to czynią tak dlatego, by nie komplikować sobie sprawy i skupić się na zachodzącym w tym okresie rozwoju biologicznym, który faktycznie z grubsza kończy się około 18. wiosny.

Bezdyskusyjnie w okresie dorastania pojawiają się też znaczące różnice w zachowaniu i emocjonalności. Są one spowodowane zachwianiem gospodarki hormonalnej - to też jest niepodważalne. Nerwowość, impulsywność, zmniejszenie roli autorytetów, poleganie na grupie rówieśniczej, kwestionowanie przyjmowanych dotychczas norm moralnych - te cechy, z perspektywy biologicznej, są tylko przejściowymi objawami, produktem ubocznym zwiększonego wydzielania hormonów płciowych, rychło kończącą się anomalią. Na to ostatnie psychologowie rozwojowi kręcą jednak nosem. Skoro “buntowniczość” adolescentów jest tak uniwersalna, to może ona sama w sobie ma jakąś rolę?

I owszem ma - osiągnięcie niezależności psychicznej, wyodrębnienie siebie z systemu rodzinnego jako autonomicznej jednostki. Autonomicznej, czyli nie “w pełni niezależnej”. Przecież dla większości ludzi rodzina odgrywa ważną rolę przez całe życie, nie tylko w dzieciństwie. Jednak nie pełnimy w niej stale tej samej roli - zajmujemy inną, partnerską, współodpowiedzialną.

Psychologia, na przekór biologom, stawia hipotezę, że powodowana hormonalną nerwowością próba “wyrwania się” spod wpływu rodziców nie tylko nie jest niepożądanym skutkiem ubocznym osiągania dojrzałości płciowej, ale jest kluczowa dla tego okresu.

Oczywiście - to pełne “oderwanie się”, jakiego pragnie młody adolescent, jest rozumiane przez niego bardzo dziecinnie, niedojrzale. Młodzian chce końca obowiązków i kontroli, ale nie przywilejów, jak wikt, opierunek czy kieszonkowe. Dla niego to kwestie “oczywiste”, jemu / jej się przecież należy! Zakrawający o śmieszność egoizm takiej postawy jest oczywisty dla każdego dorosłego… po części dlatego, że każdy samemu go kiedyś przechodził.

Dopiero po czasie to nagłe, gwałtowne targanie szesnastolatka przeradza się w partnerski szacunek dwudziestolatka. Adolescencki bunt jest konieczny, by dostrzec relacje rodzinne w nowym, pełniejszym świetle i ostatecznie zostać ich podmiotem zamiast przedmiotem. Gdyby nie głupawy egoizm wieku okołogimnazjalnego, skazani bylibyśmy na los 35-letnich, włoskich singli. Miejmy to na uwadze, szydząc w internecie z gimbazy - zawdzięczamy temu okresowi więcej, niż chcielibyśmy przyznać.

Jeśli jesteś uważnym czytelnikiem, to zauważysz, że w zawartym powyżej opisie jest pewna luka. Fizyczny, hormonalny mętlik targa nami gdzieś do 18 roku życia, a przecież napisałem, że adolescencja dokonuje się w okolicach dwudziestki.

Te dwa lata to tak zwany “okres późnej adolescencji”. Można pisać o nim wiele, dyskutować, czy to już dorosłość, czy nie. W kontekście relacji z rodzicami uważam, że jest wystarczający, by zacząć je “remontować”. I nie, nie zakładam tutaj, że są one w zupełnej ruinie (choć jeśli potrzebny jest remont generalny, to też jest to dobry okres na niego). To bardzo ciekawy proces, który w gruncie rzeczy jest szarą strefą dla psychologii. Relacjami między rodzicem a dzieckiem zajmuje się psychologia wychowawcza i pedagogika, relacjami między dorosłymi - psychologia komunikacji. Dziedzina “młodych dorosłych” ląduje więc gdzieś pomiędzy nimi.

Przed młodym człowiekiem stoi wtedy trudne zadanie udowodnienia, że jest gotowy na relację partnerską. Musi pokazać, że może brać odpowiedzialność za swoje życie i sam będzie podejmował teraz ważne decyzje, z których konsekwencjami zmierzy się też samodzielnie… lub poprosi o pomoc i wsparcie, jeśli go przerosną. Chce, by rodzicielska kontrola przestała obejmować jego zachowanie i oczekuje, że nakazy zmienią się w prośby… na które w większości będzie przystawał. Być w relacji równej, a nie skośnej, oznacza, że jest się za nią współodpowiedzialnym. Przymus faktycznie zanika - ale pojawia się chęć. Cóż, przynajmniej powinna się pojawić - inaczej nici z partnerstwa.

Ten okres jest też niezwykle trudny dla rodzica! Czy tego chcemy czy nie - zazwyczaj lata życiowego doświadczenia niosą ze sobą realną mądrość. Do tej pory starszyzna mogła na siłę karmić młodzież owocami tej mądrości. Teraz - musi do nich przekonywać i godzić się z ewentualną odmową, po czym obserwować, jak ich pociechy borykają się z problemami, przed którymi chcieli ich ochronić. Po ich stronie jest zmiana rozkazów w rady, zejście z ambony i zrezygnowanie z kaznodziejskiego, moralizatorskiego tonu. Oni sami tej mądrości nie znaleźli przecież w książkach, tylko w trudach - ciężko więc ich winić, że chcą uchronić swoje pociechy od stereotypowych “błędów młodości”.

Ten proces przechodzenia relacji z rodzicami z dziecięcych w dorosłe jest, jak widzicie, dość trudny i wymaga komunikacji płynącej z obu stron. Nie ma w nim obiektywnego “złotego środka” i nie ma recepty na wypracowanie kompromisu - będzie on inny dla każdego przypadku. Nie jest to jednak jakiś krańcowy, interpersonalny wysiłek, nie chcę byś tak o nim myślał. Choć trudny, to jest to proces naturalny. Trudnych relacji jest w życiu na pęczki, warto sobie je więc przetestować z rodziną. I choć nie każdemu uda się rozbudować swoje relacje z rodzicami, to niezwykle trudno jest ją zupełnie zburzyć. W końcu w rodzinie wybacza się najwięcej.

To, czego potrzeba, to obopólnej chęci do jej budowania. To nie może być heroiczny wysiłek jednej ze stron. Psychologowie rodzinni i systemowi zajmują się w końcu nie tylko parami i rodzinami z dzieckiem - pracują też nad relacjami między dorosłymi. Oznacza to, że powstają w tym procesie patologie, oczywiście! Ale oznacza to też, że można je korygować, wpływać na nie. Zupełnie niedojrzałym jest zakładać, że to po stronie rodzica leży cały ciężar utrzymywania kontaktu i bliskości z dzieckiem - ale równie niedojrzałym byłoby, gdyby nagle w pełni miał wziąć to na siebie młody dorosły.

Pewnie część z was czyta to i zastanawia się, gdzie samemu jest w tym procesie. Czy już ma “sztamę” z rodzicami, czy jeszcze jest wysysającym energię gówniarzem?

