Czuję

  • Opublikowane 4 Styczeń, 2012

Brene Brown: Potęga wrażliwości

Brene Brown analizuje ludzkie stosunki – naszą zdolność do współodczuwania, kochania, poczucie przynależności. We wzruszającym, zabawnym wystąpieniu na TEDxHouston dzieli się głębokimi spostrzeżeniami dotyczącymi wyników swoich badań – tych, które sprawiły, że wyruszyła w osobistą podróż, aby poznać samą siebie oraz aby zrozumieć człowieczeństwo. Mowa, którą warto się podzielić.

 Uwaga: POLSKIE NAPISY 


Miłość – tym razem psychologicznie

Głupia, szalona, pierwsza, platoniczna, ślepa. Czy można wyobrazić sobie lepszy temat na artykuł niż właśnie miłość?

Poeci często opisują silne, pozytywne uczucie do drugiej osoby jako coś wyjątkowego, a nawet magicznego. Dla neurobiologów sprawa wygląda jednak o wiele bardziej banalnie. Według nich za szalone porywy serca odpowiadają bowiem zachodzące w mózgu procesy chemiczne. Stan zachowania to sprawka takich substancji jak dopamina i serotonina. Natura „wyposażyła” nas w miłość, byśmy mogli realizować się jako „zwierzęta społeczne”, wchodzące w bliskie związki w celu bardziej efektywnej opieki nad potomstwem.

Czy oznacza to, że miłość jest tylko grą rozgrywaną przez chemikalia w naszych głowach? Choć ujęcie takie przekonująco wyjaśnia nagłość i gwałtowność odczuć towarzyszących doświadczeniu zakochania, nie wyjaśnia jednak wszystkiego. Po kilku latach komórki nerwowe przyzwyczajają się do podwyższonego stężenia neuroprzekaźników i nie reagują już tak samo intensywnie. Dlaczego więc wokół nas jest tak wiele trwałych i przynoszących satysfakcję związków kochających się ludzi? Pewnych wyjaśnień dostarcza w tej kwestii teoria amerykańskiego psychologa Roberta Sternberga, opisującego miłość jako zjawisko złożone z trzech elementów: namiętności, intymności i zaangażowania. Każdy z nich cechuje się inną siłą i trwałością, inne są także ich funkcje.

Trójskładnikowy przepis na miłość

Namiętność jest tym elementem miłości, który w bliskich związkach międzyludzkich pojawia się najwcześniej i szybko osiąga apogeum swojej intensywności. Gdy ludzie zakochują się w sobie, zaczynają doświadczać rzeczy niezwykłych, takich jak na przykład specyficzne odczucia fizjologiczne. Powszechnie spotykany na tym etapie jest bezkrytyczny stosunek do partnera i brak zainteresowania innymi osobami, które w odmiennych warunkach zostałyby uznane za atrakcyjne. Gdy rządzi nami namiętność, często tęsknimy oraz jesteśmy skłonni do zaborczości i pasji podobnych tym, jakimi charakteryzował się sienkiewiczowski Bohun. Nieco później pomiędzy dwojgiem ludzi pojawia się intymność, dzięki której związek wchodzi w fazę romantycznych początków. Do fascynacji fizycznej dołącza zainteresowanie sferą psychiczną partnera – jego osobowością, zainteresowaniami i światopoglądem. Wykształca się również zaufanie, przejawiające się nie tylko w gotowości do powierzania drugiej osobie swoich tajemnic, ale również dzielenia się własnymi obawami i informowania o swoich słabościach, problemach czy dylematach. Intymność nie rozwija się tak szybko i gwałtownie jak namiętność. Jest też znacznie mniej „automatyczna”. Kiedy do intymności i namiętności dołącza zaangażowanie, według Sternberga mamy do czynienia ze związkiem kompletnym. Cechuje go nie tylko fizyczne i psychiczne poczucie więzi między partnerami, ale również podejmowanie działań świadczących o wzajemnej odpowiedzialności i chęci budowania wspólnej przyszłości. Zaangażowanie wzrasta wolno, ale stabilnie, a jego apogeum może się utrzymywać przez długi czas.

Związek kompletny z racji opierania się na wszystkich trzech składnikach miłości można uznać za jej idealną formę. Życiem nie kierują jednak baśniowe reguły i dlatego kompletne stadium miłości ma swój kres. Z czasem poziom namiętności pomiędzy dwojgiem ludzi obniża się. Wciąż obecne intymność i zaangażowanie tworzą teraz związek przyjacielski, który może trwać bardzo długo (niekiedy nawet do końca życia) i dostarczać jego uczestnikom wiele satysfakcji. Niewykluczone też, że w związku takim sporadycznie wybuchać będą nowe porywy namiętności przypominające o tym, co pomiędzy partnerami działo się kiedyś. Gdy „na placu boju” pozostanie jedynie zaangażowanie (związane na przykład z wychowywaniem dzieci, prowadzeniem wspólnej firmy czy zobowiązaniami prawnymi) związek przyjmuje formę pustą i utrzymywany jest niejako „na siłę”. Stadium to jest zwiastunem rychłego końca związku. W sytuacji, gdy relacja pomiędzy dwojgiem ludzi składa się wyłącznie z namiętności i zaangażowania, mówić można o związku niedorzecznym. Pojawiająca się gwałtownie i pozbawiona wszelkiej racjonalności namiętność jest zbyt słabym fundamentem, by budować na niej poważne deklaracje pociągające za sobą długofalowe konsekwencje, na przykład prawne.

Związek pod lupą

Charakterystyka miłości oparta o pojęcia namiętności, intymności i zaangażowania może niektórym burzyć dotychczasowe podejście do tego uczucia, albo wręcz zniechęcić do angażowania się w bliskie relacje. Po co przywiązywać się do innych ludzi i składać im trudne do zrealizowania obietnice? Przecież to, co w miłości najlepsze szybko znika, zostawiając jedynie szereg zobowiązań i rutynę składających się na „prozę życia”. Z rezultatów badań sondażowych zaprezentowanych przez Davida G. Myersa wynika jednak, że wchodzenie w bliskie relacje międzyludzkie dostarcza korzyści czyniących nasze życie bardziej satysfakcjonującym. W grupie osób pozostających w związkach małżeńskich, w porównaniu do osób nigdy nie będących w takim związku, rozwiedzionych lub pozostających w separacji, można zaobserwować najwyższy odsetek ludzi bardzo szczęśliwych. Ponadto wśród małżonków odnotowuje się niższe wskaźniki depresji niż w grupach rozwodników i osób pozostających w związkach nieformalnych. Jak widać, związek o długim stażu może uczynić życie ludzkie bardziej komfortowym, nawet pomimo spadku natężenia pewnych jego aspektów. Z drugiej strony można zapytać, czy ludzie szczęśliwi nie są po prostu z reguły bardziej skłonni do budowania stałych, długotrwałych relacji partnerskich.

Stare porzekadło mówi, że przeciwieństwa się przyciągają. Czy jest to jednak prawdą z punktu widzenia psychologii? Otóż niekoniecznie. Okazuje się bowiem, że wspólne zainteresowania, podobny światopogląd i wartości są jednym z najistotniejszych czynników przyczyniających się do wzrostu poziomu zadowolenia ze związku. Po szybko przemijającej fascynacji innością przychodzi wszak moment refleksji nad tym, ile naprawdę łączy nas z daną osobą i czy chcemy związać się z nią na dłużej (a może nawet na całe życie?). Innym powodem, dla którego warto wybierać partnerów w pewnym stopniu do nas podobnych jest fakt, że związek jest w pewnym sensie transakcją polegającą na dawaniu i otrzymywaniu. Według Davida M. Bussa czynnikiem istotnie wpływającym na ludzki poziom zadowolenia z życia jest subiektywne poczucie wysokich kompetencji w danym obszarze i otrzymywane w związku z nimi społeczne uznanie oraz podziw. Utrzymywanie bliskich relacji (w tym relacji partnerskich) z ludźmi o podobnych zainteresowaniach zwiększa nasze szanse na bycie docenionym za to, co potrafimy lub wiemy. W momencie gdy osoby z otoczenia nie dostarczają nam takich komunikatów, uznajemy siebie za „szarych” i nijakich. Pociąga to za sobą spadek samooceny oraz obniżenie się poziomu zadowolenia z życia. Istnieją przesłanki by w spadku poczucia własnych kompetencji upatrywać czynnika zwiększonego prawdopodobieństwa zapadania na zaburzenia nastroju, takie jak depresja. Czy nie lepiej więc dla własnej higieny psychicznej szukać „drugiej połówki” wśród tych, których interesuje to samo co nas?

Zarówno trójskładnikowa teoria Sternberga, jak i relacyjne ujęcie miłości stoi w sprzeczności z popularnymi, przesyconymi romantyzmem poglądami na temat tego uczucia, zachęcającymi do samopoświęcenia i szukania szczęścia w realizacji potrzeb partnera. Z psychologicznego punktu widzenia w dobrym związku jesteśmy zarazem i altruistami, i egoistami. Będąc otwartym na potrzeby drugiego człowieka, nie można zapominać o własnej satysfakcji. W przeciwnym razie gorące uczucie szybko może się przerodzić w zlepek niespełnienia, frustracji i wzajemnego niezrozumienia.

A co, jeśli jeszcze nigdy nie byliśmy zakochani i nic nie zapowiada by stan ten miał się wkrótce zmienić? Tym, którzy utracili już nadzieję na miłość słowa otuchy niesie Erich Fromm, uznający miłość za sztukę podobną do muzyki albo malarstwa. Na wzór Sokratesa, znany psychoanalityk uważał, że aby wchodzić w relacje miłosne najpierw należy zdobyć wiedzę o tym, czym jest sama miłość. Według Fromma, warunkiem koniecznym doświadczania prawdziwej miłości w stosunku do drugiego człowieka jest umiejętność ograniczania narcystycznych uczuć do samego siebie. Inna osoba ma być dla nas podmiotem, a nie przedmiotem służącym podwyższaniu własnego statusu lub samooceny. Chcąc kochać należy zastanowić się więc nad tym, czy chce się mieć partnera, czy raczej z nim być.

