Jestem wśród ludzi

Śmierć na oczach 38 sąsiadów. Czyli, jak efekt widza utrudnia niesienie pomocy?

To nie tytuł filmu grozy, a fragment prawdziwej historii, która budzi przerażenie i pytanie: jak to możliwe? Okazuje się, że w kryzysowych sytuacjach ludzie często nieświadomie ulegają zjawisku, jakim jest rozproszenie odpowiedzialności.

Krzyk, który został usłyszany, ale nie wysłuchany

13 marca 1964 roku w Nowym Jorku miało miejsce tragiczne zdarzenie. 29-letnia Kitty Genovese została brutalnie dźgnięta nożem. Chwilę później napastnik zgwałcił kobietę, a potem odebrał jej życie. Zdarzenie miało miejsce zaledwie 30 metrów od mieszkania ofiary, a napaść trwała ponad 30 minut. Jednak to, co sprawia, że dane wydarzenie jest jeszcze bardziej przerażające, to fakt, że sytuację tę obserwowało 38 świadków. I żaden z nich nie zareagował. Nikt nie wezwał policji, nikt nie wybiegł z domu, by pomóc Kitty. Tylko jeden z sąsiadów krzyknął, by napastnik zostawił ją w spokoju. Jednak mężczyzna nie podjął żadnych innych kroków. Policja została wezwana dopiero wtedy, kiedy oprawca oddalił się z miejsca zbrodni.

Im więcej tym… niebezpieczniej?

Można zadać sobie pytanie: jak to możliwe? Jak to możliwe, że tyle osób było świadkami tego okropnego zdarzenia, a niemal nikt nie zareagował i nie pomógł ofierze? Wydawać by się mogło, że duża liczba obserwatorów jakiegoś nieszczęścia zwiększy szansę na otrzymanie pomocy. Nic bardziej mylnego. Do zupełnie innych wniosków doszli badacze Bibb Latané i John Darley. Badaczy nie przekonywało wyjaśnienie, że nieudzielenie pomocy Kitty Genovese było efektem przeciążenia urbanistycznego. Według tej teorii mieszkańcy miast są bombardowani taką ilością bodźców, że te istotniejsze, jak wołanie o pomoc, mogą im zwyczajnie umknąć lub mogą być na nie mniej wrażliwi. Teoria ta znalazła potwierdzenie w badaniach naukowych, jednak badacze podejrzewali, że w tym przypadku nie jest to wystarczające wytłumaczenie. Skupili się na tym, co niezwykłe w tej historii. Pomyśleli, że być może to właśnie wyjątkowo duża ilość świadków miała wpływ na nieudzielenie pomocy Kitty. W jednym z eksperymentów, które miały zweryfikować tę tezę, badani przebywali sami w pomieszczeniu, a ich zadaniem było porozmawianie z inną osobą za pomocą słuchawki i mikrofonu na zadany temat. Jednak badany nie wiedział, że jego rozmówca to tak naprawdę asystent eksperymentatora. W pewnym momencie asystent symulował atak padaczki i wzywał pomoc. Okazało się, że jeśli badany sądził, że jest on jedyną osobą, która słyszy owe wołanie, wówczas spieszył mu na ratunek. Aż 85% badanych udzieliło pomocy w ciągu 60 sekund, natomiast po upływie 2.5 minuty liczba ta wzrosła już do 100%. Latané i Darley przeprowadzili dany eksperyment jeszcze w kilku innych wersjach, a różniły się one liczbą rozmówców badanego. W kolejnych wersjach nie rozmawiał on przez słuchawkę z jedną osobą, tylko z dwoma lub z pięcioma osobami. Kiedy badany uważał, że oprócz niego jest jeszcze jeden świadek ataku padaczki, pomocy w ciągu 60 sekund udzieliło 62% osób. Co więcej, nawet po upływie 6 minut (czyli w momencie zakończenia eksperymentu) liczba ta nie wzrosła do 100%. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w momencie, gdy badany był jednym z pięciu świadków. Wówczas w ciągu pierwszych 60 sekund pomocy udzieliło tylko 31% osób, a do zakończenia eksperymentu liczba ta wzrosła jedynie do 62%. Inne liczne badania dostarczyły wyników, które pozwoliły na wysnucie tego samego wniosku: im większa liczba świadków incydentu, tym mniejsza szansa na udzielenie przez nich pomocy. Zjawisko to nazywamy efektem widza.

Niewiedza wielu

Dlaczego dzieje się tak, że większa liczba świadków obniża szanse na udzielenie pomocy? Latané i Darley opracowali schemat decyzyjny interwencji świadka w sytuacji kryzysowej. Jeden z jego elementów stanowi odpowiedź na nasze pytanie, jednak zacznijmy od początku. Aby udzielić komuś pomocy, przede wszystkim musimy dostrzec dane zdarzenie. Będąc w pośpiechu, możemy zwyczajnie nie zauważyć kogoś, kto potrzebuje naszej pomocnej dłoni, a skoro go nie dostrzeżemy, to oczywiście nie będziemy w stanie mu pomóc. Następnie musimy zinterpretować owe zdarzenie jako niebezpieczne. Czasem może nam się wydawać, że docierające do nas bodźce wcale nie świadczą o czyimś zagrożeniu. Dochodzące krzyki możemy uznać za głośną zabawę, przepychanki między dwójką chłopców potraktujemy jako droczenie się, a osobę leżącą na trawie uznamy za zmęczoną i odpoczywającą. Możemy dojść do wniosku, że wszystko jest w porządku i żadna z sytuacji nie wymaga naszej interwencji. Skłonność do takich „pozytywnych przekonań” mamy szczególnie w obecności inny osób. Dzieje się tak, ponieważ zagrażające sytuacje nie zawsze są dla nas jasne. Ludzie lubią mieć rację, lubią czuć, że wiedzą, co się dzieje, a ich decyzje są słuszne. Tak więc skądś musimy się dowiedzieć, czy dana sytuacja jest zagrażająca. Wówczas ważną rolę odgrywa konformizm informacyjny. Będąc w niejasnej sytuacji, obserwujemy zachowania innych ludzi i na ich podstawie oceniamy zdarzenie, a następnie korygujemy własne reakcje. O ile ten rodzaj konformizmu może często okazać się dla nas przydatny, np. kiedy po raz pierwszy idziemy do nowej restauracji i nie jesteśmy pewni jak się zachować, to w przypadku kryzysowych zdarzeń może on doprowadzić do nieprzyjemnych skutków. Wyobraźmy sobie pewną sytuację. Podczas spaceru w parku dostrzegamy leżącego na trawie mężczyznę. Zastanawiamy się, czy wszystko z nim w porządku? Czy miał jakiś atak? A może jest pijany? Nie wiemy. Nie wiemy, więc zerkamy na innych ludzi. Okazuje się, że wszyscy spokojnie spacerują i nikt nie zwraca uwagi na leżącego mężczyznę. Łatwo więc dojść do wniosku, że najwidoczniej nic złego się nie dzieje. Bo gdyby tak było, to przecież ktoś by zareagował, prawda? Cóż, niestety nie. Robert Cialdini opisał to zjawisko mianem niewiedzy wielu. Bo przecież wszyscy zgromadzeni w parku postępują dokładnie tak jak my i również obserwują zachowania pozostałych. Każdy ukradkiem zerka na pozostałych i widzi z pozoru niewzruszone zachowanie innych osób. Pojawia się przekonanie, że skoro nikt nie podejmuje działania, to wszystko jest w porządku. W efekcie nikt nie reaguje, sytuacja nie jest odebrana jako wymagająca interwencji, a potrzebujący jest zdany sam na siebie.

Rozproszona odpowiedzialność

Kiedy jednak zinterpretujemy dane zdarzenie jako niebezpieczne, przychodzi moment, w którym okazuje się czy weźmiemy za nie odpowiedzialność, czy też nie. Przypomnijmy sobie wcześniej wspomnianą historię Kitty Genovese. Gdy kobieta krzyczała, że napastnik ma nóż oraz błagalnie wzywała pomocy, sąsiedzi musieli mieć świadomość, że dzieje się coś złego. Mimo tego żaden z nich nie zareagował. Dlaczego? Dlatego, że nastąpiło rozproszenie odpowiedzialności. Sąsiedzi, widząc siebie nawzajem w oknach, wiedzieli, że nie są jedynymi świadkami zdarzenia. Wytworzyło się u nich przekonanie, że „ktoś na pewno już zadzwonił po policję”, „ktoś zaraz się tym zajmie”, „ktoś na pewno jej pomoże”. Kiedy każdy myśli, że pomoże ktoś inny, to w efekcie niestety nie robi tego nikt. Wróćmy do eksperymentu z atakiem padaczki. Aż 100% badanych udzieliło pomocy, kiedy byli przekonani, że są oni jedynymi świadkami zdarzenia. „O matko, tylko ja go słyszę. Jeśli mu nie pomogę, na pewno coś mu się stanie. Jestem jego jedyną nadzieją, muszę mu pomóc.” Właśnie takie myśli mogły się pojawić w głowie badanych. Czuli się oni odpowiedzialni za drugiego człowieka i to decydowało o tym, że udzielali mu pomocy. Natomiast w przypadku większej liczby świadków badani mogli myśleć „Na pewno ktoś mu zaraz pomoże, przecież tyle osób go słyszy. Ja się nie znam na takich sprawach, lepiej niech ktoś inny się tym zajmie” i w efekcie nie udzielali pomocy tak często.

Słyszałeś o rozproszonej odpowiedzialności? To dobrze wróży!

Dlaczego warto wiedzieć o działaniu rozproszonej odpowiedzialności? Dlatego, że dzięki temu można próbować jakoś przeciwdziałać. Już sam fakt, że dana osoba słyszała o takim wpływie, zwiększa szanse na udzielenie przez nią pomocy. Dowiódł tego eksperyment Arthura Beamana, w którym część studentów miała okazję posłuchać o badaniach Latané i Darley nad zjawiskiem rozproszonej odpowiedzialności, a pozostałe osoby uczestniczyły w wykładzie niezwiązanym tematycznie z zachowaniami prospołecznymi. Dwa tygodnie później nastąpił kolejny etap eksperymentu, podczas którego sprawdzano reakcje badanych podczas natrafienia na leżącego na podłodze studenta, który w rzeczywistości był asystentem eksperymentatora. Zgodnie z oczekiwaniami, spośród grupy, która nie brała udziału w wykładzie dotyczącym rozproszonej odpowiedzialności, pomocy udzieliło jedynie 25%. Natomiast w grupie, która miała okazję zetknąć się z tym zagadnieniem, już 43% osób pomogło osobie w potrzebie. Jak widać sama świadomość, że ulegamy takim zjawiskom, zwiększa szanse na to, że uda nam się im przeciwstawić. Znajomość tych zagadnień jest nie tylko przydatna, kiedy mamy być osobami, które niosą pomoc. Warto mieć ich świadomość w momencie, kiedy sami pomocy potrzebujemy. Ważne jest, aby podczas wypadku nie kierować ogólnych poleceń do tłumu ludzi. Wiemy już, że wówczas odpowiedzialność może rozproszyć się po wszystkich osobach i żadna z nich nie weźmie jej na siebie. Dlatego najlepiej kierować bezpośrednie polecenia do konkretnej osoby. Zamiast „Niech mi ktoś pomoże!” lepiej powiedzieć „Pani w białej koszuli! Proszę wezwać pogotowie!”. Przy tak skierowanej prośbie ewidentnie wskazujemy osobę, na której spoczywa pewna odpowiedzialność, dzięki czemu zwiększamy szansę na otrzymanie pomocy.

Autor: Mike Chai; Źródło: https://www.pexels.com/photo/time-lapse-photography-of-people-walking-on-pedestrian-lane-842339/
Autor: Mike Chai; Źródło: https://www.pexels.com/photo/time-lapse-photography-of-people-walking-on-pedestrian-lane-842339/

Bibliografia:

  1. Aronson, E., Wilson, T.D., Akert, R.M. (1995). Psychologia społeczna. Serce i umysł (s.312-319). Poznań: Zysk i S-ka.
  2. Cialdini, R. (1994). Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka (128-132). Gdańsk: GWP
  3. Urbaniak, A. (2015). W tłumie raźniej? Rozproszenie odpowiedzialności jest tragiczne w skutkach. https://www.spyshop.pl/blog/w-tlumie-razniej-rozproszenie-odpowiedzialnosci-czyli-jak-skutecznie-wolac-o-pomoc/
  4. Wojciszke, B. (2011). Psychologia społeczna (s.362-363). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar

Kierunek studiów i specjalności: Psychologia, IV rok studiów - psychologia zdrowia i jakości życia, psychologia pracy i organizacji. Zainteresowania: psychologia społeczna, psychologia poznawcza, grafika oraz fotografia. Doświadczenie zawodowe: Praktyka zawodowa w Niepublicznym Specjalistycznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Poradni Ochrony Zdrowia Psychicznego w Rudzie Śląskiej Kontakt: monikaszerbinskax@gmail. (...)


Smoki - O strachu przed „obcymi”, stereotypach i dyskryminacji

Żyjemy w świecie, w którym inność traktowana jest z jednej strony coraz przychylniej, z drugiej w dalszym ciągu, jako coś wrogiego i obcego. Od najmłodszych lat dzieci uczą się zasad współżycia społecznego zgodnie z zasadami przyjętymi w ich grupie, w społeczeństwie, w którym żyją one, ich rodzice. I o ile pojawia się coraz więcej głosów, że ważna jest równość, że nikogo nie należy dyskryminować, o tyle w rzeczywistości trudno nam zmienić zakorzenione w sobie przekonania i poglądy na temat „grupy obcej”.

Z natury ludzie lubią zgodność i spójność. Nasz umysł podświadomie dąży do zgodności informacji, a gdy proces ten zostanie zakłócony, może pojawić się strach. Właśnie przez to pragnienie spójności otaczamy się ludźmi podobnymi do nas. Człowiek żyje w relacji z innymi i to właśnie relacje świadczą o miejscu człowieka w grupie. Wiadomo jednak, że grupy społeczne różnią się między sobą. Widać to już na poziomie nauczania wczesnoszkolnego, gdzie „grupa sportowców” wyraźnie różni się od „grupy dobrych uczniów”. Podziały są obecne w naszym życiu od samego początku. Część z nich jest niegroźna i naturalna, jednak część może przybierać bardzo ostre i rygorystyczne formy, sięgając różnic kulturowych czy rasowych, co rodzi różnorodne konflikty.

Dużą „zasługę” w powstawaniu tych podziałów mają stereotypy i uprzedzenia, które w konsekwencji prowadzą do dyskryminacji. Stereotyp to „generalizacja odnosząca się do grupy, w ramach której identyczne charakterystyki zostają przypisane wszystkim bez wyjątku jej członkom, niezależnie od rzeczywistych różnic między nimi” (Aronson, 1995, s.540). Na treści stereotypu opierają się uprzedzenia, czyli „wroga bądź negatywna postawa dotycząca wyróżniającej się grupy ludzi, oparta wyłącznie na ich przynależności do tej grupy” (Aronson, 1995, s.540). Stereotypy zawierają komponent poznawczy, czyli pewien schemat reprezentujący grupę lub rodzaj osób wyodrębnionych z uwagi na jakąś łatwo zauważalną, określającą ich społeczną tożsamość cechę, taką jak płeć, rasa, narodowość, wiek czy zawód. Schemat taki jest zwykle nadmiernie uproszczony, nadogólny (uznawanie, że wszyscy członkowie grupy są tacy sami), niepodatny na zmiany w wyniku nowych informacji oraz społecznie podzielany, stanowiąc element kultury jakiejś społeczności (Wojciszke, 2011). Uprzedzenie oznacza, że mamy określony, najczęściej negatywny, stosunek emocjonalny do danego zdarzenia czy grupy. Stereotypy i uprzedzenia prowadzić mogą w konsekwencji do dyskryminacji, a przy tym pojęciu wchodzimy już w sferę konkretnych zachowań. Przytaczając definicję, dyskryminacja to „nieusprawiedliwione, negatywne lub krzywdzące działanie skierowane przeciwko członkowi danej grupy, wyłącznie dlatego, iż do niej należy” (Aronson, 1995, s.541).

Problem stereotypów, uprzedzeń i dyskryminacji poruszany jest w wielu dziełach filmowych czy literackich. Jednym z nich jest film animowany, który w polskim tłumaczeniu nosi nazwę „Jak wytresować smoka”. Film porusza wiele zagadnień z obszaru psychologii społecznej, takich jak stosunki międzygrupowe, relacje interpersonalne, jak również właśnie dyskryminacja, stereotypy i uprzedzenia. To na tych ostatnich zagadnieniach chciałabym się skupić, analizując wybrany film pod kątem jego przekazu oraz ewentualnego wykorzystania go w przyszłości w edukacji antydyskryminacyjnej.

OPIS FILMU

„How to train your dragon” to oryginalna nazwa amerykańskiego filmu animowanego, powstałego w 2010 roku na podstawie książki Cressidy Cowell o tym samym tytule. Scenariusz do filmu stworzyli William Davies, Dean DeBlois, Chris Sanders oraz Cressida Cowell, a za reżyserię odpowiadają Dean DeBlois i Chris Sanders. W dosłownym tłumaczeniu na język polski film nosiłby nazwę „Jak wytresować swojego (czy też twojego) smoka”. Zaimek ten, mimo że został pominięty w tłumaczeniu na nasz ojczysty język, w analizie filmu odgrywa znaczącą rolę.