To dobrze. To oznacza, że myślisz i zastanawiasz się, na ile jesteś partnerem, czy dajesz z siebie odpowiednio dużo, ale też czy oczekujesz (i przyjmujesz!) w zamian. Każda forma relacji - od koleżeństwa po małżeństwo, wymaga pracy. Jak z ogródkiem - trzeba plewić. To bardzo zdrowe i naturalne, by czasem zastanawiać się nad jakością swojej relacji.

Może też czytać to inna osoba, która nie ma najmniejszego zarzutu względem siebie i której relacje są w najlepszym z możliwych stanów. Cóż, oznacza to, że masz przed sobą jeszcze sporo dorastania.

 Bibliografia:

  1. William W. Wilmot, Joyce L. Hocker, “Konflikty między ludźmi”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011
  2. Anna I. Brzezińska, “Psychologiczne portrety człowieka”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2013
  3. Kazimierz Obuchowski, “Galaktyka Potrzeb”, Zysk i s-ka 2000Artykuł powstał  w ramach realizacji projektu "Co nas spina? - Kampania na rzecz ochrony zdrowia psychicznego"

(IV edycja) organizowanej przez Fundację Inicjatyw Akademickich  oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach.

Projekt współfinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

REDAKTOR DZIAŁU 'STUDIUJĘ' Kontakt: studiuje.wiecjestem@us.edu. (...)


Jak oszukać samego siebie - mechanizmy obronne w zaburzeniach osobowości

„Gdy postrzeganie rzeczywistości wywołuje przykrość,

wtedy poświęca się prawdę”

S. Freud

 

Osobowość można zdefiniować jako trwałe i nawykowe wzorce zachowania, myślenia, emocji, motywacji i nawiązywania relacji z innymi, charakterystyczne dla danej jednostki. Większość osób chce być dobrze postrzeganą zarówno przez siebie jak i przez innych. Chcemy wierzyć, że nasze motywy są słuszne, relacje i stosunek do innych poprawne, a myślenie i emocje spójne z zachowaniem. Niestety często tak nie jest, czasem odczuwamy emocje, których byśmy nie chcieli i zachowujemy się w sposób, jakiego nie spodziewalibyśmy się po sobie. Część z nas akceptuje taki stan rzeczy, przyjmuje do wiadomości, że nikt nie jest idealny i uczy się z tym żyć. Jednak bywa i tak, że tego typu sposób myślenia na swój temat, na poziomie nieświadomym, jest nie do przyjęcia, ponieważ zaburza wewnętrzną spójność i zaniża samoocenę. Co więc zrobić, żeby nie dopuścić do wewnętrznej katastrofy? Nic prostszego, trzeba trochę siebie pooszukiwać, tyle że na poziomie nieświadomym, więc mamy gwarancję, że kłamstwo nie wyjdzie na jaw. Można tak zinterpretować rzeczywistość, żeby odpędzić od siebie niechciane myśli i uczucia, które nas dotyczą i np. obarczyć nimi innych ludzi albo ogólnie świat. Często panowie popijający piwko „pod sklepem” mają tendencję do mówienia, że to kraj, w którym żyją, jest beznadziejny, nie chcąc przyjąć, że sami zmarnowali sobie życie. Tego typu oraz inne „kłamstewka” mogą charakteryzować osoby, które mają trudność ze swoją osobowością, mówimy wtedy o zaburzeniach osobowości. Podobnie jak są różne typy osobowości, tak też mamy różne sposoby „oszukiwania siebie”. Te sposoby określa się mianem mechanizmów obronnych. Obronnych, ponieważ bronią przed wiedzą na swój temat, której nie chcemy przyjąć. Jednak nie jest to takie oczywiste, że każdy kto stosuje mechanizmy obronne, ma zaburzoną osobowość. Każdy z nas czasem stosuje takie mechanizmy, najczęściej w sytuacji stresu, z którą wiąże się chwilowa dezorientacja. Wtedy potrzebujemy trochę się „pooszukiwać”, aby sytuacja była bardziej znośna. Problem pojawia się wtedy, gdy mechanizmy obronne mają sztywny charakter, czyli towarzyszą nam niezależnie od sytuacji, w której się znajdujemy, trwale zniekształcając rzeczywistość, którą odbieramy.

Postaram się kolejno scharakteryzować większość z mechanizmów obronnych dla większej jasności.

kłamstwo nr 1: zaprzeczenie

Jest to mechanizm, w którym, najprościej mówiąc, osoba wmawia sobie, że czegoś nie ma. Najczęściej dotyczy to pewnych skłonności, negatywnych zdarzeń w życiu, czy utraty pewnych zdolności. Przykładami mogą być alkoholicy, którzy utrzymują, że nimi nie są, pomimo nadmiernego spożycia; starsi ludzie odmawiający oddania prawa jazdy, pomimo że już nie są zdolni prowadzić; żony zaprzeczające, że agresywny partner jest zagrożeniem dla rodziny. Są to przykłady pokazujące, że łatwiej zaprzeczyć niż zaakceptować smutną prawdę. Czasem wszyscy używamy tego mechanizmu np. w sytuacji gdy umiera nam ktoś bliski mówiąc „to niemożliwe”, „to nieprawda”. Jednak wtedy ma to najczęściej charakter przejściowy więc nie musimy się martwić o naszą osobowość. 

kłamstwo nr 2: projekcja

To proces, w którym to, co pochodzi z wnętrza jednostki, jest błędnie postrzegane jako rzeczywistość zewnętrzna. Pewna osoba może czuć się oceniana i krytykowana przez innych pod względem wyglądu czy zachowania, nie mając na to racjonalnych dowodów, np. idąc ulicą. Tymczasem nie dostrzega tego, że podczas spotkań ze znajomymi, często mówi i patrzy na innych, krytycznie oceniając ich. W „zdrowej” odmianie projekcja jest związana z empatią. Każdy z nas czasem wyobraża sobie co ktoś może czuć i myśleć w danej sytuacji. Różnica polega na tym, że osoby zdrowe osobowościowo wyobrażają sobie co ktoś może prawdopodobnie czuć, ale nie są tego całkiem pewne. Natomiast osoby zaburzone osobowościowo, są przekonane o słuszności swoich osądów względem uczuć innych.

kłamstwo nr 3: wyparcie

Ten mechanizm polega na zepchnięciu do nieświadomości niechcianych uczuć, emocji i pragnień względem innych osób. Polega to na zaprzeczeniu, że w danej sytuacji mogliśmy odczuwać pewne emocje, których nie chcemy. Najczęściej dotyczy to emocji złości, uczucia niechęci czy impulsów agresywnych. Pewna dziewczyna, która właśnie się dowiedziała od koleżanki, że jej chłopak ją z nią zdradził, chcąc zachować dobre relacje ze sobą stwierdzi, że pomimo tego się na nią nie złości. Sytuacja nie do pomyślenia, a jednak może się zdarzyć. Wolimy się oszukać, że się na kogoś nie złościmy z obawy, że ta złość mogłaby zniszczyć relacje. Oczywiście złość jest wyparta do nieświadomości, więc nawet jeśli zapytamy osobę, czy się złości, to zaprzeczy, ponieważ faktycznie tego nie czuje. Każdy czasem posługuje się tym mechanizmem, często w sytuacjach stresowych, lub gdy musimy na czymś skupić uwagę. Przykładem może być osoba prowadząca wykład. Na czas tego wykładu musi wyprzeć ze świadomości uczucia lęku przed oceną, złości że ktoś go nie słucha itp. Problemem jest posługiwanie się tym mechanizmem w większości relacji interpersonalnych.