Podsumowanie

Bez względu na to jak wiele o miłości zostanie powiedziane, trudno marzyć o całkowitym wyczerpaniu tego tematu. Na podstawie tego, co zostało napisane wcześniej sformułować można jednak kilka punktów, służących pomocą we własnych zmaganiach z uczuciami:

  1. Chcąc przeżyć miłość trzeba otworzyć się na drugiego człowieka. Miłość pojawia się tam, gdzie osoba-ja nawiązuje kontakt z osobą-ty.
  2. Choć miłość wymaga wsłuchania się w potrzeby partnera nie oznacza to, że mamy się dla niego w całości poświęcać. Uciekając przed własnym egoizmem nie należy wszak pielęgnować egoizmu cudzego.
  3. Miłość zmienia się w czasie i żaden jej etap nie trwa wiecznie. Wiara w baśniowe scenariusze nie tylko nijak się ma do prawdziwego życia, ale również jest najprostszą drogą do frustracji.

Literatura:

  1. Buss D. M. Ewolucja pożądania, GWP, Gdańsk 2003.
  2. Fromm E. O sztuce miłości, Rebis, Poznań 2007.
  3. Nettle D. Szczęście sposobem naukowym wyłożone, Prószyński i S-ka, Warszawa 2005.
  4. Wojciszke B. Psychologia miłości, GWP, Gdańsk 2009.

 

Kontakt: lukasz.jach@us.edu.pl Wykształcenie: magister psychologii, asystent naukowo-dydaktyczny w Zakładzie Psychologii Zdrowia i Jakości Życia Instytutu Psychologii UŚ   Zainteresowania naukowe: psychologia jakości życia, psychologia ewolucyjna, psychologia ekonomiczna Zainteresowania pozanaukowe: towarzyskie gry planszowe i karciane, modelarstwo, muzyka, literatura     Publikacje: Jach, Ł. (2012). Poczucie dobrostanu psychicznego studentów w kontekście posiadanych zasobów finansowych i społecznych. "Psychologia Ekonomiczna", 1, s. 58-74. Jach, Ł., Moroń, M. (2011), „Herbatka z ekspertem” – o sposobach prezentowania eksperckiej wiedzy naukowej w porannych programach telewizyjnych na przykładzie treści o charakterze psychologicznym, E-wydawnictwo (artykuł pokonferencyjny) dostępny: http://www.e-wydawnictwo.eu/Document/DocumentPreview/378. Jach, Ł., Sikora, T. (2010). (...)


Fenomen transseksualizmu

Miałem pięć lat, kiedy pierwszy raz zrobiło mi się niewygodnie. Musiałem przeżyć kolejnych 10, żeby dowiedzieć się, że istnieje transseksualizm. Przez kolejne pięć we mnie miałem piekło na ziemi... Z którego nikomu się nie spowiadałem. Jak tłumaczyć sobie dwunastoletniemu, pragnienia ciała i umysłu? Jak tłumaczyć sobie siedemnastoletniemu, czegoś na co nie mają jednoznacznej odpowiedzi naukowcy, lekarze i wszyscy inni którzy o wiele wcześniej pytali?! (...)Jak tłumaczyć sobie coś, co w dzieciństwie nie ma znaczenia, potem się w ogóle nie rozumie co się dzieje, a potem... tak bardzo się nie chce być "innym", tak bardzo chce się być "normalnym". Jak tłumaczyć sobie ciągłe ucieczki, przed sobą, przed myślami, pragnieniami, ucieczka przed ciałem. Jak tłumaczyć tą niespójność? To pomiędzy?!!! To Ja!” (http://c-est-la-vie.blog.pl/archiwum/?rok=2006&miesiac=2)

Fenomen istnienia dwóch płci od zawsze pasjonował ludzkość. Już starożytni starali się wyjaśnić przyczyny tej dwoistości, dociec jej źródeł. Dziś nasza wiedza na ten temat jest już spora, ale wciąż niekompletna. Płeć człowieka to kwestia bardzo złożona, o której decyduje nie tylko budowa ciała, czyli obecność pierwszo-, drugo- i trzeciorzędnych cech płciowych. Współcześnie można nawet mówić o tym, że każdy człowiek ma nie jedną, lecz co najmniej kilka płci, które w większości przypadków, (choć nie zawsze) pozostają ze sobą w zgodzie. Płeć opisuje się na podstawie kryteriów czysto biologicznych takich jak:

  • płeć chromosomalna, czyli inaczej genotypowa, wyznaczana przy zapłodnieniu przez obecność odpowiednich chromosomów XX u kobiet lub XY u mężczyzn;
  • płeć gonadalna, zdeterminowana obecnością gruczołów płciowych, jąder bądź jajników;
  • płeć hormonalna, oznaczana przez czynność wewnątrzwydzielniczą jąder lub jajników wytwarzających androgeny i estrogeny we właściwych danej płci proporcjach;
  • płeć wewnętrznych oraz zewnętrznych narządów płciowych;
  • płeć fenotypowa, określana przez budowę ciała dojrzałego człowieka;
  • płeć metaboliczna, dotycząca odrębności systemów enzymatycznych u obu płci, wiążącej się z działaniem hormonów płciowych;
  • płeć mózgowa, ujawniająca się w zróżnicowaniu mózgu, widocznym przede wszystkim w zakresie budowy podwzgórza i przysadki mózgowej oraz na kanwie kryteriów, na które wpływ mają czynniki społeczno-kulturowe:
  • płeć socjalna (metrykalna, prawna), ustalana tuż po urodzeniu na podstawie budowy zewnętrznych narządów płciowych dziecka;
  • płeć psychiczna, określana poprzez poczucie przynależności do danej płci, a więc poprzez identyfikowanie się osobnika z płcią męską lub żeńską, kształtowane między innymi w procesie socjalizacji.

Proces różnicowania się płci zachodzi stopniowo w życiu prenatalnym. Jest wieloetapowy, a jego prawidłowy przebieg zależy od poprawnego oddziaływania wielu czynników. W tak wieloaspektowej i skomplikowanej procedurze nie trudno o wystąpienie błędów i, w efekcie, niezgodności między poszczególnymi elementami determinującymi płeć. Mogą powstawać więc różnego rodzaju zaburzenia, na przykład obojnactwo czy aberracje liczbowe chromosomów. Jednak najbardziej interesujące z punktu widzenia psychologii są problemy związane z najmniej znanymi mechanizmami płciowości, mianowicie z kryterium powstawania poczucia płci psychicznej, czyli tożsamości płciowej. Jej kształtowanie się determinują bowiem nie tylko czynniki biologiczne, ale także społeczno-kulturowe.

W momencie przyjścia na świat, tylko na podstawie wyglądu zewnętrznych narządów rozrodczych, dziecko zostaje uznane odpowiednio za chłopca lub dziewczynkę. Ten fakt, niczym działająca z ogromną siłą samospełniająca się przepowiednia, przesądza o tym, jak jest ono traktowane i wychowywane. Jak piszą Imieliński i Dulko, tworzy się w ten sposób niewidzialna, ale zawsze obecna i mocna sieć przynależności do jednej płci. Ta presja społeczna jest tak silna, ponieważ w procesie utożsamiania się z określoną płcią biorą udział między innymi mechanizmy naśladownictwa i identyfikacji, zakładające obecność innych ludzi jako wzorców. W większości przypadków w ten sposób formuje się płeć psychiczna odpowiadająca biologicznej. Człowiek wygląda, zachowuje się i wykazuje cechy charakterystyczne dla jednej z płci. Zdarza się jednak, że dzieje się inaczej.

Czasami w toku rozwoju jednostkowego psychiczne poczucie płci okazuje się sprzeczne z anatomicznymi znamionami ciała. Mamy wtedy do czynienia z zespołem dezaprobaty płci (polega on na tym, że człowiek nie akceptuje własnych cielesnych znamion płci, ani też płci oznaczonej w metryce urodzenia), którego jedną z postaci jest transseksualizm. Charakteryzuje się on brakiem akceptacji płci biologicznej, a także wynikających z niej socjalnej, metrykalnej i prawnej oraz utożsamianiem się z płcią przeciwną. Transseksualiści nie czują się tymi, na których wyglądają, nie identyfikują się z własnym ciałem. Ta rozbieżność sprawia, że dążą oni do akceptacji swojej osoby przez innych, w roli zgodnej z płcią zakodowaną w ich świadomości. Imieliński i Dulko piszą: „Transseksualista ma stałe, nieodparte pragnienie bycia osobą płci przeciwnej, co realizuje poprzez sposób ubierania się i zachowanie oraz pełnienie ról społecznych (w tym seksualnych) zgodnych z psychicznym odczuwaniem płci”. Własne ciało wzbudza w transseksualistach wstręt, odbierają je jako obce, jakby znaleźli się w nim przez pomyłkę. Stąd ich często granicząca z desperacją, chęć „zmiany płci” i znalezienia się we właściwej dla siebie powłoce.

Na użytek kliniczny wprowadzono rozróżnienie terminologiczne na transseksualistów typu kobieta-mężczyzna (K/M), czyli osoby o budowie ciała żeńskiej i psychicznym poczuciu przynależności do płci męskiej oraz transseksualistów typu mężczyzna-kobieta (M/K), którzy posiadają męską budowę ciała, ale psychicznie czują się kobietami. Jak zwracają uwagę eksperci, istotą zjawiska transseksualizmu jest zaburzenie identyfikacji płciowej, na którą „składa się zespół wszystkich możliwych wariantów zachowania danego człowieka, wynikających z pełnienia przez niego określonej roli płciowej oraz z psychicznego poczucia przynależności do tej, a nie innej płci”. To właśnie odróżnia go od dewiacji seksualnych, które objawiają się głównie zakłóceniem roli płciowej, czyli tej części identyfikacji płciowej, którą manifestujemy na co dzień innym, a która jednocześnie należy do repertuaru zachowań uznawanych przez społeczeństwo za właściwe dla danej płci. Osoby charakteryzujące się takim właśnie nieprzystosowaniem seksualnym, w przeciwieństwie do transseksualistów, nie kwestionują swojej przynależności do danej płci, często nawet ostentacyjnie ją podkreślając. Transseksualiści zaś czują się zwyczajnymi kobietami/mężczyznami i posiadają znamienne dla nich cechy za wyjątkiem właśnie tych anatomicznych. Dlatego też, w większości odczuwają oni pociąg seksualny do osób o tej samej co oni płci biologicznej, przy czym uważają go za w stu procentach heteroseksualny.