Akcja filmu rozgrywa się na wyspie Berk – jak głoszą jedne z pierwszych słów filmu, jest to miejsce „jakieś 10 dni drogi na północ od beznadziei i rzut beretem od zamarzniesz na śmierć”, czyli z dala od wszystkiego. Jedną z osad położonych na wyspie zamieszkują dzielni Wikingowie, którzy w przerwie między łowieniem ryb i oglądaniem malowniczych zachodów słońca zajmują się walką z – jak sami twierdzą – szkodnikami uprzykrzającymi im życie. Jak mówi Czkawka główny bohater filmu, „gdzie indziej są to zwykle myszy, względnie jakieś robaki, my mamy smoki”. To właśnie te latające stworzenia zionące ogniem stanowią główny problem mieszkańców wyspy. Odkąd pamięć sięga, Wikingowie starają się walczyć ze smokami, a zabicie tego stworzenia traktowane jest w osadzie jako powód do dumy i oznaka bohaterstwa.

Warto przedstawić głównych bohaterów występujących w filmie. Jednym z nich jest Stoik Ważki – nie jest on postacią pierwszoplanową, lecz w osadzie pełni najważniejszą funkcję, jest wodzem plemienia, a legenda głosi, że będąc dzieckiem urwał smokowi głowę. Dzięki swojej odwadze i waleczności stanowi wzór do naśladowania. Ważną postacią filmu jest również Astrid – energiczna młoda kobieta, chcąca wykazać się swoimi umiejętnościami wśród rówieśników i pragnąca wygrać smocze szkolenie. Smoki nie są jej straszne, dużo o nich wie i szkoli się jak z nimi walczyć. Jest jeszcze on – niepozorny, drobny, jednak niezwykle ważny – Czkawka. Młody wiking, syn Stoika Ważkiego, który martwi się swoją odmiennością względem społeczności, skoro nie potrafi walczyć ze smokami. Jednocześnie w głębi serca bardzo chce udowodnić ojcu, że potrafi być prawdziwym mężczyzną. Aby tego dokonać, zaczaja się na najgroźniejszego smoka – Nocną Furię – i strzela do niego stworzoną przez siebie katapultą, łapiąc go tym samym w sieć. Gdy podchodzi do smoka, aby go zabić, „łamie się” i zamiast wypełnić swój pierwotny plan, uwalnia stwora. Od tego momentu zaczyna się fantastyczna przygoda Czkawki, w której coraz bliżej poznaje on smoka, którego nazywa Szczerbatek.

Chłopiec pomaga mu, gdyż smok w wyniku złapania w pułapkę stracił część ogona i nie potrafi latać samodzielnie. Konstruuje dla Szczerbatka coś w rodzaju protezy straconej części ogona i powoli stara się nauczyć smoka współpracy. Młody wiking na początku nie potrafi przyznać się do tego, że zamiast zabijać smoki woli żyć z nimi w zgodzie, jednak ostatecznie pokazuje wszystkim, że smoki nie są takie, za jakie mieli je mieszkańcy wyspy – w rzeczywistości są to dobre stworzenia, które, traktowane przyjaźnie, zachowują się jak domowe zwierzaki, a nie jak szkodniki utrudniające życie. Głównym problemem okazują się nie smoki w ogóle, lecz jeden wielki przerażający potwór, o którym Czkawka się dowiaduje, gdy Nocna Furia zabiera jego i Astrid do smoczego leża. Smoki, które dotąd napadały na wyspę by porywać owce Wikingom, w obliczu tak ogromnego stworzenia wydają się niepozorne i przerażone, a Czkawka domyśla się, że gdyby nie przynosiły potworowi jedzenia, same zostałyby pożarte. Stąd wszystkie problemy – smoki. okradając Wikingów, chcą się same bronić, a mieszkańcy Berk odbierają to jako próby ataku na nich. Gdy Czkawka wraca na wyspę i chce wszystko wytłumaczyć ojcu, ten nie słucha syna i postanawia pokonać wszystkie smoki, skoro już wie, gdzie się ukrywają. W czasie decydującej bitwy Wikingowie w końcu zaczynają rozumieć, że samodzielnie nie są w stanie pokonać największego smoka – Czerwonej Śmierci. Z pomocą przybywają jednak przyjaciele Czkawki z nim na czele, gdyż ten nauczył ich jak należy ze smokami współpracować i jak na nich latać. Potwora pokonuje ostatecznie Nocna Furia, która w krytycznym momencie ratuje również Czkawkę. Wódz plemienia – Stoik Ważki – dziękuje smokowi, że ten ocalił jego syna i pojmuje, że tylko dzięki współpracy zdołali pokonać bestię. Film kończy się, gdy ludzie zaczynają współpracować ze smokami, uczą się je traktować z szacunkiem i żyć z nimi w zgodzie, a Czkawka w końcu zyskuje szacunek w oczach Ojca oraz całego plemienia, w tym również Astrid.

Film, jako dzieło, został nominowany do wielu ważnych nagród, takich jak Oscary, Złote Globy czy BAFTA. Statuetkę zdobył między innymi w Nagrodach Annie w 2011 roku jako najlepszy pełnometrażowy film animowany. 

PSYCHOLOGICZNA ANALIZA FILMU

Już pierwsze minuty filmu wprowadzają widza w świat, w którym społeczność jest podzielona. Widzimy atak smoków na osadę Wikingów i ich walkę z latającymi stworzeniami. Zarysowują się również sylwetki głównych bohaterów, z których największą uwagę przyciąga Czkawka. Ten młody chłopiec, mimo, że jest synem wodza, wydaje się być zagubiony w społeczności, w której dorasta. W filmie wyraźny kontrast między nim a resztą ludności został ukazany chociażby przez jego cechy fizyczne – jest on drobny, wątły, wydaje się nie mieć w sobie dużo siły. Jego odmienność jest też pokazana przez rolę, jaką pełni w społeczeństwie. Nie walczy on tak jak inni ze smokami, lecz w czasie ataku pomaga Pyskaczowi, u którego, jak sam twierdzi, jest „czeladnikiem od małego, a w zasadzie jeszcze mniejszego”. Pyskacz zajmuje się wyrabianiem broni, którą Wikingowie będą się mogli posłużyć przy walce ze smokami. Mimo wielkich chęci do zaimponowania wszystkim, Czkawka, gdy tylko wychodzi z domu, aby pomóc w przepędzeniu latających stworzeń, zewsząd słyszy głosy: „do domu, ale już!”, „schowaj się”, „a Ty tu czego?”, „po co się tu plączesz”. Nic dziwnego, że chłopiec traci przez to poczucie własnej wartości. Widać tu problem braku akceptacji, przypisania roli kozła ofiarnego i odrzucenia przez grupę jednostki, która nie spełnia typowych wymagań, które w tej społeczności są preferowane. Mamy też do czynienia z określonymi normami społecznymi, czyli „ukrytymi albo jasno sprecyzowanymi regułami grupy, dotyczącymi akceptowanych zachowań, wartości i przekonań jej członków” (Aronson, 1995). Czkawka jest inny niż reszta społeczności, co zostaje zauważone i bynajmniej nie jest traktowane przychylnie. Czkawka nie zyskuje akceptacji nawet ze strony ojca – człowieka, który powinien być z niego dumny. Skoro nawet w tej relacji chłopiec nie może liczyć na wsparcie, nie może go też znaleźć na zewnątrz. Dopada go zatem myśl, że aby zasłużyć sobie na szacunek, musi być taki jak inni – musi się nauczyć walczyć ze smokami.

Problem braku akceptacji i odrzucenia jednostki przez grupę jest częsty. Mamy w głowach pewne schematy zachowań czy wyglądu, które chcemy spełniać, bo zdajemy sobie sprawę, że „inność” w pewnych zakresach jest negatywnie odbierana. Możemy przejawiać tendencję do szukania grupy, w której z jednej strony będziemy się rozwijać, a z drugiej strony takiej, w którą będziemy mogli się wpasować, wmieszać w tłum, żeby się przesadnie nie wyróżniać. Część osób być może dojdzie do wniosku, że wtedy jest najbezpieczniej. Prawdopodobnie jednak nie jest to jedyna słuszna droga. Oczywiście, pewne normy są ważne i potrzebne, ale część z nich sprawia, że zamykamy się na różnorodność, która jest piękna i przez którą możemy się uczyć szacunku i akceptacji, tworząc relacje wykraczające poza schematy – a chyba nikt nie lubi być „szufladkowany”. Czkawka nie rezygnuje ze swojego własnego „ja”. Początkowo uważa to za słabość, jednak dzięki pewnej relacji, którą nawiązuje, ta słabość przeradza się w jego największą siłę i atut.

A o jakiej relacji mowa? W tym miejscu warto powrócić do kadru z filmu, gdy niebo przecina niczym błyskawica najgroźniejsza z groźnych, tajemnicza i budząca niepokój Nocna Furia. Smoki są obecne na ekranie od pierwszej minuty i pozostają na nim do końca. Wydają się groźne, niebezpieczne i bezwzględne, jednak wszystko się zmienia, gdy postrach całej osady zostaje złapany w pułapkę wykonaną przez Czkawkę i gdy ten zamiast zabić smoka, udowadniając tym samym, że może być taki jak inni, uwalnia stworzenie, które bez części ogona nie jest już tak groźne, jak mogłoby się wydawać. Smoki w filmie można potraktować jako kolejną grupę społeczną. Wikingowie wiedzą o nich bardzo dużo, co udowadnia stworzona przez nich i przekazywana z pokolenia na pokolenie Księga Smoków. Znajdują się tam opisy tych plujących jadem, małych, dużych, zdolnych do samozapłonu czy tych z kolczastymi ogonami. Przy wszystkich widnieje też napis: „Śmiertelnie niebezpieczne, zabijać bezwzględnie”. Wszystko, co zapisano w księdze, traktowane jest jako fakt. Tak właśnie rodzą się i zakorzeniają w naszym życiu stereotypy. Trwałości tych schematów umysłowych sprzyja na pewno brak dopływu informacji o tym, że stereotyp jest błędny. Dotąd nikt Wikingom nie powiedział wprost, że ich przekonania są błędne i że smoki w rzeczywistości nie są takie, za jakie je uważają. Dopiero przyjaźń Czkawki ze Szczerbatkiem pokazała chłopcu, że wszystko, czego się uczono o smokach, jest niezgodne z prawdą. Stereotypy jednak ułatwiają orientację w świecie społecznym, są z reguły nieświadome i umożliwiają szybką kategoryzację przedstawiciela stereotypizowanej grupy, bez bliższego poznawania go (Wojciszke, 2011). Gdy mamy w naszych umysłach zakodowane pewne schematy, łatwo o uprzedzenia, czyli negatywne, a nawet wrogie nastawienie do danego zjawiska czy też pewnej grupy. A kiedy źle postrzegamy członków grupy i mamy o nich mylne przekonania, które uważamy za słuszne, może dojść do dyskryminacji. Tak też sytuacja przedstawia się w filmie, w którym Wikingowie pragną wykluczyć, pozbyć się smoków, gdyż uważają, że są one odpowiedzialne za całe zło, jakie ich spotyka. W stereotypach bardzo charakterystyczny jest podział na „my i oni”, w którym grupę własną traktuje się w kontraście do grupy obcej. Skoro więc moja grupa jest dobra i posiada wszelkie pozytywne cechy, grupa obca musi posiadać jedynie te negatywne – przekonanie to potęguje jeszcze bardziej poczucie przynależności do grupy własnej, co w konsekwencji pogłębia różnice międzygrupowe (Wojciszke, 2011).

Czkawka, zaczynając pomagać Nocnej Furii, boi się początkowo przyznać, że nabiera innego przekonania o smokach niż to, które było mu wpajane od dzieciństwa. Wykracza poza przekazywany schemat i pokazuje, że można walczyć ze stereotypami i zapobiegać dyskryminacji. Ostatecznie, gdy przekonuje do tego coraz większą liczbę osób, udowadnia, że przez współpracę można osiągnąć znacznie więcej niż przez jakiekolwiek działania wrogie i zwrócone przeciwko sobie.

Film, mimo że animowany i teoretycznie przeznaczony dla dzieci, niesie ze sobą ważne przesłanie. Różnorodne podziały nie są nam obce, a smoki przedstawione w filmie można spróbować potraktować jako pewną metaforę, symbol. Smok jest utożsamiany z czymś złym, groźnym, niebezpiecznym, a przede wszystkim tajemniczym. Ale jak coś, co w zasadzie nie istnieje, może budzić grozę? Smoki w legendach i bajkach z reguły przedstawiane są negatywnie (jak na przykład w legendzie o Smoku Wawelskim), bywa jednak, że choć czasami na początku obraz jest negatywny to potem staje się pozytywny (jak w „Shreku”). Z pewnością smok jest czymś innym od tego, co znamy. Nie jest człowiekiem, ani nie jest typowym zwierzęciem, ponieważ łączy w sobie cechy ssaka, ptaka oraz gada. W obraz smoka można włożyć nasze obawy, niepewność i strach – wtedy staje się on przerażający, ponieważ utożsamiamy go z tym, czego rzeczywiście się boimy. Idąc tym tropem, można pokusić się o metaforę, że każdy posiada takiego swojego smoka. Smoka, który jest czymś obcym, a skoro obcym, to budzi lęk, bo nie wiemy, jak się z nim obchodzić. Podobnie jest ze stereotypami i dyskryminacją. Niektórzy mogą walczyć albo uciekać, ze względu na towarzyszący im strach. Zdarza się, że myśl, iż ktoś jest inny niż my, prowadzi do powstania tego nieprzyjemnego uczucia. Dlatego może zrodzić się idea, że lepiej albo łatwiej jest taką osobę wykluczyć, bo wtedy nie zaburzy to naszej wizji spójnego świata, w którym wszystko jest znajome i oswojone. Ale przecież “obce” nie znaczy “złe”! Nie można zakładać, że ktoś, kto jest różny od nas, posiada wszystkie najgorsze cechy, których się obawiamy i których nie zdołamy zaakceptować. Powracając do obrazu filmowego, zastanówmy się, jak można z naszym „smokiem” się obchodzić. Część osób wybiera walkę, tak jak mieszkańcy Berk. Nie przyjmujemy wtedy żadnych informacji, które zaburzyłyby nasz stereotypowy obraz grupy, którą wykluczamy. Dopuszczamy do siebie jedynie te informacje, które usprawiedliwiają nasze postępowanie i są zgodne z naszym błędnym rozumowaniem. Walka jednak nie przynosi korzyści, gdyż możemy jedynie zatracić się w gniewie i złości, a przecież, wykluczając jakąś grupę i traktując ją z nienawiścią, narażamy się tym samym na podobne zachowania z jej strony wobec nas. Inną drogą może być ucieczka, która w filmie nie była wyszczególniona, jednak w życiu codziennym jest to częsty obraz. Wiele osób twierdzi, że absolutnie nie popiera dyskryminacji kogokolwiek, jednak jednocześnie nie robią oni nic, by owej dyskryminacji zapobiegać. Przy tej strategii może pojawić się mechanizm wyparcia, czyli pozbycia się niechcianych myśli, usilne próby ich tłumienia, niedopuszczania do świadomości. Jest jeszcze trzecia droga – nauczyć się ze swoim “smokiem” żyć. Spróbować przezwyciężyć obawy, które w nas narastają, pokonać strach i stanąć oko w oko z czymś, czego się boimy, jednocześnie nie wchodząc w tę relację z negatywnym nastawieniem, a próbą znalezienia czegoś pozytywnego. Właśnie to zrobił Czkawka – bez pośpiechu, mimo trudności i braku wsparcia, zaprzyjaźnił się z wrogiem, „wytresował” swojego smoka. Zyskał w ten sposób nie tylko przyjaciela, ale też szacunek i akceptację ze strony mieszkańców osady. I to właśnie jest jedno z przesłań płynących z filmu – gdyby nie smoki, które mogą być postrzegane jako symbol lęków i obaw, przedstawiane jako potwory, Czkawka nie stałby się człowiekiem godnym podziwu i szacunku. To poprzez nawiązanie relacji z członkiem grupy obcej, a przez to również pokonanie swoich lęków, odkrył w sobie siłę – inną niż ta, która była powszechnie uznawana za dobrą. Mimo trudności zdołał przekonać całą społeczność, że smoki należy zacząć traktować inaczej niż do tej pory.

Na pytanie, dlaczego unikamy kontaktu z obcymi, próbuje odpowiedzieć Michał Bilewicz w jednym ze swoich artykułów. Porusza on temat wpływu dwóch kategorii czynników, które mogą mieć znaczenie w naszym postrzeganiu grupy obcej. Skupia się na omówieniu cech indywidualnych, na przykład form tożsamości czy tez cech osobowości, jak również doświadczeń i warunków środowiskowych, między innymi wcześniejszych kontaktów czy też wpływu mediów (Bilewicz, 2016). Zwraca szczególną uwagę na komunikaty płynące do nas z otoczenia. Przeprowadzone przez niego badanie miało na celu sprawdzenie, czy osoby często spotykające się z tzw. „mową nienawiści” w codziennym życiu zmieniają swój stosunek do obcych. Mowa nienawiści to nic innego jak używanie języka w celu rozpowszechnienia jak również usprawiedliwienia nienawiści, dyskryminacji oraz przemocy wobec konkretnych osób bądź grup (Leszczuk-Fiedziukiewicz, 2018). Eksperyment polegał na skonfrontowaniu ludzi poddanych badaniu z serią komentarzy pod artykułami z portali informacyjnych. Uczestnicy nie znali prawdziwego celu badania, podano im bowiem informację, że eksperyment polega na wpływie czcionki na zdolność czytelnika do zapamiętania tekstu. Badani zostali podzieleni na dwie grupy, z których jedna czytała komentarze, wśród których wiele zawierało mowę nienawiści, a druga grupa nie spotykała się podczas eksperymentu z obraźliwymi informacjami (Bilewicz, 2016). Wyniki były zgodne z przypuszczeniami – „osoby czytające wcześniej dużą liczbę nienawistnych wypowiedzi skierowanych przeciw grupom mniejszościowym deklarowały wyższy poziom dystansu społecznego (M = 1,65, SD = 0,44) aniżeli osoby, którym nie zaprezentowano takich wypowiedzi (M = 1,46, SD = 0,37)” (Bilewicz, 2016, s. 56-57). Wyniki te mogą świadczyć o tym, że uzyskane efekty były głównie wynikiem procesu desensytyzacji, czyli odwrażliwiania się na mowę nienawiści (Soral, Bilewicz, Winiewski, 2017; bad. 2). Pokazuje to, jak duże znaczenie w naszym postrzeganiu grupy obcej mają informację docierające do nas z zewnątrz, z którymi możemy się spotkać na różnych płaszczyznach życia. Nieraz przeczytanie komentarzy w internecie na jednym z forów dyskusyjnych, posłuchanie wypowiedzi polityka w telewizji, czy też zwykła rozmowa z kimś o skrajnych poglądach może wzbudzić w nas lęk przed nieznanym, co w konsekwencji prowadzi do bardziej wrogiego traktowania grupy obcej.