kłamstwo nr 4: intelektualizacja

W tym przypadku mamy do czynienia z oddzieleniem myśli od emocji. Osoba stara się bardziej mówić i myśleć o emocjach niż je przeżywać. Przykładowa wypowiedź osoby, która stosuje intelektualizację. mogłaby brzmieć: „Cóż mogę powiedzieć, odczuwam pewną złość” wypowiadana powściągliwym tonem, sugeruje że faktyczne przeżycie tej emocji jest daleko stąd. Osoba stosująca ten mechanizm przedkłada myślenie nad przeżywaniem. Oszukuje siebie, starając się udowodnić, że myślenie może zastąpić emocje, których się obawia. Czasem ten mechanizm jest przydatny i stosowany np. w przypadku żołnierza, który ma wykonać trudną misje. Gdy go zapytamy czy się boi, może nam przyznać racje, ale nie koniecznie nam to okaże.

kłamstwo nr 5: racjonalizacja

Mechanizm służący zmniejszeniu napięcia emocjonalnego poprzez „racjonalne” wytłumaczenie sobie swojego zachowania i odparciu niechcianych impulsów. Np. rodzic notorycznie bijący dziecko, zamiast przyznać, że jest bezsilny, woli „zracjonalizować”, że przeciwdziała złym wpływom środowiska. Prowadzący zajęcia nauczyciel, zapraszający często atrakcyjną studentkę do gabinetu, tłumaczy, że chce porozmawiać o ostatnim wykładzie, zamiast przyznać, że mu się podoba. Każde zachowanie i sytuacje można zracjonalizować, poświęcając prawdziwe motywy. Czasem każdy z nas stosuje ten mechanizm np. w sytuacji gdy nie osiągamy czegoś na czym nam bardzo zależało. Tłumaczymy sobie wtedy, że tak właściwie to nie było aż tak istotne. Podobnie jak w przypadku innych mechanizmów, tak i w tym, problem pojawia się gdy ten typ myślenia jest stałą tendencją i dotyczy większości sytuacji z naszego życia.

kłamstwo nr 6: rozszczepienie

Silny mechanizm obronny, który bardzo upraszcza, a przez to zniekształca rzeczywistość. Osoba posługująca się tym mechanizmem dzieli świat i ludzi na jednoznacznie dobrych i jednoznacznie złych. Taka osoba oszukuje samą siebie, uważając, że pewni ludzie są po prostu źli a inni całkowicie dobrzy. Trudno jest jej zaakceptować, że osoby, które lubimy, mają też swoje wady i mogą źle zachować się wobec nas. Tak samo ludzie, których nie lubimy, mogą mieć też dobre cechy. Trudno w tym przypadku podać przykład w którym osoby zdrowe osobowościowo posługują się tym mechanizmem.

Mechanizmy obronne, które przytoczyłem mają pewną zaletę, bardzo upraszczają życie albo raczej upraszczają patrzenie na życie. Mają jednak dużą wadę, są swego rodzaju oszustwem, przez które życie staje się płytsze i najzwyczajniej nudne. Jak więc można poradzić sobie z tym „oszukiwaniem siebie”? Samemu może być trudno, bo skoro oszukujemy samych siebie, to zależy nam, żeby kłamstwo utrzymać. Dobrym rozwiązaniem jest podjęcie psychoterapii, która pozwoli „zdemaskować kłamstwo”. Nie jest to łatwa droga, ale pomaga bardziej prawdziwie i pełniej przeżyć swoje życie.

 

Bibliografia

  1. Freud, S. (1994). Poza zasadą przyjemności. Warszawa: PWN.
  2. Gabbard, G. O. (2011). Długoterminowa Psychoterapia Psychodynamiczna. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  3. John F., Clarkin, P. F. (2013). Psychoterapia Psychodynamiczna. Zaburzenia Osobowości. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
  4. McWilliams, N. (2009). Diagnoza Psychoanalityczna. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  5.  

Absolwent Uniwersytetu Śląskiego na kierunku psychologia o profilu psychologia kliniczna człowieka dorosłego oraz psychologia wychowawczo-kliniczna dzieci i młodzieży. Obecnie psycholog/psychoterapeuta psychodynamiczny. Ukończył całościowy kurs psychoterapii psychodynamicznej w Krakowskim Centrum Psychoterapii. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał pracując w Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Aktualnie pracuje na Dziennym Oddziale Psychiatrycznym gdzie zajmuje się psychoterapią grupową oraz indywidualną. Współpracuje ze Śląskim Ośrodkiem Psychoterapii Psychodynamicznej gdzie prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną.    http://damianbobak. (...)


Medycyna przeciwstarzeniowa - Anti Aging

Medycyna przeciwstarzeniowa to nowa gałąź medycyny, której celem jest nie tylko wydłużanie życia ludzkiego, ale także opóźnianie ujawniania się chorób związanych ze starzeniem oraz warunkowanych genetycznie. Chodzi bowiem o to, by żyć dłużej, ale też by być zdrowym do najpóźniejszych lat i móc tym długim życiem się cieszyć.

Ojcem medycyny przeciwstarzeniowej jest Amerykanin dr Ron Klatz. Zasadnicza różnica między medycyną klasyczną a przeciwstarzeniową polega na tym, że medycyna klasyczna zajmuje się rozpoznawaniem już istniejących chorób i ich leczeniem, zaś przedmiotem medycyny przeciwstarzeniowej jest optymalizacja zdrowia i dobrego samopoczucia na każdym etapie życia zanim pojawią się choroby. To nowa koncepcja medycyny, której celem jest wydłużanie i poprawa jakości ludzkiego życia.

Zachowanie dobrego, zdrowego wyglądu, żywotności, siły, zdolności, pamięci i dobra jakość życia pomimo upływu lat to właśnie zadanie medycyny przeciwstarzeniowej.

Rodzi się pytanie, czy proces starzenia możemy kontrolować i czy możemy uniknąć chorób związanych z wiekiem? Można to próbować osiągnąć m.in. poprzez odwracanie lub hamowanie starzenia się komórek, skuteczne mechanizmy obrony immunologicznej, remodelowanie składu ciała poprzez utratę tkanki tłuszczowej, poprawę pamięci i utrzymanie aktywności mózgowej, prawidłowy orzeźwiający sen, utrzymanie satysfakcjonującej aktywności seksualnej.

Model postępowania obowiązujący w medycynie przeciwstarzeniowej można by przedstawić w formie piramidy, której podstawę stanowi ocena stanu zdrowia i ryzyka schorzeń, kolejny poziom to modyfikacja stylu życia i diety, następny uzupełnianie niedoborów witamin, mikroelementów i hormonów, a ostatni - to ostateczność kiedy musimy zastosować leki.

Okazuje się bowiem, że czynniki genetyczne decydują o długości naszego życia jedynie w 20 %, a aż w 80% styl życia, dieta i środowisko w którym żyjemy, czyli w znacznej mierze sami możemy mieć wpływ na to, jak długo cieszymy się życiem.