Mimo postępów nauki, wciąż nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, jakie są przyczyny tego niezwykłego zjawiska jakim jest transseksualizm. Biorąc pod uwagę fakt, że osoby cierpiące na to zaburzenie zwykle już od najmłodszych lat wykazują jego oznaki, można stwierdzić, że prawdopodobnie ma ono swoje źródła w czynnikach działających jeszcze w życiu prenatalnym, jak i zaraz po narodzeniu: „Różnicowanie i rozwój identyfikacji i roli płciowej jest wytworem zależności pomiędzy zaprogramowanymi w okresie prenatalnym różnicami płciowymi w zakresie budowy ciała, funkcji hormonalnych i funkcji centralnego układu nerwowego, a pourodzeniowymi, wczesnodziecięcymi wpływami społecznymi i środowiskowymi”. Nie umniejszając znaczenia czynników społecznych, takich jak traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa, nieprawidłowe, zaburzone relacje rodzinne (zaborczość, nadopiekuńczość matki i emocjonalna obojętność, niedostępność ojca), czy też poważnych błędów wychowawczych (na przykład gdy płeć dziecka nie odpowiada oczekiwaniom rodziców, co wpływa na ich stosunek do niego), większość badaczy stoi na stanowisku, że rozwój identyfikacji płciowej człowieka jest zdeterminowany biologicznie. Przeważa pogląd, że kształtowanie się płciowości przebiega etapami w okresie życia płodowego i obejmuje formowanie się płci fizycznej, rozwój orientacji seksualnej i wreszcie wytwarzanie się subiektywnego poczucia przynależności do konkretnej płci.

Wyniki badań sugerują, że transseksualizm może być konsekwencją nieprawidłowości występujących w ośrodku mózgowym odpowiedzialnym za to ostatnie. Zespół Dicka Swaaba z Holenderskiego Instytutu Badań nad Mózgiem przeprowadził analizy, w których stwierdzono istnienie strukturalnej różnicy między mózgami normalnych mężczyzn i mężczyzn transseksualnych. Badania wykonywane post mortem wykazały, że niewielki obszar mózgu, leżący w obrębie podwzgórza, noszący nazwę BSTc (jądro łożyskowe prążka krańcowego), jest mniejszy u kobiet niż u mężczyzn. Następnie stwierdzono, że wielkość owego obszaru u męskich transseksualistów odpowiada wielkości charakterystycznej dla kobiet. Prawdopodobnie BSTc jest obszarem mózgu odpowiedzialnym za formowanie się subiektywnego poczucia przynależności do konkretnej płci, a jego poprawne funkcjonowanie uzależnione jest od odpowiednich proporcji oddziałujących na niego androgenów i estrogenów. Jeżeli zostanie poddany działaniu zbyt dużych lub zbyt małych stężeń tych hormonów, może dojść do wykształcenia się poczucia przynależności do płci odmiennej niż biologiczna, a więc do transseksualizmu.

Od dawna wiadomo, że określone dawki odpowiednich hormonów są niezbędne do zainicjowania maskulinizacji początkowo zawsze „żeńskiego” płodu, a więc do zapoczątkowania różnicowania się płci. Niewłaściwe ich ilości powodują zaś, że biologiczne kobiety/mężczyźni wykazują cechy charakterystyczne dla płci odmiennej. Prawdopodobna wydaje się więc także hipoteza o ich roli w kształtowaniu się psychicznego poczucia przynależności do określonej płci i wszelkich odchyleń w tym zakresie.

Literatura

  1. http://c-est-la-vie.blog.pl/archiwum/?rok=2006&miesiac=2
  2. Dulko S., Imieliński K., Przekleństwo Androgyne. Transseksualizm: mity i rzeczywistość, PWN, Warszawa 1988.
  3. Jeglińska A., Jegliński W. W obcym ciele... [w:] Wiedza i życie, nr 7/1997.
  4. Jessel D., Moir A. Płeć mózgu, PIW, Warszawa 2007.

Wyparte emocje

Emocje, uczucia – terminy bliskie nam wszystkim. Każde zdarzenie, które ma jakąś wagę w życiu człowieka posiada zabarwienie emocjonalne. Większość działań, które podejmujemy napędzane jest przeżywanymi przez nas uczuciami. Istnieje jednak mechanizm określany w psychologii jako wyparcie, opisujący sposób w jaki usuwamy ze świadomości nasze myśli, wspomnienia, impulsy, fantazje, pragnienia, a także uczucia. Szereg badań wskazuje na szkodliwy wpływ tłumienia emocji zarówno na funkcjonowanie psychospołeczne, jak i funkcjonowanie organizmu człowieka.

Tygrys i szef

Każde pobudzenie emocjonalne ma swoje odzwierciedlenie w reakcji organicznej. Podczas odczuwania gniewu, smutku, radości wytwarzają się swoiste dla każdej z tych emocji hormony i neuroprzekaźniki. Już w latach dwudziestych XX wieku fizjolog dr Walter Cannon odkrył mechanizm "walki lub ucieczki", który opisuje fizjologiczną reakcję organizmu na stres (a więc pobudzenie emocjonalne). W momencie odczuwania gniewu czy strachu nasz organizm przygotowuje się do działania: krew odpływa z narządów wewnętrznych, zwiększa się stężenie glukozy we krwi, niezbędnej do pracy mięśni, uwalniają się hormony stresu - kortyzol i adrenalina. Reakcja ta umożliwiała naszym przodkom przygotowanie się do walki lub ucieczki przed zagrożeniem. Niestety, obecnie w cywilizowanym świecie bywa ona nieprzystosowawcza: dla naszego organizmu nie ma znaczenia, czy stoimy oko w oko z tygrysem, czy czujemy przerażenie na widok zbliżającego się do nas despotycznego szefa - reaguje tak samo, mimo tego, że w pierwszej sytuacji należy działać, a w drugiej zachować spokój i rozwagę. Wpływem emocji, stresu i ogólnie naszej psychiki na funkcjonowanie organizmu zajmuje się dział medycyny - psychosomatyka. Dziedzina ta bada szereg związków pomiędzy tym co odczuwamy a chorobami somatycznymi. Okazuje się, że tłumienie czy wyparcie emocji mocno łączy się z naszym zdrowiem.

Cóż to jest? Jak to działa?

Tłumienie emocji jest jak najbardziej naturalnym mechanizmem obronnym naszej psychiki. Czasem to, co nas spotyka jest tak bolesne i nie do zniesienia, że "blokujemy" nasze uczucia, gdyż przeżywanie ich mogłoby spowodować dezintegrację osobowości, a mówiąc językiem potocznym "popadnięcie w szaleństwo". To dlatego często na pogrzebach najbliższa rodzina zmarłego "trzyma się dobrze" w porównaniu do przyjaciół i dalszych krewnych. Tłumienie automatycznej reakcji może dać człowiekowi dodatkowy czas na poradzenie sobie z tym, co czuje. Jest to zdrowe, obronne działanie umysłu, pomocne i funkcjonalne, lecz niestety tylko na krótką metę.

Problem pojawia się w momencie, gdy osoba bez końca tłumi swój gniew czy smutek, gdy jest to jej sposób funkcjonowania. Osoba taka często mówi sobie i innym, że "wszystko jest w porządku", że "nic się nie stało" i "mnie to nie rusza", gdy tak naprawdę to potencjalne zdarzenie wpłynęło na nią w znacznym stopniu. Z czasem przestaje sobie uświadamiać, że odczuwa silne emocje w pewnych sytuacjach, jednak wciąż pojawia się fizjologiczna reakcja organizmu świadcząca o mocnym pobudzeniu. Organizm odczytuje to jako zagrożenie, niebezpieczeństwo, przygotowuje się do walki lub ucieczki. Z każdą emocją, której człowiek nie będzie miał okazji wyrazić, rośnie jego napięcie, co z kolei wywołuje negatywne pobudzenie emocjonalne i błędne koło zamyka się. Przypomina to trochę szybkowar, w którym rośnie ciśnienie, gdzie emocje stanowią zbierającą się parę wodną. W końcu występują wybuchy złości czy innych negatywnych emocji w sytuacjach całkowicie neutralnych. Co ciekawe, tłumione uczucia dalej kojarzone są nie tylko z bodźcem, który je wywołał, ale także z całą sytuacją, w której bodziec ów wystąpił. Dr Don Colbert w swojej książce "Zabójcze emocje" opisuje taki przypadek: "Jedna z moich pacjentek wyznała mi, że wpada w gniew za każdym razem, gdy czuje zapach mięty. Święta Bożego Narodzenia były dla niej trudnym okresem - oznaczały długie cukierki i zapach mięty. Skąd te niemiłe skojarzenia? Opowiadając mi o swoim życiu, kobieta ta ujawniła, że była regularnie molestowania seksualnie przez wuja. Podczas tych napaści, odwracała wzrok i patrzyła na słoik miętówek stojący na stole obok kanapy."

O skłonności do tłumienia emocji świadczą nie tylko nieadekwatne reakcje na neutralne bodźce. Istnieją postawy charakterystyczne dla ludzi stosujących ten mechanizm obronny odpowiadające uczuciom, które wyparli (typologia dr Don Colbert):

  1. Perfekcjonizm - ludzie tłumiący emocje starąją się robić wszystko "idealnie", aby nie narazić się na odrzucenie i krytykę.
  2. Pragnienie kontroli - starają się także kontrolować każdy aspekt swojego życia i osób im bliskich, aby wyparte emocje nie miały szans się ujawnić.
  3. Zwątpienie w siebie i pomniejszanie swoich zasług - w okresie dzieciństwa często wychowywali się w środowisku, w którym czuli się się niedoceniani lub odrzuceni. W rezultacie wytworzyła się u nich niska samoocena i poczucie niskiej wartości.
  4. Cynizm i krytycyzm - odwracają od siebie uwagę - kierują ją na innych, by uniknąć dalszego odrzucania, zranień lub emocjonalnego stresu.
  5. Promiskuityzm - niskie poczucie własnej wartości i stłumione emocje sprawiają, że starają się zadowolić wszystkich. Osoby takie mogą stać się rozwiązłe, pragnąc doświadczyć uczucia bezpieczeństwa, którego nie zaznali jako dzieci lub pragnąc zrekompensować sobie odrzucenie przez byłego małżonka.

