Czuję

Empatia - Czy można się jej nauczyć?

Czy uważasz się za osobę, która doskonale potrafi poznać, kiedy Twój znajomy jest smutny? Czy kiedy ktoś opowiada Ci o swoich problemach, potrafisz wczuć się i zrozumieć jego punkt widzenia? Czy nie masz problemów z odgadnięciem jaką motywacją kierował się ktoś, kto zrobił coś dziwnego i niespotykanego? Jeśli odpowiedziałeś „tak” na powyższe pytania, jesteś osobą, która posiada rozbudowaną EMPATIĘ. A może odpowiedziałeś „nie” i zastanawiasz się, czy możesz stać się bardziej empatyczny?

CZYM JEST EMPATIA?

Na samym początku powinniśmy zastanowić się, „skąd wzięła się empatia”, kto wprowadził ten termin i co tak naprawdę oznacza.

Słowo empatia pochodzi od niemieckiego terminu Einfühlung, (Lipps, 1903, cyt. za: Davis, 1999) który oznacza skłonność do utożsamiania się z jakimś przedmiotem, powodującym odczucia estetyczne związane z urokiem owej rzeczy. Angielski termin empathy został wprowadzony dopiero w 1909 roku do słownika przez Tichenera i stanowił tłumaczenie terminu Einfühlung. Ówcześni badacze rozumieli empatię inaczej, niż my dzisiaj. Według nich, oznaczała wytworzenie wewnętrznego obrazu – imitacji danego obiektu, dzięki któremu, mieliśmy wytworzyć w głowie obraz zaobserwowanego stanu rzeczy.

W dzisiejszych czasach badacze definiujący empatię, dzielą się na trzy grupy, reprezentujące zupełnie różne podejście do tematu. Przedstawię je pokrótce:

Pierwsza z grup zwraca szczególną uwagę, na emocjonalną stronę empatii, uważając ją za „(…) reagowanie emocjonalne obserwatora, spowodowane odczuciem, że ktoś inny doświadcza lub jest na drodze do doświadczania jakiegoś rodzaju emocji.” (Stotland, 1969, cyt.za: Davis 1999) Upraszczając, definicja zakłada dawanie odpowiedzi, zawierającej ładunek emocjonalny, na zachowanie się i emocje drugiej osoby. Sprawia to, że przeżywasz podobne stany, w stosunku do osoby, z którą empatyzujesz. Czyli najkrócej mówiąc, kiedy widzisz kogoś smutnego, reagujesz na jego zachowanie tą samą emocją, czyli smutkiem.

Druga z grup związana jest ze sferą poznawczą. Naukowcy Ci, traktują empatię jako wykształconą umiejętność spostrzegania i rozumienia, tego, co druga osoba przeżywa. Dodatkowo według nich, osoba empatyczna będzie w stanie poprawnie odgadnąć uczucia, pragnienia i reakcje osoby, z którą empatyzuje, dzięki temu, że jest w stanie za pomocą własnych wyobrażeń i fantazji stworzyć obraz tego, jak czuje się dana osoba. Więc widząc, że ktoś się cieszy, wiesz jakie emocje przeżywa i domyślasz się, że jego radość spowodowało zdanie ciężkiego egzaminu. Przez to jesteś w stanie dogłębnie zrozumieć radość drugiej osoby i ją przeanalizować.

Trzecie podejście jest syntezą obu powyższych, a więc skupia się zarówno na aspekcie emocjonalnym jak i poznawczym. Jego przedstawiciele uważają, że empatia to reakcja emocjonalna, którą wywołują procesy poznawcze – rozumiane jako percypowanie, albo wyobrażanie sobie sytuacji. Wydaje się, że jest to podejście o największym realizmie. Zawiera nie tylko ocenę i próbę zrozumienia drugiej osoby, ale też reakcję emocjonalną jaką udzielamy tej osobie w zamian.

EMPATIA A NEUROBIOLOGIA – CZYLI CZYM SĄ NEURONY LUSTRZANE?

Skoro już wiemy mniej więcej czym dla psychologów jest empatia, zastanówmy się co jest za nią odpowiedzialne, czyli co ją wytwarza? Z badań neurobiologicznych i neuropsychologicznych wynika, że reakcja empatyczna jest wynikiem przetwarzania informacji przez neurony lustrzane, które w swojej sieci tworzą dwie „drogi”. Neurony lustrzane są specyficznym rodzajem komórek, które mają pomóc nam w rozumieniu emocji drugiej osoby. Pierwsza z owych „dróg”, została nazwana „bottom-up”. Naukowcy twierdzą, że żeby zrozumieć, co czuje druga osoba, musimy używać tych samych sposobów i reprezentacji, których używamy sami, do odczuwania własnych reakcji! Druga droga „up-bottom” opiera się na biologicznych mechanizmach kontrolowania i hamowania. Owe mechanizmy działają na naszą korę przedczołową, która pozwala nam zrozumieć czyjąś perspektywę, a więc „wejść w skórę” drugiego człowieka. Z badań tych wynika jednoznacznie, że nasz układ nerwowy daje nam podstawową predyspozycję do współodczuwania.

CO WPŁYWA NA NASZĄ EMPATIĘ?

Wiedząc, że nasz mózg i układ nerwowy są „empatyczne”, zastanówmy się dlaczego jedni lepiej przeżywają cudze emocje, a inni gorzej? Z czego wynikają różnice? Na każde nasze zachowanie mają zawsze wpływ trzy czynniki – predyspozycje biologiczne, psychologiczne i środowiskowe.

Jakie biologiczne czynniki wpływają na nasze umiejętności współodczuwania? Przede wszystkim dziedziczenie. W spadku po przodkach dziedziczymy empatię w jakichś 40-50% (Davis, 1999), a więc aż połowa naszej empatii jest dana nam z góry przez rodziców! Oczywiście możemy dziedziczyć predyspozycje zarówno do silnej empatii jak i osłabionej. Innym biologicznym czynnikiem, wpływającym na nasze umiejętności współodczuwania, jest nasz temperament. Buss i Plomin wyróżniali cztery różne składniki temperamentu, którymi były emocjonalność, towarzyskość, aktywność oraz impulsywność. Ciekawym wydaje się być fakt, że emocjonalność, która na pierwszy rzut oka staje się dla nas tożsama z empatycznością, zupełnie nie jest z nią związana! Emocjonalność dla badaczy, jest konstruktem związanym z przeżywaniem negatywnych uczuć, takich jak zdenerwowanie, rozdrażnienie, skłonność do stresowania się, a więc przypomina bardzo neurotyzm, który został szczegółowo opisany w teorii Eysencka. Kolejni badacze temperamentu Larsen i Diner wprowadzają intensywność afektu, która wydaje się być bardzo dla nas istotna, gdyż cechuje się umiejętnością doświadczania intensywnych emocji zarówno pozytywnych jak i negatywnych. A więc osoby o silniejszej intensywności afektu będą bardziej emocjonalne i wydaje się, że także empatyczne, od tych, u których ów konstrukt będzie słabszy.

W psychologii predyspozycje czysto biologiczne to nie wszystko. Co jeszcze sprawia, że każdy człowiek różni się zdolnościami do empatyzowania?

Przede wszystkim możemy zauważyć wyraźny wpływ naszych uczuciowych relacji z rodziną. Badacze spierają się co ma większy wpływ – czy poczucie bezpieczeństwa, które realizowane uczy okazywania troski, czy też, o poświęcany dziecku czas, przez co większą uwagę poświęca innym.

Ważny przy rozwoju empatii jest także sposób przywiązania. Dzieci przywiązane w sposób bezpieczny (na wyjście mamy z pokoju i pojawienie się obcego reagowały pozytywnie i bez paniki, czy płaczu) były w przedszkolach bardziej zajęte nowymi kolegami i częściej pomagały innym dzieciom, niż te o sposobie przywiązania się ambiwalentnym, czy unikającym (czyli dziećmi obojętnymi lub wycofującymi się z powodu pojawienia się nowej, nieznanej sytuacji).

Oprócz samych uczuć przekazywanych dzieciom przez rodziców, wpływ wydaje się mieć także sposób sprawowania opieki rodzicielskiej. Najbardziej sprzyjający wzrostowi empatii wydaje się być tak zwany styl dyscypliny indukcyjnej (Davis 1999), który polega na pokazywaniu dziecku, jakie negatywne konsekwencje odczuwa otoczenie dziecka, kiedy zachowa się źle, lub wbrew nakazom rodziców. Przez ową naukę konsekwencji, dzieci uczą się postrzegać krzywdę innych i ją unikać.

Czy płeć ma wpływ na zdolności współodczuwania? Stereotypowo uważa się, że jest to domena kobiet. Jednak badania pokazują dość ciekawe wyniki. Z metod samoopisowych wynika, że faktycznie, kobiety powinny być bardziej empatyczne. Jednak skonfrontowano ową metodę z kwestionariuszami, które pokazały, że nie ma istotnych różnic, podobnie jak metody polegające na badaniu reakcji fizjologicznych i mimicznych. A więc wychodzi na to, że kobiety uważają się za bardziej empatyczne, gdyż wpływają na to stereotypy i przyjmowane role płciowe!

Zagadkową kwestią wydaje się być także hipoteza, że wraz z upływem wieku poziom empatii może się zmienić. Badacze prezentują trzy różne stanowiska:

  1. Empatia wzrasta z wiekiem, gdyż wraz z dorastaniem człowiek obraca się w coraz większych grupach, przyjmuje nowe role i zwiększa swoje doświadczenia.
  2. Wraz z wiekiem człowiek staje się mniej elastyczny, więc jego poziom empatii nie może się zwiększać.
  3. Istnieje zależność krzywoliniowa – poziom empatii powoli wzrasta od okresu niemowlęcego, by osiągnąć wartość maksymalną w okresie dojrzałości. Później empatia wydaje się maleć.

Najbardziej logiczną wydaje się być opcja trzecia, związana ze wzrostem krzywoliniowym. Jednak w badaniach nad empatią wyniki wychodzą bardzo różne i ciężko tak naprawdę upierać się przy którymś ze stanowisk, chociaż jak zawsze sympatią największą cieszy się syntetyczne podejście, które po części zgadza się ze zjawiskami opisywanymi przez psychologię rozwojową.

ĆWICZENIE EMPATII – SPRÓBUJ SAM!

Skoro już wiemy, czym jest empatia i co wpływa na jej wzrost, powinniśmy się zastanowić nad możliwościami jej zwiększenia, czy też ulepszenia. Czy jest to w ogóle możliwe?

Jeżeli założymy, że empatia jest zależna od naszego doświadczenia i procesów poznawczych, wydaje się, że będzie można na nią wpłynąć. Oto sposoby:

  1. Brak koncentracji uwagi jako skuteczna blokada empatii. Najczęstszą przeszkodą we wzajemnym współodczuwaniu wydaje się być problem z koncentracją. Często rozmawiając z kimś, zaczynamy się skupiać na szumie z zewnątrz, rozpraszać się innymi galopującymi po głowie myślami. Sytuacja w pracy, czy na uczelni też może nam przeszkodzić w skupieniu się na innych, gdyż za bardzo jesteśmy zaabsorbowani sobą. Kiedy więc chcemy być bardziej empatyczni, podczas rozmowy z drugą osobą poświęćmy jej maksimum uwagi, starając się ignorować inne sygnały, hałasy i myśli.
  2. Komunikowanie się i zdolność aktywnego słuchania. Aby poprawić empatyczność, powinniśmy wzmocnić nasze umiejętności komunikowania się. Często problem z współodczuwaniem emocji może wiązać się z tym, że „słyszymy”, a nie „słuchamy” odbiorcy. Po części wynika to z braku koncentracji, ale może też z braku zainteresowania tematem. Kiedy nie słuchamy aktywnie, nie dopuszczamy emocji drugiej osoby do własnej świadomości i nie jesteśmy w stanie powiedzieć, dlaczego zachowuje się tak, jak zachowuje, co myśli i po co.
  3. Samoświadomość – wgląd w swoje emocje i zachowania. W empatii ważna jest nie tylko świadomość własnych emocji, ale i własnego ciała przekazującego sygnały niewerbalne innym. Jeśli podczas rozmowy całym ciałem i gestami ukazujemy znudzenie (rozłożona sylwetka, rozglądanie się na boki, czy też najgorsze – ziewanie) to nasz rozmówca, będzie starał się przekazać minimum informacji, co nie będzie sprzyjał współodczuwaniu. Osoba ta pomyśli, że nudzi Cię to co mówi i będzie się starała jak najszybciej zakończyć temat.
  4. Nauka zmiany ról – Gestaltowskie krzesła. Jeśli naprawdę pojawia się problem z empatyzowaniem, może nam pomóc metoda terapeutyczna z psychologii Gestalt – zwana dwoma krzesłami. Polega ona na tym, aby wyobrazić sobie, że na krześle obok siedzi osoba, której nie rozumiemy. Następnie przesiadamy się na krzesło tej osoby i wchodzimy w jej rolę. Staramy się jak najdokładniej oddać jej punkt widzenia, wyobrazić sobie jej myśli i uczucia. To ćwiczenie jest często pomocne, bo pozwala spojrzeć na różne sytuacje z perspektywy innej osoby, którą chcielibyśmy lepiej zrozumieć i empatyzować z nią.
  5. Wizualizacja. Jeśli w dalszym ciągu mamy problem ze zrozumieniem drugiej osoby, należałoby się zastanowić, co w takiej sytuacji zrobilibyśmy my. Jeśli Twój kolega płacze z powodu oblanego egzaminu z ciężkiego przedmiotu, pomyśl jak ty byś się czuł w takiej sytuacji i co byś zrobił, a także co chciałbyś usłyszeć. Takie zachowanie nie tylko sprawi, że będziesz lepiej rozumiał drugą osobę, ale też możesz dać jej poradę, dzięki której lepiej sobie poradzi z sytuacją.

