• By
  • Opublikowane 1 Październik, 2013

„Alkoholizm jest chorobą uczuć” – Rozmowa z Janem- Część Druga - Spotkanie z drugim człowiekiem

Jan ma 41 lat. Jest alkoholikiem trzeźwym od 6 lat. Zgodził się na szczerą rozmowę o swoim życiu, uzależnieniu i drodze wychodzenia z niego oraz o emocjach i wspomnieniach z tym związanych.

Część Druga: Spotkanie z drugim człowiekiem

O roli wsparcia i rozmowy drugim człowiekiem, odzyskiwaniu zaufania i zmianach na lepsze.

M.Sz.: .: Czy jakieś zdarzenia, momenty w terapii, były dla ciebie wyjątkowe? Przełomowe?

J.: Na terapii przyszedł taki moment. Miałem pracę do napisania, którą potem miałem przeczytać innym na spotkaniu. Myślałem, że po prostu nie dam rady wypowiedzieć tego wszystkiego głośno. Czułem ogromny wstyd, upokorzenie, obawiałem się wyśmiania mnie. Jakoś sobie poradziłem, przeczytałem pracę i rozpłakałem się jak nigdy w życiu. Zrobiło się cicho. Wszyscy wstali, podchodzili, przytulali mnie i mówili „dobra, chłopie, nie płacz, będzie dobrze”. Wtedy zaznałem ciepła. W gronie alkoholików można spotkać ludzi niezwykle serdecznych i wyrozumiałych, którzy przecież przeżyli to samo, co ja. Gdy wyszedłem z terapii spotkałem w mojej okolicy innych alkoholików. Zaprzyjaźniliśmy się, zaczęliśmy wspólnie jeździć na mitingi. Po terapii w ośrodku dużym przeżyciem była też pierwsza impreza abstynencka. Ja lubię tańczyć… tak sobie myślałem. Tylko jak tu zatańczyć na trzeźwo? Stałem na środku, nogi jak z drewna, nie wiedziałem, co zrobić. Podszedł do mnie człowiek, popatrzył na mnie i spytał: „Co, pierwszy raz jesteś, nie?”. Mówię: „Aż tak widać?”. A on: „Chłopie! Ty i tak jesteś the best! Jak ja byłem pierwszy raz, to stałem tam na schodach, a ty tu do środka przyszedłeś!”. Podbudował mnie tym. Pomyślałem, że może nie będzie aż tak źle. Nawet nie wiem, jak to się stało, a już miałem koszulę mokrą na plecach od tańca. W tym gronie nikt cię nie potępi, nikt nie patrzy na twoje ubrania, na to czy umiesz tańczyć, czy może nawet nie potrafisz złapać rytmu. Każdy po prostu się bawi. Ten klimat, ta jedność, to wszystko bardzo emocjonalnie uderza. Powiem ci, że pierwszy raz w życiu widziałem kobietę o kulach, która tańczy. Nikt się z tego nie śmiał, nie robił tragedii. Ona chciała tańczyć i tańczyła. Dała swoim zachowaniem świadectwo, że nie różnimy się między sobą, a ona, jak mawiała, „ma po prostu cztery nogi”.

M.Sz.: Teraz mieszkasz w Niemczech i nie masz bezpośredniego kontaktu z tą grupą, o której tak ciepło mówisz. Jak sobie z tym radzisz?

J.: W Niemczech trudniej znaleźć tak bezpośredniego alkoholika. Uczestniczyłem w mitingach grupy polskojęzycznej, ale niestety rozpadła się. Dzięki mojej żonie zacząłem wchodzić na jedną stronę, na której spotykają się ludzie uzależnieni i współuzależnieni. Tam we wtorki o 21 można uczestniczyć w mitingu online. Dla mnie to jest zbawienne. Na tej stronie znalazłem pewnego dnia wypowiedź mężczyzny o tym, że wyjeżdża do Niemiec i trochę się boi. Odezwałem się do niego. Okazało się, że będzie mieszkał 5 km ode mnie. W końcu umówiliśmy się w tym jego mieście na parkingu. Jak tu się spotkać, gdy nigdy nie widziało się tej osoby ani nawet jej podobizny? Wysiadłem z samochodu i widzę, idzie człowiek. Powiedział mi potem: „Wiedziałem, że to ty”. Ja też widząc jego postać, wiedziałem, że to on. Pomachaliśmy do siebie i dalej już poszło. Byłem bardzo zdziwiony, gdy okazało się, że ma już 23 lata trzeźwości. Dało mi to do myślenia, że po tylu latach, wyjeżdżając, chciał się jakoś zabezpieczyć. Zrozumiałem, że trzeba mieć na wszystko oko, bo alkohol jest bardzo zwodniczy. Z alkoholem nie ma walki. Na terapii mi powiedzieli, że to tak, jakbym wyszedł na ring z Tysonem. Z góry jest się spisanym na porażkę. Do mnie to dotarło i ja nie mam zamiaru na ten ring wychodzić, bo wiem, że wyjdę, dostanę w czapę i będę leżał na deskach, a ja tych desek wąchać nie chcę. Znam ich smród, bo wielokrotnie na nich leżałem. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby do tego nie dopuszczać. Staram się zawczasu tę chorobę dusić w zalążku. Jak tylko jest jakiś sygnał, to trzeba go zniwelować. Mam do tego narzędzia. Najczęściej rozmawiam z drugim alkoholikiem. Są różne możliwości zadbania o swoje zdrowie.