Na długość naszego życia mają wpływ: prawidłowa masa ciała, dieta z ograniczeniem nasyconych kwasów tłuszczowych (dieta Okinawa, śródziemnomorska), dostarczanie w odpowiedniej ilości antyoksydantów, wczesne wykrywanie i leczenie nadciśnienia, zwiększenie aktywności fizycznej, rzucenie palenia, towarzyskość, sprawność umysłowa, aktywność seksualna i dobry sen. Za czynniki skracające życie uznaje się nadwagę i otyłość, hiperglikemię, hipertrójglicerydemię, nadciśnienie, palenie papierosów, spożywanie 3 lub więcej porcji alkoholu dziennie, niskie wykształcenie i samotność.

Obserwacja długowiecznych populacji dowodzi, że czas życia zależy od uwarunkowań genetycznych oraz  od kaloryczności i jakości pożywienia.

Najlepiej udokumentowane wydają się badania Davida Sinclair z Uniwersytetu w Harvardzie, który wiąże restrykcyjną dietę z aktywacją białek Sir (Silent information regulator) zwanych sirtuinami czy enzymami długowieczności. Wydaje się, że sirtuiny są odpowiedzialne za genetyczne mechanizmy starzenia i regulują jego szybkość - a tym samym długość naszego życia.

Dziś wiadomo, że sirtuiny aktywuje dieta niskokaloryczna a także picie czerwonego wina, które zawiera resweratrol - związek o strukturze i działaniu sirtuiny. Ograniczenie zatem kalorii dostarczanych organizmowi wydaje się najprostszym sposobem znalezienia się w grupie osób długowiecznych.

Dla pełnego obrazu stanu zdrowia i wieku biologicznego należy także określić poziom hormonów, mikroelementów i witamin, stężenie wolnych rodników, kwasów omega 3, 6, 9 oraz markery nowotworowe i zapalne. W przypadkach alergii i nietolerancji pokarmowych należy wykonać testy żywieniowe. Coraz częściej w ocenie ryzyka wielu chorób opieramy się na badaniach genetycznych, które dają nam również wiadomości o odmienności reakcji na leki czy pokarmy u różnych osób.

Posiadając tak bogate dane, możemy zalecić suplementację brakujących hormonów, mikroelementów i witamin a na ostatnim szczeblu piramidy leki, jeśli jest to konieczne.

Opisany powyżej model postępowania zgodny z założeniami medycyny przeciwstarzeniowej daje możliwość wnikliwego wglądu w aktualny stan zdrowia badanej osoby, prawdziwy wiek biologiczny i ryzyko chorób, którym można zapobiegać zanim się ujawnią. Medycyna przeciwstarzeniowa nie czeka na ujawnienie się choroby a zapobiega jej wcześniej, nawet już u młodego, zdrowego człowieka, choć nigdy nie jest za późno, bowiem w każdym wieku przynosi korzystne efekty.

Długość naszego życia zależy w dużej mierze od osobowości i pozytywnego nastawienia do jego kolejnego etapu, jakim jest starzenie. Dłużej żyją ludzie aktywni umysłowo i fizycznie, mający plany i ciekawi świata, co pięknie ilustruje wiersz Mac Arthura:

Jesteś młody tak długo, jak długo jesteś wrażliwy.
Wrażliwy na to co piękne, dobre i wielkie.
Wrażliwy na przesłania przyrody, człowieka i nieskończoność.

 

Autor: Dr nauk med. Ewa Drozd - Styk

 
 

 

Program ZDROWJA CenterMed


Bo taniec to zdrowie

Każdy człowiek potrzebuje ruchu, ale nie wszyscy jesteśmy stworzeni do tego, aby rozpoczynać swój dzień od porannego joggingu, czy spędzać długie godziny na siłowni. Jak się okazuje, świetną alternatywą dla sportu może być taniec, który umożliwia nam nie tylko zachować zdrowie i dobrą kondycję, ale również poprawić samopoczucie.

Taniec pozwala na wzmocnienie i uelastycznienie wszystkich mięśni naszego ciała. Jest to świetny sposób na rozluźnienie oraz wzmocnienie naszego kręgosłupa i stawów po wielogodzinnym siedzeniu za biurkiem w pracy.

Taniec pomaga nie tylko rozluźnić się, czy wzmocnić mięśnie. To także świetny sposób na złagodzeni bólu, poprawę krążenia krwi i pracy jelit. Ponadto podczas tańca, podobnie jak podczas każdego innego wysiłku, akcja serca zostaje przyspieszona, a co za tym idzie, spalamy więcej tłuszczu i gubimy zbędne kilogramy.

Lekarstwo na depresję

Jak pokazują badania, w trakcie tańca w organizmie człowieka wydziela się adrenalina i noradrenalina, dzięki którym czujemy się lepiej i mamy więcej energii oraz endorfiny, znane też jako" hormony szczęścia". Dlatego taniec bardzo często polecany jest jako metoda wspomagająca leczenie depresji, nerwicy i innych chorób o podłożu psychicznym.

Taniec zamiast siłowni

Przewagą tańca nad ćwiczeniami siłowymi jest również zaangażowanie emocjonalnie, jakie nam w związku z tą czynnością towarzyszy. Dzięki temu, wielu z nas ma większą motywacje do "wyjścia z domu", kiedy idzie na zajęcia z tańca niż na siłownię czy fitness. Tańcząc, nie ruszamy się dla samego ruchu, ale wczuwamy się w muzykę, poznajemy swoje ciało oraz wyrażamy własną osobowość.

Jeśli sport do nas nie przemawia, warto zapisać się zatem na zajęcia taneczne. Szczególnie, że oferta szkół tańca staje się coraz bogatsza. Możemy wybierać spośród różnych technik tanecznych: tańce standardowe, latynoamerykańskie, nowoczesne, taniec brzucha, dancehall czy w końcu clubbing dance. Każdy może zatem znaleźć coś specjalnie dla siebie.

Program ZDROWJA CenterMed
 

Co wiem o sobie? Do czego służy mi samowiedza?

Aktywności dziecka w pierwszych fazach rozwoju ograniczają się do spania, przyjmowania pokarmu, z czasem, odbierania bodźców i wreszcie, świadomego reagowania na nie. Z każdym miesiącem wzrostu jego zdolności na różnych płaszczyznach ewoluują, a procesy poznawcze doprowadzają go w wieku mniej więcej trzech lat do ukształtowania w sobie własnego "psychologicznego ja".

I nie chodzi tu o jedność jaką przez pierwsze pół roku życia dziecko czuje z matką, bo poczucie odrębności zyskuje już po wspomnianych sześciu miesiącach. Trzylatek jest już świadomy własnych, odpowiednich dla swojego wieku, poglądów. Dobrze wychowany trzylatek rozumie pojęcie kontroli, która należy do elementów owego "świadomego ja".

Trzyletnie dziecko uczy się poprzez obserwację otoczenia i z czasem, obserwacji własnych zachowań na jego tle. Robi to, nie zdając sobie sprawy, jak duży wpływ będzie mieć ten sam proces za kilka lat.