Ponadto tłumienie emocji niejednokrotnie wiąże się z objawami somatycznymi, takimi jak ból głowy, drżenie rąk, bóle pleców, bezsenność i tym podobne. Współczesna psychosomatyka wskazuje na rolę wypartych uczuć w powstawaniu chorób wieńcowych czy rozwoju choroby nowotworowej.

Mechanizm nauki

Dlaczego jednak uczymy się tłumić emocje? Co sprawia, że niektórzy stosują ten szkodliwy mechanizm obronny przez całe swoje życie? W większości wypadków "nauka" tego mechanizmu ma miejsce w dzieciństwie i w okresie dojrzewania. Rodzice, rodzeństwo, krewni, nauczyciele - osoby bliskie dziecku, będące dla niego autorytetami często przekazują mu, że nie należy w pełni komunikować swoich emocji. Chłopcy przecież "nie powinni płakać", dziewczynki "nie powinny się wściekać". Początek tego procesu jest świadomy - dzieci muszą nauczyć się opanować strach lub powstrzymać łzy, gdy ktoś je urazi - lecz potem staje się nieświadomy i niemal automatyczny. Ważną rolę pełnią też wydarzenia traumatyczne i stresogenne środowisko rodzinne. Do czynników ryzyka zaliczają się: depresja lub długotrwała choroba fizyczna któregoś z rodziców, wzrastanie w klimacie nadmiernego niepokoju (wojna, rozwód, krańcowe ubóstwo), alkoholizm, skrajna surowość, brak uczucia.

Emocje, które zostały stłumione dążą do ich wyrażenia. Taka jest natura emocji - trzeba je odczuć i przeżyć. Im głębiej je "zakopiemy", tym bardziej wpływać będą na nasze funkcjonowanie, a często także na nasze zdrowie. Na szczęście istnieje szereg możliwości, by pomóc sobie je uświadomić, by móc je przeżyć na nowo. Jedną z takich możliwości jest psychoterapia Gestalt, podczas której w bezpiecznych warunkach można przeżyć i poczuć to, czego nigdy nie dane nam było wyrazić. Gdy tłumiąca emocje osoba nauczy się rozumieć co przeżywa, co czuje w danej chwili, w danej sytuacji, może zacząć to kontrolować, a wtedy zyskuje też kontrolę nie tylko nad swoimi emocjami, ale także sygnałami z ciała i reakcjami. Tak jak kiedyś powiedziała moja znajoma "wszyscy jesteśmy skrzywdzonymi dziećmi, które musiały radzić sobie we własnym małym świecie. Gdy tylko zrozumiemy nasze Wewnętrzne Dziecko zrozumiemy także samych siebie." Takie podejście umożliwia rozwój emocjonalny i lepsze funkcjonowanie w, jakże trudnym czasami, środowisku społecznym.


W wewnętrznym świecie sprzeczności - norma czy patologia?

Miłość i złość, ciekawość i strach, smutek i radość - czy można jednocześnie odczuwać dwa sprzeczne uczucia? Jeśli tak, to czy jest to przejaw jakiegoś zaburzenia, czy może to całkowicie naturalne zjawisko, dotyczące większości ludzi? Przedstawione poniżej krótkie przemyślenia stanowią próbę ujęcia tego dylematu i wyjaśnienia zjawiska ambiwalencji.

Egzamin z psychopatologii. Zaburzenia nerwicowe, lękowe, dysocjacyjne, afektywne, psychotyczne - wszystko w małym palcu. Podziały, przyczyny, objawy. Obudzona o drugiej w nocy mogłabym recytować fragmenty wykładów. Miejsca zajęte, kartki rozdane.

Pytanie: „Ambiwalentne odczucia w stosunku do jednej osoby to:

  • a) przejaw psychopatologii,
  • b) norma.”

I moja długo budowana pewność co do znajomości tematu rozsypała się na kawałeczki w jednym momencie. Bo mimo, że temat ambiwalencji na studiach psychologicznych poruszany jest dość często, to takie ujęcie tego zjawiska zupełnie mnie zaskoczyło.

Czym w ogóle jest ambiwalencja? Można powiedzieć, iż jest to odczuwanie jednocześnie pozytywnych i negatywnych uczuć w stosunku do jakiejś osoby lub rzeczy. Na przykład, można być bardzo podekscytowanym, przygotowując się do skoku na bungee i jednocześnie obawiać się skoku w przepaść. Można być ciekawym, co znajduje się za drzwiami starego zamczyska, jednocześnie odczuwając strach przed spotkaniem tam ducha zmarłego właściciela. Może być nam przykro z powodu porażki naszego przyjaciela w postępowaniu rekrutacyjnym wielkiej korporacji, ale jednocześnie możemy czuć radość, ponieważ jego sukces wiązałby się z przeprowadzką na drugi koniec Polski. Jeden przykład jest szczególnie bliski życiu każdego z nas - możemy być bardzo źli na osobę, którą mocno kochamy. Trochę jak Kevin (Home alone - Kevin sam w domu, reż. Ch. Columbus, 1990), który zły na całą rodzinę, omyłkowo zostawiony sam w domu bardzo cieszył się ze swojej sytuacji, ale niedługo potem zaczął tęsknić i uświadomił sobie, że mimo wszystko brakuje mu jego bliskich. Czy takie podejście do sprawy oznacza, że Kevin miał jakieś zaburzenie psychiczne? Trudno byłoby postawić taką diagnozę, bo przecież większość z nas zapewne nie raz przeżywała coś podobnego. Pewne jest jednak i to, że większość z nas w takiej sytuacji zastanawiała się, czy to „normalne”, czy w ogóle można odczuwać w ten sposób, czy to może z nami jest coś nie tak. Nie chcę powiedzieć, że z ambiwalencją nie spotkamy się w psychopatologii. Wręcz przeciwnie, jest ona obecna w wielu zaburzeniach psychicznych. Trzeba jednak pamiętać, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”- żeby mówić o psychopatologii potrzeba znacznie większej liczby objawów, niż tylko występujących czasami sprzecznych uczuć w stosunku do jednej osoby bądź rzeczy. Wydaje mi się, że to zjawisko jest związane z bogactwem ludzkiego życia emocjonalnego i ogromem sytuacji, w jakich człowiek może się znaleźć, ale nieświadomość jego powszechności i tego, że nie jest ono niczym złym, może czasem rodzić duże poczucie winy albo - tak jak w przypadku pytania na egzaminie - niepewność związaną z „poprawnością” przeżywanych uczuć.

Wracając do egzaminu. Ostatecznie po dłuższym namyśle zaznaczyłam prawidłową odpowiedź- ambiwalentne odczucia w stosunku do jednej osoby to norma. Wstyd było mi się przyznać, że miałam wątpliwości przy tym pytaniu. Ale okazało się, że nie byłam jedyna - po wyjściu z egzaminu wiele osób głośno zastanawiało się nad odpowiedzią. Co więcej, znalazło się również kilka takich, które zaznaczyły złą opcję. Jak widać pewne prawidłowości życia emocjonalnego człowieka nie są oczywiste nawet dla studentów psychologii. Ja przyznaję, że to pytanie utkwiło mi bardzo mocno w pamięci - może właśnie dlatego, że też byłam jedną z osób, które często zastanawiały się, czy jednoczesne przeżywanie sprzecznych uczuć jest w ogóle dopuszczalne. Ale dzięki uświadomieniu sobie, że ludzie "tak po prostu mają" i że w ambiwalencji nie należy doszukiwać się czegoś nieodpowiedniego, już nie zastanawiam się, czy mogę się złościć na moich przyjaciół. Po prostu się złoszczę, za jakiś czas wszystko wraca do normy, a ja nie przeciążam mózgu niepotrzebnymi rozmyślaniami i dużą dawką poczucia winy.

Wykształcenie:  Absolwentka Wydziału Pedagogiki i Psychogii UŚ, kierunek Psychologia. Dodatkowe doświadczenie: Członkostwo w AZS Uniwersytetu Śląskiego Zainteresowania: Psychologia sportu, sport, film. Dodatkowe informacje: zawodniczka drugoligowego zespołu siatkarskiego SMS Opole, absolwentka Państwowej Szkoły Muzycznej im. G. G. Gorczyckiego w Rudzie Śląskiej .   Kontakt: dorota_1113@interia. (...)


Droga ku miłości. Jak się rozeznać?

Miłość istnieje w każdej chwili swego trwania, wiecznie. To jedyne przelotne spojrzenie w wieczność, jakie nam jest dane.

Thornton Niven Wilder

Miłość to chyba najszerszy temat-rzeka w kulturalnym dorobku naszej cywilizacji. Niezwykle subtelna, ważna i niejednokrotnie trudna wartość czy obszar w życiu. Spróbowałam się jej przyjrzeć, korzystając z dorobku myślicieli oraz opowiadania Miguela de Unamuno "Historia pewnej miłości" i spoglądając na nią z różnych perspektyw.

Nie wiem co pokierowało mnie w kieresze miłości. Byłam zaskoczona, że spośród opowiadań Miguela de Unamuno wybrałam akurat "Historię pewnej miłości". Widocznie, nieuświadomiona potrzeba zgłębienia tego tematu przyciągnęła mój umysł i serce; pozostało mi się temu poddać i zanurzyć w historię pewnej miłości.

Jaki musi być człowiek, by mógł pokochać prawdziwie drugiego? W którym momencie orientujemy się, że to właśnie miłość? Co jest jej sensem?

Liduvina i Ricardo spotykali się codziennie, wieczorami przy zakratowanym oknie Liduviny, z którego widać było dorodne drzewo cyprysowe, a do uszu dochodził świergot wróbli. Ricardo przychodził na spotkania z narzeczoną, jednak myśl, która najczęściej pojawiała się w jego umyśle, nie była wizją ich wspólnej przyszłości, tylko cytatem z Ewangelii. Mężczyzna uznawał go za swoje przeznaczenie, zaś forma jego zaistnienia była jeszcze jak zamglona łuna o zmierzchu, niewyraźna, niekonkretna. Tematem ich rozmów najczęściej stawały się plotki.