PODSUMOWUJĄC

Jak już wiemy empatia jest zdolnością rozumienia motywacji i uczuć drugiej osoby, dzięki której będziemy w stanie lepiej ją zrozumieć. Na jej powstanie i uwarunkowanie wpływa wiele różnych czynników. Jeśli jesteśmy „beznadziejnym przypadkiem” możemy zawsze zastanowić się nad naszym zachowaniem i sposobem myślenia, bo być może to my popełniamy zasadnicze błędy, które są blokadą skutecznej komunikacji emocji.

Na zakończenie, chciałabym zadać jedno pytanie, które może nasunąć nam się po przeczytaniu tego artykułu. „No dobra, może i nie jestem za bardzo empatyczny, ale co z tego? Po co mi empatia?” Empatia jest zachowaniem, biologicznie i adaptacyjnie bardzo istotnym. Dzięki tej umiejętności jesteśmy w stanie rozumieć inne osoby bez słów i udzielić stosownej pomocy, tak przecież zachowują się zwierzęta! Małpki, które mają wybór między jedzeniem tylko dla siebie, albo dla siebie i drugiej, równie głodnej małpki wybiorą tę drugą, bądź podzielą się posiłkiem! Zachowania takie zwiększają szanse na przetrwanie gatunku. W dzisiejszym świecie (poza dżunglą i małpkami) empatia może wiązać się z innymi aspektami. Rozumiejąc inne osoby, stajesz się dla nich atrakcyjniejszym partnerem do rozmów. Czują się wysłuchane, potrzebne i zrozumiane. Może to zwiększać szansę na tworzenie nowych przyjaźni, czy też rozpoczęcie szczęśliwego związku. Dodatkowo istnieją przecież zawody, których nie wyobrażamy sobie bez zdolności empatyzowania. Wyobraź sobie pielęgniarkę, dającą zastrzyk dziecku z zaciętą miną, lub dentystkę, która z sadystycznym uśmiechem boruje zęby. Taki „specjalista” nie miałby wielu pacjentów, dlatego częściej powtarza, że „to potrwa chwilkę” lub stara się nas rozweselić. A więc jednak chyba warto przećwiczyć metody, które pozwolą Ci rozwinąć empatię!

BIBLIOGRAFIA:

  1. Bauer J., (2008)  EMPATIA Co potrafią lustrzane neurony; Warszawa: Wydawnictwo naukowe PWN
  2. Eisenberg N., (2005) Empatia i Współczucie; Psychologia emocji ; Gdańsk;  Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2005.  s. 849-867,
  3. Davis M., (1999) EMPATIA O umiejętności współodczuwania; Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
  4. Jankowiak-Siuda K., Siemieniuk K.,  Grabowska A, (2009) Neurobiologiczne podstawy empatii; Neuropsychiatria i Neuropsychologia; 4, 2: s. 51–58
  5. Szczepan-Jakubowska D.,  Jakubowski J., Jak ćwiczyć i rozwijać empatię? http://www.akcja-empatia.pl/index.php/o-empatii/jak-cwiczyc-i-rozwijac-empatie

Kontakt: koralina.lopata@gmail.com Kierunek studiów: Psychologia kliniczna i sądowa rok 4 Zainteresowania: Psychologia społeczna i ekologiczna, wegetarianizm, literatura psychologiczna i beletrystyka, rysowanie. Doświadczenie zawodowe: Praktyki w Centrum Psychiatrii w Katowicach Szopienicach Studentka psychologii zainteresowana szeroko rozumianą ekologią i zdrowym trybem życia i ich wpływem na życie człowieka. (...)


My Body Galery – celebracja „prawdziwych” kobiet

„Chciałabym zaprezentować wam powyższą stronę internetową. Naprawdę nie miałam pojęcia, jak wygląda kobieta, która waży tyle, co ja. Zawsze patrzę na inne kobiety i zastanawiam się: czy jestem od nich grubsza? W każdym razie ten portal nadaje sprawie nieco dystansu” – dzieli się swymi spostrzeżeniami mistydbowen, użytkowniczka forum jednej z wielu społeczności internetowych dla osób, które pragną schudnąć.

O jakiej stronie pisze? Czy ma na myśli kolejny portal o dietach-cud bądź osobach, które straciły połowę swej wyjściowej wagi stosując się do jakiejś magicznej wskazówki?

Nie. Chodzi tu o serwis MyBodyGallery.com – anglojęzyczną przestrzeń internetową, gdzie „prawdziwe” kobiety - wysokie i niskie, szczupłe i tęgie - mogą publikować zdjęcia swoich sylwetek.

Różnorodność i akceptacja

My Body Galery to portal internetowy dla kobiet i dziewcząt, który ma na celu promowanie pozytywnego stosunku do własnego ciała oraz kreowanie realistycznego wyobrażenia o naszej figurze. Autorzy serwisu wierzą, iż „w dzisiejszym świecie przepełnionym obrazkami tego, jak powinnyśmy wyglądać, stwierdzenie tego jak naprawdę WYGLĄDAMY może być trudne.” Często postrzegamy samych siebie w bardzo negatywnych barwach. Właśnie to pragną zmienić, zachęcając panie o różnych typach budowy do umieszczania swych zdjęć w portalu. Niektóre twarze są zamazane, bo tu przecież znaczenie ma tylko kształt sylwetki.

Projekt ma na celu stworzenie swoistej galerii fotografii, która pomoże paniom ujrzeć się we właściwym świetle. Pomysłodawcy portalu pragną ukazać nam jak wyglądają kobiety – nie tylko te reprezentujące obecny kanon piękna. Motywami przewodnimi mają być właśnie różnorodność i akceptacja. Dzieląc się z innymi swymi zdjęciami, powinnyśmy nabrać dystansu do samych siebie. Oglądając fotografie pozostałych użytkowniczek, widzimy, że osoby z podobną do nas budową ciała prezentują się dużo lepiej, niż mogłoby nam się wydawać.

W poszukiwaniu ideału

Strona główna portalu uderza w nas przerażającą statystyką – według ostatnich badań 95% kobiet, z których zdecydowana większość jest w stanie trafnie oszacować szerokość pudełka do butów, wyraźnie przecenia obwód swych talii (o 25 %) i bioder (o 16 %). Ale czy to nas może dziwić?

Stereotypowe jest już ględzenie żony ciągle pytającej męża, czy wygląda grubo w danym stroju. O ile tylko ciągnie wybranka za język, ponieważ chce dobrać ubranie, w którym jej figura prezentuje się korzystnie albo próbuje zachęcić męża do komplementów, w zasadzie nie ma w tym nic złego. Warto jednak wspomnieć, iż jeśli kobieta rzeczywiście czuje się niedowartościowana i ciągle widzi się w krzywym zwierciadle (którego odbicie ukazuje osobę mniej atrakcyjną niż jest w rzeczywistości), może to mieć zgubny efekt dla jej samopoczucia i zdrowia psychicznego.

Kobietom w zaakceptowaniu siebie na pewno nie pomaga natłok informacji na temat tego, jak powinny wyglądać. Tradycyjne media takie jak kolorowe magazyny czy telewizja, celebrują szczupłe, choć zwykle nie wychudzone sylwetki. Internet jako platforma komunikacyjna spełnia swoją funkcję i poszerza gamę możliwości: tu znajdujemy na przykład pamiętniki tzw. „motylków” – dziewczyn, często bardzo młodych, które otwarcie przyznają się do restrykcyjnej diety i często z dumą przyznają, iż mają anoreksję. Na forach i blogach prześcigają się, chwaląc liczbą zrzuconych „zbędnych” kilogramów i przekazują sobie rady jak oszukać głód bądź martwiących się bliskich (!).

Na innych portalach komunikują się miłośnicy kobiet otyłych. Producenci stacji BBC nakręcili w zeszłym roku serię niepowtarzalnych reportaży na temat społeczności feedersów, która ujawnia się właśnie w Internecie. Kobiety, których zdjęcia są przez nich udostępniane, mają chorobliwą nadwagę. Furorę wśród feedersów robią filmiki ukazujące otyłe panie spożywające góry jedzenia czy ‘zgniatające’ swych partnerów. Wydaje się, że ucieczka w stronę chwalenia nadwagi – częściowo w proteście przeciwko celebrowania szczupłej sylwetki przez współczesną kulturę popularną – nie jest rozwiązaniem, a raczej popadaniem w drugą skrajność. Co więcej, każdemu z tych obozów daleko do zaakceptowania stanu rzeczywistego. Według nich kobiety zawsze mają dążyć do perfekcji - schudnięcia lub przytycia.

„Zawsze byłam tą grubą”

W tym przesycie sugestii na temat idealnego wyglądu, My Body Gallery zdaje się być głosem rozsądku. Nawołuje do akceptacji własnego ciała takim jakim jest – nie do narzucania mu nowej, nienaturalnej formy poprzez drakońskie diety czy przymusowe tuczenie się. W serwisie nie znajdziemy dwóch identycznych sylwetek.

Jak działa My Body Gallery? Pomaga nam wyszukać zdjęcia osób, które przy tym samym wzroście ważą tyle co my. Szukając ich, wybierać możemy z kategorii takich jak właśnie wzrost, waga, rozmiar spodni, rozmiar bluzki. Fotografie przeglądać może każdy, nie tylko stali użytkownicy portalu. Możemy także sprofilować nasz typ sylwetki. Do wyboru mamy gruszkę, banan, jabłko i klepsydrę.

Na portalu znajdują się także blogi – historie spisane przez młode dziewczyny i dojrzałe kobiety. Historie o ich ciałach, o kompleksach, o samoakceptacji. Tytuły wpisów pokazują jak wielką wagę przywiązują do wyobrażeń o własnym ciele: „Marzenia”, „Zawsze byłam tą grubą”, „Strach”, „Zdrowe jest seksowne”.

Spoglądając na siebie łagodniejszym okiem

Nowa kampania marketingowa Dove – firmy, która już od lat w swych reklamach nawiązuje do „prawdziwych” kobiet – pokazuje rosnące zapotrzebowanie na to, by spojrzały one na siebie nieco mniej krytycznym wzrokiem. W sponsorowanych przez Dove filmach wideo krążących w sieci, portrecista każe kobietom się opisać. Sam ich nie widzi. Na podstawie relacji rysuje portret. Później tworzy drugie dzieło. Tym razem kieruje się opisem podanym nie przez samą portretowaną, lecz przez niezależną osobę, która kobietę miała okazję zobaczyć. Zazwyczaj portret naszkicowany na podstawie opisu ilustrowanej kobiety okazuje się brzydszy i mniej prawdziwy niż ten stworzony na podstawie rozmowy artysty z kimś postronnym. Film pokazuje, że czasami powinnyśmy spojrzeć na siebie okiem obcej osoby, które paradoksalnie traktuje nas łagodniej niż my same. My Body Gallery jest mniej komercyjnym, bardziej interaktywnym odpowiednikiem tej przesłanki.

Zadanie

Brzmi intrygująco? Możecie przeprowadzić podobny eksperyment. Usiądźcie na chwilę i napiszcie kilka zdań na swój temat. Niech opis oddaje to, jak się same widzicie – nie powinien być zbyt skromny czy optymistyczny, tylko szczery. Potem poproście znajomą osobę, by też Was opisała na osobnej kartce papieru. I jak wypadnie porównanie tych dwóch różnych relacji?

BIBLIOGRAFIA:

  • http://www.myfitnesspal.com/topics/show/960083-my-body-gallery-website
  • http://www.mybodygallery.com/index.html
  • http://www.mybodygallery.com/about.html
  • http://be-skinny-pro-ana.blogspot.com/p/pro-ana-abc.html
  • http://www.hanter.pl/ciekawostki/4731/Chory-fetysz-Otyle-ZGNIATAJA-swoich-partnerow.html
  • http://www.mybodygallery.com/blogs.html
  • http://www.youtube.com/watch?v=XpaOjMXyJGk

Kontakt: marta.blaszczynska@hotmail.co. (...)


Po co małpie emocje? – czyli emocje z perspektywy ewolucji

 

„Na świecie żyją sto dziewięćdziesiąt trzy gatunki małp. Z nich sto dziewięćdziesiąt dwa to gatunki owłosione. Wyjątek stanowi naga małpa, która sama nadała sobie nazwę Homo sapiens. Ten niezwykły i nader udany gatunek poświęca mnóstwo czasu na analizowanie wzniosłych pobudek swego postępowania, jednocześnie starannie ignorując

pobudki podstawowe.”