Jest ten pewien rodzaj ciekawości, pozytywnego egoizmu, skupienia się na sobie, który można nazwać samowiedzą. Niestety z wiekiem, duża część z nas traci naturalną ciekawość w odkrywaniu świata i siebie. I chociaż umysł podświadomy może stanowić nawet 99% naszego potencjału, często spychamy jego rolę na dalszy plan, usilnie włączając do procesów poznawczych sztywne schematy wiedzy czy konkretnych umiejętności. Ignorujemy naszą intuicję, uczucia, przekonania, emocje, wartości, zdolności wyobrażania czy nawet naszą osobowość i postawy na rzecz uzyskania kompetencji czy doświadczenia.

Jest szansa, że przy sporym nakładzie pracy, wiedza czy kompetencje pozwolą ci napisać książkę, szybciej osiągnąć życiowe cele czy też więcej zarabiać. Ale bez wniknięcia w podświadomą sferę swojego potencjału, sukces osób, które go osiągnęły, raczej nie byłby możliwy.

Jedna z podstawowych zasad definiujących ideologię Erickson College International, jednej z najstarszych organizacji szkolącej coachów, mówi: "Każdy dysponuje wszystkimi zasobami, jakich potrzebuje, by osiągnąć cel".

Ale czy każdy o tym wie?

Jak mamy egzamin, lecz nie posiadamy notatek, prawdopodobnie egzamin zdamy bardzo miernie bądź nie zaliczymy go wcale. Wiedza jest potrzebna, by osiągać w życiu sukcesy. Natomiast wiedza o sobie stanowi bazę do osiągania sukcesów w zakresie samorozwoju, czyli czegoś dużo bardziej istotniejszego niż widoczne i wymierne efekty samej wiedzy w naszym życiu.

W coachingu funkcjonuje metoda nazywana "Pierwszym krokiem", która oparta jest na formule Gleichera (zwana też formułą Beckharda lub "wzorem na zmiany"). Owa formuła bierze pod lupę trzy czynniki w celu pokonania naszego wewnętrznego oporu przed dokonywaniem zmian. Te czynniki to kolejno: wiedza, niezadowolenie i wizja.

Skupiając się na swoim wnętrzu, często napotykamy pewne cechy, nawyki czy przekonania, które budzą w nas negatywną samoocenę. Owa samoocena, jeśli byłaby ostatnim etapem wycieczki wgłąb siebie, mogłaby budzić w nas niechęć, mogącą być podłożem stanów depresyjnych.

Dlatego samowiedza to dużo. Ale nie wszystko. Trzeba poczuć swojego rodzaju niezadowolenie, które będzie motywacją do stworzenia wizji, co składa się na efektywne zmiany, które są nieuniknionym i nieodłącznym elementem naszego bytu, co również głosi wspomniana już organizacja ECI.

Do czego służy samowiedza u trzylatka? Może on dzięki niej zaprotestować w końcu mamie, która, po raz kolejny gotuje mu nielubiane przez niego danie na obiad. Może on kontrolować swoje zachowanie weryfikując je z wychowaniem czy też przyjętymi normami w środowisku. Może także lepiej rozumieć innych.

A dorosła osoba? Po co jej samowiedza? 

Każdy ma w sobie naturalną potrzebę rozwoju, wznoszenia się coraz wyżej. I tu właśnie samowiedza jest niezbędnym czynnikiem do przyśpieszenia tego procesu. 

 

Kontakt email: ksroka94@gmail. (...)


Śniadanie – czyli zdrowy start…

Śniadanie zjedz jak król, obiad jak książę, a kolację jak żebrak - przysłowie zna każdy i również każdy, kto chce dbać o swoją sylwetkę, powinien się do niego stosować. Nie można zaprzeczyć, że śniadanie to posiłek najważniejszy - od jego ilości i jakości zależy cały nasz dzień! Dlatego niezwykle ważne jest, by było wartościowe, świeże a zarazem nie powodowało naszego osłabienia, czyli po prostu powinno być lekkostrawne!

Opcji na śniadanie jest wiele: można zjeść płatki, jajecznicę, kanapki czy też różnego rodzaju twarożki. Istotne jest, by nasze danie było przygotowane i skonsumowane w spokoju, dlatego warto budzik nastawić 15 minut wcześniej. Przygotowując śniadanie warto brać pod uwagę, że powinno ono być prawie tak energetyczne jak obiad, dlatego rozsądnie jest zawrzeć w nim wiele składników, z których dostarczeniem mamy problem w ciągu dnia. Jak wiadomo, zarówno dorośli jak i dzieci powinni dostarczać do swojego organizmu wapń, co o ile w przypadku dzieci jest jeszcze dosyć proste do zrobienia, tak dorośli bardzo często żyją w przekonaniu, że skoro już "nie rosną" to wapnia nie potrzebują  i jego jedynym źródłem jest dodatek mleka do kawy. Oczywiście jest to ilość zdecydowanie zbyt mała.

By pokryć dzienne zapotrzebowanie dorosłej kobiety na wapń, musi ona wypić ponad 4 szklanki mleka lub 1kg chudego twarożku! Dla osób, które nie mają problemów z masą ciała, profilem lipidowym czy też nadciśnieniem pocieszające jest, że ser żółty jest jednym z najlepszych źródeł i już niewiele ponad 10dag pokrywa dzienne normy na wapń. Ważne jest również to, by dziennie zjadać ok. 500g owoców i warzyw, dlatego warto włączyć je do śniadania jako dodatek do płatków, twarożku czy też na kanapce.  

 Pisząc o śniadaniu, nie sposób nie wspomnieć o indeksie glikemicznym użytych produktów. Mówiąc prosto ważne jest by ich indeks był niski, co oznacza by były jak najmniej słodkie i przetworzone. Wybierając pieczywo warto brać to pełnoziarniste, płatki również te najbardziej naturalne - np. owsiane. Tutaj uwaga dla chcących zredukować masę ciała: by obniżyć ich wartość energetyczną, zamiast gotować je lub zalewać wrzącym mlekiem można zalać je mlekiem zimnym i włożyć do lodówki na noc. Na drugi dzień będą równie miękkie jak te gotowane, a ich wartość energetyczna się zmniejszy! Im wspomniany indeks będzie niższy, a produkty bogatsze w błonnik, tym później odczujemy głód po posiłku - poziom glukozy we krwi będzie rósł i spadał powoli, do tego błonnik daje wcześniej uczucie sytości i zapobiega zaparciom.

Oprócz niewielkiej podaży wapnia jesteśmy również często narażeni na niedobór żelaza, który szybko doprowadzić może do anemii. Dlatego ważna jest świadomość jakie produkty wybierać, by jego podaż odpowiednio zbilansować. Źródłem żelaza hemowego (czyli tego najlepiej przyswajalnego) są oczywiście produkty mięsne. Niestety jednak nie powinniśmy ich  ze wszystkim łączyć, gdyż wiele składników zmniejsza wchłanianie żelaza, są to na przykład: wapń, białka mleka i jaja kurzego, kompleksy fitynianów (zmniejszają również przyswajalność wapnia i magnezu). Oznacza to, że jedząc kanapkę z wędliną raczej powinniśmy rezygnować z dodatku twarożku, mleka, kawy czy herbaty. Na szczęście są produkty, które współdziałają pozytywnie z żelazem, są to np. witamina C, dlatego dodatek warzyw takich jak  pomidor zwiększa przyswajalność tego deficytowego mikroelementu.