„Co ja mogę robić? Ja nic innego nie mam, kochanie, do roboty, jak tylko patrzeć na ciebie - odpowiedział. I przez sekundę milczeli, czując pustkę swych słów.” Ricardo zdawał sobie sprawę, że ta znajomość „niesie ku zdradliwemu i grożącemu katastrofą morzu” oraz że powinien ją zakończyć; obawiał się niezmiernie tego, że okazałby się niestały i niewdzięczny. „(...) oboje spędzali popołudnia czuwając przy martwym uczuciu, więźniowie honoru i dobrej opinii”. Dalej napotykamy fragment: „cały dom się skarży pod brzemieniem pustych wspomnień”. Marianne Moore pisała: "Miłość, czymkolwiek jest, niech będzie pozbawiona udawania. Udając przywdziewamy maski". Józef Tischner określa ich funkcję tak: maska stara się stworzyć ułudę będącą przeciwieństwem tego, jakie coś naprawdę jest.

„Ricardo się jej oświadczył, a ona go przyjęła, sądziła, że ów brak żaru jest ogniem, który dopiero się rozpali, że ów półmrok uczucia jest pierwszym blaskiem świtu, zorzą zwiastującą słońce, ale prędko się spostrzegła, że jest to tylko zamierająca w popiele iskra, łuna zachodu, za którą nadciąga noc”. Powtarzała ponownie „A miłość? Ach! Miłość przyjdzie potem, miłość przychodzi zawsze, gdy się jej pragnie, gdy się kocha Miłość i gdy się jej potrzebuje. Ale mijały dni, tygodnie, nawet miesiące i nie czuła w piersi nadchodzącej miłości”. Jaki jest więc przepis na miłość, jeśli nie czekanie? "Tylko ci, którzy sami kochają, znajdują miłość i wcale nie muszą jej szukać" - powiadał Dawid Herbert Lawrence. Erich Fromm uważał zaś, iż miłość zaczyna się rozwijać dopiero wówczas, kiedy kochamy tych, którzy nie mogę się nam na nic przydać.

„Ale dla niej tak samo, jak dla jej narzeczonego, honor i duma z własnej stałości silniejsze były od rozczarowania. Nie, ona nie zerwie pierwsza, choćby miała umrzeć z żalu; niech zerwie on”. Liduvina zrzuca odpowiedzialność za decyzję dotyczącą jej życia na drugą osobę. Odpowiedzialność za siebie i ich związek. Ten czyn ukazuje niedojrzałość Liduviny, jej tchórzostwo. „Bo właśnie tak: mimo wszystko go kocham. Jest już nawykiem w moim życiu, jest częścią mojej egzystencji. Żyję dzięki temu, że mnie odwiedza”. „Miłość platoniczna jest udawaniem przed samym sobą, że rewolwer jest nienabity” - zastanowiło mnie dlaczego William Somerset Maugham w powyższym porównaniu wybrał akurat rewolwer. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to właśnie udawanie zabija. Pustka, jaka dzięki niemu powstaje przeplata się z rozpaczą, dodatkowo oddala mnie od mojej istoty, brutalnie, jak synchroniczne obroty imadła. Nawiązując do słów Hermanna Hesse: bez miłości własnej niemożliwa jest też miłość bliźniego; nienawiść do samego siebie jest tym samym, co skrajny egoizm, i płodzi w końcu tę samą okrutną samotność i rozpacz. Przypominają mi się słowa mojej mamy, która często powtarzała mi, że by pokochać kogoś, muszę najpierw pokochać siebie.

Kochankowie, oboje świadomi wygasłej miłości, nawzajem próbują sobą manipulować. Żadne z nich nie potrafi przyznać się do swoich prawdziwych uczuć. W konsekwencji nieszczerości wsiedli do pociągu, by uciec razem w imię ich wspólnej miłości. Spowodowało to, że „Ricardo czuł się zwyciężony i niejako upokorzony. (...) Ricardo starał się być beztroski, choć nie miał po temu powodów. Och, gdyby tak mogli wrócić i wszystko mogło być po dawnemu! Ale nie: pociąg, obraz przeznaczenia, nieubłagalnie ich ku temu przeznaczeniu wiózł. (…) Zdawał się ich przytłaczać jakiś ogromny, śmiertelny smutek; w ich oczach unosił się cień ostatecznego rozczarowania. (…) Ta noc byłą początkiem nowego życia. I ciążyło im ono tak, jak ciąży początek wspinaczki na górę, której szczyt się gubi wśród mgieł. Poza tym czuli się zawstydzeni, sami nie wiedząc czym”. Wielce rozczarowali się tym, że nie nastąpił przełom, że w ich miłości nie stał się cud. Na spacerze zauważyli kościół, do którego weszli. Usiedli w osobnych ławkach. „Nagle Ricardo usłyszał powstrzymywany szloch Liduviny: zauważył, że płacze. I jemu również rozwarły się upusty w oczach. Uklęknął obok swej narzeczonej i ramię przy ramieniu wspólnie opłakiwali śmierć złudzenia”. Mam wrażenie, że to był pierwszy od bardzo dawna moment bliskości i spojrzenia prawdzie w oczy. Weszli w sytuację graniczną. „Kiedy wyszli na ulicę, wszystko wydawało się pogodniejsze, ale i bardziej smutne”. Postanowili wrócić, zakończyć ucieczkę. „Kryli się w wagonie na wypadek, gdyby wsiadł ktoś znajomy i ich rozpoznał. Dręczyło ich uczucie wstydu i, co gorsze, śmieszności”. Przyjrzyjmy się bliżej wstydowi, za Tischnerem. „Istnieją różne sposoby zasłaniania twarzy, jednym z najbardziej naturalnych i spontanicznych jest wstyd. (…) Wszelka ekspresja odznacza się intencjonalnością: jest rodzajem znaku, który będąc sobą, wskazuje poza siebie. Wstyd zajmuje wśród ekspresji miejsce szczególne: jego intencjonalność jest dwustopniowa (…) to paradoks - to jawność pewnej niejawności, to tajemnica dana naocznie. (…) Dla Sartre'a „bycie-dla-drugiego", ujawniające się w intencjonalnej konstrukcji wstydu, jest podstawą „bycia-dla-siebie". Inaczej mówiąc: to, kim jestem dla drugiego człowieka, jest rozstrzygające dla tego, kim jestem sam dla siebie - inny wtrąca mnie w stan zawstydzenia, a wstyd czyni ze mnie tego, kim jestem. Inny jest piekłem, ale od tego piekła uciec nie można. Jestem skazany na samotność - niemniej jednak moja samotność to nieobecność tego, kogo pragnę i dla którego jestem. (…) Sposobem doświadczenia innego jest mój wstyd wobec niego. Dla nas jedno jest zasadnicze: Sartre nie opisuje spotkania, lecz rozstanie, i nie wskazuje na chwilę przywdziewania zasłony, lecz na moment zdzierania maski. (…) W ten sposób powstaje piekło - miejsce, gdzie ludzie są najbliżej i zarazem najdalej od siebie. Najbliżej, bo mogą się dotknąć, i najdalej, bo nie mogą się spotkać”. Ricardo i Liduvina wstydzili się swoich uczuć nie tylko przed innymi, ale przede wszystkim przed sobą. Dopiero gdy sięgnęli kresu wymówek i nadziei, mogli przyznać się do swej bezsilności wobec miłości, która nie nadchodziła. Tęsknili za przeszłą melancholią, za iluzją sprzed ucieczki, co pokazuje, że nie zaakceptowali całkowicie stanu swojego uczucia.

„Wstyd spełnia rolę zasłony. Zasłona to nie maska: zadaniem maski jest łudzić mnie, zadaniem wstydu jest ukryć. Wstyd zawiera wskazówkę, że istnieje coś takiego, co drugi uważa za osobistą wartość, co jednak jest tak kruche, a może i dwuznaczne, iż może zginąć od spojrzenia. Lepiej jest dla człowieka ukryć wartość, niż narazić ją na zniszczenie. Wstyd to znak preferencji. Zarazem jednak we wnętrzu wstydu daje się wyczuć intencja ukazania wartości, poddania jej pod osąd przyjaznego spojrzenia” - co takiego kryli przed światem narzeczeni? Mniej aprobowane emocje, wątpliwości, marzenia, odpowiedzialność?

Ricardo, podążając za swym przeznaczeniem (głoście Dobrą Nowinę), stał się nowicjuszem. Studiował pisma nader skrupulatnie, jego ambicja była szaleńcza, dobrze rokował na kaznodzieję. Zaś Liduvina wstąpiła do klasztoru - „Tutaj pielęgnowała swój smutek, ów nieuleczalny smutek, który będzie jej towarzyszył aż do grobu”.

"Wielką miłość wystarczy wyszeptać, mała wymaga proklamacji", mówił František Herites. By zagłuszyć wewnętrzny krzyk, trzeba krzyczeć jeszcze głośniej, trzeba działać z jeszcze większym przekonaniem. Ale czy to daje nam spokój? Ricardo w samotności, czując, że jest sam, mówił: „Tak, to jest kara Boża za to, że porzuciłem Liduvinę, że poświęciłem ją dla mojej ambicji. (…) Jestem zwykłym egoistą, który szukał sceny najbardziej odpowiadającej jego aktorskim zdolnościom. Myślałem tylko o sobie!”

Nastąpił dzień, w którym brat Ricardo przyjechał do odległego i ukrytego miasta Tolviedry, by wygłosić kazanie. Jest to wzruszający moment, w którym brat Ricardo wypowiada szczerze słowa prawdy o Miłości, której ceną było bolesne doświadczenie - „Czekać na Miłość! Tylko ten na nią czeka, kto już ją w sobie ma! (…) Ale to egoizm, siostry i bracia moi, to ta smutna i obłąkana miłość własna zaślepia nas, abyśmy nie dostrzegli Miłości - Miłości, która nas ogarnia i spowija; abyśmy jej nigdy nie odczuli. My chcemy ukraść jakiś jeden jej strzęp i nie oddać się jej bez reszty, a Miłość nas pragnie i żąda całych”. Seneka głosił, że kochać to znaczy zapomnieć o sobie. Dla Antoine de Saint- Exupery'ego miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz. „Kochać- dawać szczęście temu, kogo się kocha, a nie sobie samemu.” - to słowa Aleksandra Dumasa syna. Podobnie myślał Romain Rolland: „Kochając nie myśli się, by zachować dla siebie”. Zaś Jan Paweł II głosił: „jest w ciele ludzkim zdolność wyrażania miłości, tej miłości, w której człowiek staje się darem”.