M. Desmond

 

Co to właściwie są te „emocje”?

            Przytoczę dwie przykładowe definicje emocji. Pierwsza, encyklopedyczna brzmi: „specyficzny proces regulacji psychicznej uruchamiany przez bodźce mające znaczenie dla jednostki, wyraża się zmianą poziomu ogólnej mobilizacji organizmu (pobudzenie emocjonalne), (…), emocje wywierają wpływ na inne procesy regulacji psychicznej (spostrzeganie, myślenie, pamięć), kierunek i sprawność działania”. Z kolei według Podręcznika akademickiego z psychologii „emocje to subiektywny stan psychiczny, uruchamiający priorytet dla związanego z nią programu działania. Odczuwaniu emocji towarzyszą zwykle zmiany somatyczne, ekspresje mimiczne i pantomimiczne oraz specyficzne zachowania”. Obie podane definicje dotykają tematu emocji z innej strony, lecz każda bierze pod uwagę jakiś proces, program i związane z nim działania. Są to pojęcia będące w kręgu zainteresowań psychologów ewolucyjnych, którzy starają się poznać ich specyfikę i przeznaczenie.

Natura ludzka i jej programy

Psychologowie ewolucyjni ludzką naturę rozumieją jako wytworzoną na drodze ewolucji, specyficzną tylko dla ludzi strukturę neuronową i obliczeniową organu jakim jest mózg oraz umysłu. Elementy tej struktury powstały w drodze selekcji naturalnej, a ich celem było i nadal jest rozwiązywanie problemów adaptacyjnych.

Umysł jest zbiorem wyspecjalizowanych programów uruchamianych w konkretnych sytuacjach. Wspomniane programy mogą czasem wchodzić ze sobą w konflikt, kiedy zostaną uruchomione w tym samym czasie. Wyobraźmy sobie, że w jednej chwili uruchomiony jest w naszym mózgu program odpowiedzialny za przyjmowanie pokarmu i za sen. Trudnym zadaniem byłoby zasnąć, gdy kwasy żołądkowe są intensywnie wytwarzane, a perystaltyka jelit daje się we znaki. Z drugiej strony, jak tu spożyć posiłek, gdy oczy się zamykają, tętno lekko zwalnia, a mózg powoli wchodzi w pierwszą fazę snu. Skutki takiego zajścia byłyby ogromnym utrudnieniem dla przetrwania organizmu (zarówno dla naszego przodka, jak dla nas w czasach obecnych).

Dyspozytor w głowie

Umysł ludzi został obdarzony przez ewolucję swego rodzaju dyspozytorem, czyli tym, co decyduje jaki program uruchomić i jakie programy w danej chwili łączyć. Tym regulatorem są emocje. „Decyzja” emocji co do tego, jaki program uruchomić jest uzależniona przede wszystkim od sytuacji, w jakiej znalazł się organizm. Ów proces decyzyjny został wykształcony, ponieważ nasi przodkowie spotykali na swojej drodze życiowej różne sytuacje (trudne, nowe, wyzwania, zagrożenia), które były powtarzalne. Aby przetrwać organizmy musiały znaleźć sposób takiego reagowania, żeby jego skutki długoterminowe były jak najlepsze dla człowieka w tej konkretnej sytuacji, w której się znalazł.

Emocje uruchamiają programy, które najskuteczniej pozwolą poradzić sobie jednostce z problemem, a w tym samym czasie zahamują działanie innych programów. Takie sprawdzone, skuteczne programy mogą zostać włączone do działań specyficznych dla danej emocji. Jest to bardzo prosty proces (który jednak musiał trwać setki tysięcy lat, aby wpisać się na stałe do ludzkiej natury) – jeśli coś wiele razy przyniosło korzyść, zostaje wbudowane w umysł i struktury neuronalne.

Emocje są niezwykłym wytworem, który łączy i stara się zsynchronizować taką ilość aspektów psyche i soma człowieka, aby mógł on z sukcesem dostosować się do środowiska. Wniosek z tego taki, że są one niezbędne do funkcjonowania w społeczeństwie i naturalnym otoczeniu człowieka i do jego przetrwania. Niektóre ze sfer, które emocje „biorą w dyspozycję” to: uwaga, wnioskowanie, pamięć, szerokie spektrum reakcji fizjologicznych, odruchy, system wartości.

Jak emocje to robią?

Skoro nie sposób żyć bez emocji, to jak to się dzieje, że zawiadują one sporą liczbą tego, co się w nas dzieje? Pewnym jest, że nie zachodzi to przypadkowo. Emocje potrzebują swego rodzaju sygnału początkowego. Na podstawie takiego bodźca powstaje wniosek, że właśnie zachodzi taka, a nie inna sytuacja. W tym momencie zostają uruchomione programy, które w przeszłości były na tyle skuteczne, że się utrwaliły. Dzieję się to w krótkim czasie.

Po co to wszystko?

Mechanizmy związane z emocjami są na tyle dobrze skonstruowane, że spełniają swoje zadania adaptacyjne, jednak trzeba mieć na uwadze, że adaptacja, do której mają doprowadzić reakcje emocjonalne jest związana z życiem naszych przodków, które bez wątpienia różni się znacząco od współczesnego homo sapiens. Poza tym ważne jest również to, że mechanizmy te nie są idealne lecz wystarczające. Ich zadaniem nie jest doprowadzenie organizmu do ideału życia, rozmnażania i przyjemnej egzystencji tylko do tego, by przetrwać w takich okolicznościach, aby móc wydać na świat i ochronić kolejne pokolenia.

” Problemy adaptacyjne to pojawiające się przez długi czas w trakcie ewolucji grupy uwarunkowań, które albo sprzyjają reprodukcji (na przykład pojawienie się potencjalnego partnera, właściwości światła ułatwiające widzenie), albo ją utrudniają (na przykład prędkość uciekającego zwierzęcia, działania rywala seksualnego, ograniczone zasoby żywności dla krewnych).”

Nie dla każdego jest to wiadome, że nadrzędnym celem życia z punktu widzenia ewolucji jest rozmnażanie i przekazanie puli genowej kolejnym pokoleniom, a nie wbrew pozorom przeżycie organizmu. Może się to wydawać bardzo prymitywne lub „Freud’owskie” (jakoby libido decydowało o wszystkim), jednak warto zauważyć, że wszelkie ludzkie działanie, także to związane w wolą przeżycia, utrzymania zdrowia i bezpieczeństwa w swoim głęboko zakorzenionym celu ma właśnie reprodukcję.

„Samolubny gen”

W literaturze pojawia się pojęcie „samolubnego genu”, którego celem jest to, by stać się liczniejszym w puli genowej. A jak to się dzieje? Otóż gen ten bierze udział w modyfikacji i programowaniu ciał, które są jego nośnikiem w taki sposób, aby nosiciel ten przeżył i rozmnażał się.

Przykładowo, zapach zgnilizny wywołuje uczucie wstrętu, a taki a nie inny wyraz twarzy innego osobnika pozwala wnioskować o tym, że zaraz przystąpi do ataku (więc wyzwala się lęk). Emocje te wytworzyły się z tej prostej przyczyny, że „przydały się” naszym przodkom do adaptacji, przeżycia, utrzymania zdrowia, a w efekcie przekazania materiału genetycznego potomkom.

Emocje a poznanie

Psychologowie ewolucyjni zakładają związek emocji z procesami poznawczymi. Nie rozumieją tego w ten sposób, że emocje wpływają na poznanie, lecz że emocje są częścią poznania. Więc są swego rodzaju analizą informacji. Wcześniej panował pogląd, że najpierw pojawia się poznanie a dopiero później emocje. Zostało to zakwestionowane i podparte wynikami badań, które jednoznacznie wskazują, że wiele emocji pojawia się jeszcze zanim dokonamy racjonalnego przemyślenia.

Emocje na swój specyficzny sposób łączą się z przeróżnymi procesami. Wybór i realizacja celów pozostaje pod wpływem emocji, potrzeba uzyskiwania określonych informacji (preferencje do poszukiwania czegoś w otoczeniu) także, konkretne pokłady pamięci mogą zostać uruchomione pod wpływem odczuwania konkretnych emocji, skupianie uwagi zależy od odczuwanej emocji (np. czując zagrożenie wyostrzamy jednocześnie uwagę na zagrażające bodźce, pomijając te, które na przykład wiążą się z pożywieniem), komunikacja służy wyrażaniu emocji i jednocześnie emocje coś komunikują innym, uczenie się w znacznym stopniu zależy od tego, w którą stronę emocje skierowały naszą uwagę i motywację.

Komunikowanie emocji

Wyrażanie emocji, czyli komunikowanie ich innym osobnikom może być dla danej jednostki zarówno dobre jak i złe. Dlatego też ewolucyjnie wykształciła się kontrola tych właśnie komunikatów. Przykładowo mowa pozwala na kontrolowanie tego, co chcemy przekazać, możemy więc powiedzieć, że coś czujemy lub zataić to dla własnego dobra. Ma to oczywiście swoje wady, ponieważ nie zawsze jesteśmy w stanie kontrolować przekazywane informacje. Mówiąc, że czujemy się dobrze, jednocześnie nasze ciało, czy mimika twarzy może wskazywać, że jednak tak nie jest. Niestety nie nad każdym aspektem jesteśmy jako gatunek w stanie zapanować.

Trzeba także zauważyć, że wykształcone reakcje mimiczne musiały kiedyś czemuś służyć. Nie mamy określonej, powszechnej miny na wyrażenie nudy, a dla wyrażenia wściekłości większość istot ludzkich (według badań przeprowadzonych w różnych zakątkach świata – począwszy od krajów skandynawskich, a skończywszy na plemionach Indian) ma podobny wyraz mimiczny – można wnioskować, że było to przydatne naszym przodkom w próbie przetrwania (zarówno wyrażanie tej emocji jak i jej odczytywanie). Warto także zauważyć, że w grupie osób bliskich częściej zdarza się nieukrywanie emocji. Swobodne okazywanie tego, co czujemy prawdopodobnie wzięło się stąd, że nasi przodkowie dużo czasu spędzali z osobnikami przychylnymi sobie, a nie wrogimi i z tego powodu ludzie są obdarzeni tak szeroką gamą różnych sygnałów służących komunikowaniu emocji.

Pogodzić się ze swoją ludzką naturą

Warto pamiętać, że to w co jesteśmy obdarzeni nie wzięło się z powietrza, nasze emocje to nie jakiś złośliwy wirus. Wszystko co mamy, więc także emocje mają swoje ważne ewolucyjne uzasadnienie, są po coś i to coś służy głównie nam, jest dla naszego dobra. Więc zamiast walczyć z tym, że czasem emocje utrudniają działanie, w czymś przeszkodzą lub rozpraszają i narzekać na nie, przydatne będzie odszukanie w nas tego co dobre, a co mamy dzięki emocjom. Samolubny gen, który istnieje w każdym osobniku homo sapiens realizuje swój cel – daje nam narzędzia do przetrwania, a jednym z nich jest właśnie emocjonalność, której „skutkiem ubocznym” jest barwność i przyjemność naszego życia.

Bibliografia:

  1. Buss, D. (2001). Psychologia ewolucyjna. Gdańsk: GWP.
  2. Dawkins, R. (2010). Samolubny gen. Warszawa: Prószyński i S-ka.
  3. Desmond, M. (1974). Naga małpa. Warszawa: Wiedza Powszechna.
  4. Doliński, D., Łukaszewski, W., Marszał-Wiśniewska, M., Maruszewski, T. (2008). Emocje i motywacja. W: Doliński, D., Strelau, J. (red.) Psychologia Podręcznik akademicki (s. 513 – 649). Gdańsk: GWP.
  5. Krupa, A. (red.) (2002). Podręczna encyklopedia PWN. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN. Emocje. s. 200.

 

Studia: Psychologia IV rok, specjalizacja: Psychologia Zdrowia i Jakości Życia, Psychologia kliniczna Zainteresowania: Psychologia kliniczna – szczególnie tematyka związana z chorymi na schizofrenię oraz osobami uzależnionymi; psychologia ekonomiczna; szeroko pojęte rękodzieło.  Doświadczenie zawodowe: Praktyki w Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Gliwicach Dodatkowe doświadczenie: Wolontariat w domu dziecka w Gliwicach; wolontariat w Śląskim Stowarzyszeniu Ad Vitam Dignam; staże w kilku ośrodkach terapii uzależnień (w ramach szkolenia).  Istotne, ze względu na charakterystykę dzieła, informacje o autorze: nadpobudliwy zarażacz śmiechem Kontakt e-mail: tejken.194@gmail. (...)


  • Opublikowane 29 Kwiecień, 2013

WCZUĆ się w rolę, czyli parę słów o LARP’ach

LARP. Dziwna nazwa, nieprawdaż? Postaram się pokazać Ci inną stronę rzeczywistości, jaką ja odkryłam właśnie na LARP’ach. Ta nazwa to skrót z języka angielskiego: live action role – playing. Jest to gra fabularna odgrywana „na żywo”. Na pierwszy rzut oka przypomina ona teatr, ale są to tylko pozory.