Jeśli chodzi o tłuszcz należy pamiętać, że nie jest on tak zły jak ostatnio zdążyło się „utrzeć”. Warto tylko wybierać go rozsądnie: nienasycone kwasy tłuszczowe zawarte w takich tłuszczach jak oliwa z oliwek czy inne oleje roślinne są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, między innymi są rozpuszczalnikiem witamin A,D,E oraz K. Dlatego też powinny one być obowiązkowym dodatkiem do różnych sałatek warzywnych. Również owiane złą sławą masło jest bardzo ważnym źródłem witaminy A, dlatego używane w rozsądnych ilościach działa prozdrowotnie. Równie ważne w naszej diecie są jajka, które spokojnie możemy sobie serwować kilka razy w tygodniu  (6-8 sztuk na tydzień. Tylko w przypadku hipercholesterolemii powinno się ich ilość minimalizować). Jajka bowiem są źródłem wielu witamin, makro i mikroelementów oraz pełnowartościowego białka. Ważne jest jednak, by ich działanie zakwaszające rekompensować dodatkiem warzyw, które działając alkalizująco pomagają w utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej w naszym organizmie (propozycje to np. jajecznica z pomidorami lub omlet ze szpinakiem).

Na koniec pragniemy powtórzyć, że podstawą zdrowego odżywiania jest zachowanie umiaru oraz urozmaicenie potraw. Wprowadzając te zasady w życie, na pewno będziemy cieszyć się zdrowiem, siłą i szczupłą sylwetką. 

Autor: Program ZDROWJA CenterMed


Profilaktyka walki z uzależnieniem od Internetu wśród najmłodszych

Niestety problem siecioholizmu, czyli uzależnienia od sieci i związanych z nią aktywności, to plaga XXI wieku. Coraz młodsze dzieci coraz więcej czasu spędzają przed ekranem komputera, zwiększając tym samym ryzyko zachorowania. Tak, niestety siecioholizm to zaburzenie, uzależnienie tak samo niebezpieczne i wyniszczające jak narkomania czy alkoholizm, niestety często lekceważone przez społeczeństwo.

Znanych jest wiele objawów uzależnienia od komputera i gier komputerowy wśród najmłodszych. Według dr n. med. Bohdan T. Woronowicza (źródło 3), najbardziej popularne to:

  • nieustanne przesiadywanie przed komputerem, które zdecydowanie dominuje nad innymi aktywnościami dziecka,
  • widoczne odseparowanie się od reszty rówieśników,
  • zainteresowania skupiają się wokół grania,
  • jest ono nadpobudliwe,
  • szybko staje się rozdrażnione, kiedy nie może grać lub korzystać z komputera,
  • ma problem z zasypianiem, koncentracją, zaburzeniami lękowymi,
  • zaniedbuje obowiązki w szkole i w domu,
  • wydaje znaczne sumy pieniędzy na opłaty gier online lub używanie różnych portali.

Czy powyższe objawy dotyczą Twojego dziecka? Jeżeli tak, to jest to czas na podjęcie kilku kroków, aby uzależnienie to nie pogłębiło się.

W dzisiejszych czasach każdy rodzic jest bardzo zajęty. Ciężko znaleźć nam czas na rozmowę z dzieckiem, przygotowanie mu ciepłego posiłku, nie wspominając już o kontroli jego aktywności w sieci. Jednakże jest wiele sposobów zapobiegania uzależnieniu dziecka od Internetu czy komputera. Tych kilka kroków i działań może uchronić je przed poważnymi problemami w szkole, w domu i wśród rówieśników.

KROK 1 Obowiązkowa kontrola czasu dziecka

Czasami bardzo ciężko jest nam kontrolować aktywność naszego dziecka przez cały dzień. Niemniej jednak, powinniśmy być bardzo czujni odnośnie czasu jaki nasze dziecko inwestuje w różnorodne aktywności w Internecie. Według naukowców z Uniwersytetu w Oxfordzie wystarczającą dawką rozrywki i edukacji przez Internet jest 60 minut dziennie (Przybylski, 2014). Oznacza to, że każde dziecko nie powinno przebywać w sieci dłużej niż godzinę w ciągu dnia. Jeżeli tak jednak nie jest, rodzice powinni ograniczyć czas dziecka przed komputerem do około jednej godziny, niezależnie od czasu jaki spędza ono obecnie w sieci. W innym przypadku zwiększa się ryzyko zachorowania na siecioholizm.

KROK 2 Wyjaśnij dziecku do czego powinien być używany komputer

Wiele dzieci nie ma pojęcia, że komputer może być używany do celów edukacyjnych, ponieważ są zbyt zajęte graniem w gry typu strzelanki czy gry pełne przemocy i wulgarnego języka. Ważne jest, aby porozmawiać z dzieckiem i wytłumaczyć mu, że komputer powinien służyć do rysowania, uczenia się nowych liter, czytania czy znajdowania informacji do zadania domowego. Nauczmy nasze dziecko nie tylko zabawy online, ale także nauki. Niech wie, że gra komputerowa czy Facebook to nie wszystko.

KROK 3 Naucz dziecko nauki przez zabawę za pomocą komputera

Jak dowodzą badacze z Instytutu Kontroli i Przeciwdziałania Chorób, używanie komputera w celach edukacyjnych może mieć bardzo pozytywny wpływ na dziecko (Weber, 2015). Kiedy widzisz, że Twój maluch nie może oderwać się od gry np. typu strzelanka, możesz zaproponować mu zmianę gry z rozrywkowej na grę edukacyjną, komiksową czy grę opartą na ulubionej postaci jak na przykład dinozaur czy Minionek. Co więcej, obecnie w sieci jest wiele portali z grami przeglądarkowymi, które uczą matematyki, geografii, fizyki czy nawet języka angielskiego. Zabawa i nauka połączone wspólnie to tylko kwestia kreatywności zarówno dziecka jak i rodzica!

Jeżeli Twoje dziecko gra w gry online, to upewnij się, że są to gry, które wpłyną na jego dobry rozwój, a nie destrukcję. Zadbaj o to, by np. bawiło się ze zwierzakami w grze Zwierzogród, a omijało szerokim łukiem gry pełne przemocy czy wulgaryzmów. To samo dotyczy portali społecznościowych. Poproś je również o nie przesiadywanie godzinami na Facebooku czy YouTubie. W tym czasie zawsze możecie pójść na spacer, lody, ugotować razem obiad czy pojechać na krótką wycieczkę rowerową.

KROK 4 Rozmawiaj z dzieckiem, edukuj je

Pamiętaj, aby nie zapominać o systematycznej rozmowie ze swoim dzieckiem. Jest to bardzo ważne nie tylko dla utrzymania dobrych więzi między wami, ale również dla kontroli jego aktywności online. Podczas takiej rozmowy możesz dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o swoim dziecku, co robi w sieci, z kim rozmawia, dlaczego przesiaduje przed komputerem tyle czasu i w co gra. To pozwoli Ci dokładnie ocenić, czy może ono być zagrożone siecioholizmem czy nie.