M.Sz.: W twoich wypowiedziach często pojawia się motyw rozmowy. Rozmowy z drugim człowiekiem.

J.: Od któregoś momentu lubię na ten temat rozmawiać z ludźmi, u których widzę szczere zainteresowanie. Dlatego cieszę się, że tutaj coś takiego nastąpiło. Na pierwszych mitingach bardzo zazdrościłem innym, że potrafią o tym swobodnie mówić. Teraz widzę, że szczere mówienie o sobie komuś zaufanemu jest kluczem. Mnie mówienie przynosi ulgę. Gdy ktoś pije przy mnie alkohol, czuję się zakłopotany, zmieszany. To przypomina mi i daje mi do zrozumienia, że musze coś z tą sytuacją zrobić. Mówię najczęściej, żeby te osoby się gniewały, że to nie ze względu na nie źle się czuję, ale jestem alkoholikiem, nie lubię wokół siebie zapachu alkoholu i po prostu się ewakuuję. W swoim towarzystwie, w pracy, itd., wypracowałem już sobie to, że nikt mnie nie namawia, nawet dbają o mnie. Wystarczy poinformować ludzi o swoim stanie, bo informacja jest najważniejsza. Trudno wymagać od kogoś, żeby był jasnowidzem. Dzięki rozmowie druga osoba może dowiedzieć się, co w danym momencie czujesz, czego chcesz, jaki masz problem, itp. Ktoś kiedyś powiedział, że informacja jest cenniejsza od pieniędzy. Myślę, że miał rację.

M.Sz.: Co powiedziałbyś, poradziłbyś osobie, która tkwi w uzależnieniu i nie widzi aktualnie nadziei na wyjście z niego?

J.: To bardzo trudne pytanie. Przynajmniej ja, na tym etapie swojego życia, nie znam na nie odpowiedzi, co by było dobre, a czym można zaszkodzić. U każdego alkoholika wszystko odbywa się indywidualnie. Zależy na jakim etapie choroby jest, czy już jest jakaś szansa na dotarcie do niego. Zawsze warto próbować przemówić do takiej osoby. Nawet małe, zasiane ziarenko może dać jakiś efekt, może ta osoba chociaż przez 5 minut się zastanowi. Ja takiej osobie przedstawiłbym siebie, jak to się u mnie objawiało, jakie myślenie miałem kiedyś, a jakie teraz, jak żyję, jak zmieniło się moje życie, co straciłem i co zyskałem. Jeżeli byłby na takim etapie, że potrafiłby to przyjąć, to pewnie by to pomogło. Może poczułby, że on też chce coś takiego mieć. Warto próbować, jeżeli tylko zauważy się chociaż odrobinę chęci u takiej osoby. Trzeba jednak w tym wszystkim uważać, o czym przekonałem się na własnej skórze. Kiedyś za bardzo zaangażowałem się w pomoc koledze, tak jakbym chciał już trzeźwieć za niego. Nie powinno się przekraczać takiej bariery. Jeżeli ktoś chce pić, to się tego nie zmieni. Ja się starałem, a on „zapił”. Zacząłem winić siebie, że może coś źle mu wytłumaczyłem, źle zrobiłem. Odbiło się to potem na moim zdrowiu, zacząłem się źle czuć, mieć głód i sam potrzebowałem pomocy.