Wyobraź sobie…

Wyobraź sobie miejsce, gdzie każde pomieszczenie, rekwizyt, strój i charakteryzacja ludzi wpasowują się w klimat, który tworzysz sobie w głowie. Wszystko łącznie z Tobą, Twoim strojem, nastawieniem, słowami i czynami jest jedną spójną całością. Może wyobraziłeś sobie miejsce z Władcy Pierścieni? Spójrz - widzisz Karczmę, w której jest pełno stworzeń i ludzi ubranych w lniane koszule, płócienne spodnie z pękiem sakiewek przy pasie. Rozmawiają tak głośno, że nie rozróżniasz słów. Gdzieś obok słyszysz śpiew, obracasz się i widzisz wysoką kobietę w atłasowej zielonej sukni, to ona wydaje te cudne dźwięki. Obok niej stoi mężczyzna w pełnej zbroi, z mieczem przy pasie. Nagle ktoś Cię trąca i pyta -Co podać? Odwracasz się i widzisz hobbitkę trzymającą w dłoniach wiele pustych kufli. Co zrobisz? Jak zachowasz się w tej sytuacji? Odpowiesz jej, ominiesz ją i podejdziesz do tych tajemniczych podróżnych, którzy siedzą w kącie, a może wyjdziesz z Karczmy i pójdziesz dalej? Tu wszystko zależy od Ciebie. Od postaci, którą odgrywasz. Każdy jest tutaj istotą funkcjonującą w ramach danego świata- ma zaplanowane cele, historię, pragnienia. 

Pewnie wyobrażałeś sobie, jak by to było być uczniem Hogwartu. Jeśli nie, to spróbuj. Do którego domu chciałbyś należeć? Jakie będę Twoje ulubione zajęcia lekcyjne? Z kim będziesz się przyjaźnić i jak trafiłeś do szkoły? Pójdźmy dalej. Wymyśl sobie, skąd jesteś, co lubisz robić w wolnym czasie, kim są Twoi rodzice (może to sławni czarodzieje?). Widzisz - to przecież takie łatwe. Przeszliśmy razem przez dwa etapy wstępne tworzenia postaci:

  1. Poznanie świata, w którym będziesz grał. Dla przykładu świat Harry’go Potter’a
  2. Wstępne wykreowanie postaci, jej historii, osobowości. Zdecydowanie kim chciałbyś zagrać i w jakiej roli poczułbyś się dobrze.

Następnie, jeżeli byłaby to gra w tym świecie, twórcy LARP’a określiliby FABUŁĘ. Określa się ją przez czas, kiedy odbywa się akcja, miejsce i główne wątki opowieści. Powiedzmy, że akcja toczy się w czasach po zakończeniu sagi Rowling. Miejsce to Hogwart. Ty zaś jesteś jednym z nowych uczniów magicznej szkoły. Teraz swoje wyobrażenie o postaci dostosowujesz do realiów świata nakreślonych przez twórców fabuły, tzw. Mistrzów Gry (MG).

Może nasunęły Ci się jakieś cele, które chciałbyś osiągnąć? Może chcesz być najlepszym w alchemii, lub znaleźć przyjaciela, a może snuć intrygi, albo stroić żarty na zajęciach. Takie i wiele innych celów, których w normalnym świecie nie zrealizujesz, możesz mieć właśnie na LARP’ach!

I co dalej?

Osobiście uwielbiam tę część tworzenia postaci, kiedy kupuję, szyję i dobieram strój do postaci, którą będę odgrywała. To nie jest takie trudne, a pozwala lepiej wczuć się w tego kogoś, kim będę na LARP’ie.

Teraz pozostaje opowiedzieć o swojej postaci Mistrzom Gry, by mogli osadzić ją w fabule. Na tej podstawie powiążą Twoją postać z innymi osobami, spiszą dla Ciebie rolę i szczegółowe cele oraz zadania do wykonania.

Gdy już wszystko masz gotowe, nie pozostaje nic innego, jak wybrać się na LARP’a. Zagrać swoją postać, poznać jej uczucia, doświadczyć wspaniałych przygód z nowymi przyjaciółmi, przeżyć niesamowitą historię i wreszcie POCZUĆ się wolnym od codzienności.

Mam nadzieję, że odpowiednio wprowadziłam Cię w to, czym jest LARP. Jak widzisz, z pozoru wygląda to jak teatr, ale od wewnątrz ma zupełnie inne przesłanie. Przede wszystkim Ty nie „odgrywasz” postaci – nie uczysz się roli, którą ktoś dla ciebie napisał - tylko wczuwasz się w postać. Wszystkie wybory to, co zrobisz i powiesz - zależy od Ciebie, a nie od scenariusza. Działasz w świecie, który, owszem ma ramy czasu i miejsca, kieruje się pewnymi regułami, ale to, co Ty zrobisz ze swoją rolą, jest Twoją decyzją. Oczywiście Twoje postępowanie musi być dopasowane do odgrywanej postaci. Jeśli jesteś uczniem Hogwartu, to z pewnością nie będziesz mógł zawładnąć światem, czy zburzyć całej szkoły, ale to jak będziesz postępował wobec innych i po jakiej stronie się opowiesz zależy już tylko od Ciebie.

Razem z postaciami innych graczy, tworzycie wspólną historię w jednym z wielu fantastycznych światów jakie zaproponują wam Mistrzowie Gry.

Jak pewnie zauważyłeś, jest to bardzo angażująca pasja. Wymaga od Ciebie wysiłku. Musisz poświęcić wiele czasu na poznanie świata, wymyślenie postaci, zrobienie stroju.

Więcej z teorii LARP’ów

W średniowieczu na dworach odbywały się rozrywki przypominające LARP’y. Ludzie przebierali się w kostiumy i mieli proste zadania do wykonania.

Sama nazwa powstała w latach 60; wtedy też odrodził się, już w nowoczesnej formie, ten inny rodzaj „sztuki”. Wiele gier harcerskich lub szkolnych ma założenia LARP’a – uczestniczące w nich osoby odgrywają jakieś postacie i muszą dojść do porozumienia, albo dostają zadania do wykonania w jakieś grupie lub samemu.

LARP’y niezależnie od siebie rozwinęły się w Ameryce i Europie, a dzisiaj każdego dnia przybywa coraz więcej fanów, tzw. larpowców.

Rodzajów LARP’ów jest tyle, ile twórców, jednak można wyłonić dwa typy gry:

  • Chamber LARP inaczej zwane też pokojowymi. Jest to krótka gra (od kilku do kilkunastu godzin) na niedużą liczbę graczy ( od kilku do kilkudziesięciu) w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach.
  • Gry terenowe lub terenówki. Są to długie gry trwające od dwóch do kilkunastu dni. Bierze w nich udział wielu uczestników (od kilkudziesięciu do kilkuset w Polsce, za granicą nawet do kilku tysięcy). Teren gry jest bardzo rozległy, a scenografia miejsca w całości zaaranżowana. Miejscem akcji w zależności od fabuły mogą być lasy, grody, zamki, biurowce, statki, a nawet specjalnie budowane wioski czy miasteczka.

Często na LARP’ach ma miejsce walka czy czary. Walka nigdy nie jest szkodliwa dla zdrowia, odbywa się za pomocą specjalnie zrobionej lub zakupionej bezpiecznej broni z otuliny i taśmy. Broń palna jest na kapiszony. Jeżeli chodzi o czary, są różne sposoby rozwiązywania tej kwestii. Często używa się magicznej księgi z inkantacjami, odprawia rytuały. Dzięki temu rzucaniu zaklęć towarzyszy widowiskowość. I znów jesteśmy w punkcie, gdzie im więcej dasz z siebie, tym bardziej zadowolony będziesz z gry.

Co może dać Ci LARP

To najważniejsza rzecz, o której pragnę Ci opowiedzieć. LARP jest dla mnie formą sztuki. Porusza ona mocno nie tylko zmysły, ale też wnętrze. Daje Ci ona POCZUCIE poznawania innej strony rzeczywistości. Przede wszystkim pozwala poznać lepiej siebie, przez odgrywanie postaci. To, jak się zachowuje w innych sytuacjach, jak reaguje na nowe, niespotykane wydarzenia. Jak potrafi wykorzystać swoje atuty, by zyskać to, co chce. Pamiętaj, że tutaj im więcej się wysilisz, im bardziej będziesz chciał coś osiągnąć i będziesz się starał, tym większą masz szansę, że to osiągniesz. Przy tym wszystkim środowisko graczy jest bardzo wyrozumiałe i otwarte, co pomaga Tobie się rozwinąć. Mnie osobiście LARP’y nauczyły przekonywać ludzi, nie bać się działać i mówić tego, co uważam. To dobra szkoła asertywności, nauka rozwiązywania konfliktów i poznanie siebie. Widziałam nieśmiałe osoby, które na LARP’ach zaczynały być pewne i stanowcze. LARP’y stawiają na twórczość, pomysłowość i kreatywność. A tego nie nauczysz się w dzisiejszych szkołach. Dla mnie są wypełnieniem tej przestrzeni rozwoju, która jest zaniedbywana w dzisiejszych czasach. Ale to dopiero początek. Przez swoje zaangażowanie nie tylko przygotowawcze, ale też emocjonalne, o wiele więcej chcesz „wziąć” dla siebie z tej „sztuki”. A co, jeżeli wszyscy mają takie nastawienie jak Ty? Właśnie wtedy tworzy się dzieło, gdzie każdy jest zaangażowany, stara się i pragnie, by gra była niesamowita. Jeżeli jeszcze Cię nie przekonałam, to zastanów się, czy nie myślałeś kiedyś o tym, by być bohaterem? Dokonać jakiegoś heroicznego czynu, lub stać się wielką osobistością? NA LARP’ie jest to możliwe! Możesz stać się postacią iście z komiksów Marvela, wielkim rycerzem, głową mafijnego rodu, magiem czy elfem z niesamowitymi umiejętnościami. Ja sama tego doświadczyłam. Brałam udział w wymarzonych w dzieciństwie historiach. LARP’y to niesamowite wspomnienia, przyjaźnie zawiązane na wiele lat. Osoby, które są w to zaangażowane tak jak Ty, rozumieją, że nie wiesz jaki pasek dobrać do stroju lub, że jesteś naprawdę szczęśliwy, bo Twojej postaci udało się osiągnąć założone cele.

Jeżeli przekonałam Cię, że warto brać udział w tej sztuce, to nie zastanawiaj się i zanurz się w zupełnie innym świecie, gdzie przygody, tajemnice i wiele ciekawych osób czekają właśnie na Ciebie :)

Na zakończenie ćwiczenie

Wykonaj je, gdy będziesz zupełnie zrelaksowany. Popłyń ze swoją wyobraźnią w nieznane dotąd krainy.

  1. Pewnie - jak każdy - masz swój ulubiony film, książkę czy konwencję świata. Może to być wspomniany Harry Potter czy Dziki Zachód, steampunk, postapo, bajki Disneya, jakikolwiek klimat, który podoba Ci się i znasz go na tyle dobrze, by czuć się w nim swobodnie. Wybierz jeden.
  2. Teraz pomyśl, kim chciałbyś być w tym świecie. Może magiem, rewolwerowcem, poszukiwaczem złota, wielkim wampirem, księżniczką czy rycerzem. Zastanów się, co byłoby dla Ciebie interesujące i co chciałbyś odegrać.
  3. Gdy już masz postać, wymyśl sobie swoją historię : kim są Twoi rodzice, przyjaciele, jak wygląda Twoje miasto i kraj, gdzie mieszkasz i co posiadasz, co lubisz robić, a czego się boisz.
  4. Pomyśl, jak wyglądałby Twój strój. Możesz poszukać pomysłów w Internecie czy w książkach i zastanowić się, czy byłbyś w stanie zrobić taki kostium. Co masz w szafie, a co potrzebowałbyś kupić czy zrobić.

Jeżeli podoba Ci się taka forma rozrywki jak wyżej (a ostrzegam, że to dopiero początek)
– nie czekaj, tylko poCZUJ to na własnej skórze.

Bibliografia:

http://www.liveform.pl/what-is-larp/

Stowarzyszenie Wielosfer pod red. Kuba Tabisz, (2012), KOLA. Konferencja LARPowa, Wrocław

Stowarzyszenie Wielosfer pod red. Kuba Tabisz, (2013), KOLA. Konferencja LARPowa, Wrocław

 

Autor: Marta Szmigiel

 


  • Opublikowane 12 Marzec, 2013

Brené Brown: Wsłuchując się we wstyd

Wstyd to przemilczana epidemia, leżąca u źródeł wielu patologicznych zachowań. Brené Brown, której wcześniejszy wykład na temat wrażliwości bił w internecie rekordy popularności, zastanawia się, jakie efekty w życiu ludzi może przynieść uczciwa konfrontacja ze wstydem. Z każdego jej słowa przebija szczerość, wrażliwość i poczucie humoru.