KROK 5 Blokuj strony zagrażające dziecku

Kiedy widzisz, że Twoje dziecko regularnie nadużywa danej strony, zablokuj ją. Nie pozwól, aby dziecko uzależniło się od witryn internetowych, które mu zagrażają. Cotygodniowe filtrowanie archiwum przeglądarki internetowej Twojego dziecka jest tutaj idealnym rozwiązaniem profilaktycznym.

BIBLIOGRAFIA:

  1. Przybylski, A. K. (2014) Electronic Gaming and Psychosocial Adjustment. PEDIATRICS, 134, 3, 2014 (pobrane ze strony: http://pediatrics.aappublications.org/content/early/2014/07/29/peds.2013-4021.full.pdf)
  2. Weber, L. (2015) Positive effects of video games on children. Everyday Life. http://everydaylife.globalpost.com/positive-effects-video-games-children-16317.html
  3. http://www.siecioholizm.eu/mid.php?sel=rozpoznanie

 

Artykuł powstał we współpracy z serwisem Poki.

Przedstawicielka serwisu Poki - portalu dla dzieci i młodzieży promujący rozwój kreatywności za pomocą gier. Oferuje on szereg gier edukacyjnych, logicznych i łamigłówkowych, które zapewnią naukę przez zabawę dla dziecka i rodziców. (...)


Szczęście – ulotne czy trwałe?

„Może byś kiedyś dobry Boże

na względzie mając przyszłe wieki,
rajską aptekę znów otworzył
i dał na życie jakieś leki.



Syrop na wiosny bez cierpienia,
plastry fiołkowe na zamęście,
pastylki, co na aurę złą,
w aptece przy ulicy Szczęście…

Receptę na drożdżowe ciasto,
po którym zawsze słońce świeci
i  jakąś maść na dom za miastem,
po której już nie płaczą dzieci (…)”[1]

Inspiracja

Tekst tej piosenki towarzyszy mi już od wielu lat. Często słucham jej, gdy chcę poprawić sobie humor lub gdy chcę coś przemyśleć. Dziś słowa te stały się dla mnie inspiracją do napisania tego artykułu. Nucąc w myślach powyższy utwór, zaczęłam zastanawiać się, co byłoby najlepszą receptą na szczęście, o co poprosiłabym w „aptece przy ulicy Szczęście?”

Jaka według Ciebie jest najlepsza receptą na bycie szczęśliwym?

Postanowiłam więc zapytać kilka osób: Co według Ciebie jest najlepszą receptą na szczęście? Zapytanych zostało piętnaście osób (dziewięciu studentów i sześć osób pracujących). Każdy podał kilka swoich pomysłów; w sumie otrzymałam trzydzieści cztery wskazówki. Większość z osób zostało zapytanych poprzez drogę internetową, portal społecznościowy.

Najczęściej pojawiającym się przepisem (9 osób) zostało: przebywanie z rodziną, bliskimi: ich miłość, zrozumienie, poczucie wsparcia, bliskość, ich obecność, ciepło. Kilkakrotnie pojawiło się również pragnienie robienia w życiu tego, co się lubi: satysfakcja z pracy, samorealizacja, poczucie wolności, życie w zgodzie z samym sobą, ze swoimi zasadami, realizacja swojego powołania.

Kilka z zapytanych osób na poczucie się szczęśliwym poleca: realizowanie się w swojej pasji: taniec, śpiew, muzyka, sport, wyrażanie siebie przez tworzenie, artyzm, dzielenie swojej pasji z najbliższą osobą.

W odpowiedziach pojawiały się również takie przepisy jak: pogoda ducha, wewnętrzny spokój, poczucie spełnionego obowiązku, wiara w siebie, dawanie szczęścia swoim bliskim, stawianie sobie celów i realizowanie ich.

Pojawiły się również wypowiedzi o posiadaniu pozytywnego nastawienia, które brzmiały następująco: cieszenia się z drobnych rzeczy, dostrzeganiu szczęścia zanim przydarzy się coś smutnego, optymistycznym patrzeniu w przyszłość, dążenie do spełnienia małych marzeń, które sobie ustanowiliśmy.

„Każdy nosi buty, ale nie wszyscy ten sam rozmiar. Podobnie jest ze szczęściem - każdy może je osiągnąć, ale na różne sposoby”[2]

Każdy z nas zapewne dąży do tego, aby czuć się coraz bardziej szczęśliwym, śmiać się jak najczęściej. Zatem, czy da się wypracować wyższe poczucie szczęścia?

K.M Sheldon i S. Lyubomirsky (2007) w swojej pracy: „Trwały wzrost poziomu szczęścia: perspektywy, praktyki i zalecenia”, przedstawiają argumenty za tym, że trwały wzrost poczucia szczęścia (dobrostanu) u człowieka być może jest możliwy. Autorzy za pomocą „teoretycznego modelu szczęścia” wskazują (podając w wartościach procentowych) trzy składniki wpływające na odczuwany przez jednostkę poziom szczęścia: jej stały wrodzony potencjał (50%), kontekst, okoliczności (gdzie się urodziła, status, wiek, zarobki itd.) (10%), aktywności, które realizuje (40%).

Jak zakłada powyższa teoria punktem, na który można wpłynąć, aby zwiększyć poczucie dobrostanu jest aktywność, czyli działanie, podjęcie się realizacji pewnych czynności, w sposób intencjonalny. Jak przedstawiają autorzy, działania te mogą przyjmować różną formę: behawioralną, poznawczą, lub wolicjonalną.

W drugim akapicie tej pracy poznaliśmy przepis piętnastu osób, na to jak zwiększać swoje poczucie szczęścia. Wśród przedstawionych pomysłów pojawiały się różne aktywności: sport, taniec, muzyka, spotkania z rodziną (behawioralny charakter aktywności), optymistyczne patrzenie w przyszłość, cieszenie się z drobnych rzeczy (poznawczy charakter aktywności). Każdy zapewne dopasował je do swoich zainteresowań, potrzeb.

Gdy postanowimy podjąć się działania i regularnie chodzić na przykład na kurs tańca w celu poprawy swojego dobrostanu, pomocne jest, aby mieć wsparcie w drugiej osobie, by wytrwać w postanowieniu. W związku z czym pomysł (jednej z osób pytanych o receptę na szczęście), aby dzielić swoją pasję z osobą najbliższą, wydaję się być uzasadniony. Zaś aby nie znużyć się podjętą aktywnością, należałoby ją rozwijać, na przykład ucząc się cały czas nowych kroków tanecznych, iść do przodu nie poprzestając na krokach podstawowych. Treningi te powinny odbywać się w najdogodniejszym terminie, oraz z odpowiednią intensywnością i częstotliwością.

Wnioski

Zatem o co powinnam poprosić w „aptece przy ulicy Szczęście?” Mimo iż uzyskałam tyle wspaniałych przepisów/recept nie jestem w stanie wybrać jednej, uniwersalnej metody na wzrost poczucia dobrostanu. Natomiast dostałam wskazówkę, iż samemu należy rozpoznać, która aktywność, jakie działanie będzie zgodne z osobistymi zainteresowaniami. Należy podjąć się czegoś wartościowego i wytrwać w tym z pomocą najbliższych. Zaś, żeby realizacja tego zadania stała się możliwa, należy dobrze zagospodarować czas.