PODSUMOWANIE

Filmy, również te animowane, stanowią bogate źródło wielu kontekstów społecznych oraz zagadnień psychologicznych. W omawianym przeze mnie przykładzie, poza poruszoną szerzej dyskryminacją i stereotypami, można też doszukiwać się wielu innych zagadnień, takich jak relacje interpersonalne, postawy, normy grupowe. Film można oglądać jako rozrywkę, można skupić się na morale, jaki w nim występuje albo wyjść poza klasyczny sposób obejrzenia filmu w oderwaniu od rzeczywistości i spróbować odnieść go do naszego codziennego życia. Podział na ludność osady i smoki może być odczytywany jako próba ukazania dwóch różniących się między sobą grup, z których każda ma swoje zasady, normy i cele, a które przez tyle czasu żyją ze sobą w konflikcie. W filmie pokazano, że mimo widocznych różnic między przedstawicielami dwóch społeczeństw, można wyjść poza stereotypowe sposoby myślenia o grupie obcej i zacząć ją traktować jako część społeczeństwa, a nie konstrukt, który za wszelką cenę trzeba wykluczyć. Film ten może mieć zastosowanie w edukacji antydyskryminacyjnej, szczególnie dzieci i młodzieży. Młodym ludziom powinno się już od dzieciństwa uświadamiać, że różnice były, są i będą występować w środowisku, w którym przyjdzie im się rozwijać. Należy jednak za wszelką cenę podkreślić, że “inne” nie znaczy “złe”. Wykorzystując film „Jak wytresować smoka” w działaniach edukacyjnych, można pomóc dzieciom w obrazowy sposób zrozumieć, że w ich życiu mogą spotkać się z metaforycznym „smokiem” i wtedy dobrze jest spróbować go „wytresować” – oswoić, aby nie był czymś groźnym i obcym, a stał się częścią codzienności, w której można nauczyć się wzajemnej współpracy, szacunku i wsparcia. Warto też zapoznać dzieci z tematem mowy nienawiści i uświadomić im, że to co mówimy, piszemy, słyszymy, ma wpływ zarówno na nas samych jak i na innych. Dzieląc się między sobą pozytywnymi informacjami, w których nie będzie wrogich komunikatów odnośnie innych ludzi, mamy większe szanse na nauczenie się traktowania każdego człowieka na równi z nami, nie jako kogoś gorszego, a jako osobę godną szacunku, przyjaźni i miłości. Każdy podział rodzi kolejne konflikty, nieporozumienia i negatywne emocje. A gdyby tak spróbować, niezależnie od wieku, nauczyć się przekraczać te sztucznie stworzone granice?

BIBLIOGRAFIA:

  1. Aronson, E., Wilson, T.D., Akert, R.M. (1995). Psychologia społeczna. Serce i umysł. Poznań: Zysk i S-ka.
  2. Bilewicz, M. (2016). Psychologiczne źródła dystansu. Czyli dlaczego unikamy kontaktu z obcymi? Nauka, 2, 39-62.
  3. Leszczuk-Fiedziukiewicz, A. (2018). Czy hejt i mowa nienawiści staną się normą? Społeczne uwarunkowania zachowań dewiacyjnych w Internecie. Media – Kultura – Komunikacja Społeczna, 14/3, 99-116.
  4. Soral, W., Bilewicz, M., Winiewski, M. (2016). Exposure to hate speech increases prejudice through desensitization. Aggressive Behavior, 44(2), 136-146. DOI: 10.1002/ab.21737
  5. Wojciszke, B. (2011). Psychologia społeczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Wykształcenie: Studentka III roku studiów magisterskich na kierunku Psychologia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W ramach studiów realizuję dwie ścieżki specjalizacyjne: psychologię pracy i organizacji oraz psychologię sądową. (...)


  • Opublikowane 24 Styczeń, 2019

UX – jak wiedza psychologiczna pomaga w projektowaniu stron internetowych i aplikacji mobilnych?

Zgodnie z definicją, psychologia jest „nauką, która pozwala ustalić, co porusza ludźmi i jak funkcjonuje ich psychika” (Zimbardo, 1996). Bada, jak żywe organizmy radzą sobie ze swoim środowiskiem i jak zachowują się względem siebie. Potocznie przyjmuje się jednak, że podmiotem działań psychologa jest tylko i wyłącznie człowiek oraz wzajemne relacje. Wraz z rozwojem technologicznym, który wkracza wielkimi krokami w coraz dalsze zakątki naszego życia, badacze ludzkiej duszy wykraczają poza stereotypowe obszary. Jeśli przyjrzymy się bliżej dzisiejszej komunikacji międzyludzkiej, szybko dojdziemy do wniosku, że jej znaczna część odbywa się za pośrednictwem różnego rodzaju urządzeń elektronicznych. Co więcej, według statystyk z roku na rok korzystanie ze smartfonów wzrasta w sposób istotny. Niektóre badania wskazują, że sięgamy po niego nawet do 150 razy dziennie. Psychologia stara się podążać z duchem czasu, a w centrum jej zainteresowania coraz częściej znajdują się przedmioty, z którymi wchodzimy w interakcję. Celem niniejszej pracy jest pokazanie konkretnych przykładów zastosowań wiedzy psychologicznej w odniesieniu do projektowania treści stron internetowych czy aplikacji znajdujących się w naszych smartfonach. Dziedzina nauki i praktyki zajmująca się wrażeniami użytkownika podczas użytkowania produktu interaktywnego nazywa się „User experience” (UX). Twórcą tego terminu jest psycholog poznawczy prof. Don A. Norman. Dostarcza ona wiedzy, m.in. jak zaprojektować produkt, aby doświadczenie użytkownika było w jak największym stopniu pozytywne. Ustala równowagę między potrzebami klientów a zawartością projektu i możliwościami technologicznymi. Dba o przyjemność użytkowania danego produktu, łatwość i efektywność korzystania oraz dopasowanie kulturowe. Można zadać pytanie, po co wkładać wiele wysiłku i funduszy, aby użytkownik korzystał z urządzenia pozostawiającego dobre wrażenie? Działania UX są czasochłonne a projektanci wysoko wynagradzani. Innymi słowy, czy to się opłaca? Z 8-letniej analizy porównawczej wynika, że zwrot z inwestycji w akcje organizacji uznawanych za liderów w dziedzinie UX jest o 35 punktów procentowych wyższy niż średnia zwrotu z indeksu S&P 500 (indeks, w skład którego wchodzi 500 przedsiębiorstw o największej kapitalizacji notowanych na giełdach w Nowym Jorku). Zwrot akcji firm, które nie dbały o zagadnienia UX był niższy o 45 punktów procentowych. Zależność ta utrzymała się również w okresie kryzysu gospodarczego.

Pierwsze wskazówki dotyczące tego, jak projektować przyjaźnie, wywnioskować można z wiedzy na temat ludzkiego postrzegania. Zależy ono od wielu czynników, m. in. oczekiwań, pochodzenia, wiedzy i stopnia zaznajomienia z treścią, na którą się patrzy. Oznacza to, że użytkownik nie zawsze dostrzeże i zinterpretuje zawartość strony czy aplikacji w sposób, który ich autor zakładał. Intuicja podpowiada nam, że to co znajduje się na peryferiach naszego widzenia nie ma wielkiego znaczenia, i treści, które stamtąd dostrzegamy, nie biorą udziału w procesie interpretacji odbywającej się w korze mózgowej. Wielokrotne badania wykazały jednak, że spostrzeganie peryferyczne jest odpowiedzialne za istotę widzenia. To, co zostanie umieszczone na obrzeżach strony, będzie stanowiło ważne informacje dla użytkownika o tym, jaki charakter ma dana strona internetowa. Skuteczność reklamy zwiększyć można w łatwy sposób, poprzez umieszczenie jej z boku widoku oraz nadaniu dynamiki, np. w postaci migania. Wynika to z faktu, że jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani do odruchowego zwracania uwagi na ruchome obiekty w peryferiach naszego widzenia – jeszcze nie tak dawno temu o przetrwaniu na polowaniu naszych przodków, decydowała umiejętność dostrzeżenia niebezpiecznego drapieżnika zakradającego się z miejsc nie objętych centralnym polem widzenia. Jedną z ciekawych właściwości postrzegania jest naturalna tendencja do grupowania elementów, układania i rozpoznawania wzorów. Obserwując cztery kulki znajdujące w odpowiednio bliskiej w jednej linii, istnieje tendencja do postrzegania ich jako ciągu elementów, pewnej całości, a nie interpretowania każdego koła z osobna. Dla poprawienia wrażenia korzystania z danej aplikacji, należy stosować jak najwięcej elementów pogrupowanych w pewne wzorce. Dzięki temu zyskuje ona na czytelności i łatwości nawigacji. Umieszczanie obiektów na stronie w postaci rysunków geometrycznych i prostych schematów przyśpiesza i ułatwia ich rozpoznawanie. Stosowanie wiernych, szczegółowych obrazów przedmiotów jak i obrazów trójwymiarowych spowalnia procesy interpretacyjne. Dodatkowo szybszą identyfikację obiektu osiągnąć można poprzez ukazanie go z tzw. perspektywy kanonicznej – „trochę z boku, trochę z góry”, delikatnie przedstawiając trójwymiarowość przedmiotu. Chcąc zwiększyć szansę, że użytkownik spojrzy na dany element, warto umieścić na stronie obraz przedstawiający twarz wpatrującą się na ten obiekt. Badania dowodzą, że automatycznie spoglądamy na to, na co kierują wzrok inni. Co mogą mieć ze sobą wspólnego strona internetowa i książka? Okazuje się, że ludzie przeglądają witrynę tak jakby czytali tekst. Strona dedykowana dla kultury zachodniej powinna zawierać najważniejsze elementy w lewym górnym rogu, w miejscu gdzie użytkownik rozpocznie wędrówkę po naszej witrynie. Niezbędnym elementem każdej aplikacji i witryny jest barwa. Istnieją połączenia kolorów męczące i trudne dla oka. Należy unikać nakładania na siebie oraz bliskiego współwystępowania kolorów: niebieskiego, zielonego i czerwonego. Niecałe 10% populacji cierpi z powodu problemów z poprawnym rozpoznawaniem barw. W trakcie konstruowania aplikacji czy strony warto posiłkować się specjalnymi witrynami internetowymi, które mogą symulować to, jak spostrzegają tworzony produkt osoby z zaburzeniami widzenia kolorów.

Świadome projektowanie nastawione na użytkownika wymaga wiedzy dotyczącej procesu czytania. Dzieje się to nie poprzez płynne rejestrowanie poszczególnych liter, a w sposób kaskadowy, przypominający „skakanie” po tekście, obejmujące na raz od siedmiu do dziewięciu liter. Skupienie na pojedynczym wycinku liter zajmuje około 250 milisekund. Włączając w proces czytania widzenie peryferyjne, jesteśmy w stanie rozpoznać nawet do 15 znaków, jednak możliwość semantycznej obróbki nadal nie przekracza siedmiu liter. Ze względu na przytoczoną kaskadowość, długie wiersze zbudowane z około 100 liter są łatwiejsze i szybsze w czytaniu, gdyż zmniejszają ilość „skoków” do nowych linijek. Paradoksalnie ludzie preferują jednak krótsze wiersze zbudowane ze znaków w ilości od 45 do 72 w postaci kilku kolumn na stronę. Zachodzi więc tu dylemat, które rozwiązanie wybrać. Zaleca się stosowanie długich linijek, gdy szybkość czytania stanowi ważny czynnik, a krótsze, gdy nie ma to znaczenia. Zdania zbudowane wyłącznie z wielkich liter postrzegane są jako „krzykliwe”. Należy unikać nadużywania wyrazów zbudowanych z drukowanych znaków i wykorzystywać je tylko w przypadku nagłówków mających przyciągnąć uwagę czytelnika. Nawiązując do wyglądu czcionki, badania wskazują, że zarówno szeryfowa jak i bezszeryfowa wykazują podobny poziom pod względem czytelności. Natomiast czcionki nietypowe i zbyt udekorowane mogą spowolnić czytanie ze względu na trudniejsze rozpoznawanie wzorca danej litery (np. Bursh Script MT Italic).

Każdy designer chciałby, aby jego dzieło łatwo zapadało w pamięć użytkownikowi. Z pomocą przychodzi wiedza o tym, jak ludzie zapamiętują treści. W telegraficznym skrócie, pamięć składa się m. in. z dwóch części: pamięci długotrwałej i krótkotrwałej. Ta pierwsza zwana inaczej trwałą, zawiera całą naszą wiedzę na temat świata i wspomnienia. Jest praktycznie nieograniczona i zapisanie informacji w niej ułatwiają m. in. wielokrotne powtórzenia, odniesienia nowych informacji do wiedzy już posiadanej czy współobecność silnych bodźców emocjonalnych. Jej działanie można porównać do dysku twardego znajdującego się w komputerach. Pamięć krótkotrwała inaczej zwaną pamięcią roboczą, jest natomiast związana ze skupioną uwagą, przetwarzaniem odbieranej treści „tu i teraz”. Jest jednym z pierwszych przystanków, na których zatrzymuje się informacja w drodze do ulokowania się w pamięci długotrwałej. Używamy jej, kiedy próbujemy zapamiętać imię danej osoby lub numer telefonu. Jest podatna na wszelkie dystraktory – każdy entuzjasta czytania książek doświadczył sytuacji, kiedy po przeczytaniu kilku zdań tekstu, uświadomił sobie, że właściwie kompletnie nie wie, co właśnie przeczytał. Jego myśli udały się w podróż po krainie podejrzeń, co lub kto stoi za otrzymanym właśnie powiadomieniem telefonu. Dodatkowo, jej pojemność jest znacznie ograniczona. Aktualne wyniki badań wskazują, że w jednym momencie możemy przetwarzać maksymalnie 4 elementy. Między innymi z tego powodu dzielimy numer telefonu na grupy złożone z trzech cyfr (XXX-XXX-XX) zamiast zapamiętywać cały, dziewięciocyfrowy ciąg. Działanie pamięci roboczej można porównać do pamięci RAM komputera. Projektując zatem produkt cyfrowy, należy unikać jakichkolwiek elementów mogących rozproszyć uwagę użytkownika, jeżeli zależy nam aby treść, którą właśnie przedstawiamy została prawidłowo przetworzona i przechowana na dłużej. Należy również wystrzegać się sytuacji, w której użytkownik musi zapamiętać informacje z poprzedniej zakładki, aby zrealizować jakiś cel w innym miejscu strony czy aplikacji. Nie trzeba zasypywać go niezliczoną ilością słownej treści w trosce o jego potrzebę domknięcia poznawczego. Wszelkie dodatkowe informacje użytkownik z chęcią odnajdzie z pomocą wyszukiwarki Google. Warto spróbować wykorzystanie rysunków/ikon/obrazków pogrupowanych w czteroelementowe porcje, podpisane niewielką ilością tekstu, który wyświetli się po najechaniu na dany element myszką. Ludzie dużo łatwiej zapamiętują obrazy niż słowa.

Pozostało jeszcze wiele aspektów ludzkiego funkcjonowania, takich jak emocje, motywacja czy myślenie, o których wiedza dostarcza kolejnych wskazówek dla przyjaźniejszego projektowania produktów cyfrowych. Branża User Experience rozwija się z roku na rok i spodziewać się możemy coraz to nowych rozwiązań. Przedstawione przykłady stanowią zalążek wiedzy jaką w tej dziedzinie operują specjaliści.

           

          Autor: Marcin Kopyciok

 

Literatura:

  1. Rucha F. L., Zimbardo P.G. (1996). Psychologia i życie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe   PWN.
  2. Maruszewski, T. (2011). Psychologia poznania. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  3. Weinschenk, S. (2011). 100 things every designer needs to know about people. Berkeley, CA: New Riders.
  4. Biznesowa wartość User Experience. Czy inwestycja w UX się opłaca. [2015-08-10] http://symetria.pl/blog/newsy/biznesowa-wartosc-user-experience-czy-inwestycja-w-ux-sie-oplaca-infografika/
  5. Meeker M, Wu L. Internet trends D11 conference. 2014. [2015-07-21]. http://www.slideshare.net/kleinerperkins/kpcb-internettrends- 2013 webcite.

  • Opublikowane 26 Wrzesień, 2018

12 gniewnych ludzi – co się dzieje za zamkniętymi drzwiami?

Przed przeczytaniem artykułu należy zobaczyć film ,,12 Angry Men” (1957) w reżyserii Sidney Lumet.