Passé czy seksi – jakie są kobiece krągłości?

„Mam rozmiar 42 i czuję się jak wieloryb. Dawniej pewnie zostałabym uznana za ikonę piękna. Dziś czuję się mało atrakcyjna.” – mówi o sobie krągła Ania, licealista z naszego miasta.

Marzena nosi rozmiar 46. Z nadwagą walczy od dziecka. Jest chora na cukrzycę, a niedawno lekarze wykryli u niej problemy z tarczycą. Szukając sukienki na studniówkę od ekspedientki usłyszała, że „takich ogromnych rozmiarów to oni nie produkują”. 

„Często ludzie na ulicy odwracają się za mną i mówią, patrz jaka grubaska. Jest mi wtedy cholernie przykro. Nie umiem schudnąć. Urodziłam dwójkę dzieci, hormony oszalały, nie umiem sobie poradzić z rosnącą wagą…” – wycierając chusteczką nos,  o swoich problemach opowiada mi Basia, nauczycielka.

Patrząc na osoby bardziej puszyste, często bezrefleksyjnie stwierdzamy,  że o siebie nie dbają. 

Bo przecież wystarczyłaby tylko dieta, siłownia, by wyglądać i czuć się lepiej.  Czy we współczesnym świecie rzeczywiście nie ma miejsca dla pań z kilkoma kilogramami więcej? Czy społeczeństwo naprawdę zachłysnęło się kościstymi modelkami, na których każda rzecz leży „idealnie”?

Oni temu winni, One temu winne

Dietetyk - Pierre Dukan w swojej książce pt: „Mężczyźni wolą krągłości”  porusza temat fizyczności pań. Przekonuje w niej, że kształtna sylwetka jest atutem, a nie powodem złego nastroju czy depresji. Ponadto, uważa on, że krągłości to coś, co kobiety powinny eksponować, gdyż to odróżnia je od mężczyzn. 

Autor z historycznej, naukowej, i co najważniejsze męskiej perspektywy, opisuje postrzeganie ciał płci pięknej. W lekturze stawia też odważną tezę, że za kompleksy kobiet i spaczoną definicję pięknego ciała odpowiedzialny jest konsumpcyjny świat, ruchy feministyczne, projektanci mody. To oni dyktują trendy i dążą do ujednolicenia płci. 

Niczym w wir, dają się w to wciągnąć krągłe kobiety, które zaczynają wstydzić się wyraźnych rysów swoich ciał.

 

Agnieszka Rakowska - Barciuk w tekście „Nie odkładam życia na czas kiedy schudnę”, który ukazał się w wrześniowym numerze Claudii z 2012r., opisuje historie pięciu bardzo krągłych kobiet. Uczyniły ze swojej wagi atut i uwierzyły w siebie. Z artykułu płynie następujące przesłanie: to nie zrzucenie zbędnych kilogramów sprawi, że życie zacznie się układać, ale wiara w siebie i samoakceptacja. Rozmiary piękna są bogatsze od tych, które proponują nam centra handlowe.

Zmiana postrzegania

Każdy jest inny. Cały czas nasze życie i ciało zmieniają się. Zaakceptowała to piosenkarka Christina Aguilera, której szczupła sylwetka nieco się zaokrągliła. Mimo sporej krytyki, odważnie i chętnie eksponuje swoje ciało. Ostatnimi czasy, często do występów scenicznych angażuje osoby o większych rozmiarach. Na ostatnim rozdaniu American Music Awards, gdzie zaśpiewała piosenkę Let there be love, towarzyszący jej  tancerze mieli różne: mniejsze i większe sylwetki. 

Jednakże szczególną uwagę zwróciła jedna z tancerek, o bardzo krągłym ciele, która bez najmniejszego trudu zrobiła na scenie szpagat. Może dzięki takiemu -  zdrowemu podejściu do tego jak wyglądamy, show biznes zaakceptuje wreszcie kształtne sylwetki.

Kompleksy pań leczy także Gok Wan –projektant mody i stylista. W swoim programie „How to Look Good Naked” (Jak dobrze wyglądać nago) pomaga dojrzałym kobietom bez użycia skalpela, a za pomocą ubraniowych trików, odpowiedniego doboru: bielizny, pasującego do owalu twarzy makijażu oraz modnej fryzury wyjść z sideł braku akceptacji własnego ciała. Każdy odcinek kończy się nagą, stylizowaną sesją zdjęciową, dzięki której kobiety mogą zobaczyć siebie w innym świetle i docenić swój seksapil. 

Walczyć znaczy wygrać

Dziś wiele z puszystych Pań na przekór licznym nagonkom  jednoczy się w Internecie, tworząc sieci wsparcia. W ten sposób zaczynają walczyć ze stereotypami. Chętnie biorą udział w reklamach czy pokazach mody kobiet size plus, gdyż to najlepszy sposób żeby stanąć twarzą twarz ze swoimi lękami, innymi  ludźmi, a przede wszystkim – samą sobą. 

Agencja modelek „Nobody is perfect” skupia panie o rubensowskich kształtach z całej Polski i to w rozmiarach powyżej czterdziestego.

Na stornie internetowej: http://www.xl-pozytywnie.pl/ można znaleźć wiele artykułów dedykowanych „Okrąglutkim”. Jej twórcom przyświeca teza, że „szczęście nie jest zarezerwowane dla rozmiaru S”. 

Ponadto, licznie powstają szlachetne projekty, które pokazują, że mimo kilku kilogramów w zanadrzu, panie mają szanse na sukces, szczęście i miłość. 

Takim przykładem może być „Big Beautiful Woman”, z inicjatywy Urszuli Loli. Projekt ten miał na celu ukazanie piękna pełniejszych kobiet.  Dwudziestu pięciu przedstawicielkom płci pięknej, wybranym z setek kandydatek zostały zrobione artystyczne zdjęcia, przy których nieodpłatnie pracowali  uznani fotografowie, styliści i wizażyści. 

Także na blogu Agaty Kaługi - http://prawdziwekobietymajakraglosci.pl/ - znaleźć można fotografie jej fanek: dziewczyn i kobiet, dla których rozmiar nie jest ograniczeniem i chętnie prezentują swoje obfite kształty.    

Bądź sobą i czuj się dobrze!

Wszystkim tym ideom przyświeca godny podziwu cel: zmiana naszego podejścia do „inności” za jaką obecnie uznawane są większe sylwetki. Nazywając kogoś „chodzącym McDonaldem”, rzucając mu w twarz obelgę dotyczącą jego wagi, nie zmienimy świata. „Grubaski” nie są odmienną  kategorią ludzi. Większy nie znaczy gorszy, głupszy, nierzetelny. Utrata kilku kilogramów nie spowoduje, że nasze życie będzie usłane różami, że nagle stanie się szczęśliwe. Nie oceniajmy zatem puszystych pań po ich tuszy. Krągłe kobiety, tak jak i szczupłe, dbają o siebie, uprawiają sporty, mają ambitne plany i są pełne energii. Nie ma ludzi idealnych. Nie oznacza to jednak, że nie można cudownie czuć się w swoim ciele XXXL.

Przypisy:

  1. Dukan P.( 2012). Mężczyźni wolą krągłości. Warszawa: Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA.
  2. Rakowska - Barciuk A. (2012). Nie odkładam życia na czas kiedy schudnę. Claudia, 9/2012, 74-79.

 

 

  Studia: II rok socjologii ogólnej Zainteresowania: Fotografia, rękodzieło, witraż, blogowanie O Autorze: Studentka socjologii, miłośniczka fotografii i rękodzieła, blogerka. Doświadczenie zawodowe:  Udział w projekcie TVN „Poławiacze Pereł”.  Miesięczna praktyka w dziale księgowości w spółce GEMINO sp. z o.o. w Kędzierzynie-Koźlu. Praca w szkolnym radiu Copernicus – prowadzenie audycji. Wolontariat w Domu Dziennego Pobytu nr 1 Pod Brzozą w Kędzierzynie-Koźlu – nauka seniorów obsługi komputera, korzystania z  Internetu, organizowanie wieczorów poezji oraz spotkań świątecznych w ramach Szkolnego Koła Bibliotecznego. Wolontariat wpierający pracę organizacji pożytku publicznego. Kontakt e-mail: blach.joanna@interia. (...)


Lenistwo matką wynalazków. Czujesz je? Działaj!

Gdyby ludzie kochali pracę, ciągle jeszcze oraliby ziemię zakrzywionym kijem i nosili ciężary na plecach.
Elihan Feather

Powyższy cytat może stać się usprawiedliwieniem, a nawet zachętą do bycia leniwym. Warto jednak spojrzeć na lenistwo nieco inaczej – czyli spróbować pojąć ludzką chęć do „nicnierobienia” jako pośrednią motywację do działania. W końcu coś skłoniło człowieka do prób ułatwienia sobie życia. Jeśli faktycznie jakiś wkład w ten stan ma lenistwo, to każdy z nas potrafi sobie życie nieco uprzyjemnić, trzeba tylko odrobinę się zastanowić.

Skąd te wynalazki?

Robiąc zakupy w znanym sklepie oferującym sprzęt RTV i AGD zaczęło mnie zastanawiać, co jeszcze ciekawego zostanie wprowadzone na rynek, co przez fakt swojego zaistnienia pozwoli szczęśliwym konsumentom zaoszczędzić czas i energię. W mojej głowie zakiełkowała myśl, że sednem sprawy są wynalazcy – czym się charakteryzują, co powoduje ich chęć tworzenia nowych urządzeń, nowych sprzętów użytkowych? Przede wszystkim istotna jest potrzeba rozwoju osobistego jak i rozwoju społeczeństwa – cele wysoce ideowe, a także w wielu przypadkach niepodważalny geniusz. Jednak zastanawiając się nad bardziej prymitywnym motywem można dojść do wniosku, że w wielu przypadkach pojawia się czynnik niechlubnie nazywany „lenistwem”. 

Inne spojrzenie na lenistwo

Być może to właśnie lenistwo stało się motorem do zaprojektowania części wynalazków. Wedle filozofii lenistwo to pogoda ducha i uspokojenie duszy i myśli. Niektórzy filozofowie w starożytności uznawali lenistwo za szczęście i niejako za cel życia. Chciałabym rozgraniczyć tutaj aspekty lenistwa – nie chodzi mi o jeden z grzechów głównych, czyli lenistwo nawołujące do nie robienia niczego. Mam na myśli to, które powoduje wymyślanie, generowanie takich zachowań, sprzętów, atrybutów dnia codziennego, które na dłuższą metę zaoszczędzą czas i energię człowieka. Inaczej mówiąc – lenistwo jako motywacja. W końcu według zasady oszczędności poznawczej powinniśmy poszukiwać takich rozwiązań, które będą od nas wymagały jak najmniejszego spożytkowania zasobów energetycznych. 

Kilka przykładów z codzienności

Zapewne nie wiedział o tym J. King w 1851 roku, kiedy to wynalazł pralkę, aby zaoszczędzić siłę i czas praczek ciężko pracujących przy tarach, ale na pewno, jak każdy człowiek działał wedle zasad ekonomicznych w skutkach dla swojej sfery poznawczej. Działali tak również jego następcy konstruując w 1899 roku pralkę elektryczną, w 1937 pralkę programowaną, aż w końcu dokładając do niej suszarkę, która zdecydowanie oszczędza czas potrzebny na oczekiwanie na suszące się pranie. Wiadomo, że dużo łatwiej jest wcisnąć niewielki przycisk, niż męczyć się i pocić przy misce z wodą i mydlinami. Dużo przyjemniej jest także użyć przycisku i uzyskać ciepły posiłek, co umożliwił konsumentom niejaki P. L. Spencer – twórca mikrofalówki (w 1947 roku). A jeśli jesteśmy pasjonatami kuchennych wyczynów to wielkim ułatwieniem jest piekarnik posiadający możliwość ustawienia programu np. do pieczenia kurczaka – tego dokonamy ruchem jednej ręki obracając pokrętło. Uczniowie przykładowo wolą czytać skrypty, streszczenia i tak zwane „bryki” od samodzielnego opracowywania opasłych ksiąg i sporządzania notatek. Zamiast biegać po sklepach, szukać towaru na półkach (bo specjaliści od merchandising’u znowu postanowili przenieść naszą ulubioną kawę na drugi koniec sklepu) i przywozić go do domu, oszczędzamy czas i siłę korzystając z internetowych zakupów. Kilka kliknięć i dokonujemy zakupu, a kurier dostarcza nam towar pod same drzwi. Upraszczając sobie życie jeszcze bardziej korzystamy dziennie rano z elektrycznej szczoteczki do zębów (wynalazek P. C. Woog’a z roku 1954). A sprowadzając rozważania do najbardziej podstawowych czynności, rezygnujemy z szukania informacji i podejmowania decyzji, co wiąże się z wzięciem na siebie odpowiedzialności i korzystamy z opinii i pomocy „ekspertów” z danej dziedziny, kontaktując się z nimi przez telefon lub internet. Taka osoba poda nam rozwiązanie naszego dylematu oraz udowodni słuszność tej decyzji przedkładając uproszczone zestawienie argumentów (aby nie tracić czasu na wnikliwe czytanie/słuchanie), najlepiej przedstawione w postaci wykresu lub wypunktowanych „za” i „przeciw”. Realizowanie zadań staje się szybkie, łatwe i mało złożone. 