M.Sz.: Mówisz, że opowiedziałbyś jak zmieniło się twoje życie. Możesz opowiedzieć i mnie?

J.: Moje życie zmieniło się o 180 stopni. To nie stało się od razu. Musiałem uczyć się wszystkiego od nowa, tak jak małe dziecko. Stracić zaufanie można w jednym momencie, ale żeby je odbudować, trzeba pracować nawet latami. I ja pracuje i będę pracował. Poznałem kobietę, której już na początku wyznałem, ze jestem alkoholikiem, nie chciałem niczego ukrywać. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, całkowicie szczerze, zaczęliśmy się świetnie rozumieć. Została moją żoną. Teraz pracuję w Niemczech, mam tu dom i rodzinę. Zawdzięczam to wszystko temu, że jestem trzeźwy.

M.Sz.: A jak zmieniłeś się ty sam? Jako osoba?

J.: Zaczynam zauważać drobne rzeczy, potrafię prawdziwie się cieszyć. Zaraz po wyjściu z terapii czułem się nieszczęśliwy, narzekałem na swój los. Spotkałem wtedy drugiego alkoholika, który powiedział mi, że muszę zacząć się cieszyć życiem, że nie mam powodu do bycia nieszczęśliwym. Spytał mnie nawet wprost: „Ty wiesz w ogóle, co to jest szczęście?”. „Matko Boska, no nie wiem! Mam tyle lat i nie wiem”. Potem uświadomił mi, że znalazłoby się wiele osób, które chciałyby być w mojej sytuacji. Siedzę w ciepłym pokoju, jestem najedzony, zdrowy, mam mamę, tatę, bliskich, przyjaciół. Jak ja mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwy? Zrobiło mi się wtedy trochę wstyd, że nie doceniam tego, co mam. Zmieniłem się też emocjonalnie. Uczę się radzić sobie z emocjami i zaczyna mi się udawać. Wykorzystuję metody, których nauczyłem się na terapii. Idę teraz tą ścieżką, która kiedyś wydawała mi się trudniejsza, bo przecież wszystko załatwiał alkohol. Jestem z tego dumny, ale staram się nie dostać pawich piór, bo w alkoholizmie to jest bardzo zgubne. Oczywiście nie jest różowo, problemy są, czasem trzeba się pomartwić, zestresować. Teraz już potrafię sobie radzić z trudnościami dnia codziennego. Wiem już, że każdy ma prawo do wyrażania emocji i że w tej kwestii mężczyzna niczym nie rożni się od kobiety. Mamy ten sam wachlarz uczuć. Niby się mówi, że facet jest jak skała, facet nie płacze, nie przeprasza. Tak jest często wychowany, żeby tę „skałę” pokazywać społeczeństwu. W rzeczywistości w środku jest miękki jak plastelina. To tylko mit, że mężczyzna idzie na wojnę, a kobieta zostaje. Mężczyźni jadą na wojnę, ale płaczą tam jak dzieci, bo się boją i mają do tego prawo, jak każdy człowiek. Mają prawo do każdego uczucia, czy to strachu, radości, miłości czy jakiegokolwiek innego. Ja też kiedyś miałem z tym problem. Inaczej też patrzę sam na siebie. Teraz moja twarz w lustrze przy goleniu zaczyna mi się nawet podobać, czasem puszczę do siebie oczko i pomyślę, że w gruncie rzeczy jest spoko (śmiech. Dzięki czemu? Dzięki temu, że jestem trzeźwy.

M.Sz.: Masz teraz sprecyzowany cel, do którego dążysz? Jakieś postanowienie?

J.: Nie stawiam sobie celu, że mam być trzeźwy przez następne 10 lat. Bo co zrobię, jak te 10 lat minie? Ja mam być trzeźwy dzisiaj. Taki cel stawiam sobie każdego dnia. Wstaję rano i modlę się do Boga o pogodę ducha. Chciałbym być trzeźwy do końca życia, bo wiem, co trzeźwość mi daje.

M.Sz.: Życzę ci tego z całego serca. Dziękuję, że zgodziłeś się na tę rozmowę.


Pomoc psychologiczna

Studenci i Doktoranci Uniwersytetu Śląskiego mogą korzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego i poradnictwa w Centrum Obsługi Studenta.

Skontaktuj się ze specjalistami w następujących obszarach:

W celu ustalenia terminu indywidualnej konsultacji psychologicznej prosimy o kontakt drogą elektroniczną lub telefonicznie.