Film ,,12 gniewnych ludzi” przedstawia bardzo wiele zjawisk psychologicznych m.in. wpływu jednostki na grupę, konformizmu, przywództwa w grupie, komunikacji w grupie, a także tego jaki wpływ na nasze decyzje mają nasze osobiste przeżycia i uprzedzenia. Pojawia się również zjawisko polaryzacji grupowej oraz deindywidualizacji (Myers, 2003). Deindywidualizację możemy zaobserwować w sytuacji posługiwania się przez ławników swoimi numerami, a nie imionami. Wraz z rozwojem fabuły widzimy także coraz większe emocje, które towarzyszą ławnikom. Myślę, że w zależności od tego, kto jest odbiorcą filmu, jest w stanie zauważyć i zwrócić uwagę na jeszcze inne jego aspekty. Chciałabym przybliżyć, jakie zjawiska psychologiczne występowały w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie obradowali ławnicy.

Opis filmu

Film przedstawia obrady 12 ławników, którzy mają zdecydować o winie lub niewinności młodego chłopaka oskarżonego o morderstwo swojego ojca. Na początku filmu sędzia przysięgły numer 8 wyłamuje się z jednomyślności grupy, która głosuje za uznaniem winy oskarżonego i uważa, że ławnicy powinni porozmawiać o tym, czego w czasie procesu dowiedzieli się na temat sprawy. Wraz z rozwojem akcji w filmie widzimy coraz większe wątpliwości ławy przysięgłych, co do winy oskarżonego i jednocześnie coraz większe rozemocjonowanie, a także stopniowe ujawnianie wewnętrznych postaw, doświadczeń życiowych, które kierują ławnikami i ich osądem. Film w ujęciu artystycznym jest dziełem, powstał w zaledwie 19 dni, a jego akcja toczy się głównie w jednym zamkniętym pomieszczeniu. Reżyser na początku filmu używał szerokokątnego obiektywu, przez co ujęcia sprawiają wrażenie bardziej przestrzennych, zwiększają dystans pomiędzy przedmiotami i optycznie powiększają pomieszczenia. W końcowej fazie kręcenia scen używał on dłuższych obiektywów, co znowu zmniejszało dystans[1]. Sam Lumet mówił, że ,,miało to stworzyć klaustrofobiczną atmosferę, jaka musiała panować w niewielkim pomieszczeniu, w którym odbywały się gorące obrady ławy przysięgłych.”[2] Według mnie skracanie odległości pomiędzy ławnikami, a także jakby coraz bardziej pomniejszające się pomieszczenie świetnie współgrało z tym, co działo się w filmie. Ławnicy zaczynają być coraz bardziej nerwowi, podczas dyskusji coraz więcej zdradzają na temat siebie, coraz bardziej obdzierają się ze ‘społecznych konwenansów’, dochodzi do przepychanek słownych i wzajemnych oskarżeń. Mówiąc kolokwialnie, atmosfera się zagęszcza, dosłownie i metaforycznie.

Film dostał 3 nominacje do Oskara (Najlepszy film Henry Fonda, Najlepszy reżyser Sidney Lumet, Najlepszy scenariusz adaptowany Reginald Rose), a także 4 nominacje do Złotego Globu (Najlepszy dramat, Najlepszy aktor w dramacie Henry Fonda, Najlepszy aktor drugoplanowy Lee J. Cobb, Najlepszy reżyser Sidney Lumet). Zdobył 12 nagród m.in. nagrodę BAFTA, 2 nagrody podczas Berlinale: Nagroda specjalna i Złoty Niedźwiedź[3].    

Psychologiczna analiza filmu

W pierwszych ujęciach filmu reżyser skupia się na przedstawieniu budynku sądu. Kadry są bardzo ciasne, perspektywa kręcenia od dołu i góry powoduje, że mamy wrażenie, że budynek jest potężny i masywny. Ludzie, którzy pojawiają się w jego murach sprawiają wrażenie bardzo małych, co może symbolizować tutaj bezbronność człowieka. Natomiast wywołane wrażenie ogromności instytucji sądu powoduje, że czujemy wobec niego postrach i szacunek, sprawia wrażenie miejsca doniosłego i ważnego. Człowiek w obliczu takiej instytucji musi zdać się na jej łaskę.

Przed rozpoczęciem wstępnego głosowania ławnicy rozmawiają ze sobą o procesie. Dzielą się swoimi przemyśleniami i wrażeniami. Konformizm ,,można zdefiniować jako zmianę zachowania lub opinii danej osoby spowodowaną rzeczywistym lub wyobrażonym naciskiem ze strony jakiejś osoby lub grupy ludzi” (Aronson, 2006, s. 27). Jeden z przejawów konformizmu, widzimy już na początku filmu. Ławnicy, którzy po raz pierwszy spełniają się w tej roli mogą sugerować się zdaniem osób, które robią to kolejny raz. Może to być przykładem informacyjnego wpływu społecznego (Aronson, 1997). Bycie ławnikiem nie jest codzienną sytuacją - osoby, które robią to po raz pierwszy, mają prawo czuć się niepewnie. Mogą czuć, że ich wiedza nie jest wystarczająco duża, przez co mogą się posiłkować zdaniem innych, bardziej doświadczonych osób, których zachowanie jest dla nich źródłem informacji. Aronson (1997) pisze, że ludzie podporządkowują się informacyjnemu wpływowi społecznemu najczęściej gdy: sytuacja jest niejasna, sytuacja jest kryzysowa oraz kiedy inni ludzie są ekspertami. W przypadku nowych ławników mamy do czynienia z sytuacją pierwszą oraz trzecią.

Przykład normatywnego wpływu społecznego możemy zauważyć, gdy ławnicy rozpoczynają głosowanie. Bardzo istotną kwestią jest to, że głosowanie było jawne. Wszyscy mogli obserwować, kto podnosi rękę do góry, głosując za ‘winny’, co mogło wpłynąć na podjęcie własnej decyzji. Najsilniejszy wpływ normatywny jest wtedy, gdy grupa jest jednomyślna (Aronson, 1997). Widzimy, że ławnicy nie głosują ‘na raz’. Niektórzy czekają z podniesieniem ręki, obserwując zachowanie innych osób. Trzeba pamiętać o tym, że pogoda nie była sprzyjająca, warunki w których pracowali ławnicy nie były komfortowe, co wpływało na chęć wcześniejszego wydostania się z zamkniętego pomieszczenia. Wcześniej ławnicy dyskutowali między sobą na temat swojej pewności co do winy oskarżonego, a ławnik nr 7 poinformował wszystkich, że śpieszy się na mecz baseballowy, co również mogło wpłynąć na decyzję innych osób. Normatywny wpływ społeczny (Strelau, 2008) polega na naśladowaniu działania innych ludzi, by upodobnić się do nich, zyskać ich akceptację i sympatię. Głosowanie zgodnie z wolą większości wpłynęłoby pozytywnie na samopoczucie ławników. Sytuacja głosowania może również ilustrować publiczny konformizm (Aronson, 1997). Być może, niektórzy członkowie grupy tak naprawdę nie byli przekonani o winie oskarżonego, ale głosowali tak ponieważ chcieli dostosować się do reszty grupy i np. nie zostać posądzonymi o bycie głupimi czy niekompetentnymi. W przypadku, kiedy większość głosuje za czymś, ciężko jest się przeciwstawić czy też zaufać swoim przeczuciom. Eksperyment Ascha polegający na porównywaniu długości linii ilustruje wpływ normatywnego wpływu społecznego, gdzie ludzie nawet kiedy wiedzieli, że wybierają błędną odpowiedź, wybierali tak jak grupa. Konformizm może pojawiać się także dlatego, że nie chcemy doświadczyć dezaprobaty społecznej, nawet od obcych osób (Aronson, 1997).

Podczas dyskusji coraz częściej wybrzmiewały osobiste przeżycia, postawy i nastawienie wobec oskarżonego np. ,, A czego tu oczekiwać, jak się ma z kimś takim do czynienia?”, ,,Temu dzieciakowi nie można wierzyć, ludzie urodzeni w slumsach to kłamcy”.

W trakcie rozwoju filmu dowiadujemy się coraz więcej o ławnikach. Ich wcześniejsze doświadczenia życiowe mają wpływ na ich podejście do procesu. Determinują to w jaki sposób patrzą na oskarżonego i na to za jakim wyrokiem głosują. Ławnik nr 8 mówi, że ,,uprzedzenia przysłaniają prawdę”. Uprzedzenia to ,,nieuzasadniona, negatywna postawa wobec jakiejś grupy i jej członków.” Uprzedzenie jest postawą (Myers, 2003, s. 436). Osądzamy osobę tylko na podstawie jej przynależności o grupy, co powoduje, że jesteśmy tendencyjni względem niej. Stereotypy natomiast to ,,przekonanie na temat cech osobowych ludzi należących do jakiejś grupy”, polegają na generalizacji (Myers, 2003, s. 436). Ławnicy, którzy byli uprzedzeni względem oskarżonego, dokonywali krzywdzących dla niego ocen. Nie oceniali jedynie faktów i informacji zdobytych w trakcie procesu, a skupiali się na tym, gdzie oskarżony żył czy jakiej był rasy. Między innymi wygłaszanie dyskryminujących i oceniających opinii sprawiło, że ławnik nr 5 poczuł się urażony ponieważ, sam pochodził ze slumsów. Brak szacunku wobec starszego ławnika nr 9 spowodował, że inny ławnik stanął w jego obronie. Można więc wysunąć wniosek, że tego typu komentarze powoli doprowadzały do rozłamu w obrębie grupy. Być może ich skrajność i ciągłość powtarzania, mimo nowych informacji, czyniła ich nadawców niewiarygodnymi. Komentarze ławnika numer 8 nie były ekstremalne, nikogo nie krytykował, nie oceniał. Zachowywał spokój, każdego wysłuchiwał z szacunkiem, interesował się faktami, nie kierował się wewnętrznymi przekonaniami.

Komunikacja w grupie nie przebiegała łagodnie. Im dłużej trwa film, tym więcej można odnaleźć agresji słownej i momentów uniesień ławników. Moim zdaniem ławnicy numer 3, 7 oraz 10 są największymi „krzykaczami” w grupie. Są to osoby, które najgłośniej przeciwstawiają się opinii innych, nie pozwalają dojść do słowa. Zamiast używać racjonalnych argumentów powołują się na stereotypy i uprzedzenia np. ,,wiadomo, że osoby takie jak on kłamią”, ,,wcale nie muszą mieć żadnego powodu, żeby kogoś zabić. Tylko się upijają ,to same pijaki…”. Kiedy ktoś inny się nie zgadza, zostaje obrażony, a jego osoba umniejszona np. ,,Może koleś przekonałeś te baby, ale mnie nie przekonasz’’. Prowokują inne osoby, a jednocześnie sami dają się łatwo sprowokować i ponieść emocjom. Wydaje mi się, że przez to zaczynają także tracić swoją pozycję. Ciężko brać na poważnie kogoś, kto nie potrafi spokojnie wyrazić swojej opinii, kto musi uciekać się do potyczek słownych i agresji werbalnej, by postawić na swoim. Podczas obrad wielokrotnie padają zdania takie jak: ,,daj pan spokój”, „Ten facet próbuje nam wmówić jakieś niedorzeczności”. Na postrzeganie komunikatów ma wpływ wiarygodność jego nadawcy (Myers, 2003). W przypadku ławników 3, 7, 10 zaczęła ona maleć, ponieważ unosili się, nie mieli nic konstruktywnego do powiedzenia. Natomiast ławnik nr 8 cały czas posługiwał się racjonalnymi argumentami, potrafił spokojnie dyskutować o różnych sprzecznościach i możliwościach. Zaufanie tracił ławnik nr 3 również dlatego, że wielokrotnie ławnicy poruszyli temat jakoby jego słowa i decyzje wynikały z zemsty i osobistych pobudek. Natomiast większe zaufanie wzbudzają osoby, które wygłaszają poglądy niezgodne z ich prywatnym interesem (Myers, 2003). Sędzia przysięgły nr 7 chciał jak najszybciej skończyć obrady, by móc iść na mecz. W przypadku ławnika numer 8 kierowała nim chęć dowiedzenia się prawdy, która w żaden sposób nie przyniosłaby mu osobistych korzyści.

Nadawca powinien być kompetentny i wiarygodny, by ludzie byli pod jego wpływem (Aronson, 1997). Swoje kompetencje ławnik nr 8 udowodnił, zdobywając identyczny nóż, który był jednym z dowodów, czy powołując się na makietę mieszkania świadka. Jeśli chcemy przekonać innych do swojego zdania, warto prezentować zarówno argumenty za jak i przeciw naszemu stanowisku, dzięki temu przedstawiamy się jako osoba bezstronna (Aronson, 1997). Ławnik nr 8, który jako jedyny zagłosował na ‘niewinny’ wcale nie był pewny tego stanowiska. Gdybał, zastanawiał się, uwzględniał wszystkie informacje, nie wymuszał swojego zdania na innych. Posługiwał się centralną strategią perswazji (Myers, 2003), przekonując innych, zainteresowanych problemem, logicznymi, uporządkowanymi argumentami. Jego wywody opierały się na analizie i oparciu o dowody. ,,Mniejszość oddziałuje natomiast poprzez skłonienie ludzi do głębszego przemyślenia kwestii, wobec których mają zająć stanowisko” (Burnstein i Kitayama, 1898; Mackie, 1987 za: Myers, 2003).

Tak jak wspominałam, komunikacja w grupie nie przebiegała spokojnie. Widz miał wiele okazji, by ujrzeć agresywne zachowania ławników. Wg Myers (2003) agresja może być odpowiedzią na frustrację. Kiedy nasi ławnicy, w szczególności 3, 7, 10 słuchali sprzecznych z ich poglądem informacji, nie rozumieli punktu widzenia innych osób, obrady coraz bardziej się przeciągały w efekcie czego coraz bardziej narastała frustracja. Frustracja uniemożliwia nam osiągnięcie celu, a celem tychże ławników było doprowadzenie do końca obrad z wynikiem ‘winny’.

Poruszyłam już kilka kwestii dzięki, którym ławnik numer 8 potrafił przekonać pozostałych ławników co do swoich racji. Warto jednak wspomnieć jeszcze, że osoby, które występują jako mniejszość, mają szansę pobudzić pozostałe osoby do twórczego myślenia (Mucchi-Faina i inni, 1991; Peterson i Nemeth, w druku, za: Myers, 2003). Kiedy inni ławnicy mieli przekonać ławnika nr 8 do winy oskarżonego, zaczęli zastanawiać się nad pobudkami, które ich do tego przekonały. Dyskusja, która powstała, konfrontowanie się z różnymi poglądami spowodowała, że ławnicy zauważyli, że na sytuację można spojrzeć z zupełnie innej perspektywy i sprawa nie jest tak oczywista, jasna i pewna jak wydawało im się to na początku. Co więcej, kiedy ktoś ma odwagę, by podać w wątpliwość rację większości, może spowodować to, że inne osoby również poczują się bardziej swobodnie i będą chętne do ujawnienia swoich wątpliwości (Myers, 2003). Gdy mniejszość jest konsekwentna i spójna w wyrażaniu swojego zdania, większość zaczyna się zastanawiać nad argumentami mniejszości, a swoje zdanie zaczyna z nimi konfrontować, co ostatecznie doprowadzić może do zmiany postaw i opinii większości (Strelau, 2008).

Myers (2003) przytacza trzy sposoby zwiększenia skuteczności argumentacji mniejszości: pozostanie jednomyślnym; pozostanie konsekwentnym w swym oporze; pewność siebie. Gdy uda się dokonać pierwszego wyłomu w grupie, szanse na sukces rosną. Ławnik nr 9 okazał wsparcie ławnikowi nr 8, zwiększył jego szanse i siłę przebicia, również głosując za ‘niewinny’. Zostało stwierdzone, że większe szanse przekonania do swojego zdania ma mniejszość, która głosuje za uniewinnieniem, a nie uznanym winnym oskarżonego (Tindale i inni, 1900 za: Myers, 2003).

Okazuje się też, że opinia osób, które pozostają w mniejszości powoduje, że ludzie dokładniej przyglądają się sprawie i szukają rozwiązań, które w przypadku jednomyślności byłyby niezauważone. To, co myśli mniejszość, pobudza do myślenia dywergencyjnego (Nemeth, Goncalo, 2007). Co również mogło działać na korzyść.

Przywódcą grupy był ławnik nr 1, który pełnił rolę przewodniczącego. Proponował, by usiąść według przydzielonych numerów, zarządzał przebiegiem obrad, starał się zapanować nad porządkiem rozmów. Podczas tejże próby opanowania obrad został obrażony przez ławnika nr 10 słowami ,,przestań smarkaczu”, zareagował propozycją zamienienia się miejscem ‘przywódcy’ grupy, a ostatecznie usiadł obrażony, mówiąc, że nie interesuje go to, co teraz ławnicy będą robić. Jego reakcja była bardzo emocjonalna, usiadł bokiem względem ławników, nie patrzał na nich i zaczął obgryzać paznokcie niczym zdenerwowane dziecko. Ławnicy zwracali się do niego per ‘’panie przewodniczący”, zgłaszali nieodpowiednie zachowania innych ławników ,, To chyba nieodpowiedni moment na żarty?’’. Z jednej strony to, że inni ławnicy zwracają się do nr 1 z różnymi tego typu sprawami w oczekiwaniu zapanowania nad grupą, wskazuje, że sami postrzegają go jako przywódcę, natomiast on niekoniecznie odnajduje się w tej roli. Zdarza mu się być stanowczym, np. gdy zarządza kolejne głosowanie, przerywa ławnikowi nr 10 i każe mu usiąść. Jednakże, oglądając obrady sędziów przysięgłych, mam wrażenie, że jest on tłem, próbuje pilnować jakiegoś porządku. Jest postacią bardziej neutralną i bezbarwną, która wypełnia przestrzeń pomiędzy innymi bardziej ‘żywiołowymi’ ławnikami. Ławnik nr 3 zachowuje się jak przywódca. Najbardziej broni zdania, że oskarżony jest winny i komentuje wypowiedzi innych osób. Stawia się wyżej jako bardziej kompetentnego niż inni. Nie ma także problemu z obrażaniem osób starszych. Jest nieformalnym liderem grupy osób, która głosuje za uznaniem oskarżonego winnym. Jest dyrektywny, nie chce analizować dowodów i informacji, zniechęca członków do wyrażania odmiennego zdania. Od początku zdecydowanie wyraża swoje zdanie. Ma gotowe rozwiązanie sytuacji i nie podoba mu się, gdy ktoś chce się temu przeciwstawić. Grupa, mając takiego lidera, powinna być mniej chętna do rozważenia innych rozwiązań czy informacji (Nemeth, Goncalo, 2007 ). Trzeba mieć jednak na uwadze, że tak jak już wspomniałam, wiarygodność tego lidera cały czas spadała.