Sprowadzenie działania do ruchu „prawego kciuka”

Niezaprzeczalnie zobrazowana jest tutaj tzw. „mentalność prawego kciuka”, która zakłada właśnie taki wybór zachowań życiowych, które są dla podmiotu mało skomplikowane, nie absorbują zbyt wiele uwagi, nie wymagają wzięcia na siebie odpowiedzialności i oczywiście wiążą się z osiągnięciem jakiś korzyści. Nowinki techniczne wpisują się w pogląd o ułatwianiu sobie życia, czego powodem między innymi jest lenistwo. Być może warto byłoby zbadać związek pomiędzy poziomem lenistwa a realizowaniem strategii wpisujących się w teorię „mentalności prawego kciuka”. Dla wielu z nas miłe byłoby użycie panelu masującego w prysznicu lub uruchomienie w samochodzie tempomatu (nie wspomnę już o automatycznej skrzyni biegów). 

Zyski z bycia leniuchem

Lenistwo powoduje przedłużenie czasu wypoczynku, dzięki któremu człowiek może uzupełnić lub zmagazynować potrzebną energię lub poświęcić się czynnościom, które uzna za istotne. Warto zastanowić się jakie uczucia budzą się w nas, gdy zamiast spędzić chwilę przy kawie z rodziną lub przyjaciółmi, spędzamy tą chwilę na romantycznej randce z myjką i płynem do naczyń sprzątając po obiedzie. Co czujemy, gdy moglibyśmy jeszcze smacznie spać, a jesteśmy zmuszeni do odśnieżania i zdrapywania lodu z szyb samochodu (Boże, pobłogosław Webasto)? Zastanówmy się co czujemy, gdy w końcu szczęśliwi korzystamy z toalety we własnym mieszkaniu i nie musimy biegać na dwór do wychodka przy każdej naglącej potrzebie i jeszcze dodatkowo nosić kilku litrów wody z powodu braku spłuczki. Możemy zaoszczędzić czas, siłę, zdrowie, poprawiając być może swoje relacje z bliskimi i po prostu poświęcając czas samemu sobie. Wystarczy tylko troszeczkę pogłówkować, inspirując się znanymi konstruktorami i wynalazcami i znaleźć swój „czasooszczędzacz”, swoją metodę na spełnienie potrzeby lenistwa. Jak głosi cytat umieszczony na początku artykułu, można podejrzewać lenistwo o przyczynienie się do rozwoju społeczeństwa. Oczywiście nie działa ono w pojedynkę, ale swoje pięć groszy zapewne w wielu przypadkach rozwiązań technicznych dorzuciło. Być może każdego dnia korzystamy z poczucia lenistwa i realizujemy je, ułatwiając sobie w jakiś sposób życie, a nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 

A teraz w praktyce

Zastanów się Drogi Czytelniku: 
Czy zauważyłeś w swoim działaniu wpływ lenistwa (ten wpływ motywujący)? 
Czy kiedyś znalazłeś sposób na to, aby coś wykonać i spożytkować na to mniej energii niż zwykle? 

 

Wykonaj poniższe zadanie:

  1. Wypisz "leniwe" sposoby które ostatnio pomogły Ci oszczędzić pracę i czas.
  2. Spróbuj wypisać inne sytuacje, w których możesz je zastosować.
  3. Zastanów się także i zapisz, w których sytuacjach nie będą one jednak wystarczająco efektywne.
  4. Pomyśl nad celem, który musisz wykonać w najbliższym czasie – zapisz go.
  5. Napisz plan działania, dzięki któremu będziesz mógł go osiągnąć.
  6. Gdy będziesz miał go już przed oczyma spróbuj się zastanowić, co można w nim zmienić, aby oszczędzić sobie pracy i czasu. Może niektóre czynności można całkiem wykreślić, lub skondensować. 

 

Może okaże się, że osiągnięcie tego celu nie wymaga aż tak wielkiego wysiłku, bo wystarczy tylko posłuchać swojego wewnętrznego lenistwa i poddać się jego motywacji.

Poczuj swojego wewnętrznego lenia i daj sobie szanse na odrobinę relaksu i czasu dla siebie!

Bibliografia:

  1. Strelau J., Doliński D. (2008). Psychologia podręcznik akademicki (53-55). Gdańsk: GWP.
  2. Jach Ł., Sikora T. (2010). Mentalnośc prawego kciuka jako poznawczy regulator funkcjonowania współczesnego człowieka, [w:] Górnik-Durose M., Zawadzka A. M. Życie w konsumpcji, konsumpcja w życiu: psychologiczne ścieżki współzależności. Sopot: GWP.
  3. Tyszka T. (2004). Psychologia ekonomiczna (442-444). Gdańsk: GWP.
 

Studia: Psychologia IV rok, specjalizacja: Psychologia Zdrowia i Jakości Życia, Psychologia kliniczna Zainteresowania: Psychologia kliniczna – szczególnie tematyka związana z chorymi na schizofrenię oraz osobami uzależnionymi; psychologia ekonomiczna; szeroko pojęte rękodzieło.  Doświadczenie zawodowe: Praktyki w Hospicjum Miłosierdzia Bożego w Gliwicach Dodatkowe doświadczenie: Wolontariat w domu dziecka w Gliwicach; wolontariat w Śląskim Stowarzyszeniu Ad Vitam Dignam; staże w kilku ośrodkach terapii uzależnień (w ramach szkolenia).  Istotne, ze względu na charakterystykę dzieła, informacje o autorze: nadpobudliwy zarażacz śmiechem Kontakt e-mail: tejken.194@gmail. (...)


"Miłość w czasach popkultury"*

Poprzez ten artykuł chcemy zaprezentować wam dwa spojrzenia na miłość, seks, zaloty, oczekiwania wobec partnerów i ideały – wszystko to w kontekście popkultury, która chce wywierać (i w niektórych przypadkach niezaprzeczalnie wywiera) wpływ na nasze preferencje. O tym jak media próbują wpływać na kobiety i kształtować w nich wzorce partnerów opisuje kobieta. Z kolei o wpływie kultury na preferencje i wybory mężczyzn, opowiada mężczyzna.

1. Ideały

Kobieta: Książę na białym koniu uratował królewnę, wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie. Kto z nas nie potrafi wymienić choćby kilku bajek, których akcja rozgrywa się wokół takiego schematu? Która mała dziewczynka nie marzy o tym, aby też odnaleźć księcia, który zadba o nią, będzie w stanie poświęcić dla niej swoje życie, pokonać wrogów i nie dostrzegać świata poza nią? Dobrze by było aby posiadał on także dorodnego konia (lub konie mechaniczne) i jak to na księcia przystało był w stanie zaspokoić każdą jej potrzebę i zachciankę. Już od dzieciństwa małe dziewczynki są karmione bajkami, które kształtują ich spojrzenie na świat, miłość i związek. Widzą w nich nie tylko instrukcje dotyczące tego, jak same mają wyglądać i się zachowywać, ale dostrzegają też pierwsze wzory idealnych partnerów, które mogą rzutować na ich późniejsze preferencje. Tworzą własne ideały, które nie wiele mają wspólnego z rzeczywistością. Wiele z nich nie wyrasta z takich przekonań. Przez część życia szukają księcia z bajki. Odrzucają potencjalnych partnerów, z którymi mogłyby stworzyć szczęśliwy związek, gdyż żaden z nich nie jest w stanie spełnić tworzonych od dzieciństwa wygórowanych wymagań. Wszakże żaden człowiek nie jest pozbawiony wad, a właśnie takich nieskazitelnych książąt poszukują.

Małe kobietki, zakochane w bajkach o idealnych księciach, dorastają i utwierdzają się w swoich przekonaniach oglądając komedie romantyczne. Filmy w których zwykłe dziewczyny, całkiem podobne do nich, na drodze niewiarygodnych perypetii, uśmiechów losu i oczywiście przeznaczenia spotykają na swojej drodze nieskalanych najmniejszą wadą królewiczów (czasem nawet dosłownie – patrz „Kate i Leopold”). Nawet jeśli bohater takiego filmu okaże się posiadać małą plamkę na swoim idealnym wizerunku, zazwyczaj owa plamka okazuje się zwykłym nieporozumieniem. Ostatecznie zostaje on oczyszczony z każdej takiej fałszywej wady, znów stając się idealnym partnerem. Kobiety zakochane w owych filmach wychodzą na ulicę, przyglądają się szarej rzeczywistości i spotykają zwyczajnych mężczyzn. Niektóre ich idealizują i dopiero gdy okres bezwzględnego zakochania zaczyna mijać i okazuje się, że książę jednak posiada jakąś wadę, rezygnują z niego. Przecież gdzieś za rogiem czeka ten idealny mężczyzna! Kolejna grupa kobiet gardzi mężczyznami, które je otaczają, dostrzegają ich wady i nie są gotowe na najmniejsze kompromisy. Dlaczego wiązać się z pospolitym mężczyzną, skoro gdzieś tam czeka nieskalony książę, a los, tak jak i na filmach, zapewne przez zwyczajny przypadek złączy ich kiedyś razem w uścisku nieśmiertelnej miłości. Nawet nie spodziewają się tego, że mogą się grubo mylić…

A co się stanie jeśli kobieta zakocha się w serialach? Z zapartym tchem będzie śledziła liczne intrygi, związki, które się rozpadają. Mężczyzn na pozór idealnych, którzy zdradzają swoje partnerki z licznymi kochankami. Mężów, którzy przemieniają się w potwory, raniąc swoje żony? Czy nie pojawi się dysonans, między tym, czego nauczyły się oglądając bajki, a tym, co przekazują im opery mydlane? Czy taka kobieta, wchodząc w związek będzie idealizować swojego partnera, czy bezpodstawnie podejrzewać go o zdradę – bo skoro idealny X zdradził swoją idealną Y, to dlaczego jej całkiem zwykły mężczyzna, nie miałby zrobić tego samego z nią – zwykłą, a nie idealną dziewczyną?

Czy tak błahe czynniki, jak film oglądany w telewizji, może wpływać na późniejsze związki? Obecne pokolenia coraz później dojrzewają psychicznie. Do ich zmysłów dociera cała masa sprzecznych informacji i wzorców, przez co wybór tych właściwych wydaje się coraz trudniejszy. Taki szok informacyjny może sprawić, iż będziemy się kierować błędnymi wskazówkami i słuchać fałszywych proroków. Można zaryzykować stwierdzeniem, iż dzisiejsza kultura sprzyja powstawaniu niedojrzałych osobników, które nie potrafią i nie dostrzegają możliwości ukształtowania własnej tożsamości.

Mężczyzna: Naprawdę trudno nie natknąć się w dzisiejszej telewizji na półnagie, wijące się kobiety. Coraz trudniej również odróżnić teledyski piosenek popowych od filmików pornograficznych. Dominuje postrzeganie kobiety w pryzmacie jej ciała, ograniczając ją tylko do jego funkcji. Wizerunek pięknych, szczupłych ciał hołduje do dzisiaj i nie zapowiada się, by coś go zmieniło w najbliższym czasie. W filmach bohaterowie, zawsze dostają na końcu w swe ramiona piękności. Przecież zdobycie kobiety nie może być trudne, prawda?

Media nie tyle tworzą taki obraz, co czerpią go ze współczesnego rozumienia kobiecości. Męskość to intelekt i siła, kobiety charakteryzuje się poprzez zmysłowość, ciało i piękno. Swoje trzy grosze dorzucają prasa kolorowa i Internet pełne wyretuszowanych do granic możliwości zdjęć. Przyjmując bezkrytycznie to skrzywione odbicie rzeczywistości, mężczyzna może dojść do wniosku, że trzeba skupić się jedynie na urodzie i cielesności płci pięknej. Reszta jej cech jest nieistotna. Zdobycie „trophy wife”, czyli żony młodej i pięknej, stało się dla niektórych głównym celem.

Jednak jak sami zainteresowani, mężczyźni, określają wymarzoną i właściwą kobietę? Przekrój badań zachodnich pokazuje, co faceci uważają za ideał kobiecości. Atrakcyjna dla panów kobieta, to taka, która śmieje się z ich żartów, a przy tym zabójczo się uśmiecha. Nie jest zaskoczeniem, że mężczyźni lubią kobiece piersi. Więc i nie było niespodzianką to, że im większe były piersi, tym większe oceny zbierały od mężczyzn, którzy nie byli w długim związku. Ta sama historia powtarza się w przypadku długości nóg – dłuższe nogi wydają się bardziej pociągające. Ze stopami jest natomiast odwrotnie! Mniejsze stopy wydają się bardziej kobiece i atrakcyjne. Większość ankietowanych płci męskiej jest zdania, że kobieta pożadana to taka, która jest w stanie w równym stopniu co partnerzy składać się ekonomicznie do związku. Czyli kariera i praca jest sexy. Sprawdza się to również w przypadku intelektu. Co do koloru włosów sprawa jest niejednoznaczna – dla jednych bardziej interesujące są brunetki, dla drugich blondynki, a dla jeszcze innych rudowłose.