 

Bibliografia:

  1. Muz. Turnau, G., sł. Książek, Z. (2000).  Apteka „Marzenie” w: Kawałek Cienia. RMF FM/Scena FM.
  2. Sheldon, K.M., Lyubomirsky, S. (2007). Trwały wzrost poziomu szczęścia: perspektywy, praktyki i zalecenia. W: P.A. Linley, S. Joseph. (red.), Psychologia pozytywna w praktyce. (s. 87-111). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  3. Wojciszke, B. (2012). Psychologia miłości. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.


[1] Muz. Turnau, G., sł. Książek, Z. (2000).  Apteka „Marzenie” w: Kawałek cienia.  RMF FM/Scena FM.

Tekst piosenki zaczerpnięto z: http://www.grzegorzturnau.pl/nuty/

[2] Wojciszke, B. (2012). Psychologia miłości. (s. 219).  Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. 

 

Kontakt e-mail: karolina.pochopien@gmail.com Kierunek i rok studiów: Psychologia III rok, specjalizacje: kliniczna człowieka dorosłego, pracy i organizacji. Zainteresowania: Komunikacja interpersonalna, neuropsychologia, różnice kulturowe, dobra książka. (...)


Sezon na interwały

Poświęcając 20 minut trzy razy w tygodniu, możesz sprawić, że pozbędziesz się nadmiaru tkanki tłuszczowej, przyspieszysz metabolizm, zredukujesz poziom stresu, wyrzeźbisz sylwetkę i wejdziesz na 10 piętro bez zadyszki. Takie korzyści może zapewnić Ci cieszący się coraz większym uznaniem trening HIIT (ang. High Intensity Interval Training), czyli trening interwałowy o wysokiej intensywności.

Pierwotnie trening HIIT opracowano dla sportowców, by zwiększyć ich wytrzymałość przed zawodami. Największy "efekt uboczny", utrata wagi, wzbudził zainteresowanie fitness clubów i tysięcy ludzi na całym świecie, którzy chcieli zrzucić parę zbędnych kilogramów.

Jest to trening dla prawdziwych twardzieli. Polega na przeplataniu wysiłku beztlenowego z wysiłkiem o średniej intensywności. Inaczej mówiąc są momenty, w których ciężko złapać oddech i ma się uczucie jakby serce miało wypaść z klatki piersiowej, ale są też momenty, w których to uczucie zaczyna ustępować. Jeśli pod koniec wyglądasz i czujesz się, jakbyś właśnie przebiegł półmaraton to znaczy, że zadanie zostało poprawnie wykonane.

Po co skazywać się na takie męki? Jest to aktywność, która nie wymaga poświęcania dużej ilości czasu. Aby uzyskać widoczne efekty wystarczy ćwiczyć 20 minut 3-4 razy w tygodniu. Według badań przeprowadzonych przez naukowców z Tennessee, grupa kobiet praktykująca HIIT przez okres 8 tygodni osiągnęła dwuprocentową redukcję całkowitej zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie (bez zmiany diety). W grupie kobiet wykonujących dłuższe ćwiczenia o umiarkowanej intensywności nie zaobserwowano żadnych zmian w składzie ciała. Powodem osiągania tak dobrych rezultatów po tak krótkim wysiłku jest przyspieszenie przemiany materii, utrzymujące się nawet do 16 godzin po zakończonym treningu (przy zwykłych treningach wytrzymałościowych tempo metabolizmu spada zaraz po zakończeniu ćwiczeń).

 HIIT jest wysiłkiem beztlenowym, organizm musi więc uzupełnić braki tlenu, a robi to poprzez rozmaite procesy metaboliczne, w których wykorzystuje energię pochodzącą z kwasów tłuszczowych (dzięki temu możemy obserwować jak z dnia na dzień coraz łatwiej dopiąć za ciasne spodnie). Dodatkowo taka aktywność powoduje zwiększone wydzielanie hormonu wzrostu, a co za tym idzie przyrost masy mięśniowej.

Przykładowy trening HIIT:

 

ROZGRZEWKA (!)
CZĘŚĆ WŁAŚCIWA

Skip "A"

45sek

Przerwa - Trucht w miejscu

15sek

Przysiady

45sek

Przerwa - Trucht w miejscu

15sek

"Pajacyki"

45sek

Przerwa - Trucht w miejscu

15sek

Burpee (pompka + wyskok)

45sek

Przerwa - Trucht w miejscu

15sek

ĆWICZENIA WYCISZAJĄCE ORGANIZM (marsz w miejscu/ rozciąganie)


Zasady:

  • -Zawsze należy pamiętać o rozgrzewce i wyciszających organizm ćwiczeniach końcowych. Jest to bardzo ważne, jeśli chcemy uniknąć kontuzji. Warto poświęcić im przynajmniej 5-10minut.
  • W zależności od indywidualnych możliwości można zmieniać czas wykonywania ćwiczeń i przerw pomiędzy nimi.
  • Wszystkie ćwiczenia z części właściwej powinno się powtórzyć 3-4 razy (pamiętając jednak, żeby nie przekraczały 30minut). Nie zapominajmy, że w tym treningu liczy się intensywność, nie czas, a nasz organizm nie jest w stanie pracować długo na najwyższych obrotach.
  • Jeżeli podczas maksymalnych wysiłków nastąpią znaczne trudności w oddychaniu, należy od razu przejść do przerwy lub przerwać ćwiczenia. Jeżeli w czasie przerwy tętno nie będzie się normowało, należy ją wydłużyć.
  • Wraz z upływem czasu możemy zwiększać intensywność treningu (wydłużając czas ćwiczeń lub ilość powtórzeń).

Oczywiście HIIT nie musi składać się wyłącznie z ćwiczeń, równie dobrze można wykorzystać jazdę na rowerze lub orbitreku, bieganie, pływanie, skakanie na skakance - wedle upodobań. Chodzi przede wszystkim o to, by przeplatać wysiłki o wysokiej   i umiarkowanej intensywności.

Z uwagi na pracę w warunkach beztlenowych, następnego dnia możemy spodziewać się zakwaszenia organizmu. Możemy je uregulować stosując dietę bogatą w produkty zasadowe (suszone figi, rodzynki, szpinak, roszponka, kalarepka, czarna porzeczka, woda mineralna, jabłka, truskawki, wiśnie, kawa, soki warzywne, bakłażan, kalafior, brokuły, ziemniaki, czosnek, pomidor).

Autor: Sonia Leśniewska, CenterMed Katowice


  • Opublikowane 20 Kwiecień, 2015

"Czy wiesz, że" - efekt Mpemby

Telewizja Uniwersytetu Śląskiego prezentuje drugi odcinek z najnowszego cyklu „Czy wiesz, że”, zrealizowanego przez Martynę Gwóźdź.
W cyklu zajmować będzie się niekonwencjonalnymi zagadnieniami, ale i również pogłębiać wiedzę o tych z pozoru oczywistych.

W tym odcinku, dowiemy się, dlaczego gorąca woda zamarza szybciej? Kim był Erasto B. Mpemba i czym w ogóle jest efekt Mpemby? Wszystkie odpowiedzi znajdziecie w materiale UŚ TV. 


Strony

Subscribe to RSS - Rozwijam się

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.