Myślenie grupowe polega na zachowaniu wewnętrznej zgody, kosztem pominięcia niewygodnych informacji i ignorowania odmiennych poglądów (Myers, 2003). Grupa zmusza jednostki do ujednolicenia funkcjonowania m.in. poprzez nacisk na konformizm. Kiedy pojawia się osoba w grupie, która wyraża wątpliwości co do aprobowanego przez większość zdania, staje się czarną owcą i jest wykluczana z grupy. ,,Myślenie grupowe prowadzi do podejmowania błędnych decyzji i kryzysów, gdyż umożliwia grupie widzenie i słyszenie tylko tego, co chce. Informacje niezgodne z poglądami grupy są ignorowane, zwłaszcza jeśli pochodzą z zewnątrz’’[4]. W przypadku ,,12 gniewnych ludzi” można zaobserwować, że grupa niechętnie przystaje na nowe interpretacje informacji, dyskutowanie na temat sprawy uważa za stratę czasu, ponieważ wszystko zostało już powiedziane w trakcie procesu i wszystko jest oczywiste. Ławnik nr 8 spotyka się z negatywnymi komentarzami pod swoim adresem, można powiedzieć, że jest wykluczony z grupy i stoi sam przeciwko całej reszcie. Dla grupy wygodniej jest nie rozmawiać o procesie i wrócić wcześniej do domu, nie poświęcając na to więcej czasu.

Podczas obrad ławników dwukrotnie zostają unieważnione zeznania świadków. Pierwszym świadkiem był starszy mężczyzna, który miał widzieć zbiegającego po schodach oskarżonego. Okazało się, że nie mógł tego dokonać ze względu na zbyt dużą odległość, którą miał do przebycia oraz problemy z nogą. Kolejnym świadkiem była kobieta, która widziała oskarżonego, który zadawał cios swojemu ojcu. Okazało się, że bardzo prawdopodobnym jest, że nosiła ona okulary, co zostało zauważone przez ławnika nr 9. Zwrócił on uwagę na ślad pozostawiony po okularach i geście rozmasowywania nosa innego ławnika. Wcześniej kilkakrotnie ławnicy mówili o tym, że świadkowie nie mogą się mylić. Zeznawali pod przysięgą i nie mieliby celu w tym, by kłamać. W tym momencie kolejny z dowodów został podważony, kobieta prawdopodobnie w celu upiększenia się nie założyła okularów do sądu, a w nocy, kiedy morderstwo miało miejsce, nie miała ich założonych – nr 4 powiedział ,,Nikt nie śpi w okularach.” Okazuje się, że nawet jeśli zeznania naocznego świadka są niewiarygodne, sprawiają one, że częściej procesy kończą się wyrokiem skazującym (Myers, 2003). Ławnicy kurczowo trzymali się zeznań świadków, mimo nowych interpretacji bardzo niechętnie zmieniali swoje zdanie i zgadzali się z innym punktem widzenia. Oczywiście wszystkie argumenty koniec końców przekonały najbardziej zatwardziałych ławników, do tego, że nie można jednoznacznie uznać oskarżonego za winnego.

Na samym początku filmu jeden z ławników wspomina, że jest to najcieplejszy dzień lata. Ławnicy rozbierają marynarki, wyciągają chusteczki by otrzeć pot z czoła, przemywają twarz zimną wodą, by się ochłodzić. Psychologia społeczna mówi o zjawisku ciepłego, upalnego lata. Istnieje zależność pomiędzy temperaturą a nastrojem ludzi. W badaniach okazywało się, że osoby przebywające w pomieszczeniach, gdzie była podwyższona temperatura, byli bardziej agresywni, przedstawiali negatywny stosunek wobec innych osób. Wraz ze wzrostem temperatury częściej dochodzi do aktów przemocy czy rozruchów ulicznych (Aronson, 1997).

Ławnicy, którzy musieli pracować w niesprzyjających warunkach – było duszno, nie działał wentylator – mogli być bardziej zdenerwowani i reagować większą brutalnością, niż gdyby pracowali w bardziej dogodnym otoczeniu.

Podsumowanie

Film dobrze ilustruje, jak wiele potrafi zmienić jedna osoba, czy w jaki sposób nasza przeszłość determinuje teraźniejszość. W filmie było to widać po tym, jak przysięgły nr 3 cały czas kwestionował oskarżonego, a później okazało się, ze sam ma problemy ze swoim synem. Ilustruje również jak nasza subiektywność w pewnych kwestiach ma ogromne znaczenie i dlatego ważna jest samoświadomość i otwartość na zdanie innych. Na podstawie sytuacji przedstawionej w filmie można zastanowić się nad kwestią doboru ławy przysięgłych oraz ich obiektywności lub skupić się na szerszym obrazie tego, w jaki sposób nasza przeszłość determinuje nasze decyzje. ,,12 gniewnych ludzi” pokazuje, że nie warto iść z nurtem, podążać za innymi tylko dlatego, że tak jest łatwiej. Kiedy mamy wątpliwości warto o nich mówić, nawet jeśli oznacza to sprzeciwienie się większości. Moim zdaniem film mówi także o tym, że warto sobie zaufać. Przysięgły nr 8 nie powiedział, że uważa oskarżonego za niewinnego, ale nie powiedział że uważa go za winnego, nie był tak pewny jak 11 pozostałych ławników i chciał poświęcić czas na to, by poznać sprawę jak najlepiej. Jeśliby go nie było pośród zebranych, los młodego chłopaka byłby przesądzony. Film ukazuje także z jaką odpowiedzialnością wiążą się nasze decyzje, jak niesprawiedliwy potrafi być wymiar sprawiedliwości. Świetnie obrazuje omawiany wcześniej konformizm i sposób komunikacji w grupie, dzięki ujawnianiu pewnych mechanizmów działania grupy osoby, które zobaczą ten film, będą mogły w przyszłości lepiej sobie poradzić w sytuacjach, w których będą musiały bronić swojego zdania w grupie lub po prostu przeciwstawiać się zdaniu większości. Można wykorzystać film, by opowiedzieć o sposobach na radzenie sobie z normatywnym i informacyjnym wpływem społecznym i konformizmem.

Przebywanie z ławnikami w zamkniętym pomieszczeniu sprawia wrażenie jakbyśmy byli ławnikiem numer 13. Film angażuje widza, sprawia, że zaczynamy się identyfikować z ławnikami, kibicować im. Sami zaczynamy zastanawiać się nad tym, jakbyśmy postąpili. Myślę, że bardzo wartościowe jest to, że poznajemy tak wiele różnych ludzi i charakterów. Muszą w jakiś sposób połączyć siły, by dojść do wspólnego porozumienia. Jesteśmy też świadkami zmagania się ze swoją przeszłością, z walką z uprzedzeniami, która przysłania osąd ławników.

Autor: Marta Staszik

Bibliografia:

  1. Aronson, E., Wilson, T.D, Akert, R.M. (1997). Psychologia społeczna, serce i umysł. Poznań: Zysk i S-ka.
  2. Aronson E. (2006). Człowiek istota społeczna. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  3. Myers, D.G. (2003). Psychologia społeczna. Poznań: Zysk i S-ka.
  4. Doliński, D., Strelau, J. (red.). (2008). Psychologia podręcznik akademicki. Tom 2. Sopot: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  5. Nemeth C.J., Goncalo J.A., (2007). Wywieranie wpływu I perswazja w małych grupach. W:  Brock T.C., Green M.C. (red.), Perswazja. Perspektywa psychologiczna (s. 219-250). Kraków: Wydawnictwo Uniwersytety Jagiellońskiego.

 


[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Dwunastu_gniewnych_ludzi

[2] http://www.szkolnictwo.pl/szukaj,Dwunastu_gniewnych_ludziS

[3] http://www.filmweb.pl/film/Dwunastu+gniewnych+ludzi-1957-30701/awards

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_grupowego_my%C5%9Blenia

 


  • Opublikowane 29 Sierpień, 2018

Instagram, czyli świat zredefiniowanych pojęć

Instagram istotnie wyróżnia się na tle innych, popularnych kanałów social media. W porównaniu do pozostałych portali, już dawno przestał on bowiem być jedynie tłem dla naszej codzienności i poszedł o krok dalej - zaczął kreować nowy świat, będący lustrzanym odbiciem naszego życia, poprawionego w edytorze VSCO i podkręconego filtrem w telefonie. Stworzył on cyber-rzeczywistość, w której każdy użytkownik może w dowolny sposób aranżować swój profil za pomocą zdjęć. Dziś prezentujemy to, co chcemy i tak, jak chcemy, aby widzieli to inni. Sięgamy przy tym po odpowiednie ujęcia oraz filtry, układamy posiłki, kosmetyki czy elektroniczne gadżety w przeświadczeniu, że tworzymy „coś”, czyli misterną układankę przedmiotów codziennego użytku nagradzaną serduszkami i komentarzami. I właśnie to niezdefiniowane "coś" ma nas określać w oczach innych. Jednocześnie, w dobie rozwoju portali społecznościowych, wśród których prym wiedzie właśnie Instagram, wiele spośród dobrze znanych nam pojęć języka codziennego uległo swoistej transformacji. Dotychczas znane i powielane definicje często okazują się być już nieaktualne albowiem pewne pojęcia w świecie aranżowanym przy pomocy Instagramu bezpowrotnie zmieniły swoje znaczenie. Niektóre z nich w sposób ewidentny straciły na wartości, z kolei inne znacznie rozszerzyły swój zakres. W tym artykule postanowiłam bliżej przyjrzeć się tym z nich, których ewolucja przybrała najbardziej spektakularny charakter.

ZNAJOMOŚĆ

Dziś ciężko wyobrazić Nam sobie świat bez internetu, a nawiązywanie lub podtrzymywanie znajomości za jego pośrednictwem nikogo już nie zaskakuje. Czym innym jest jednak zjawisko znajomości instagramowych. Dawniej mówiliśmy że kogoś "znamy", gdy wypiliśmy z nim w życiu kilka kaw, lub przynajmniej wymienialiśmy się grzecznościami na osiedlowym parkingu. W insta-świecie, znać kogoś znaczy tyle, co śledzić jego profil i wymieniać się cyber-serduszkami pod nowym zdjęciem. Wiemy o sobie dokładnie tyle, ile druga osoba pokazuje na swoich "niepozowanych" i zawsze "naturalnych" zdjęciach. Mimo to, czujemy się uprawnieni do komentowania, oceniania a często nawet obrażania zupełnie obcych nam ludzi.

IDOL

W czasach, gdy świat nie znał jeszcze potęgi internetu, ludzie mieli swoich prawdziwych idoli, postaci, które były dla nich swoistym wzorem do naśladowania. Na takie miano, inaczej niż dziś, trzeba było jednak sowicie sobie zasłużyć. Owa pozycja rodziła się na drodze ciężkiej pracy czy imponujących sukcesów, za które bynajmniej nie uznawano pokaźnego grona obserwatorów. W ten sposób mieliśmy gwarancję, że wzór przedstawiany młodym ludziom do naśladowania, coś sobą reprezentuje. Dziś dorastająca młodzież dostaje na start aplikację celebrującą kult piękna i nieustającą grę pozorów. Zamiast ambitnych książek, dostajemy nowe telefony. Wolimy obserwować dzień z życia instagramowych celebrytek, niż śledzić wiadomości ze świata. Fascynują nas ludzie oferujący otoczeniu starannie zaaranżowaną stylistykę swojego Instagrama. W tym miejscu należy jednak postawić pytanie, czy stoi za tym coś więcej?

POPULARNOŚĆ

Jeszcze kilka milionów postów temu, słowo popularność było w sposób integralny związane z zainteresowaniem tradycyjnych środków masowego przekazu. Za ludzi popularnych uznawaliśmy tych, których nazwiska pojawiały się na głównych stronach gazet, a ich twarze pokazywane były regularnie na szklanym ekranie. Dziś już nie piszą ani nie pokazują, tylko…klikają. W tym świecie popularność określa się bowiem w liczbie like’ów i followers’ów, czyli osób śledzących Twój profil. Ludzie pragnący internetowej sławy dostają od twórców portalu coraz to nowsze narzędzia, takie jak możliwość promowania ich kont czy prezentowania sponsorowanych postów. Jednocześnie, jest to jeden z tych elementów, których nie można w sposób jednoznaczny negatywnie ocenić. Instagram dał bowiem możliwość dotarcia do szerszego grona odbiorców tym, którzy w świecie tradycyjnych mediów nie mieliby szans, aby przebić się ze swoim przekazem. Coraz popularniejsze stają się akcje charytatywne promowane za pomocą tego portalu, a wiele dobrze prosperujących dziś firm właśnie owej internetowej promocji zawdzięcza swój sukces.

REKLAMA

Pojęcie tak oczywiste, że nie wymaga formułowania odrębnej definicji. Przyzwyczailiśmy się do reklamowych spotów w telewizji, kinie czy radiu. Jednak wraz z erą mediów społecznościowych, pojawiła się zupełnie nowa, specyficzna forma reklamy. Jest ona nie mniej nachalna niż dotychczasowa, jednak znacznie bardziej zakamuflowana. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie „krypto-reklamy”, bowiem sponsorowane treści pojawiają się mniej lub bardziej przypadkowo na kanałach współczesnych influencer’ów. „Przetestowałam, uwielbiam, serdecznie polecam!” - czy to jeszcze szczera opinia autora posta, czy już sowicie opłacona przez dział PR, sprytnie zaplanowana kampania reklamowa? Nie ulega wątpliwości, iż jest to forma pozyskania potencjalnego klienta od strony psychologicznej. Produkty są przecież „testowane i szczerze polecane” przez ludzi, których „prawie-znamy”, co wzbudza znacznie większe zaufanie i tym samym nakręca sprzedaż. Jedno jest w tym zagadnieniu pewne - specjaliści od reklamy zwęszyli w tej aplikacji PR-ową żyłę złota i nie zamierzają z niej tak łatwo zrezygnować. My jednak w takiej sytuacji powinniśmy zachować zdrowy rozsądek i odrobinę asertywności.

WARTOŚCI

Słowo - klucz, od którego w zasadzie powinniśmy rozpocząć cały ten dyskurs. W odróżnieniu od pozostałych pojęć, Instagram nie zmienił jego definicji. Poszedł jeszcze dalej, zmieniając bowiem same wartości, którymi kieruje się współczesne społeczeństwo. Coraz częściej mówi się wręcz o ich upadku, nie przyglądając się jednak mechanizmom, które do tego doprowadziły. W dzisiejszych czasach zmieniły się podstawowe priorytety a wraz z Nimi, promowane wzorce. Mieć zastąpiło być, a to, co masz, stawiane jest ponad to, kim jesteś. Konsumpcyjny styl życia nakręcany jest przez kolejne unboxing’i i sponsorowane podróże popularnych influencer’ów. Cały ten mechanizm wydaje się opierać na celowym wzbudzaniu zazdrości oraz obsesyjnej chęci dorównania innym, a to, jak wiadomo, nie są najbardziej wartościowe z ludzkich cech. I choć ciężko jest się do tego przyznać, to właśnie Instagram stanowi doskonałe narzędzie to lansowania takich postaw. Kiedyś, w jednym z kolorowych magazynów przeczytałam, że „w insta-świecie wszystko błyszczy, a pod spodem dźwięczy pustka”. I choć dla wielu jego użytkowników, to z pewnością bardzo odważna i kontrowersyjna teza, to warto mieć ją z tyłu głowy za każdym razem, gdy otwieramy na ekranie Naszych smartfonów wrota do tej wirtualnej rzeczywistości…

Autor: Paulina Salamon


Efekt brzydszej koleżanki

Czy filmowy żart może odzwierciedlać rzeczywistość? Dr Nicholas Furl z Royal Holloway University of London przeprowadził ciekawe badania, inspirowane popkulturowymi tv tropami z filmów. W swych badaniach badał zjawisko postrzegania atrakcyjności fizycznej w zależności od atrakcyjności osób wokół. Ich wynik zdaje się przeczyć popularnej dotąd hipotezie, że istnieją stałe cechy uznawane za atrakcyjne.

Każdy z nas, oglądając amerykańskie filmy lub seriale, natknął się na tak zwany tv trope szkolnej gwiazdki, otoczonej w liceum przez grono (zwykle odrobinę) od niej mniej atrakcyjnych przyjaciółek. Tak zwana królowa pszczół randkuje w nich zwykle z największym szkolnym przystojniakiem, pozwalając pozostałym koleżankom spotykać się z jego brzydszymi kolegami. Choć we współczesnej nauce przyjmuje się, że zgodnie z efektem podobieństwa mamy tendencję do przyjaźnienia się z ludźmi fizycznie podobnymi do nas, również pod względem atrakcyjności, badacze wpadli niedawno na trop dość ciekawego efektu dobrze znanego nam z hollywoodzkich żartów (Furl, 2016).