A jak to wygląda na rodzimym podwórku? Według sondażu OBOP-u idealna Polka: nie wyjeżdża sama na wakacje, nie głosi feministycznych poglądów, nie wychodzi sama na imprezy i nie płaci za siebie w restauracji. Dla Polaków ważniejszy jest charakter wybranki niż wygląd. Istotną sprawą jest również chęć posiadania dzieci. Ważne jest też ilość byłych partnerów – mężczyźni wolą zdecydowanie dziewice lub kobiety, które miały jednego partnera seksualnego. Idealna kobieta nie powinna nosić bielizny, ani przeklinać. Nie powinna pytać czy oby nie wygląda za grubo w ubraniach, ponieważ irytuje to ponad połowę przepytanych panów. I pamiętać należy, że mężczyźni lubią, gdy kobieta rozpoczyna flirt.

2.  Pierwszy krok

Kobieta: Pewna amerykańska socjolożka przeprowadziła ciekawe badania, wypytując dziewięcio i dziesięciolatków o romantyczny ideał miłości. Ku zdziwieniu wszystkich, okazało się, że zdecydowana większość dzieci miała bardzo podobne poglądy w tej sprawie. Idealna randka, ich zdaniem, powinna odbyć się we francuskiej restauracji, przy świecach z butelką wina i klimatyczną muzyką. Odpowiedni prezent to bukiet czerwonych róż, czekoladki i drogie perfumy. Trudno zakładać, że przepytane dzieci opierały tą wiedzę o własne doświadczenia. Jednak już takie maluchy mają do czynienia z bajkami, filmami, reklamami – wszystko to tworzy miraż złożony z wielu obrazów, składający się w bardzo spójną całość. Owe mozaiki są tworzone głównie przez media i olbrzymią machinę reklamową, opierając się na etosie konsumpcji. Skoro od lat kupno drogich perfum i samochodów łączone jest z sukcesem w miłości, miłość sama zaczyna zamieniać się w jeden wielki produkt rozpoznawany już przez dzieci.

Schemat ten niejednokrotnie widać w zalotach mężczyzn. Nietrudno wyobrazić nam sobie chłopaka kupującego dziewczynie perfumy, czy zapraszającego na randkę do drogiej restauracji. Spróbujmy jednak wyobrazić sobie odwrotną sytuację, gdyby to kobieta podeszła do mężczyzny i zaprosiła go na randkę. Czy dalej wydaje nam się to tak typowe?

Od wieków to właśnie kobiety były uzależnione od mężczyzn. Przechodziły z rąk ojca do rąk męża. Nie posiadały własnych środków do życia. Były pozbawione autonomii. To nie one wybierały sobie ukochanego. To mężczyzna upatrzył sobie daną kobietę i wraz z jej ojcem dobijał „interesu”. Zdanie kobiety nie odgrywało tu decydującej roli. Choć czasy się zmieniły, a kobiety w o wiele większym stopniu mogą decydować o samej sobie, wciąż widać pozostałości tego wzorca. To mężczyźnie wypada zrobić pierwszy krok. Kobieta, która by się odważyła na coś takiego, może zostać uznana za natrętną lub zdesperowaną. To chłopak zaprasza na randkę, to on płaci za kolację (w końcu musi w jakiś sposób jej zaimponować pokazując, że byłoby go stać na wychowanie hipotetycznego potomstwa). Męską rolą jest organizowanie podchodów do swojej wybranki i jak najlepsze zaprezentowanie swojej osoby – taniec godowy. To kobieta wybierze samca, którego uzna za najbardziej predysponowanego do wytworzenia zdrowego, silnego potomstwa i gotowego do zapewnienia mu opieki.

Mężczyzna: My mężczyźni nie powinniśmy przejawiać niepewności. Już od małego wymaga się od nas bycia przebojowymi, pewnymi siebie i zawsze najlepszymi. To nam wypada zainicjować znajomość. Zwłaszcza w sytuacji randkowania. Mężczyzna uzbrojony już we wzorce męskości, wyrusza po to, by znaleźć sobie wymarzoną partnerkę. A właściwie pozyskać ją, swoją męskością i romantyzmem. Facet w tej sytuacji ma być zdobywcą, rycerzem na białym koniu. Tak nam przecież kładą do głów kultura i media.  A wszystko zaczyna się od podrywu...

Ilu kawalerów, tyle opinii i strategii randkowania. Jednak wiele badań mówi, że sytuacja randki wzmaga pokusę zastosowania takich technik autoprezentacji, które mają na celu ukazanie nas w bardziej pozytywnym świetle niż jest w istocie – chcemy jawić się jako bardziej dominujący, bardziej zasobni i bardziej uprzejmi niż jest to w rzeczywistości. Wszystko w imię sukcesu reprodukcyjnego. I tak też się dzieje.

Panowie w czasie spotkania z płcią przeciwną, szczerze mówiąc, zachowują się tak, jak myślą, że kobieta by chciała, aby się zachowali. W głowie pojawiają się nam obraz z książek, filmów, gdzie dżentelmeni z kurtuazją zachowują się wobec dam, a te skromnie odpowiadają na ich zaloty. Wypadałoby więc posiadać w swoim repertuarze uprzejmość, urok osobisty, ale również zdecydowanie i rys drapieżnika. Sugerujemy się podpowiedziami z mediów jak powinna wyglądać idealna randka: odpowiednie miejsce, klimatyczna muzyka, dobre jedzenie i tylko dwoje zakochanych wpatrzonych sobie w oczy. My w garniturach i z nową wodą kolońską, one w sukniach i biżuterii. Niekończące się rozmowy, uwodzicielskie gesty, romantyzm do przesady. Traktowanie partnerek z najwyższą uwagą i czcią, niedwuznaczne niedopowiedzenia. Tym zdobędziemy serce wybranki i jej miłość po wsze czasy. Tyle wskazówki z telewizji i filmów. A jak to wygląda w rzeczywistości?

Mężczyźni odczuwają spory stres przed takim spotkaniem. Kto z nas nie pamięta dreszczyku przed pierwszą randką? Nerwowych oczekiwań i myśli: „Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? Czy dobrze wypadnę?”. W dodatku te ciągłe obserwacje, testowanie mogą faktycznie wpędzić mężczyznę w zakłopotanie. No i niektórzy mogą nie wytrzymać tej presji, twierdząc, że nie nadają się do randkowania, nie potrafią czarować. A co się stanie, gdy randka nie wypali? Może to partnerka była niewłaściwa, może sytuacja była nie najlepsza? Bez względu na powody wytłumaczenie dla mężczyzny jest jedno – zawiodłeś. Porażki nie pasują do wizerunku prawdziwego mężczyzny, w jego słowniku nie ma nawet tego słowa. Pojawiają się żal, wściekłość, smutek, rozczarowanie. Niestety, to może być prawdziwa randkowa rzeczywistość dla wielu osób. Szkoda także, że kultura zmusza faceta do założenia maski samca alfa, gdzie jego cała osobowość i autentyzm przestają mieć znaczenie. A wystarczyłoby tylko być sobą.

3.  Miłość i seks

Kobieta: Jak kobiety postrzegają seksualność mężczyzn? Czytając artykuły w pseudo-czasopismach i oglądając filmy, które w ostatnich latach skupiają się na pokazywaniu stereotypu mężczyzny jako owładniętego seksem nieczułego drania, pragnącego piękności, która spełni wszystkie jego zachcianki i zamieni się w seksualną zabawkę, kobiety często przyjmują jedną z dwóch strategii. Zamykają się na mężczyzn i życie seksualne (także trwając w związku), bojąc się przedmiotowego traktowania i interpretując w ten sposób każdy przejaw zainteresowania mężczyzny ich wyglądem. Inne z kolei pozwalają się uprzedmiotowić, uznając to za wyczekiwaną przez każdego mężczyznę cechę, niezbędną do tego, aby „zdobyć” partnera. 

Coraz częściej można napotkać w sklepach poradniki typu „jak zadowolić swojego mężczyznę”, sprowadzające kobiety do upokarzającej roli aktorki porno, która nie ma prawa mieć swoich predyspozycji, lecz nawet za ceną własnego cierpienia powinna spełniać nawet najbardziej upokarzające pragnienia jej mężczyzny. W owych poradnikach nie ma miejsca na czułość, emocjonalną bliskość – jedyną rolę odgrywa w nich sam akt seksualny, pozbawiony wszelkich znaczeń poza dostarczaniem przyjemności partnerowi. A przecież dla większości kobiet to miłość i emocjonalna bliskość jest warunkiem koniecznym i najważniejszym do tego, aby w poczuciu bezpieczeństwa mogły spełniać się seksualnie ze swoim partnerem. Seks jest dla nich dodatkiem,  który w satysfakcjonującym związku, z kochanym i kochającym partnerem, może przyczyniać się do zwiększenia poczucia szczęścia. Nigdy jednak  nie będzie odkrywał głównej roli w związku. Kobiety kochają się emocjami – jeśli nie ma bliskości, pewności i bezpieczeństwa, możliwość spełnienia oddala się. Kobiety muszą czuć się ważne dla mężczyzny, aby uprawiać miłość. Podobno z mężczyznami jest odwrotnie - najpierw pojawia się seks, a potem porządkowanie uczuć. Dziewczyna najpierw chciałaby poczuć się pewnie przy partnerze, dostać dowód oddania i pewności, że zostanie on z nią na zawsze. Dopiero to daje jej spokój i poczucie bezpieczeństwa, pozwalające jej bardziej skupić się na seksualności. Może właśnie z tego powodu to kobietom bardziej zależy na oficjalnych miłosnych oświadczeniach – aby mogły poczuć więcej pewności i spokoju.

To, jak  bardzo przedmiotowo kobiety czują się postrzegane przez mężczyzn, dobitnie ilustrują wyniki pewnej ankiety przeprowadzonej wśród 15000 kobiet i mężczyzn. Kobiety zostały zapytane, jakich pożądanych cech, według nich mężczyźni poszukują u płci przeciwnej.

Zdaniem płci pięknej są to kolejno:

  1. uroda;
  2. ładne ciało;
  3. duże piersi;
  4. ładny tyłek;
  5. osobowość.

Co natomiast mężczyźni w rzeczywistości wymienili jako najbardziej poszukiwane cechy u potencjalnych partnerek?

  1. osobowość;
  2. uroda;
  3. inteligencja;
  4. poczucie humoru;
  5. ładne ciało.

Czego jeszcze boją się kobiety? Oczywiście zdrady i opuszczenia. Wszak socjobiologiczne teorie twierdzą iż samce szukają dużej liczby partnerek, aby móc wytworzyć jak największą ilość potomstwa. W  teoriach tych podkreśla się także, iż  w procesie ewolucji kobieta ukryła proces owulacji, przez co w przeciwieństwie do innych gatunków nie wytwarza sygnałów, dzięki którym samiec mógłby być pewny, iż stosunek okazał się owocny. Powstała w ten sposób u samców konsternacja i konieczność pozostania przy swojej samicy, aby opiekować się potomstwem. Nie brzmi to zbyt romantycznie. Taka skupiająca się wyłącznie na biologiczności teoria, pozbawiona wyższych uczuć, nie brzmi pociesznie, dla pragnących emocjonalnej podniosłości i miłości kobiet.

Mężczyzna: Mężczyźni nie mówią wiele o swoich uczuciach (jednak wbrew zdaniom niektórych posiadają je). Wynika to poniekąd z faktu, że stereotypy i powielane schematy oraz normy kulturowe sprawiają, że faceci czują się jakby nie mieli prawa pozwalać sobie na chwile słabości, czułości. Prawdziwe życie jednak znacznie weryfikuje medialny wizerunek męskich macho. Zakochani panowie ujawniają głębokie pokłady romantyzmu i uczuciowości. Podchodzą bardzo emocjonalnie do związku i bardzo przeżywają porażkę lub odrzucenie. Dlatego też starają się wybrać kobietę odpowiednią, nie „kobietę na (te)raz”, ale matkę własnych dzieci. Wiąże się to z dojrzałością, tolerancją i znalezieniem wspólnego podłoża z partnerką, z którą muszą stworzyć nić porozumienia.

Współczesna pop-kultura i media nie zachęcają mimo wszystko do tworzenia związków małżeńskich. W coraz szybszym turbo-świecie nie ma czasu na dokładne poznawanie się, rozmowy o sobie, o swoim wnętrzu. Liczy się jedynie to, jak się wygląda i gdzie się bywa. Facet kreowany jest na dominującego w związku, kobieta ma mu ulegać i być posłuszną seks-zabawką. Jeśli taka nie będzie, osobnik nie ma problemu ze znalezieniem dla siebie innej partnerki, takiej która, nie będzie sprawiać mu problemów, tylko ładnie wyglądać. Jest to bardzo złudny i mylny obraz tego, jak funkcjonują związki w dniach dzisiejszych. Postrzeganie uprzedmiotowienia kobiet i oschłej dominacji mężczyzn jako prawdziwego obrazu, może prowadzić jedynie do niespełnienia i frustracji.