„On i ona, brat Ricardo i siostra Liduvina poczuli się jeszcze bardziej więźniami przeznaczenia niż wtedy, kiedy dzieliła ich tylko krata w oknie domu w zaułku opodal klasztoru Urszulanek. Gdy spotkali się i złączył ich ze sobą płacz, zjednały się także ich serca, z których opadły spopielałe szaty i ukazała się miłość w całej swej nagości: miłość, która od czasu owej smutnej ucieczki karmiła samotność ich obojga”. Warto przytoczyć tutaj cytat Rainer Maria Rilke, który w najlepszy, moim zdaniem, sposób oddaje istotę tej miłosnej historii: „Miłość polega na tym, że dwie samotności ochraniają się, dotykają i pozdrawiają.” Jakże długa była ich droga do odkrycia prawego uczucia! Jakże zadziwia mnie siła praw natury. Słowa Francois de La Rochefoucauld doskonale to podsumowują: nie ma maski, która mogłaby długo ukryć miłość tam, gdzie ona jest, ani udać ją tam, gdzie jej nie ma.

Utwór Unamuno kończy się słowami „I od tego dnia...”. Czuję pokusę by dokończyć to zdanie „I od tego dnia Ricardo i Liduvina stanęli ku sobie twarzą w twarz, bo „dzięki twarzy możemy określić istotę spotkania: spotkać to spotkać innego w jego twarzy. (…) ludzka bieda to również bieda nieprawdy, konieczność skrywania się i zasłaniania, a twarz to ludzka prawda. (…) Twarz objawia się jako dar horyzontu agatologicznego - horyzontu, w którym dobro i zło przybierają formę dramatu, a dramat zapowiada możliwość tragedii lub zwycięstwa człowieka. W dramacie dobro i zło nie stoją daleko od siebie, jak w królestwie pojęć, lecz splatają się we wspólnym czasie, we wspólnej przestrzeni, w jednym i tym samym człowieku. Tak splecione stanowią istotną perspektywę dziejów człowieka. Czym jest cisza dla dźwięku, a światło dla barwy, tym jest dobro i zło dla twarzy. Dzięki nim może objawić się twarz. Lecz porównanie z ciszą i światłem może być łudzące. Trzeba dodać: ta cisza i to światło mają kształt krzyża. Symboliki krzyża uniknąć się nie da”. Ich ucieczka była długa i okupiona cierpieniem, wstydem, wygnaniem; można ją określić mianem ich krzyża. Ale dzięki temu krzyżowi dotarli do Prawdy. Ricardo potrafił przyznać się przed sobą i innymi do swego egoizmu, zaślepienia. Dopiero gdy odrzucił siebie, wykroczył poza swoje Ja, zdolny był odnaleźć to, czego tak długo szukał. Odkrył SPOTKANIE.

Literatura:

  1. de Unamuno Miguel Dobry męczennik i trzy inne opowieści, Wydawnictwo Literackie, 1985, s.185-229.
  2. Illig Jacek Księga Aforyzmów, Videograf, 2002, s. 181-220.
  3. Tischner Józef Filozofia dramatu: Twarzą w twarz, 2006.

 

 

REDAKTOR DZIAŁU 'CZUJĘ'   Kontakt: katesnow888@gmail.com     Studia: Psychologia, V rok, specjalizacja: psychologia kliniczna dorosłego człowieka oraz psychologia pracy i organizacji.    Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Praktyki w Wojewódzkim Specjalistycznym Zespole Neuropsychiatrycznym im. Św. Jadwigi w Opolu Praktyki w Szkole Podstawowej nr 51 im Fryderyka Chopina  w Katowicach Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): Akademia Przyszłości Dzieci z Teatralnej Zainteresowania: Psychoterapia, muzyka filmowa, teatr, audiobooki podróżnicze, malarstwo, podróże, zumba . Dodatkowe informacje o autorze:  Sudentka psychologii. (...)


A path towards love. How to find bearings [with it]?

Love abides in every moment of its existence, always. It is the only fleeting glance into the eternity that is given to us.

Thornton Niven Wilder

Love is probably the widest, book-sized subject in our culture. It is an extremely subtle, important and often difficult area of our lives. I tried to get a closer look, using works of some thinkers and a short story by Miguel de Unamuno “A Story About Particular Love”, and I also attempted to present the subject of love from different perspectives.

I don’t know what steered me into this the subject; I surprised myself that from among Miguel de Unamuno’s short stories I chose “A Story About Particular Love”. Clearly, some unconscious need to explore this subject attracted my mind and heart and what was left for me to do, was to surrender to a story about particular love.

What does it require of a person to truly love someone? When do we notice that the feeling is actually love? What sense does it make?

Lucinda and Ricardo met every day  in the evening, beside Lucinda’s barred window,  from which a splendid cypress tree could be seen and they could hear sparrows singing. Ricardo came there to meet his fiancée , however, the thought that appeared in his mind most often was not a vision of their future,  but a quote from the gospel. He recognized it as his destiny, yet at this point its form was like a misty glow at nightfall – vague and superficial. So, they usually exchanged rumours.

“What can I do? I don’t have anything else to do, my dear. Only to look at you.” - he responded. They were silent for a moment, feeling the emptiness of their words. Ricardo knew that this acquaintance gets closer and closer to the treacherous and threating sea” and he knew he should end it. He feared he would appear unreliable and ungrateful. “They spent afternoons together, waking by this dead feeling. Prisoners of honour and good reputation”. Later on, in the text we encounter a passage that says: “the whole house deplores beneath the burden of empty memories”. Marianne Moore wrote “love, whatever it is, should be deprived of pretence. To pretend means to put on a mask”. Józef Tischner specifies the function of a mask in those words:  a mask tries to create an illusion that is the opposite to what this given thing really is.

“Ricardo proposed and she accepted. She thought that a lack of fervour was a fire that would kindle, the dimness of this feeling was the first sign of sunrise and that this was the light which augured the sun. However, she quickly noticed that it was only a spark that sunk in the ashes, the afterglow that brought the night”. She kept repeating “What about love? Oh, love will come later, love always comes . When you want it, when you prize it, when you need it.’ But days, weeks and then months were passing by and she didn’t feel love approaching.” So, what is a recipe for love if not waiting?  “Only those who love find love and do not have to search for it” said David Herbert Lawrence. Erich Fromm, on the other hand, thought that love begins to flourish only when we love those who are not useful for us.

“But it was the same for her as for her fiancé: honour and pride in their own constancy were stronger than disappointment. No, she won’t be first to split up, even if she were to die from sorrow – he should be the one to end it”. Lucinda left the responsibility for the decision regarding her life, their relationship and herself to someone else.. This act shows her immaturity and her lack of courage. “It is like this: despite everything I still love him. He has become a habit in my life, he is a part of my existence. I live because he visits me”. “Platonic love is like pretending that the revolver is empty”. I wonder what made William Somerset Maugham chose to compare love with a revolver . And then I understood – it is pretence that kills. Emptiness that arises from it intertwines with despair and alienates me from my own entity just like synchronous movements of a vice. To allude to the words of Herman Hesse: without loving oneself to love a fellowmen is impossible, to hate oneself is exactly the same as to be extremely egoistic, as it breeds the same cruel loneliness and despair. It reminds me of  my mum’s words, she often told me that in order to love someone I have to love myself first.

The lovers, both conscious of their dying love try to manipulate each other and none of them is able to face this feelings. As a consequence of insincerity they got on a train to escape in the name of their love. “Ricardo felt defeated and humiliated. (…) He tried to be carefree but there was no reason for him to feel untroubled. If only we could come back and everything could be as it was before! But no: the train, the image of fate,  inexorably led them towards their destiny. (…) It was as if they were overwhelmed by some great, deadly sorrow. In their eyes one could see a shadow of a final disappointment. (…) This night was the beginning of their new life and it was a burden to them. A burden so big as it is to climb a mountain whose peak is lost in mist. Besides, they felt embarrassed without even knowing why”. They were disappointed that there was no breakthrough, that their love wasn’t stricken by a miracle. While they were taking a walk, they noticed a church and went inside. They sat separately. “Suddenly, Ricardo heard that Lucinda was trying to keep her tears back. He noticed she was crying and his eyes started to fill up with tears as well. He kneeled beside his fiancée and arm to arm they were grieving death of the illusion”. I am under the impression that it was the first moment of true closeness between them and that they finally faced the truth. They found themselves in a new situation. “When they stepped back to the street, everything seemed more cheerful but more sad at the same time. They decided to return, to end their escape. They hid in the compartment in case someone who they knew would go in and recognize them. They were anguished by the feeling of shame and, what is worse – ridiculousness”. Let’s take a closer look on the subject of shame. According to Tischner there are many methods of hiding one’s face and one of the most natural is shame. (…) Any expression is characterised by  some kind of intention: it’s a kind of sign, which by its very existence points out beyond itself. Among the expressions shame takes a special place: its intentionality has two levels (…) that’s the paradox – visibility of certain invisibility – a mystery given directly! For Sarte “being-for-another” reveals itself in the intentional construction of shame, it is a basis for “being-for-yourself”! To put it differently, who I am for another person is who I am for myself – someone else makes me feel ashamed and shame makes me who I am. It is hell from which I cannot escape. I’m condemned to be lonely, but my loneliness is an absence of someone who I long for and someone for who I am. (…) The way to experience someone else is through my shame towards him. There is one primary thing for us: Sartre does not describe the encounter, yet the separation, and even for a moment he does not point into hiding behind a curtain, but to the moment of tearing off a mask. (…) This is how the hell arises – a place where people are close and distant at the same time. Close because they can touch one another and distant because they can never meet.” Ricardo and Lucinda were ashamed of their feelings not only in front of each other, but mostly they felt ashamed facing themselves. Only when they run out of excuses and hope, they could face their helplessness towards love that wouldn’t come. They missed melancholy of the past, the illusion from before their escape. This shows that they didn’t fully accept the condition of their feelings.