Dr Nicholas Furl z Royal Holloway University of London przeprowadził ciekawe badania, inspirowane popkulturowymi tv tropami z filmów. Ich wyniki opublikowane w 2016 roku w Psychological Science wskazują, że ocena atrakcyjności danej osoby przez innych różni się w zależności od tego, wśród jakich ludzi w wymiarze atrakcyjny - nieatrakcyjny jest ona prezentowana. Wbrew powszechnej opinii mówiącej, że ocena atrakcyjności jest stała, wyniki tego badania wskazują, iż przeciętnie atrakcyjna twarz prezentowana wśród innych, mniej atrakcyjnych, wydaje się być bardziej pociągająca niż eksponowana samodzielnie (Luce, 1959; za: Furl, 2016).

Uczestnicy badania

W badaniu wzięło udział 40 studentów i pracowników Royal Holloway, University of London w wieku 18-23 lata w eksperymencie dotyczącym oceny atrakcyjności oraz w wieku 18-55 lat w eksperymencie dotyczącym oceny przeciętnego wyglądu. Dodatkowo udział w badaniu dotyczącym atrakcyjności honorowany był voucherem do sklepu Amazon na 28 dolarów, natomiast w eksperymencie dotyczącym oceny przeciętnego wyglądu voucherem o wysokości 8 dolarów. Oba eksperymenty zostały zaaprobowane przez Komisję Etyki Zawodowej Uniwersytetu w Londynie (Furl, 2016).

Metodologia badania

Eksperyment odbył się w dwóch wariantach o takiej samej procedurze. W pierwszym z nich uczestnikom zaprezentowano 30 fotografii (15 kobiet i 15 mężczyzn) twarzy z zestawu Karolinska Directed Emotional Faces (KDEF) (Lundqvist, Flykt & Ohman, 1998; za: Furl, 2016). W pierwszej fazie eksperymentu poproszono o ocenę ich atrakcyjności lub poziomu przeciętności. Badanie odbywało się komputerowo, a bodźce prezentowano sekwencyjnie lub w sposób randomowy, dwa razy. Ocena atrakcyjności lub stopnia przeciętności twarzy odbywała się poprzez kliknięcie na horyzontalną linię pod zdjęciem oznaczającą kontinuum od 0 do 1. Kolejno, uśredniono wyniki uzyskane z obu ocen podczas badania. W oparciu o oceny osób badanych w aspekcie atrakcyjności oraz przeciętności wybrano 10 męskich i 10 kobiecych twarzy mających służyć za bodźce zakłócające oraz 5 kobiecych i 5 męskich twarzy, które  w oparciu o wysoki wynik atrakcyjności wykorzystano jako bodźce docelowe (Furl, 2016).

Następnie twarz atrakcyjną umieszczono wśród zdjęć twarzy uznanych za nieatrakcyjne i poproszono o ponowną ocenę. Ocena atrakcyjności twarzy, uznanej już wcześniej za atrakcyjną wzrosła w porównaniu z oceną poprzednią. Podczas kolejnego etapu badania uczestnikom zaprezentowano dwie, uznane wcześniej za równorzędnie atrakcyjne twarze pośród twarzy określonych jako nieatrakcyjne. Eksperyment skupiający się na aspekcie atrakcyjności wykazał, że badane osoby są bardziej skłonne oceniać jeden element jako bardziej atrakcyjny niż drugi, jeśli w tle występują inne nieatrakcyjne bodźce, nawet jeśli bodziec był wcześniej uznany za nieatrakcyjny. Oznacza to, że jesteśmy bardziej skłonni porównywać poziom atrakcyjność w zależności od kontekstu oraz liczby dostępnych opcji. Co więcej, mniej atrakcyjne twarze powodowały wzrost wrażliwość na różnice między dwoma atrakcyjnymi twarzami. Oceniający stawali się bardziej wymagający, krytyczni oraz wybredni odnośnie oceny poziomu atrakcyjności. Podobne wyniki osiągnięto, prezentując twarze uznane wcześniej za przeciętne. Ich atrakcyjność wzrastała lub malała w zależności od kontekstu (Furl, 2016).

Podsumowując wyniki badań: im bardziej uznawane za nieatrakcyjne były dystraktory, tym bardziej widoczna była różnica w ocenianiu atrakcyjności twarzy ocenionych już raz, podczas badania pozbawionego innych bodźców, jako jednakowo atrakcyjne. Podobne wyniki uzyskano manipulując dystraktorami o twarzach uznanych za przeciętnie atrakcyjne. W czasie badania wzrósł poziom krytycyzmu oceniających wobec atrakcyjnych twarzy. Dr Furl zwraca uwagę na fakt, że obecność wielu atrakcyjnych twarzy wśród nieatrakcyjnych, może spowodować, że stajemy się bardziej wybredni. Badacz stawia hipotezę, iż obecność twarzy uznawanych za nieatrakcyjne wzmacnia różnice między twarzami atrakcyjnymi, co powoduje, że ocena staje się być bardziej skoncentrowana na szczegółach (Furl, 2016).

Tłumacząc powyższy efekt, autor badań odwołuje się do Teorii Normalizacji (Louie, Khaw & Glimcher, 2013; Louie & Glimcher, 2012; za: Furl, 2016), zgodnie z którą sieci neuronalne reagują na rzeczywistość jako całość ze względu na przeładowanie poznawcze. Normalizacja wiązałaby się również z podejmowaniem decyzji pomiędzy wieloma opcjami. Ocena wartości jednej z nich w kontekście całości byłaby dzielona przez ocenę każdej z nich osobno. Furl (2016) wskazuje, że obiekty oceniane osobno pod względem wartości jako najlepszy-3, średni-2, słaby-1, razem oceniane byłyby jako średnia tych wartości zgodnie ze wzorem znormalizowanego podziału 3/(3+2+1)=1/2. To mogłoby z kolei wiązać się ze wzrostem lub obniżeniem poziomu atrakcyjności jednostkowej.

Konkluzja z badań

Zgodnie z tezą dr Furl, wyniki tych badań mogą wskazywać na zależność oceny fizycznej atrakcyjności danej osoby od otoczenia osób, w którym ona się znajduję. Oznacza to, że ocena atrakcyjności nie jest stała, lecz fluktuuje w zależności od kontekstu. Pół żartem pół serio można by więc powiedzieć, że w sytuacji, gdy poszukujemy partnera, lepiej pozbyć się konkurencji i nie zabierać koleżanek lub zabrać jednak te brzydsze…

Literatura:

  1. Furl, N. (2016). Facial-Attractiveness Choices Are Predicted by Divisive Normalization. Psychological Science; DOI: 10.1177/0956797616661523.
  2. Geiselman, R.E., Haight, N.A., & Kimata, L.G. (1984). Context effects on the perceived physical attractiveness of faces. The Journal of Experimental Social Psychology, 20, 409-424.Luce, D. (1959). Individual choice behavior: A theoretical analysis. New York: Wiley.
  3. Louie, K., Khaw, M.W., & Glimcher, P.W. (2013). Normalization is a general neural mechanism for context-dependent decision making. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 110, 6139-6144.
  4. Lundqvist, D., Flykt, A., & Ohman, A. (1998). Karolinska Directed Emotional Faces [Database of standardized facial images]. Psychology Section, Department of Clincial Neuroscience, Karolinska Hospital, S-171 76 Stockholm, Sweden.
  5. Louie, K., Glimcher, P.W. (2012). Efficient coding and the neural representation of value. Annals of the New York Academy of Sciences, 1251, 13-32.

           

            

Kierunek studiów  Psychologia, rok V, specjalizacje: psychologia kliniczna człowieka dorosłego, psychologia zdrowia i jakości życia  Kontakt  cornykam@gmail.com Zainteresowania  Atrakcyjność i seksualność człowieka, a także rozpoznawanie ekspresji mimicznej emocji. (...)


  • Opublikowane 25 Wrzesień, 2017

Atrakcyjność fizyczna a powodzenie w życiu – „małe jest piękne”?

„Małe jest piękne”, „mały wzrostem, wielki sercem”, „wysoki do nieba a głupi jak trzeba” - te i inne, podobne powiedzenia nieprzerwanie funkcjonują w naszym społeczeństwie. Co odpowiedzieliby nam uczeni tego świata, zapytani o to, jak nauka może wypowiedzieć się w temacie przytoczonych przysłów?

W niniejszym artykule przedstawię znaczenie oraz konsekwencje wynikające z wysokości ciała mężczyzny w odniesieniu do różnych aspektów i dziedzin życia. W poszczególnych częściach omówię m. in rolę posiadanego wzrostu w procesie doboru płciowego, przebiegu kariery zawodowej oraz wpływ wzrostu na zdrowie. Pomogą one uzmysłowić sobie, w jakie pułapki poznawcze wpadamy, gdy oceniamy kogoś zarówno nieświadomie, jak i celowo.

Zapewne większa część społeczeństwa zgodzi się ze stwierdzeniem, że nasza aparycja stanowi jedno z kryteriów w procesie dobierania się ludzi w pary. Na postrzeganie atrakcyjności mężczyzny znaczący wpływ ma wysokość ciała. Ciekawe konsekwencje wynikające z posiadanego wzrostu można zaobserwować właśnie na polu poszukiwania swojej sympatii. Badania pokazują, iż wyżsi mężczyźni otrzymują statystycznie więcej odpowiedzi na oferty matrymonialne (Bogin 1988, Kozieł i Pawłowski 2002, Lynn i Shurgot 1984; za: Pawłowski, 2009). Zależność ta jest widoczna nie tylko w kulturze europejskiej. Jest ona również niezależna od wieku, wykształcenia czy miejsca zamieszkania. Podczas tzw. „szybkich randek” szczególnie uprzywilejowani są mężczyźni powyżej 185 cm (Kurzban i Weeden 2005; za: Pawłowski, 2009). Częściej wchodzą oni w związek małżeński. Co ciekawe, procent kawalerów wzrasta, gdy spada średnia wysokość ciała (Murray 2000; za: Pawłowski, 2009). Zdecydowana większość kobiet, bo aż 95% preferuje mężczyznę wyższego od siebie, a 80% mężczyzn partnerkę niższą (Shepperd i Stratham 1989; za: Pawłowski, 2009). Ta zależność również uwidacznia się w wielu kulturach i regionach świata. Liczba kobiet, które zaakceptowałyby partnera niższego od siebie waha się w badaniach od 0% do 4% (Salska i in. 2008; za: Pawłowski, 2009). Obserwacja statystyczna na potwierdzenie tego wyniku wskazuje, że brytyjskie małżeństwa, w których żona jest wyższa od męża stanowią tylko 3,7% (Sear 2006; za: Pawłowski, 2009). Wyżsi mężczyźni mają również ładniejsze partnerki (Henlsey 1994; za: Pawłowski, 2009). Należy mieć przy tym na uwadze, że badania wskazują na pewną uniwersalność w postrzeganiu atrakcyjności ludzi (Langlois i wsp 2000; za: Pawłowski, 2009). Oznacza to, że ludzie są w bardzo wysokim stopniu zgodni podczas oceny stopnia atrakcyjności. Pozwoliło to na zbadanie przedstawionej zależności. Wysokość ciała mężczyzny jest dodatnio skorelowana z liczbą partnerek długoterminowych (Nettle 2002; za: Pawłowski, 2009). Oczywiście związek ten występuje tylko do pewnego momentu. Wzrost nieco powyżej średniej jest potencjalnie najbardziej atrakcyjny. Znaczne odchylenia w obie strony działają na niekorzyść postrzeganej atrakcyjności osoby.

Wzrost jest jednym z najważniejszych wyznaczników w procesie wyboru potencjalnego partnera przez kobietę. Stanowi swojego rodzaju kryterium selekcyjne na samym początku znajomości. Na dalszym etapie inne cechy mężczyzny będą w większym stopniu decydowały o postrzeganiu jego atrakcyjności. A jakie zależności można zaobserwować na odmiennych polach? Wielu z nas chciałoby myśleć lub żyje w przeświadczeniu, że wygląd zewnętrzny, atrakcyjność fizyczna, nie powinny wpływać na nasze zarobki, uzyskiwane awanse czy stanowić ważnego kryterium oceniania ludzi. Zdroworozsądkowo wydaje się, że wydawanie opinii na temat innych powinno opierać się na posiadanej przez nich kompetencji, mądrości, moralności czy działaniach. Rzeczywistość jednak ukazuje nam się zgoła inaczej.

W obrębie różnych zawodów, rozpatrując hierarchiczne stanowiska, wykazano dodatni związek wysokości ciała i zajmowanej pozycji (Gowin 1915; za: Pawłowski, 2009). Zależność tę zaobserwowano w takich zawodach jak prawnik, nauczyciel a także wśród kleru. Nancy Etcoff (2000; za: Mandal 2008) na podstawie danych empirycznych wskazuje, że mężczyźni, których wzrost przekracza 175 cm, zdobywają więcej zasobów materialnych niż pozostali. Mężczyźni powyżej 185 cm wzrostu zarabiają średnio o 4 tysiące dolarów więcej niż mężczyźni niżsi. Gdy kandydaci do pracy różnią się tylko wysokością ciała, rekruterzy w 72% przypadków wybierali osobę wyższą. Wśród 500 największych amerykańskich firm, ponad połowa szefów mierzy powyżej 180 cm wzrostu, a tylko 3% stanowią mężczyźni poniżej 170 cm. Wysokie osoby postrzegane są, jako bardziej dominujące i inteligentne. Te dwie cechy odgrywają duże znaczenie w pracy na stanowiskach kierowniczych. Co ciekawe, uczeni z Uniwersytetu w Edynburgu po przestudiowaniu DNA ponad 6800 niespokrewnionych osób oraz wyników testów medycznych i zdolności psychicznych zaobserwowali genetyczną korelację między wzrostem a poziomem inteligencji? Podobnie, dodatni związek wykazali również w badaniach Judg i Cable (2004). Kolejną zależność zaobserwować można również w kontekście wykształcenia. Istotną korelację wykazują badania polskie, szwedzkie, brytyjskie i amerykańskie (Bielicki i Szklarska 2000, Case i Paxson 2006, Magnusson i in. 2006; za: Pawłowski, 2009).

BBC Future podaje, że wyżsi kandydaci na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych otrzymują więcej głosów. Zależność ta obserwowana była podczas każdych wyborów w latach 1900-1968. Oczywiście jest to tylko pewnym rozkładem statystycznym – wielu znanych polityków niewysokiego wzrostu zajmuje ważne i najważniejsze pozycje w państwach.

Skoro wysoki wzrost jest powiązany m.in. z osiągnięciem sukcesu reprodukcyjnego, to należałoby oczekiwać, że takie zależności odnajdziemy również na polu biologicznym. Mogą one tłumaczyć wyższą atrakcyjność, a co za tym idzie – powodzenie na innych polach, np. zawodowym. Należy zaakcentować, że ostatecznie mamy do czynienia z pewnego rodzaju sprzężeniem dodatnim – wysoka atrakcyjność ułatwia zdobycie pożądanego statusu społeczno-ekonomicznego, a posiadanie takowego wpływa zwrotnie na postrzeganie atrakcyjności.

Najbardziej intuicyjnie można przypuszczać, że wysoka osoba obdarzona jest większą sprawnością fizyczną, siłą czy szybkością. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest to szczególnie dobra sytuacja, gdyż umożliwia zdobycie przewagi w rywalizacji fizycznej z potencjalnym konkurentem i zapewnia lepszą ochronę partnerki i dzieci. W nowoczesnym świecie ten rodzaj uprzywilejowania oczywiście traci coraz częściej na znaczeniu, nie mniej jednak w toku wielu lat ewolucji wytworzenie takiej preferencji jest w pełni uzasadnione. Należy pamiętać, że uzyskiwanie przewagi nad drapieżnikami i osobnikami własnego gatunku dzięki sprawności, błyskotliwie nazywanego przez wielu „najseksowniejszym organem mężczyzny”, mózgu odbywało się stopniowo.

Zdarza się jednak, że bycie niskim jest w pewnych aspektach korzystniejsze. Naukowcy z Kuakini Medical Ceneter w Honolulu na podstawie badań nad ponad 8 tys. mężczyzn stwierdzili, że osoby poniżej 158 cm wzrostu, za sprawą specyficznego genu warunkującego wysokość ciała w mniejszym stopniu narażeni są na ryzyko zachorowania na raka oraz żyją dłużej (Grove, J. S., He, Q., Morris, B. J., Petrovitch, H., Ross, W. i in. 2014). Badania w obszarze długości życia są jednak niejednoznaczne, a ich wyniki należy interpretować, odnosząc się do danej grupy etnicznej a nie całej populacji. W Europie śmiertelność koreluje ujemnie z wysokością ciała (Engeland i in. 2003, Waler 1984; za: Pawłowski, 2009). Niżsi mężczyźni umierają młodziej głównie ze względu na większe ryzyko chorób związanych z układem krwionośnym i oddechowym (Barker i in. 1990, Hebert i in. 1993, Kee i in. 1997, Leon i in. 1995, Song i in. 2003, Waler 1984, Wannamethee i in. 1998; za: Pawłowski, 2009).

Podążając krokiem wyjaśnień biologicznych, wysoki wzrost może wskazywać na posiadanie „dobrych genów”, warunkujących odporność immunologiczną i zdrowie organizmu. W toku dorastania człowiek narażony jest na działanie trudnych warunków, wielu czynników chorobotwórczych, pasożytów, bakterii, wirusów. Osoba o lepszych genach jest w stanie obronić się przed nimi i zachować niezachwiany, optymalny rozwój oraz wydatkować odpowiednią ilość energii w celu wzrastania. Wiele badań potwierdziło, że stopień zainfekowania organizmu wpływa na obniżenie wysokości ciała (Beard i Blaser, 2002; za: Pawłowski, 2009), podobnie jak występowanie biegunek (Black i in. 1984, Martorell i in. 1984; za: Pawłowski, 2009), przewlekłej choroby ziarniakowej (Payne i in. 1983; za: Pawłowski, 2009), bakterii Helicobacter pylori (Patel i in.1994; za: Pawłowski, 2009). Niski wzrost często związany jest z występowaniem takich chorób jak cukrzyca, celiakia, choroby nerek, (Wheeler i in. 2004; za: Pawłowski, 2009) czy zaburzeń chromosomalnych, np. zespół Downa, zespół Russel-Silver.