Badania pokazują, że mężczyźni szukają kobiet wyrozumiałych, uczuciowych, opiekuńczych i gospodarnych (coraz więcej osób przyznaje, że to swoim żonom oddaje wypłatę, którą one rozporządzają). Ważne jest dla mężczyzn uznanie, które otrzymują od partnerek – lubią czuć, że im imponują, że cieszą się z ich osiągnięć - czy to w pracy czy w ulubionym hobby. Mimo, iż faceci pozują na jednostki niezależne i silne, to u kobiet szukają wsparcia. Faceci prócz tego, że mogą stanowić dobry materiał na przyszłą głowę rodziny, potrzebują od czasu do czasu wyjść z kolegami na spotkanie. Kontynuowanie przyjaźni z innymi mężczyznami stanowi pewnego rodzaju rytuał kultywowany od dzieciństwa. Być może jest to też pozostałość po łowieckich wyprawach naszych praprzodków, gdzie wraz z innymi osobnikami poszukiwali pożywienia. Spotkania te jednak nie mają charakteru seksualnej eskapady, jak się im to często przypisuje. Także kolejny raz medialne przekazy nie oddają prawdziwej rzeczywistości.

4. Jak nie dać się owładnąć popkulturowym schematom?

  • Dać szansę drugiej osobie na to, aby ją poznać i być przez nią poznanym.
  • Zastanowić się, czy będziemy w stanie z nią być, nie wymuszając od niej zmian, lecz akceptując taką jaka jest.
  • Nie oczekiwać od niej egoistycznego spełniania naszych potrzeb, lecz dowiedzieć się od niej o tym, czego ona potrzebuje, pragnie, o czym marzy - czasem wystarczy tylko zapytać.
  • Starać się dla drugiej osoby i uczyć schodzić na kompromisy.
  • Nie kierować się stereotypami, tym co mówią nasi znajomi - szukać odpowiedzi w naszym partnerze, a nie poza nim. Jeśli druga osoba pozwoli nam się w pełni poznać, nie będziemy potrzebowali domysłów i schematów, by dojść do tego, co myśli, czuje i robi - sama nam chętnie o tym powie.
  • Odpowiedzią na każde pytanie jest wsłuchanie się w drugą osobę.

Uwolnienie się od popkulturowej papki, która od najmłodszych lat wpaja nam schematy myślenia nie będzie łatwe. Ale warto próbować, by w pełni świadomie decydować o własnym życiu.

Bibliografia: 

  1. Pease,A,B.(2008).Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map. Poznań: Rebis.
  2. Kuligowski,W.(2004).Miłość na Zachodzie. Historia antropologiczna. Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM
  3. Ziółkowska,A.(2006) Skąd się bierze miłość, Duży Format. 18.07.2006
  4. Haller M., 11 Qualities of the Perfect Woman, Men’s Health, December 9 2012
  5. Dane z “Raport ciekawości Redd’s 2012” – przeprowadzone przez TNS Polska

*tytuł piosenki Myslovitz

 

Autorzy: Justyna Sordyl
Marek Grajcar

 

Wykształcenie: mgr Psycholog, profilaktyk systemowy   Zainteresowania: terapia systemowa oraz poznawczo-behawioralna, psychologiczne mechanizmy uzależnień, psychologia moralności. Doświadczenie zawodowe:  Warsztatach Terapii Zajęciowej „Ad Vitam Dignam” dla osób chorujących na Schizofrenię, Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Andrychowie, Publicznym Zakładzie terapii uzależnień w Siemianowicach Śląskich, Poradni terapii uzależnienia i współuzależnienia od Alkoholu w Katowicach, Instytucie Twórczej Integracji w Sosnowcu, Centrum Edukacyjnym Nu-lab, Jaworzno. Poradnia Zdrowego Odżywiania - Bioverum ​Tworzy także materiały szkoleniowe i blended-learningowe z zakresu umiejętności psychospołecznych. (...)


Emocje dobre i złe – czy złe mogą być dobre, a dobre złe?

Dziś ciągle słyszymy, jak ciężko się żyje we współczesnym świecie i jak źle to wpływa na psychikę człowieka. W swoim artykule zapraszam do zastanowienia się nie nad złem tego świata, ale nad tym, czego tak naprawdę każdy z nas szuka, a więc nad szczęściem. Ponadto, dotykam tematu samorozwoju poprzez świadomość własnego życia emocjonalnego. Być może rzeczywiście, to co wydaje się złe i nieprzyjemne można odwrócić w dobro...

1. Wcale nie jest tak źle

Obecnie bardzo popularny komentarz o człowieku współczesnym definiuje go jako jednostkę zagubioną w gąszczu konsumpcjonizmu, posiadania i gonitwy „za więcej” Współcześni moraliści troszeczkę demonizują świat, a którym funkcjonujemy...  Czy aby na pewno jest aż tak źle? Gdyby tak było, raczej przypominalibyśmy trybiki w maszynerii świata, które absolutnie nic nie odczuwają, a co dopiero mówić o doświadczaniu emocji?! Tak więc, należy wyjść poza slogan : „Jest źle...” i spróbować poszukać głębszej odpowiedzi na pytanie o życie emocjonalne człowieka z pogranicza XX i XXI wieku...

2. Człowiek przełomu

Jest to człowiek, który rzeczywiście pragnie, ale są to pragnienia bardzo niewinne i dziecięce: doświadczania miłości, przyjemności, szczęścia, bliskości. Być może moja generalizacja, iż każdy z nas właśnie tego pragnie jest zbyt dalece posunięta, lecz odważę się twierdzić, iż wszystkie deklarowane pragnienia sprowadzają się do subiektywnie pojmowanego szczęścia. W tym miejscu zaczyna sie główny dylemat. Po pierwsze, co jest oznaką bycia szczęśliwym? Jak potocznie definiujemy stan szczęśliwości? Czego oczekujemy po byciu szczęśliwym? Postawione powyżej pytania wskazują tor niniejszej refleksji.

3. „Jestem szczęśliwy” – jak to pięknie brzmi

Oznaki bycia szczęśliwym dla większości osób są czysto emocjonalne. Obserwujesz swoje poruszenie fizjologiczne, analizujesz je i dochodzisz do wniosku, że to co czujesz, to szczęście. Niestety tak postrzegane szczęście jest po pierwsze krótkotrwałe, a po drugie nieweryfikowalne i bezowocne. Jeśli chodzi o stan szczęśliwości, to jest to specyficzne dla danej jednostki w miarę stałe poczucie, które wyraźnie odnosi się do przyjętych wartości, światopoglądu i aktualnych celów życiowych. Czego człowiek oczekuje po „byciu szczęśliwym”? Na przekór odpowiedzi na pierwsze pytanie, oczekujemy trwałości szczęścia i deklarowanego „świętego spokoju”, jednym słowem: „raju na ziemi”. Na przekór temu żyjemy w  pościgu za czymś czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć. To jest z powodu rosnącej frustracji i lęków. Ostatecznie, bardzo często z dobrych emocji, które są składowymi szczęścia, wykluwają się złe i niechciane emocje.

4. Szczęście nie jedno ma imię

Należy zwrócić uwagę, że „w grę wchodzi” konglomerat emocji dobrych, które budują pojęcie szczęścia, a z drugiej strony, konglomerat emocji złych, które są odpowiedzią na niezaspokojenie potrzeb. O ile jednak te dobre nietrudno nam nazwać emocjami, to złe noszą wiele różnych nazw począwszy od wad, złego zachowania, po przestępstwo. Jeśli więc rozpatrywać te pojęcia w kontekście pobudzeń emocjonalnych, można spekulować, iż proces odwrotu od ich odczuwania przyniósłby konsekwencje pozytywne dla społeczeństwa i jednostki.

5. „Nie taki diabeł straszny”

Na ile uprawnione jest mówienie o złych emocjach, skoro wedle definicji emocja jako taka wywodzi się z mechanizmów adaptacyjnych pomagających człowiekowi pierwotnemu przetrwać? Jako przykład można podać definicję Arnolda, która brzmi: „Emocje to odczuwana skłonność do czegoś, co jednostka intuicyjnie ocenia jako dobre (pożyteczne) lub jako złe (szkodliwe)” [przypis: 1].

Wydaje się, iż uprawnia do tego czynnik kulturowo-społeczny. Po pierwsze, ze względu na normy społeczne weryfikujące, jakie emocje możemy uzewnętrzniać, a jakie nie są aprobowane. Po drugie, ze względu na patologizację życia psychicznego jednostki poprzez wspomnianą już pogoń za posiadaniem, wzrostem konsumpcjonizmu itp. 

Z drugiej strony, mówiąc o emocjach negatywnych, tak naprawdę najczęściej myślimy o emocjach dla nas nieprzyjemnych, takich jak strach, lek, żal, rozgoryczenia, gniew. W tym wypadku rodzą się kolejne pytania o ich rzeczywisty brak przydatności dla człowieka. Frances Wilks w książce „Inteligentne emocje" pisze: „Żal jest jak brama wiodąca od jednego stanu ducha do innego, jest niezwykle istotny, bez niego nie odbędzie się żadna zmiana ani rozwój. Żal i rozgoryczenie to uczucie bardzo niewygodne, ale to właśnie ta niewygoda zmusza nas do dalszej wędrówki.” [przypis: 2]. Tak więc, nie jest tak jednoznaczne, że nieprzyjemna emocja nie może posłużyć do samorozwoju. Wręcz przeciwnie, w myśl zasady, że skuteczne lekarstwo nigdy nie jest smaczne, bardzo często doświadczenie żalu, gniewu, strachu może nas wzmocnić i uzbroić w nowe sposoby radzenia sobie z problemami. Sedno tkwi w dostrzeżeniu możliwości i umiejętnym kontrolowaniu swoich emocji.

6. Decyzja należy do mnie

Aby zwiększyć swoje zdolności do radzenia sobie z emocjami warto pracować nad świadomością emocjonalną. Można na przykład zapisywać swoje epizody emocjonalne z zaznaczeniem towarzyszących im źródeł, przekonań i działań, jakie w związku z daną emocją podjęliśmy. Taka refleksja nad sobą pozwolić zmodyfikować negatywne przekonania, które wywołują w nas niepotrzebnie emocje. Należy sobie uświadomić, że to nie wydarzenia ani tym bardziej nie ludzie czynią nas nieszczęśliwymi, ale sami się takimi czynimy, poprzez negatywne myśli.

Oczywiście, tak jak dobre emocje rozładowujemy okazując je w sposób społecznie aprobowany, tak też złe emocje muszą znaleźć swoje ujście. Jedynym problem jest to, by robić to    w sposób akceptowany, który nie będzie ranił nikogo z naszego otoczenia i nas samych, ale sposób jest dla każdego indywidualny.

7. Praktyka czyni mistrza

Ćwiczenia, które warto, abyś wykonał:

  1. Dotarcie do prawdy o sobie: Znajdź chwilę co wieczór i zapytaj siebie jakie emocje Ci towarzyszyły, w jakich sytuacjach i co o tych sytuacjach myślałeś? „Kiedy uzyskasz poczucie prawdy – zmienisz się. Jeśli o niej tylko wiesz i jeśli jest ona wyłącznie w twojej głowie – zmiana się nie dokona.” Anthony de Mello
  2. Zaakceptowanie lub odrzucenie emocji: Zdecyduj, które z tych emocji były uprawnione w danej sytuacji, a te które były bezpodstawne; zastanów się, jak zmienić myślenie o sytuacji?
  3. Sposób odreagowania: Pomyśl, co sprawia Ci największą przyjemność, co sprawia, że potrafisz na chwilę o niczym nie myśleć, być sobą... Jeśli już wiesz co to takiego, to uczyń z tej czynności swój sposób odreagowania negatywnych emocji.

 

Mam nadzieję, że efektywne przejście przez te trzy ćwiczenia pozwoli Ci zdobyć odrobinę szczęścia, którego na pewno szukasz...

 

Przypisy:

 
  1. http://www.zycie.ca
  2. http://www.bognabielacka.pl

Studia: Magister psychologii i licencjat pedagogiki Zainteresowania: Psychologia religii i duchowości, teologia, muzyka klasyczna, terapia dzieci Doświadczenie zawodowe: praktyki w Zakładzie karnym, Domu Pomocy Społecznej; Szkole podstawowej, Warsztatach terapii zajęciowej; Studia: Magister psychologii i licencjat pedagogiki Zainteresowania: Psychologia religii i duchowości, teologia, muzyka klasyczna, terapia dzieci Doświadczenie zawodowe: praktyki w Zakładzie karnym, Domu Pomocy Społecznej; Szkole podstawowej, Warsztatach terapii zajęciowej;Dodatkowe doświadczenie (działalność w organizacjach, praktyki, wolontariat): wolontariat w świetlicy socjoterapeutycznej i Stowarzyszeniu Kultury Osób Niepełnosprawnych; koordynator regionalny akcji Szlachetna Paczka 2010r. (...)


Strony

Subscribe to RSS - Czuję

Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.