“Shame plays a role of a curtain. A curtain isn’t a mask: the role of a mask is to delude and the role of shame is to hide. Shame hints that there is something that another person considers to be a personal value, but it is so fragile and perhaps ambiguous that it may die just from looking at it. It is better for a man to hide the value that to put it in jeopardy. Shame is a sign of preference, but at the same time there’s an intention of an emerging value, which is connected to it,  and we treat it with a friendly attitude”. What exactly did the lovers hide away? Inappropriate emotions, doubts, dreams, responsibility?

Ricardo following his destiny (preaching the Gospel) has become a novice. He studied Scripture with great care and his ambition was almost mad. He was a good candidate for a preacher; Lucinda, on the other hand, entered a convent. “There she nurtured her sadness that could not be cured and which would stay her companion until the day she dies”.

It is enough to whisper when it comes to great love but if it is small it requires a manifesto” -Frantisek Herits used to say. To hide an internal scream you have to scream even louder, you have to act with even more belief. But does it put us at ease? Feeling the loneliness that surrounded him Ricardo said “Yes, this is God’s punishment for abandoning Lucinda, for sacrificing her for my own ambition. (…) I’m an egoist who looked for a stage that would best fit his acting abilities. I was thinking only about myself”.

They day had come that brother Ricardo visited a distant town called Tolvidera to preach a sermon. It is a touching moment in which he delivers an honest speech about Love and the painful experience he went through. “To wait for love! Only those wait who have love in them! (…) But egoism, sister and brothers, is sad and degenerated love that we feel for ourselves, it blinds us and makes us unable to see true Love that overwhelms and surrounds us, it makes us unable to ever feel it. We want to steal only a small piece of it and hold out from the rest; and Love craves and demands us as a whole.” Seneca said that to love means to forget about yourself. For Antoine de Saint-Exupery true love begins when you don’t want anything in return. “To love means to give happiness to the one we love and not to ourselves.” – those are the words of Alexander Dumas’ son. Similar thought was expressed by Romani Rolland “When we love, we don’t think about keeping something for ourselves”. And John Paul II preached “there is an ability to express love in a man’s body and it is love in which a man becomes a gift”.

“Both of them, brother Ricardo and sister Lucinda felt more prisoners of their destiny now than they did when they were separated only by a barred window of a house, located near Unruliness convent. When they met and connected by a cry their hearts, that now were freed from those ashy robes, united and they saw love in all its greatness emerging before them. Love that since the time of their sad escape has fed their loneliness”. It is wise to quote words of Riner Maria Rilke, who in my opinion in the best way renders this story about love. “Love depends on two lonely souls that protect, touch and greet themselves”. How long was their road to discover a true feeling! I’m astonished by the force of natural law! Words of Francois de la Rochefoucauld perfectly summarize it: there is no mask that could hide love for long where love exists, and to fake it where it doesn’t”.

Unamuno’s short story ends with words “and since that day…”. I feel tempted to finish this sentence – “and since that day Ricardo and Lucinda faced each other, because “in this way we can specify the essence of the encounter: to encounter means to find yourself in the face of another (…) human misfortune is also a misfortune of lies, necessity to hide and conceal, and the face is where we find truth. (…) A face revels itself as a gift of an agathological horizon – the horizon in which good and evil operate dramatically, which heralds either a tragedy or a victory of man. In this dramatic relation, unlike in the kingdom of notions, good and evil are not perceptibly separated, but they entwine at the same time, in the same space and in the same person. Entwined in this way they are an example of a relevant perspective of human history. What is silence for a sound, light for a colour is good and evil for a face. Therefore, the face can be revealed. However, the comparison of the face with silence and light may be misleading. We must add: this silence and light take a shape of a cross. It is impossible to avoid the symbolism of the cross”. Their escape was long and full of suffering, shame and exile; it may be described as a cross. But thanks to that cross they reached the Truth. Ricardo was able to face his egoism and blindness and to confess it to the others. Only when he rejected himself, when he stepped beyond his own being he was able to find what he was looking for. He discovered THE ENCOUNTER.

Tłumaczenie: K. Sumara
Koło Naukowe Anglistów NeoLit

Literature:

  1. de Unamuno Miguel Dobry męczennik i trzy inne opowieści, Wydawnictwo Literackie, 1985, s.185-229.
  2. Illig Jacek Księga Aforyzmów, Videograf, 2002, s. 181-220.
  3. Tischner Józef Filozofia dramatu: Twarzą w twarz, 2006.

 

REDAKTOR DZIAŁU 'CZUJĘ'   Kontakt: katesnow888@gmail.com     Studia: Psychologia, V rok, specjalizacja: psychologia kliniczna dorosłego człowieka oraz psychologia pracy i organizacji.    Doświadczenie zawodowe (praktyki, staże, współpraca): Praktyki w Wojewódzkim Specjalistycznym Zespole Neuropsychiatrycznym im. Św. Jadwigi w Opolu Praktyki w Szkole Podstawowej nr 51 im Fryderyka Chopina  w Katowicach Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): Akademia Przyszłości Dzieci z Teatralnej Zainteresowania: Psychoterapia, muzyka filmowa, teatr, audiobooki podróżnicze, malarstwo, podróże, zumba . Dodatkowe informacje o autorze:  Sudentka psychologii. (...)


Okresy studiów

Seksualność

Do czasu studiów był to raczej temat tabu. Jednak potwierdzona posiadaniem dowodu tożsamości "dorosłość" daje jawne przyzwolenie na dyskusję, odkrywanie, a także (a może w szczególności) praktykę.

  • Opublikowane 17 Październik, 2011

Jestem inteligentny, ale czy na pewno mądry? O inteligencji emocjonalnej

Wysoki iloraz inteligencji nie gwarantuje jeszcze spektakularnego sukcesu. Najinteligentniejsi ludzie nie zawsze efektywnie radzą sobie w życiu. Co determinuje ten stan? Aby osiągać cele, trzeba wiedzieć, jak skutecznie wykorzystać swój potencjał, jak radzić sobie ze stresem, jak zarządzać własnymi emocjami i jakie strategie wykorzystywać w codziennych relacjach interpersonalnych.

Przed laty amerykański magazyn „Time” umieścił na okładce informację, że najlepszym predyktorem sukcesu życiowego nie jest wiedza, nie intelektualne zdolności, lecz inteligencja emocjonalna (EQ).

Nawet, jeśli nie jesteś tego świadom, to przez większość czasu jesteś w jakimś stanie emocjonalnym. W tej chwili istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że masz w sobie emocję ciekawości odnośnie tego, co za chwilę przeczytasz. To dobrze - informacje przedstawione w artykule stanowią przegląd stanowisk współczesnej psychologii na temat EQ i kontrowersji z nią związanych.

Intuicyjnie wiemy, czym jest inteligencja emocjonalna. Znamy ludzi, których cechuje wyjątkowa zdolność emocjonalnego współodczuwania. Zauważamy również przypadki „bezmyślności emocjonalnej” - gdy ktoś bezpodstawnie rani innych, wszczyna bezsensowne kłótnie. Problem jednak pojawia się - jak zauważa Gerald Matthews - gdy próbujemy wyjść poza wspomniane intuicje i zmierzyć EQ, tzn. „przyłapać ją na gorącym uczynku”.

Problematyka inteligencji emocjonalnej stanowi relatywnie nowy obszar badań psychologicznych. Mówimy o niej w odniesieniu do zdolności rozpoznawania i rozumienia emocji, radzenia sobie z emocjami i kierowania nimi. Ludzie o wysokim EQ posiadają wgląd we własne stany emocjonalne, potrafią je nazywać, kontrolować oraz efektywnie wykorzystywać w obszarach funkcjonowania osobistego, społecznego i zawodowego. Ponadto, EQ wiąże się ze zdolnością rozumienia reakcji emocjonalnych innych osób, umiejętnością identyfikowania tych emocji i empatycznego reagowania na nie. Naukowcy, zajmujący się badaniami nad tym zagadnieniem przewidują, że osoby z wysokim EQ częściej odnoszą sukcesy w pracy oraz w życiu osobistym. Obecnie istnieją trzy główne modele EQ: model Jacka Meyera i Petera Saloveya, Daniela Golemana oraz Reuvena Bar-Ona.

W ujęciu D. Golemana, EQ obejmuje zdolność rozumienia siebie i własnych emocji, kierowania nimi i kontrolowania ich, zdolność indywidualnego motywowania, empatię oraz umiejętności o charakterze społecznym. Autor ujmuje ją w kategoriach potencjału emocjonalnego, który umiejętnie wykorzystany przeradza się w konkretne emocjonalne kompetencje i umiejętności utożsamiane z inteligentnym zarządzaniem emocjami. Zgodnie z tym podejściem człowiek emocjonalnie inteligentny nie tylko potrafi rozpoznawać i nazywać intra- i interpersonalne stany emocjonalne, ale przede wszystkim posiada świadomość, w jaki sposób tę niezwykle cenną wiedzę wykorzystywać w codziennym życiu.

J. Meyer i P. Salovey zdefiniowali EQ jako zdolność rozumowania dotyczącego emocji i informacji o charakterze emocjonalnym, a także zdolność wykorzystywania emocji do usprawnienia myślenia. W serii zaprojektowanych przez siebie eksperymentów z użyciem autorskiego narzędzia autorzy podjęli próbę odpowiedzi na pytanie, czy konstrukt EQ rzeczywiście istnieje.  W opracowanych przez autorów narzędziach do pomiaru inteligencji emocjonalnej proszono uczestników, by rozpoznali emocje widoczne na twarzach osób przedstawionych na zdjęciach. W kolejnych etapach zadawano badanym pytania, dotyczące ludzkich reakcji emocjonalnych uwarunkowanych sytuacyjnie, tj. proszono, by badani wyobrazili sobie, że: „George był smutny, a godzinę później miał poczucie winy. Co się wydarzyło w międzyczasie?/ Wybierz jedną z dwóch odpowiedzi:

  • George pomagał sąsiadowi, towarzysząc mu podczas wizyty u lekarza,
  • George nie miał energii, by zadzwonić do matki i nie złożył jej życzeń urodzinowych.”