Chcielibyśmy myśleć, że rodzimy się z czystą kartą. Wszystko zależy od nas i naszego środowiska. Dla tego, co w życiu osiągniemy, nie mają znaczenia aspekty, na które nie mamy wpływu. Że jesteśmy równi od urodzenia. Badania Nettle’a (2002; za: Pawłowski, 2009) wskazują, że związek między wysokością ciała a statusem społeczno-ekonomicznym opiera się na mechanizmie, w którym osoba rodzi się w uprzywilejowanych grupach społecznych, – dzięki czemu ma lepsze warunki rozwoju, np. opiekę medyczną, prawidłowe odżywianie – a to bezpośrednio przyczynia się do uzyskania „premiowanego” wzrostu. Niestety, póki co nie mamy realnych możliwości wpływania na własne geny czy jakość życia w najmłodszych latach. Zamiast negować rzeczywistość, dobrze znać pułapki jakie zastawia na nas umysł, gdy chcemy kogoś ocenić, zadecydować o czyimś awansie, podwyżce czy sami się o nie starać. Gdy jesteśmy ich świadomi, możemy podejmować trafniejsze decyzje, które będą opłacalne nie tylko dla ocenianego, ale oceniającego.

Na szczęście na ostateczne powodzenie w życiu, które i tak można interpretować i rozumieć dowolnie, składa się ogromna ilość różnych czynników. Nawiązując do tytułu tego artykułu, każdy z nas potrafi z pamięci przytoczyć osoby, które pomimo niskiego wzrostu osiągają szeroko rozumiany „sukces”, czy to w postaci posiadania prestiżowej pozycji czy pięknej partnerki. Nauka prawdopodobnie nigdy nie będzie wstanie stworzyć algorytmu, który w stu procentach będzie przewidywał nasze zachowanie i szanse. Psychologia, która aspiruje do miana nauk ścisłych, opiera się głównie na wnioskowaniu statystycznym, które o wystąpieniu bądź nie wystąpieniu pewnych zjawisk w danej sytuacji, pozwala nam wnioskować tylko w kontekście prawdopodobieństwa.

 

Autor: Marcin Kopyciok

 

Literatura cytowana:

  1. Mandal, E. (2008.) Miłość, władza i manipulacja. Warszawa: PWN, s. 132.
  2. Pawłowski, B. (red.)(2009). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  3. He, Q., Morris, B. J., Grove, J. S., Petrovitch, H., Ross, W. i in. (2014) Shorter men live longer: Association of height with longevity and FOXO3 genotype in american men of japanese ancestryPLOS ONE, 9, 5, e94385.
  4. http://www.bbc.com/future/story/20150928-tall-vs-small-which-is-it-better-to-be
  5. http://www.scotsman.com/news/education/more-height-means-higher-iq-finds-scottish-study-1-3326035

 


Schola Gaudium jako przykład społeczności lokalnej

Jak powszechnie wiadomo, człowiek nieustannie się rozwija, poznając dzięki temu coraz lepiej siebie. Na ogół również wiadomo, iż w pojedynkę nie jest w stanie tyle osiągnąć, ile we współpracy z innymi. Nie dziwi zatem coraz powszechniejsza idea organizowania społeczności lokalnej. Jak się jednak okazuje, nie trzeba być wykwalifikowanym pracownikiem socjalnym, by podjąć się zadania pracy z ludźmi w miejscu swojego zamieszkania.

Organizowanie społeczności lokalnej najogólniej rzecz ujmując, to sposób „samoorganizowania” się mieszkańców danego terytorium dla wspólnego realizowania jakiegoś projektu bądź rozwiązania jakiegoś problemu. Ludzi tych łączy wspólne miejsce zamieszkania, poczucie przynależności do tego miejsca, więzi z innymi mieszkańcami oraz wzajemne kontakty społeczne.[1]

By taka grupa mogła prawidłowo funkcjonować, potrzebny jest lider. Osoba taka musi mieć wysoko rozwinięte umiejętności interpersonalne, cieszyć się szacunkiem grupy, a jednocześnie być blisko niej. Stoi przed nim ważne zadanie mobilizowania grupy i wydobywania z niej tego, co najlepsze.

Idealnym przykładem właśnie takiego samoorganizowania się społeczeństwa jest schola Gaudium z Kielczy. Jej historia zaczęła się w 2014 roku. Wtedy to w głowie jednej z mieszkanek wsi – Agnieszki, narodziła się myśl, by pobudzić mieszkańców. Jedno było pewne – dużym zasobem wsi zawsze była muzykalność. W szkole od dawna istniał zespół instrumentalno – wokalny, ponadto działała parafialna orkiestra dęta. Na pierwszą próbę, na którą z ambony zaprosił ksiądz przyszły… 3 osoby. To jednak nie było w stanie zgasić rodzącego się entuzjazmu i na kolejne próby zaczęło przychodzić coraz więcej dzieci i młodzieży. Nie miało znaczenia, że schola nie jest profesjonalna, że większość członków dopiero uczy się grać na różnych instrumentach. Ważne było to, że ze zwykłych znajomych, grupa stała się wspólnotą ludzi mających ten sam cel: wykorzystać maksymalnie swoje talenty i zrobić coś dla siebie i innych.

Jak się wkrótce okazało, muzyka stała się pretekstem do codwutygodniowych spotkań, które są okazją do integracji dzieci i młodzieży. Sporą część próby poświęca się na rozmowę o swoich problemach, wspólne śmianie się, po prostu bycie razem. Starsi członkowie uczą młodszych gry na różnych instrumentach, liderka przeprowadza ćwiczenia z dykcji, prawidłowego śpiewania. Obecnie w scholi rozbrzmiewają: gitary, klawisze, flet poprzeczny, klarnet, ukulele, cajon, czasem nawet bas i organy. A liderka grupy – Agnieszka stała się spoiwem ekipy, dla dzieci zaś starszą siostrą. Oprócz prób schola spotyka się na wspólnych grillach i wyjazdach rekreacyjnych. Grupie udało się nawet wyjechać na warsztaty gospel do Bielska – Białej. Zespół zaczął regularnie śpiewać w swoim parafialnym kościele, zaczął również otrzymywać zaproszenia od sąsiednich parafii. Rodziły się nowe pomysły: koncert uwielbienia, wspólne kolędowanie, msze młodzieżowe.

Schola zjednoczyła ludzi, którzy coraz chętniej pomagali w jej funkcjonowaniu. Osoby, znające się na muzyce pomogły wybrać profesjonalny sprzęt muzyczny. Posiadający samochody zawsze służyli transportem. Ksiądz wsparł scholę finansowo, wydrukowano pierwsze śpiewniki.

 

Dziś po 3 latach od założenia zespołu widać duże postępy, które zrobiła grupa. Od kilkuosobowej ekipy do 42 osób w wieku od 5 do 27 lat, którzy coraz lepiej grają i śpiewają, a co najważniejsze wciąż się przyjaźnią. W przyszłości, by schola mogła jeszcze bardziej wykorzystać swój potencjał, liderka chce podzielić ją na 2 głosy. Zatem entuzjazmu i zapału wciąż grupie nie brakuje.

Działanie na poziomie społeczności lokalnej dąży do realizacji inicjatyw społecznych i wydaje się, że dzięki temu młodzieńczemu entuzjazmowi i dobremu prowadzeniu grupy udało się osiągnąć postawione cele. Dzięki dobrej diagnozie społeczności i trafnemu rozpoznaniu jej mocnych stron, dzieci i młodzież mogą rozwijać się teraz w najlepszym dla siebie kierunku, a dodatkowo robić to z przyjaciółmi z podwórka u boku. Wciąż na nowo inspiruje, jak spontaniczny pomysł mający być przygodą, przerodził się w długotrwały projekt, dający wiele radości zarówno śpiewającym, jak i słuchającym. Choć może nie powinno to aż tak dziwić, w końcu Gaudium to radość!

 

 

 


[1] Kowalczyk B., Wódz K. (red.): Organizowanie społeczności. Modele, strategie i działania, Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich, Warszawa 2014, s. 15

 

 

Justyna Niesler Studentka pracy socjalnej, II rok Kontakt e-mail: justynaniesler@wp. (...)


  • Opublikowane 14 Wrzesień, 2017

Dlaczego podoba nam się James Bond?

James Bond jest postacią kultową. Wszyscy kojarzą tego brytyjskiego agenta służb specjalnych MI6, który ryzykuje życie dla kraju, wyruszając w niebezpieczne tajne misje. Jest uwielbiany nie tylko przez kobiety, które pojawiają się u jego boku w kolejnych produkcjach czy te, które oglądają go na ekranach, ale także przez mężczyzn.

Aby odpowiedzieć na pytanie, co takiego ma w sobie James Bond, że wzbudza nasze zainteresowanie, możemy rozpocząć rozważania od innego pytania, a mianowicie: Jakiego rodzaju kobiety go pożądają? Mówi się, że kobiety pociągają ,,źli chłopcy”. Badania wskazują, że kobiety podczas owulacji, jako partnerów bardziej atrakcyjnych postrzegają mężczyzn seksownych, charyzmatycznych, symetrycznych i społecznie dominujących, którzy wykazywali się także cechami niepożądanymi – niewiarygodnością i niestabilnością (specyficznymi dla typu macho) takich, których można by określić mianem ,,niegrzecznych chłopców” (Penton-Voak i in., 1999; Gangested i in., 2004; Thornhill i Gangestad, 2008). Może to także wynikać z tego, że pewne kobiety, ze względu na swoje cechy charakteru, szukają mężczyzn nieobliczalnych, pewnych siebie, a ci mili i ułożeni wydają im się nudni. Kobiety, które nie szukają stałych partnerów, nie zwracają uwagi na kwestie dotyczące lojalności, wierności partnerów oraz cech osobowości, które mogłyby zapewnić im udany związek i korzyści wychowawcze dla potomstwa. Skupiają się bardziej na zwiększających ich dostosowanie zyskach genetycznych, poszukują partnera, który zapewni sukces reprodukcyjny potomstwa dzięki dziedziczeniu takich jego cech, które będą zwiększać zdolność przeżycia i skuteczność rywalizacji o partnera seksualnego (Kokko i in., 2003). Dlatego właśnie dla kobiet, które nie szukają stałego związku a przelotnej znajomości, które chcą poczuć dreszczyk przygody czy też tych w płodnej fazie cyklu, osoba Jamesa Bonda będzie bardzo atrakcyjna. Jest uosobieniem wszystkiego, co ryzykowne, niebezpieczne, wiążące się ze skokiem adrenaliny.

Według informacji zebranych z różnych forów internetowych jedną z częstszych fantazji seksualnych kobiet jest uprawianie seksu ze strażakami i policjantami[1]. Kobiety lubią czasami poczuć się kruche, bezbronne i otoczone opieką kogoś znacznie silniejszego, kto je obroni. W badaniach Bivona, J. i J. Critelli opublikowanych na łamach Journal of Sex Research (2009) okazało się, że 62% badanych miało chociaż raz fantazję dotyczącą bycia zdominowaną, zniewoloną lub zgwałconą[2]. James Bond wzbudza ogromny respekt. Potrafi walczyć o swoje zdanie czy bezpieczeństwo bliskiej osoby. Jest osobą, przy której nie można się bać. Jest nieustraszony oraz waleczny. Sprawia, że w jego obecności nie martwimy się o nic. Przemoc, której się dopuszcza, może mu tylko dodawać męskości i uruchamiać wyżej wspomniane fantazje. Bond jest zawsze tą osobą, która walczy ze złymi charakterami, nawet jeśli sam przy okazji dopuszcza się nie do końca moralnych czy etycznych zachowań. Idealizujemy go, wybaczamy mu i tłumaczymy sobie, że są to konieczne koszty.

Kolejnym predyktorem sympatii wobec Bonda może być to, że większość z nas prowadzi dosyć „nudne” życie, tzn. w jakimś stopniu uporządkowane, zaplanowane. Wolimy się trzymać tego, co już znamy i jest sprawdzone, raczej nie dzieją się w naszym życiu tak często szalone rzeczy. Samo oglądanie tego, jak ciekawe, nieprzewidywalne i niezwykłe może być inne życie, jest dla nas atrakcyjne. Niewiele możemy zmienić w swoim. Czasami brak nam na to odwagi lub możliwości albo po prostu szukamy odskoczni. Dlatego oglądamy alternatywę tego, co mamy na co dzień – stąd też może wynikać popularność programów typu ,,Big Brother”. Jak już wspomniałam, przygody J. Bonda zdecydowanie należą do ekstremalnych, więc skoro sami nie możemy przeżyć tych wszystkich przygód, pozwalamy komuś innemu zrobić to za nas.

Trzeba oczywiście wspomnieć o tym jak James Bond wygląda. Aktorzy, którzy wcielili się w jego postać są przystojni, wyróżniają się, mają w sobie „coś”, co przyciąga wzrok.

Pierwszą istotną kwestią jest wzrost. Co prawda w filmach można z łatwością tym manipulować i osoby niskie przedstawiać jako wysokie, ale w przypadku JB nie ma takiej potrzeby. Dotychczasowi aktorzy mieli wzrost w granicach 185-189cm, poza Danielem Craigiem - 178cm. Metaanaliza badań (Pierce, 1996) ukazała, że kobiety częściej poszukują mężczyzn o wzroście wyższym niż przeciętny, a Ci mają więcej partnerek (Lynn i Shurgot, 1984; Pawłowski i Kozieł, 2002). Partnerki te są też ładniejsze w porównaniu do tych, z którymi wiążą się niżsi mężczyźni (Feingold, 1982; Pawłowski i in., 2008) i może być to jedna z istotniejszych cech wyglądu, która wpływa na to, czy jesteśmy kimś zainteresowani i będziemy chcieli tę osobę poznać na samym początku relacji (James Sheppard i Alan Strathman, 1994). Wg Pawłowskiego (2009) preferencja mężczyzn o wyższym wzroście może wynikać z biologicznych zalet, które z nim się łączą. Osoby wyższe mają przewagę w fizycznej rywalizacji, większą siłę, są w stanie lepiej ochronić partnerkę i jej dzieci w sytuacjach fizycznego zagrożenia. Sygnalizują posiadanie dobrych genów oraz zdolności do uzyskania wysokiego statusu społecznego i efektywniejszego pozyskiwania zasobów.

Kolejna cecha wyglądu fizycznego – sylwetka. W wielu badaniach (Dixson i in. 2003, Szmajke 2004, Fan i in. 2005, Swami i Tovee 2005b) wykazano, że za najbardziej atrakcyjnych mężczyzn kobiety uważają tych o szerokich barkach lub klatce piersiowej, czyli o typowo męskiej sylwetce tzw. V-kształtnej. Stwierdzono również, że kobiety preferują mężczyzn o mezomorficznej budowie ciała, a za najatrakcyjniejsze uważają umięśnienie nieco bardziej niż przeciętne (Dixon i in. 2003, Frederick i in. 2005). Czy James Bond wpisuje się w podanej wyżej czynniki warunkujące atrakcyjność jego ciała? Analizując jego sylwetkę pod względem tego, jak bardzo jest zbliżona do „idealnej” (tj. najczęściej wskazywanej jako atrakcyjna przez uczestników badań), można stwierdzić, że aktorzy wybierani do roli Bonda charakteryzowali się sylwetką V-kształtną. JB jest w formie, musi być jako agent służb specjalnych. Jest silny, ma mięśnie, jest męski, ale nie wygląda przy tym, jak terminator czy osoba, która spędza na siłowni całe dnie. Ta cecha wyglądu nie jest przesadzona, nadmiernie wyolbrzymiona, dzięki temu jest nam bliższy, a także łatwiej jest się z nim identyfikować. Może być inspiracją i motywacją dla mężczyzn, którzy wcale tak bardzo nie różnią się od niego. Sylwetka ciała mówi nam także o tym, czy ktoś jest w stanie o siebie zadbać, czy jest zdyscyplinowany, a także czy może poświęcić na nią czas i pieniądze, co mówi również o jego majętności.

Zmaskulinizowana twarz – po raz kolejny, odwołując się do koncepcji biologicznych, okazuje się, że jest to sygnał zdolności radzenia sobie z biologicznym kosztem wysokiego poziomu testosteronu (immunosupresji). Kobiety przejawiają podświadomie ukształtowaną skłonność do osiągania biologicznych korzyści dla potomstwa, które może odziedziczyć lepsze wyposażenie genetyczne od ojca (Thornhill i Gangestad 1999, Gangestad i Scheyd 2005). Osobom, o takich twarzach przypisuje się negatywne cechy osobowości np. nieuczciwość, mniejsza uczuciowość, niechęć do współpracy, dominacja, wybuchowość (Perrett i in. 1998). Przede wszystkim zmaskulinizowana twarz będzie atrakcyjna dla kobiet, które szukają krótkotrwałego związku i są w płodnej fazie cyklu. Dlatego też przypisywane negatywne cechy nie będą miały takiego znaczenia w kwestii zainteresowania takimi mężczyznami. Wspomniałam o tym na samym początku. Myślę, że im bardziej męska twarz, tym bardziej postrzegamy daną osobę jako „twardą”, czyli mniej wrażliwą i emocjonalną. Kiedy patrzymy na JB można odczuć bijące od niego chłód i powściągliwość. Wydaje się być niedostępny, obojętny, a to też może wzbudzać naszą ciekawość. Chcemy się dowiedzieć, kto kryje się pod tą skorupą. Swojego rodzaju niedostępność emocjonalna i wizerunek Bonda może być dla nas zachęcający pod względem wyzwania, które miałoby polegać na tym, żeby przedrzeć się przez wspomnianą skorupę i osiągnąć sukces poprzez „rozmiękczenie” jej. Poza tym, kiedy myślimy o tajnym agencie, raczej mamy wizję kogoś mocno opanowanego, rozważnego, niewzruszonego.