Osoby o wysokiej EQ wybierały opcję (b). Ich zdaniem opis sytuacji przedstawiony w tej wersji odpowiedzi lepiej tłumaczył zmianę nastroju George'a ze smutku w poczucie winy. Badanie wykazało ponadto, że zdolność udzielania prawidłowych odpowiedzi poprawiała się wraz z wiekiem. Odpowiedzi udzielane na zróżnicowane pytania okazały się spójne, tzn. osoby, które przeszły pomyślnie etap zadań testowych, wypadły równie dobrze w innych zadaniach. Wyniki opisanego eksperymentu oraz kontynuacji badań dowodzą, zdaniem autorów, że inteligencja emocjonalna rzeczywiście istnieje. J. Meyer i P. Salovey zwracają przy tym uwagę, iż często jest ona uznawana za coś, czym wcale nie jest, np. wielokrotnie sprowadza się ją do cech osobowości. Kolejnym nieporozumieniem, związanym z interpretacją  pojęcia, jest w ocenie autorów modelu przekonanie, że - jak sugerowała okładka „Time” - inteligencja emocjonalna jest gwarancją sukcesu życiowego. Czy to oznacza, że EQ nie ma znaczenia?

Zdaniem J. Meyera: „absolutnie ma (...), EQ poszerza nasze pojęcie inteligencji, pomaga przewidywać kluczowe osiągnięcia życiowe, może być przydatna w takich obszarach jak poszukiwanie dobrej pracy czy nawiązywanie relacji interpersonalnych.” Wysoka EQ sama w sobie nie gwarantuje jednak, że osoba odznaczająca się nią potrafi wykorzystywać umiejętności emocjonalne w życiu osobistym, zawodowym czy społecznym. Oznacza ona tylko tyle, że osoba ta ma bardzo dobre potencjalne możliwości nauczenia się tych umiejętności. Można bowiem mieć dużą zdolność empatii, ale nie mieć nabytych, wyuczonych umiejętności, które przekładają się np. na profesjonalną obsługę klientów czy  bycie cenionym wykładowcą.

Emocje pełnią zatem bardzo ważną rolę w organizowaniu naszych zachowań i działań. Adekwatne rozpoznanie sygnału, jakim jest stan emocjonalny i reakcja na niego, odwołuje się do wiedzy o nas samych. Trudno sobie wyobrazić jak wyglądałoby nasze funkcjonowanie bez udziału emocji w naszym życiu. Jeżeli nie odczuwam emocji, gubię kierunek działania. Nie potrafię rozpoznać niebezpieczeństwa, bo nie wiem, czy się boję.

John Carroll w 1993 r. na podstawie kompleksowej analizy zdolności poznawczych opracował trójwarstwowy model inteligencji:

 

Na szczycie modelu Carrolla znajdowała się inteligencja ogólna (g). Druga z warstw obejmowała osiem kategorii zdolności - inteligencję płynną (rozumowanie przestrzenne i logiczne), skrystalizowaną (wiedza przyswajana przez daną osobę i zdolność dostępu do niej), jak również sześć innych obszarów, wśród nich: pamięć ogólną, ogólną szybkość umysłową, ogólną percepcję wzrokową, ogólną percepcję słuchową. J. Carroll założył, że inteligencja ogólna opiera się na wielu inteligencjach drugiego rzędu. J. Meyer uzupełnił poziom drugiej warstwy modelu J. Carrolla o tzw. hot intelligencies, do których zaliczył m.in. inteligencję emocjonalną, społeczną i praktyczną.       

Wymiary te nie tylko uzupełniają mechanizm ludzkiego przetwarzania informacji, pozwalają również przewidywać, w jaki sposób konkretne osoby będą radzić sobie w życiu. Przegląd ostatnich danych sugeruje, że EQ pozwala przewidywać funkcjonowanie w sferze społecznej. Osoby, które mają wyższą EQ nawiązują bardziej satysfakcjonujące relacje z przyjaciółmi i wykazują bardziej efektywne kontakty w pracy. Czy można zatem próbować podwyższyć indywidualny poziom inteligencji emocjonalnej? 

Współcześni badacze sugerują, że jest to możliwe w odniesieniu do określonych zdolności z zakresu EQ. Można na przykład trenować identyfikację emocji, jednego z komponentów EQ - Paul Ekman stworzył w tym celu program komputerowy (prezentujący mikroekspresje emocji). Również w obszarze edukacji opracowano programy, których celem jest kształtowanie umiejętności z zakresu EQ (trening umiejętności społecznych, pewności siebie, unikania zachowań niepożądanych).

Warto zatem sprawdzić jaką mamy EQ oraz uświadomić sobie złożony i niejednoznaczny charakter zależności między bodźcem, myślami, emocjami a sytuacją. Trzeba również uwzględnić cenę, jaką płacimy za przywiązanie do dotychczasowego sposobu myślenia i emocjonalnego reagowania. Kluczowe jest zatem zdefiniowanie inteligencji emocjonalnej oraz skupienie się na rzeczywistych zdolnościach - im bowiem lepiej funkcjonujemy w rzeczywistości społecznej, tym większe prawdopodobieństwo odnoszenia sukcesów życiowych.

Warto zatem inwestować indywidualny wysiłek w rozwój składowych kompetencji EQ, postępując zgodnie z trzema kluczowymi zasadami zarządzania emocjami:

  • Miej świadomość emocji, które odczuwasz - kształtuj umiejętność zauważania własnego stanu emocjonalnego - im szybciej zdasz sobie sprawę, że pojawiła się emocja tym łatwiej będziesz mógł ją kontrolować.
  • Poznaj swoje emocje - ćwicz jasne rozumienie swoich stanów emocjonalnych i nazywanie ich - za każdym razem postaraj się znaleźć odpowiedź na cztery podstawowe pytania: Skąd się wzięła?/ Kiedy i gdzie się zaczęła?/ Jaki ma przebieg i intensywność?/ Kiedy i jak się kończy - jaki jest czas jej trwania?
  • Rozpoznawaj emocje innych ludzi i sytuacje, które je generują – trenuj umiejętność dekodowania wyrazów twarzy, pojawiających się w określonych stanach emocjonalnych i staraj się zrozumieć sytuacje, które je wyzwalają.
  • Przejmij kontrolę nad emocjami - świadomie wpływaj na nastrój emocjonalny, reguluj go.

Regularnie stosuj powyższe narzędzia, a masz szansę na efektywne działanie w relacjach interpersonalnych. Zarządzanie emocjami wymaga pracy, ale efekty mogą być zdumiewające. Poniżej krótki test - podsumowujący - na pomiar indywidualnej siły emocjonalnej:
 

 

 

 

Przeczytaj kolejne zdania i odpowiadaj szybko, bez zastanowienia!

Zaznacz właściwa dla Ciebie odpowiedź zakreślając odpowiednie określenie na skali:

nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze

 

1. Niepokoi mnie bycie odtrąconym lub zignorowanym.                                                                                                         nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze

 

2. Kiedy zrobię coś, czego się wstydzę, potrafię się do tego przyznać.                                                                              nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze

 

3. Przykro mi, kiedy ktoś nieznajomy jest dla mnie nieprzyjazny.                                                               nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze

 
4. Potrafię się śmiać ze swoich słabych stron.                                                                                                                nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
5. Denerwuję się, gdy popełniam błędy.                                                                                     nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
6. Uświadamiam sobie własne niedoskonałości, nie mając poczucia winy.                      nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
7. Kiedy ktoś się na mnie zezłości mam popsuty dzień.                                                          nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
8. Codziennie doznaję całej gamy odczuć, włącznie ze smutkiem, gniewem i strachem.  nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
9. Intensywne emocje przyprawiają mnie o utratę kontroli nad sobą.                                 nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
10. Podejmowanie decyzji nie sprawia mi trudności.                                                              nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze
 
11. Intensywne emocje innych ludzi powodują to, ze tracę kontrolę nad sobą.                  nigdy     rzadko     czasem     często     zawsze

 

 

Osoby o wysokiej EQ odpowiedzą: „często/zawsze” na pytania: 2, 3, 4, 6, 8, 10 oraz „nigdy/rzadko” na pytania: 1, 5, 7, 9, 11. Jeśli Twoje wyniki są nieco inne właśnie zidentyfikowałeś obszary, które wymagają korekty i nieco pracy nad sobą.

 
 

 Autor: mgr Katarzyna Więcek-Jakubek

 LITERATURA:
  1. Aronson, E. (2000). Nobody left to hate. New York: W.H. Freeman & Co.
  2. Brackett, M. A., Warner, R. M., Bosco, J. S. (2005). Emotional intelligence and relationship quality among couples. Personal Relationships, 12, 197-212.
  3. Cohen, J. (1999). Learning about social and emotional learning: Current themes and future directions. W: J. Cohen (red.), Educating minds and hearts (184—191). New York: Teacher’s College Press.
  4. Fitness, J. (2001). Betrayal, rejection, revenge, and forgiveness: An interpersonal script approach. W: M. Leary (red.). Interpersonal rejection. New York: Oxford University Press.
  5. Goleman D. (1997).Inteligencja emocjonalna. Media Rodzina of Poznań.
  6. Goleman, D. (1999). Inteligencja emocjonalna w praktyce. Poznań: Media Rodzina of Poznań.
  7. Lopes, P.N., Brackett, M.A., Nezlek, J.B., Schutz, A., Sellin, I., Salovey, P.(2004). Emotional intelligence and social interaction. Personality and Social Psychology Bulletin, 30, 1018-1034
  8. Salovey, P.,Stroud, L. R., Woolery, A., Epel, E. S. (2002) Perceived emotional intelligence, stress reactivity, and symptom reports: Further explorations using the trait meta-mood scale. Psychology & Health, 17(5), 611-627.
  9. Segal J. (1997). Jak pogłębić inteligencję emocjonalną. Wyd. Jacek Santorski&CO.
  10. Schmidt, J.E., Andrykowski, M.A. (2004). The Role of Social and Dispositional Variables Associated With Emotional Processing in Adjustment to Breast Cancer: An Internet-Based Study. Health Psychology, 23 (3), 259–266.
  11. Slaski, M., Cartwright, S. (2002). Health performance and emotional intelligence: An exploratory study of retail managers. Stress and Health, 18, 63–68.
  12. You, J.H., Lee, S.J. & Lee, H.K. (1999). The influence of on individual’s emotional characteristics on Work-related burnout experience: the emotional intelligence as a mediator to experience burnout Feeling. Korean journal of industrial and organizational psychology, 11 (1), 23 -52.
 

 


Strony

Subscribe to RSS - Czuję

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.