Włosy i owłosienie – wg badaczy długość włosów ma wpływ na postrzeganą atrakcyjność. Krótkie włosy są postrzegane jako bardziej męskie. Bond oczywiście krótkie włosy posiada, zawsze są idealnie ułożone, zadbane. Włosy JB są gęste, wyglądają na zdrowe, a to łączy się z dobrymi genami, dobrym zdrowiem, a również statusem ekonomiczno-społecznym (SES). Preferencje wobec owłosienia ciała partnera są (zresztą jak wcześniej wymienione cechy) kształtowane pod wpływem zmiennych kulturowych oraz są zmienne w funkcji czasu. Obecnie można zauważyć „modę” na gładkie ciało, pozbywanie się owłosienia przez mężczyzn z różnych części ciała. Androgeny, czyli męskie hormony, odpowiadają za rozwój owłosienia na twarzy czy ciele mężczyzny, dla niektórych więc owłosienie będzie predyktorem męskości. Patrząc na to z tej perspektywy – Bond zdecydowanie jest męski.

Prezencja Jamesa Bonda jest zawsze nienaganna. Ma idealnie skrojony garnitur, drogi zegarek na ręku, koszulę i buty, które perfekcyjnie pasują do całości. Ma styl i klasę. Jest wyrafinowany, elegancki. Dla Bonda nieskazitelny wygląd, dobrze skrojony smoking i dobry gust to podstawa dobrego wizerunku agenta. Udowadnia, że w najbardziej ekstremalnych warunkach można wyglądać dobrze. W jednym z filmów zakrada się do kryjówki wroga, zostawia bombę, a po wyjściu z budynku zdejmuje kombinezon, pod którym kryje się smoking i muszka. Wygląda jak prawdziwy gentelman czym wzbudza zachwyt zarówno kobiet jak i mężczyzn. Kto nie chciałby zawsze dobrze wyglądać niezależnie od sytuacji?

Próbując odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule artykułu, można się także odwołać do jednej z reguł Cialdiniego – społecznego dowodu słuszności. Na samym początku nazwałam Jamesa Bonda postacią kultową. Kiedy spojrzymy na portal społecznościowy ,,Facebook” pod hasłem ,,James Bond” znajdziemy 4 292 258 tysięcy tzw. „lajków”, czyli swojego rodzaju dowodów sympatii. Kiedy nie wiemy, jaki zobaczyć film, możemy zasugerować się wyborami naszych znajomych. Może w tym pomóc nam portal ,,Filmweb”, gdzie znajdziemy różnego rodzaju rankingi filmów, a także oceny filmów dokonane przez naszych znajomych. Ich wybory, ich zdanie i odczucia niewątpliwe będą miały na nas wpływ. Jeśli nasi znajomi ocenią film wysoko np. 8/10, podczas oglądania go czy późniejszego oceniania możemy się „przekonywać”, że film był bardzo dobry. Także inne sławne osoby, które mogą być dla innych autorytetami wypowiadają się na temat Jamesa Bonda w superlatywach, a informacje na temat ilości sprzedanych biletów do kin na filmy z Bondem również potwierdzają, że jest to postać, obok której nie można przejść obojętnie. Jeśli więc grono naszych znajomych będzie zachwalało postać Jamesa Bonda, bardzo prawdopodobne jest, że również dołączymy do grona jego sympatyków.

Bond może być traktowany jako uosobienie męskiego ideału. Nie tylko dla samych kobiet, ale także mężczyzn. Jest kimś, kim sami chcielibyśmy być. Pokazuje nam świat, do którego nigdy nie będziemy mieli dostępu. Spełnia nasze marzenia, zdobywa kobiety, o których tylko możemy śnić. Jeździ samochodami, na które tylko możemy patrzeć przez okna salonu. Gra w pokera o pieniądze, których nigdy nie będziemy w stanie zarobić. Niezwykle inteligentny, z poczuciem humoru, potrafi wyjść z klasą z najtrudniejszych sytuacji. Jest tak pewny siebie i niezłomny, jak każdy z nas chciałby być w swoim życiu chociaż przez chwilę. Wszystko to, co James Bond posiada, czym się odznacza i reprezentuje, sprawia, że darzymy go sympatią.

Autor: Marta Staszik

Bibiliografia:

  1. Cialdini, R. (1994). Społeczny dowód słuszności. W: tegoż (red.) Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka. Gdańsk: GWP.
  2. Danel, D., Pawłowski, B. (2009). Biologiczne znaczenie atrakcyjności twarzy. W: B. Pawłowski (red.). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  3. Danel, D., Pawłowski, B. (2009). Atrakcyjność a mechanizmy doboru płciowego i teoria sygnalizacji biologicznej. W: B. Pawłowski   (red.). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  4. Pawłowski, B. (2009). Wysokość i długościowe proporcje ciała a atrakcyjność człowieka. W: B. Pawłowski (red.). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  5. Rozmus-Wrzesińska, M., Pawłowski, B. (2009). Atrakcyjność względnej masy i kształtu ciała. W: B. Pawłowski (red.). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  6. Sorokowski, P. (2009). Pigmentacja ciała i owłosienie a atrakcyjność fizyczna. W: B. Pawłowski (red.). Biologia atrakcyjności człowieka. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.
  7. Frederick, D.A., & Haselton, M. G. (2007). Why is male muscularity sexy? Tests of the fitness indicator hypothesis. Personality and Social Psychology Bulletin, 33, 1167-1183.
  8. Durante, K. M., Li, N. P., Griskevicius, V., Simpson J. A. & Cantu, S. M. (2012). Ovulation Leads Women to Perceive Sexy Cads as Good Dads. Journal of Personality and Social Psychology. Vol. 103, No. 2, 292–305.
  9. http://w-spodnicy.ofeminin.pl/Tekst/Facet/529650,1,Ideal-mezczyzny--jaki-jest-ideal-mezczyzny.html (Dostęp: 09.09.2017)

 


Mediacja jako alternatywna metoda rozwiązywania konfliktów

Alternative Dispute Resolution (ADR) to zbiór metod stanowiących alternatywę dla rozwiązywania sporów poprzez sąd. Te polubowne metody rozwiązywana konfliktów stają się coraz bardziej popularne ze względu na niskie koszty oraz krótszy czas rozwiązywania sporu w porównaniu do postępowań sądowych. Ważne jest również zwrócenie uwagi na fakt, że strony konfliktu angażują się w tworzenie rozwiązania, a nie jak w przypadku postępowania sądowego dochodzi do rozstrzygnięcia sporu przez sędziego.

Do ADR zaliczamy:

  • negocjacje,
  • arbitraż,
  • mediacje,
  • inne (m. in.: Arb-Med, Mini-trial).

Jako, że zagadnienie alternatywnych metod rozwiązywania sporów jest bardzo szerokie w poniższym artykule uwaga zostanie skupiona na mediacji jako przykładzie ADR.

Kodeks Etyki Mediatora definiuje mediację jako "dobrowolne i poufne porozumiewanie się stron znajdujących się w konflikcie w obecności bezstronnej i neutralnej trzeciej osoby - mediatora. Mediacja ma na celu dojście do ugody, która zadowala obie strony."[1] Christopher W. Moore definiuje ją jako "interwencję w negocjacje lub konflikt akceptowalnej trzeciej strony, która ma minimalną możliwość podejmowania decyzji lub w ogóle pozbawiona jest tej możliwości, która towarzyszy zaangażowanym stronom w dobrowolnym zmierzaniu do obustronnie akceptowalnego porozumienia. Dodatkowo, obok rozwiązywania konkretnych problemów, mediacja może ustanawiać lub wzmacniać relacje oparte na wzajemnym zaufaniu i szacunku pomiędzy stronami lub zakańczać relacje w sposób minimalizujący koszty emocjonalne i straty psychiczne."[2] Na podstawie powyższych definicji można stwierdzić, że mediacja to przede wszystkim dobrowolny i poufny proces, w którym osoba trzecia - mediator - jako osoba bezstronna wobec uczestników mediacji oraz neutralna wobec przedmiotu sporu - wspomaga strony w wypracowaniu porozumienia, które będzie korzystne dla wszystkich zainteresowanych. Możemy wyróżnić mediację sądową oraz pozasądowa (umowną).

Zasady mediacji

Żeby zrozumieć ideę mediacji jako metodę rozwiązywania sporów należy zapoznać się z zasadami mediacji.

Można wyróżnić następujące zasady:

  • dobrowolność,
  • poufność,
  • neutralność,
  • bezstronność,
  • fachowość.

Zasada dobrowolności polega na tym, że każdy z uczestników musi wyrazić dobrowolną zgodę na mediację. Jest to naczelna zasada, która została uregulowana w art. 1831§ 1 k.p.c. Mediator nie może wywierać presji na stronach i nakłaniać ich do wyrażenia zgody na mediację. Ma on również obowiązek poinformować strony, że mogą zrezygnować z mediacji w każdym jej etapie, nawet bez podawania przyczyny. Z zasadą dobrowolności wiąże się również kwestia akceptowalności osoby mediatora. Powinien być on zaakceptowany przez uczestników mediacji, dlatego każda ze stron ma możliwość poprosić o zmianę mediatora.

Drugą bardzo ważną zasadą jest poufność. Zarówno mediator, jak i uczestnicy, zobowiązują się do zachowania w tajemnicy informacji poruszanych w trakcie mediacji. Mogą przekazywać osobom trzecim tylko te informacje, które wspólnie ustalą. Zgodnie z art. 259k.p.c. mediator nie może być świadkiem co do faktów, o których dowiedział się w toku mediacji (chyba, że strony zwolnią go z obowiązku zachowania tajemnicy).

Zasada neutralności polega na tym, że mediator nie może narzucać stronom rozwiązań. Wszelkie decyzje należą do uczestników, a rolą mediatora jest jedynie pomóc stronom w osiągnięciu porozumienia poprzez pomoc w przyjrzeniu się zaistniałej sytuacji oraz rozważenie ewentualnych korzyści płynących z proponowanych przez strony rozwiązań, jednakże ostateczna decyzja zawsze należy do uczestników.

Kolejną ważną zasadą jest bezstronność mediatora. Strony w mediacji są traktowane jednakowo i mają takie same prawa. Mediator nie przychyla się do racji żadnej ze stron, nie może być stronniczy oraz musi wystrzegać się oceniania uczestników ze względu na ich pochodzenie, płeć, wiek czy wykształcenie. Jeśli mediator obawia się, że w danej sytuacji może nie być bezstronny, powinien zrezygnować z prowadzenia danego postępowania mediacyjnego.

Fachowość mediatora wiąże się z tym, że powinien on dbać o wysoki poziom swoich kwalifikacji zawodowych, stale pogłębiać i doskonalić swoją wiedzę oraz umiejętności w zakresie prowadzenia mediacji.

Zalety mediacji

Zalety mediacji mogą się różnić w zależności od rodzaju prowadzonej mediacji, jednakże można wskazać pewne uniwersalne korzyści płynące z postępowania mediacyjnego.

Przede wszystkim koszty mediacji są dużo niższe niż koszty postępowań sądowych. Mediacja pozwala również zaoszczędzić czas. Spotkania są ustalane ze stronami tak, aby każdemu uczestnikowi odpowiadał termin. Długość trwania mediacji uzależniona jest wyłącznie od woli stron. Ogromną zaletą mediacji jest jej poufność. Strony mają zapewnione poczucie bezpieczeństwa, nie obawiają się proponować różnych rozwiązań, ponieważ mają świadomość, że dopiero to, co zostanie zawarte w ostatecznym porozumieniu (ugodzie) będzie wiążące. Mediatora obowiązuje, już wcześniej wspomniana, tajemnica zawodowa. Zawarta przed mediatorem oraz zatwierdzona przez sąd ugoda - pisemne porozumienie podpisane przez strony - ma moc wyroku sądowego, dzięki czemu strony mogą uniknąć stresu i emocji związanych z występowaniem w sądzie. W przeciwieństwie do postępowania sądowego, wszelkie decyzje należą do uczestników mediacji a mediator, jako osoba trzecia, ma za zadanie jedynie pomóc stronom przyjrzeć się zaistniałej sytuacji. Jego rolą jest również aktywne słuchanie stron, moderowanie dyskusji stron i udrażnianie kanałów komunikacji, panowanie nad emocjami stron czy wyciszanie negatywnych emocji. Mediacja jest dobrowolna, a jej przebieg zależy od stron, dzięki czemu uczestnicy mają możliwość wyboru mediatora, ustalają zasady i reguły postępowania mediacyjnego oraz mają realny wpływ na treść ugody. Każda ze stron może w każdej chwili zrezygnować z mediacji. W odróżnieniu od postępowania sądowego w mediacji nie ma osób wygranych i przegranych. Podpisanie ugody staje się dla obu stron sukcesem, a wiec dochodzi tutaj do sytuacji win-win. Celem mediacji nie jest ustalenie, kto jest winny, a jedynie rozwiązanie danego konfliktu, dlatego opiera się ona przeważnie na ustaleniach dotyczących przyszłości. Zaletą mediacji jest również to, że spotkania na neutralnym gruncie - a nie jak w przypadku postępowań sądowych na sali rozpraw - dają szansę na pozostanie ze sobą w zgodzie oraz utrzymanie relacji w przyszłości.

Kto może zostać mediatorem sądowym?

Mediatorem sądowym może zostać osoba, która:

  • korzysta w pełni z praw publicznych,
  • ma pełną zdolność do czynności prawnych,
  • ukończyła 26 lat,
  • zna język polski w mowie i piśmie,
  • nie była prawomocnie skazana za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe,
  • posiada umiejętności i wiedzę w zakresie przeprowadzania postępowania mediacyjnego,

Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 20.01.2016r. w sprawie prowadzenia listy stałych mediatorów, osoby ubiegające się o wpis na listę stałych mediatorów prowadzoną przez Prezesa Sądu Okręgowego w danym mieście zobowiązane są do złożenia wniosku o wpis na listę stałych mediatorów. Do wniosku należy dołączyć kopie dokumentów potwierdzających wiedzę i umiejętności w zakresie prowadzenia mediacji - np. opinie ośrodka mediacyjnego, informacje o liczbie przeprowadzonych mediacji, dokumenty poświadczające odbyte szkolenia oraz określające specjalizację.

Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji konfliktowej. Nie każdy spór wymaga wkraczania na drogę sądową. Niestety, mimo coraz większego zainteresowania mediacją, nadal wiele osób nie jest przekonanych do tej formy polubownego rozwiązania sporu. Mediacja bez wątpienia jest bardzo ciekawą oraz godną uwagi alternatywną metodą dla postępowania sądowego. Żeby zrozumieć ideę mediacji, należy uświadomić sobie jej zasady oraz zalety płynące z przystąpienia do mediacji.

Literatura cytowana:

[1] Kodeks Etyki Mediatora, Polskie Centrum Mediacji, http://mediator.org.pl/Kodeks_Etyki_Mediatora/86/.

[2] Moore Ch. (2009), Mediacje praktyczne strategie rozwiązywania konfliktów, Wydawnictwo Wolters Kluwer, Warszawa, s. 30.

Literatura i akty prawne:  

  1. Czy tylko sąd rozstrzygnie w sporze? Mediacja i sądownictwo polubowne: informator o alternatywnych sposobach rozwiązywania sporów, red. A. Rękas (2010), Warszawa: Ministerstwo Sprawiedliwości Biuro Ministra.
  2. Kodeks postępowania cywilnego, (Dz.U. 1964 nr 43 poz. 296).
  3. Moore Ch. (2009), Mediacje praktyczne strategie rozwiązywania konfliktów, Warszawa: Wydawnictwo Wolters Kluwer.
  4. Podobas I. (2014), Mediacje i negocjacje w pracy socjalnej, Warszawa: Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich.
  5. Polskie Centrum Mediacji (2006), Kodeks Etyki Mediatora, http://mediator.org.pl/Kodeks_Etyki_Mediatora/86/.
  6. Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 20 stycznia 2016 r. w sprawie prowadzenia listy stałych mediatorów, (Dz.U. 2016 poz. 122).
  7. Społeczna Rada do spraw Alternatywnych Metod Rozwiązywania Konfliktów i Sporów przy Ministrze Sprawiedliwości (2006), Standardy prowadzenia mediacji i postępowania mediatora, https://ms.gov.pl/Data/Files/_public/mediacje/adr1/adr_standardy_mediacji.rtf

Źródła internetowe:

  1. www.kadry.abc.com.pl/artykuly/rozmowa-lepsza-od-sadu-adr-coraz-popularniejsze-w-polsce,57272.html
  2. www.aspektyprawa.pl/alternatywne-sposoby-rozstrzygania-sporow-adr-–-mediacja/
  3. www.wpia.us.edu.pl/informacje-ogolne-osrodek-mediacji
  4. http://fimediacje.pl
  5. www.konsument.gov.pl/pl/porady/rozwiazywanie-sporow/co-to-jest-adr.html
  6. www.katowice.so.gov.pl/1042/strona
  7. http://mediator.org.pl
  8. www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/304269981-Mediatorem-sadowym-moze-zostac-kazdy.html#ap-4
  9. www.infor.pl/prawo/nowosci-prawne/728625,Polubowne-metody-rozwiazywania-sporow.html
  10. www.szczecin.so.gov.pl/informacje-dla-kandydatow-na-mediatorow,m,m1,213,274,279
  11. http://mediacjepoznan.com/mediacja-sadowa-i-pozasadowa/

Ukończyła studia I stopnia na kierunku Praca socjalna, obecnie studentka studiów II stopnia na kierunku Nauki o rodzinie. Kontakt: paulina199940@onet. (...)


Strony

Subscribe to RSS - Jestem wśród ludzi

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.